niedziela, 15 grudnia 2013

5

- Co robisz? – pyta Niall, pochylając się nad oparciem kanapy, by zerknąć na ekran laptopa Louisa, który ten szybko zamyka ruchem nadgarstka.
- Nic – mówi Louis, za co otrzymuje powątpiewające spojrzenie. – Nic, co mogłoby cię interesować, Horan.
- Wcale nie – mówi Niall, sięgając po laptopa, ale Louis szybko chowa go pod poduszką poza jego zasięgiem. – Oglądałeś na facebooku profil tego dzieciaka, w którym jesteś zakochany, nie jestem aż takim debilem, za jakiego mnie masz.
- Jesteś dokładnie takim debilem, za jakiego cię mam, i to właśnie dlatego cię kocham, Nialler – mówi Louis, klepiąc go po brodzie, na co Niall mruczy z niezadowoleniem i uderza jego rękę.
- A tak w ogóle, to jak idzie z tą całą sprawą bratnich dusz? – pyta Niall z ustami pełnymi mleka i płatków. – Udało ci się już dojść do drugiej bazy, czy przez kable telefoniczne jest zbyt trudno?
- Bardzo zabawne – mówi Louis, wydymając usta. – Właściwie to dowiedziałem się, że jest niesamowicie bogaty, ma przyjaciół położonych wysoko w dziedzinach sztuki i reaguje w ogromnie uroczy sposób, kiedy wytykasz mu, że próbował się czegoś dowiedzieć. Tyle informacji, sam widzisz.
- Racja - mówi sceptycznie Niall, po czym wypija resztę mleka z łyżki. – Jeśli będzie płacił za pizzę, nie mam nic przeciwko. – Wzrusza ramionami. – Mimo że prawdopodobnie jest starym facetem. – Louis szturcha go w brzuch, przez co połowa mleka wylewa się z miski na poduszki. – W temacie pizzy… chcesz, żebym zamówił z pepperoni czy kiełbasą?
- Z kiełbasą – mówi Louis i wzdycha – i on nie jest starym facetem. Muszę cię poinformować, że jest naprawdę atrakcyjny i praktycznie idealny.
- Facebook ci to powiedział? – pyta Niall, kiwając głową w kierunku komputera schowanego pod poduszką, którą Louis podnosi i rzuca w głowę chłopaka. – Dobra, dobra, rozumiem, będę w pokoju, jeśli byś mnie potrzebował.
Louis otwiera laptopa jak tylko upewnia się, że Niall wyszedł z pomieszczenia i z powrotem włącza wyniki wyszukiwania na facebooku.
Tak naprawdę wydaje się, że jest więcej niż sześćdziesięciu Harrych Stylesów w zasięgu stu mil od jego mieszkania. Niektórzy z nich są raczej atrakcyjni – mimo że nie aż tak, jak miał nadzieję; ma jakiś standard, jeśli mają być razem na dłuższą metę – a część z tych ma również atrakcyjne dziewczyny, uśmiechające się do nich na zdjęciach profilowych. Louis zwyczajnie odrzuca myśl, że któryś z nich może być jego Harrym Stylesem, więc szuka aż na sam dół strony. Niektórzy są dystyngowanie wyglądającymi gentlemanami po trzydziestce w garniturach i ze słuchawkami Bluetooth – Louis zgaduje, że mogło być gorzej, jeśli okaże się, że jego bratnia dusza jest jednym z nich, bo w starszych mężczyznach jest przecież nieco seksapilu. W każdym razie mają też więcej doświadczenia, co prawdopodobnie oznacza, że są lepsi w łóżku tak na dłuższą metę.
Niektórzy z nich jednak są otyłymi mężczyznami po czterdziestce (piją Coors Ligt, naprawdę, zero gustu) lub dziadkami z siwizną przy skroniach. Na oba typy Louis marszczy nos i nadal szuka, bo odrzuca myśl, że któryś z nich mógłby być Harrym.
Ogląda zdjęcie trzymającego małą dziewczynkę na kolanie starszego mężczyzny o zgorzkniałym wyglądzie, kiedy Niall krzyczy ze swojej sypialni – Mówiłem, że pomarszczony i brzydki, nie? – z jak zwykle idealnym wyczuciem czasu.
Louis zastanawia się, czy Niall widzi przez drzwi pod tym kątem, jak pokazuje mu środkowy palec.
-
Dzwoni do Harry’ego z samego ranka w poniedziałek i odsłuchuje jego automatyczną sekretarkę, która niestety nie daje mu wiele informacji, po czym przypomina mu, że gdyby dowiedział się, że Liam faktycznie sądzi, że jest lepszy od Andrewa Lloyd Webbera, zawsze może wymienić bilety na bony na następny sezon o tej samej wartości tuż przy drzwiach nawet w dzień przedstawienia.
To nie do końca prawda, małe kłamstewko, przez które Paul oszalałby, gdyby Harry przyjął ofertę. Ale wykradnięcie dwóch biletów ze skrzynki darmowych kopii reżysera, kiedy nikogo nie będzie w pobliżu, jest ryzykiem, które Louis jest w stanie podjąć w imię prawdziwej miłości.
-
Przychodzi kwadrans przed ósmą w środowy ranek z machiato w ręce i lekko podskakując mimo pierwszego śniegu na zewnątrz i jest w tak dobrym nastroju, że decyduje się poćwiczyć i pójść schodami aż na piąte piętro, zamiast użyć windy, co okazuje się być wspaniałym pomysłem, biorąc pod uwagę, że wpada na Danielle pomiędzy drugim i trzecim.
- Louis, kochanie! – krzyczy, owijając go ramionami, na co Louis ściska jej pośladki przez jej trykot i spodenki. – Bezczelny. – Puszcza mu oczko. – Co u ciebie słychać?
- Jak zwykle – wzdycha, próbując ukryć uśmiech, ponieważ Dani zawsze jest zbyt chętna do komentowania jego dobrego nastroju – okropnie nudne, nużące zwykle. Ale nic nie może się równać z seksownością twojej lukratywnej pracy, zgaduję.
- Racja, seksowna, pewnie – mówi Dani, śmiejąc się – warsztaty taneczne dla małych dzieci o dziewiątej trzydzieści są definicją seksowności.
- Jeśli ktokolwiek mógłby sprawić, żeby było to seksowne, jesteś to ty. – Rozmyśla, po czym marszczy nos, bo dzieciaki są zdecydowanie z zasady nieseksowane. – Och, to było kiepskie nawet jak na mnie.
- Najgorsze ostatnimi czasy – żartuje, pstrykając go w nos.
- Co u Eda? – pyta. – Nie widziałem go już od jakiegoś czasu, nadal występuje w szkołach?
- W tym roku nie tak dużo – mówi, kiwając na balustradę i pytając, czy ma coś przeciwko, na co Louis odsuwa się, by mogła oprzeć na niej nogę. – Nagrywa album, wiedziałeś? Ta letnia trasa naprawdę mu się przydała.
- To fantastycznie – mówi Louis, gdy Dani pochyla ciało nad nogą, przez co jej włosy opadają na rurkę, i naciąga drugie kolano, przez co jej biust lekko skacze.
- Tak – mówi, przechylając głowę i rozciągając się – mimo że chyba wszystko jest lepsze od śpiewania o układzie okresowym dla siedmioklasistów.
- Ugh – Louis się krzywi – chyba wolałbym się po jakimś czasie zastrzelić. – Kocha dzieci, musi, dorastał z czterema siostrami, ale myśl o przekreślaniu swojej kariery w ten sposób brzmi jak wyrok śmierci, jeśli w ogóle cała ta sytuacja nim nie jest. – Ten Ed Sheeran jest silniejszy ode mnie. – Ciągnie łyka machiato, kiedy Dani zmienia nogi. – Cóż, z bólem zostawiam cię tu rozgrzewającą się bez partnera – mówi – ale telefon sam się nie odbierze.
- Trzymaj się, skarbie – mówi, całując go w policzek, co on odwzajemnia, zanim wchodzi na samą górę co dwa schody.
Kiedy dociera do biura, w milionie losowych wiadomości na skrzynce, czeka na niego jedna konkretna.
- Um – mamrocze Harry – chciałem podziękować za informację o możliwości wymiany i tak myślę, że skorzystam z oferty? Nie chodzi o przedstawienie, ale czy mógłbyś przenieść ich z balkonu? Zapomniałem, że Zayn ma lęk wysokości, a nie chcę, żeby przez całe przedstawienie było mu niedobrze, więc, um… - Odchrząka. – Racja. Oddzwoń, Lou? Przepraszam, jeśli to problem, spróbuję następnym razem nie być takim głupim?
Louis jest pozytywnie roztrzepany, kiedy oddzwania do Harry’ego, ponieważ Lou oznacza, że wszystko gładko zmierza w kierunku blasku świec i obciągania, prawda? Sygnał słychać raz, dwa, po czym, niestety, następuje przekierowanie na skrzynkę, ale Louis nie pozwala, by to go powstrzymało, mrucząc pod nosem Rent w oczekiwaniu na sygnał, bo co innego ma robić, kiedy myśli o blasku świec i napięciu seksualnym? – Czy zaświeciłbyś mo- och, racja, przepraszam, Haz, jestem nieco rozproszony. – Prostuje się na swoim krześle, uśmiechając się na swoje przezwisko dla ukochanego. – Zdecydowanie możemy zmienić miejsca z tych z balkonu – mówi, otwierając bazę danych i krzyżując palce, żeby nie było to kłamstwo, i oddychając z ulgą, kiedy na piątkowy wieczór znajduje się para biletów na parterze. – Co ty na, spójrzmy, rząd F, miejsca siódme i ósme? Są przy alejce, więc będą mieli doskonały widok, a i tak nikt nie chce siedzieć w przednich rzędach, kołysząca się głową dyrygenta i te sprawy. Racja, cóż, wstępnie ich przeniosę i zdecyduję, że jeśli się nie odezwiesz, to tak zostanie? – Myśl o braku odpowiedzi jest zbyt smutna, by Louis był w stanie ją znieść, więc dodaje – Albo zawsze też możesz oddzwonić tak czy inaczej, jeśli czułbyś, że potrzebujesz w swoim życiu małego Lou. – Zastanawia się, czy nie posuwa się za daleko. – Tylko żartuję. Miłego dnia, słyszysz?
Po zakończeniu kolejnego połączenia czeka na niego nowa wiadomość – Brzmi fantastycznie i jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował małego Haza w swoim życiu – znaczy, życz mi szczęścia, żebym nie miał już więcej pytań.
Louis krzyżuje palce i ma nadzieję na dokładne przeciwieństwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz