wtorek, 17 grudnia 2013

2

Dochodziło południe, kiedy Louis skończył sprzątać kuchnię i salon. Zaniedbał ostatnio te pomieszczenia, ale nie z własnej woli. Czasami naprawdę nie miał ani ochoty, ani czasu, na domowe prace. Niestety mieszkał sam, więc musiał robić wszystko samodzielnie. Na szczęście po ostatniej nocy był wyspany i wypoczęty. Nigdy wcześniej coś takiego mu się nie przytrafiło i w duszy dziękował za to gwiazdorowi z lokami.

Zaparzając kubek herbaty z opuncji, usłyszał dzwonek do drzwi. Nie zdziwił się, kiedy za nimi ujrzał swojego najlepszego przyjaciela oraz małą dziewczynkę. Kiedy tylko spojrzał na jej okrągłą buźkę, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

- Hej Louis – powiedział spokojnie wysoki brunet. Jednocześnie podając przyjacielowi małą, która wyrywała się w stronę szatyna – Niebawem bardziej będzie się cieszyła twoim widokiem, niż moim.

- Cześć kochanie – Louis wziął na ręce małą blondyneczkę i pocałował ją w czoło. Ona zaś objęła go za szyję swoimi małymi rączkami – Hej Zayn.

Louis nie zamknął drzwi wejściowych, ale zrobił to brunet. On sam skierował się do kuchni, gdzie posadził małą na krześle. Zayn stąpał tuż za nim, ale najpierw wszedł do salonu, gdzie zostawił plecak z zabawkami dziecka.

- Więc pracuję dziś do osiemnastej. Ale jeśli nie masz tyle czasu to poproszę…

- Zayn! Przestań! Mam dziś wolny dzień. Chętnie zajmę się moim małym cukiereczkiem – rzekł Louis. Pokazując na dziewczynkę, która wierciła się na krześle – Lux? Będziemy się dziś dobrze bawić? - Blondynka zagruchała do niego po swojemu, na co Zayn uśmiechnął się szczerze.

- Okej. Więc przyjadę po nią po osiemnastej. Na pewno jesteś w stanie? Po ostatnim razie…- Louis nie dał mu dokończyć. Spiorunował go wzrokiem, co nie wróżyło niczego dobrego, ale po chwili jego wzrok stał się normalny.

- Jest dobrze, Zayn. Nie martw się. Jestem wypoczęty i zrelaksowany.

- Właśnie zauważyłem? Masz taki dobry humor. Zazwyczaj nie chcesz ze mną rozmawiać. Coś się stało? - zapytał Zayn, podnosząc Lux z krzesełka i sadzając ją sobie na kolanach. Chciał nacieszyć się nią dopóki mógł.

- Po prostu… Spędziłem miłą noc – Brunet wytrzeszczył oczy, więc szatyn zaczął go uspokajać - Spokojnie! Po prostu poszedłem tam, ale nie uprawiałem seksu. To było trochę dziwne. Po prostu rozmawialiśmy.

- Nie powiem, że nie jestem zaskoczony – Louis wzruszył ramionami, tak jak miał w zwyczaju, gdy nie wiedział, co ma powiedzieć – Nie mam czasu cię męczyć. Pierwszego klienta mam za pół godziny! Mam nadzieję, że Lux będzie grzeczna – Zayn podniósł się z krzesła, jednocześnie sadzając na nim małą.

- Nie martw się. Ja i cukiereczek poradzimy sobie.




|WOA|




Następne dni nie były dla Harry’ego dobrym okresem. Można by rzec, że były to najgorsze dni w jego życiu. Stoczył się jeszcze bardziej. Stoczył się tak bardzo, że nawet Niall, który zazwyczaj olewał jego początkujący alkoholizm zauważył, że dzieje się coś złego. To nie było byle co. Można było z tego żartować, ale nikomu nie było tak naprawdę do śmiechu. Na szczęście manager Stylesa wyjechał na kilkanaście dni i nie wiedział o niczym. Jednak wiedział o tym Liam i to wystarczyło, aby wszyscy współpracownicy byli w gotowości. Nie żeby coś miało się stać. Payne nie brał czegoś takiego nawet po uwagę, ponieważ nie chciał nawet myśleć, co mogłoby stać się z jego przyjacielem. Był dobrej myśli, chociaż Harry zachowywał się jak najgorszy gbur. Siedział w swoim apartamencie i nie chciał stamtąd wychodzić przez kilka długich i męczących dni. Prawdopodobnie najbardziej na tym wszystkim ucierpiał Horan, ponieważ jego chłopak spędzał z gwiazdorem naprawdę dużo czasu. Próbował go przekonać, aby przestał pić i użalać się nad sobą, ale nic nie pomagało. Niall nie chciał się w to wtrącać, ponieważ wiedział, że będzie jeszcze gorzej. Musiał dopuścić do siebie myśl, że Harry był w nim ewidentnie zauroczony. Pokazał mu to wiele razy. Jednakże wiedział, że brunet nie zrobi żadnego kroku w tej sprawie. Był naprawdę lojalnym przyjacielem i nie zrobiłby tego Liamowi. Nawet jeśli miałby cierpieć. Dlatego też Horan stał zawsze w cieniu, czasami czuł się z tym źle. Bardzo chciał pomóc swojemu przyjacielowi, ale wiedział, że nie może.




|WOA|




Louis był już gotowy, aby pójść pod prysznic, a potem odpocząć na kanapie, kiedy zadzwonili do niego z agencji. Nie był tym faktem zadowolony i wręcz pragnął, wyrzucić telefon przez okno. Jednak nie mógł. Zdawał sobie dobrze sprawę, że musi z czegoś żyć. Jedzenie kosztowało, a czynsz ciągle wzrastał. Zayn wiele razy proponował mu, aby przeniósł się do jego mieszkania, ale on odmawiał, ponieważ wiedział jaki potrafi być po pracy. Zbrukany, przytłoczony i cichy.

Odbierając telefon i wysłuchując szefowej tłumaczył sobie w myślach, że przez ostatnie kilka dni nie pracował, więc teraz musi. Oczywiście nawet, jeśli by sobie tego nie wytłumaczył musiałby to zrobić. Przygotowanie nie zajęło mu dużo czasu. Zrobił wszystko to, co zazwyczaj, a potem zszedł na dół, gdzie czekał na niego czarny samochód. Dobrze mu znany samochód. Znienawidzony samochód. Droga do umówionego hotelu była dość długa, co zaniepokoiło szatyna, ponieważ pracował zazwyczaj w centrum.

Kiedy kierowca wysadził go pod małym hotelem na przedmieściach, miał mieszane uczucia i zdawało mu się, że ktoś robi sobie z niego żarty. Jednak to wcale nie były żarty. Wnętrze hotelu było skromne, ale nie przypominało w żadnym wypadku podrzędnych hosteli. Po prostu było klasycznie i oszczędnie, co Louis uważał za naprawdę w porządku. Podchodząc do recepcji miał obawy, co ma powiedzieć, ale dziwny trafem mężczyzna, który był za kontuarem od razu wiedział, do jakiego pokoju trzeba skierować chłopaka.

Wszystko szło świetnie, dopóki Louis nie wszedł do pokoju i nie doznał ponownego szoku.

- Więc…, czy ja jestem w ukrytej kamerze? - zapytał Louis, opierając się o ścianę i przymykając oczy. Harry Styles, który siedział na łóżku w ciemnej koszuli i beżowych spodniach nie odpowiedział nic, a nic. Po prostu się uśmiechnął – Aha, więc jednak nie.

- To byłoby chyba dla mnie niekorzystne. Nie uważasz? - wychrypiał Styles – Musimy poważnie porozmawiać. To nie może dziać się dłużej.

- Więc ściągnąłeś mnie na przedmieścia, aby ze mną rozmawiać? - zapytał zirytowany szatyn. Harry kiwnął ochoczo głową.

- Pomyślałem sobie, że jeśli cię wynajmę to nie będziesz musiał…

- Nie rozumiesz, że to moja praca! Zarabiam tak na chleb, czynsz i na to wszystko, co mam. Więc, albo będziemy się pieprzyć, albo wychodzę i ktoś inny mnie dziś przeleci – Louis nie był pewien jak zareaguje Styles, ale miał nadzieję, że będzie próbował go zatrzymać. Naprawdę nie chciał oddać się komuś innemu, jeśli będzie musiał. Harry był w szoku, ponieważ nie spodziewał się, że chłopak może na niego krzyknąć, albo zrobić coś podobnego. Nie spodziewał się po nim takiego zachowania.

- Okej! Dobrze. Zrobię, co zechcesz, tylko nie wychodź! - Louis przymknął oczy i westchnął. Był zdenerwowany, bo to on powinien robić to, co każe mu gwiazdor, a nie na odwrót. Dlaczego role miałyby się zamienić?

Harry wstał z łóżka i zdjął z siebie koszulę, a potem zaczął majstrować przy swoim pasku. Był naprawdę zażenowany, ale nie mógł dopuścić, aby Louis wyszedł z pokoju.

- Wiec, co chcesz ze mną zrobić? - zapytał brunet, rozpinając spodnie.

- To raczej ty powinieneś robić coś ze mną – mruknął chłopak – Chcesz się kochać czy wystarczy…

- Wystarczy…! - Urwał, ponieważ nie był w stanie powiedzieć tego, co chciał, a raczej tego, co musiał powiedzieć. Louis westchnął ponownie i pokazał mu, aby położył się na łóżku.

- …Że ci obciągnę. Okej. Widzisz, i na tym polega moja praca. Ludzie mówią, czego oczekują, a ja to robię - Styles chciał zdjąć z siebie spodnie, ale Louis podszedł do niego gwałtownie i nie pozwolił mu na to. Pchnął go lekko na łóżko, a potem wdrapał się na nie i samodzielnie się tym zajął.

Harry był naprawdę zażenowany, kiedy starszy chłopak mu obciągał. Ale z drugiej strony czuł się tak dobrze, jednak tłumił te odczucia. Louis był dość szybki i robił wszystko bardzo intensywnie, więc Harry był na siebie zły, kiedy doszedł w ręku szatyna. Na jego policzkach widniały dorodne rumieńce i pragnął je ukryć. Jednakże oczy Louisa obserwowały jego twarz naprawdę uważnie.

- Albo mi się wydaje, albo dawno nie uprawiałeś seksu – Gwiazdor jęknął bezgłośnie, zakrywając twarz ramieniem – Nie odpowiadaj – Powiedział Louis. Po chwili Harry poczuł, że materac obok niego ugina się lekko, więc odsłonił twarz. Starszy chłopak leżał obok niego wpatrując się w sufit. Styles był naprawdę zażenowany zaistniałą sytuacją i komentarzem szatyna. Louis za to był naprawdę spokojny. Przyzwyczaił się do tego wszystkiego i normalne było, że obciągał obcym facetom. Jednak coś podpowiadało mu, że Harry nie jest mu całkowicie obcy.

- Muszę ci coś powiedzieć. Tylko proszę, nie denerwuj się! - Harry spojrzał na Lou, który tylko wzruszył ramionami i nadal wpatrywał się przed siebie – Wynająłem cię, ponieważ nie mogę dłużej patrzeć jak niszczysz sobie życie. Nie możesz tak żyć! Powinieneś robić to, co sprawia ci przyjemność – Louis prychnął tak głośno, aż Harry się przestraszył.

- Co ty możesz wiedzieć, co sprawia mi przyjemność. Nie wiesz nic.

- Pomyślałem sobie, że jeśli będę cię wynajmował w każdy dzień, w który pracujesz nie będziesz musiał tego robić. Mogę cię wynajmować, co noc?

- Nie mam stałych klientów. Zazwyczaj to raz, czy dwa. Nigdy więcej – mruknął Louis. Był nieco rozdrażniony i naprawdę uważał, że Styles postradał zmysły. Nie zamierzał drążyć z nim tego tematu, więc po prostu postanowił usnąć.

Harry był nieco przebiegły, więc, kiedy tylko Louis odpłynął w krainę Morfeusza zszedł z łóżka. Ubrał się, a potem sięgnął do kurtki szatyna. Wyciągnął z jednej z kieszeni czarny portfel i zajrzał do środka. Kilka banknotów, wizytówka tatuażysty, kupon na darmową kawę i najważniejsze. To, czego Harry tak naprawdę szukał. Dowód osobisty śpiącego chłopaka. Wyciągnął go z przegródki drżącymi dłońmi, a potem powoli zaczął go studiować. Szatyn nazywał się Louis William Tomlinson. Miał dwadzieścia jeden lat i pochodził z Doncaster. Oczywiście to nie było najważniejsze. Chodziło głównie o obecny adres zamieszkania chłopaka. Harry spisał go sobie, w razie gdyby nadeszła niespodziewana konieczność odwiedzenia Louisa.


|WOA|


Dzwoniący głośno telefon wybudził Louisa ze snu. Oczywiście na początku sprawdził czy jest sam. Był. Nie myśląc o tym gdzie jest Harry, odebrał telefon. Jak się okazało dzwonił kierowca. Chłopak miał chwilkę, aby wyjść z hotelu. Zerwawszy się z łóżka, rozejrzał się po pokoju i dostrzegł plik pieniędzy leżący na stoliku do kawy. Bez namysłu zabrał pieniądze i ubrał kurtkę. Spojrzał jeszcze raz na pokój, a potem po prostu wyszedł.

Na parkingu czekał na niego czarny samochód, więc wsiadł do niego pospiesznie. Oczywiście nie odbyło się bez pytań, których Louis naprawdę nie lubił. Musiał również oddać połowę pieniędzy. Od zawsze tak było. Takie były warunki i on nie miał nic do gadania.

Po powrocie do domu wziął szybki prysznic, a potem miał zamiar zrobić sobie coś do jedzenia, ale nie mógł wytrzymać. Ciągle miał w głowie widok Harry’ego. Nie mógł zapomnieć o jego słowach. Jedynym rozwiązaniem była wizyta w mieszkaniu przyjaciela.

Louis był częstym gościem w mieszkaniu Zayna, więc miał nawet swój klucz. Jednak tym razem go nie użył. Ciemnooki otworzył mu drzwi, ale nie przywitał go tylko od razu poszedł do kuchni. Louis domyślił się, że właśnie tam była mała dziewczynka. Zdjął kurtkę i buty, a potem rozglądając się po domu poszedł do kuchni. Brunet stał przy kuchennym blacie, na którym stały dwa kubki, oraz różowy należący do Lux. Dziewczynka siedziała nieopodal chłopaka na podłodze i bawiła się małym kucykiem Pony. Louis przyglądał jej się dopóki nie podniosła główki i nie pisnęła na jego widok. Oczywiście nie miał wyjścia musiał do niej podejść i wziąć ją na ręce. Mała od razu przytuliła się do niego z całej siły.

- Cześć cukiereczku – Szatyn ucałował gładki policzek dziewczynki, więc ona, kiedy tylko się odsunął, klepnęła go zabawnie w policzek. Zayn zalał kubki wodą i przeniósł je na stół. Usiadł na krześle i spojrzał na przyjaciela. Louis jak na zawołanie posadził Lux na podłodze i dołączył do Malika.

- Nie pracujesz dziś? - zapytał Louis, upijając łyk swojej kawy. Brunet pokręcił przecząco głową, a potem wyciągnął z torby szkicownik.

- Myślałeś, że dziś pracuje, ale jednak przyszedłeś? Ciekawe – powiedział poważnie.

- Uwielbiam cię za to – Louis pochwycił szkicownik przyjaciela i otworzył go na ostatniej zapisanej stronie – Więc co tym razem? Smok? Statek, czy może jakaś czaszka?

- Nie byłeś wczoraj w pracy! Och Lou! Od razu wiem, kiedy pracujesz, a kiedy nie. Stary. Jesteś taki…

- Robiłem loda Harryemu Stylesowi! - Louis z hukiem zamknął szkicownik i spojrzał na twarz swojego przyjaciela.

- Cicho! Nie przy Lux! -warknął Zayn.

- Och, Zayn! Jest mała i nic nie rozumie. Zobacz – Louis pokazał na dziewczynkę, która nadal bawiła się swoją zabawką.

- Niech będzie – westchnął młodszy chłopak. Przez chwilkę panowała kompletna cisza, którą zagłuszało tylko seplenienie dziecka, ale potem Zayn przypomniał sobie słowa przyjaciela – Co ty robiłeś, komu?

Louis westchnął zrezygnowany i zakrył dłońmi twarz.

- Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czuje się cholernie dobrze. Nie tak jak zazwyczaj. Rozumiesz? Nie czuje się zbrukany. Po prostu czuje się dobrze. Jakbym nie robił tego za pieniądze – Zayn spoglądał na przyjaciela, jakby nie do końca wiedział, co mu odpowiedzieć. Bo tak było w rzeczywistości. Nienawidził, kiedy Louis opowiadał mu o swojej pracy, ponieważ uważał ją za najgorszą z możliwych, ale nie mógł nic na to poradzić. Proponował mu nawet posadę w swoim studio. Mówił mu, że zarabiałby więcej niż obecnie, ale szatyn wykręcał się odrazą do krwi i tatuaży. Zayn nie chciał naciskać, ale nadal nie popierał tego, co robił z sobą Tomlinson. Nie chciał się jednak z nim kłócić, więc nie rozmawiali o tym wcale.

- To z nim spotkałeś się ostatnio, prawda? - zapytał Zayn. Jego ton głosu był poważny i Louis wiedział, że nie uda mu się wymigać od odpowiedzi na to pytanie. Kiwnął więc głową i czekał na to, co powie przyjaciel – Okej. Wiesz, że nie lubię rozmawiać z tobą o twojej pracy, ponieważ naprawdę nie lubię się z tobą kłócić Lou. Ja uważam swoje, ty swoje. Niekoniecznie mądrze uważasz…

- Właśnie zaczynasz się kłócić, Zayn – powiedział Louis. Miał ochotę się roześmiać, ponieważ Zayn zawsze zaczynał się z nim kłócić, jeśli mu coś nie pasowało. Odwrócił więc głowę w stronę Lux i zatkał sobie dłonią usta, aby się tylko nie roześmiać.

- Nawet nie waż się śmiać! - warknął brunet, po czym trzepnął starszego w ramię. Louis złapał się za uderzone miejsce i spojrzał na chłopaka – Nawet w takiej sytuacji nie umiesz zachować powagi? Louis! Na miłość Boską!

- Nie moja wina, że zawsze, kiedy chcesz konstruktywnie powiedzieć mi, co myślisz, zaczynasz mi wypominać moje błędy i wszczynasz kłótnię. To jest nawet zabawne – jęknął Tomlinson. Zayn fuknął pod nosem i napił się kawy ze swojego kubka. Lux krzyknęła coś niezrozumiałego, a potem zaczęła płakać. Zayn westchnął zrezygnowany obrzucając przyjaciela krótki spojrzeniem, po czym wstał i podszedł do zapłakanego dziecka.

- No już skarbie, nie płacz – Podniósłszy małą do góry, przytulił ją do swojego torsu jak to miał w zwyczaju. To jakby magiczna różdżka podziałało od razu, ponieważ dziewczynka przestała płakać. Mówiła coś niezrozumiale, po swojemu, więc Zayn skierował się z nią w stronę salonu. Jednak zanim wyszedł spojrzał jeszcze raz na Louisa – Nie waż się już więcej z nim spotkać – powiedział ostrzegawczym tonem, po czym zniknął w przedpokoju. Louis doskonale zdawał sobie sprawę, że Malik nie żartował. Wiedział też, że miał cholerną rację.


|WOA|


Niall usiadł obok Harry’ego i spojrzał na jego profil bardzo uważnie. Chciał go zapytać o tak wiele, ale odkąd brunet przyszedł na próbę, nie miał czasu. Ostatnimi czasy gwiazdor nie pojawiał się na hali prawie wcale, więc nie mogli zmarnować tego cennego czasu. Nadchodził ważny koncert i wszyscy naciskali. Oczywiste było, że Harry sobie poradzi. On zawsze sobie radził. Niektórzy nawet uważali, że urodził się pod szczęśliwą gwiazdą, ale on uważał to za stek bzdur. Niall miał kilka minut na porozmawianie z przyjacielem, ponieważ Liam wyszedł porozmawiać przez telefon z managerem.

- Więc…Jak tam twoje ostatnie spotkanie? - Harry odwrócił się do niego przodem tak, że byli twarzą w twarz. Niall naprawdę nie lubił tych sytuacji. Nigdy nie był pewien, co zrobi Harry. Był bardzo ostrożny w stosunku do niego. Styles o tym wiedział, dlatego odsunął się trochę, wzruszając przy tym ramionami. Nie wiedział bowiem co ma odpowiedzieć. Nie chciał mu mówić, z kim się spotkał. Ile razy się spotkał. I co tam się wydarzyło. – Harry, nie wyglądasz jakby była to totalna katastrofa, więc pewnie jej nie zaliczyłeś. – Niall chciał być zabawny, więc mówiąc to szturchnął bruneta w ramię. Harry uśmiechnął się słabo, a potem spojrzał w stronę, z której słychać było głos Liama. Odetchnął w duszy, że nie musi dłużej rozmawiać z Horanem. Nie to, żeby nie lubił z nim rozmawiać. Uwielbiał. Jednak nie chciał rozmawiać o swoich podbojach seksualnych. To nie był ich najlepszy temat.

- Okej! - Liam klasnął w ręce i podszedł do nich żwawym krokiem – Sebastian wraca dzień przed koncertem. Miał pogodny głos, więc pewnie niczego nie podejrzewa. Na szczęście – Harry przewrócił oczami, a potem odwrócił wzrok.

- Więc co? Możemy wracać do domu? - Liam chciał zaprotestować, ale Niall mu przerwał - Obiecałem, że pójdę z chłopakami na piwo!

- A ja muszę załatwić coś na mieście – mruknął Styles. Oboje spojrzeli na niego badawczo, ale zmroził ich wzrokiem, więc odwrócili wzrok, a przynajmniej Niall odwrócił. Liam był zbyt podejrzliwy, aby dać spokój swojemu przyjacielowi.

- Okej Niall. Możesz iść. Ale widzę cię w domu przed północą – powiedział do swojego chłopaka.

- Żarty – mruknął pod nosem Horan. Harry zaśmiał się perliście, ponieważ usłyszał to doskonale. Przez chwilkę poczuł się tak jak kiedyś, kiedy mógł rozmawiać z starszym chłopakiem o wszystkim. Wyciągnąwszy w jego stronę dłoń, czekał na reakcję chłopaka. Nadeszła ona prawie natychmiast. Niall przybił z nim piątkę, pokazując przy tym Liamowi język. Wstał pośpiesznie ze swojego miejsca i skierował się w stronę wyjścia. Jednak Liam był nieco bystrzejszy i kiedy blondyn przechodził obok niego, złapał jego ramię.

- Nie żartuję, Niall. Pójdę na noc do Harry’ego – Niall wytrzeszczył oczy, ponieważ przypomniało mu się, jak bardzo dawno temu przyłapał Liama i Harry’ego obściskujących się na kanapie w domu gwiazdora. Liam uśmiechnął się chytrze, co naprawdę rozśmieszyło Stylesa. Blondyn fuknął zazdrośnie, po czym wyszedł pośpiesznie z pomieszczenia.

- Przykro mi Liam. Nie przenocuje cię, ale mam do ciebie prośbę – Liam zmarszczył brwi i spojrzał podejrzanie na przyjaciela – Nie martw się to nic nielegalnego! - wytłumaczył szybko Harry. Liam kiwnął głową dając mu tym do zrozumienia, aby kontynuował – Chcę abyś zawiózł mnie w jedno miejsce. Oczywiście mógłbym pojechać swoim samochodem, ale wiesz, że za tym nie przepadam.

- Okej. Zawiozę cię. Chyba wolę mieć pewność, że nie jedziesz do jakiegoś baru, czy coś.


- Nawet nie zapytałem, do kogo idziesz – powiedział Liam, zatrzymując się pod kamienicą. Harry spojrzał na nią, a potem na przyjaciela. Szatyn spoglądał na niego niepewnym wzrokiem.

- Nie martw się. Nie idę ani pić, ani ćpać – westchnął Styles, odpinając swoje pasy.

- Nigdy nie powiedziałem, że ćpasz! - krzyknął Payne. Harry zaciągnął na głowę czapkę i kaptur, a potem pochylił się nad przyjacielem i cmoknął go w policzek.

- Nie martw się. Jestem dużym chłopcem, poradzę sobie – Wychodząc z samochodu nie obejrzał się. Liam otworzył pośpiesznie okno i krzyknął w jego stronę.

- Mam na ciebie poczekać? - Harry odwrócił się i pokręcił przecząco głową, a potem zniknął za drzwiami kamienicy. W środku było ciemno, ale Harry nie spodziewał się niczego lepszego od tego, co zastał. I tak był zaszokowany, że Louis mieszkał w zwykłej dzielnicy. Myślał raczej nad jakimś dużym specjalnym domem. Spoglądając w swój telefon, gdzie miał zapisany adres wspinał się powoli po schodach, aż dotarł na czwarte piętro. Mieszkanie numer czternaście, drzwi na których nie było żadnej tabliczki. Harry bał się, że nie zastanie Louisa w domu, ale nie zamierzał się poddawać. Stwierdził, że jeśli będzie trzeba to będzie przychodził tam codziennie. Nie zamierzał go już wynajmować. Skoro Tomlinson tego nie chciał, to, po co miał go denerwować?

Nie widząc dzwonka, zapukał w drzwi i przygotował się, na ewentualne wtargnięcie do mieszkania. Nie miał pewności jak chłopak zareaguje na jego widok. Drzwi otworzyły się chwilkę później. Harry podniósł głowę do góry tak, że mógł spojrzeć w błękitne oczy. Od razu, bez zastanowienia postawił swoją nogę za progiem. Oczywiście w ten sposób Louis nie mógł mu zamknąć drzwi.

- Zayn dlaczego się tak dobijasz? Przecież masz…Osz kurwa, co ten idiota dodał mi do tego drinka, że mam halucynacje… - warknął Louis pod nosem, spoglądając z kwaśną miną na Stylesa.

- Ciebie też miło widzieć – Harry bez skrępowania wszedł do mieszkania. Louis nawet nie zdążył zaprotestować.

- Ej! Co ty robisz? - zapytał zaskoczony szatyn, spoglądając na gwiazdora.

- Stoję? - zaśmiał się.

- Nie pomyliło ci się coś? Nie umawialiśmy się. Nawet nie podawałem ci mojego adresu! Co ty tu robisz? Nie możesz ot tak sobie tu przyjść! - Louis był zły, ponieważ nie wiedział co się działo. Nie mógł dopuścić, aby Harry Styles wpłynął jakoś na jego życie.

- Przyszedłem tylko porozmawiać. To chyba nic złego – Louis zacisnął dłonie w pięści i miał ochotę wykrzyczeć mu w twarz, aby się wynosił, ale nie zrobił tego. Zacisnął zęby i warknął bardzo zły.

- Jeśli chcesz mnie namawiać, abym zmienił pracę to ci się nie uda. Nie rozumiesz, że można wyciągnąć człowieka z burdelu, ale nie burdel z człowieka! - Gwiazdor jakby nie zważając na jego słowa, odwrócił się i wszedł do salonu. Nie zamierzał tak łatwo się poddać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz