;*- Musisz iść dziś do pracy, prawda? - Spytała Gemma wsuwając swoją małą stópkę do jednego z zimowych butów, które udało mu się kupić jeszcze za dosyć niską cenę, a na całe szczęście dziewczynce się bardzo podobały. Ciężko westchnął i pokiwał swoją głową, a dziewczynka szybko ubrała na drugą stópkę kolejnego buta od razu po tym wychodząc bez słowa z mieszkania.
Ostatnimi dniami naprawdę nie przelewało się u nich z pieniędzmi. W końcu nadchodziły coraz bliżej święta i jeszcze więcej wydatków niż zwykle pewnie i tak dojdzie do tego, że wigilię spędzimy z Liam’em i jego żoną, z którymi się przyjaźnił. Pomagali mu też bardzo często w opiece nad Gemmą w końcu Danielle spodziewała się sama dziecka, więc mówiła zawsze, że dzięki opiece nad Gemmą nabierze doświadczenia.
Harry ciężko westchnął i ubrał na swoje nogi szybko buty i wyszedł, zamykając drzwi za sobą na klucz.
Zbiegł po schodach i podszedł do samochodu obok, którego stała oparta dziewczynka. Przykucnął przed nią i ułożył dłonie na jej małych bioderkach.
- Kochanie, dobrze wiesz, że nie jest nam teraz łatwo, tak? Idą święta, a nie możemy kolejny rok pójść na wigilię do wujka Liam’a i cioci Danielle. Musimy sobie sami urządzić wigilię. - Powiedział Harry, wpatrując się w parę równie zielone tęczówki co jego.
Harry i Gemma byli dosyć bardzo do siebie podobni i pewnie każdy mógłby powiedzieć, że Harry bardziej przypomina jej ojca niż barta. Dziewczynka miała długie czekoladowe loki i pełne usta jak Harry. Oczywiście jej oczy były nieco jaśniejsze niż od Harrego, ale bardzo je przypominały.
Gemma skinęła swoją głową i przeniosła swój wzrok na ziemię. Harry westchnął głośno i wyprostował się, otwierając samochód, by dziewczynka mogła wsiąść do środka, a on sam zajął miejsce za kierownicą.
Dziewczynka dobrze wiedziała, że im się za dobrze nie wiedzie, a Harry starał się, by tak tego nie odczuwała, choć czasami naprawdę nie było łatwo.
*******************************
Kilka minut później razem z Gemmą wszedł do jedno z sklepów dziecięcych, gdzie na pewno znajdą coś, co spodobałoby się Alex. Gemma zaczęła przeglądać wszystko z bardzo wielką dokładnością aż wreszcie wybrała jeden z notesów, a raczej pamiętników dla koleżanki.
- Jeszcze raz i powoli. Dlaczego chcesz jej kupić pamiętnik? To nie jest zbyt zwykłe? - Harry mruknął, trzymając w dłoni pamiętnik, który chciała kupić Gemma.
- No, bo.. Alex mówiła ostatnio, że zgubił się jej pamiętnik, więc pomyślałam, że to będzie idealny prezent! Mam tylko nadzieję, że nie kupiła sobie nowego, wtedy na pewno zwalę. - Westchnęła mała dziewczynka i zrobiła skwaszoną minę.
Harry wzruszył jedynie sowimi ramionami i kupił pamiętnik dla Alex.
5 minut przed 10 byli pod placówką szkoły, ponieważ musieli jeszcze na ostatnią chwilę wejść po czekoladę i torebkę, by zapakować jakoś ten prezent.
- To wyskakuj młoda i grzeczna masz być! - Zaśmiał się Harry, odblokowując drzwi, by dziewczynka mogła wyjść. Gemma przewróciła swoimi oczami i chwyciła w swoją drobną rączkę podbródek Harrego, by cmoknąć swoimi ustami jego policzek. Zazwyczaj żegnała go buziakiem w policzek, to chyba stało się już codziennością. Gemma bardzo kochała swojego brata i dobrze wiedziała, że nie jest mu łatwo i starała się, by mu nie sprawiać jeszcze większych kłopotów.
- Pa, Harry! - Krzyknęła jeszcze i wybiegła z samochodu jak poparzona. Chłopak się zaśmiał i już miał odpalić samochód i odjechać, gdy oczom rzuciła się mu mała torebka, w której znajdował się prezent dla przyjaciółki Gemmy.
Harry szybko wziął w dłoń torebkę i wysiadł z samochodu, kierując swój wzrok w stronę drzwi szkoły, ale nie mógł zauważyć siostry. Zamknął drzwi samochodu i skierował się wprost do szkoły, by oddać prezent Gemmie.
Lekcja się już zaczęła, więc Gemma powinna być już w klasie, ale w pewnej chwili usłyszałem jak ktoś jeszcze krząta się po szatni. Szybko wszedł do małego pomieszczenia, a gdy zobaczył jak Gemma zmienia buty od razu do niej podszedł.
- Kiedyś głowy aniołku zapomnisz. - Zaśmiał się Harry, lekko czochrając włoski dziewczynki. Położył prezent obok dziewczynki i skierował się w stronę wyjścia. - Pa, Gemma! - Mruknął jeszcze, na co dziewczynka jedynie się roześmiała. Za nim jeszcze wyszedł z szkoły zaczytał się na gablocie ulotek, więc, gdy usłyszał krzyk swojej młodszej siostry z szatni, rozszerzył aż w zaskoczeniu swoje powieki.
Wbiegł z powrotem do szatni, a gdy zauważył siedząca na ziemi Gemmę i stojące nad nią dwie dziewczynki w jej wieku zmarszczył swoje czoło. Podszedł do nich i uklęknął obok Gemmy, kładąc dłoń na pleckach dziewczynki.
- Co się stało, Gemma? - Spytał cicho Harry, a gdy dziewczynka usłyszała jego głos od razu rzuciła się na jego szyję, płacząc w nią. Harry dopiero, wtedy zauważył zniszczony prezent urodzinowy dla Alex, leżący na ziemi.
- Daisy i Phoebe.. one zniszczyły prezent dla Alex. - Wychlipała do jego ucha dziewczynka, na co przeniósł wzrok na zmieniające buty jak, gdyby nigdy nic dwie dziewczynki w wieku Gemmy.
- Te dwie tutaj? - Mruknął Harry również do jej ucha. Gdy Gemma pokiwała głową, Harry wstał i posadził na ławeczkę Gemmę, zacisnął mocno swoje wargi, po czym podszedł do dwóch dziewczynek chwytające ja za przedramiona.
- Dlaczego zniszczyłyście prezent Gemmie?! - Warknął dosyć ostro Harry bardziej niż chciał. Nie przejął się tym, że dwie stojące dziewczynki się go wystraszyły, ale za nim, która jakkolwiek się odezwała ktoś wszedł do szatni, więc Harry puścił je.
- Daisy i Phoebe? Gdzie jesteście? - Dosyć wysoki głos jak na faceta zawołał dziewczynki z drugiego końca szatni. Harry skierował swój wzrok w kierunku owego mężczyznę i zmarszczył czoło. Powinien powiedzieć o tym wszystkim ojcu tych dziewczynek, by chociaż oddał pieniądze za ten prezent. Spojrzał na stojącego w płaszczu mężczyznę, który żegnał się właśnie z tymi dwoma wrednymi dziewczynkami.
- Hej, Pana córki zniszczyły mojej siostrze prezent dla koleżanki na święta! Żądam zwrotu pieniędzy.. - Odparł odważnie Harry, podchodząc ku mężczyźnie, który dopiero co podniósł na niego swoje niebieskie tęczówki. Spojrzał na dwie stojące przed nim dziewczynki i zmarszczył swoje czoło.
- Hejj.. uh, po pierwsze to nie moje córki tylko siostry, a po drugie.. - Mężczyzna spojrzał na leżący na ziemi prezent i się zaśmiał w dziwaczny sposób. - Nie dziwię się, że go zniszczyły jest ohydny. Nie mam zamiaru oddawać żadnych pieniędzy. - Wykrzywił się facet stojący przed nim, a Harremu wręcz zabrakło słów. Facet przybił sobie z Daisy i Phoebe piątkę i wyszli razem z szatni bez słowa pożegnania.
Harrego nie dziwiło to, że tamte dwie się tak zachowywały mając takiego nie miłego brata. Facet powinien zwrócić pieniądze za prezent bez żadnego głupiego gadania. Kiedy usłyszał ponowny cichy szloch Gemmy dopiero się ocknął i podszedł do niej, kucając przed nią.
- Nie płacz Gemma.. kupimy drugi taki sam prezent i dasz jej go poza szkołą przecież masz u niej nocować w sobotę. - Powiedział cicho Harry i ucałował jej czoło. Dziewczynka pokiwała swoją głową i wtuliła się znowu do Harrego, mocno zaciskając swoje małe rączki na jego szyi. - Zabiorę cię do domu, jeżeli chcesz. - Ponownie pokiwała swoją głową, więc Harry wstał, zabrał pierw to, co pozostało z prezentu, który kupił dziś rano i chwycił za rękę Gemmę, by wyjść z szkoły.
*******************************
Resztę dnia Harry i Gemma spędzili razem, oglądając telewizję. Dziewczynce nieco polepszył się humor, gdy wrócili do domu, ale gdy tylko myślała o zniszczonym prezencie przez Daisy i Phoebe lub o tym, że Harry dziś musi iść do pracy, to humor ponownie się jej psuł.
Dziewczynka zasnęła przed 17. Harry przykrył ją kocem, a sam poszedł do łazienki, by wziąć prysznic. Do wyjścia był gotowy jakoś 30 minut przed czasem, więc skierował się do salonu, by sprawdzić czy Gemma przypadkiem się nie obudziła, ale nadal spała jak zabita.
Harry wziął dziewczynkę na ręce razem z kocem i wyszedł z mieszkania kierując się ku drzwiom na przeciwko. zadzwonił dzwonkiem, a po chwili otworzyła mu drzwi starsza pani, która się jedynie uśmiechnęła i wpuściła go do środka. Wszedł z Gemmą na rękach do salonu i ułożył ją na kanapie, całując jej ciepłe czółko.
- Dziękuje. - Szepnął w kierunku sąsiadki, która pokiwała lekko głową i wyszedł od razu z jej mieszkania, wracając jeszcze do swojego, by zabrać telefon i klucze.
*******************************
Jazda w kierunku podanego mu miejsca, gdzie o 18 powinien był się pojawić nie była długo, a właściwie nawet był przed czasem. Wysiadł z samochodu i skierował się powolnym krokiem w kierunku drzwi, dużej posiadłości. Od razu spostrzegł się, że ten, kto go zamówił nie jest, byle kim.
Zadzwonił dzwonkiem i obrócił się tyłem do drzwi, rozglądając się po ogrodzie, który znajdował się przed domem, a gdy usłyszał jak ktoś przekręca klucz w drzwiach od razu się obrócił.
Widząc stojącego przed nim mężczyznę z, który wyprowadził go dziś rano w szkole z równowagi wykrzywił się. Przyjrzał mu się uważnie i jeszcze bardziej się skrzywił, gdy zauważył, że stoi w samych bokserkach.
- Śledzisz mnie? - Uniósł zaskoczony chłopak brwi ku górze i westchnął pod nosem.
- Eh, jestem z agencji. - Mruknął zniesmaczony Harry, na co mężczyzna rozchylił swoje wargi w zaskoczeniu, ale po chwili otworzył szerzej drzwi, by mógł wejść do środka, szeroko się przy tym uśmiechając.
- Jesteś przed czasem. - Harry wzruszył swoimi ramionami i wszedł do środka. - Jak masz na imię? - Spytał, zamykając na klucz drzwi.
- Harry. - Lokaty chłopak odpowiedział i zdjął z siebie płaszcz, wieszając go na haczyku. - A ty? Wredna pizda? - Mruknął nieco ciszej a mężczyzna, który stał przed, nim przekrzywił lekko głowę w bok i się roześmiał.
- Nie , nie. Jestem Louis. - Odpowiedział rozbawiony i podszedł jeszcze bliżej, dotykając opuszkami palców policzek Harrego. - Cóż za dziwny zbieg okoliczności, Harry. - Wyszeptał Louis, na co Harry zacisnął mocno swoje wargi. On naprawdę chciał mu dać w tej chwili w zęby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz