Dziwnie było budzić się obok drugiej osoby.
Louis nigdy nie zaznał tego rodzaju uczucia, jakie towarzyszyło mu, kiedy przebudził się i zobaczył burzę kręconych loków tuż przed swoją twarzą. Dziwnie było zaciągnąć się cynamonowym zapachem włosów Harry’ego. I również dziwne było, że ramię, które obejmowało jego klatkę piersiową, wcale mu nie przeszkadzało. Spoglądając na spokojną twarz bruneta, nie wiedział, kiedy przetarła się granica między nieznajomym, a przyjacielem. Tak. Louis uważał Harry’ego za przyjaciela. Nie takiego zwykłego oczywiście, ale zawsze przyjaciela.
Chcąc zobaczyć stan swojego siniaka, odkrył lekko kołdrę i dopiero wtedy zadał sobie sprawę, że był nagi. Tak samo nagi jak zielonooki chłopak, leżący obok niego. Sam nie wiedział jak to się stało, że ponownie kochali się nocą. Przecież Harry usnął, a Louis naprawdę nie miał ochoty na seks. Ale nie mógł również spać. Więc kiedy było już naprawdę późno, a Louis nadal nie spał, brunet ocknął się i wpatrywał w niego, dopóki ich wargi nie zostały złączone. Harry był tak cholernie ostrożny, że Louis nie mógł tego znieść, więc warczał i krzyczał, prosząc o więcej. A potem usnął. Wyczerpany, ale błogo zaspokojony. Jego siniak nadal tam był, ale nie odznaczał się już tak na jasnej skórze. Może to przez pocałunki gwiazdora? A może po prostu mu się tak wydawało? Nie chciał zaprzątać tym sobie głowy. Ostatnią rzeczą, jaką również chciał, było obudzenie Harolda, więc powoli zdjął jego ramię z siebie i wymknął się z łóżka, jak najciszej umiał. Odnalazł na podłodze swoje bokserki, a potem naciągnął na siebie dresy i koszulkę, która na pewno nie należała do niego. Odwrócił się w stronę łóżka i spojrzał na spokojne oblicze bruneta, który spał w najlepsze. Zanim wyszedł, okrył go jeszcze kołdrą, a potem zostawił, aby mógł spokojnie zaznać snu.
W mieszkaniu było cicho, ale nie zdziwiło go to, przecież mieszkał sam. Podłoga na korytarzu była zimna, i klął się w myślach, że nie założył swoich ulubionych kapci. Małe okienko kuchenne nie dostarczało za wiele światła, więc nacisnął włącznik, przez co zrobiło się od razu jaśniej. Dwa kubki stały w zlewie, ale nie miał siły ich umyć, więc wyciągnął następne dwa i postawił je na szafce. Nalał do czajnika wody, a potem wstawił go na palnik gazowy. Lodówka była pełna dzięki Harryemu. Był na niego zły, że zrobił mu zakupy, ale co mógł na to poradzić? Z drugiej strony nie musiał wydawać pieniędzy przynajmniej na to. Oczywiście miał pieniądze, na pewno nie tyle, co Harry, ale miał. Może i nie był szczęśliwy ze sposobu w jakie je zarabiał, ale nie miał na to wpływu. Tak mu się wydawało. Zabierając się za przygotowanie śniadania nie myślał o niczym innym, jak o dniu, który miał spędzić z Lux. Zazwyczaj po prostu siedzieli w domu i bawili się, okazyjnie wychodząc do parku. Ale tego dnia był tu Harry i Louis kompletnie nie wiedział jak to wszystko się potoczy. Dzwonek do drzwi był ostatnią rzeczą, jaką chciał usłyszeć, ale wiedział, że to Zayn, więc poszedł otworzyć. Malik był jak zwykle perfekcyjny. Jego włosy postawione do góry, ubrania idealnie dobrane, jakby nie był opiekunem małej dziewczynki i miał mnóstwo czasu na przygotowanie się do wyjścia. Za to właśnie podziwiał go Tomlinson. Zawsze był idealny i tak bardzo pozytywnie nastawiony do wszystkiego.
Mulat wszedł do mieszkania razem z śpiącą Lux na swoich rękach i nie zdejmując kurtki, wszedł do kuchni, tuż za szatynem.
- Napijesz się kawy? - zapytał Louis, wyciągając z szafki jeszcze jeden kubek. Czajnik zaczął już gwizdać, więc wyłączył go natychmiast i zalał dwa kubki, w których były torebki z herbatą. Zayn kiwnął głową, starając się wybudzić Lux z drzemki. Kiedy kubek z kawą już przed nim stał, dziewczynka ożywiła się nieco i chciała wpaść w ramiona szatyna. Ale Zayn nie pozwolił jej na to, przytulając ją do siebie i drocząc się z nią zabawnie.
- Rozmyślałem rano… - zaczął spokojnie Zayn, stawiając dziewczynkę na podłodze.
- A to ci ciekawe – mruknął rozbawiony chłopak, głaskając dziecko po głowie. Malik posłał mu krzywe spojrzenie, po czym upił kilka łyków napoju.
- Za kilka dni święta i chcę, abyś spędził je w moim domu, rozumiesz? - W takich sprawach Louis nie miał nic do gadania. Oczywiście mógł się nie zgodzić, ale wtedy Zayn zwyzywałby go od idiotów i samolubów, więc przytaknął tylko bez większego entuzjazmu – Robię kolację w twoje urodziny i mam nadzieję, że przyjdziesz. Nasi znajomi na pewno będą chcieli dać ci jakiś drobny prezent. Znasz ich przecież.
- Zastanowię się nad tym, okej? - Mierzyli się wzrokiem, ale zanim którykolwiek zdążył się odezwać, Lux pisnęła i dwie pary oczu powędrowały w kierunku drzwi. Harry stał tam z bałaganem na głowie i resztkami snu na powiekach. Miał na sobie koszulkę Louisa, która była na niego lekko przykrótka, ale Louis i tak uważał ten widok za słodki. Uśmiechnąwszy się pod nosem, przeniósł na stolik kubek dla Harry’ego, a potem powrócił do robienia tostów.
- Dobry – powiedział gwiazdor ochrypniętym głosem, a potem niepewnie wziął Lux w swoje objęcia. Był pewien, że Zayn go nielubi – Cześć piękna – zwrócił się do dziewczynki, która poklepała go tylko po policzku. Usiadłszy na krześle, usadowił ją na jednym ze swoich kolan i oparł tak, aby nie spadła. Lux nie przejmowała się tym, co działo się dookoła niej, dopóki mogła bawić się jego wisiorkami. Zayn lustrował go wzrokiem, co go krępowało, być może, dlatego, że bluzka naprawdę była za krótka i odsłaniała większą część jego wystających ze spodni bokserek. Louis postawił przed nim talerz pełen tostów i posłał mu mały uśmiech. Wrócił do zlewu, gdzie nazbierała się spora ilość brudnych naczyń, które sam ubrudził. Zielonooki zaczął jeść, nie odzywając się ani słowem, ale czuł na sobie ciekawskie spojrzenie przyjaciela Louisa.
- Znowu się pieprzyliście – stwierdził miękko Mulat. Harry zamarł z tostem tuż obok swoich ust, a Louis rzuć do zlewy łyżkę, którą właśnie mył. Po całym pomieszczeniu rozległ się dźwięk metalu obijającego się o metal – Właściwie to nie rozumiem tego. Coś między wami jest? Nie możecie mi po prostu powiedzieć? - warknął - Nie odrzuca cię to, co on robi? Gdybym był na twoim miejscu… Najpierw pieprzy go jakiś koleś, a potem ty – Harry doskonale zdawał sobie sprawę, że Zayn mówił do niego i doskonale wiedział, że Louis cierpiał. Cierpiał po każdym słowie, jakie wypowiedział brunet.
- Zamknij się Zayn – warknął Tomlinson, nadal stojąc koło zlewu.
- Okej, już nic nie mówię! - rzekł, unosząc dłonie w geście obronnym - Po prostu nie mogę was rozgryźć – powiedział, wstając od stołu – Będę po siedemnastej, okej? - Nachyliwszy się w stronę Harry’ego, ucałował głowę Lux, po czym bez słowa wyszedł z mieszkania. Louis rzucił ścierkę na ladę, i podszedł do krzesła. Usiadł na nim, wreszcie mogąc odpocząć. Harry siedział spokojnie, przeżuwając ostatniego tosta i jakby nie zważając na zaistniałą sytuację. Może po prostu nie chciał o tym myśleć?
- Przepraszam za niego – wyszeptał niebieskooki, nie patrząc na chłopaka. Było mu wstyd, ponieważ Zayn miał rację. To wszystko było popierdolone i naprawdę chore. Spoglądał na swoje spodnie, jakby były najbardziej ciekawą rzeczą na świecie. Harold oblizał swoje palce, po czym postawił dziewczynkę na podłodze. Przysunąwszy się bliżej starszego chłopaka, położył dłonie na jego udach i ścisnął je lekko. Louis podniósł na niego wzrok.
- To nie jest warte przeprosin Lou. Naprawdę się nie gniewam – Jego uśmiech był lekki, ale szczery i Louisowi kamień spadł z serca – Jak się czujesz?
- Jestem trochę zmęczony – wyznał, po czym spojrzał na Lux. Dziewczyna stała, obok komody i bawiła się rączką od szuflady – I czuję się taki brudny.
Harry zaśmiał się dźwięcznie, odchylając przy tym do tyłu. Szatyn spojrzał na niego z politowaniem, po czym przewrócił oczami.
- Byłeś zbyt zmęczony, żeby sprzątnąć ten bałagan w nocy, więc masz za swoje – Louis szturchnął go w ramię, po czym mały uśmiech zagościł na jego ustach.
- Bardzo śmieszne. Jestem już za stary i potrzebuję dużo snu – Styles pokiwał głową, a potem wstał i wziął na ręce Lux. Louis spojrzał na niego podejrzanie i chciał już zapytać go o coś, ale wtedy dziewczynka wtuliła się w szyję bruneta i nie mógł wydusić z siebie słowa. To był najsłodszy widok, o którym zawsze marzył.
- Weź prysznic, hmmm? - Tomlinson pokiwał głową, po czym dźwignął się na nogi, niefartem uderzając się w bok swojego ciała. To było to miejsce. Miejsce siniaka – Wszystko okej? - zapytał zmartwiony gwiazdor. Chłopak kiwnął głową, kierując się w stronę łazienki.
Podczas kiedy Louis brał prysznic, Harry zabrał Lux do salonu i tam zajęli się zabawą. Oczywiście włączyli telewizor i rozłożyli na dywanie wszystkie zabawki, jakie Zayn przyniósł dla niej tego dnia. Bawili się tak jak ostatnim razem i Harry nawet zapomniał, że Louis jest w mieszkaniu. Nie pamiętał o tym, dopóki chłopak nie wszedł do salonu już w pełni ubrany, z mokrymi włosami i uśmiechem na twarzy. W dłoni trzymał koszulkę Harry’ego i jego bluzę.
- Myślę, że powinieneś się przebrać – Harry wstał z miejsca i podszedł do niego, odbierając tym samym swoje rzeczy. Pośpiesznie zdjął z siebie koszulkę szatyna, po czym nałożył na siebie swoją. Louis przyglądał mu się z zainteresowaniem, studiując mięśnie jego brzucha i przypominając sobie jak dotykał je nocą.
- Muszę już iść – poinformował Harry, nachylając się w stronę Lux. Ucałował jej czoło, a potem poczochrał jej blond włosy, które i tak były w wielkim nieładzie. Louis jęknął, głośno, po czym jego ramiona opadły w dół. Naprawdę nie chciał, aby Harry wychodził. Chciał spędzić z nim dzień, ale podświadomie wiedział, że tak się nie stanie – Świat wkurwiających mnie ludzi czeka.
Oboje wyszli na korytarz zostawiając Lux samą. Louis oparł się o drzwi, przyglądając się jak Harry zakłada buty, a potem płaszcz. Wszystko leżało na nim idealnie.
|WOA|
W Wigilię Bożego Narodzenia szatyn obudził się w zimnym i pustym łóżku. Pościel obok niego była nienaganna i nie chciał patrzeć na ten widok, więc wlepił go w okno, gdzie widać było tylko biały puch. Tego roku zimna zaskoczyła go dwa dni wcześniej, kiedy szedł do centrum handlowego po prezent dla Lux. Oboje z Zaynem stwierdzili, że nie kupują sobie prezentów, aby nie wydawać niepotrzebnie pieniędzy. Chociaż Louis i tak wiedział, że Zayn na pewno kupi mu coś z okazji jego dwudziestych drugich urodzin. Nie chciał ich, nie tylko, dlatego, że był starszy o rok, ale także, dlatego, że ten dzień nigdy nie kojarzył mu się najlepiej. Od trzech lat święta nie były jego najlepszym okresem, chociaż był z nim, Zayn i Lux. Jednak nadal brakowało mu rodzinnego ciepła. Oczywiście Malik starał się, aby szatyn poczuł się jak najlepiej i zawsze organizował kolację, ale Louis czuł, że już nigdy nie poczuje się tak, jak we własnym domu.
Kiedy jego ojczym wyrzucił go z domu; po tym jak Louis publicznie przyznał się do bycia gejem, nie chciał mieć nic do czynienia z ludźmi, których kiedyś mógł śmiało nazywać rodziną. Potem zaczął tęsknić, ale tylko za swoimi siostrami. Tęsknił ciągle, ale nie mógł się z nimi skontaktować. Nie po tym, jak zaczął swoją pracę. Nie chciał, aby ktokolwiek się o tym dowiedział. Zayna znał jeszcze z dzieciństwa, kiedy ten przyjeżdżał do Doncaster do babci. Można rzec, że znali się od małego. Właśnie, dlatego była między nimi taka więź. Niestety z biegiem dorastania, nawet Zaynowi znudziły się odwiedziny u babci, więc chłopcy widywali się naprawdę rzadko. Można powiedzieć, że wcale. Dlatego kiedy Louis przyjechał do Londynu, nie miał się do kogo zwrócić i tak właśnie trafił na najgorsze, co mógł. Oczywiście na początku mierzył wysoko, w końcu klawiszowiec u Harry’ego Stylesa to nie byle co, ale potem, kiedy został odrzucony nie miał wyjścia. Zayna spotkał z biegiem pierwszego roku pobytu w stolicy, i na początku nie powiedział mu, czym się zajmuje. Potem były krzyki i wrzaski, ale Zayn w końcu dał sobie spokój i zaakceptował to. Czasami się sprzeczali i Mulat nadal nie chciał o tym słyszeć, ale Louis czuł, że niezależnie, co by zrobił zawsze znajdzie oparcie w swoim przyjacielu. Szczególnie teraz, kiedy Zayn miał jeszcze małą Lux i musiał opiekować się nie tylko sobą, ale także i ją. Louis uwielbiał tę dwójkę na tyle mocno, aby chcieć spędzić z nimi Święta, ale miał się z nimi spotkać dopiero późnym popołudniem, więc przez cały dzień siedział w salonie na kanapie, zakopany w ciepły koc, który pachniał kimś, ale nie nim.
Louis uwielbiał jeszcze kogoś. Kogoś, kogo nie widział od kilku dni, a bardzo chciał zobaczyć. Pragnął tego jeszcze bardziej po tym, jak dzień wcześniej przeczytał w gazecie artykuł. Nie wiedział nic o problemach, w jakie podobno wpakował się Harry, ale chciał się o nich dowiedzieć najlepiej od samego gwiazdora. Niestety, odkąd Zayn zaczął zadawać te pytania, które dawały do myślenia, Styles nie pojawił się w jego domu. Był tym zaniepokojony i wręcz wściekły, bo może Harry zrozumiał? Może uświadomił sobie jak chore było to wszystko? Jak bardzo życie Louisa było szmaciane i jaką wielką kurwą był? A może po prostu nie mógł? Może miał dużo zajęć? Albo wyjechał na święta, do rodziny. Louis nie wiedział. Ale coś podświadomie mówiło mu, że nikt nie odpowie na jego pytania. On jedynie chciał poczuć się lepiej.
Ten dzień był kiepski. Nie przez pogodę, ani przez jego urodziny. Był kiepski, bo Louis był zły. Naprawdę był zły i czuł, że nic nie poprawi mu humoru. Nawet kolacja w gronie znajomych nie mogła nic zmienić. Byli oni w porządku, dopóki żadne z nich nie wiedziało nic o przeszłości i o teraźniejszości Louisa. Nic, oprócz tego gdzie mieszka i tego, jaki jest naprawdę. Nie wiedząc, dlaczego nikt nigdy nie interesował się jego pracą, czy rodziną. Mandy, James i Mel nigdy nie zapytali go skąd pochodzi, albo jak poznał Zayna. Z kolei Mike; jeden z pracowników bruneta, nawet nie pytał o jego wykształcenie. Przeważnie rozmawiali o swoich zainteresowaniach. Mandy i James uwielbiali tematy kulinarne, a Zayn i Mel ciągle rozmawiali o tatuażach i projektowaniu ich. Mike nie lubił opowiadać o sobie i jego ulubionym tematem była muzyka. To było w porządku. Dopóki nikt nie zadawał mu pytań.
Dochodziła siedemnasta, kiedy Louis stał w korytarzu przed lustrem wpatrując się w swoje odbicie. Jego fioletowa koszula idealnie opinała ciało, które chciał zakryć. Nie chciał, aby ktokolwiek widział słodkie malinki i siniaki, których wstydził się najbardziej. Szatyn nigdy nie stroił się na żadne spotkania ze znajomymi, ale tego dnia chciał wyglądać lepiej. Chciał zatuszować tym swój nastrój. Układał starannie swoje włosy, które i tak pozostały w nieładzie. Wszystko było już naszykowane, ale jemu naprawdę nie zależało na dotarciu do mieszkania Zayna na czas. Mógł spóźnić się godzinę, ale wiedział, że wtedy Malik na pewno byłby na niego zły. Założył więc swoje ciężkie stare buty i miał już sięgać po szary płaszcz, kiedy dzwonek do drzwi rozbrzmiał w całym mieszkaniu. Jego serce przyśpieszyło na moment. Nie miał bladego pojęcia, kto mógłby odwiedzać go w ten dzień, o tej porze. Przez chwilkę nawet przeszło mu przez myśl, że to jeden z ochroniarzy, będzie chciał go ściągnąć do pracy. Wiedział, że była taka możliwość, bo pracował dwa dni wcześniej, ale w głębi serca miał nadzieje, że ulitują się nad nim. Otworzył drzwi bardzo powoli.
Harry był straszny ze łzami w oczach i naprawdę mokrymi policzkami. Z poczochranymi i wilgotnymi od śniegu włosami, oraz cierpieniem wymalowanym na pięknej twarzy. Po raz pierwszy w życiu Louis nie chciał go widzieć. Nie chciał go widzieć takiego kruchego. Harry taki nie był. Nie mógł taki być. Nigdy o nim tak nie myślał i naprawdę cieszył się, kiedy chłopak przekroczył próg i naparł na niego swoim ciałem. Od razy złapał go w swoje ramiona, przyciskając jego głowę do swojej piersi i pozwalając mu na płacz. Sam nie wiedział jak udało mu się zamknąć drzwi, a potem dojść do kanapy w salonie. Ale ostatecznie wylądowali tam, siedząc obok niej na podłodze. Harry opierał się o nią, a Louis trzymał go w swoich ramionach, przeczesując jego mokre włosy i zastanawiają się, co mogło się stać. Gwiazdor płakał głośno i nawet zachodził się, nie mogąc złapać oddechu.
- Hej, hej. Harry – Louis odsunął go od siebie i przejechał wierzchem dłoni po jego bladym policzku, ocierając mu z niego łzy – Co się stało, mały? - Młodszy pociągnął nosem, przymykając swoje oczy, z których nadal leciały łzy. Louis ponownie przytulił go do swojej piersi pozwalając moczyć swoją świeżą koszulę.
- To-o wszystko – zaczął brunet, łzy i szloch uniemożliwiały mu mówienie – Ja już. Nie daje rady już.
- Ale co się stało? Hazz, po prostu przestań płakać i mi powiedz, dobrze? - Chłopak objął go mocniej i jęknął, nie mówiąc zupełnie niczego – Jestem przy tobie. Możesz mi ufać.
To była cisza przerywana jedynie szybkim oddechem Stylesa i jego szlochem, który powoli ustępował. Tomlinson gładził go po plecach, kołysząc jednocześnie i nie wypuszczając ze swoich ramion. Żaden z nich nie wiedział, ile czasu minęło odkąd usiedli na podłodze, ale żaden z nich także nie dbał o to. Ich serca biły jednym rytmem i oddech młodszego unormował się. Już nie płakał. Przynajmniej próbował. Jego włosy wyschły i Louis śmiał twierdzić, że dzięki jego dotykowi Harry uspokoił się. Kiedy zdobył się na odwagę, aby ponownie zapytać, co się stało, jego telefon, leżący w przedpokoju, zadzwonił. Był to krótki sygnał, więc domyślił się, że Zayn wysłał mu sms-a z groźbą. Harry odsunął się do niego i spojrzał w stronę drzwi. Westchnął ciężko.
- Wychodziłeś. A ja tylko ci wadzę – Jego głos był jeszcze bardziej zachrypnięty niż zwykle, co niesamowicie kręciło Louisa. Mógłby nawet powiedzieć, że miał na niego ochotę, ale musiał odsunąć swoje indywidualne pragnienia na bok. Harry i jego problemy były ważniejsze.
- Uwierz mi, albo nie… Ale Zayn, wolałby mnie widzieć uśmiechniętego. W tej chwili jestem zmartwiony – westchnął, przeczesując dłonią loki bruneta. Pocałował lekko jego zaróżowiony policzek.
- Przepraszam, że to robię. Po prostu… Po prostu chcę z kimś pobyć. Liam i Niall są w Mullingar i będą tam do końca świąt. A moja rodzina… Moja rodzina jest w Leeds i nie specjalnie obchodzi ich gdzie teraz jestem. Nie mam nikogo, na dodatek psuje właśnie twoje urodziny – jęknął Harry, przypominając sobie o święcie szatyna. Nie chciał psuć tego dnia.
- Niczego nie psujesz. Nawet nie waż się tak mówić! Po prostu się zestarzałem – Harry kiwnął głową, po czym utkwił swoje spojrzenie w oczach starszego. W przedpokoju ponownie rozbrzmiał dźwięk sms-a – Zayn nie daje za wygraną – westchnął Tomlinson
- Powinieneś iść – Harry odsunął się od ciepłego ciała i usiadł na kanapie. Louis spoglądał na niego swoimi niebieskimi tęczówkami, zastanawiając się, czy wszystko było z nim już dobrze. Wstając z podłogi ,wyciągnął w jego stronę swoją dłoń.
- Więc chodźmy – rzekł.
- Nie – Uciął – Nie mogę tu po prostu na ciebie zaczekać? - Louis pokręcił przecząco głową, łapiąc za rękę Harry’ego. Pociągnął go w stronę przedpokoju. Zielonooki dał się poprowadzić i nawet pozwolił założyć sobie czapkę Louisa.
- Chcę, abyś poszedł tam ze mną. Nie możesz być dziś sam – gwiazdor nie odpowiedział. Patrzył na niego, kiedy zakładał swój płaszcz i szalik, a kiedy Louis odwrócił się w jego stronę, spuścił wzrok – Przyjechałeś tu samochodem? - zapytał. Harry pokręcił przecząco głową – Okej. Pójdziemy pieszo. To niedaleko.
|WOA|
Śnieg padał rozrzucając dookoła nich swoje białe płatki. Harry szedł tuż obok Louisa, szurając nogami o biały puch. Nie chciał sprawiać mu kłopotu, szczególnie w ten dzień, jakim była Wigilia Bożego Narodzenia, ale jakie miał wyjście? Wiedział, że jeśli zostanie w domu, to upije się do nieprzytomności, a przecież chodziło o to, żeby to się nie stało. To były właśnie jego problemy z którymi przyszedł do Tomlinsona. Nikt praktycznie nie wiedział o jego problemach, do czasu aż dowiedział się o tym jego manager.
- Hazz – Chłopak spojrzał w stronę, z której dobiegł go przyjemny głos. Louis spoglądał na niego spokojnym wzrokiem, uśmiechając się do niego przyjaźnie – Wiesz… Na tej kolacji, będzie nie tylko Zayn. Będą też nasi znajomi. Naprawdę mili ludzie, ale… My po prostu spędzamy czasami ze sobą czas i oni…
- Nie wiedzą o twojej pracy – dokończył Harry. Louis kiwnął głową, a potem spojrzał na chodnik. To zdecydowanie nie był jego ulubiony temat do rozmów – O niczym nie wspomnę. Nie martw się Lou.
Reszta drogi minęła w kompletniej ciszy, zmąconej jedynie przez przejeżdżające samochody. Louis spoglądał, co chwilkę na profil bruneta, ciesząc się, że znowu może go mieć przy sobie. Zdał sobie również sprawę, że jego humor poprawił się przez samą obecność gwiazdora.
Kamienica Zayna była bardzo różna od tej Tomlinsona. Oczywiście nie dorównywała niczym do apartamentu Harry’ego, ale była taką zwykłą w jakiej mieszkali przeciętni ludzie. Chociaż Zayn miał dużo pieniędzy; przynajmniej tak twierdził Louis, nie mieszkał w żadnym wielkim domu, ani mieszkaniu. Lubił swoje stare lokum i nie miał zamiaru się z niego wyprowadzić, dopóki Lux była mała.
Malik otworzył im drzwi i nie krył zaskoczenia, kiedy zobaczył twarz Harry’ego. Oczywiście nie zdenerwował się, jak podejrzewał gwiazdor. Był raczej uspokojony. Jego swobodny strój, jakim były jeansy i biała koszulka w serek, zdziwiły lekko Harry’ego, ale poczuł się lepiej, ponieważ jego strój także nie był uroczysty. Zayn był naprawdę przystojnym mężczyzną, wiedział o tym doskonale i potrafił to skrupulatnie wykorzystywać na swoją korzyść.
-Nareszcie! Wszyscy się już niecierpliwią. Szczególnie Lux, od rana ciągle mówiła twoje imię – Louis uśmiechnął się, po czym zdjął z siebie kurtkę. Odwrócił się do Stylesa i spostrzegł, że ten nadal stał w miejscu i nic nie robił – Rozbierajcie się i zapraszam do salonu – Zayn zniknął za drzwiami, więc Tomlinson ściągnął z głowy Harry’ego czapkę, a potem zabrał się za rozpinanie guzików jego płaszcza.
- Chyba nie był zadowolony – jęknął brunet. Louis powiesił ich kurtki na wieszaku, po czym objął Harry’ego swoimi ramionami – Przepraszam, że nie mam dla ciebie prezentu, Lou.
- Och, zamknij się. Samo to, że tu jesteś, jest najlepszym prezentem, dobrze? - Harry kiwnął głową, po czym odsunął się od Louisa, ponieważ Zayn ponownie pojawił się na korytarzu. Odchrząknął, widząc ich w takiej pozycji.
- Lou, możesz zobaczyć czy dobrze doprawiłem krem z marchwi? - zapytał Zayn, robiąc maślane oczka. Mimo, iż jego kuchnia była naprawdę w porządku, nic nie równało się z tą Louisa. On był mistrzem, dlatego co roku to on nadzorował gotowanie.
- Zrobiłeś krem marchwiowo-imbirowy? - Louis był zaskoczony słowami przyjaciela, ale kiedy tylko wyższy chłopak kiwnął głową, na jego twarzy zagościł uśmiech – Zayn… Wiesz, że nie lubię, kiedy tak się wysilasz podczas moich urodzin – Harry uśmiechnął się pod nosem, przysłuchując się słowom szatyna – No, ale dobrze. Dziękuje – Dopiero, kiedy Louis opuścił pomieszczenie, Harry zdał sobie sprawę, że pozostał w nim sam, na sam z Malikiem. Spojrzał na niego niepewnie i był przygotowany na niegrzeczne słowa, albo nawet wyproszenie z mieszkania, ale spotkał się tylko z uśmiechem Mulata.
- Chodź Harry. Przedstawię cię naszym znajomym – Jego głos był miękki i przyjazny, więc gwiazdor rozluźnił się. Został poprowadzony korytarzem do salonu, a kiedy brunet wepchnął go do środka, pięć par oczu rozpoczęło dokładne studiowanie jego sylwetki. Cieszył się, że nie był tak niski jak Louis, czy Niall, bo jego wzrost ewidentnie dodawał mu pewności siebie. Nie miał bladego pojęcia jak nazywali się ludzie, przed którymi stał, ale był pewien, że dowie się tego niebawem.
- Poznajcie. To jest Harry, nasz przyjaciel – zaczął spokojnie chłopak - Więc to jest Melisa – Zayn wskazał na dziewczynę siedzącą najbliżej ich, na fotelu. Była naprawdę ładna, z krótko obstrzyżonymi blond włosami i dłuższą grzywką, która wywinięta była ku górze i przypominała lekkiego loka. Wyglądała jak damska wersja Zayna.
- Mów mi Mel - Pomachała w stronę gwiazdora, na co on kiwnął głową.
- Tam siedzi Mandy i James. Są parą – Długowłosa brunetka, pomachała drobną ręką, nie opuszczając uścisku swojego chłopaka. Harry uśmiechnął się na ich widok, ponieważ naprawdę do siebie pasowali. Tuż przy choince siedział jeszcze jeden, rudy chłopak – To jest Mike. Pracujemy razem – Zielonooki spojrzał na Mike’a i zdał sobie sprawę, że znał go skądś, ale nie mógł sobie przypomnieć skąd. Pozostawił to uczucie daleko w tyle, ponieważ obok jego nóg pojawiła się najpiękniejsza istota, jaką kiedykolwiek widział – A to jest Lux, ale ją już chyba znasz – Harry przykucnął obok małej dziewczynki i wyciągnął z tylnej kieszeni swoich spodni, książeczkę, którą podczas drogi dał mu Louis. Był to jej prezent na gwiazdkę. Okładka była kolorowa, i mimo iż nie wiedział, co było w środku, był przekonany, że Louis wybrał coś naprawdę ciekawego.
- Cześć księżniczko. Mam coś dla ciebie – Zanim mógł podać jej prezent, objęła go za szyję rączkami i przytuliła, mrucząc pod nosem jego imię. Każdego rozczulił ten niebywały widok.
Zayn wycofał się do kuchni, aby sprawdzić jak radzi sobie Tomlinson, ale również, aby z nim porozmawiać. Wiedział, że było to nieuniknione. Nawet, jeśli szatyn nie chciał tego.
- Jesteś zły? - Louis jakby wyczuł obecność Zayna, bo od razu odwrócił się w jego stronę. Mulat podszedł do niego i oparł się o szafkę.
- Nie skarbie. Nawet tak nie myśl. Jest okej. Oboje dobrze zdajemy sobie z tego sprawę. To było nieuniknione, że Harry wkradnie się w nasze, a przede wszystkim w twoje życie – Niebieskooki kiwnął głową, po czym wyłączył gaz, który grzał zupę – Cieszę się, że nie potraktował cię jak inni, jak reszta. I mam nadzieję, że nigdy się tak nie stanie, ponieważ w przeciwnym razie będę musiał ukręcić mu jaja.
Louis zrozumiał, do czego zmierzał jego przyjaciel. To on pierwszy, wreszcie podpowiedział mu, co działo się z jego życiem. Do czego doprowadził niewinny Harry Styles. Ale Louis nie chciał na razie zagłębiać się w tym wszystkim. Nie chciał robić sobie nadziei na coś, co może nigdy się nie spełnić. Przez cały wieczór, Louis obserwował Harry’ego i uśmiechał się do niego, dając mu tym radość i pewnego rodzaju bezpieczeństwo, o jakim marzył brunet. Kolacja przebiegła w pozytywnym hałasie, śmiechach i krzykach Lux, której nie dało się wyrwać z rąk Harry’ego. Wyglądali razem rozkosznie i nawet Zayn tak uważał. Każdy rozmawiał, wesoło wspominając ostatnie dni i mówiąc o wpadkach podczas zeszłorocznej kolacji oraz o tym jak Louis prawie przewrócił choinkę. Chłopak rozpakował nawet prezenty, jakie otrzymał, ale ten najważniejszy siedział cały czas nieopodal niego, z małą dziewczynką na piersi i szczerym uśmiechem na ustach. Serce szatyna cieszyło się na ten widok, ponieważ wiedział, że to dzięki niemu. Cieszył się, że przyprowadził go do Zayna, i cieszył się również, że jego przyjaciel zaakceptował to wszystko. Nikt jakby nie zważał na fakt, że Harry był sławny. Nikt nie pytał go, dlaczego nie spędza świąt z rodziną, ponieważ każdy cieszył się chwilą obecną. A kiedy wszyscy zaczęli śpiewać kolędy, Harry poczuł, że się rozpada. To było właśnie to, co kochał podczas świąt i to, czego nie zaznał od bardzo dawna. Louis widząc to objął go ramieniem i nie obchodziło go, że Mandy, albo ktoś inny może sobie coś pomyśleć. Naprawdę go to nie obchodziło. Najważniejszy był Harry, jego poczucie bezpieczeństwa i troski. Oczywiście tak było. Czuł się bezpiecznie, opleciony ramieniem Louisa i naprawdę kochał ten stan. Poczuł się niesamowicie, kiedy usłyszał głosy niebieskookiego i Malika, kiedy wspólnie śpiewali kolędę. To było niebywałe, czym obdarzyła ich matka natura. Byli wspaniali i Harry mógł szczerze powiedzieć, że ich podziwiał.
Mel wyszła pierwsza, tłumacząc się długą drogą do domu i śnieżycą, jaka czekała na nią na zewnątrz. Mike wyszedł tuż po niej, mamrocząc pod nosem jak bardzo uwielbia kuchnię Zayna i jak bardzo chciałby nauczyć się tak gotować. Harry śmiał się, podczas krótkiej wymiany zdań na ten temat, jaka zaszła między Mike’m a Louisem. Oczywiście nie mógł robić tego bardzo gwałtownie, ponieważ Lux leżała na jego piersi i oglądała bajkę, którą cicho leciała w telewizji. Ostatecznie, kiedy bajka się skończyła, Mandy oraz James pożegnali się z nim, życząc wesołych świąt, a potem wyszli.
Harry naprawdę nie miał nic przeciwko położeniu spać Lux, więc Zayn zaprowadził go do sypialni, a potem wrócił do Louisa, który powoli sprzątał stół. Uwinęli się z tym razem, bardzo szybko, nawet nie zamieniając ze sobą słowa.
- Przyjemny wieczór, prawda? - powiedział Zayn, wkładając sobie do ust kawałek zimnego kurczaka. Louis uśmiechnął się, ale za chwilkę spochmurniał przypominając sobie stan, w jakim Harry do niego zawitał – Coś nie tak?
- Hary ma jakieś kłopoty, a ja nie bardzo wiem, co się dzieje – Brunet zmrużył oczy, ale nie powiedział niczego, co mogłoby oskarżać gwiazdora – Nie wyglądał najlepiej, kiedy do mnie dziś przyszedł i naprawdę cieszę się, że pomogliście mi poprawić mu humor. To na pewno wiele dla niego znaczy.
- Nie wiem, jaki jest Harry i jakie ma problemy. Ale wydaje mi się, że macie na siebie dobry wpływ. Nawet, jeśli między wami jest tylko seks – Od czasu do czasu, ciemnooki potrafił powiedzieć coś, co wydawałoby się obrazić Louisa, ale tak naprawdę podtrzymywało go na duchu. Bo nawet jeśli Zayn twierdził, że między nim i Harrym były tylko doznania intymne, to on potrafił znaleźć w tym coś pozytywnego. I to było pocieszające – Zostańcie na noc. Dochodzi dwunasta, a drogi już pewnie dawno zaśnieżone. Możecie spać na kanapie. O ile w ogóle zaśniecie – Louis spojrzał na niego podejrzliwym wzrokiem, jakby chcąc odczytać, co przyjaciel miał na myśli – No wiesz… Mam twardy sen, Lux także trudno wybudzić jak już porządnie zaśnie. Nie krępujcie się, ale posprzątajcie po sobie – To było zabawne, z jakim spokojem Zayn wypowiadał każde zdanie, jakby mówił o pogodzie. Tomlinson nie zdążył nic powiedzieć, bo Harry wyłonił się z korytarza i oparł się nieśmiało o ścianę obok drzwi. Mulat odwrócił się do niego przodem i uśmiechnął, co Louis uznał za naprawdę idiotyczne z jego strony. Nie uważałby tak, gdyby Zayn nie myślał Bóg wie co o nich, na jego kanapie.
- Lux zasnęła. Przełożyłem ją do łóżeczka, a potem okryłem kocykiem – Louis uśmiechnął się pod nosem, wyobrażając sobie to wszystko, co usłyszał. Zayn kiwnął głową i odłożył kubki do szafki.
- Dzięki Harry. Chyba powinienem wręczyć ci jakiś order za szybkie uśpienie jej. Ja sam tego nie opanowałem – Zielonooki uśmiechnął się w jego stronę i kiwnął głową – No dobrze. Posprzątam jutro rano. Pójdę spać i zobaczę, co z nią. Jak się obudzi to narobi krzyku, więc lepiej być w pobliżu. Dobranoc – Żaden z nich nic nie powiedział, zanim Malik wyszedł z kuchni i udał się do swojej sypialni. Louis spojrzał na Harry’ego, który nadal stał w tym samym miejscu i spoglądał na niego spod swojej grzywki. Jego wzrok nie mówił zupełnie nic, i to zbiło go totalnie z tropu. Odkładając ścierkę, którą trzymał w dłoni na bok, podszedł do chłopaka z lokami.
- Powinienem wracać do domu. Późno już – Harry bał się spojrzeć w te niebieskie tęczówki, dlatego też spoglądał na swoje dłonie. Jednak przestał, kiedy Louis oplótł je swoimi.
- Powinniśmy porozmawiać Hazz. Prześpimy się na kanapie, dobrze? - Gwiazdor kiwnął niepewnie głową, a potem dał się poprowadzić do salonu, gdzie usiadł na kanapie, a potem spoglądał na Louisa, który wyjmował koc z jednej z szafek. Kiedy już to uczynił usiadł obok niego, oczywiście pociągnął go w swoją stronę tak, że stykali się kolanami. Żadnemu z nich to nie przeszkadzało, ale szatyn czuł, że Harry jest niepewny. Ciągle miał spuszczoną głowę i nie patrzył mu w oczy – Opowiesz mi, co to za problemy o których pisali w gazecie?
- Już wiesz? - zapytał gorzko brunet. Prychnął po nosem, a potem skulił się. Nawet nie zauważył, kiedy Louis otulił ich kocem – Sebastian dowiedział się o moim problemie z alkoholem. O tym wszystkim, co robiłem, kiedy byłem pijany i o tym jak olewałem próby – westchnął, wspominając sobie rozmowę ze swoim managerem – Chciał odwołać moją trasę koncertową, ponieważ stwierdził, że potrzebuję leczenia. Ale przecież ja już tego nie robię! Nie miałem alkoholu w ustach od jakiegoś czasu i naprawdę tego nie potrzebuje, ale on… - Harry zawahał się, jakby nie wiedział, co ma mówić. Tomlinson od razu to zauważył, więc zbliżył się do niego i odgarnął mu grzywkę, która zasłaniała jego oczy – Liam go ubłagał.
- Nie jest chyba tak źle, co nie? - wyszeptał starszy, gładząc opuszkami swoich placów jego policzek. Patrzyli sobie w oczy i chłonęli tę chwilę, jakby była ich ostatnią.
- Mam karę – jęknął wreszcie Harry – Za dwa dni wyjeżdżam do Włoszech. Mam zastąpić tam jednego z jurorów w X-factor. Potem zaczyna się trasa koncertowa, więc będę latać między Mediolanem, a całą Europą. Louis ja nie mogę cię zostawić – Harry pękł. Na jego policzkach ponownie pojawiły się łzy, ale Louis nie pozwolił im długo tam gościć, ponieważ starł je swoją dłonią. Przysunąwszy się do chłopaka z lokami objął go za szyję, po czym ucałował jego policzek. Harry pociągał nosem, nie chcąc się bardziej rozpłakać. Chciał mu jeszcze tyle powiedzieć. A Louis? Louis był oniemiały i nie bardzo rozumiał, o co chodziło młodszemu chłopakowi. Przecież nic szczególnego ich nie łączyło. Jak to określił Zayn, to był tylko seks.
- Harry, poradzisz sobie beze mnie. Nie jestem ci do niczego potrzebny, mały.
- Ty nic nie rozumiesz! - Harry gwałtownie odsunął się od Louisa, po czym zakrył dłońmi twarz – Muszę znaleźć sposób jak ci pomóc. Czuje się temu wszystkiemu taki winny. Tak bardzo. Nie mogę na to patrzeć. Dopóki… Dopóki jestem tu z tobą, sam cię ochraniam. Mam kontrolę nad tym, co się dzieje. Nie rozumiesz? Jeśli siedzę bezczynnie, to zaczynam pić! - Wtedy Louis zrozumiał. To wszystko dotarło do niego tak gwałtownie, że prawie się zachłysnął. Jednak chciał tego. Chciał się zachłysnąć tą wiedzą, wreszcie to wszystko zrozumieć i nie odpychać od siebie niczego, co było związane z uczuciami. Czy one były, czy ich nie było? To było uzależnienie. Louis był uzależnieniem. Harry uzależnił się od jego obecności. Jakkolwiek idiotycznie to brzmiało, tak właśnie było. Harry go potrzebował. Potrzebował jego obecności i poczucia, czyjej bliskości, ponieważ wierzył, że uda mu się naprawić Louisa. Ale jemu to nie przeszkadzało. On sam na tyle przyzwyczaił się do Harry’ego, że nie chciał tracić z nim kontaktu, i nie chodziło tylko o pocałunki i seks. W tym było coś więcej. Chodziło o jego obecność. O poczucie, że jest się komuś potrzebnym. O przyjaźń bez oceniania i z pełnym zaufaniem. Louis naprawdę chciał mieć przyjaciela, jakim był Harry, ponieważ Zayn mu nie wystarczał.
Louis przyciągnął go do siebie i zarzucił ramię na jego szyję, tym samym dotykając jego ust swoimi. Pocałunek był zachłanny i łapczywy, oboje chcieli z niego jak najwięcej. Więc Harry nie zdziwił się, kiedy szatyn przygryzł jego wargę i wtargnął swoim językiem do wnętrza jego ust. Ich języki spotkały się, ale nie walczyły ze sobą. To była spokojna gra, jakby od zawsze do siebie pasowały i potrafiły znaleźć wspólny rytm. Harry poruszył się niecierpliwie i wsunął na kolana starszego, tylko po to, aby poczuć go bliżej, ponieważ sądził, że był to ich ostatni raz. Zatracili się w tym pocałunku i żaden z nich nie wiedział, kiedy bluzka Harry’ego wylądowała na podłodze, a koszula Tomlinsona została pozbawiona kilku guzików. Harry był niecierpliwy. Miał ochotę się rozpłakać, ponieważ.. Kurwa! To ciało, które miał pod swoimi opuszkami było idealne. W każdym calu, mimo siniaków. Były na nim także malinki, ale wiedział, że były one tylko jego. Tylko on mógł je robić. Louis pozwalał na to tylko jemu. Zatem, kiedy Harry zszedł pocałunkami na szczękę i szyję chłopaka, mógł poczuć drżenie jego ciała, i powolne ruchy biodrami, jakie wykonywał. Oh, Boże! Tak bardzo chciał go poczuć. Ten ostatni raz! Louis także to czuł i wydawałoby się, że czytał mu w myślach, bo natychmiast złapał za klamrę od jego paska.
- Zayn usłyszy – wysapał Harry, tuż przy jego uchu, po czym przygryzł je lekko. Louis nie zareagował, w zamian rozpiął pasek do końca i włożył dłoń w jego spodnie obejmując go całego.
- Po prostu postaraj się być ciszej, mały – wyszeptał Louis. Styles był cichy, chociaż jęczał z rozkoszy, ale próbował nie krzyczeć, przynajmniej się starał. Louis mu w tym nie pomagał, kiedy pieprzył go zwyczajnie na kanapie.
Po wszystkim pomógł mu naciągnąć na ciało bokserki, ponieważ on sam nie miał siły. Sam też to uczynił, a kiedy to robił Harry przypatrywał mu się. Zachciało mu się śmiać. Jak niedorzeczne było to, co zrobili? Pieprzyli się w mieszkaniu Zayna, w jego salonie, na jego kanapie, podczas kiedy on spał w pokoju obok. Ale on wiedział, że wszystko, co było związane z nim i z Louisem nie było normalne. Oni sami byli dość niekonwencjonalni i to, co ich łączyło mogło przez niektórych zostać odebrane, jako naprawdę chore. Pomimo tego, kiedy leżeli po wszystkim na kanapie i Louis czuł ciężar Harry’ego na swoim ciele, ich nogi splątane były sobą, a on sam nie potrafił zepchnąć uśmiechu ze swoich ust. Nie mógł powiedzieć, że Harry nie naprawiał jego życia. Więc kiedy Harry usnął, Louis poprawił się na swoim miejscu, pod nim i niezgrabnie sięgnął do półeczki, z której wyciągnął długopis i kartkę. A potem samo przyszło i zaczął pisać.
One touch and I was a believer
Every kiss it gets a little sweeter…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz