Ręce mu drżały, a serce waliło w piersi, gdy poczuł na czole kroplę potu. Próbował zawiązać prawidłowo krawat, co nie udało mu się już kilka razy. Skrzywił się, rozpiął guziki i chyba był to z 50 raz, kiedy to robił. Spróbował ponownie i w końcu udało mu się prawidłowo trafić każdym guzikiem do dziurek w koszuli.
Był zdenerwowany. Strasznie zdenerwowany i to było dziwne.
Harry Styles nie denerwował się przed randkami. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło. Więc nie miał pojęcia, dlaczego teraz odczuwał strach.
Spojrzał w lustro, upewniając się, że jego włosy wyglądały dobrze, a loki nie sterczały mu we wszystkie strony. Ponownie upewnił się, czy guziki jego czarnej koszuli zapięte były prawidłowo, a rozporek jego ciemnych dżinsów nie był rozpięty. Wziął głęboki oddech dochodząc do wniosku, że prezentuje się wystarczająco, by wyjść z Louisem.
Ręce wciąż mu drżały, gdy otworzył drzwi sypialni i wyszedł na korytarz. Przez chwilę rozważał założenie kurtki na koszulę, ale w końcu nie zdecydował się. Było lato i zdecydowanie za ciepło na kurtki. Harry szedł korytarzem w ciemnych, niebieskich dżinsach, czarnej zapinanej na guziki koszuli i białych adidasach. Zatrzymał się przed drzwiami pokoju gościnnego.
Harry bywał na wielu randkach, ale przed żadną nie był zdenerwowany, aż do teraz. Nie wiedział dokładnie, co sprawiało, że przejmował się wyjściem z Louisem, ale jeśli miałby być ze sobą szczery, to wcale nie przeszkadzało mu to. W Louisie było coś takiego, że Harry pragnął, aby wszystko wypadło idealnie. Nie chciał spieprzyć tego czegoś, co miał z Louisem i musiał mieć pewność, że wszystko pójdzie doskonale.
Po raz pierwszy w życiu, Harry czuł, że z tego wszystkiego, może wyniknąć coś więcej. Mógłby stworzyć coś prawdziwego z Louisem. Ta myśl wystraszyła go, ale zaakceptował ją.
Biorąc głęboki oddech, Harry zapukał w zamknięte drzwi sypialni, czując się głupio, że puka w swoim mieszkaniu. To była randka, a skoro nie mógł przyjechać po Louisa do jego miejsca zamieszkania, postanowił rozegrać to w ten sposób.
- Cześć Harry – powiedział z uśmiechem Louis, otwierając drzwi. Ubrany był w czerwone obcisłe spodnie, idealnie opinające jego pośladki i czarną koszulę, podobną do tej Harry’ego. Miał na sobie również czarne szelki i gdyby chodziło o kogoś innego, Harry pomyślałby, że wygląda dziwnie, ale o dziwo, Louis nadal wyglądał seksownie. Na nogi włożył białe trampki converse, a zapierająca dech w piersiach fryzura, wyglądała jak bałagan. Louisowi podobała się ona, a Harry rozumiał, dlaczego.
Harry został wyrwany z letargu, gdy Louis przemówił ponownie.
- Zaprosiłbym cię do środka, żebyś poczekał, ale skoro jesteśmy w twoim mieszkaniu i to tylko twój pokój gościnny, byłoby dziwne. – powiedział Louis, na co Harry zachichotał.
- Tak, to byłoby dziwne – zgodził się Harry skinieniem głowy.
- Cóż, poza tym jestem gotowy, więc znów byłoby bez sensu. – powiedział Louis z uśmiechem. – Idziemy?
Harry skinął głową i zrobił krok do tyłu, a Louis wyszedł z pokoju gościnnego.
- Tak, chodźmy – odparł Harry, uśmiechając się do Louisa, gdy razem odwrócili się i ruszyli korytarzem w kierunku drzwi.
—————————
- Czy mogę przyjąć zamówienie? – zapytała kelnerka, uśmiechając się i czekając na odpowiedź.
- Chyba zdecyduję się na rumsztyk, dobrze wypieczony, z sosem pieprzowym. – powiedział z uśmiechem Harry, oddając menu kelnerce. Dziewczyna nabazgrała coś na kartce, odebrała menu i odwróciła głowę, by spojrzeć na Louisa.
- A co dla ciebie, mój drogi? – zapytała.
- To samo – odpowiedział, posyłając jej jeden ze swoich najbardziej uroczych uśmiechów, kiedy oddawał z powrotem menu. Kelnerka zarumieniła się, nie mogąc oprzeć się urokowi Louisa.
- Dobrze – powiedziała, odwróciła się i zniknęła podskakując.
- Wpadłeś jej w oko – powiedział Harry, puszczając oko, na co Louis wywrócił oczyma.
- Jej gejradar musi być wyłączony, skoro faktycznie tak jest – odpowiedział Louis z rozbawieniem w oczach. Harry nie mógł powstrzymać chichotu.
- A może po prostu starała się przekonać samą siebie, że jesteś hetero? – zapytał, na co Louis zaśmiał się.
- Być może – odpowiedział, rozglądając się po otoczeniu.
Harry zabrał go do ładnego pubu/restauracji o nazwie George & Dragon, który znajdował się piętnaście minut spacerem od mieszkania chłopaka. Miejsce to było zbyt luksusowe jak na zwykły pub, było też dość tłoczno, a w pomieszczeniu znajdował się odtwarzacz muzyki oferujący spokojną i przyjemną atmosferę.
Byli tutaj różni ludzie: siedzący przy barze starsi panowie, zawzięcie o czymś dyskutujący – Louis podejrzewał, że rozmawiali o sporcie – kilka rodzin i par starszych i młodszych ludzi, którzy najwyraźniej również wybrali się tu na randki. Louis nie dziwił im się, to miejsce było świetne.
Przeniósł wzrok na Harry’ego, który siedział naprzeciwko niego przy stoliku w rogu sali i uśmiechał się do niego.
- Co? – zapytał Louis, unosząc brwi i uśmiechając się ponownie.
- Nic. Po prostu… wyglądasz tak, jakbyś przynajmniej nie nienawidził tego miejsca. – wyjaśnił Harry, podnosząc kufel piwa, który chłopcy zamówili, gdy tu dotarli.
Louis nie mógł pomóc, ale jego uśmiech poszerzył się na te słowa. Szybko po raz kolejny rozejrzał się dookoła, zanim zwrócił uwagę na Harry’ego.
- Właściwie, uwielbiam to miejsce. – przyznał Louis, a oczy Harry’ego zaświeciły się na te szczere słowa.
- Tak w ogóle to co zamówiliśmy? Tak naprawdę nawet nie przyjrzałem się menu. – zapytał Louis, podnosząc swoje piwo i biorąc łyk.
- Osiem uncji dobrze wypieczonego rumsztyku z frytkami, cebulą, pomidorem z grilla, pieczarkami i sosem pieprzowym. Niebo w gębie. – wyjaśnił Harry, uśmiechając się, gdy mówił.
Louis skinął głową, oblizując wargi. Brzmiało pysznie, a był głodny, więc naprawdę nie mógł doczekać się jedzenia.
- Brzmi świetnie – zaczął – Jednakże, jeśli jedzenie okaże się zatrute, to obwinię cię. – kontynuował, drażniąc się.
Harry wytknął język i sięgnął przez stół, by trzepnąć Louisa w tył ręki.
- Nie dostaniesz zatrutego jedzenia, idioto – odpowiedział i poruszył się, by zabrać rękę. Louis miał jednak inne plany; odwrócił swoją dłoń i zatrzymał Harry’ego.
- To niegrzeczne nazywać swoją randkę idiotą – zwrócił uwagę Louis, wydymając wargę.
- Ale moja randka jest idiotą – stwierdził Harry. Louis wciąż trzymał jego rękę i nie wydawało się, że ma zamiar ją w najbliższym czasie puścić, więc Harry owinął palcami rękę chłopaka, dając w ten sposób znak, że również nie zamierzał jej puścić.
Louis rozluźnił nieco uścisk, ale nadal nie puszczał. Harry był zadowolony, bo naprawdę tego nie chciał.
- W takim razie, jeśli ktoś zapyta, to również jesteś idiotą, wychodzącym z idiotą. – Harry zachichotał na argument Louisa i ścisnął jego rękę.
- Nigdy nie powiedziałem, że nie jestem idiotą. – poinformował go Harry, zadowolony z siebie, jak na jego słowa kaprys na twarzy Louisa zamienia się w uśmiech.
- Masz szczęście, że lubię idiotów – odpowiedział Louis. Harry miał już coś powiedzieć, jednak spostrzegł, że kelnerka niesie im zamówione jedzenie.
Uścisnął powoli rękę Louisa, zanim powoli ją puścił, nie śpiesząc się, ponieważ chciał, aby kelnerka zobaczyła i być może zrozumiała, że nie ma szans u Louisa. Nie mógł pomóc, ale uśmiechnął się, gdy zauważył, że jego plan najwyraźniej działa, ponieważ dziewczyna wyglądała na rozczarowaną, kiedy kładła przed nimi talerze.
Louis spostrzegł zachowanie Harry’ego, ale nie skomentował go. Zamiast tego, po prostu uśmiechnął się słodko do kelnerki, która wydawała się być nadąsana, zanim po raz kolejny odwróciła się i odeszła, pozostawiając chłopców w spokoju z kolacją.
- Cóż, teraz zdecydowanie wie, że jestem gejem – powiedział Louis, kiedy kelnerka była poza zasięgiem ich wzroku, a Harry podniósł sztućce śmiejąc się.
- Tak. A teraz także wie, że jesteś nie do wzięcia. – stwierdził.
Louis uniósł brew.
- Nie miałem pojęcia, że nie jestem do wzięcia – odpowiedział, choć nie mógł ukryć uśmiechu na ustach, gdy mówił. Harry wzruszył ramionami, oddając uśmiech.
- W sumie jesteś. Ale to się zmieni – powiedział, brzmiąc na pewnego siebie, gdy zaczynał jeść. Louisowi to nie przeszkadzało, pochylił się z uśmiechem do własnego talerza.
——————————
Kolacja minęła szybko, dwójka chłopców zagłębiła się w rozmowie o pracy, śmiesznych i stresujących historiach, współczując sobie wtedy, gdy było to konieczne.
Zastanawiali się nad zamówieniem deseru po posiłku, ale nie zdecydowali się, bo żaden z nich nie miał ochoty na lody i truskawkowe ciasto. Odłożyli menu, gdy Louis stwierdził, że jak bardzo kochał truskawki, to nie mógł znieść, że „jakiś geniusz wpadł na pomysł, żeby umieścić je w cieście i celowo zniszczyć smak.”
Nie wyszli natychmiast, ale zamówili kolejny kufel piwa i opróżnili je zanim nadeszła noc.
Harry nalegał, by zapłacić, a mimo protestów Louisa dopiął swego i ostatecznie zaczęli kierować się w stronę mieszkania Harry’ego.
Było po północy, niebo zaciemniło się, ale temperatura była komfortowo wysoka, gdy szli obok siebie w dół chodnika.
Louis zaśmiał się na raczej kiepski dowcip Harry’ego i wyciągnął rękę, by klepnąć jego ramię. Harry chwycił jego dłoń, mówiąc, że przemoc nie rozwiązuje niczego, posyłając chłopakowi srogie spojrzenie. Louis zaśmiał się mocniej, a Harry nie puścił jego ręki tylko splótł razem ich palce. Śmiech chłopaka przycichł, za to uśmiechnął się szeroko.
Pozostałą drogę do mieszkania Harry’ego pokonali w przyjemnej ciszy, a ich palce pozostały ze sobą splecione przez całą drogę. Nawet gdy Harry zamknął drzwi do mieszkania, nadal nie puścili swoich rąk, a Louis pragnął, aby tak zostało już na zawsze. Czuł się wspaniale i miał motyle w brzuchu, gdy trzymał rękę chłopaka. Od wieków nie czuł czegoś takiego (jeśli w ogóle kiedykolwiek to czuł), a teraz nie chciał pozwolić temu odejść.
Harry poprowadził go korytarzem i zatrzymał się, gdy dotarli do pokoju gościnnego. Odwrócił się tak, że stał teraz twarzą do Louisa, ale wciąż nie puścił jego ręki.
- Świetnie się dzisiaj bawiłem – powiedział, uśmiechając się delikatnie, gdy patrzył w wspaniałe niebieskie oczy Louisa. Na twarz chłopaka powrócił uśmiech i ścisnął mocniej palce Harry’ego.
- Ja też – odpowiedział Louis zgodnie z prawdą. – To była najlepsza randka, na jakiej byłem, jeśli mam być szczery. – kontynuował.
Na jego słowa na twarzy Harry’ego pojawił się uśmiech, chłopak zmniejszył odległość między ich ciałami.
- Ja również – przyznał. Stali w milczeniu, wpatrując się w siebie, ich oddechy mieszały się ze sobą przez bliską odległość, a cisza ta mogła zostać złamana przez podjęcie jakiś działań lub słów.
Louis zdecydował się na to drugie.
- Chciałbym cię zapytać, czy wejdziesz ze mną do środka – zaczął, a jego głos był tylko o oktawę głośniejszy od szeptu. Harry nic nie powiedział, czując, że zaraz pojawi się jakieś „ale” i zamiast naciskać, czekał, aż Louis sam z siebie zdecyduje się kontynuować. Chłopak przygryzł wargę.
- Ale sądzę, że z tego może być coś poważniejszego. Coś dłuższego. I nie chcę tego spieprzyć. – wyjaśnił, a w jego słowach słychać było żal. Harry jednak uśmiechnął się ze zrozumieniem.
- Więc zaczekajmy. Zero seksu na pierwszej randce. – powiedział. Nie było to tajemnicą, że chciał znaleźć się w pokoju Louisa, ale przyznał chłopakowi rację. Zbyt szybkie działanie mogło zrujnować to, co było pomiędzy nimi, a Harry nie chciał ryzykować. Nie z Louisem.
- Jesteś pewny? – zapytał Louis.
- Tak – zapewnił go Harry, unosząc dłoń i głaszcząc policzek chłopaka. Louis skinął głową, gdy pochylił się na dotyk Harry’ego z widocznym zrelaksowaniem.
Minęła chwila, gdy trwali w takim stanie.
- Może pocałunek wystarczy na dzisiaj? – zapytał Harry z nadzieją i uśmiechem, na co serce Louisa zaczęło bić szybciej.
- Jestem pewny, że pocałunek nie zaszkodzi… - odpowiedział, a jego oczy błyszczały, gdy mówił. Harry przypomniał sobie piosenkę Lady Antebellum „Just A Kiss” i czuł, że pasuje ona do ich sytuacji. Jednak teraz nie było czasu, aby rozmyślać nad tekstami piosenek.
Harry pochylił się i przycisnął swoje usta do ust Louisa, przenosząc rękę z jego policzka na tył głowy i wplatając palce w brązowe włosy. Louis otworzył usta i pozwolił, aby język chłopaka wśliznął się do środka.
Louis czuł smak piwa i befsztyka, a także czegoś słodszego, ale nie umiał wyjaśnić, co to dokładnie było. Harry jęknął cicho na uczucie ocierających się języków jego i Louisa. Z gardła starszego również wydobył się jęk, który trafił prosto do ust Harry’ego, a ten go przełknął.
Ręce Louisa owinęły szyję Harry’ego i chłopak docisnął ich ciała razem. Harry zawinął wolną ręką pas Louisa i trzymał go mocno przy sobie.
Pocałunek stawał się coraz gorętszy, a Louis zaczął kołysać biodrami lekko do przodu, a Harry wychodził mu naprzeciw. I właśnie wtedy, przypomniał sobie słowa Louisa i niechętnie odsunął się dysząc i sapiąc, i oparł się o czoło chłopaka, który również z trudem nabierał powietrza do płuc.
- Ustaliliśmy, że zaczekamy – wyszeptał Harry, trzymając rękę w pasie Louisa. Louis jęknął może z frustracji, może z pragnienia, Harry nie wiedział. Jednak bardzo polubił ten dźwięk.
- Wiem… - również wyszeptał i Harry domyślił się, że chłopak z trudem powstrzymuje się od oznajmienia, żeby zapomniał o wcześniejszym i szedł z nim do łóżka i gdy Louis już miał się odezwać, Harry pocałował go ponownie, odsunął się i zrobił krok do tyłu.
- Dobranoc, Louis – powiedział, uśmiechając się delikatnie. Louis wziął głęboki oddech, aby pozbierać się trochę, zanim odwzajemnił uśmiech.
- Słodkich snów. - odpowiedział i zniknął w pokoju gościnnym, zanim opuściłyby go resztki samokontroli i skoczyłby na Harry’ego tam, na korytarzu.
Harry poczekał, aż drzwi zamkną się, zanim odwrócił się i ruszył do swojego pokoju.
Harry musiał obciągnąć sobie tej nocy, to wydawało się głupie i bezcelowe; robił to sam, a na końcu korytarza znajdowała się osoba, która mogła zrobić to za niego. Harry położył się plecami na łóżku, z ręką mocno zaciśniętą na jego kutasie. Obciągał sobie szybko, próbując sobie wyobrazić na sobie dotyk warg Louisa. Wiedział, że ich decyzja była słuszna i było warto czekać.
Na drugim końcu korytarza Louis dysząc, rozpaczliwie próbował osiągnąć szczyt, przeklinając się w myślach za cholerny rozsądek, cholerny pocałunek (i cholerne odmówienie robienia czegokolwiek innego na pierwszej randce) i Harry’ego, który wywołał w nim tą cholernie nieodpartą potrzebę.
>Skomentuj
Od tłumacza: ten rozdział tłumaczyłam 3(!) dni, bo za każdym razem coś lub ktoś musiał mi przerwać. Następny ma około 6k słów i nie mam pojęcia na kiedy uda mi się go przetłumaczyć. Piszcie do mnie i komentujcie, bo czasem mi smutno, że potraficie się odezwać tylko wtedy, gdy chcecie nowy rozdział. Będę miła, słowo.
A, jeszcze jedno. Poprzedni rozdział miał 51 notek, dziękuję! Nie jest to może wielka liczna, ale póki co największa w tym opowiadaniu. Autorka się ucieszyła, zresztą - ja też. x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz