wtorek, 17 grudnia 2013

10

Louis czuł, że jest z nim coraz gorzej. Oprócz tego, że wszystko go bolało i jego twarz nadal była opuchnięta, nie mógł się pozbierać psychicznie. I nie chodziło tylko o brak Harry’ego. Chociaż to była główna przyczyna jego powoli objawiającej się depresji. Louis zawsze był silny. Nigdy nie starał się okazywać jak bardzo to życie dawało mu w kość. Zawsze kroczył pewnie przez każdy dzień i nie przejmował się opinią innych na swój temat. Nie lubił o sobie rozmawiać, ani dzielić się niczym, co do niego należało. Nikt oprócz Zayna i Lux, nie miał wstępu do jego życia. Dopóki nie pojawił się Harry.

To wszystko było tak bardzo popieprzone, ponieważ nie wiedział, kiedy zatarła się jego granica i pozwolił brunetowi wtargnąć do swojej przestrzeni. A pozwolił mu na to do tego stopnia, że Harry zawładnął nim dogłębnie. Nie było mowy o zaprzestaniu myślenia o nim i kroczeniu przez życie dalej, bez pamiętania tej wichury loków. Nie było mowy o zapomnieniu uśmiechu i tych dołeczków. Bo jedyne, co Louis miał w głowie to właśnie były te dołeczki, i to chyba zabijało go najbardziej. Nie. Nie to. Najbardziej zabijało go wspomnienie tego zachrypniętego głosu, który przeszywał go na wskroś i sprawiał, że maluteńkie włoski na jego karku stawały dęba. To on sprawiał, że pociły mu się ręce, a jego wzrok uciekał na podłogę, bo czasami po prostu nie wiedział jak ma się przy nim zachować. Czasami wolał nic nie mówić i po prostu tam być. Siedzieć obok niego i czasami na niego spoglądać i cieszyć się tym widokiem, dopóki mógł. Wiedział, że kiedyś to się skończy, ale miał cichą nadzieje, że to przetrwa. Tylko dlaczego mylił się tak bardzo?

Bolało go również to, że Harry sobie radził. Naprawdę sobie radził i był silniejszy od niego, bo w każdym słowie i każdym liście pokazywał mu to tak bardzo. Pokazywał mu jaki to on był słaby. Nie Harry. To Louis był słaby, a przecież zawsze wydawało mu się, że nigdy tak nie będzie. To zawsze on górował i nad wszystkim panował. To on zawsze pomagał Zaynowi i sprowadzał go na ziemię, kiedy ten zaczynał wariować z byle powodu. Teraz to on zaczynał wariować. Czuł, że to życie go przytłacza i nie miał pojęcia jak może sobie z tym poradzić.

Leżąc na kanapie po grubym kocem, jaki dał mu Mulat, Louis czuł przeszywający ból w klatce piersiowej i myślał, że to jego koniec. Oczywiście ciągle brał leki i oczywiście ciągle nie mógł się za wiele ruszać, ale miał nadzieję, że to z czasem minie. Mijało. Powoli, ale tak. Z każdym dniem czuł się lepiej i zdrowiej, ale ten ból fizyczny był zastępowany tym psychicznym. Tym, którego wyleczenie nie było takie łatwe.

Zayn wszedł powoli do salonu i spojrzał troskliwie na swojego najlepszego przyjaciela. Zawsze taki był. Zawsze troskliwy i pomocny, i jak Louis mógł go nie kochać? Wydawało się, że mógłby zrobić dla niego wiele, jak nie wszystko. Ale szatyn także mógł zrobić dla niego naprawdę wszystko.

- Potrzebujesz czegoś, kolego? - zapytał, kucając obok sofy, na której leżał chłopak. Jego ciemne włosy były idealnie ułożone, a czarna koszulka opinała umięśniony tors. Starszy chłopak pokręcił przecząco głową, chociaż wiedział, że przydałaby mu się kolejna dawka leków. Nie chciał znowu być otumaniony i nie móc nawet zwyczajnie porozmawiać.

- Dobrze wyglądasz – mruknął Louis, kiedy Zayn podniósł się na równe nogi i przygładził swój strój.

- O tobie tego powiedzieć nie mogę, stary – To nie były chamskie słowa i niebieskooki naprawdę tak ich nie odebrał. To była raczej troskliwa uwaga – Wychodzę załatwić ostatnie rzeczy przed wyjazdem. Zabieram ze sobą Lux, abyś mógł odpocząć – Szatyn kiwnął głową, po czym poprawił swój koc – A kiedy wrócę, pomogę wziąć ci kąpiel i ogolę cię, bo zarosłeś – zaśmiał się brunet, sięgając do poduszki, która leżała w nogach sofy. Wyjął ją i położył na podłodze dając tym samym chłopakowi więcej miejsca.

- Ręce mam jeszcze sprawne, Zayn – jęknął. Malik wzruszył ramionami, po czym nachylił się nad nim i ucałował go we włosy, dodając mu tym otuchy.

- Wiem kochanie. Po prostu chcę się tobą zaopiekować, okej?

- Zayn? - zapytał Tomlinson, kiedy chłopak był już przy wyjściu z pomieszczenia – Ja… Ja wiem, że ci obiecałem… Ale, ja nie dam rady zająć się Cukiereczkiem. Naprawdę cię przepraszam – jęknął – Znowu jestem ci ciężarem, jak zawsze – Zayn odwrócił się na pięcie i podszedł do niego, siadając na stoliku naprzeciwko.

- Nigdy nie waż się tak mówić, jasne! Nigdy nie byłeś i nie będziesz dla mnie ciężarem Lou – powiedział dobitnie Mulat – Nie pamiętasz już, ile razy mi pomogłeś, kiedy nie dawałem sobie rady z Lux? Ile razy to ty byłeś przy mnie, a nie moja rodzina? Louis. Jesteś po Lux najważniejszą osobą w moim życiu i nie pozwalam ci tak mówić, jasne? - Louis nigdy nie podejrzewał swojego przyjaciela o takie wyznanie i był naprawdę dumny, że mimo wszystko ich przyjaźń była naprawdę silna – Bywały gorsze sytuacje od tej i jakoś dawaliśmy sobie radę i nigdy nie uważałem, że byłeś dla mnie ciężarem. Jesteśmy przyjaciółmi – westchnął brunet – Chcę dla ciebie jak najlepiej, wiesz o tym, prawda? - Louis kiwnął niepewnie głową.

- Wiem, co dla mnie dobre Zayn – Ciemnooki spojrzał na niego ze współczuciem i Louis poczuł, że oszukuje samego siebie. Tak było. Zawsze wydawało mu się, że wie, co dla niego dobre, ale w rzeczywistości to właśnie go raniło.

- Więc zamierzasz mu powiedzieć o wszystkim? - zapytał, Zayn, wstając ze swojego miejsca. Tomlinson pokręcił przecząco głową i schował twarz w kocu. Kochał Zayna, ale naprawdę nie chciał o tym z nim rozmawiać.

- Powiem mu, kiedy będę musiał, jeśli naprawdę będę musiał – Zayn kiwnął głową, czego on nie mógł zobaczyć.

- Okej. Wracamy niebawem. Odpocznij.


|WOA|


Harry był już niedaleko wejścia do hotelu, kiedy uświadomił sobie, że przez bitą godzinę chodził bezmyślnie w kółko. Nie myślał o niczym konkretnym, o niczym, co było związane z sytuacją, w jakiej się znalazł. A sytuacja była poważna. Jakby nie patrzeć miał wszystko to, czego pragnął na wyciągnięcie ręki. Tylko czy potrafił z tego skorzystać? Nie był najlepszy w podejmowaniu nowych decyzji, chociaż jeśli już je podjął to były one trafne i naprawdę ułatwiały mu życie. Jednak naprawdę bał się zaryzykować i robić cokolwiek samotnie, bez przedyskutowania tego z Liamem czy Niallem. Tylko, że on wiedział, jakie było ich zdanie na ten temat. Oczywiście zdanie Nialla było dla niego bardziej wiarygodne, bo Liam częściej kierował się rozsądkiem i miliony razy przemyślał daną sytuację zanim podjął jakieś kroki. Ale po co mu to było? On nie chciał długo o tym myśleć, bo jak już zaczynał to miał wątpliwości, a zastanawianie się, dlaczego Louis rzucił wszystko, nie dodawało mu odwagi. I chociaż naprawdę chciał wiedzieć, dlaczego tak się stało, nie mógł sam snuć podejrzeń, bo były one bezpodstawne. Nie był szatynem i nie wiedział, co siedziało w jego głowie, ale coś wewnątrz jego bardzo chciało, aby Louis zrobił to wszystko dla niego. Tak, to było bardzo samolubne z jego strony, bo powinien myśleć, że zrobił to dla siebie, ale on naprawdę chciałby żeby było odwrotnie.

Więc kiedy był już na swoim piętrze i powolnym krokiem kierował się do swojego pokoju, aby odpocząć przed wieczornym koncertem, zdecydował. To był nagły impuls i mogło się wydawać, że był naprawdę bezmyślny, ale dlaczego miałby tego nie zrobić? Dlaczego miałby nie zadzwonić do Louisa i nie dowiedzieć się wszystkiego, co go dręczyło i… O Boże! On naprawdę bardzo pragnął znowu usłyszeć jego głos. Tak po prostu. Więc to nie było takie trudne, jakby mogło się wydawać. Wszedł do swojego pokoju i po prostu usiadł na łóżku, a potem nie zdając sobie sprawy, że zna go na pamięć wystukał na swoim ekranie numer Tomlinsona, a potem czekał.

Louis podniósł słuchawkę po kilku sygnałach, ale to nie zraziło Harry’ego. Domyślił się, że może telefon leżał gdzieś dalej niż sięgała jego dłoń, a on po prostu nie był w stanie poderwać się z miejsca. Wizja leżącego Louisa z bolącymi żebrami naprawdę go dobijała.

- Harry? - Usłyszał cichy głos swojego kochanka i właśnie wtedy uświadomił sobie, że jest załamany. Każda część jego ciała powoli opadała z sił i nie miał szans na uratowanie siebie, dopóki był tak daleko od niego.

- Tęsknie – wymsknęło się spomiędzy jego warg, a potem w jego oczach pojawiły się łzy, które powoli zaczynały drążyć sobie ścieżki na jego policzkach. Usłyszawszy westchnienie po drugiej stronie linii, jęknął głośno i naprawdę było słychać, że płacze. Nawet się z tym nie krył. Nie chciał. Nie mógł.

- Nie bądź niemądry, Harry. Proszę, nie płacz – powiedział Louis, a jego głos zadrżał, kiedy wypowiadał imię bruneta – Nie chcę, abyś przeze mnie płakał – Harry przymknął oczy i położył się na miękkiej pościeli łóżka. Wsłuchał się w głos starszego chłopaka i odsapnął uspokajając się nieco. Tak właśnie było. Tak właśnie działał na niego Louis.

- Już wszystko wiem i właśnie dlatego płaczę, Lou – Louis nie wiedział czy powinien być zły, zaskoczony, czy powinien się cieszyć. Nie wiedział, jakie uczucia powinny w nim być, ale wiedział, że coś ciepłego rozlało się w jego sercu, kiedy Harry wypowiedział te słowa. To tak jakby jakiś ciężar spadł z jego ramion, bo nie musiał już go okłamywać – Nie bądź zły na Zayna. On spotkał Nialla i mu powiedział, potem po prostu zaczęliśmy się szarpać, bo nie chciał mi nic powiedzieć, a potem Liam mnie uderzył i… - Jego głos załamał się, na samo wspomnienie tego, co powiedział mu Horan. To było straszne i naprawdę chciał wyrzucić ze swojej głowy obraz zranionego, Tomlinsona.

- Harry? Jak to uderzył? Wszystko w porządku, nic ci nie jest?

- Nie, nie! Ze mną wszystko okej. Należało mi się. Nie byłem dobrym przyjacielem – westchnął i przekręcił się na bok, tak, że leżał twarzą do okna – Ja po prostu… Ja dowiedziałem się tego i teraz mam mętlik w głowie, bo… Kurwa cieszę się tak bardzo, bo przecież do tego dążyłem od początku, a teraz po prostu nie mogę tego zrozumieć. Nie wiem, dlaczego to zrobiłeś i to powoduje, że nie mogę przestać o tym myśleć. Bo to jesteś ty! Louis! - Louis jęknął głośno i poczuł, że po jego policzku spłynęła jedna łza. Nie był pewien czy to był ten moment, ale naprawdę nie zamierzał czekać dłużej – Ty i ja wiemy, że nie powinieneś nigdy tego robić, bo jesteś taki kruchy i boję się o ciebie każdego dnia i cały czas się zastanawiałem, czy wszystko z tobą dobrze. Ale ty po prostu nadal to robiłeś i byłeś taki dumny i nie obchodziło cię to, co mówiłem, bo zawsze wiedziałeś co dla ciebie najlepsze, zawsze wiedziałeś jak poradzić sobie w życiu, nawet jeśli musiałbyś płacić taką cenę, a teraz… Teraz po prostu… Po prostu nie wiem.

- Kocham cię, Harry – powiedział w końcu Louis. Nie mógł dłużej tego w sobie tłamsić. Nie chciał tego robić. A Harry? On po prostu zamarł. Nie mógł w to wszystko uwierzyć i nie mógł wydusić z siebie ani słowa – To stało się zaraz po twoim wyjeździe. Wszystko było w porządku dopóki jeden z klientów nie pocałował mnie, a ja po prostu nie mogłem tego zrobić. Nie mogłem, bo to nie byłeś ty. Wcześniej to było okej. Zazwyczaj całowałem się z nimi, ale wtedy dotarło do mnie, że to, co robiłem było tak bardzo złe jak jeszcze nigdy. Poczułem się jakbym cię zdradzał. Nie mogłem na nich patrzeć, ani ich dotykać. Zmuszałem się, ale to mnie powoli rozrywało. Zacząłem czuć do siebie odrazę, obrzydzenie. Poczułem się wreszcie jak szmata, a najgorsze było w tym to, że nigdy wcześniej się tak nie czułem – Louis złapał oddech i próbował zetrzeć łzy ze swojego policzka, podniósł się lekko do pozycji siedzącej, co przysporzyło mu trochę bólu, ale co to był za ból? W porównaniu do tego, który miał w swoim sercu był niczym – Zacząłem unikać ludzi, nie odbierałem telefonów. Nie chciałem, aby ktokolwiek mnie widział. A potem oni mnie dopadli. Ja… Nie pamiętam tego za dobrze. Obudziłem się następnego dnia na kanapie Zayna i jedyne, co pamiętałem to fakt, że to już się skończyło. Wszystko mnie bolało i miałem ochotę umrzeć, bo po co miałem żyć? Ale potem pomyślałem o tobie… - Louis nie wiedział jak ma to powiedzieć. Jak ma się wyrazić na temat tego, co dręczyło go najbardziej. Harry również się nie odzywał, nie chcąc mu przeszkadzać. Jego słowa nie były teraz ważne – Uświadomiłem sobie to, kiedy napisałeś, że mnie potrzebujesz. To było dla mnie ciężkie, bo wiedziałem, że jest całkiem odwrotnie. To ja potrzebowałem ciebie. I nie chodzi tu o seks, Harry. Chociaż dobrze wiem, że to, co dzieje się między nami, kiedy się do siebie zbliżamy jest nie do opisania… Po prostu to, co do ciebie czuje - mnie zabija. Rozrywa mnie na kawałki dzień po dniu i ja kurwa nie potrafię sobie z tym poradzić. Mógłbym wmówić sobie, że wszystko będzie dobrze, ale czuję, że nie będzie. Bo kocham cię tak mocno, że to, aż boli – Louis skończył mówić, a Harry nie miał pojęcia, co powinien mu odpowiedzieć. Tak wiele myśli cisnęło mu się na język, ale naprawdę nie wiedział, która z nich była tą odpowiednią. Nie chciał powiedzieć byle, czego. Chciał być wyważony. Chciał po prostu mieć go przy sobie i nie dać go ponownie skrzywdzić. Tylko, że to milczenie jeszcze bardziej raniło Louisa – Przepraszam, Harry. Naprawdę przepraszam.

Harry usłyszał zakończenie wiadomości i nie mógł w to uwierzyć. Louis się rozłączył. Zrobił to, ponieważ on nie potrafił zebrać się w sobie i powiedzieć tego, co czuł. Naprawdę chciał to zrobić. Ale nie wiedział jak.


|WOA|


To nie był zwykły koncert. To właśnie w jego trakcie Harry zrozumiał jedną bardzo ważną rzecz. Louis nie był byle kim. Nie robił byle czego i nie mówił byle jakich słów. Louis był wszystkim. Wszystkim, czego pragnął Harry. A teraz miał to na wyciągnięcie ręki. Oczywiście wiedział, że to będzie trudne, bo Louis był zniszczony jak nikt inny, ale czy jego życie było kiedyś łatwe? Czy kiedykolwiek mógł powiedzieć „Tak! Udało mi się. Nie musiałem się przy tym trudzić”? Nie. I właśnie, dlatego Harry postanowił ocalić to, co było w nim najważniejsze.

Monachium tego wieczora było przyjemne. Niewiele krzyków i wrzasków. Sama muzyka i jego głos. Miał idealne warunki do myślenia. Więc kiedy zszedł ze sceny po koncercie, nie wahał się przed złapaniem Liama za ramię.

- Wracam do Londynu – powiedział spokojnie, nie przejmując się tym, co mogło się wydarzyć. Payne nie był zdziwiony jego słowami. Przytaknął głową i spojrzał za Harry’ego gdzie stał wysoki mężczyzna. Gwiazdor widząc jego spojrzenie westchnął zrezygnowany, ale nie chciał wdawać się w jakiekolwiek dyskusje z swoim managerem.

- Co to ma znaczyć? - zapytał Sebastian, podchodząc do nich – Chyba nie zdajesz sobie sprawy, że za dwa dni masz koncert, a jutro wywiad w Berlinie, którego przełożyć nie możemy – Zielonooki założył ręce na tors i spokojnie czekał, aż mężczyzna skończy mówić – Nie wiem, co takiego dzieje się w Londynie, ale to na pewno może poczekać. Są ważniejsze rzeczy. Terminy, Harry. Terminy – Stojący nieopodal nich Niall prychnął pod nosem, co nie uszło uwadze żadnego z nich. Sebastian zmroził go spojrzeniem, po czym ruszył kilka kroków do przodu.

- Wiesz, co? Mam gdzieś, to wszystko, co zaplanowałeś – Mężczyzna odwrócił się w jego stronę z zdziwionym spojrzeniem. Liam także był zaskoczony jego słowami – Pierdolę to jednym słowem. Bo widzisz Sebastian…. - Harry westchnął i pokręcił głową – Zrozumiałem, dlaczego robisz to wszystko. Jest mi przykro, że mimo dwóch lat spędzonych razem ty ciągle widzisz czubek swojego nosa i chcesz zedrzeć ze mnie tyle pieniędzy ile, się da. Ale nie pozwolę na to – Harry odkręcił się w stronę swojej garderoby i przestąpił kilka kroków w tamtą stronę. Jedynie Niall nie był zaskoczony słowami przyjaciela. Rozumiał go dogłębnie i cieszył się, że ten w końcu zrozumiał wszystko. Mason chciał coś powiedzieć, ale Harry odwrócił się jeszcze w jego stronę, ponieważ ponownie o czymś zdecydował – Ach, i wiesz, co? Nie potrzebuję cię już. Równie dobrze Liam może zająć się moimi sprawami – zaśmiał się pod nosem - I tak robił to przez większość czasu, kiedy ty się opierdalałeś. Co to za różnica – Styles spojrzał na Liama, który stał w osłupieniu i nie wiedział czy ma się cieszyć, czy powinien sprowadzić bruneta na ziemię – Tak! Zdecydowanie tak. Zwalniam cię – Sebastian chciał coś powiedzieć, ale chłopak machnął dłonią i go uciszył – Ale nie martw się! Dostaniesz hojną odprawę, mój prawnik tym się zajmie. W końcu musisz mieć za co utrzymać ten super drogi samochód i mieszkanie w Nowym Jorku, prawda? - Harry zwrócił się w stronę Liama i spojrzał na niego wyczekująco. Ten jedynie mruknął coś pod nosem, po czym odszedł w stronę garderoby. Niall posłał mu szczery uśmiech, który odwzajemnił natychmiast. Zanim Harry odszedł, odwrócił się ostatni raz. To były ostatnie słowa, jakie wypowiedział do Sebastiana Masona – Moje serce jest ważniejsze niż moja kariera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz