niedziela, 15 grudnia 2013

8

Louis nie jest nawet w stanie powstrzymać lekkiego podskoku w swoim kroku w drodze po schodach na trzecie piętro do mieszkania. Wchodzi i znajduje Nialla przeżuwającego chipsy i grającego na Nintendo. – Hej – mówi Niall przez ramię na dźwięk otwierania drzwi, nie odrywając spojrzenia od gry.
- Nie masz tego wystarczająco w pracy, Nialler? – pyta Louis, mrucząc do siebie, kiedy wiesza płaszcz i otrzepuje spodnie. – Musisz grać też w domu?
- W pracy nie mogę grać – mówi Niall, pauzując grę i odwracając się do Louisa; jego zakłopotany wyraz twarzy zmienia się na jego widok. – Cholera, znam ten wygląd, to wygląd właśnie zaliczyłem, draniu.
- Wcale nie – protestuje Louis, mimo że nie potrafi powstrzymać głupiego uśmiechu wyjawiającego prawdę.
- Tak – mówi uparcie Niall – wcale tak, mieszkam z tobą wystarczająco długo, żeby wszędzie rozpoznać ten wygląd. – Krzywi się. – Słyszałem wystarczająco, żeby go poznać. Gadaj, Tommo.
Louis doskakuje do kanapy, by usiąść obok Nialla. – Cóż, jeśli musisz wiedzieć – zaczyna – właściwie nie zaliczyłem, ale pewien pan Styles i ja zdecydowanie zapoznaliśmy się w intymny sposób podczas przebiegu naszej regularnie zaplanowanej porannej rozmowy.
Oczy Nialla się rozszerzają. – Wcale nie.
- Wcale tak – mówi Louis, dumnie kiwając głową.
Niall sięga ręką i klepie go po plecach. – Cóż, gratuluję ci życia – mówi. – I tak prawdopodobnie ma dziewięćdziesiąt lat i jestem niemal pewien, że złapałeś rzeżączkę przez telefon.
- Zamknij się – mówi Louis. – On nie ma dziewięćdziesięciu lat, żaden dziewięćdziesięciolatek nie dotrzymałby takiego tempa.
- Nie chcę tego słuchać – mówi Niall, krzywiąc się.
- Nosi slipki, na wypadek gdybyś się zastanawiał.
- To dużo więcej niż chcę wiedzieć.
- Niebieskie.
- Wracam do grania – mówi Niall, a kiedy podnosi kontroler, Louis jest pewien, że chłopak jest zazdrosny lub sekretnie zaintrygowany. Lub możliwie oba.
-
- Dzień dobry, kasa biletowa Centrum Sztuk Scenicznych Cowella – mówi wesoło Louis w środowy poranek – z tej strony Louis, w czym mogę pomóc?
- Co masz na sobie, Lou? – mruczy głos Nialla z drugiego końca linii, a Louis prawie się rozłącza. – Lepiej, żeby było to coś seksownego, na wypadek, gdyby zadzwonił Harry. Paul wie, że płaci ci tu za pracę w seks-telefonie?
- Żadnych osobistych telefonów, pamiętaj – odpowiada Louis z ustami wygiętymi w coś pomiędzy uśmieszkiem a grymasem. – Nie wolno mi.
- Racja, zapomniałem – mówi Niall – robią tu wyjątki jedynie dla bratnich dusz – w tle słychać hałas i Louis wnioskuje, że Niall albo dzwoni z zaplecza, albo z przerwy na papierosa na zewnątrz – i dziewięćdziesięciolatków.
- Po raz ostatni mówię, że on nie ma dziewięćdziesięciu lat – mówi Louis z rozdrażnieniem. – Teraz mów czego chcesz, zanim naprawdę zaczną po mnie wrzeszczeć.
- Nic ważnego – mówi Niall. – Kończę dziś wcześniej i zastanawiałem się, kiedy wrócisz i czy mam kupić jakieś słodycze dla dzieci od cukierek albo psikus po drodze do domu.
- Mieszkamy na trzecim piętrze w bloku na przedmieściach – mówi Louis – chcesz mieć wymówkę, żeby zjeść je wszystkie zanim dojdziesz do domu. – Oboje wiedzą, że to prawda.
- Całkiem możliwe – mówi Niall, a dźwięk przejeżdżającego samochodu mówi Louisowi, że to przerwa na papierosa. – Chcesz zamiast tego jakieś jedzenie na wynos?
Dźwięk połączenia na drugiej linii przerywa jego odpowiedź. – Muszę iść – mówi. – Napiszę ci później, czy będę w domu na kolację, czy nie, dobrze?
- Co za różnica. – Louis słyszy, jak Niall zaczyna mówić, ale rozłącza się, zanim Niall kończy.
- Dzień dobry, kasa biletowa Centrum Sztuk Scenicznych Cowella – mówi tak wesoło jak za pierwszym razem – z tej strony Louis, w czym mogę pomóc?
- Um – zaczyna z wahaniem głos Harry’ego – hej.
- Cóż, witaj, przystojniaku – mówi Louis – myślałem, że unikasz mnie po poniedziałku, jest już kwadrans po dziesiątej.
- Chciałem tylko powiedzieć – mówi Harry, a w jego głosie jest coś, co niepokoi Louisa – że prawdopodobnie powinieneś zapisać bilety na ich nazwiska do will call, wiesz? Kompletnie o tym zapomniałem.
Dołek znika z brzucha Louisa, mimo że to, co mówi Harry, ma sens; po prostu nie oczekiwał dotarcia do końca ich małej gry, nie kłopotał się myśleniem o tym aż do teraz. – Racja, pewnie – mówi. – Podasz mi ich nazwiska? Powinienem je już znać, ale podaj jeszcze raz.
- Chyba nie podawałem ci ich wcześniej – mówi Harry, a jego głos jest… oziębły? Odległy? Przerażony? I Louis myśli och, świetnie, spieprzyłem z tym całym seksem, cholera.
- Och, okej – mówi Louis, usiłując brzmieć tak normalnie i wesoło jak zwykle. – Cóż, mam długopis, więc może podasz mi je teraz?
- Liam Payne i Zayn Malik – mówi Harry i nie oferuje nic więcej, gdy Louis zapisuje nazwiska w notesie.
- Fantastycznie – mówi Louis – bilety będą czekały już na nich w will call, kiedy dotrą.
- Dobrze – mówi Harry, a Louis zastanawia się, kiedy wrócili do jednowyrazowych odpowiedzi.
- Będę pracował w ten wieczór w budce will call, więc jeśli będą potrzebować czegokolwiek poza biletami, mogą mnie tam znaleźć – mówi Louis z nadzieją, że Harry zrozumie wskazówkę, że nie tylko Liam i Zayn mogą go tam znaleźć w razie potrzeby.
- Doskonale – mówi Harry, a Louis chce wyrzucić telefon lub cofnąć się do poniedziałku, jeśli Harry ma zamiar tak zachowywać się po telefonicznym seksie. Może cofnąć się o miesiąc, bo Niall prawdopodobnie ma rację i Harry jest jednym z tych Harrych z dziewczyną na swoim zdjęciu profilowym na Facebooku i teraz panikuje przez bycie gejem.
- Nie zawahaj się zadzwonić, jeśli jest coś jeszcze, co mogę dla ciebie zrobić – mówi Louis i po wypłynięciu z jego ust brzmi to jak błaganie.
- Dobrze – mówi Harry. – Um, cześć.
- Dobrze, cześć – mówi Louis, wzdychając, kiedy odkłada słuchawkę, bo wydaje się, że Eleanor jednak miała rację z tą katastrofą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz