wtorek, 17 grudnia 2013



- Chyba robisz sobie, kurwa, jaja – mówi Louis, z rękoma skrzyżowanymi na piersiach. Tomlinson stoi na ganku i patrzy na chłopca tuż przed nim, który trzyma pudełko, a w nim kwiatka, i przygryza wargę, gdy patrzy w górę na Louisa. Ma pewne wątpliwości, czy to jest ten sam chłopak, który zaprosił go na bal maturalny tydzień wcześniej.

- W po-porządku – jąka się Marcel, przenosząc ciężar ciała z nogi na nogę. Liam chichocze za Louisem, przez co ten ma ochotę uderzyć go pięścią w tą pieprzoną szczękę. To wszystko jego wina. Louis nie tkwiłby w tym bałaganie, gdyby nie Liam, który podpuścił to dziecko.

Louis jest rozdrażniony, zaciska szczękę i mierzy wzrokiem chłopca. Jego włosy unoszą się ku niebu, a dopasowany garnitur podkreśla jego linię. Jego oczy, nie otoczone grubymi szkłami, są zielone (tak bardzo, kurwa, zielone). Uśmiecha się słabo, co jeszcze bardziej denerwuje Louisa, ponieważ wie, iż Marcel wie, że go denerwuje.

Jaki kutas.

***

Zaczęło się jak żart, serio.

Tydzień temu, Louis siedział przy tym samym stole, co zwykle, z tymi samymi przyjaciółmi, co zwykle (Danielle obok Liama, Niall podkrada ich jedzenie za każdym razem, gdy ich wargi spotykały się). Wszędzie dookoła wiszą plakaty i ulotki informujące o zbliżającym się balu, które przypominają Louisowi, że nie ma kogo wziąć. Miał zamiar wybrać się z Eleanor, która zgodziła się iść z gejem, ale suka znalazła sobie prawdziwego partnera. Został na lodzie. Niall zaproponował, aby poszedł z nim, ale tę ofertę poprzedzał śmiech, a Louisa nie obchodzi, że jest to zwykły bal. Bierze to gówno na poważnie.

Louis był tak zatracony w swoich myślach, że nie zauważył osoby, która pojawiła się przed nim.

- Um, cze-cześć, Louis – powiedział chłopak. Louis tylko zerknął na niego, choć nie musiał nawet tego robić, ponieważ od razu rozpoznał, kto to jest. Zmierzył go wzrokiem, po czym ponownie spojrzał na jego twarz.

- Cześć! Marcel! – powiedział Niall wesołym głosem, który w ogóle nie brzmiał wrogo czy fałszywie. Louis nigdy nie widział, aby Niall był niemiły dla kogoś. Zazwyczaj stał z boku, a Louis robił rzeczy, które można było uznać za złe. Marcel spogląda na Nialla spod swoich okularów olbrzymów, które sięgają od brwi do policzka. Posłał mu – pewnie był o tym przekonany – uśmiech, ale wyglądało to bardziej jak grymas.

- Możemy ci w czymś pomóc? – zapytał Louis, chcąc, aby ta rozmowa się skończyła. Marcel zwrócił całą swoją uwagę na Louisa, który uniósł brwi, aby go ponaglić. Chłopak przełknął ciężko, na co jego jabłko Adama poruszyło się. Miał białą koszulkę zapiętą na guziki aż po same gardło, niefortunną kamizelkę i zielono-brązowy sweter. Louis z trudem patrzył na chłopaka, który natłuścił swoje włosy, przez co teraz intensywnie połyskiwały.

- Ja, um – wyjąkał Marcel i obejrzał się za siebie. Jego przyjaciel Zayn posłał mu stanowcze spojrzenie, na co Marcel kiwnął głową. Louis nie potrafił zrozumieć, dlaczego Zayn zadawał się z Marcelem. Chłopak, mówiąc delikatnie, był najgorętszą osobą, jaką widział Louis, a jednak zdecydował się spędzać czas z nieudacznikami, takimi jak Marcel i dziwakami, takimi jak ten facet Grimshaw, który ukończył szkołę trzy lata temu, ale nadal się po niej pałętał. Trzymanie się z nimi Zayna, było jedyną rzeczą, która powstrzymywała Louisa przed dostaniem się do jego spodni.

- Zacznij dzisiaj, jeśli nie masz nic przeciwko – zadrwił Louis.

- Racja – powiedział Marcel, ponownie kiwając głową. Wykręcił ręce, nie patrząc Louisowi w oczy. – Ja tylko… um, zastanawiałem się… Jestem pewny, że masz inne plany, ale-

- Cholera, nie umiesz mówić? Tak normalnie porozumiewają się ludzie – rzucił Louis. – Chyba nie masz z tym problemów?

Policzki Marcela poczerwieniały. Każdy przy jego stole im się teraz przysłuchiwał. – Może jakimś cudem, um, wybrałbyś się ze mną na bal? – Marcel nareszcie wykrztusił to z siebie.

Twarz Louisa zmarszczyła się z przerażeniem. Chłopak rozejrzał się wokół, łapiąc spojrzenia tylu oczu, ile tylko mógł, po cichu pytając, czy to naprawdę się dzieje? Czy to naprawdę się stało? Niall uśmiechnął się, spoglądając na swój talerz i przygryzając wargę, aby nie wybuchnąć śmiechem.

- Żartujesz, prawda? – zapytał Louis.

- Ja… myślałem, że masz już plany, ale, umm, Zayn… on, um-

Gdyby Louis nie byłby tak przerażony, to mógłby się poczuć niezręcznie. Ale, no dalej, Marcel – kurwa, Louis nawet nie zna jego nazwiska – zaprasza go na bal maturalny? Poważnie? Świat okrutnie z niego zadrwił? No co jest?!

- Właściwie, to on nie ma żadnych planów – powiedział Liam i, jeśli wzrok mógłby zabijać, Liam byłby właśnie zakneblowany i obdarty żywcem, tam, w stołówce. Chłopak spojrzał na Louisa niewinnie. – No co? Nie masz planów.

Marcel przełknął ponownie, patrząc po kolei na chłopców. Louis musiał przyznać, że miał naprawdę dużo odwagi. No, ale kurde…

- Może być fajnie, Lou – odezwał się Niall. – Więc czemu nie? – Niall mrugnął i roześmiał się. Teraz i on się z niego nabijał.

- W porządku – powiedział Marcel. – To było… nie ważne. Przepraszam, że wam przeszkodziłem.

- Nie, czekaj – powiedział Liam, zatrzymując chłopca. – Odpowiedz mu, Lou.

Louis tylko westchnął. – Marcel – powiedział – Ja naprawdę – wszyscy na niego patrzyli, a niektórzy nawet chichotali, inni zaś byli ciekawi tego, co się wydarzy. Nagle pewien pomysł wpadł Louisowi do głowy. – Pójdę z tobą – powiedział z uśmiechem. Wyraz twarzy Marcela był bezcenny; czysty szok, przerażenie i wdzięczność.

- Na-naprawdę? – zapytał, a Louis zobaczył, jak bardzo powstrzymuje uśmiech. To sprawiło, że poczuł, jakby spełnił życzenie jakiegoś umierającego dziecka.

Louis wzruszył ramionami. – Jasne, czemu nie – powiedział. – Przyjedź po mnie o szóstej.

- Ja… jasne – odpowiedział Marcel, po czym odszedł, ale nagle zatrzymał się i odwrócił. – Nie zawiodę cię – powiedział. - Obiecuję.

Szczerość w jego głosie sprawiła, że Louis prawie poczuł się źle. Prawie.

- Masz zamiar zrobić mu coś strasznego, prawda? – zapytała Danielle, kiedy Marcel dotarł do stołu Zayna. Jak zawsze, jej spojrzenie było pełne dezaprobaty. Louis wiedział, że gdyby byli sami, Dani starałaby się przekonać Liama, aby porozmawiał z Louisem.

Byłem tu pierwszy, kochanie. Bros before hos*, czy jakoś tak.

- Nie całkiem strasznego – powiedział Louis, wracając do jedzenia. – Bal jest drogi. Jeśli będzie chciał kupić za mnie bilet i obiad, pozwolę mu na to. Może kupić też zdjęcie… Będzie miał przy czym walić konia.

Danielle oburzyła się i wstała z impetem od stołu. – Powinnam iść – oznajmiła i pochyliła się, całując szybko Liama. – Zobaczymy się, kiedy będziesz w lepszym towarzystwie.

- Chyba mnie nie lubi – oświadczył Louis, kiedy Danielle odesła.

- Co jest szokujące, bo jesteś naprawdę sympatyczny – odpowiedział Liam.

***

To jest jak kosmiczny żart, misterny plan wymyślony przez samego Boga w celu ukarania Louisa za wszystkie rzeczy, które zrobił i powiedział. Wie, że powinien być wdzięczny; nie będzie musiał chodzić z Marcelem do czasu, gdy zaczną się tańce. Kelner w restauracji nie będzie się na nich gapić, podobnie jak inne fajne dzieciaki. Jednak Louis nie jest wdzięczny, bo Marcelowi robi się nagle gorąco, a Louis czuje się jak głupek.

- Ja, uh… mam dla ciebie… coś – mówi Marcel, trzymając opakowanie z żółtą różą. Marcel robi krok w stronę Louisa, ale ten nie przysuwa się ani również nie odsuwa. Ręce Marcela drżą, gdy wyciąga różę z opakowania, a następnie rozgląda się za miejscem, gdzie mógłby je odłożyć.

- Och, na miłość boską – mówi Louis. Zabiera opakowanie z rąk Marcela i wyrzuca je na podwórze. – Chciałbym już iść na bal, proszę, Marcel.

Marcel kuli się, kiwa głową i idzie przypiąć kwiat na klapie marynarki Louisa. Jego ręce trzęsą się tak bardzo, że Louis martwi się, iż może mu coś wbić. Nie robi tego i wygładza marynarkę Louisa. – Harry – mówi, odrywając ręce od Louisa i pozwalając opaść im swobodnie.

- Słucham? – pyta Louis.

- Moje imię – odpowiada. – Nie mam na imię Marcel, tylko umm, Harry.

- Co? Nie masz na imię Marcel? To okropne imię – mówi Louis, spoglądając na różę na marynarce. Jest całkiem śliczna.

- Nazwałeś mnie tak? – mówi Marcel, czy tam Harry, spoglądając w dół i masując szyję, po czym ponownie zerka na Louisa. – Mieliśmy siedem lat. Wszyscy uważali to za zabawne…, więc tak zostało.

- Oh – Okej, Louis poczuł się w pewnym sensie źle. Faktycznie, był jednym z tych, którzy nadali Harry’emu ten okropnym przydomek. Poczuł się jeszcze gorzej, gdy pomyślał, że nawet nauczyciele go tak nazywają. Zastanawia się, ile osób wie, że jego prawdziwe imię to Harry, a każdy raz, gdy ludzie nazywali go Marcelem, był jak policzek.

- Powinniśmy już iść – mówi Liam, wyrywając Louisa z zamyślenia. – Niall czeka na nas w restauracji.

-Tak, racja – oznajmia Louis. Harry gna do swojego range rovera. Rodzina Harry’ego jest najwyraźniej dość zamożna. Jednak chłopak jest dowodem, że pieniądze nie czynią popularnym. Harry otwiera samochód i trzyma dla Louisa drzwi pasażera.

- Dzięki – mówi Louis. Harry uśmiecha się szeroko, przez co w policzkach robią mu się dołeczki, a Louis mógłby już umrzeć. Harry zamyka ostrożnie drzwi i idzie w stronę miejsca kierowcy. Stawia długie kroki – wszystko w Harrym jest długie. Wydaje się być znacznie pewniejszy siebie, gdy myśli, że Louis go nie widzi.

To będzie długa noc.

***

Niall jest jedynym, który otwarcie śmieje się z absurdalności całej tej sytuacji. Kiedy dotarli do restauracji, praktycznie zakrztusił się wodą. Śmiech Nialla jeszcze bardziej rozdrażnił Louisa; miał słuchać o przemianie Harry’ego całą noc? Odpowiedź była oczywiście twierdząca. Gdy tylko weszli do sali w hotelu, wszystkie oczy zwróciły się na nich. Jednak Louis się tego spodziewał, ponieważ jest Louisem Tomlinsonem i czy jest na boisku, czy na szkolnym korytarzu, każdy patrzy na niego. Te spojrzenia są jednak… inne.

Gdy przechodzą obok stołów, ludzie pochylają się nad sobą i próbują stłumić szepty rękoma, jednak nie bardzo im to wychodzi.

- Kto przyszedł z Louisem?

- Myślałem, że przychodzi z Marcelem.

- To jest Marcel.

- Nie ma kurwa mowy.

Kiedy podchodzili do budynku, Harry zaproponował Louisowi ramię. Chłopak czuł się nieco bardziej komfortowo na obiedzie, ale w jego zielonych oczach wciąż były wątpliwości, gdy czekał na reakcję Louisa. Chłopak wziął go pod ramię, ale teraz puszcza je, bo szukają wolnego stołu. Znajdują jeden z tyłu, który wydaje się idealny dla Louisa. Chłopak siada, zanim Harry zdąży odsunąć przed nim krzesło, tak jak zrobił to na obiedzie. Łatwiej byłoby go nie lubić, gdyby nie był taki uprzejmy.

Więc to jest bal maturalny.

Niebieskie światło i białe serpentyny zwisają z sufitu, a srebrne gwiazdy przyczepione są między zasłonami. Louis nie ma pojęcia, dlaczego akurat gwiazdy, skoro tematem balu jest morze. Jest całkiem pewny, że ryby nie pieprzą sobie nawzajem o gwiazdach, pewnie ich nawet nie widzą pod wodą.

Stoliki są białe, a na środku stoi niewielka szklana miska z wodą i niebieskimi kamieniami. W misce pływa niebiesko-purpurowa ryba, którą Niall zdążył nazwać Slim.

- Zatańczmy – mówi Dani, wyciągając Liama na parkiet. Louis pochyla się na krześle i patrzy tęsknie na ich złączone ciała, pomimo oczywistego braku wyczucia rytmu Liama. Louis nigdy nie był w poważnym związku, poza jednym, który trwał miesiąc. Nigdy też nie przyznaje się do tego głośno, ale zazdrości tego, jak Liam i Danielle się poznali i jak po prostu do siebie pasują.

- Chcesz zatańczyć? – pyta Harry. Louis kręci głową. Postanowił, gdzieś przy daniu głównym, że nie zatańczy dziś z Harrym. Nie włączał się w rozmowy, jednak Niall wydawał się lubić Harry’ego, a Louis nie chciał go denerwować. To nie było najgorsze. Ten nowy facet zamroczył go na całą noc. Może jest jak Kopciuszek, mysli Louis, a o północy znowu stanie się frajerem.

- Zdjęcie? – pyta Harry, nie starając się nawet ukryć nadziei. Jest zdesperowany, aby mieć dowód, że to naprawdę się wydarzyło.

- Może później – mówi Louis, mimo że nie ma zamiaru robić sobie zdjęcia z chłopakiem.

Harry kiwa głową, pokonany. – Idę po drinka – oświadcza– Chcesz też?

Louis kręci głową, ale Niall zabiera głos – Możesz mi przynieść, Haz? – pyta, nie spuszczając wzroku ze Slim. Harry waha się chwilę przez ten pseudonim, ale uśmiecha się i kiwa głową. Louis jęczy, bo jego życie jest naprawdę, kurwa, ujmujące.

***

W połowie nocy Dani ciągnie Louisa na bok. Harry rozmawia z Niallem; ta dwójka szybko nawiązała nić przyjaźni, co nie zaskoczyło Louisa, bo Niall może zaprzyjaźnić się dosłownie z każdym.

Zaczęło się na obiedzie i to początkowo zmartwiło Louisa. Niall jest jego przyjacielem i nie może go stracić przez Harry’ego, jednak zrobiło się jeszcze gorzej, gdy Liam dołączył do rozmowy. To tylko jedna noc, myśli Louis, chociaż nie jest tak zły na Harry’ego, jak chce być.

- Co? – pyta Louis, już wiedząc co usłyszy.

- To dobry dzieciak – mówi Dani. Louis przewraca oczami, na co dziewczyna uderza go w ramię. – Przestań. On naprawdę się stara.

- No cóż, ktoś powinien dostać medal – mówi Louis z sarkazmem. Mógł przestać. Powinien przestać. To jest trudne, ponieważ wie, że Dani ma rację, a on tego nie lubi.

- Jesteś najbardziej arogancką osobą, jaką kiedykolwiek spotkałam. – oznajmia Dani. – Liam zawsze powtarza, że jesteś inny, ale ja tego nie widzę. Naprawdę nie.

- Słuchaj, jestem pewny, że jest fajny, ale nie jest-

- Nie jest jaki, Louis? – pyta z pretensjami. – Wystarczająco gorący? Przykro mi. Wystarczająco otwarty? Właśnie w tej chwili zdobywa przyjaciół. A może dlatego, że nie jest popularny? Wyjmij głowę ze swojego pieprzonego tyłka, Louis**! Popularność liczy się teraz, ale w przyszłym roku? Po studiach? To, z kim spałeś, nie będzie mieć znaczenia. Nikogo to nie będzie obchodzić.

-Więc mówisz, że jeśli prześpię się z Harrym, to będę lepszą osobą? –pyta Louis i nie miałby nic przeciwko, gdyby Dani uderzyła go ponownie. Czasami jest naprawdę dupkiem.

- Mówię tylko, że on z jakiegoś powodu cię lubi, mimo tego, że traktujesz go jak gówno – mówi. – Więc, cholera, zatańcz z nim, zrób zdjęcie, traktuj przyzwoicie. Nie bądź jednym z tych szkolnych dupków.

I, nie dając mu szansy na odpowiedź, posyała tylko zimne spojrzenie w jego kierunku i odchodzi. Louis stoi oniemiały i patrzy jak ponownie ciągnie Liama na parkiet. Louis opiera się o ścianę i obserwuje, jak Harry i Niall rozmawiają. Chłopak uśmiecha się, gdy mówi. Siedzi na krześle i wygląda na bardziej zrelaksowanego. Czy Harry właśnie tak się czuje w towarzystwie jego przyjaciół? Zrelaksowany i szczęśliwy? Louis zawsze widział go w klasach i na lunchu napiętego, zgarbionego, wpatrzonego w podłogę.

Nie musi tak być. Jest całkiem przystojny, więc Louis nie może zrozumieć, dlaczego ukrywa się pod okularami i brzydkimi ubraniami. Jeśli by się postarał, to nikt w szkole nie traktowałby go źle. Wzdycha, wiedząc, że Dani miała rację. Nie jest dupkiem. Po prostu takiego udaje. W taki sposób staje się popularny: wyżywa się na ludziach słabszych od siebie.

Piosenka zmienia się na wolniejszą, a Louis odpycha się od ściany. – Zatańczymy? – pyta, zatrzymując się przy Harrym. Chłopak patrzy w górę, jego usta są szeroko otwarte. Louis przewraca oczami i wyciąga rękę. – Decyduj się, ta oferta ma ograniczony czas.

Harry podaje swoją dużą dłoń Louisowi i wstaje. Louis ignoruje uśmiech Dani i prowadzi Harry’ego na parkiet, gdzie kładzie jego ręce na swoim pasie, a am złącza ręce na szyi Harry’ego. Kołyszą się niepewnie i kiedy Harry przypadkowo nadeptuje Louisa, czerwieni się, przeprasza i z powrotem jąka.

- Wszystko w porządku – mówi Louis. – Zrelaksuj się, Harry. Nie zamierzam urwać ci głowy. – Harry przytakuje. Tańczą niezręcznie, a Louis przesuwa się o krok bliżej, aby było im wygodniej.

- Jak masz na nazwisko? – pyta Louis, wiedząc, że brzmi to niegrzecznie. Nigdy nie starał się tego dowiedzieć, więc uważa, że powinien uzyskać jakieś punkty za to pytanie.

- Styles – odpowiada Harry. Louis nie znał jego prawdziwego imienia, więc pewnie chłopak nie jest zdziwiony, że nie zna również nazwiska.

Louis kiwa głową z aprobatą. – Harry Styles – mówi i uświadamia sobie, że podoba mu się, jak brzmi to w jego ustach. – Świetne imię.

- Dzięki, moi rodzice je wybrali. – mówi Harry. Louis nie wie, czy powinien traktować to jako żart, ale śmieje się, tak czy inaczej. Styles uśmiecha się z aprobatą. Louis postanawia się zbliżyć. Zjeżdża w dół swoją lewą ręką w kierunku bicepsa Harry’ego (który jest bardziej umięśniony niż przypuszczał; cholera, co z nim jest?) i opiera brodę na ramieniu chłopaka. Harry czuje się chyba lepiej, gdy Louis na niego nie patrzy, bo trzyma dłonie mocniej na plecach Louisa. Louis tylko zamyka oczy i porusza się w rytm muzyki. Ciało Harry’ego jest ciepłe i miękkie, ale jednocześnie twarde oraz silne, dzięki czemu Louis czuje się bezpieczny i zadowolony i uważa, że wszystko jest idealne.

Co sprawia, że czuje się jak gówno.

Zacieśnia uchwyt na ramieniu Harry’ego i palcami drugiej dłoni leniwie przeczesuje włosy Harry’ego na szyi. Jego żołądek chce zwrócić obiad, gdy myśli o tym, jak strasznie traktował chłopaka. Jak mógł tak postępować? I dlaczego teraz trzyma go, jakby był najcenniejszą rzeczą na świecie? Patrzy na niego, jak na nikogo innego? Te myśli wystarczą, aby poczucie winy było nie do zniesienia, dlatego Louis ma oczy zamknięte.

- Dlaczego zaprosiłeś mnie na bal? – pyta Louis, zamiast „Dlaczego zależy ci na mnie, po tym wszystkim, co ci zrobiłem?”.

- Byłem w tobie zadurzony odkąd skończyłem pięć lat – mówi Harry, a jego gorący oddech trafia do ucha Louisa. – Zayn przekonał mnie, abym przestał jęczeć i cię zapytał.

Louis cofa się i patrzy na niego. – Zachowałem się okropnie. – mówi – Wiedziałeś, że chciałem odmówić.

- Ale nie odmówiłeś. – mówi Harry, ręce z powrotem kładąc na talii Louisa.

- Miałem taki zamiar. – odpowiada Louis. – Ale nie zrobiłem tego, bo myślałem, że może być zabawnie. Mówiłem, że może to być niezły żart.

- Wiem – oznajmia Harry, przenosząc wzrok na Louisa. – Wiedziałem i nie obchodziło mnie to. Nawet jeśli wziąłem cię na kolację i przywiozłem tu, a ty byś zostawił, to byłoby warto, dla tej godziny spędzonej z tobą. Jestem przyzwyczajony, że ludzie się ze mnie śmieją.

- Boże, to takie popieprzone, Harry - mówi Louis, kręcąc głową, zdenerwowany.

- Wiem- odpowiada, ponownie spoglądając na Louisa. W jego oczach nie ma oskarżenia. Nie obwinia Louisa za straszliwe traktowanie. Jednak Louis chciał być pociągnięty do odpowiedzialności. Chciał, aby go nienawidził.

- Dlaczego na to pozwalałeś? – pyta Louis. – W szkole… nikt by się ciebie o nic nie czepiał. Po prostu pozwalasz, by to wszystko się działo.

Harry wzrusza ramionami. – Lubię moje ubrania – mówi po prostu. – Lubię moje okulary. Mógłbym się zmienić i może więcej ludzi by mnie doceniło, ale wolę mieć dwóch przyjaciół, którzy lubią mnie takim jakim jestem, niż stu znajomych, którzy lubią mnie za sposób, w jak się ubieram.

- Nie masz tego dość? Chorych ludzi, takich jak ja?

Harry uśmiecha się. – Oczywiście, że nie. – mówi. Ściska Louisa mocniej, a jego twarz robi się gorąca, więc ukrywa głowę na ramieniu Harry’ego. – Przyzwyczaiłem się do tego. To tylko liceum. Nie będzie trwać wiecznie.

- Powinieneś mnie przekreślić. – oznajmia Louis, przechylając głowę na tyle, by zobaczyć twarz Harry’ego. - Gdybyś teraz odszedł i dołączył do Zayna, to wyglądałbym głupio i wszyscy by się ze mnie śmiali.

Harry marszczy brwi, zmieszany. – Nigdy bym tego nie zrobił. – mówi. Są na trzecim piętrze w hotelu, przez co Louis chce się rzucić z okna.

- Zasługujesz na kogoś lepszego ode mnie – przyznaje.

Louis miał dziesięć lat, gdy uświadomił sobie, że jest gejem. Byli w szatni i przebierali się na mecz piłki nożnej, kiedy jeden z jego przyjaciół stał zupełnie nago. Louis był… zaintrygowany. Chłopiec zobaczył, że Louis wpatruje się w niego i nazwał go pedałem. Louis wyśmiał chłopca i obrócił wszystko w żart tak, że nikt nie odezwał się ponownie. Możesz mieć tylko jedną etykietkę, a Louis zdecydował, że woli bycie zabawnym, niż bycie pedałem.

Nie pamięta, kiedy wymknęło się to spod kontroli. Nie ma pojęcia, jak to zrobił, że przeszedł z niewinnych żarcików do poniżania innych. Nigdy tak naprawdę nie podobało mu się to, ale jeśli udaje się kogoś wystarczająco długo, to się nim staje.

- Może – mówi Harry. – Ale chcę ciebie.

To odważne wyznanie, jak na kogoś, kto jąkał się na początku nocy. Piosenka się kończy, ale Louis nie ma zamiaru wypuszczać Harry’ego z objęć. Patrzy na niego, na co chłopak posyła mu mały uśmiech, a Louis go odwzajemnia. – Więc, co z tym zdjęciem?

***

Bal maturalny pierwotnie miał wyglądać tak: Louis i El popijają z butelki ukrytej w torebce dziewczyny. Pijany Niall tańczy i śmieje się, Liam obserwuje go opiekuńczo, a Dani spogląda z dezaprobatą, chociaż również nie odmawia sobie alkoholu. Odwozi El do domu i, dobrze po północy, opada na łóżko, prawie śpi i narzeka na wieczne bycie singlem.

A wygląda to tak: Louis i Harry stoją w kolejce po zdjęcie. Harry umieszcza swoje duże ręce na talii Louisa. Tańczą cały czas, pozwalając co jakiś czas Dani, Liamowi lub Niallowi zrobić odbijanego, ale zawsze wracają razem. Louis siedzi na kolanach Harry’ego, kiedy już naprawdę muszą zrobić sobie przerwę, zdyszani, łapiący gwałtownie powietrze, ale uśmiechający się. Harry niezdarnie popycha Louisa na ścianę w holu, niepewny co ma robić. Louis skomle, gdy język Harry’ego przesuwa się po jego dolnej wardze i dociska ich ciała razem.

To jest lepsze, myśli Louis, wsuwając swój język do ust Harry’ego. Louisa nie obchodzi to, że ludzie prawdopodobnie ich obserwują i wplątuje ręce we włosy Harry’ego, próbując wyobrazić sobie, czy tylne siedzenie range rovera zmieściłoby długie ciało chłopaka. Nagle zdaje się, jakby Harry umiał czytać w myślach, ponieważ przenosi się na kark Louisa. Ten w odpowiedzi stoi na palcach, przechyla głowę i zamyka oczy. Harry ssie i całuje jego szyję, bardziej wprawiony, niż Louis przypuszczał.

- Jezus, kurwa, Harry – mówi Louis. – Ty i Zayn mieliście jakieś prywatne lekcje, czy po prostu z natury jesteś w tym taki dobry?

Harry uśmiecha się w jego szyję, ale nie odpowiada. Z powrotem przenosi się na wargi Louisa. – Chcę cię.– mamrocze i Louis czuje, że robi mu się niewygodnie w spodniach.

- O Boże, tak, błagam. – mówi, przyciągając Harry’ego do pocałunku. Styles wciąż nie wie, co powinien zrobić z rękoma, więc Louis schyla się i układa dłonie Harry’ego na swojej talii. Jego własne przemieszczają się po ramionach chłopaka i jego szerokich barkach. Przeklina po cichu na ubrania, które mają obaj na sobie. Jęczy, gdy uświadamia sobie, że zostawili Liama w sali. – Kurwa – mówi, opierając się o ścianę. – Inni. Nie możemy po prostu…

- Wynajmę im pokój. – mówi, dociskając wargi do warg Louisa i zacieśniając uchwyt na jego biodrach. Wynająłem nam pokój.

- W porządku – mówi Louis. – Chodźmy.

***

Harry zabukował trzy pokoje. Louis pisze do innych w windzie, kiedy Harry atakuje jego szyję ponownie, a gdy drzwi otwierają się po krótkim ding, Louis chowa telefon do kieszeni i zostaje podniesiony przez Harry’ego, który niesie go korytarzem, trzymając dłonie na tyłku Louisa. Chłopak całuje jego twarz wszędzie tam, gdzie może dosięgnąć i wypycha biodra naprzeciw Harry’emu.

Kiedy wreszcie docierają do środka i Harry stawia Louisa na ziemi, obaj zaczynają pozbywać się ubrań. Najpierw marynarki, później buty, które zdejmują, gdy ich usta spotykają się ponownie. Louis szarpie krawat Harry’ego i odpina guziki jego koszuli, do czasu, kiedy może przejechać w dół jego ramienia. Śmieje się, bo jeszcze tydzień temu wzbudziłoby to w nim odrazę, a teraz nie może zdjąć jego ubrań wystarczająco szybko. Chce czuć tylko nagą skórę pod palcami. Harry już nie ma podkoszulka, a Louis jest wstrząśnięty tym co widzi, ponieważ na ciele Harry’ego jest pełno tatuaży. Głupie tatuaże, takie jak gwoździe, maski czy olbrzymi motyl na brzuchu. Louis opada na materac.

- Co jeszcze ukrywasz w tej niefortunnej szafie, Harry Stylesie? – pyta Louis.

- Hej – jęczy Harry – lubię swoje ubrania.

- Och, kochanie – mówi Louis, wydymając wargi w udawanym współczuciu. – Jesteś jedyny w swoim rodzaju.

Harry śmieje się. – A ty jesteś kutasem. – odpowiada.

- Ale to już wiemy. – odpowiada Louis. Cztery minuty; wystarczyła jedna wolna piosenka, aby przywieść ich tutaj. Jedna szansa, cztery minuty, a oni przekomarzają się i całują tak, jakby byli ze sobą od lat. Może rzeczywiście powinien przyznać swoją porażkę Dani. Może.

Harry wzrusza ramionami i wraca do szyi Louisa i gryzie ją, przez co chłopak nie może przestać jęczeć. Jest dużo przewracania się, ocierania i bardzo dużo całowania. Obaj ostatecznie są w samych bokserkach, a ich erekcje ocierają się o siebie przez cienkie tkaniny. Louis sięga w dół i obejmuje penisa Harry’ego. Po raz pierwszy, odkąd zaczęli się całować, Harry napina się.

- Coś nie tak? – pyta Louis, całując jego policzek. – Wszystko w porządku?

- O Boże, tak – mówi Harry, zupełnie pozbawiony tchu. – Ja po prostu nigdy nie… um… nigdy nie…

Louis całuje go. – Jesteś słodki, gdy się denerwujesz. – mówi.

Harry przełyka ciężko, gdy Louis zaczyna poruszać ręką i całuje delikatnie jego szyję. – Wszystko w porządku. Zajmę się tobą. Zatrzymaj mnie kiedykolwiek zechcesz.

Harry kiwa głową; Louis porusza ręką na penisie Harry’ego, składając pocałunki w dół jego ciała. Louis jest w tym doświadczony i wie, co zrobić, by facet czuł się dobrze. Kieruje się językiem w kierunku motyla na brzuchu Harry’ego, na co chłopak skomle i wygina się w łuk. Louis zatrzymuje się na jego biodrach i powoli ściąga bokserki Harry’ego. Oczywiście, jest już gotowy, czym Louis nie jest zaskoczony.

Louis pluje na górną część penisa Harry’ego, ciągnie go dwa razy w górę i w dół, zanim zaczyna lizać go od podstawy do główki i bierze całego w usta. Harry jęczy i zaciska pięści na pościeli, wijąc się. Louis trzyma go jedną ręką, a ustami powoli porusza po całej długości Harry’ego. Jest naprawdę dobry w tym, co robi i sprawia, że Harry jęczy, czuje się dobrze, chce więcej. Louis chce go w ten sposób przeprosić, przyznać, że był tak bardzo, bardzo nie w porządku. Pieprzy swoje teraźniejsze życie, ponieważ wystarczyła jedna noc, aby zaczął się zakochiwać w tym nieudaczniku.

- Ugh, Louis – jęczy Harry i wplata palce w żelowane włosy Louisa. Chłopak pozwala przejąć mu kontrolę. Zezwala, aby ten pieprzył jego usta, aż przez to wszystko dostaje odruchu wymiotnego, a Harry zatrzymuje się, rumieniąc. – Przepraszam – mówi, wyciągając go z ust. Louis odchrząkuje, całuje go w głowę, jakby chciał powiedzieć: jest okej, podobało mi się. Z powrotem przyciąga główkę do ust, układając wargi poniżej jej. Ssie, przesuwa językiem do jego wejścia i patrzy na Harry’ego, który jest cały spocony z ustami otwartymi i z głową dociśniętą do poduszki. Kurwa, myśli Louis. Nogi Harry’ego drżą.

- Lou… Louis, jestem blisko…

Louis bierze go całego, przez co penis Harry’ego uderza o jego gardło. Wycofuje się jednak w samą porę, gdy Harry dochodzi na jego język. Jęczy, co wysyła przyjemne wibracje w dół penisa Louisa. Chłopak zlizuje wszystko, a kiedy Harry jest już wiotki w jego ręku, Louis robi się niecierpliwy.

Pełza z powrotem do ciała Harry’ego, siada okrakiem na jego brzuchu i całuje go mocno. Chwyta jedną z rąk Harry’ego i ciągnie ją w stronę swoich bokserek. Chłopak łapie go w dłoń, a Louis porusza się na ten dotyk.

- To nie będzie trwało długo. – mówi w jego wargi – Po prostu… proszę.

Harry kiwa głową i zaczyna go całować. Wyjmuje jego penisa z bokserek. Głaszcze go szybkimi, energicznymi ruchami. Louis miał racje; szybko kończy i przygryza dolną wargę Harry’ego, gdy dochodzi, siedząc przed jego obojczykami.

***

Harry wygląda bardziej jak Marcel po wyjściu spod prysznica; jego włosy zaczesane są na bok, a szkła kontaktowe zastąpione są przez okulary (chociaż, gdy ponownie wskakują do łóżka, okulary leżą na stoliku nocnym). Louis leży zwinięty przy boku Harry’ego, z głową na jego klatce piersiowej. Śledzi palcem kształt motyla, który tak bardzo mu się spodobał. – Dlaczego masz tak dużo tatuaży? – pyta.

Harry wzrusza ramionami. – Lubię je – mówi. Louis zauważył już tę cechę w Harrym. Robi to, co chce, nosi to, co chce, i, mimo że ludzie czasem się z niego śmieją, to go nie powstrzymuje. Louis go za to podziwia. – Zayn mnie do tego przekonał – kontynuuje Harry. – To głupie i niebezpieczne, ale podoba mi się. Lubię je. – Louis mruczy w odpowiedzi i kładzie dłoń na brzuchu Harry’ego. Zamyka oczy, chce już zasnąć, gdy chłopak odzywa się ponownie.

- Lou? – zaczyna; Louis mruczy ponownie. – Jeśli dzisiejszy dzień… Pójdzie w niepamięć i wrócimy do rutyny z poniedziałku, to nie będę mieć nic przeciwko. Dzisiejszy wieczór był doskonały; dostałem więcej, niż prosiłem. Więc… dziękuję.

Cztery minuty, jedna szansa.

Louis nie wie, co odpowiedzieć, więc trzyma mocniej Harry’ego, całuje go w klatkę piersiową i ma nadzieję, że to wystarczy.

***

Louis spędza weekend, leżąc w łóżku i pisząc z Harrym. Lub spotykając się z Liamem i pisząc z Harrym. Albo oglądając mecze piłki nożnej z Niallem… i pisząc z Harrym. Wolałby spędzać z nim czas, ale jego siostra skończyła uczelnię i ma coś innego do roboty, więc piszą. Przeżywają bal („nie jesteś dobrym tancerzem”), noc w hotelu („wciąż myślę o twoich ustach”), rozmawiają o spotkaniu („ chcę cię zobaczyć, teraz” – „Uciekam: zaraz u ciebie będę”). Dziwne, jak szybko Harry przestał być „dzieckiem Marcelem”, a zaczął być „jego Harrym”. Nie przeszkadza mu nawet to, że Liam się z niego śmieje.

Nie widzą się do poniedziałku.

Louis był spóźniony do szkoły i zapomniał swojego telefonu, więc nie mógł skontaktować się z Harrym. Czuje się żałośnie przez swoje uzależnienie, ale tylko troszeczkę żałośnie; być może tak się czują ludzie w związkach? Nie ma porównania.

Dzień się dłuży, a on w porze lunchu czuje się psychicznie wyczerpany. Skanuje pomieszczenie w poszukiwaniu Harry’ego, co zabiera mu chwilę, aby go znaleźć, bo uświadamia sobie, że szuka tego „Harry’ego z balu” z dużymi włosami i dopasowanym garniturem. Gdy już znajduje chłopaka, widzi, że ma duże okulary, przylizane włosy i koszulkę schowaną w czarnych spodniach. Myślał o tym, jak Harry będzie wyglądać w poniedziałek. Myślał, że będzie rozczarowany wyglądem chłopaka. Powiedział sobie również, że to nie ma znaczenia, bo to Harry jest tam, tylko jego i tylko to się liczy.

Nie jest rozczarowany. Jego serce wali jak oszalałe, gdy patrzy na niego i wszystko, co widzi, to zielone oczy, ukryty dołeczek, długie kończyny i doskonałość. To Harry i Louis wie, że nie chce go innego.

Louis podchodzi i siada obok niego. Harry spogląda, widzi Louisa, a na jego twarzy pojawia się szok. – Cześć – mówi Louis, pochylając się, by pocałować go w policzek. Chce zrobić więcej, chce go pocałować tak, jak nie mógł zrobić tego w ciągu ostatnich dwóch dni, ale jest tam Zayn, podobnie jak reszta szkoły, a Louis ma trochę klasy.

- Hej – mówi Harry ze znużeniem.

- Co jest? – pyta Louis i otwiera jego wodę, biorąc łyk, nie spuszczając wzroku z Harry’ego.

- Nic – mówi Harry. – Ja po prostu nie myślałem… Byłem pewny, że jak wrócimy do szkoły, ty i ja… no wiesz. – powiedział gestykulując. – Myślałem, że…

- Że będziemy trzymać nasz romans w sekrecie? – pyta Louis. Harry wzrusza ramionami na znak, że to dokładnie to, czego się spodziewał, ale Louis kręci głową. – Nie wiem, czego oczekiwałeś, Styles, ale utknąłeś ze mną – publicznie – jesteś moim Kopciuszkiem, więc musisz z tym żyć.

Harry się uśmiecha. – Dam radę. – mówi.

- Ale, jeśli ci na mnie zależy, to błagam, wywal te kamizelki. – mówi Louis. Nie chce zmieniać Harry’ego, ale kamizelki? Tego nie może być w żadnym związku.

- Lubię je – grymasi Harry, na co Louis potrząsa głową.- A co mam nosić w zimie? Kiedy jest zimno?

- Myślę, że znalazłbym jakiś sposób, by cię rozgrzać. – mówi złośliwie Louis. Harry się rumieni, a Zayn krztusi.

- Przy tym stole są jeszcze inni. – mówi.

- Dobra. – Louis się zgadza. – Tylko w zimie.

- W porządku – mówi Harry.

Louis śmieje się, a Zayn wydaje zdegustowany dźwięk, jednak Louis go ignoruje. Wkrótce dołączają do Nialla, który zdaje im pełny raport na temat Slim – Liama i Danielle. Ich szóstka rozmawia tak swobodnie, jakby byli przyjaciółmi od lat. Harry wślizguje się w ramiona Louisa, który pochyla się w jego stronę i Harry składa pocałunek na czubku głowy chłopaka, niepewny jawności ich związku. Marcel…Harry. Louis przypomina sobie jego słowa z hotelu: Jeśli dzisiejszy dzień… Pójdzie w niepamięć i wrócimy do rutyny z poniedziałku, nie będę mieć nic przeciwko.

Cztery minuty, a już nigdy nie wrócą do tego, co było wcześniej.

* nie bardzo wiedziałam jak to przetłumaczyć, więc postanowiłam nie kombinować i zostawić w pierwotniej postaci. Jednak gdyby kogoś to interesowało, odsyłam tu: (x)

** mieć głowę w dupie – ignorować problemy znajdujące się wokół ciebie, zwykle nie widzi się ich lub nie chce dostrzec. Aby wydostać głowę z tyłka, należy zacząć zauważać problemy i przestać je ignorować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz