Kiedy ktoś zapukał trzy razy do drzwi – no dobrze, cztery razy zapukał – Harry uniósł brew. Podniósł rękę i sprawdził godzinę na zegarku. 21:31.
- Dziwne – pomyślał. Nie spodziewał się nikogo, a ludzie rzadko odwiedzali go o tej godzinie. Ale pomimo zmieszania, wyszedł z kuchni i ruszył korytarzem do drzwi. Przekręcając klucz, chwycił rączkę i otworzył je. Na ten widok, jego serce przestało na chwilę bić.
Przed drzwiami jego mieszkania stał najpiękniejszy człowiek, jakiego Harry kiedykolwiek widział w swoim życiu. Niebieskie oczy spotkały się z zielonymi po raz pierwszy odkąd ta dwójka zaczęła rozmawiać online trzy miesiące temu i o Boże, oczy Louisa były tak głębokie, że Harry mógłby przysiąść, że może w nich zanurkować i utonąć.
Louis był jeszcze przystojniejszy w prawdziwym życiu i Harry’emu zaczęło się nagle trudniej oddychać, nie mówiąc już o umiejętności odezwania się. Wszystko co mógł zrobić w tej chwili to gapienie się i przekonywanie własnego umysłu, że Louis faktycznie tutaj był, a jego mózg nie stosuje jakiś sztuczek.
O Boże, o Boże, o Boże, o Boże, o Boże.
Umysł Harry’ego wirował przez te wszystkie myśli i emocje, a on nie wiedział co ma zrobić i jak to ułożyć. I wtedy uświadomił sobie, że wciąć tylko patrzył na Louisa i jeśli nie powie czegoś szybko to chłopak pomyśli, że nie był szczęśliwy widząc go i wyjdzie. Przypływ paniki uderzył jego myśli, Harry wziął głęboki oddech, zanim był w końcu zdolny odezwać się ponownie, a jego słowa – no dobra, słowo – brzmiało bardziej jak szept.
- Louis?
Świetnie, Harry. Naprawdę świetnie.
Miał powiedzieć coś innego, w myślach przeklinał swój umysł za brak kreatywności, a Louis nagle uśmiechnął się do niego i gdyby serce Harry’ego nie przestało bić na dobre na sam widok pięknego uśmiechu Louisa, byłby zaskoczony.
- Cześć Harry.
‘Dobry Boże, nawet jego głos brzmi jeszcze piękniej w prawdziwym życiu.’ pomyślał Harry, mentalnie każąc sobie przestać gapić się na Louisa, który pomyśli, że jest kompletnym dziwakiem.
Harry potrząsnął głową, pokazując swoje niedowierzanie. Odchrząknął i jakoś udało mu się uporządkować swoje myśli wystarczająco, aby ułożyć przyzwoite zdanie.
- Cześć Louis. Co ty tutaj robisz? – zapytał Harry, patrząc na Louisa, jakby mógł rozpłynąć się w powietrzu w każdej chwili.
- Cóż, mam pięć tygodni urlopu i pomyślałem, że rozpocznę je przyjeżdżając do ciebie. Wiem, że powinienem z tobą porozmawiać i upewnić się, że to w porządku, ale trochę martwiłem się, że odmówisz, a ja tego nie chciałem, więc przyszedłem tu i wiem, że to może tobie wszystko utrudni i będziesz kazać mi się wynosić, jeśli faktycznie tu… Dlaczego uśmiechasz się w ten sposób? – Louis nagle przerwał swój monolog, gdy zauważył ogromny uśmiech na twarzy Harry’ego.
Chłopakowi nie udało się powstrzymać chichotu przez plątaninę Louisa, co było absolutnie urocze i nie może powstrzymać się od uśmiechu, gdy przypomina sobie, jak zadzwonił do niego w środku nocy, aby przeprosić za nie odzywanie się cały dzień.
- Przepraszam, nie mogłem pomóc, ale uśmiechnąłem się, gdy tak się plątałeś. – przyznał Harry, patrząc jak rumieniec wkradł się na policzki Louisa i mały uśmiech zagościł na jego ustach.
- Tak, myślę, że mam takie tendencje przy tobie. – powiedział Louis, potrząsając głową, zanim odezwał się ponownie. – W każdym bądź razie, dobrze, że tutaj jestem? Jeśli nie to w porządku, mogę pojechać do domu i mogę zatrzymać się w hotelu, jeśli mnie chcesz lub…
- Louis? – przerwał mu Harry.
- Tak?
- Oddychaj.
Louis przypomniał sobie ostatni raz, kiedy Harry przypomniał mu o oddychaniu i uśmiechnął się na to wspomnienie.
- Przepraszam. – uśmiechnął się ponownie, na co uśmiech Harry’ego poszerzył się.
- Nie potrzebie. I nie zatrzymasz się w hotelu i nie wrócisz do domu. Wchodź. – powiedział Harry, odsuwając się, aby umożliwić Louisowi wejście do mieszkania. Chłopak wszedł, a kiedy Harry zamknął za nim drzwi, odwrócił się twarzą do niego.
- Wiesz, spodziewałem się, że mnie przytulisz, albo chociaż uściśniesz dłoń. – powiedział Louis ostrożnie i Harry ponownie się uśmiechnął.
Podchodząc, Harry zdjął dwie torby wiszące na ramionach Louisa i patrzył jak upadają na podłogę, po czym mocno owinął ramionami szyję Louisa w ciasnym uścisku.
Ramiona Louisa natychmiast oplotły talię Harry’ego, przytulił go równie mocno i nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy chłopak prawie automatycznie schował twarz w boku jego szyi, dzięki czemu Louis mógł zakopać twarz w jego pięknych lokach.
Wziął głęboki oddech, napawając się zapachem włosów Harry’ego i wypuścił zadowolone westchnienie. Włosy chłopaka pachniały mango i papają i Louis zastanawiał się, czy kiedykolwiek czuł zapach czegoś bardziej wyśmienitego. Szybko uświadomił sobie, że nie.
Harry wziął głęboki oddech, a przez zapach skóry Louisa przeszedł go dreszcz. Nie potrafił rozpoznać zapachu na jego skórze, ale szybko zdecydował, że nie może być to nic innego, jak czysty Louis. I był to najlepszy zapach na świecie.
- Dobrze jest nareszcie poznać cię osobiście. – przyznał Harry, powoli odsuwając się od siebie z Louisem, pomimo, że każda jego cząstka krzyczała, aby został i nigdy nie odchodził.
- Nawzajem – powiedział cicho Louis, pozwalając ramionom pozostać wokół talii Harry’ego na kilka sekund dłużej, jak ich dwójka po prostu na sienie patrzyła, zanim powoli – i trochę niechętnie – upuścił je na dół.
Harry uśmiechnął się i pochylił, aby podnieść torby Louisa – Louis planował zrobić to samo w tym samym momencie – ich ręce dotknęły się, gdy oboje sięgnęli po tę samą i było to jak zastrzyk energii dla ich ciał i był to moment, kiedy po prostu spojrzeli na siebie, a ich policzki zaczerwieniły się, zanim Louis przesunął się i chwycił inną torbę.
Gdy z powrotem wyprostowali się, Harry machnął ręką, nakazując Louisowi iść za nim w dół korytarza, a chłopak zrobił to bez pytania, biorąc torbę ponownie na bark.
- Na jak długo planujesz zostać? – zapytał Harry, zerkając na Louisa, gdy szli.
- Cóż, to zależy od ciebie. Na jak długo chcesz, abym został? – zapytał Louis z wątpliwościami, napotykając spojrzenie Harry’ego i posyłając mu miękki uśmiech.
- Na zawsze – mruknął Harry w głowie – zadecydował, że najlepiej będzie, gdy nie powie tego na głos, biorąc pod uwagę fakt, że kilka minut temu on i Louis dopiero co spotkali się twarzą w twarz. Zamiast tego, zdecydował się na coś bardziej… oczywistego.
- Możesz zostać tak długo, jak chcesz. – powiedział Harry, gdy otworzył drzwi i wszedł prze nie razem z podążającym za nim Louisem do pokoju gościnnego.
Pokój był zwyczajny, ale ładny: białe ściany i czarny dywan. Królewskich rozmiarów łóżko z czarno-białymi prześcieradłami. Nocne stoliki były również białe, ale kredens w rogu pokoju był czarny, tak samo jak bardzo wygodnie wyglądające krzesło. Louis szybko zorientował się, że Harry najwyraźniej chciał, aby wnętrze pokoju komponowało się, ale potem zdał sobie sprawę, że miał dobry gust.
- Mam nadzieję, że jest w porządku. – powiedział Harry, kładąc torbę Louisa na łóżku. Chłopak skinął głową, podchodząc do łóżka i umieszczając torbę obok tej drugiej.
- Jest świetnie, dzięki. – odpowiedział z uśmiechem, co Harry odwzajemnił.
- To dobrze. Chodź, pokażę ci wszystko, a potem zrobię nam coś do jedzenia. Musisz być głodny po podróży. – powiedział Harry, ponownie kierując się do pokoju. Louis dreptał tuż za nim.
Louis zobaczył całe mieszkanie Harry’ego: łazienkę, salon, kuchnię i wreszcie sypialnię chłopaka, która była niemalże identyczna co pokój gościnny, tylko trochę większa z telewizorem z płaskim ekranem, wiszącym na ścianie naprzeciwko łóżka.
- Więc co myślisz? – zapytał Harry, kiedy wracali do kuchni.
- Masz naprawdę dobry gust. – odpowiedział Louis szczerze, powodując uśmiech na twarzy Harry’ego.
- Dziękuję – powiedział, otwierając lodówkę i rozglądając się.
Louis podszedł do blatu kuchennego przy piecu, na którego wskoczył, obserwując Harry’ego przeglądającego jeszcze przez chwilę zawartość lodówki, zanim w końcu znalazł potrzebne produkty i przyniósł je na ladę, gdzie siedział Louis.
- Co przygotowujesz? – zapytał, obserwując, jak Harry ustawia wszystkie potrzebne produkty.
- Spaghetti – odpowiedział z uśmiechem. Louis nie mógł się powstrzymać i również uśmiechnął się.
- Moje ulubione danie. – powiedział, patrząc, jak Harry kiwa głową.
- Wiem. Mówiłeś mi.
Serce Louisa zatrzepotało w piersi. Fakt, że Harry pamiętał, co jest jego ulubioną potrawą, mimo że Louis powiedział mu to ponad dwa miesiące temu był słodki, a Louis nie mógł zignorować uczucia czystego szczęścia, które rozprzestrzeniło się po całym jego ciele.
Harry zaczął gotować, a Louis radośnie przyglądał się temu ze swojego miejsca na ladzie, nie mogąc zignorować, jak normalnie i dobrze się tam czuł. Nie powinien. Nie tak szybko. Ale tak się stało. Czuł się zarówno onieśmielony i swobodny.
Potrząsając głową, Louis postanowił odepchnąć te uczucia i skupić się na towarzystwie Harry’ego.
Godziny mijały szybko, a Harry i Louis rozmawiali o wszystkim i o niczym, śmiejąc się i żartując, jakby znali się kilka lat, a nie miesięcy. Kiedy Harry spojrzał na godzinę, zamrugał kilka razy, aby upewnić się, że dobrze widzi.
- Jezu Chryste, jest druga w nocy! – powiedział, z lekkim zaskoczeniem.
- Serio? Wow. – odpowiedział Louis, ziewając miękko, jakby te słowa sprawiły, że poczuł się zmęczony. A może tak było. Harry uśmiechnął się.
- A ty jesteś zmęczony. Chodź, idziemy spać. – powiedział, wstając z kanapy i wyciągając rękę do Louisa. Chłopak złapał ją i Harry pociągnął go.
- Pracujesz jutro? – zapytał Louis.
- Nie, mam wolne. – odpowiedział Harry. Kąciki ust Louisa uniosły się ku górze.
- Świetnie. Może pokażesz mi miasto? – zapytał Louis, obserwując, jak Harry kiwa głową.
- Pewnie, brzmi jak plan. – zgodził się. Następnie zauważył, że nadal nie puścił ręki Louisa. Zarumienił się i szybko cofnął rękę. – Chodź, czas do łóżek. – powiedział, odwracając głowę i idąc korytarzem.
Louis czuł, że jego policzki są cieplejsze, gdy szedł za Harrym korytarzem z salonu.
Sypialnia Harry’ego była na samym końcu korytarza, a pokój gościnny obok salonu, tuż naprzeciwko łazienki, więc Harry zatrzymał się, gdy dotarł do otwartych drzwi, prowadzących do pokoju gościnnego i uśmiechnął się do Louisa.
- Więc, widzimy się rano. – powiedział, a serce Louisa waliło jak szalone. Przez chwilę stracił zdolność mówienia, a gdy nie reagował przez dłuższą chwilę, Harry uniósł brew.
- Louis? – zapytał, brzmiąc na zaniepokojonego, ale nadal uśmiechał się.
- Wybacz. Tak, widzimy się rano. – powiedział w końcu, odchrząknął i odwzajemnił uśmiech, nieświadomy, że serce Harry’ego zrobiło salto w tył na ten widok.
- Dobrze – powiedział, odwracając się i idąc do sypialni. Louis miał okazję, by podziwiać sposób, jak biodra chłopaka kołysały się. Już miał zamiar wejść do siebie, gdy głos Harry’ego zatrzymał go w drzwiach:
- Hej, Louis?
Louis zatrzymał się wpół kroku i spojrzał na Harry’ego.
- Tak?
Harry przygryzł wargę, zastanawiając się, czy powinien powiedzieć to, co chce.
- Ja… - zaczął, starając się znaleźć odpowiednie słowa. - Cieszę się, że tu jesteś.
Louis uśmiechnął się na to.
- Również się cieszę.
Harry uśmiechnął się na te słowa, zanim zniknął w swoim pokoju, cicho zamykając drzwi za sobą. Louis zrobił to samo co on, wszedł i zamknął drzwi.
Jak rozebrał się i położył ubrania na krześle w rogu, nie był w stanie pozbyć się uśmiechu na myśl o Harrym. A jego uśmiech wzrósł jeszcze bardziej, gdy wszedł pod kołdrę i położył się na bardzo wygodnych poduszkach i łóżku.
Co, jeśli przy Harrym czuł się jak nastolatka? Co, jeśli czuł się lepiej niż w domu? Co, jeśli miał ochotę wkraść się do sypialni Harry’ego i wspiąć się do niego do łóżka, zamiast tkwić w pokoju gościnnym?
I co z tego, że Louis zasnął z największym uśmiechem na twarzy, nieświadomy, że na końcu korytarza, Harry robi dokładnie to samo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz