wtorek, 17 grudnia 2013

5

'Cause even when I dream of you
The sweetest dream would never do
I’d still miss you, baby
And I don’t want to miss a thing’


Harry zszedł powoli ze sceny. Po drodze wziął od Liama biały, puchowy ręcznik, którym wytarł czoło, a potem zarzucił go sobie na ramiona. W jego głowie lekko huczało, ale było to dla niego naturalnie normalne. Otwierając swoją trasę koncertową po Europie, pre koncertem, jak nazwał to Horan, gwiazdor nie miał pojęcia, że przyjdzie tak dużo ludzi. Zazwyczaj na tego typu koncertach byli jego znajomi, przyjaciele, rodzina, no i oczywiście fani. Jednak tym razem tak nie było. Harry był sam, jeśli nie liczyć Liama i Nialla. Tylko, że oni byli tam z tego samego powodu, co on. To była ich praca, z lekką domieszką hobby i pewnego rodzaju miłości do tego wszystkiego, co robili. Fanów było naprawdę wiele, aż dziwiło go jak wszyscy pomieścili się na tak małej hali. Chociaż w pewien dziwny sposób nie obchodziło go to. Nie było to jego zajęciem, on miał tylko śpiewać i dobrze wyglądać, ale nawet i to czasami było ponad jego siły. Miał wielką ochotę zrobić sobie jakąś przerwę i odsapnąć, albo zwyczajnie w świecie zacząć robić wszystko po swojemu. Jeździć tam, gdzie chcą go widzieć, a nie tam gdzie chciał Sebastian. Coraz częściej wydawało mu się, że jest tylko maszynką do zarabiania pieniędzy.

Niall wyskoczył zza kotary i dopadł Liama, zaciskając w szczelnym uścisku, jakim zawsze go obdarowywał. Był niesamowicie szczęśliwy podczas koncertu, ponieważ uwielbiał to, co robił i dawało mu to wiele niesamowitych emocji. Muzyka i Liam były wszystkim, czego pragnął. Czasami nie wiedział, jakimi słowami mógłby podziękować Stylesowi, za to, że ma możliwość być w jego zespole. Jednak dla bruneta nie było to niczym nadzwyczajnym. Uważał Horana za najbardziej utalentowanego gitarzystę, jakiego kiedykolwiek poznał.

- Byłeś niesamowity kochanie! - powiedział Payne, ocierając czoło swojego chłopaka ręcznikiem. Niall uśmiechnął się zwycięsko, a potem złożył na ustach swojego chłopaka drobny pocałunek – Ale i tak potrzebujesz prysznica. Nie wiem skąd bierzesz tyle energii na te harce po scenie – Niall podszedł do Harolda, który stał przy stoliku z wodą i sięgnął po jedną z butelek. Otworzył ją i upił kilka łyków wody.

- Byłeś świetny Hazza – powiedział Niall, klepiąc przyjaciela po plecach. Ten przewrócił tylko oczami, a potem skierował się w nieznanym im kierunku.

- Dokąd idziesz Harry? - zapytał Payne. Tego wieczoru miał za zadanie pilnować gwiazdora, aby nie upił się i był obecny na przyjęciu po koncercie. Sebastian postanowił takowe zorganizować, aby uczcić rozpoczęcie trasy, a także dobrze ją zareklamować wśród znajomych z prasy, radio i telewizji.

- Przebiorę się, a potem wyjdę na chwilę na zewnątrz. Muszę odetchnąć świeżym powietrzem. Za chwilkę wrócę – szatyn kiwnął głową na zgodę, chociaż wiedział, że nie powinien pozwolić mu iść samemu. Na dworze mogło się kręcić za dużo podejrzanych osób, a Harry nie był typem, który mógłby sam się sobą dostatecznie zająć.

Harry był mądrzejszy niż wydawało się wszystkim. Nie chciał robić problemów Liamowi, ale nie chciał również podlegać Sebastianowi. Był człowiekiem jak każdy inny i miał wybór. Wcale nie chciał iść na żadne przyjęcie, na którym musiałby uśmiechać się i rozmawiać z tymi wszystkimi obcymi mu ludźmi.


|WOA|


Niall zdjął swoją bluzkę, a potem spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Tuż za nim stał Payne, przeglądający coś w swoim iPhone. Był nim zaabsorbowany, ale nie na tyle, żeby nie zauważył pół nagiego chłopaka. Blondyn uśmiechnął się cwanie i zaczął rozpinać guzik od swoich spodni.

- Niall, błagam cię! Nie wygłupiaj się. Musimy iść na przyjęcie, zapomniałeś? - Niall zaprzestał rozpinać spodnie, ale za to podszedł wolno do swojego chłopaka i spojrzał na niego zaskoczony.

- Ale ja mam taką wielką ochotę… - Nie dokończył, ponieważ Liam zatkał mu usta swoją dłonią.

- Niall, błagam cię… Jeśli za chwilkę nie przestaniesz być taki seksowny, to wylecę z pracy. Muszę pilnować Harry’ego – Chłopak miał gdzieś obowiązki szatyna. Miał na niego wielką ochotę i nie zamierzał zmarnować szansy, ponieważ wiedział, że Liam także go chce. Przybliżył się do niego lekko i musnął swoimi ustami płatek jego ucha.

- Napiszę Joshowi żeby go pilnował, dobrze? - Liam jęknął głośno, przyciągając go do namiętnego pocałunku. Oderwali się od siebie, kiedy starszy odepchnął go lekko i wytarł usta wierzchem swojej dłoni – Rozbierz się kochanie. Mam ochotę się z tobą kochać… - Wymruczał Niall, po czym odwrócił się do stolika, na którym leżał jego telefon. Napisanie wiadomości, do Devine zajęło mu chwilkę, ponieważ ręce trzęsły mu się niemiłosiernie. Był podniecony i tak bardzo ciekawy Liama stojącego za nim, że nie zorientował się nawet, kiedy szatyn otoczył go swoimi ramionami i przycisnął jego nagie plecy do swojej nagiej klatki piersiowej. Niall jęknął głośno rzucając telefon na stolik i odwracając się do swojego chłopaka. Pocałował go z uśmiechem, a potem podążył nieco w prawo, aby obsypać pocałunkami jego szczękę i szyję.

- A, jeśli ktoś wejdzie Niall? - westchnął cicho Liam, nie mogąc się opanować, kiedy palce blondyna przesuwały się po jego umięśnionym brzuchu. Niall naprawdę zawsze zazdrościł mu tych mięśni i czasami żartował sobie, że utuczy go słodkościami, aby nie musiał oglądać tego ideału.

- Napisałem Joshowi, aby nawet kurwa nie myślał tu przychodzić. Chyba zrozumiał tę aluzję prawda, kochanie? - Liam zaśmiał się cichutko, całując ramię swojego chłopaka, który w tym samym czasie sięgnął do jego paska od spodni. Był napalony i robił wszystko o wiele brutalniej niż zwykle, ale Liama to kręciło i nie chciał, aby przestawał.

- To takie szalone Ni – jęknął Payne, wsuwając swoje dłonie w spodnie blondyna, tym samym zdejmując je z niego. Śmiech rozbrzmiał w całym pomieszczeniu, ale stłumił go przyciskając swoje usta do ust swojego chłopaka.

- Ugh, mam na ciebie taką ochotę – sapnął Horan, ciągnąć szatyna w stronę kanapy usytuowanej w rogu pokoju. Zanim jednak położyli się na niej, Liam zdarł z niego spodnie wraz z bokserkami, aż Niall zaprotestował, widząc, Paynea ciągle w ubraniu – Niegrzeczny!

Nic nie było ważniejsze od tego, że mogli się kochać właśnie w tamtym momencie, nieco inaczej niż zwykle. W innych okolicznościach, z nutką przerażenia. Mimo, iż w ich związku nie było monotonii, to obojgu podobał się fakt tej niecodziennej sceny.


|WOA|


Harry nie był głupi. Nie zrobił tak jak powiedział Liamowi, a przynajmniej nie do końca tak jak mu to oznajmił. Przebrał się w czarne jeansy, białą bluzkę i najzwyklejszą w świecie szarą bluzę, po czym wyszedł niepostrzeżenie z budynku. Niestety kręciło się tam trochę ludzi, więc musiał założył kaptur na głowę. Udało mu się wymknąć z obrzeży obiektu, ale musiał nadal uważać, aby nikt go nie poznał. Oczywiście przemyślał wszystko dokładnie i zaparkował wcześniej swój samochód przecznicę dalej. Liam naprawdę nic o tym nie wiedział i Harry był z siebie zadowolony, że potrafił uknuć tak idealny plan. Nie lubił prowadzić samochodu, nie tylko, dlatego, że miał do tego lekki uraz, ale również dlatego, że nie był do tego przyzwyczajony. Może gdyby Liam nie woził go wszędzie, nie byłoby z tym jakiegoś większego problemu. Droga do mieszkania Tomlinsona nie była długa, ani zaskakująco trudna, więc dojechał tam bez zbędnych problemów. Z zaparkowaniem także nie było problemów. Może dlatego, że pod blokiem nie stał żaden samochód? Nie dziwiło go to i nawet nie martwił się o pozostawienie auta samego na jakiś czas. Schody prowadzące na czwarte piętro były słabo oświetlone, ale przyzwyczaił się do tego. Chociaż miał wielką chęć kupić nową żarówkę i wkręcić ją na klatce schodowej przy mieszkaniu numer czternaście.

Louis otworzył mu chwilę po tym, jak zapukał. Zaszczycił go krótkim spojrzeniem, a potem wrócił do salonu i usiadłszy na kanapie zwinął się w kłębek. Harry zdjął kurtkę, szalik oraz rękawiczki, a potem niechlujnie buty. Zanim skierował się do salonu zamknął drzwi na klucz, a potem wszedł do kuchni, gdzie nastawił czajnik z wodą. Czuł się jak u siebie i wcale nie było mu z tym dziwnie czy wstyd. Zdawał sobie sprawę, że Louis nie był w najlepszym nastroju i wiedział nawet dlaczego. Ale nie chciał myśleć o tym, że wrócił on dopiero z pracy, ponieważ przyprawiało go to o złość i naprawdę nie chciał, aby szatyn się o tym dowiedział. Kiedy czajnik zaczął gwizdać, Harry wyjął z szafki dwa kubki, a potem włożył do nich saszetki z herbatą i zalał je wrzątkiem. Posłodził dwie łyżeczki, a potem skierował się z nimi do salonu. Widok Louisa, ścisnął go za serce i miał wielką ochotę przytulić go do siebie i obiecać, że już nigdy więcej nie stanie mu się krzywda. Ale nie zrobił tego, ponieważ Louis naprawdę mógłby go wykląć i wyrzucić z domu. Postanowił po prostu być z nim i wspierać go duchowo, nawet jeśli on nie miałby takiej ochoty.

- Hej LouLou – powiedział Harry, siadając obok niego, wcześniej stawiając kubki na stoliku. Szatyn podniósł na niego wzrok i przez chwilkę mierzyli się wzrokiem.

- Hej – powiedział Tomlinson, poprawiając się na swoim miejscu. Nie wykonał jednak żadnego ruchu, który mógłby potwierdzić Harryemu, że może robić wszystko, na co ma tylko ochotę.

- Jesteś głodny? Mogę zrobić ci coś do jedzenia, jeśli chcesz.

- Nie Harry, nie mam ochoty – Harry spojrzał na niego zmartwionym wzrokiem i przysunął się w jego stronę tak, że praktycznie dotykał klatką piersiową do kolan chłopaka. Louis spoglądał na niego beznamiętnym wzrokiem, jakby wypranym z wszelkich emocji i tak bardzo zobojętniałym na cokolwiek.

- Chcesz, abym sobie poszedł Lou? Naprawdę nie chcę ci się narzucać. Jeśli nie masz ochoty… – Harry podniósł się z swojego miejsca, a Louis nie wykonał żadnego ruchu. To trochę bolało, ale czego mógł się spodziewać?

- Jestem po prostu zmęczony Harry. Usiądź – Harry wykonał jego prośbę i usiadł obok niego, tak jak chciał starszy chłopak – Możesz po prostu mówić, a ja będę słuchał, okej? - Harry kiwnął głową, a potem sięgnął po koc i okrył nim siebie i cześć nóg szatyna. Wziąwszy kubek w dłonie usadowił się wygodnie i spojrzał na chłopaka obok. Jego oczy były zamknięte, a twarz wydawała być się spokojna.

- Miałem dzisiaj koncert – zaczął spokojnie – Nic szczególnego. Trochę zaśpiewałem, poruszałem się i to wszystko. Całkowicie bez emocji. Nie lubię ich – mruknął, na co Tomlinson otworzył oczy i spojrzał na niego zaskoczony – Męczy mnie już to wszystko. Ciągła rutyna. Nie ma w tym niczego mojego. No tak, mój głos, moje teksty i ja. Ciekawe prawda? - Jego ramiona opadły w dół, a kubek powędrował do ust. Ciepło przyjemnie podrażniło jego gardło, kiedy napił się kilka łyków – Kiedyś było inaczej. Robiłem to, bo to kochałem. Teraz też to kocham, ale coś się zmieniło i nawet nie chcę zaprzeczać, że najchętniej rzuciłbym to w cholerę.

- Nie mów tak, Hazz – Szept Louisa rozbrzmiał w pokoju, a Harry nie mógł uwierzyć, że on się odezwał – Kochasz śpiewać. Nie w tym jest problem, mały. Z tobą jest wszystko dobrze.

- Skąd wiesz? Może gdybym potrafił się sprzeciwić Sebastianowi… Sam nie wiem.

- Może po prostu potrzebujesz odpoczynku? - zapytał Louis, podciągając koc w swoją stronę. Harry spojrzał na niego oburzony, ale na jego ustach uformował się lekki uśmiech.

- Świetnie, że mi o tym mówisz, dwa tygodnie przed rozpoczęciem trasy koncertowej. Masz drugi koc? - zapytał, po czy odłożył kubek na stolik. Louis pokręcił przecząco głową, więc brunet oddał mu cały koc i posunął się na drugi koniec kanapy, rozkładając się tam wygodnie. Wyciągnął swoje nogi na całej długości kanapy, także stopy miał tuż obok przyjaciela. Czekał na ruch szatyna.

- Musisz wziąć sprawy w swoje ręce – mruknął starszy, odkrywając koc i przemieszczając się w stronę Stylesa. Był prawie pewien, że nie będzie mu przeszkadzać, jeśli położy się na nim i przykryje ich obu jednym kocem. Oczywiście Harry nie miał nic przeciwko i nawet pomógł się mu wygodnie ułożyć. Poprawił koc i zerknął na Louisa, leżącego na jego piersi. Wyglądał tak bezbronnie; Harry chciałby go widzieć tak już na zawsze. Naprawdę chciał? A może mu się tylko wydawało? Może znowu potrzebował jedynie bliskości kogoś? Tomlinson oddychał spokojnie i czuł dłoń gwiazdora na swoich plecach, która wykonywała drobne ruchy w górę i w dół. To było przyjemne i naprawdę chciał spędzić tak resztę wieczora – Nie możesz powiedzieć Sebastianowi, co myślisz?

- Jakbym nie próbował, Lou. To wszystko i tak kończy się w moim mieszkaniu z butelką whisky w dłoni. Jestem zbyt słaby, wiesz? - Louis westchnął i przejechał nosem po materiale bluzki Harry’ego, zaciągając się jego intensywnym zapachem. Jedną rękę trzymał na szyi chłopaka, smyrając ją, co chwilkę swoimi palcami. Drugą zaś kreślił na ramieniu bruneta dziwne wzory. Przez ciało Harry’ego przechodziły lekkie ciarki, ponieważ Louis wiedział jak go dotykać, aby to się działo – Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio napisałem jakąś piosenkę – Louis podniósł głowę ku górze i spojrzał na bruneta. Jego oczy były przymknięte, a twarz wykrzywiona w nieprzyjemnym grymasie.

- Harry. Żeby napisać coś dobrego, trzeba mieć, z czego to zrobić. Potrzebne jest doświadczenie. Wiem, że to nie jest łatwe, ale trudne też nie bardzo – mruknął, podciągając się lekko. Pocałował wystający obojczyk chłopaka, a potem ponownie położył się tak jak wcześniej. Harry zamruczał lekko na ten gest, ale równocześnie zdziwił się słowami szatyna.

- Więc próbujesz mi powiedzieć, że sam piszesz?

- To nic takiego. Wiesz, jest jedna półka w przedpokoju zawalona kartkami. Trochę nut. Takie tam. Ty i tak pewnie masz tego więcej – Louis poruszył się lekko i syknął z bólu, ale Harry jakby tego nie zauważył, ponieważ nie mógł uwierzyć.

- Oh, proszę cię! Pokażesz mi coś? LouLou? - Tomlinson zaśmiał się perliście i mruknął coś niezrozumiałego pod nosem. Harry chciał zacząć go męczyć, ale dzwonek do drzwi rozbrzmiał w całym mieszkaniu. Starszy chłopak zmarszczył czoło dziwiąc się, kto mógł chcieć odwiedzić go o tej porze. Na pewno nie był to Zayn – Spodziewasz się kogoś? - wyszeptał Harry. Louis zignorował jego pytanie, podnosząc się z bólem w swojej wygodnej pozycji. Wstał pośpiesznie, zanim usłyszał kolejny dzwonek. Harry deptał mu po piętach, idąc za nim wolnym krokiem. Chciał dowiedzieć się, kto dobijał się do mieszkania. Kiedy Louis otworzył drzwi, gwiazdor naprawdę był zaskoczony. Nigdy, w żadnych swoich snach nie spodziewał się Horana stojącego za tamtymi drzwiami. Louis był lekko zmieszany, bo wiedział, kim był blondyn i prawdopodobnie wiedział również, że przyszedł do Stylesa.

- Harry! Boże Święty! Musisz natychmiast wracać na przyjęcie! - Blondyn przekroczył próg domu, nie kłopocząc się nawet z przywitaniem. W Harrym wzrosło zdenerwowanie i nawet nie starał się tego ukrywać – Sebastian wściekł się, że przez pół wieczora nie miał okazji z tobą porozmawiać, bo sobie uciekłeś! A my cię kryliśmy, ale…

- Bardzo dziękuje za poświęcenie! Możesz mu powiedzieć, że mam go głęboko w dupie! - Niall chciał coś powiedzieć, ale nie dał mu dojść do słowa – Nie! Nie w dupie! Byłoby mi za dobrze! Niech się ciągnie złamany chuj! - Niall nie był zdziwiony słowami swojego przyjaciela, tak bardzo jak tymi słowami był zdziwiony Louis. Był wręcz zaszokowany. Nie spodziewał się, że brunet może wybuchnąć w ten sposób. Zanim jednak któryś z nich zdążył zareagować, Harry wszedł do sypialni i zamknął z trzaskiem drzwi. Horan spojrzał na drugiego chłopaka i westchnął zrezygnowany.

- Najlepiej jest się wyżyć na niewinnym Niallu. Chciałem tylko dobrze – mruknął, przeczesując dłonią grzywkę.

- Na pewno to docenia, ale może nie chce tego okazać – powiedział spokojnie Louis. Przez chwilkę panowała niezręczna cisza, ale młodszy naprawdę nie lubił takich sytuacji, więc machnął tylko ręką i wycofał się na klatkę schodową. Zanim jednak wyszedł pożegnał się z Tomlinsonem.

Brak sił i zmęczenie spowodowało, że Louis zgasił światło w całym mieszkaniu, zamknął drzwi na zamek, a potem dopiero wszedł do sypialni. Harry siedział na łóżku wpatrując się w jeden punkt. Lampka nocna świeciła się, rzucając na niego nikłe światło. Louis zamknął za sobą drzwi, a potem zdjął z siebie sweter i rzucił go na podłogę tuż obok szafy. Kierując się do łóżka zdjął z siebie czarną koszulkę i zaczął się dobierać do swoich spodni. Kiedy już je zdjął, pozostając jedynie w czarnych obcisłych bokserkach spojrzał przez ramię na Stylesa i westchnął lekko.

- Rozbieraj się, Harry – Głowa chłopaka z lokami, przekręciła się w jego stronę i jego zaskoczony wzrok padł na nagie plecy szatyna – W moim łóżku nie śpi się w ubraniu, mały – Przez chwilkę chłopak analizował słowa, jakie usłyszał. Louis w tym czasie położył spodnie na krześle, a potem powoli wślizgnął się pod kołdrę. Zrozumiawszy słowa, Harry wstał z łóżka i zaczął powoli zdejmować swoje ubranie. Nie kwapił się, aby układać je na krześle, czy nawet na oparciu łóżka. Rzucił je bezwiednie na podłogę, a potem odwrócił się przodem do Louisa i spojrzał na jego twarz. Oczy miał zamknięte, a usta wyciągnięte w lekkim uśmiechu. Jego włosy były trochę oklapnięte, ale nadal wyglądał seksownie i pociągająco. Harry położył się delikatnie obok szatyna i nie mógł się powstrzymać, aby nie spojrzeć na jego profil.

- Dlaczego pozwoliłeś mi zostać? - zapytał, przerywając ciszę. Louis momentalnie otworzył oczy i przekręcił głowę tak, że spoglądali sobie w oczy.

- Hazz. Mam u ciebie dług, pamiętasz? A poza tym, miło jest czasami spędzić z kimś wieczór.

To nie było tak, że Harry zawsze w obecności szatyna czuł się podniecony i zależało mu tylko i wyłącznie na jednym. Nie zależało mu, ale czasami Louis powodował, że nie mógł się opanować i robił dziwne rzeczy. Więc nie zdziwiło go, kiedy nachylił się nad chłopakiem i ucałował czule jego obojczyk.

- Więc chcesz spędzić ze mną miły wieczór i noc? - Kolejny pocałunek, złożył nieco wyżej, a potem kolejny, aż doszedł do ucha. Przez ciało Tomlinsona przeszły lekkie dreszcze. Powoli zaczynało się w nim wszystko budzić, jednak z drugiej strony nie miał ochoty na seks. Ale był przy nim Harry. Więc jak mógł mu się oprzeć? Na samą myśl tych wszystkich mięśni brzucha, wystających obojczyków i długiego torsu, Louisowi zrobiło się gorąco. Naprawdę chciał móc ponownie całować to ciało i być całowanym przez gwiazdora. Bo czemu nie? Ale było coś, co go powstrzymywało.

- Nie mam ochoty na seks Harry, przepraszam – wychrypiał, powoli. Harry przejechał swoimi długimi palcami po nagiej klatce piersiowej starszego, aż w końcu zatrzymał się na jego szyi.

- Nie masz ochoty na seks, bo już go dziś uprawiałeś? - zapytał zielonooki. Louis przymknął oczy i jęknął ze smutku, ponieważ naprawdę próbował o tym zapomnieć. Jednak nie był zły na Stylesa.

-Po prostu mam wielkiego siniaka na biodrze i każdy ruch sprawia mi ból – Harry wstrzymał na chwilkę oddech i nie wiedział, co ma powiedzieć. Louis sobie z niego żartował, czy mówił prawdę? Nie zastanawiał się długo, zanim odkrył kołdrę i podciągnął lekko do dołu bokserki chłopaka, tym samym ukazując ciemnofioletowego siniaka. Był straszny. Zachciało mu się płakać, ponieważ nie ochronił go wystarczająco.

- Któryś z nich ci to zrobił? - Tomlinson milczał. Miał zaciśnięte oczy i naprawdę nie miał zamiaru o tym rozmawiać. Nawet nie zaprzeczył, że to jeden z jego klientów – Jest taki… Taki fioletowy. Oh, Louis. Chciałbym mieć go za ciebie, żebyś nie musiał tak cierpieć.

- Po prostu daj sobie spokój Harry, dobrze? - poprosił.

- Twoje idealne ciało – Harry dotknął powoli lekko ciemnego miejsca, powodując tym lekkie ciarki na ciele Louisa – Jesteś taki bezbronny. Taki kruchy. Byle dotyk może cię zranić. Nie chcę cię ranić LouLou – Szatyn naprawdę się zdziwił, kiedy ciepłe i mokre usta gwiazdora przyległy subtelnie do ciemnego miejsca na jego skórze. Harry obcałował miejsce siniaka, a potem poprawił jego bokserki i objął go ramieniem w pasie tak, aby uważać na to miejsce.

Dla starszego chłopaka to wszystko nie było tak jasne jak dla Harry’ego. Nie miał pojęcia, dlaczego Harry tak bardzo się przejął zwykłym siniakiem. Co prawda był on duży i strasznie go bolał, ale nie było to czymś nadzwyczajnym. Louis wiele razy wracał do domu z takimi niespodziankami. Nikt o nich nie wiedział, bo nikt z nim nie spał. Teraz był Harry. Harry wiedział i nie miał zamiaru dopuścić do powstawania nowych ran. Obiecał to sobie, zanim usnął przytulony do zagłębienia szyi Tomlinsona, z ręką na jego torsie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz