Telewizor grał naprawdę cicho, kiedy Louis się przebudził. Zdrętwiała mu ręka, a cały tors pulsował od bólu. Podniósł się z wielki trudem i rozejrzał po całym pomieszczaniu. Ktoś zgasił światło i tylko telewizor dawał jakiekolwiek oświetlenie. Z kuchni dobiegał dźwięk radia. Podniósłszy się z kanapy powolnym ruchem, przytrzymał się fotela, aby dojść do drzwi prowadzących do kuchni. Zamrugał kilkakrotnie, by przyzwyczaić się do ostrego kuchennego światła. Nie był zaskoczony widząc Perrie krzątającą się przy szafkach. Spojrzał na zegarek, a potem westchnął. Spał bardzo długo, więc był pewien, że w nocy będzie miał kłopot z zaśnięciem. Dziewczyna odwróciła się w jego stronę, kiedy usłyszała szuranie krzesła. Obrzuciła go współczującym spojrzeniem, a potem wyciągnęła z szafki kilka opakowań leków. Nalała do szklanki wody, po czym podała wszystko chłopakowi.
- Dziękuję – mruknął, biorąc wszystko do ręki i łykając. Popił wszystko sporą ilością wody – Wszystko jest do bani – powiedział spokojnie. Dziewczyna obserwowała go uważnie – Przez te wszystkie leki stałem się jakiś otumaniony. Śniło mi się, że on tu jest – jęknął na końcu zakrywając dłońmi twarz. Edwards uśmiechnęła się pod nosem, podchodząc w jego stronę. Położyła mu dłoń na ramieniu, przez co podniósł na nią wzrok.
- To nie był sen, Louis. On tu naprawdę jest – Na początku to było zdenerwowanie, bo dlaczego ona miała czelność go tak okłamywać? Wyśmiewała go? Chciała się nim zabawić? Ale potem, kiedy wyraz jej twarzy się nie zmienił, zaczął w to wierzyć – Nie kłamię. Harry jest tu od jakichś trzech godzin. Przyjechał jak spałeś. Bawił się z Lux, pomagał mi troszkę z kolacją. A teraz jest w sypialni i usypia aniołka – wytłumaczyła. Louis nie wiedział, co ma zrobić. Jego serce biło bardzo szybko, jakby miało zamiar wyskoczyć z jego klatki piersiowej. Tylko czy to nie było dla niego za wiele? Chciał bardzo go zobaczyć i chciał bardzo usłyszeć ten głos, ale bał się. Bo przecież ich ostatnia rozmowa zakończyła się tym milczeniem i żadne cierpienie nie ustało – Idź do niego.
Louis nie odpowiedział. Wstał powoli ze swojego miejsca, oplatając jednym ramieniem swoją klatkę piersiową. Powolnym krokiem skierował się do sypialni Zayna. Bał się jak nigdy dotąd, ale wiedział, że będzie musiał kiedyś stawić temu czoła.
Powoli otworzył drzwi i ujrzał czuprynę loków pochylającą się nad małą dziewczynką. Lux spała rozkosznie w swoim łóżeczku obok łóżka, a Harry spoglądał na nią z uśmiechem. Jego czarny T-shirt opinał umięśnione bicepsy i długie plecy. Louis tęsknił za tym widokiem idealnego chłopaka. Bo Harry był idealny. Idealny dla niego. Podchodząc kilka kroków w jego stronę, czuł jak jego nogi miękną, a gardło robi się suche jak Sahara. Jego ręce zaczynały się pocić, ale nie dziwiło go to. Nic, a nic. Tak było zawsze. Bo to był on. Szatyn przysiadł tuż obok niego i spojrzał na małą dziewczynkę. Wyglądała przecudnie.
- Jest piękna – wyszeptał w końcu. Harry przymknął oczy rozkoszując się głosem ukochanego. Był taki, jakim go zapamiętał. Tak bardzo pociągający jak żaden inny. Odwracając się do niego otworzył oczy i ujrzał ponownie tę twarz. Nadal posiniaczoną, ale niezależnie ile siniaków widniałoby na niej i tak byłaby piękna. Język uwiązł mu w gardle, a serce zabiło mocniej, kiedy wpatrywali się w swoje oczy – Harry – wyszeptał Tomlinson.
- Louis – powiedział słabym głosem brunet. Starszy chłopak zacisnął swoje oczy, tamując łzy. Jednak jedna z nich zdążyła umknąć na jego policzek. Harry sięgnął do niego i otarł ją kciukiem, gładząc ciemne miejsce. Szatyn spiął się momentalnie. Jakby porażony prądem.
- Nie rób tego, proszę – wyszeptał cicho niebieskooki. Chłopak cofnął swoją dłoń. Zabolało go to trochę, ale nie chciał dać tego po sobie poznać. Nie miał mu tego za złe, bo przecież Louis mógł czuć do niego odrazę. Jakkolwiek dziwnie to brzmiało miał do tego prawo. A może czuł odrazę do siebie? - To dla mnie za dużo. Po prostu… To wszystko w mojej głowie. Ja nie wiem, co mam myśleć. To nadal mnie zabija, Harry. Czuję ten ból, o tutaj – powiedział pokazując swoją klatkę piersiową – I nie chodzi mi o połamane żebra. Chociaż to kurwa boli, ale… Jesteś tu, co było wszystkim, czego chciałem, ale teraz… Czuję, że nie będzie dobrze.
- Chcesz żebym sobie poszedł? Po prostu powiedz skarbie, możemy poczekać – Louis zaśmiał się gorzko przez łzy. Przetarł wierzchem dłoni policzki i odetchnął ciężko łapiąc się za brzuch. Mimo środków przeciwbólowych, ból nadal nie ustał.
- To, że tu jesteś, jest najlepszym, co mogło mi się przytrafić, Harry. Chcę żebyś tu był, ale się boję. Potrzebuję czasu. Jestem wyniszczony, boję się dotyku. Ja… Nadal się sobą brzydzę – dodał ciszej spuszczając wzrok na swoje kolana – Nie mogę sobie z tym poradzić.
- Pomogę ci, dobrze? - zapytał Styles uśmiechając się blado – Razem sobie z tym poradzimy. Wiesz o tym, prawda? - Niebieskooki kiwnął lekko głową, po czym podniósł wzrok. Spoglądali sobie oczy, napawając się tą chwilą – Będziesz miał coś, przeciwko jeśli cię stąd zabiorę? - zapytał młodszy. Tomlinson spojrzał na niego zaskoczony, nie wiedząc, o co mu chodziło – Chcę żebyś był całkowicie bezpieczny.
- Jestem bezpieczny, widzisz? Nie znaleźli mnie tu. Nie masz o co się martwić. Nie sądzę, aby wiedzieli gdzie mieszka Zayn. Zresztą… - westchnął – Gdyby jeszcze coś ode mnie chcieli znaleźliby już mnie dawno.
- Nawet tak nie mów. Gdyby coś jeszcze ci się stało… - Harry zamilkł, przymykając na chwilkę oczy – Nie zniósłbym tego. Po prostu pozwól mi się tobą zaopiekować, dobrze? Proszę - Ten wyraz twarzy. Te błagające oczy przekonały Louisa. Kiwnął lekko głową, chociaż nie wiedział nawet na co się zgadza – Dziękuję. Pójdę powiedzieć Perrie, że wychodzimy, a potem przyjdę pomogę ci spakować twoje rzeczy – Harry wstał ze swojego miejsca z zamiarem wyjścia do kuchni, ale dłoń szatyna na jego ramieniu powstrzymała go.
- Poradzę sobie sam. Nie mam tego zbyt wiele – mruknął spuszczając wzrok i odsuwając swoją dłoń od chłopaka, – Ale jeśli możesz zabierz z kuchni moje lekarstwa i zapytaj jej, kiedy mam je brać. Zayn na pewno jej to powiedział – Styles kiwnął głową, po czym wyszedł.
Louis rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu, a potem wstał i wyciągnął z szafki plecak Zayna. Był pewien, że przyjaciel nie będzie miał do niego pretensji, że go pożyczy. Wcisnął do środka rzeczy, które kupił mu Zayn. Nie było tego za dużo. Nie widział potrzeby w kupowaniu ubrań, bo przecież nie ruszał się prawie z domu. Przebrał się w coś, co nie było noszone przez kilka dni, jak jego szary dres, i kiedy był już gotowy wyszedł powoli na korytarz, gdzie Perrie pakowała coś do skórzanej torby Stylesa. On sam stał przy wieszaku i szukał czegoś na półce. Harry usłyszał szuranie, więc odwrócił swoją głowę w bok i spojrzał na szatyna. Podszedł do niego szybko i odebrał z jego rąk plecak. Nie chciał, aby się przemęczał.
- Napisałam wszystko na karteczce – powiedziała Perrie, podając brunetowi torbę – Chodź Lou, pomogę ci się ubrać – Louis skrzywił się, ale nie sprzeciwił się niczemu. Nie miał na to siły. Był wykończony mimo trzech godzin snu. Usiadł posłusznie na krześle obok komody i nie protestował, kiedy dziewczyna pomogła mu założyć czarne skórzane buty. Harry sięgnął po jego płaszcz i pomógł mu ostrożnie założyć go. Louis powoli zapiął wszystkie guziki, a potem poczuł jak Perrie owija jego szyję ciemny szalikiem, który na pewno nie należał do niego. Jednak po chwili dokładnie wiedział, do kogo należał. Zamknął oczy, ale nie na długo, bo dziewczyna szturchnęła go w ramię, więc musiał wstać. Zanim jednak wyszedł Harry, naciągnął mu na głowę czarne Beanie i podał rękawiczki. Sam ubrał się bardzo szybko narzucając na siebie tylko płaszcz. Pochwycił w dłonie swoją torbę i plecak Louisa, po czym pożegnawszy się z dziewczyną wyszli. Louis zapewnił go kilka razy, że sam da radę zejść ze schodów, więc nie naciskał na niego i szedł wolno przed nim odwracając się co chwilkę i posyłając mu pokrzepiające spojrzenie. Na dworze było zimno. Louis nie miał o tym pojęcia, bo nie wychodził na zewnątrz przez kilka dni. Na szczęście Harry zaparkował swój samochód blisko wejścia do kamienicy. Oczywiście pomógł mu wejść do czarnego Rang Rovera. Na tylne siedzenie wrzucił ich rzeczy, po czym sam zasiadł za kierownicą. Louis zapiął swoje pasy, ułożył się wygodnie w fotelu. To był pierwszy raz, kiedy jechał z Harrym samochodem.
|WOA|
Mieszkanie Harry’ego mieściło się w jednym z apartamentowców. Było na jednym z wyższych pięter, dlatego też wjechali tam windą. Harry otworzył drzwi bardzo szybko i popchnął je ukazując ciemne wnętrze. Weszli tam powoli, zapalając przy tym górne światło. Louis był zaskoczony. To był pierwszy raz, kiedy miał okazję przebywać w mieszkaniu młodszego chłopaka. Zawsze wyobrażał sobie, że było piękne, ale to, co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Przedpokój łączony z korytarzem był duży. Stała tam czarna, wiktoriańska kanapa, a obok niej rósł wielki fikus. Styles rzucił torby na podłogę, po czym sięgnął do głowy Louisa i zdjął z niej jego czapkę. Potem zabrał się za rozpinanie guzików płaszcza. Louis jakby nieświadomy tego, co się wkoło niego działo rozglądał się po całym pomieszczeniu.
- To jest twoje mieszkanie? - zapytał szatyn, odwracając głowę w stronę zielonookiego. Harry kiwnął głową, wieszając ich płaszcze na wieszaku, a potem pokazując mu, aby poszedł za nim.
- Chcę, żebyś tu został. Będziesz tu na pewno bezpieczny - Szedł powoli tuż za brunetem, oglądając każdy skrawek ściany i wszystko, co rzucało mu się w oczy. Najpierw weszli do kuchni, gdzie na środku stała wysepka kuchenna. Blaty były puste, jakby nikt tam nie mieszkał. Potem weszli do salonu, ale Harry zapalił tam tylko małą lampkę, więc szatyn nie zobaczył za wiele. Na korytarzu ciągnął się niebieski dywanik, a na ścianach wisiały różne dyplomy i nagrody Harry’ego. Na jednych drzwiach wisiała tabliczka z napisem ‘Prywatny’, więc Styles wytłumaczył mu, że to gabinet. Wcześniej jeszcze pokazał mu małą łazienkę. Będąc na końcu korytarza Harry wskazał na drzwi balkonowe. Była zima, więc wyjście na taras było głupotą. Na samym końcu otworzyły się przed nim ostatnie drzwi. Harry wszedł pierwszy, zapalił światło, a potem odwrócił się do chłopaka i spojrzał na niego przyjaźnie. Louis wszedł niepewnie do środka i westchnął widząc to, co zobaczył. Łóżko Harry’ego było ogromne. Naprawdę. Nigdy wcześniej nie widział takiego dużego i przez myśl mu przeszło, że mogło być trzy osobowe, albo i więcej - Sypialnia. Jedyna w apartamencie. Nigdy nie chciałem mieć dużego mieszkania. Niepotrzebne były mi odwiedziny mojej rodziny – westchnął zielonooki. Louis podszedł bliżej łóżka i rozejrzał się dookoła. Spojrzał na Harry’ego, który wpatrywał się w niego z dziwnym wyrazem twarzy. Spuścił wzrok na swoje dłonie – Nie martw się. Będę spał w salonie. Nie tknę cię Louis, dopóki ty nie będziesz tego chciał. Musisz mi zaufać – Wargi Louisa powoli zaczynały drżeć, a potem po jego policzku spłynęły pierwsze zły. Był na siebie zły, że przez jego zachowanie Harry myślał o nim Bóg wie co. Zakrywając dłońmi twarz usiadł na skrawku łóżka i zawył cicho. To nie było tak, że Harry nie chciał go objąć i wtulić go w swoje ciało. Chciał. Bardzo chciał. Ale bał się. Naprawdę bardzo się bał. Podszedł do niego i ukucnął naprzeciwko. Ułożył swoją dłoń na jego ramieniu, a drugą przeczesał jego włosy – Chcę, żebyś czuł się tu dobrze, a nie płakał wiesz? Masz czuć się bezpiecznie w moim domu i w moim towarzystwie. Nie będę na ciebie naciskać, dobrze? - Szatyn otarł zły, po czym pokiwał głową. Pociągnął nosem i znowu rozejrzał się dookoła. W pokoju były jeszcze dwie pary drzwi i wielki regał z niezliczoną ilością kapeluszy, bejsbolówek, Full Cap, Beanie oraz różnych innych rzeczy. Było też tam kilka szuflad. – To są drzwi do łazienki, a te… - Harry wstał ze swojego miejsca. Otworzył jedne z drzwi i włączył światło w niewielkim pomieszczeniu – To garderoba. Od teraz te ubrania są także twoje, jasne? A jeśli będą za duże, za małe, albo będziesz chciał coś nowego to poproś o to Perrie. Ona zazwyczaj robiła ze mną zakupy. A że ty będziesz teraz odpoczywać, to ona wszystko załatwi.
- Harry… - zaczął Louis, ale widząc wzrok młodszego zamilkł. Naprawdę nie chciał być na utrzymaniu bruneta. Ale jakie miał inne wyjście?
- Odpoczynek to jedyne twoje zajęcie teraz, dobrze? W salonie pod telewizorem znajdziesz mnóstwo płyt z filmami albo w moim gabinecie. Są tam też książki, gdybyś miał ochotę poczytać. Jutro pójdę zrobię zakupy, a gdyby ci czegoś brakowało to…
- Perrie. Tak, wiem Harry – Louis ziewnął głośno, co przykuło uwagę bruneta. Spojrzał na niego rozczulonym wzrokiem. Wszedł z powrotem do garderoby i z jednej półki wyciągnął swoje czarne spodnie od piżamy, i do tego czarną koszulkę do kompletu.
- Spanie, prawda? - Louis kiwnął głową, kiedy Harry podszedł do niego i położył obok niego ubrania – Przebierz się i idź spać, hmm? A jeśli będziesz czegoś potrzebował to po prostu zawołaj – Podczas kiedy słowa wypływały w jego ust, Louis zamknął swoje oczy i powoli zasypiał.
- Pomóż – jęknął Louis, rozpinając zamek swojej bluzy i próbując nieudolnie ją zdjąć. Harry uśmiechnął się czule. Uwielbiał spoglądać na zaspanego Louisa.
- Na pewno? - upewnił się młodszy. W zamian otrzymał kiwnięcie głową i cichy pomruk. Sięgnął więc i pomógł mu zdjąć bluzę, a potem szarpnął za dół jego koszulki i pociągnął ją do góry. Próbował nie patrzeć na tors Louisa, ale mimo woli jego wzrok tam się właśnie zatrzymał.
- Zimno – popędził go Tomlinson, więc pomógł mu założyć koszulkę. Potem Louis opadł bezwiednie na łóżko. Wyglądał jakby zasnął. Jednak po chwili jego ręka odnalazła rozporek i odpięła guzik. Harry przyglądał się temu wszystkiemu z bijącym sercem – Harry – pomruk ponownie wyszedł spomiędzy warg niebieskookiego – Robiłeś to już, ściągnij je. Ja nie dam rady.
Harry nie miał wyjścia. Pociągnął w dół spodnie chłopaka, bardzo ostrożnie, aby nie dotknąć jego skóry, a potem pomógł mu naciągnąć spodnie od piżamy. Po chwili lekkiej szarpaniny, Louis leżał już pod czarną pościelą i wyglądał jakby zasnął. Styles poprawił jego kołdrę i chciał wstać ze swojego miejsca tuż obok niego, ale dłoń na jego nadgarstku mu na to nie pozwoliła. Spojrzawszy na twarz ukochanego, zauważył, że jego oczy były zamknięte.
- Zostań – wyszeptał Louis nie otwierając swoich oczu – Śpij po drugiej stronie łóżka, – mimo iż jego głos był senny, Harry wyraźnie zrozumiał, co miał na myśli chłopak – Chcę żebyś tu był. Chcę czuć twoją obecność.
|WOA|
Mieszając jajka na patelni Harry usłyszał szuranie dochodzące z korytarza. Uśmiechnął się pod nosem na samą myśl, kto był jego powodem. Louis. Wspomnienia tej dziwnej nocy ciągle były w umyśle gwiazdora i wcale nie chciał ich wymazywać. To było dziwne spać w jednym łóżku z najpiękniejszym mężczyzną pod słońcem i nie móc go nawet dotknąć, ale to było w porządku, dopóki Louis był z nim. W jego mieszkaniu. Szatyn wszedł do kuchni z bałaganem na głowie i z półprzymkniętymi oczami. Harry odwrócił się lekko w jego stronę, a uśmiech wkradł się na jego usta.
- Dzień dobry – przywitał się, wyłączając palnik. Odstawił łyżkę na talerzyk, po czym odwrócił się w jego stronę i zauważył, że jedyną rzeczą, jaką miał na sobie były spodnie od piżamy. Dziwiło go to, ponieważ kiedy zostawiał go samego w łóżku był jeszcze ubrany. Wyglądał na zaspanego, ale wypoczętego. Podchodząc bliżej kiwnął głową, przez co jego włosy jeszcze bardziej rozproszyły się na wszystkie strony.
- Dzień dobry – odpowiedział w końcu, stając obok wysepki kuchennej. Przez jego twarz przeszedł grymas bólu, co nie uszło uwadze młodszego.
- Nadal cię boli? - zapytał Styles, podchodząc do szatyna. Stanął tuż przed nim w małej odległości, ale wystarczającej, aby Louis mógł czuć się swobodnie.
- Przy ostrzejszych ruchach tak. Lekarz powiedział, że trzy tygodnie w gipsie i bandażach wystarczy. To nie było jakieś poważne złamanie – westchnął Louis odgarniając włosy z czoła. Spojrzał na Harry’ego, który stał przed nim w pełni ubrany z lekkim uśmiechem na ustach i czymś dziwnym w oczach. Wyglądał na przygnębionego i pełnego poczucia winy – Nie było cię, kiedy się obudziłem – mruknął, po czym przysunął się do chłopaka. Objął go ramionami za szyję i schował tam swoją twarz. Westchnął i zaciągnął się jego zapachem. Harry spiął się na początku, nie wiedząc jak ma się zachować, bo przecież Louis nie chciał kontaktu z nim. Ale po chwili objął go lekko w pasie jedną ręką, a drugą zaczął ostrożnie gładzić jego głowę i plecy.
- Musiałem wyjść na zakupy. Przepraszam – Louis przysunął się jeszcze bliżej niego. Stanąwszy na palcach, oparł swoje czoło o jego ramię i jęknął ciężko.
- Nie potrafię będąc obok ciebie, być daleko od ciebie – jęknął ponownie, po czym ucałował kawałek skóry tuż po jego uchem. Przez ciało bruneta przeszedł dreszcz. Zamarł na chwilkę, ale tylko na moment – Chcę być obok ciebie, ale nie chcę na razie robić następnego kroku – mruknął odsuwając swoją twarz od jego szyi. Harry pokiwał lekko głową, odgarniając jego włosy.
- Masz ochotę na śniadanie? - zapytał Styles odwracając głowę w stronę szafek. Louis podążył swoimi oczami za jego wzrokiem i zaburczało mu w brzuchu. Nie uszło tu uwadze Stylesa. Zaśmiał się lekko, po czym odsunął się od szatyna. Kiedy nakładał jedzenia na talerze, Louis usadowił się na krześle i czekał grzecznie na swój posiłek.
Przez kilka pierwszych chwil jedli w ciszy. Żadnemu z nich ona nie przeszkadzała. Cieszyli się swoim towarzystwem, po tak długiej rozłące. Harry jednak wiedział, że ta chwila nie będzie długo trwała.
- O czternastej mam samolot do Berlina – mruknął Harry odsuwając swój pusty talerz. Louis nadal jadł i wcale nie wyglądał jakby miał szybko skończyć. Na dźwięk głosu zielonookiego podniósł wzrok z swojego talerza i spojrzał na niego trochę zasmucony. Wiedział jednak, że Harry miał trasę koncertową i nie miał innego wyboru. Przez myśl przeszło mu, jakim cudem udało mu się ubłagać Sebastiana o ten wolny dzień. Co musiał zrobić Harry, aby tamten pozwolił mu przyjechać do Londynu?
- Harry – zaczął powoli starszy chłopak. Styles spojrzał w jego oczy i uśmiechnął się zachęcająco – Co zrobiłeś, że Sebastian pozwolił ci tu przyjechać? - Uśmiech, jakim został obdarowany szatyn był bardzo zagadkowy, ale miły i przyjazny.
- Zwolniłem go przed przyjazdem tu. Od teraz Liam przejmie jego obowiązki – Na twarzy Louisa pojawiło się zaskoczenie, a potem cień uśmiechu - Nie mogłem tak dłużej funkcjonować. To było jedyne rozwiązanie.
- Cieszę się – powiedział szczerze Tomlinson. Harry pokiwał głową, po czym wstał ze swojego miejsca i odstawił naczynia do zlewu.
- Możesz mi coś obiecać? - zapytał odwracając się w stronę wysepki. Szatyn uniósł brwi do góry, po czym niepewnie kiwnął głową – Zostań tutaj i nie wracaj do mieszkania Zayna – Louis chciał coś powiedzieć, ale Harry mu na to nie pozwolił – Nie zostawiaj mnie, Louis.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz