niedziela, 15 grudnia 2013

6

Piątkowy telefon rozpoczyna się decydowaniem Harry’ego, czy Liam i Zayn chcieliby zostać umieszczeni na liście osób otrzymujących pocztą broszury, mimo że bilety nie są dostarczane im do rąk, i przemienia w piętnastominutową rozmowę o chwaleniu Rock Band bardziej niż Just Dance, kiedy Louis dowiaduje się, że Harry wykorzystuje swój wolny poranek, by pograć na swoim nowym Wii. Louis sądzi, że chłopak doceniający zalety przyjacielskiej rywalizacji w grach video – robiąc prawdopodobnie sześć figur przed etapem trzydziestu dźwięków – jest zdecydowanie chłopakiem dla niego.
- Pracujesz ciężko, czy ledwie, Tommo? – pyta Paul, wystawiając głowę w przejście do biura akurat, gdy Louis roztapia się w dźwięku chichotu Harry’ego spowodowanego wyznaniem chłopaka, ze aktualnie siedzi w swoim mieszkaniu na poddaszu wplątany w trójkolorowe kable. – Pamiętaj, że nie powinieneś przyjmować osobistych telefonów.
- Och, to nie jest osobisty telefon – mówi Louis, zakrywając słuchawkę, bo nie jest pewien, jakie zdanie miałby o tym Harry. – To jest płacący klient, Pauly, nie martw się.
- Racja – mówi Paul i bierze kęsa kanapki, chowając się z powrotem za drzwi – dobry żart. Teraz wracaj do pracy.
Rzecz w tym, że Louis nie jest pewien, kiedy chichotanie i słuchanie Harry’ego desperacko usiłującego rozplątać kable, stało się jego pracą.
-
- Więc – rozmyśla z El pry drinkach w małym barze jazzowym naprzeciw centrum sztuk po pracy tego dnia, unosząc brew i uśmiechając się – jak myślisz, jak wściekły będzie nasz koleś od biletów, jeśli na drugiego będę potrzebował na nowo wydrukować dwa bilety z powodu całkowicie zmyślonego mylnego kodowania? Znaczy… ktoś będzie musiał zadzwonić do klienta, przeprosić za to i zapewnić, że jego bilety będą w will call, prawda?
El obserwuje go znad swojego drinka. – Na koniec będę ubrana w suknię ślubną lub zostanę na uboczu drogi obserwując całkowitą katastrofę, racja?
- Oczywiście, że nie, dlaczego tak sądzisz? – pyta niewinnie Louis, ale nie jest w stanie ukryć uśmiechu. – Ale tak tylko na przyszłość, jaki nosisz rozmiar sukienki?
- Będę udawać, że jestem urażona i powiem ci, że niegrzecznie jest pytać damę o rozmiar jej ubrań – mówi El, po czym wraca do swojego drinka.
-
Kiedy wychodzi z baru godzinę później, ma w sobie trzy Manhattany, co wystarcza, by nie czuł żadnego wstydu, kiedy wyjmuje telefon i wciska przycisk rozpoczynający połączenie z numerem Harry’ego, którego nadal ma w swoich kontaktach mimo braku jakiegokolwiek logicznego powodu. Jeden sygnał, dwa sygnały; lekko odbija się od chodnika, przeskakując pęknięcia i czekając, aż Harry odbierze.
- Halo? – Głos Harry’ego jest zdezorientowany. – Kto to?
- Dawno nie rozmawialiśmy, Haz – mówi Louis, brzmiąc mniej stabilnie, niż się spodziewał. – Co porabiasz?
- Nadal jesteś w pracy? – pyta Harry. – Jest ósma, czy oni nigdy cię stamtąd nie wypuszczają?
- Oczywiście, że nie. – Louis macha ręką, opierając się o ciemną witrynę pod daszkiem. –Po prostu brakowało mi twojego głosu, głuptasie.
- Piłeś? – pyta Harry, mimo że nie wydaje się być krytyczny, raczej rozbawiony.
- Nigdy – szepcze ze zgorszeniem Louis. – Jestem zażenowany tą sugestią, panie Styles, zażenowany, mówię ci. Za jakiego ty mnie masz mężczyznę?
- Za mężczyznę, który dzwoni po pijanemu do swoich klientów w weekendy, zgaduję – mówi tkliwie Harry, po czym słychać dźwięk jego ciała opadającego na kanapę, jak zgaduje Louis. Szybko zastanawia się, czy kanapa ta sprzyja pozycjom z Kamasutry i jest z siebie niesamowicie dumny, kiedy nie mówi o tym na głos.
Zamiast tego mówi – Dlaczego taki młody mężczyzna jak ty odbiera telefony w piątkowe wieczory, swoją drogą? Nie masz przed drzwiami kolejki dziewcząt czekających, by zabrać cię na kolację? – Zatrzymuje się, wracając na chodnik, i decyduje się na – Lub zalotników, jeśli tą łodzią pływasz.
- Z tego co wiem, nie ma żadnych oferujących się zalotników – odpowiada Harry śmiejąc się i Louis wyrzuca na to pięść w powietrze, bo przyjmuje każde sugestywne wyznanie.
- Zaoferowałbym wypełnienie pustki, ale to byłoby niewłaściwe z mojej strony – odpowiada Louis, bopieprzyć teraz wykłady Paula – prawda, Haz? Hazza? H?
- Prawdopodobnie – mówi Harry i Louis przyjmuje również i to. – Zadzwoniłeś, żeby o to spytać, czy zdarzył się kolejny niefortunny wypadek z moimi biletami? – W jego głosie jest dumny zaśpiew i Louis myśli dobrze, dupku.
- Żadnych niefortunnych wypadków – mówi Louis – po prostu wracam do domu i pomyślałem, że skorzystam z oferty małego Haza w moim życiu. Przynajmniej przez te osiem bloków do mieszkania.
- Dam radę – mówi Harry, a w tle przedzierają się również dźwięki telewizji.
Rozmawiają o niczym przez większość drogi Louisa, a ten jest z siebie niesamowicie dumny, ponieważ najgorszym, co mówi, jest – El sądzi, że niegrzecznie jest pytać o to, jaki rozmiar sukni ślubnej nosi, myślisz, że to niegrzeczne, Haz?
- Nie mam pojęcia o czym mówisz – odpowiada Harry, gdy Louis siłuje się z kluczami do budynku, przez co odpowiada – Nieważne – i mówi, że lepiej będzie już kończył, żeby uniknąć podejrzanych żartów, kiedy już uda mu się wejść po schodach.
Niall i tak śpi na kanapie, nadal w swoim stroju roboczym z GameStop i jakimś okropnym filmem grającym w tle, więc Louis narzuca na niego koc i przechodzi do swojego łóżka, mówiąc sobie podejmujesz dobre życiowe decyzje, Tomlinson, naprawdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz