- Nialler, zgadnij, co się stało – mówi Louis, wchodząc do salonu w ich mieszkaniu i zdejmując szalik. – Chyba poznałem dziś swoją bratnią duszę.
- Yep – mówi Niall, nie kłopocząc się, by oderwać wzrok od telewizora. W tej sytuacji nie jest prawidłową odpowiedzią, przez co Louis zabiera pilota z jego dłoni i wyłącza telewizor, co wywołuje – Hej, czemu to zrobiłeś? – od jego współlokatora.
- Bo są ważniejsze sprawy, na których powinieneś się skupiać bardziej niż na powtórce Judge Judy, którą oglądałeś przynajmniej tuzin razy – mówi mu Louis – na przykład spytanie mnie o tę bratnią duszę, którą znalazłem.
- W porządku, niech będzie – mówi Niall, wzdychając i siadając, kiedy Louis wskakuje obok niego na kanapę. – Kto to tym razem?
Louis przez chwilę nad tym rozmyśla i dochodzi do wniosku, że nie wie, jak ma odpowiedzieć.
- Cóż, nie wiem – mówi, a Niall przewraca oczami, co nie jest zbyt miłe, biorąc pod uwagę powagę sytuacji.
- Więc go wymyśliłeś – mówi Niall – wyobraziłeś sobie jakiegoś ładnego dzieciaka, a teraz próbujesz mnie wrobić w kupienie tej historii. – W odpowiedzi Louis uderza Nialla w ramię. – Oddaj mi pilota.
- Nie – odpowiada Louis, trzymając pilota poza zasięgiem Nialla. – Nie, dopóki nie wysłuchasz mojej historii o niewymyślonej bratniej duszy.
- Dobrze – burczy Niall. – Słucham, Tommo.
- W porządku – mówi Louis. – Cóż, zacznijmy od tego, że ma najseksowniejszy głos, jaki kiedykolwiek słyszałem, i jest bogatym dobroczyńcą.
- W końcu znalazłeś sobie sponsora. – Niall z powagą kiwa głową. – Zawsze wiedziałem, że nadejdzie ten dzień. Niech zgadnę, jest jednym z tych posiadaczy biletów sezonowych i jest tak stary, że muszą wozić go na wózku inwalidzkim do obszaru dla niepełnosprawnych?
- Bardzo zabawne. – Louis robi nadąsaną minę. – Ten koleś od wózka to ten, który był zły przez przesłonięty widok, nie moja bratnia dusza, ogarniaj.
- Och, racja – mówi Niall – wybacz mi, sir, że nie nadążam za przebiegiem całej twojej zmiany, kiedy mam swoją. – Louis go za to uderza. – Więc jak ma na imię ten chłopak?
- Tego również nie wiem – mówi Louis, a Niall posyła mu spojrzenie, mówiące, że nie może uwierzyć, że tego słucha. – Ale wiem, że ma przyjaciół gejów, więc nie miałby nic przeciwko, gdybym chciał dostać się do jego spodni w razie okazji, co zamierzam zrobić, jeśli będzie to możliwe.
- Stary – mówi Niall – posiadanie przyjaciół gejów nie sprawia, że sam jesteś gejem, idioto. – Wskazuje na swoją klatkę piersiową. – Widzisz? Dowód rzeczowy A.
- Sprawia, że jesteś otwarty na myśl o dobrym obciągnięciu – żartuje Louis – a ty jesteś zwyczajnie zbyt przytłoczony, by zdać sobie sprawę z okazałej, metroseksualnej divy, która w tobie siedzi, Nialler.
- Nie wiem co to w ogóle jest – mówi Niall, za co Louis ponownie go uderza. – Więc nie znasz imienia tego chłopaka i nie wiesz o nim nic, poza faktem, że ma przyjaciół gejów, dla których, wnioskuję, chce kupić bilety, i prawdopodobnie nigdy więcej nie będziesz miał szansy z nim porozmawiać, dobrze rozumiem?
Louis marszczy brwi. – Cóż, kiedy mówisz to w ten sposób, ta perspektywa jest mniej wesoła niż wcześniej.
- To dlatego, że to prawda, kretynie – mówi Niall, ale Louis nie pozwala, by jego nieuprzejmość zniechęciła go do misji dostania się do spodni tego chłopaka. – Teraz oddaj mi pilota, klienci krzyczeli na mnie cały dzień o premierę nowego Call of Duty i chcę pooglądać jakieś kiczowate, przereklamowane programy, żeby to sobie wynagrodzić, okej?
Louis fuka i rzuca pilotem prosto w jego głowę, bo nie widzi żadnego powodu, dla którego znosi Nialla mieszkającego w jego domu.
-
Następnego ranka główny telefon dzwoni o dziewiątej trzynaście.
- Dzień dobry, Centrum Sztuk Scenicznych Cowella – mówi z ustami pełnymi karmelowego macchiato – gdzie przychylamy ci nieba, w czym mogę pomóc?
- Louis? – mówi głos, a Louis niemal wypluwa pianę i syrop karmelowy.
- Nie mogłeś powstrzymać się od usłyszenia ponownie mojego głosu, prawda, tajemniczy dzwoniący? – żartuje Louis, co prawdopodobnie jest niewłaściwe, ale nie obchodzi go to. – Namyśliłeś się nad tymi biletami na Phantom?
- Nie – mówi głos, a ciekawość, którego pytania tyczy się ta odpowiedź, już grozi doprowadzaniem Louisa do obłędu przez cały dzień. – Znaczy… byłem ciekawy, wspomniałeś o następnym sezonie, a ja mógłbym kupić im teraz bilety na jakieś późniejsze przedstawienie i dać im je już w listopadzie, prawda? Myślisz, że to dobry pomysł?
- Nie widzę powodu, przez który miałoby tak nie być – mówi Louis, głośno siorbiąc resztę kawy. – Drukujemy i wysyłamy bilety w ciągu siedmiu do dziesięciu dni, chyba że używasz Will Call, w tym wypadku możesz zawsze sięgnąć po broszurę sezonu i wyjaśnić pomysł.
- W porządku – mówi głos, zatrzymując się następnie, by to przemyśleć. – Okej. Jakie są przedstawienia w następnym sezonie?
- W lutym zaczynamy Legalną Blondynką – mówi Louis z pamięci – potem mamy ograniczoną liczbę Rock of Ages w kwietniu, Ten Irish Tenors w czerwcu, Shrek the Musical od lipca do sierpnia,Beatles w październiku, White Christmas przez halloweenowy weekend – ironiczne, wiem – i kończymy rok Next to Normal, ale to by było za późno, prawda? Mimo że zawsze możesz kupić to na prezent w przyszłym roku – może w przyszłym roku to jemu te chłopak będzie kupował prezent, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z nadziejami Louisa, więc decyduje, że podrzucenie wskazówki może mieć sens – to właśnie tym osobiście jestem najbardziej podekscytowany.
- Tak? – pyta chłopak. – Widziałeś to już kiedyś?
- Chciałbym – mówi ze smutkiem Louis – ale niestety nie byłem w Nowym Jorku od promocji w ostatniej klasie.
- Promocji w ostatniej klasie – powtarza tępo chłopak i normalnie Louis byłby zdumiony, ale nieudolność chłopaka jest częścią jego uroku. Albo może mógłby powiedzieć cokolwiek tym głosem i Louis byłby jednakowo zauroczony i podniecony, co, po namyśle, jest chyba bardziej prawdziwe. – O co chodzi?
- Opuszczasz egzamin do muzyczno-teatralnych profili college’u, coś takiego – odpowiada – jedziesz do Nowego Jorku lub Chicago i modlisz się o agenta lub eliminacje, lub cokolwiek, co nie jest brzuchem pełnym nowojorskich bagietek. – Ma nadzieję, że rozgoryczenie w jego głosie nie jest na tyle ewidentne, by było słychać je na drugim końcu linii. – A jeśli ci się nie uda, handlujesz biletami na przedstawienia, których nie rozumiesz, by choć częściowo być sobą. – Cóż, dokładnie tak.
- Huh. – Głos rozważa. – Myślałem, że raczej byłbyś z tych, którym by się udało. – Zatrzymuje się, po czym dodaje – Z twoim śpiewem i w ogóle.
- Moim śpiewem? – mówi Louis, symulując dezorientację, choć cała jego świadomość krzyczypamięta twój śpiew, na Jowisza, chce się z tobą przespać, Tommo.
- Nieważne – mówi głos, ponownie robiąc to coś, przez co brzmi, jakby był wytrącony w równowagi. – Okej. Czyli siedem przedstawień w następnym sezonie?
- Tak – mówi Louis, po czym dodaje, krzyżując palce wokół kubka z kawy, który nada trzyma – możemy wysłać ci broszurę, jeśli chciałbyś zostać wpisany na naszą listę.
- Och – mówi głos, po czym niszczy nadzieje Louisa na nazwisko i adres mówiąc – nie, to nie będzie konieczne. Nie sądzę. Ja. Um. Pomyślę o tym i się skontaktuję?
- Oczywiście – mówi Louis, próbując donośnie nie westchnąć, bo jeśli ten chłopak się nie droczy… – Myślę, że twoim przyjaciołom spodoba się wszystko, cokolwiek im wybierzesz – dodaje.
- Tak sądzisz? – pyta głos, po czym dodaje – Znaczy… wiem. Po prostu chcę, żeby to było coś wyjątkowego, tak myślę.
Louis kiwa głową, po czym uświadamia sobie, że chłopak go nie widzi. – Oczywiście – powtarza. – Wydaje mi się, że muszą być wyjątkowymi przyjaciółmi, więc jestem pewien, że chcesz, by prezent to odzwierciedlał. – Mógłby wymierzyć sobie za to teraz policzek przez to, jak to brzmi; nie chciał zasugerować, że chłopak urządza z nimi domowe trójkąty lub coś w tym stylu.
- Są, są dobrzy – mówi łagodnie głos – dużo pomagali mi w przeszłości, chodziliśmy razem do szkoły, a teraz, kiedy mnie stać, chcę zrobić dla nich coś miłego.
Louis kiwa ponownie, w jego głowie pojawia się milion pytań o to, czym chłopak się zajmuje i z czym pomogli mu przyjaciele, ale mówi jedynie jednakowo uroczyście – Rozumiem. Tak myślę.
- Naprawdę? – pyta głos poważnie, z nadzieją i innymi paskudnymi uczuciami, które sprawiają, że Louis chce kopnąć się za to, jak bardzo troszczy się o kogoś, kogo nigdy nie spotkał.
- Tak – mówi.
Przez chwilę po drugiej stronie zalega cisza.
Louis nienawidzi ciszy, mimo że ta nie jest niezręczna, więc przerywa ją – Cóż, pomyśl o tych przestawieniach i odezwij się, kiedy podejmiesz decyzję, dobrze?
- Dobrze – mówi głos. – Wtorki, tak?
- Wtorki?
- Wtedy nie pracujesz, prawda? – mówi głos, uciszając się, jakby sądził, że Louis pomyśli, że to źle, jeśli o tym pamięta. Ale jedynym, co Louis uważa a złe, jest to, jak bardzo rośnie mu serce przez to, że chłopak pamiętał.
- Doskonała pamięć, przyjacielu – mówi Louis, promieniejąc. – Nie stresuj się za bardzo z podejmowaniem decyzji, słyszysz?
- Nie będę – mówi głos, mimo że jego ton wskazuje na coś innego.
- I odezwij się jeszcze – dodaje Louis, wrzucając kubek do kosza na śmieci przy drzwiach.
- Odezwę się. – I tym razem wydaje się, że chłopak jest bardziej pewny swojej odpowiedzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz