Pozdrawiam.
—-
Zayn lubił szkołę. Naprawdę ją lubił chociażby, dlatego, że mógł tam spotkać swoich przyjaciół. Lubił przesiadywać na trawniku podczas przerw albo śmiać się podczas lunchu w stołówce. Bieganie na zajęciach rekreacyjnych nigdy nie było dla niego problemem, tak samo jak piłka siatkowa czy koszykówka. Lubił zajęcia z literatury i sztuki. Wsłuchiwał się wtedy w głos profesorów i czasami nawet pytał o coś albo dzielił się swoimi przemyśleniami, czy wiedzą. Po prostu lubił poznawać nowe rzeczy. Jednak najbardziej uwielbiał, kiedy wchodził do jednej z większych sal. Tam gdzie było pełno kolorów. Kartki walały się wszędzie, a dwa rzędy sztalug stało dumnie na środku pomieszczenia. Ten zapach farby, widok kredek i węgla. To kochał najbardziej. Mógł po prostu siedzieć tam i przelewać na papier wszystko to, co w nim siedziało i nie ważne było ile zajęło mu to czasu. To zawsze było dla niego najważniejsze.
Biała kartka, leżąca na jego kolanach, powoli zapełniała się różnymi kreskami ciemnego grafitu. Nie od dziś wiadomo było, że ten rodzaj rysunku kochał najbardziej. Ta ciemność i wszystkie odcienie szarości pozwalały mu na wykazanie się. Chociaż nie miał nic przeciwko kredkom, pastelom i kredzie, ołówki i węgiel kochał najbardziej. Rysowanie czegokolwiek było ukojeniem, oderwaniem się o rzeczywistości, w której czasami nie chciał uczestniczyć. To ‘czasami’ zdarzało się niestety zbyt często, aby móc nazwać go zwyczajnym nastolatkiem. Nawet nie chciał się nim czuć. Wolał nie być nim nazywany. Miał już dwadzieścia lat, a to wszystko, dlaczego musiał ponownie zawitać do murów szkoły nie uważał za coś koniecznego do zapamiętania. To było tak, jakby ktoś uderzył go z liścia po tych całych sześciu miesiącach pracowania nad sobą. Nawet, jeśli udało mu się naprawić siebie, to nie był gotowy na ponowne zetknięcie się z ludźmi. Nie takie bliskie.
Ktoś cicho zapukał do drzwi, na co ona nie zareagował. Nie miał w zwyczaju odrywania się od pracy. Nigdy tego nie robił. Jego nadgarstek pracował bez wytchnienia, kiedy wysoki mężczyzna wszedł do pokoju. Jego brązowe oczy spoczęły na bratanku, a na usta wkradł się lekki uśmiech.
- Dzień dobry Zayn. Przyjdź za chwilkę na śniadanie, a potem podrzucę cię do szkoły. Co ty na to? - Mężczyzna podszedł kilka kroków w stronę bruneta, ale on jakby tego nie zauważył. Nadal był w swoim świecie ciemnych kresek i białego papieru. Brązowookiemu to nie przeszkadzało, dopóki Zayn był spokojny i po prostu tam był – Okej. Czekam na ciebie w kuchni. Przygotowałem omlety – To nie było tak, że Malik go nie słuchał. Słuchał. Każde słowo wuja, przetworzone zostało w jego umyśle. Każde zostało w właściwy sposób odebrane. One jednak nie lubił mówić. Nie lubił tego kontaktu, poprzez mowę. On wcale nie lubił kontaktów z innymi. Mężczyzna odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi. Chłopak jakby na to czekając zaprzestał swoich ruchów.
- Owen? - zapytał miękko Zayn. Ciemnooki odwrócił wzrok i spostrzegł, że Mulat wpatrywał się w swój rysunek – Dziękuje – wypłynęło lekko z ust bruneta. Owen odwrócił się i wyszedł, pozostawiając bratanka samego. Chłopak długo wahał się czy dokończyć swój rysunek i tym samym nie zjeść śniadania, ale ostatecznie odłożył go na dębowe biurko wkładając ołówek do jednego z pojemników, jakie na nim stały. Wszystko było idealne. Każdy detal w nowym pokoju był idealnie dopasowany do jego osobowości. Pokój nie był dużo. Zayn nie lubił dużych pokoi. Nie lubił także zbędnych mebli, więc było tam tylko sporawe łóżko, za którym nie przepadał. Szafa wbudowana była w ścianę, a obok nie na całej długości ciągnęła się półka z książkami i rzeczami chłopaka. Były na niej głównie płótna oraz blok. Trochę farb i wiele zestawów kredek, pasteli. Drzwi do łazienki znajdowały się naprzeciwko łóżka, a biurko dumnie stało tuż obok wielkiego okna. Zayn lubił szeroki parapet, który przemienił się na siedzisko z wieloma poduszkami i miękkim materacem. To tam najczęściej rysował. Stamtąd miał najlepszy widok na ciche osiedle Wolverhampton. W kącie pokoju stała małe sztaluga i wysoki taborek, które nie pamiętały już, kiedy ostatni raz Zayn ich używał. Może powinien to nadrobić? Podchodząc do drzwi spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Brązowe spodnie trzymały się ledwo na chudych biodrach, przez co chłopak skrzywił się na sam ich widok. Żółto – czarna koszula dobrze przylegała do jego idealnego torsu, a szara bluza dopełniała wszystkiego. Jego nogi nadal były bose, ale nie kwapił się przed założeniem butów. Wyszedł z pokoju, kierując się powoli do kuchni, skąd dochodziła cicha muzyka. Owen stał przy kuchence i smażył coś na patelni. Na wysepce kuchennej stały talerz z jedzeniem oraz kubek z herbatą. Zayn usiadł na jednym z krzeseł i sięgnął do swojego talerza. W pomieszczeniu zaległa cisza. Słychać było jedynie piosenki puszczona w radio.
- Mam zamiar pojechać dziś do centrum ogrodowego. Pewnie od razu po pracy – zaczął spokojnie mężczyzna – Szkoła nie jest daleko, więc powinieneś trafić z powrotem. Mam rację? - zapytał odwracając się w stronę Zayna. Chłopak kiwnął głową, a potem napił się spory łyk herbaty – Martwisz się czymś, czy mi się wydaje?
- To tylko ciekawość – Owen kiwnął głową ze zrozumieniem, po czym usiadł naprzeciwko swojego bratanka.
- Jestem pewien, że spodobają ci się zajęcia plastyki, prowadzi je pan Benett. Na pewno się z nim dogadasz – Malik kiwnął głową, a potem wstał z swojego miejsca. Włożył brudne naczynia do zlewu, po czym wrócił ponownie do swojego pokoju. Tam chwycił swoją skórzaną torbę i spojrzał ostatni raz na swój rysunek. Bezlistne drzewo usychające bez wody, które okalały dwie dłonie. To schronienie wyżłobione wewnątrz dłoni nie było dokończone, ale Zayn wiedział, że będzie to jeden z jego najlepszych rysunków. Ostatni raz obrzucił spojrzeniem swój pokój, po czym wyszedł do holu. Owen poprawiał swój krawat, kiedy on zakładał na swoje stopy ciężkie, czarne buty.
Droga do szkoły była zaskakująco krótka, dzięki czemu zapamiętał ją. Zdążył również zapiąć swoją czarną kurtkę. Na dworze nadal nie było za ciepło, więc każdy nosił coś cieplejszego. Obok szkoły roiło się od dzieciaków. Grupka dziewczyna stała na trawniku i rozmawiała o czymś żywo gestykulując. Inna zaś wchodziła właśnie do szkoły. Chłopcy zjeżdżali się do szkoły swoimi samochodami albo deskorolkami. Niektórzy szli piechotą. Owen zatrzymał samochód tuż przy krawężniku.
- Nie sadzę, abym musiał tam z tobą iść, więc po prostu trzyma się – Zayn spojrzał na niego, po czym otworzył drzwi czarnego samochodu i wysiadł. Wiedział, że do dzwonka zostało mu jeszcze dwadzieścia minut, ale musiał dotrzeć jeszcze do swojej szafki i zostawić tam kurtkę. Przechodząc obok grupki uczniów poczuł na sobie ich wzrok, więc przyśpieszył. Popchnął wielkie drzwi budynku szkoły i doszedł do niego lekki gwar. Wszędzie było pełno ludzi, co nie przeszkadzało mu, dopóki nikt nic od niego nie chciał. Brunet sięgnął do swojej torby i wyciągnął z niej małą kartkę papieru, na którym nakreślił sobie drogę do swojej szafki. Zabudowanie szkoły dzieliło się na główny budynek oraz na dwa budynki, które połączone były z nim łącznikami. W jednym z nich znajdowała się sala gimnastyczna, siłownia oraz szatnie sportowe. W drugim mieściła się szkolna biblioteka. Na parterze głównego budynku szkoły, była sala teatralna oraz wielka stołówka. Zayn przeszedł przez wielki korytarz, a kiedy skręciła w prawo zauważył rząd szafek. Odnalezienie tej właściwej nie było takie trudne. Zdjął z siebie kurtkę i pozostawiwszy ją na wieszaku, ponownie sięgnął do torby. Wyciągnął z niej książki, które umieścił w szafce oraz kartkę z planem lekcji. Z jednej z przegródek wyjął taśmę bezbarwną, której użył do przyklejenia planu na drzwiach szafki. Spojrzawszy na zegarek na swojej ręce, uświadomił sobie, że do dzwonka zostało mu dziesięć minut. Zamknął, więc szafkę i ruszył do sali, w której miały odbyć się jego pierwsze w nowej szkole zajęcia angielskiego. Oczywiście ciągle korzystał z swojej małej mapki, ponieważ jedno przejście po szkole nie czyni go ekspertem w poruszaniu się po niej. Ruch uczniów w zmorzył się, kiedy wszedł na pierwsze piętro. Dostrzegł tam chłopaków ubranych w zielone bluzy, które na tyle miały naszyte wielki emblemat szkoły. Był on dość prosty i nie zrobił na nim większego wrażenia. Domyślił się, że byli oni w drużynie. Nie wiedział jednak, jaki sport przodował w tej szkole. Oczywiście nie miał zamiaru zgłaszać się do niej, ponieważ to równałoby się z obcowaniem z bardzo dużą ilością ludzi. Ciągłe imprezy, presja, napięcie, mecze. To wszystko nie było dla niego. Właściwie on sam uważał, że nic, co mogło go spotkać w szkole nie było dla niego. Wszedł do sali, w której miała odbyć się jego pierwsza, od bardzo długiego czasu, lekcja. Zdziwił się widokiem nauczyciela rozmawiającego z grupką osób, na końcu sali. W jego starej szkole, nauczyciele zazwyczaj przychodzili po dzwonku, a jedyny kontakt z uczniem, jaki mieli, mieścił się w czterdziestu pięciu minutach lekcji. Zayn przystaną tuż obok stolika nauczyciela i kompletnie nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, rozejrzał się, więc po sali. Nie była ona duża, ale wystarczyła, aby pomieścić dwudziestu uczniów. Pojedyncze ławki ustawione były w cztery rzędy. Tuż obok okna stała donica z wielkim kwiatem, na który padało wiele światła, przedostającego się przez okno.
- Jesteś Zayn – usłyszał za swoimi plecami, więc odwrócił się w stronę nieznajomej osoby. Wysoki mężczyzna ubrany z ciemną koszulę, stał naprzeciwko niego i uśmiechał się przyjaźnie. Zayn kiwnął głową, poprawiając pasek od swojej torby, który ześlizgnął się z jego ramienia – Świetnie! Witaj w mojej klasie. Jestem Profesor Goodwin i do końca tego roku będę cię uczyć angielskiego. Jestem również szkolnym psychologiem – Brunet ponownie kiwnął głową, nie spuszczając z oczu twarzy mężczyzny – Od dziś zajmiesz miejsce tuż obok Iris – dodał, pokazując na siedzącą przy jednym stoliku dziewczynę o długich blond włosach. Kiedy na nią spojrzał pomachała mu, a potem ponownie zajęła się rozmową z innymi uczniami. Zayn spojrzał na nauczyciela, a potem oboje usłyszeli dzwonek na lekcje. Profesor Goodwin poklepał chłopaka po ramieniu, po czym popchnął go w stronę ławek. Malik usiadł powoli przy swoim nowym stoliku i czekał na zjawienie się reszty uczniów. Nie było ich wielu. Około, piętnastu, co naprawdę go ucieszyło, bowiem lubił mieć dobre warunki do nauki. Kiedy nauczyciel rozpoczął swoją mowę, Zayn zorientował się, że jego miejsce wcale nie było takie złe. Po prawej stronie siedziała zgarbiona blondynka, marzącą bez przerwy po swoim zeszycie, a po drugiej jego stronie siedział chłopak w okrągłych okularach, troszeczkę przypominających te, które nosił Harry Potter.
- Chciałbym, abyście wiedzieli, że mamy w naszej klasie nowego ucznia – Mulat spojrzał zaskoczony ma mężczyznę. Oczywiście wiedział, że ten moment zastąpi, ale całkiem o tym zapomniał – Zayn od dziś będzie uczyć się z nami. Podnieś swoją prawą dłoń, aby klasa mogła cię zobaczyć - poprosił nauczyciel. Zrobił to niechętnie i był zaskoczony, że prawie nikt nie zwrócił na niego uwagi – Świetnie! - klasnął w dłonie, po czym zaczął mówić - Kiedy ostatnio mówiłem wam, że rozpoczynamy Czasy wiktoriańskie, nie żartowałem – Po pomieszczeniu rozszedł się lekki pomruk niezadowolenia, którego on zwyczajnie w świecie nie rozumiał. W poprzedniej szkole podchodził do nauki raczej na luzie, ale to nie oznaczało, że sobie ją olewał. Był dobrym uczniem. Można nawet powiedzieć, że bardzo dobrym. I chociaż nigdy nie starał się o oceny, to był naprawdę mądry. To wszystko przychodziło mu z taką łatwością – Epoka wiktoriańska była najdłuższym nieprzerwanym okresem panowania jednego monarchy w nowożytnej historii. Królowa Wiktoria Hanowerska panowała przez sześćdziesiąt cztery lata. Wyobrażacie to sobie? - Gdy rok temu Zayn przerwał szkołę, on i jego grupa angielskiego byli w połowie omawiana czasów wiktoriańskich. Można powiedzieć, że był w lepszej sytuacji niż reszta uczniów. I w rzeczywistości tak było, ponieważ przez pół roku nadrobił i powtórzył materiał z całej ostatniej klasy liceum. To było raczej zajęcie, które dawał mu chwile wytchnienia i spokoju – Był to również czas rewolucji przemysłowej! - Profesor Goodwin skierował się na tył klas i stanął za wszystkimi, aby w dalszym ciągu prowadzić swój monolog. Zayn nie był na tyle odważny, aby odwrócić się i spojrzeć na niego, chociaż naprawdę wolał, kiedy nauczyciel był przed nim, nie za nim. Wyciągnął, więc z torby gruby zeszyt i otworzył go na pierwszej stronie, zapisując tam wielkimi literami ‘PIERWSZY DZIEŃ W NOWEJ SZKOLE’. I chociaż to wcale nie dało mu żadnej siły do walki, to jednak poczuł się, w jakim stopniu lepiej - Oh, co wtedy się działo! Rygorystyczna moralność, głosząc potrzebę ukrywania lub wręcz tłamszenia uczuć! Pewnie zastanawia was, dlaczego o tym wspominam. Otóż przeciw tej rygorystycznej moralności protestował autor, którego dzieło zaczniemy omawiać. A teraz zagadka! - Wszyscy odwrócili się do nauczyciela, ale ciemnooki został niewzruszony jego słowami – Kto wynalazł książki w papierowej okładce? - Zayn uśmiecha się pod nosem, ponieważ cóż… Wiedział to! Spojrzał na resztę klasy, która marszczyła czoła i wzruszała ramionami – Podpowiem wam, że to był Brytyjczyk. Słynął też z powieści odcinkowych. W jednym z jego dzieł, jeden z bohaterów powiesił się na klifie uczepiony tylko paznokciami – Mężczyzna podszedł kilka kroków w stronę ławki Zayna, ponieważ dziewczyna siedząca za nim podniosła dłoń – Proszę Kate.
- Czy to był Dukes? - zapytała niepewnie dziewczyna. Zayn westchnął zrezygnowany i nakreślił pod swoim pokrzepiającym napisem nazwisko. ‘Charles Dickens’.
- Dukes był dramatopisarzem i krytykiem teatralnym. Nie autorem powieści. Więc co? Nikt nie wie? Autorem jest… - Nauczyciel przestąpił dwa kroki w stronę swojego biurka, ale zatrzymał się pochylając nieznacznie nad ławką Mulata. Oczywiście Zayn nie widział jego twarzy, ale mógł się domyślić, że profesor mógł być zaskoczony tym, co pisało w jego zeszycie – Charles Dickens – Głos nauczyciela przepełniony był zaskoczeniem, które onieśmieliło Malika. Więc do końca lekcji nie spojrzał na mężczyznę ani razu. To nie było wcale takie trudne, kiedy dostał w swoje ręce ‘Klub Pickwicka’. Książkę, którą naprawdę lubił.
|MP|
Zayn szedł korytarzem, rozglądając się na wszystkie boki. Chłonął wszystko, co go otaczało. Chciał widzieć więcej i więcej, ale nie było to aż tak możliwe. Jego pierwszy szkolny dzień nie był wcale taki zły, oprócz porannego incydentu z profesorem Goodwinem, który poprosił go o pozostanie w klasie, po lekcji. Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzało, więc był lekko zaskoczony. Jak się okazało nie było to wcale takie strasznie, nauczyciel po prostu chciał wiedzieć, dlaczego Zayn nie chciał udzielać się na lekcji. Tylko jak on miał mu to wszystko wytłumaczyć? Oczywiście pewnie wiedział, dlaczego Zayn przeniósł się do nowej szkoły, prawie pod koniec roku szkolnego. Więc, po co to wszystko? Po co te pytania? Jakby jeszcze miał ochotę na nie odpowiadać.
Potem był lunch, na który w ogóle nie miał ochoty iść. A to, że nie znał nikogo wcale mu nie pomagało. Ostatecznie wylądował z jabłkiem i sokiem, siedząc samotnie przy jednym stoliku na końcu stołówki. Nie było to jakieś złe miejsce. Było w porządku i widok był dobry, ale najbardziej cieszył go fakt, że tuż obok było okno. Okno, przez której widać było kawałek starego budynku szkoły. Coś w sam raz do narysowania. Więc Zayn postanowił, że kiedyś, będąc tam narysuje to, co widzi.
Ostatecznie wylądował nieopodal sali plastycznej, zaskoczony, że jej drzwi nadal są zamknięte. Czyżby pomylił sale? A może piętro? Podchodząc bliżej, zobaczył dwie postacie tuż obok, a potem wielki napis na drzwiach utwierdzający go w przekonaniu, że na pewno się nie pomylił. Westchnął zrezygnowany i oparł się o ścianę tuż obok nich. To było trochę niewygodne, że musiał czekać na nauczyciela, podczas kiedy całym sercem pragnął wejść tam i zapoznać się z wszystkim, co tam było. Chciał móc wybrać sobie idealne miejsce, ale oczywiście wiedział, że nie ma na to wpływu.
- Przypomnij mi, po co w ogóle tu ze mną stoisz, jeśli nie masz ze mną zajęć? - usłyszał brunet, obok siebie. Odchylił lekko głowę w stronę, z której dobiegł go nieznajomy, ale piękny głos i jego wzrok padł na chłopaka w czarnej Beanie, który stał do niego tyłem. Jego ciemne jeansy zwisały nisko na biodrach, a szara bluza, idealnie opinała plecy. Jego torba leżała na podłodze, tuż obok nóg, a on sam stał swobodnie zakładając ręce na torsie. I chociaż Zayn nie mógł zobaczyć jego twarzy, był przekonany, że maluje się na niej zdenerwowanie. Chłopak stojący obok niego, prychnął głośno. Brunet nie mógł go zobaczyć, ponieważ był niższy od swojego towarzysza.
- Może, dlatego, że inaczej zwiejesz z tych zajęć? - Chłopak w czapce jęknął, a potem przekręcił się lekko, przez co Zayn odwrócił wzrok. Nie chciał zostać przyłapanym na obserwowaniu ich – Oboje dobrze wiemy, że jeśli ich nie zaliczysz to…
- Czemu jesteś taki nadopiekuńczy, co? - Chłopak nie odpowiedział, ponieważ, nauczyciel pojawił się tuż obok nich. Wysoki mężczyzna z rudymi jak marchew włosami, stanął do niego bokiem i spojrzał zaskoczony na dwójkę chłopaków. W ręku trzymał wielki notes, oraz kilka rulonów białego papieru. W sam raz na nowe rysunki.
- To chyba halucynacje – zaczął wesołym tonem, po czym włożył klucz do zamka. Przekręcił go, po czym popchnął drzwi – Świetnie, że cię tu widzę Styles. Chociaż to naprawdę nieprawdopodobne, to zapraszam do środka – Chłopak odwrócił się, ale zanim to zrobił mruknął coś w stronę swojego kolegi. To było raczej zabawne, z jaką męczarnią wchodził do klasy, do której Zayn tak bardzo chciał wejść. Więc kiedy nieznajomy chłopak znikną w drzwiach ciągnąć za sobą po posadzce torbę, Mulat spojrzał na nauczyciela. Ten zaś wpatrywał się w drugiego chłopaka – Mam nadzieje, że to nie jednorazowy wyskok twojego brata – Nie widział jego twarzy, ale usłyszał śmiech, a potem zostali tylko on i profesor – Więc… To ogromny zaszczyt wreszcie cię poznać Zayn – przyznał mężczyzna, odwracając się w stronę ciemnookiego.
- Skąd pan zna moje imię? - wyszeptał chłopak, jakby najmniejsze drganie jego strun głosowych powodowało gól gardła.
- Owen w rzeczy samej nie wspomniał, że się przyjaźnimy? Stary dureń. No chodź! Zapraszam do mojego królestwa – Mężczyzna pokazał dłonią na otwarte drzwi. Zayn był oniemiały wchodząc tam, ale nie dlatego, że sala była naprawdę nieziemska. Był oniemiały, bo Owen znał jego nauczyciela od plastyki i jeszcze się z nim przyjaźnił. Jak źle mogło być? Ten facet mógł wiedzieć o nim wszystko. Dosłownie – Nazywam się Profesor Barnett i wszystko, co twój wujek powiedział o mnie to kłamstwo! – Zayn wzruszył ramionami, po czym rzeczywiście rozejrzał się po sali. Była ona o wiele większa niż ta w Bradford i naprawdę mu się podobała. Na końcu sali ustawiony był podest, na którym obecnie stał nieznajomy chłopak. Sztalugi ustawione był idealnie tak, że nikt nikomu nie zasłaniał podczas pracy. Wzdłuż jednej ze ścian ciągnął się regał z dużą ilością przyborów. Po prawej stronie od podestu nauczyciel miał swoje biurko, a tuż obok niego był drzwi do schowka – Okej. Więc myślę, że to będzie twoje nowe miejsce – powiedział profesor, pokazując na trzecią sztalugę od lewej strony – Pan Styles usiądzie po twojej prawej troszkę bliżej mnie! - klasnął w dłonie, zwracając tym samym swoją uwagę drugiego chłopaka – To będzie zabawny widok – mruknął do Zayna, kiedy przechodził obok niego. Zayn nic nie odpowiedział. Nie rozumiał tej dziwnej sytuacji między profesorem, a chłopakiem, ale nie chciał w to wnikać. To nie była jego sprawa.
Pięć minut później, każda sztaluga miała swojego właściciela. Zayn rozejrzał się niepewnie po sali próbując zapamiętać twarze nowych osób. Wiedział, że to będzie szalenie trudne, ale chociaż próbował.
- Dzisiaj zrobimy coś szalonego! – zaczął mężczyzna, kiedy grupa uspokoiła się – To będzie trochę inne, niż to, co robiliśmy do tej pory i mam nadzieje, że się postaracie. Każdy z was będzie miał ocenę z tej pracy, więc nie radze się ociągać! - Zayn spojrzał przed siebie, na postać chłopaka w czapce, który bawił się swoim telefonem. Tak jakby w ogóle nie obchodziła go ta lekcja – Aubrey Beardsley! Ktoś kojarzy to nazwisko? - zapytał – Zayn? - Malik spojrzał zaskoczony na nauczyciela, który podszedł kilka kroków w jego stronę. Właściwie nie wiedział, czy powinien być zły na wujka, czy wręcz przeciwnie.
- Angielski rysownik inspirował się stylem Michała Anioła, jak sądzę tworzył w stylu secesyjnym – odpowiedział lekko Zayn. Pan Benett kiwnął zadowolony głową.
- Zgadza się. Inspirował się również malarstwem wazowym, drzeworytem japońskim. Beardsley bardzo często odwoływał się w swoich rysunkach do strefy erotycznej, na przykład nimfomanii. Ale to nas w tej chwili nie obchodzi – Zayn śledził poczynania mężczyzny, który w szybkim tempie znalazł się przy półkach i wyjął z nich kilkanaście zestawów ołówków. Idąc od końca klasy, rozdawał wszystkim po jednym. Kiedy zatrzymał się na Zaynie, dał mu inny zestaw niż reszcie. Był on większy, posiadał wiele różnych poziomów twardości ołówka. Następnie wcisnął jeden zwykły zestaw chłopakowi siedzącemu obok – Chcę, aby każdy z was narysował portret kobiety w stylu secesyjnym.
- Czyli jaki? - zapytała jedna z dziewczyn, siedząca po drugiej stronie sali. Zayn uśmiechnął się pod nosem, wyjmując ołówki z opakowania. Rozłożył je na swojej sztaludze i przez chwilkę przypominał sobie, jak wygląda jego siostra. No cóż… Nie wiedział jej dwa miesiące, a nie miał w zwyczaju stawiania sobie na biurku ramek ze zdjęciami najbliższych.
- Jeśli ktoś wie, to do dzieła, a dla reszty przygotowałem mały opis – Pan Benett sięgnął po stos kartek ze swojego biurka, po czym rozpoczął wyjaśnianie – Styl secesyjny cechował się charakterystyczną linią. Giętką, płynną i ruchliwą oraz bogatą ornamentyką zwłaszcza roślinno-zwierzęcą. Zero efektów iluzjonistycznych, perspektyw linearnych, powietrznych czy światłocieni. Możecie zastosować motyw wertykalny i strzelisty. Postawcie akcent na elementy pionowe. Asymetria i jasne kolory są waszym sprzymierzeńcem! A teraz do dzieła kochani. Będziecie pracować na tą ocenę przez dwie najbliższe lekcje! - Mężczyzna skończył tłumaczyć w chwili, kiedy Zayn miał już pierwszy szkic. To, co wyrabiał na kartce, dla jednych mogło wydawać się dziwne. To, z jaką łatwością jego nadgarstek pracował, a rysik płynnie sunął po papierze było wręcz majestatyczne. Dla niego wszystko było spokojnie, wszystko było dopasowane i obraz ukończonego dzieła był już w jego głowie. Ciemnooki nie śpieszył się nigdzie, ponieważ wiedział, że to nie działa. To wszystko, co tworzył musiało być idealnie wyważone i każdy, nawet najmniejszy element musiał być dokładnie dopracowany. Zayn rysował swoją siostrę. Oczywiście mógł rysować kogoś innego, mógł wymyślić sobie postać kobiety, ale chciał mieć w domu tak doskonały szkic Danielle. Ponieważ ona była piękna. A w połączeniu z jego talentem, to naprawdę było dzieło.
Czas mijał powoli, ale on jakby w nim nie uczestniczył. Nie patrzył na nikogo, ani nie zwracał uwagi na słowa nauczyciela, który wędrował po klasie i dawał wskazówki innym uczniom. Jemu nie.
- Dlaczego nie mogłem trafić na lekcje muzyki czy choćby na technikę To byłoby sto razy łatwiejsze niż to machanie ołówkiem – Zayn oderwał wzrok od swojej kartki i przeniósł ją w stronę, skąd dobiegł, znajomy mu już głos. Chłopak w czapce pochylał się nad swoją pracą i spoglądał na nią. A kiedy się odchylił, tym samym pokazując Mulatowi kawałek swojej pracy, brunet skrzywił się lekko. To, co znajdowało się na kartce drugiego chłopaka było poniżej normy. Zayn naprawdę nie chciał na to patrzeć, ale usłyszał jęk i nie mógł się powstrzymać – Pali licho tą plastykę – Zayn oglądał jak chłopak odkłada swój ołówek i wzdycha z wielką rezygnacją. Pan Benett zniknął w schowku, więc Malik rozejrzał się po sali. Każdy zajęty był swoją pracą i nie zwracał na niego uwagi. Dlatego też wstał i sięgając po kilka ołówków i swój stołek, przesunął się tuż obok chłopaka. To w ogóle nie było w jego stylu, aby pchać się obok drugiego człowieka, ale coś mu podpowiadało, że tak trzeba. Obcy chłopak na początku jakby w ogóle go nie zauważył, dopiero, kiedy Zayn usiadł na krześle i wcisnął w jego dłoń jeden z swoich miękkich ołówków, podniósł głowę. Jednak jego to nie obchodziło. Chwycił dłoń chłopka w swoją i zaczął nią swobodnie manewrować poprawiając, mazaje chłopaka.
- Widzisz? Linia giętka, płynna i ruchliwa. Jak woda, albo wijące się rośliny, wiesz jak wygląda wić? To tak, jakby to żyło na rysunku własnym życiem. Naturalnie w potocznym sensie. Nie proste linie, jak tam – powiedział puszczając dłoń chłopaka i wskazując portret, który robiła dziewczyna obok nich. A potem coś sobie uświadomił. I dotarło to do niego z zdwojoną siłą. Spojrzał, więc na twarz chłopaka i ujrzał szmaragdowe przeszywające go tęczówki – Ja… Ja przepraszam, naprawdę – wyjąkał. Nigdy nie miał problemów z mówieniem, ale przez to, co zrobił. Przez to, że naruszył przestrzeń osobistą tego chłopaka.
- Hej. Nie przepraszaj – odpowiedział zielonooki chłopak, w tym samym czasie, w którym zadzwonił dzwonek. Każdy z uczniów zerwał się w swojego miejsca, a oni we dwoje nadal siedzieli w tym samym miejscu. Zayn nie wiedział czy ma uciekać, czy pozostać i poczekać, aż ten drugi ucieknie. Kiedy sala opustoszała, zdał sobie sprawę, że nadal wpatruje się w chłopaka. Spuścił wzrok, zbierając swoje ołówki – Zaczekaj! - mruknął do niego, łapiąc go za dłoń – Dzięki. To było miłe z twojej strony. Ulitowałeś się nad beztalenciem takim jak ja. To nie moja działka, ale chodzić na zajęcia muszę. Chociaż nie chcę – dodał po namyśle. Zayn zmarszczył brwi – Ale ty chyba wręcz przeciwnie – powiedział chłopak. Malik wzruszył ramionami, po czym ponownie na niego spojrzał – Jestem Harry Styles. Szkolny szaleniec – Harry wyciągnął w jego stronę swoją dłoń. Oczywiście uścisnął ją. Nie chciał wyjść na niemiłego.
- Zayn Malik – przedstawił się, ale nie miał pojęcia, jak mógłby się określić.
- Malarz – Ciemnooki wzruszył ramionami i puścił dłoń chłopaka – Okej. No to do zobaczenia jutro Zaynie Maliku.
Harry pochwycił swoją torbę, po czym wyszedł z sali nie odkręcając się ani na chwilkę. Brunet pozostał sam ciągnąc swoje krzesło na odpowiednie miejsce i porządkując swoje stanowisko pracy.
- Godne podziwu Zayn – Wystraszył się słysząc głos nauczyciela za swoimi plecami, ponieważ całkiem o nim zapomniał – Pomoc komuś, kto tak bardzo nie lubi sztuki jak on – zaśmiał się mężczyzna – Okej. Jesteś wolny. Widzimy się jutro? - Kiwnął głową, po czym sięgnął po swoją torbę i wyszedł z sali. Idąc do swojej szafki, zastanawiał się jak to się stało, że kogoś poznał. Przecież tak bardzo się przed tym wzbraniał. Nie chciał przechodzić przez to, co miało miejsce rok temu. Obiecał sobie, że w spokoju skończy szkołę, a potem przeprowadzi się do Danielle do Londynu.
Powrót do domu był krótki i niezbyt męczący, aby było trzeba odpoczywać. W domu nie było nikogo, ale nie na długo, bo kiedy skończył się przebierać Owen wrócił do domu. Zayn poszedł do kuchni, gdzie jego wujek przygotowywał obiad.
- Chcesz ze mną porozmawiać? - zapytał mężczyzna. Zayn nalał sobie do szklanki soku i usiadł przy wysepce kuchennej spoglądając na jego poczynania. Wzruszył ramionami w tej samej chwili, w której wujek na niego spojrzał – Jak w szkole? Podobała ci się lekcja plastyki? Mam nadzieje, że Roman Barnett był dla ciebie miły.
- Nazwał cię starym durniem i powiedział, żebym nie wierzył w to, co o nim powiesz – powiedział Malik. Tak naprawdę ten dzień mógł uznać za udany. Bo chociaż wydarzyło się to, co się wydarzyło, przetrwał to.
- Stary poczciwy Roman. Zazwyczaj jest bardzo zabawny, ale nie przejmuj się nim.
- Dlaczego nie powiedziałeś, że jest twoim przyjacielem? - zapytał Zayn. Mężczyzna spojrzał zaskoczony.
- Sam nie wiem. Chyba nie chciałem, abyś poczuł się w jakiś sposób kontrolowany. Przepraszam, jeśli się tak poczułeś – wyjaśnił Owen, nakładając na talerz obiad.
- W porządku.
Reszta obiadu minęła w pozytywnym nastroju. I mimo iż Zayn nie odzywał się prawie wcale, to był zadowolony. Uwielbiał słuchać opowieści Owena, nawet o tak błahych sprawach ja wybór kwiatów do nowego ogrodu. Bo to było coś, przy czym mógł oderwać się od kłębionych się w jego głowie myśli. Kiedy obiad dobiega końca, chłopak zaproponował, że pozmywa naczynia, dając tym samym wujkowi chwile dla siebie. Sprzątniecie kuchni i pozmywanie naczyń nie należy do jego ulubionych czynności, ale chce mu się jakoś odwdzięczyć, za przygarnięcie go i znoszenie jego ciągłego milczenia. A potem, kiedy był już w swoim pokoju usiadł na swoim ulubionym miejscu, jakim był parapet i postanawia dokończył swój rysunek. Te dłonie musiały uratować biedne drzewo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz