Życie bez Harry’ego w jego mieszkaniu było lekko dziwne, ale Louis nie chciał o tym myśleć. Chociaż czasami nie miał wyboru (właściwie cały czas nie miał wyboru), bo przecież to było mieszkanie Harry’ego i wszystkie rzeczy, które w nim były - należały do niego. Nawet Louis. Nie było mowy, aby nie należał do niego, skoro jego serce już od dawna było tylko Stylesa. I chociaż od tygodnia nie widział tej burzy loków to nadal był jego. Cały, bez wyjątku. Od czubka głowy po same palce u stóp. W mieszkaniu wszystko było inne. To jak nowy wymiar; Louis przyzwyczajał się do każdego pomieszczenia i do wszystkiego, co tam znalazł, a było tego sporo. Zaczynając od uszów różowego króliczka w garderobie, kończąc na milionie foremek do babeczek o różnych kształtach (naprawdę różnych!) w kuchni. Każde nowe znalezisko przybliżało go do poznania Harry’ego i to cieszyło go bardzo, ponieważ był pewien, że brunet znał go na wylot. Były trzy najlepsze rzeczy w mieszkaniu u Harry’ego. Louis nie wiedział, którą z nich kochał najbardziej. Granie na jego fortepianie było jedną z nich. Na początku nie mógł tego robić, bo siedzenie w jednej pozycji sprawiało ból, ale z każdym dniem było coraz lepiej i spędzał więcej czasu nad instrumentem. Kolejną rzeczą, którą kochał równie mocno, było spanie w wielkim łóżku gwiazdora. Pościel była idealnie gładka i ciepła i mógł spędzić w łóżku cały dzień. Nigdy mu się to nie nudziło. Jednak najlepszą rzeczą było chodzenie w ubraniach zielonookiego. Te wszystkie swetry i bluzki pachniały nim i czasami chciało mu się płakać, ponieważ tak bardzo za nim tęsknił. Zazwyczaj zasypiał z jednym swetrem i spał z nim przytulonym do twarzy przez całą noc. To tak jakby Harry ciągle z nim był. Jednak to nadal nie było to, czego chciał. Chciał chłopaka z kręconymi włosami i zielonymi oczami i tylko on mógł mu dać prawdziwe szczęście. W jego sercu ciągle był smutek i lekkie rozgoryczenie. Czuł się jakby nadal był dziwką. Nie w sensie dosłownym, ale ciągle czuł się jakby ktoś mu płacił za bycie z nim, ponieważ był na utrzymaniu Stylesa. To bolało go najbardziej. Najgorsze było, że nie miał większego wyjścia, bo chociaż szukał pracy to nie mógł jej znaleźć. Tak jakby ktoś czy coś uwzięło się na niego. Jedyną pocieszającą rzeczą były wiadomości i telefony od Harolda. Zawsze były słodkie, pełne tęsknoty i zawsze to z początku była plątanina słów i westchnień. Jednak Louis to kochał. Kochał tę troskę w głosie młodszego i to jak pytał o jego dzień, chociaż wiedział, że szatyn zawsze spędzał go w domu. Jednak dziwnym trafem on był z tego zadowolony, jakby nadal bał się, że Louis mu ucieknie. Czasami chłopak chciał być z gwiazdorem w trasie i móc być przy nim cały czas, ale wiedział, że nie mógł. I nie chodziło o jego chorobę, ale o to, co powiedzieliby inni ludzie. W zasadzie nie byli parą, więc byłoby to, co najmniej dziwne. A może nie byłoby?
|WOA|
Sobotniego popołudnia Louis był gotowy podpalić kuchnię, żeby tylko zrobić coś na obiad (nie żeby wcześniej nie gotował). Przez cały dzień sprzątał bałagan, który narobił przez tydzień, a potem relaksował się w wannie przez bite dwie godziny (co poskutkowało rozmięknięciem jego skóry), więc chcąc czy nie chcąc, zgłodniał. Dzwonek do drzwi uniemożliwił mu wrzucenie warzyw na patelnię, co go zirytowało, ale wyłączył posłusznie kuchenkę i poszedł otworzyć. Nie wiedział kogo może się spodziewać, ale był dziwnie spokojny, kiedy otwierał zamek i naciskał klamkę. Jednak stał się naprawdę spokojny, kiedy zobaczył za drzwiami uśmiechniętą Perrie i Lux, stojące obok siebie. Uśmiech od razu pojawił się na jego twarzy, a w oczach pojawiły się iskierki radości. Zawsze, kiedy widział je obie, tak się działo.
- Co wy tu robicie? - zapytał zaskoczony Louis. Zayn wrócił do domu dzień wcześniej, więc widok Perrie razem z Lux był nieco dziwny. Przepuścił ich w drzwiach, a potem je zamknął i odwrócił się w ich stronę przodem.
- Lux chciała zobaczyć swojego ukochanego wujka – wytłumaczyła Perrie, zdejmując małej dziewczynce kurtkę oraz czapkę. Louis uśmiechnął się na ten widok, ponieważ to nadal sprawiało, że cieszył się jak głupi. Dla niego panna Edwards była idealna na mamę dla małej blondyneczki. Wyglądały razem perfekcyjnie.
- A ja myślałem, że twoim ulubionym wujkiem jest wujek Harry – zaśmiał się Louis, kucając przy Lux i szczypiąc ją lekko w policzek. Blondynka zakryła swoją twarz rączkami, po czym zaczęła się głośno śmiać – Wujka nie ma. Ale za to jestem ja! - Perrie zdjęła swoją kurtkę, powiesiła ją na wieszaku, a potem przypatrywała się dwójce.
- Ujek Louiś! - krzyknęła dziewczynka, obejmując szatyna za szyję. Louis przytulił ją do siebie i podniósł się do góry.
- Louis, nie powinieneś jej nosić. Jest ciężka – zauważyła spokojnie Perrie, po czym wyciągnęła dłonie w stronę Tomlinsona.
- Spokojnie. Dam radę. Przeniosę ją tylko do kuchni. Chodź, robię obiad! - Oboje ruszyli w stronę kuchni. Tam Louis usadził Lux na krześle przy stole, posłał jej piękny i szczery uśmiech, po czym odszedł, aby dalej przygotowywać obiad – Więc coś się stało, że znowu opiekujesz się Cukiereczkiem? - zapytał niebieskooki. Edwards usiadła obok swojej podopiecznej na krześle, a potem wzruszyła ramionami.
- Zayn jest lekko nieogarnięty po powrocie, więc wolałam ją zabrać z mieszkania i przyjechać do ciebie – wyjaśniła – Zresztą… Przez ten tydzień bardzo się do niej przyzwyczaiłam i ona chyba do mnie – dodała widząc jak Lux przysuwa się do jej klatki piersiowej i obejmuje ją w tali rączkami. Zrobiło jej się ciepło na sercu, ponieważ nikt wcześniej nie dawał jej takiej radości jak ta mała osóbka – Będzie mi bez niej bardzo smutno.
- Nie martw się, hmm? Zayn na pewno nie zerwie z tobą kontaktu. Jestem tego pewien na sto procent. A nawet na sto pięćdziesiąt – mruknął Louis, wkładając warzywa na gorącą patelnię i mieszając je na niej. Gotowanie obiadu szło mu dość szybko i sprawnie i nawet miał czas, aby zagadywać do Lux i sprawiać, że śmiała się bardzo głośno.
|WOA|
Louis odstawił pusty talerz na bok i spojrzał na Lux, która nadal jadła swoją porcję obiadu. Odgarnął z czoła przeszkadzający kosmyk włosów i uśmiechnął się lekko.
- Muszę coś zrobić z twoimi włosami – mruknęła Perrie, spoglądając uważnie na szatyna. Louis spojrzał na jej zacięty wyraz twarzy i nie wiedział, o co dokładnie jej chodziło – Strasznie wchodzą ci już w oczy. Chyba dawno nie byłeś u fryzjera, prawda? - Louis niechętnie pokiwał głową. Oczywiste było to, że bardzo długo nie był u fryzjera, ale nie miał na to czasu. Tyle rzeczy się działo, a to było najmniej ważne – I wiesz, co? Masz całkowite szczęście, bo zanim pojechałam po Lux, byłam u swojej przyjaciółki Jessie i obcinałam jej troszkę włosy, więc mam wszystko przy sobie. Muszę tylko zejść na dół do samochodu, poczekasz? - Tomlinson kiwnął niepewnie głową, po czym spoglądał jak Perrie wychodzi z kuchni. Kiedy nie było jej w mieszkaniu, sprzątnął naczynia do zmywarki, a potem zdjął Lux z wysokiego krzesła i pozwolił jej pozwiedzać mieszkanie.
Perrie wróciła kilka minut potem z czarnym kuferkiem w dłoni. Poprosiła Louisa, aby poszedł z nią do łazienki i tam powoli zaczęła rozkładać swoje rzeczy. Szatyn usiadł na krześle spoglądając na nią katem oka, ale głównie patrząc na Lux, która z zainteresowaniem zaglądała w kuferek kobiety. Chłopak nigdy szczególnie nie przepadał za wizytami u fryzjerów, ale tym razem było dobrze. Perrie dokładnie tłumaczyła mu (albo Lux, sam nie wiedział), co robi i uśmiechała się, co chwilkę do obojga.
- Zakładam, że teraz będzie ci wygodnie. Nic wielkiego z nimi nie zrobiłam, kochany – wytłumaczyła kobieta, przeczesując kosmyki chłopaka swoimi drobnymi palcami – Miałeś dobrze ścięte, ale już ci lekko urosły, więc przycięłam je z drobną poprawką a’la Perrie i zmieniłam trochę na przedzie. Wyglądasz zajebiście! Harry cię nie pozna – Louis wytrzeszczył lekko oczy, ponieważ przez cały czas, kiedy dziewczyna zajmowała się jego włosami, nie patrzył w lustro – Spokojnie! Nadal jesteś Louisem, okej? Wiesz.. Mam nadzieję, że niebawem odzyskam swoją pracę u Harry’ego. Lubiłam z nim pracować. Zawsze pozwalał mi robić ze swoimi włosami, co tylko chciałam.
- Tak. Harry zwolnił Sebastiana, więc jestem pewien, że ją odzyskasz – mruknął Louis. Perrie spojrzała na niego lekko zaskoczona tonem jego głosu, ponieważ Louis zabrzmiał tak, jakby się nie cieszył.
- Mam wrażenie jakbyś się nie cieszył -Tomlinson od razu zaprzeczył ruchem głowy. Potem westchnął i spojrzał na swoje dłonie.
- To nie tak, że się nie cieszę – zaczął spokojnie – Cieszę się. Nawet bardzo, ale boję się, że to wszystko się zaraz rozpadnie. Ja go kocham. Bardzo go kocham, on sprawił, że zrozumiałem, co złego było w moim życiu i zachciałem żyć lepiej, ale ja nie wiem, co on do mnie czuje, Perrie. Harry nigdy nie wyznał mi swoich uczuć i tego się boję. Może jestem dla niego tylko zabawką?
Dziewczyna pokręciła przecząco głową, kucając przed nim i uśmiechając się lekko.
- Nie ma takiej opcji, Lou. Harry czuje do ciebie to samo, co ty do niego. Uwierz mi. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. On wygląda jakby latał, jeśli wiesz, co mam na myśli – Louis kiwnął lekko głową – A kiedy cię widzi, nie może oderwać oczu. Troszczy się o ciebie i chce jak najlepiej. Mimo iż nigdy ci tego nie powiedział to cię kocha. On… Z tego, co wiem jego rodzina nigdy nie była wylewna, jeśli chodzi o uczucia do niego, ponieważ jest gejem i… Harry nigdy nie okazywał nikomu swoich prawdziwych uczuć. Nawet swoim przyjaciołom.
|WOA|
Zayn dołączył do nich wieczorem, kiedy Louis miał już nową, piękną fryzurę. Był oniemiały jej wyglądem, bo cóż… Louis wyglądał naprawdę seksownie, nawet,\ jeśli miał na sobie granatowe dresy i jedną z koszulek Harry’ego. Był uśmiechnięty i to się liczyło. Zayn cieszył się, że było z nim już lepiej. Nie widzieli się od tygodnia, więc wypytywał go o wszystko niczym na przesłuchaniu, ale jemu to nie przeszkadzało. Perrie siedziała nieopodal nich na fotelu i spoglądała na bawiącą się Lux. Zayn i Louis siedzieli na kanapie i przekomarzali się na tematy Konwentu na którym był brunet. Louis bowiem zauważył na jego przedramieniu nowy tatuaż. Był nim lekko wzruszony, ponieważ było to imię Lux.
- To takie urocze, prawda Perrie? - zapytał szatyn spoglądając chwilkę na dziewczynę, a potem przenosząc wzrok na tatuaż. Perrie pokiwała lekko głową, wpatrując się w Zayna. Oboje nie rozmawiali ze sobą za dużo i Tomlinsonowi wydawało się, że coś między nimi zaszło, ale nie chciał w to wnikać.
- Wiesz, że lubię przywozić pamiątki po wszystkich Konwentach. Ten zrobił mi mój znajomy z Los Angeles – wyjaśnił Malik – Ty też powinieneś sobie jakiś zrobić – Louis skrzywił się i zabrał rękę z przedramienia przyjaciela.
- Niee, chyba podziękuję.
- W gruncie rzeczy to nie jest takie bolesne, Louis – powiedziała Perrie, przez co przyciągnęła na siebie spojrzenie Zayna. Zdziwiły go jej słowa, ponieważ nie sądził, aby miała ona tatuaże – Znaczy wiecie… Nie mam tatuażu, ale mam kolczyk na szyi. Myślałam, że będzie bardziej boleć, kiedy mi go robili.
- Nie wiedziałem, że masz kolczyk w tym miejscu – mruknął Zayn. Louis spojrzał na niego z uśmiechem na ustach, ponieważ jego słowa mogły zabrzmieć dwuznacznie – Znaczy…
- Przeważnie chodzę z włosami rozpuszczonymi, więc tego nie widać – Louis kiwnął lekko głową, a Zayn nie odezwał się. Nie poruszali tego tematu przez resztę wieczoru.
Lux była bardzo przylepna do Zayna, więc nikogo nie zdziwiło, że wdrapała się do niego na kolana i przytuliła do jego torsu. Wyglądali razem rozkosznie i tak prawdziwie. Może Zayn nie zdawał sobie z tego sprawy, ale to małe ciało przylegające do niego było dla niego idealne. Dodawało mu to tej delikatności, którą w sobie miał. Było odskocznią od ciężkiej pracy, tatuaży, nerwów, złości i całej osłonki niegrzecznego chłopaka, którą w gruncie rzeczy posiadał. Kiedy był sam, wyglądał groźnie, ponieważ taki kreował wkoło siebie styl. Ale kiedy była obok niego Lux, to wszystko znikało. Był Zaynem. Jej, Zaynem. Nikim inny. Perrie to widziała. Louis także to widział.
- Chyba czas się zbierać. Lux już zasypia – mruknął Zayn, nie chcąc budzić blondynki. Perrie od razu na niego spojrzała, Ich oczy spotkały się na moment, ale tylko na chwilkę. Louis przytaknął. Sam był lekko zmęczony sprzątaniem.
- Odwiozę was – powiedziała Edwards, na co szatyn uśmiechnął się lekko w jej stronę. Zayn kiwnął głową. Perrie wyszła do holu i po chwili przyniosła ubrania małej. Ostrożnie ją ubrali, a potem dziewczyna wzięła ją na ręce. Zayn ubrał się w holu, a potem to on wziął ją do siebie i otulił swoimi ramionami. Edwards ubrała swoją kurtkę i buty, a potem pożegnawszy się z Louis’em wyszli. Louis był szczęśliwy widząc ich razem. Byłby szczęśliwy, widząc ich razem już na zawsze.
Chwila krzątania sprawiła, że przebudził się lekko. Sprzątnął więc kuchnię, zrobił do picia gorącą czekoladę, a potem zgasił wszystkie światła, zamknął mieszkanie i poszedł do sypialni. Wszystko było w niej takie same jak zostawił rano, ale było nieco zimniej, a przynajmniej tak sobie tłumaczył, kiedy grzebał w garderobie szukając jednego ze swetrów Harry’ego. Znalazł jeden kremowy, który pachniał zupełnie jak Gwiazdor. Louis wciągnął go na swój tors, a ciemne dresy zamienił na czarne spodnie od piżamy. Wdrapał się na łóżko i wygodnie ułożył się w ciemnej pościeli. Było mu ciepło, dzięki napojowi, ale również dzięki swetrowi. Oglądając durne programy nawet nie wiedział, kiedy zasnął otumaniony ciepłem i zapachem swetra. Swetra, który pachniał jak jego miłość.
|WOA|
Ciche skrzypnięcie drzwi rozbrzmiało w holu. Harry popchnął drzwi i wszedł powoli do mieszkania. Odłożył torbę na podłogę, a potem zdjął kurtkę i buty. Był zmęczony koncertem, który był poprzedniego dnia i nocną podróżą. Jednak to wszystko, to całe zmęczenie było warte zobaczeniem się z Louisem. Harry tak bardzo pragnął usłyszeć jego głos i spojrzeć w te błękitne tęczówki. Tygodniowa rozłąka była dla niego katorgą i z perspektywy czasu nie mógł pojąć, jak wytrzymał bez niego dwa miesiące. Wchodząc do kuchni zobaczył porządek i był tym lekko zdziwiony. On sam nigdy nie przykładał do niego większej uwagi. Nie korzystał często z kuchni, ponieważ jadał na mieście albo w studio, kiedy coś nagrywał. Zajrzał do lodówki, aby upewnić się, że Tomlinson coś jadł i nie głodował. Ucieszył się widząc braki w jedzeniu, ale zauważył też nowe zakupy, więc miał przeczucie, że Louis wychodził z mieszkania. Albo Perrie przynosiła mu zakupy. Oczywiście wolał opcję drugą, ale nie mógł mu przecież zabronić wychodzenia z apartamentu. Właśnie wtedy uświadomił sobie, że nie może ot tak pójść do sypialni i położyć się koło ukochanego, ponieważ Louis na pewno byłby wystraszony. A tego nie chciał. Harry obiecał sobie, że nigdy nie pozwoli, aby Louis był wystraszony albo czuł się niekomfortowo. Jedyną opcją była kanapa w salonie i nawet nie była to zła opcja. Harry wiele razy spał na niej całą noc i kiedy sobie o tym przypomniał, skrzywił się nieco. Zawsze wtedy był pijany i nawet nie pamiętał, czy była ona wygodna.
Sięgnąwszy po wodę mineralną miał zamiar się jej napić, ponieważ zaschło mu w ustach. Odwrócił się do szafki z zamiarem zabrania z niej kubka, jednak nie przewidział opcji, że jeden z nich stał tuż za nim. Tak więc jego ramię uderzyło o czerwony kubek, tym samym przewracając go na podłogę. Kubek rozbił się na milion kawałeczków, robiąc przy tym wiele hałasu. Styles przeklął w myślach swoją nieuwagę. Nie dość, że sam był niewyspany i zmęczony, to jeszcze Louis taki będzie. Miał jednak nadzieję, że szatyn nie obudził się przez nagły hałas. Odłożywszy wodę schylił się, aby pozbierać większe kawałki szkła.
Zanim się obejrzał w kuchni pojawił się najpiękniejszy mężczyzna pod słońcem. Jego niebieskie tęczówki były wystraszone, a włosy odstawały na wszystkie strony. Harry podniósł się do pionu i spojrzał na niego przepraszająco. Naprawdę było mu głupio. Przez chwilkę ich spojrzenia przecinały się. Mierzyli się wzrokiem, pełnym tęsknoty i radości.
- Harry? – wyszeptał Louis nie mogą uwierzyć, że chłopak był w domu – Harry – powiedział ponownie, zanim nie doskoczył do niego. Otulił jego tors swoimi drobnymi rękami i wtulił się w niego, jakby mógł stracić go w każdej chwili – Hazz.
- Dzień dobry, skarbie – powiedział miękko Harry, obejmując talię starszego chłopaka swoim ramieniem. Louis przybliżył się jeszcze bardziej wdychając zapach bruneta.
- Co ty tu robisz? - Tomlinson odsunął się lekko od piersi Harry’ego i spojrzał na jego zmęczoną twarz. Widział go już zmęczonego, ale to zmęczenie, jakie miał w sobie tego poranka było pomieszane z tęsknotą i smutkiem.
- Do poniedziałku mam wolne. Zalało halę, na której miał być dzisiejszy koncert. Poza tym bardzo chciałem cię zobaczyć – wyznał szczerze gwiazdor. Louis uśmiechnął się czule w jego stronę, a potem znowu spoglądali sobie w oczy. Harry ziewnął niespodziewanie, co sprawiło, że Louis zaśmiał się cichutko.
- Jesteś zmęczony – stwierdził starszy. Zielonooki przytaknął, nie chcąc zaprzeczać – Chodź. Położymy się spać. Jest bardzo wcześnie – Oboje udali się w stronę sypialni zostawiając cały bałagan nietknięty. Mieli resztę dnia na posprzątanie, a w tamtej chwili najważniejszy był sen. Louis usadził Harry’ego na łóżku i zabrał się za rozpinanie jego bluzy, potem ściągnął z niego koszulkę, a kiedy miał zamiar sięgnąć do jego paska, Harry zdał sobie sprawę, że Louis miał na sobie jego sweter.
- Spałeś w moim swetrze? - zapytał cicho młodszy. Louis zaprzestał swoich ruchów, rumieniąc się nieco. Spuścił wzrok na swoje bose stopy i nie odezwał się ani słowem – To takie kochane, Lou.
- Chciałem się czuć jakbyś był obok mnie – wyszeptał Tomlinson. Harry podniósł jego podbródek do góry złączając ich spojrzenia razem. Uśmiechnął się do niego szczerze i miał wielką ochotę ucałować te drobne usta, ale tego nie zrobił. W zamian pociągnął go na łóżko, każąc mu się położyć. Sam zdjął swoje ciasne spodnie, a potem poszedł mozolnie do garderoby i wrócił ubrany jedynie w spodnie od piżamy. Ułożył się obok chłopaka, który natychmiast przycisnął swoje ciało do niego.
- Jestem już obok ciebie. Zawsze będę, Lou.
|WOA|
Brunet obudził się kilka godzin później, czując na swoim ciele drobne dłonie niebieskookiego. Otworzył leniwie oczy i spojrzał na potargane włosy ukochanego. Uwielbiał ten widok i nie zamieniłby go na żaden inny. Budzenie się przy Louis’m było czymś wyjątkowym i wiedział, że nikt nigdy nie będzie taki jak on. To jak latanie. Unoszenie się nad ziemią, bez zmartwienia, że się spadnie. To jak wąchanie kwiatów róży, ten zapach otacza wszystko dookoła. Ich nogi splątane ze sobą tak jak kiedyś. Tak jak wcześniej. Harry miał ochotę zapłakać, ponieważ tak bardzo mu tego brakowało. Tego jak Louis wpasowywał się w jego ciało tak idealnie jak dwie połówki jabłka. Jak klucz i kłódka, jak neon i prąd. Mógł się wpatrywać w jego twarz godzinami i studiować tą piękną krzywiznę nosa, długie rzęsy, które dawały lekki cień policzkom oraz te usta. Usta, które wielbił.
Louis przebudził się jakiś czas później czując ciepło kogoś innego i wiedząc, od kogo ono biło. Zanim otworzył oczy uśmiechnął się lekko, a potem odsłonił swoje niebieskie tęczówki i jego spojrzenie od razu padło na Harry’ego. Leżeli wtuleni w siebie (a raczej Louis był wtulony w bruneta), z nogami ciasno splątanymi ze sobą i twarzami bardzo blisko siebie.
- Dzień dobry, Harry – wyszeptał Louis nie chcąc przerywać przyjemnej ciszy, jaka między nimi panowała. Oczy młodszego chłopaka rozbłysnęły radośnie.
- Dzień dobry, skarbie – Głos Harry’ego był zachrypnięty i taki, jaki Louis lubił najbardziej. Seksowny i budzący pożądanie – Chyba przespaliśmy cały dzień – stwierdził spokojnie gwiazdor. Louis uśmiechnął się niewinnie, jakby to on wszystko spowodował.
- Chcę cię widzieć, dopóki mogę.
- Więc nie chcesz wstać i zjeść… no nie wiem.. obiadu? - Zielonooki uniósł brwi pytająco, a kiedy Louis wtulił się jeszcze bardziej w jego ramiona, w jego sercu rozlało się coś ciepłego.
- Niee. Tu mi dobrze. Idealnie – wyznał starszy. Oczywiste było, że chodziło mu o ramiona Stylesa. O jego łóżko i o niego samego. Bo on był idealny. Jedyną odpowiedź, jaką otrzymał było kiwnięcie głową, a potem długie i przeciągłe spojrzenie w niebieskie tęczówki. I wtedy Louis postanowił zrobić krok. Podciągnął się lekko w górę i złączył ich usta razem. To było jak spełnienie najskrytszych marzeń. Jak zdobycie góry lodowej. Coś najwspanialszego na świecie. Ten pocałunek był najsłodszym, jakie kiedykolwiek mieli. Był powolny i bardzo namiętny i oboje rozkoszowali się nim jakby był najważniejszym w ich życiu. A może był? To był pierwszy pocałunek, jaki mieli w nowym, lepszym życiu. W życiu razem. Louis odsunął się pierwszy, ale nie daleko, otworzył oczy i spoglądał na spuchnięte wargi bruneta ciesząc się, że on to spowodował – Brakowało mi tego – wyszeptał. Harry zaśmiał się cicho ponownie łącząc ich wargi razem. Na początku był niepewny, ponieważ nie chciał przekraczać granicy, ale kiedy szatyn pogłębił pocałunek był pewien, że może robić to częściej.
Resztę dnia spędzili w łóżku. Harry zamówił ich ulubione jedzenie na wynos i jedli je w czarnej pościeli całując się okazyjnie i spoglądając w swoje oczy z wielką czułością, tak jak Louis uwielbiał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz