czwartek, 19 grudnia 2013

7

Była 21:34, kiedy Liam Payne postanowił, że świetnym pomysłem będzie zakłócenie ciszy i spokoju w salonie Harry’ego.

- Louisie Williamie Tomlinson!

Na dźwięk piskliwego głosu Liama, Louis odsunął telefon od ucha, aby nie eksplodowały mu bębenki.

Harry spojrzał na starszego chłopaka z podłogi, gdzie siedział opierając się plecami o kanapę i trzymając palce na strunach gitary, którą miał na kolanach. Louis leżał na sofie, napotykając spojrzenie szatyna, gdy Liam wrzasnął do telefonu. Harry uniósł pytająco brwi, na co on pokręcił głową, jakby chciał powiedzieć „Nie mam pojęcia, co jest z nim nie tak”.

- Liam… - zaczął niepewnie z powrotem przykładając telefon do ucha – Co się stało?

- Co się stało?! – Liam krzyknął na tyle głośno, aż Harry go usłyszał. Chłopak ponownie uniósł brwi.

- Powiem ci co się stało! Wyjechałeś tydzień temu, Louis! Tydzień temu! I jedną rzeczą, którą od ciebie dostałem to sms, którego wysłałeś w nocy po twoim dotarciu na miejsce! Od tego czasu nie odpowiadałeś na moje wiadomości i połączenia, martwiłem się!

Louis nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy słuchał monologu Liama, który po raz kolejny brzmiał jak jego matka, a nie zmartwiony przyjaciel.

Harry roześmiał się – tak, Liam nadal mówił tak głośno, że chłopak wszystko słyszał.

- Oh, stary, bardzo przepraszam. Dostałem twoje wiadomości, miałem oddzwonić, ale tak jakoś… - Louis przerwał, patrząc przez chwilę na Harry’ego. – Całkowicie zapomniałem – skończył, wodząc w zamyśleniu oczami po twarzy loczka, gdy ten ponownie zwrócił całą swoją uwagę gitarze, po raz kolejny przejeżdżając palcami po jej strunach.

Ostatni tydzień minął bardzo szybko. Harry pokazał Louisowi prawie każdy centymetr jego miasta, zabrał go do każdego sklepu, który mógłby zainteresować chłopaka, wziął go kilka razy do kina, a nawet nalegał, aby ten poszedł z nim do pracy, aby poznał jego kolegów.

Poznanie ich było zabawne – każdy miał ciekawą osobowość. Był tam jeden facet – Damien – który miał okropne poczucie humoru i nikt nie uważał jego żartów za śmieszne, ale w jego otoczeniu nie można było pozostać poważnym, bo jego śmiech był cholernie szczególny i zaraźliwy.

Poznał dziewczynę, Danielle, która miała kręcone włosy, wielkie zapierające dech w piersiach oczy oraz nietuzinkową urodę. Była tancerką ze wspaniałym charakterem. Louis pomyślał, że byłaby idealna dla Liama i odnotował w pamięci, żeby jakoś ich umówić.

I nareszcie, Matt. Louis naprawdę polubił Matta. Był jednym z tych ludzi, których można uważać za swojego brata. Szybko zdał sobie sprawę, że chłopak był osobą zamkniętą w sobie. Wydawał się być opiekuńczy w stosunku do Harry’ego, a Louis miał szczęście, że zrobił na nim dobre wrażenie. Matt nie zapomniał pominąć faktu, że jego przyjaciel opowiadał o Tomlinsonie przez cały czas, przez co na twarzy młodszego pojawił się rumieniec – Stul dziób, Matt! – zawołał uroczym i nieśmiałym głosem za co Louis chciał go pocałować, ale tego nie zrobił. Chłopak nie mógł nic zrobić, ale zastanawiał się co dokładnie Harry mówił o nim.

- Słuchasz mnie!?

Wciąż wysoki głos Liama wyrwał go z zamyślenia. Zdał sobie sprawę, że patrzył na Harry’ego Bóg wie jak długo, bez poświęcenia jakiejkolwiek uwagi swemu rozmówcy. Harry na szczęście nie zauważył jego spojrzenia, ale odwrócił głowę, żeby spojrzeć na Louisa, gdy Liam ponownie się odezwał.

- Ta, wybacz. Odpłynąłem na moment – przeprosił Louis, czując, że jego policzki są cieplejsze niż zwykle, gdy młodszy chłopak uśmiechnął się do niego.

Boże, jak uwielbiał uśmiech Harry’ego.

- Cóż, w takim razie cieszę się, że jeszcze żyjesz. – powiedział Liam, a jego głos stał się lżejszy. – Tylko proszę, kontaktuj się ze mną czasami. Wiesz, że się martwię.

Louis zachichotał i kiwnął do siebie głową.

- Dobrze mamo – powiedział zaczepnie i zauważył, że szatyn ponownie uśmiechnął się do niego, zanim z powrotem skupił się na gitarze.

- Dziękuję – powiedział otwarcie Liam, ignorując komentarz przyjaciela. – Okej, dam ci już wrócić do swojego kochanka.

Louis chciał właśnie zaprotestować, ale na drugim końcu linii rozległ się szelest.

- A propos, przeleciałeś go już? – rozległ się głos Zayna, a Tomlinson poczuł, że jego policzki na powrót różowieją. Odchrząknął i spojrzał na Harry’ego, wdzięczny, że Malik nie mówił tak głośno jak Liam.

- Nie – syknął.

- Co? Oh, na co czekasz! Przynajmniej powiedz, czy wsadziłeś mu język do gardła! – kontynuował Zayn, a Louis czuł jak płoną mu policzki.

Najintymniejszą rzeczą, jaką razem do tej pory zrobili było przytulenie się na kanapie, gdy zasnęli podczas oglądania Thora i od tej pory ich wspólny kontakt ograniczał się do wspólnego mycia rąk, przypadkowego otarcia się ramionami i delikatnych uścisków.

To nie tak, że nie chciał czegoś więcej – Bóg mu świadkiem, że chciał – ale bał się posunąć za daleko, aby Harry go nie odtrącił, dlatego trzymał się z dala, ignorując swoje własne pociągi i pragnienia.

- Nie będziemy o tym rozmawiać w tym momencie! – powiedział Louis, zniżając głos do szeptu.

- Ale ja chcę…

- Do widzenia, Zayn! – chłopak rozłączył się, zanim przyjaciel zdążyłby zaprotestować. Odłożył telefon na mały stoliczek obok kanapy i potrząsnął głową.

Słysząc, że Louis zakończył połączenie, Harry odwrócił się i spojrzał na chłopaka.

- Jesteś w tarapatach? – zapytał z uśmiechem, jednak jego głos brzmiał zaczepnie.

Louis wytknął język, ale odwzajemnił uśmiech.

- Nie. Liam się martwił, bo nie było ze mną żadnego kontaktu – wyjaśnił, na co zielonooki skinął głową.

- Słyszałem – odpowiedział, odkładając gitarę i odwracając się do Louisa. – A tę rozmowę, której miałem nie słyszeć odbyłeś z Zaynem?

Louis ponownie zarumienił się przez pytanie chłopaka i przygryzł dolną wargę.

- Słyszałeś, huh? – zapytał wstydliwie, przez co Harry zachichotał.

- Tak. Szeptanie nie pomoże, kiedy siedzę obok ciebie, LouLou – drażnił się Harry, a na dźwięk nowego pseudonimu, jakim szatyn zaczął go nazywać, serce Louisa podskoczyło w klatce piersiowej.

- Dobra uwaga – zgodził się, posyłając przyjacielowi szeroki uśmiech, próbując ukryć zakłopotanie.

- Więc o co chodziło?- Louis nerwowo przygryzł wargę.

- O nic, po prostu… Chciał wiedzieć, czy my… Zrobiliśmy już coś – odpowiedział, czując się nagle nieswojo.

Harry bardzo lubił towarzystwo Louisa i jego samego, ale chłopak pomyślał kilka razy, że ten nie widzi w nim nikogo innego jak przyjaciela.

- Oh – skomentował krótko Harry. Pytanie czy kumpel zrobił coś niezwykłego na wakacjach było czymś normalnym i chłopak naprawdę nie mógł zrozumieć, dlaczego Louis musiał szeptać.

A wtedy go olśniło.

- Ohh! – powtórzył, nagle rozumiejąc, co miał na myśli i domyślając się, co oznacza ten rumieniec na policzkach.

- Ta… - potwierdził Louis skinieniem głowy.

Siedzieli przez chwilę w milczeniu i Louis po raz pierwszy poczuł się naprawdę nieswojo odkąd tu był.

To Harry był tym, który postanowił przerwać milczenie pytaniem, które całkowicie zbiło z tropu starszego chłopaka.

- Chcesz gdzieś wyjść? – zapytał, a Louis prawie spadł z kanapy.

- Ja, um… co? – zapytał, mrugając oczami.

- Czy chciałbyś gdzieś wyjść? – powtórzył Harry spokojnym głosem, gdy patrzył na Louisa z uniesionymi brwiami.

- Harry, już prawie dwudziesta druga i nie powinniśmy… - Louis zaciął się, na wyraz twarzy Harry’ego, nagle wiedząc co ten ma na myśli. – Oh.

- Tak. Oh. – potwierdził Harry, a mały uśmiech zagościł na jego ustach. Louis odchrząknął.

- Mówiąc wyjść, masz na myśli wspólne wyjście?

- Tak?

- Coś takiego jak randka?

- Tak to się nazywa, tak.

- Z tobą?

- Nie, z listonoszem Carlem.

- Z Carlem? Czy on nie jest za…

- Louis! – Harry wywrócił oczami, jakby chłopak był idiotą.

Nie był idiotą, chciał się tylko upewnić – uzyskać absolutną pewność – że dobrze zrozumiał pytanie Harry’ego.

- Przepraszam, przepraszam, ja tylko… - Louis zatrzymał się, zanim znowu powiedziałby coś głupiego. – Tak, z przyjemnością pójdę.

Harry posłał mu uśmiech i o Boże, Louis był pewny, że jego serce zaraz wyrwie się z klatki piersiowej.

- Więc, chcesz wyjść? – Zapytał Harry, a Louis pokiwał głową.

- Tak.

- Masz na myśli wspólne wyjście?

- Tak.

- Na randkę?

Louis jęknął, na co Harry uśmiechnął się jeszcze szerzej.

- Tak.

- Ze mną?

- Harry! – Louis ponownie jęknął, a Harry dostał napadu chichotu, trzymając się za brzuch, a zirytowany wyraz twarzy Louisa był bezcenny.

- Wybacz. Musiałem. – przeprosił Harry, wyciągając rękę i czochrając włosy Louisa. Dotyk ten był intymny i nieoczekiwany, ale sprawił, że chłopak zrelaksował się.

- Przeprosiny przyjęte.

- Więc jutro? Wychodzimy? – zapytał, chowając kosmyk włosów Louisa za jego uchem.

- Tak.

- Masz na myśli wspólne wyjście?

- Oh, zamknij się – jęknął Louis, wyciągając rękę i popychając Harry’ego za ramię, aż ten potknął się do tyłu i wylądował na plecach z głośnym śmiechem, gdy uderzył o podłogę.

-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz