wtorek, 17 grudnia 2013

11

Zdenerwowanie było jedną rzeczą, której Zayn w sobie nie lubił. Wręcz nienawidził. Krzątał się po swoimi mieszkaniu czekając na osobę, którą polecił mu Niall. Musiał znaleźć kogoś do opieki nad Lux. Oczywiście nie miał za złe Louisowi za to, że ten nie mógł się nią zająć. Nadal był w kiepskim stanie i Mulat nawet nie wyobrażał sobie zostawienie ich samych sobie. Jednak był lekko zakłopotany, kim była tajemnicza dziewczyna. Nawet nie miał okazji z nią porozmawiać, bo to Horan do niej zadzwonił i powiedział gdzie miała przyjść. Więc kiedy zabrzmiał dzwonek do drzwi Malik spanikował, ale ostatecznie je otworzył. Na progu zastał młodą dziewczynę. Mogła mieć najwięcej dwadzieścia lat. Jej wygląd świadczył o tym, że nie była przeciętną dziewczyną. Miała liliowe włosy splecione w luźnego warkocza. Mocny makijaż i różowe usta odznaczały się na jej twarzy. Na jej biodrach wisiały luźne spodnie ze ściągaczami u dołu. Jej płaszcz był rozpięty, więc chłopak zauważył, że miała na sobie krótką bluzkę, która odsłaniała jej brzuch.

- Cześć. Jestem Perrie – powiedziała do niego, machając przy tym dłonią.

- Zayn jestem i cieszę się, że przyszłaś, bo naprawdę nie mam nikogo innego – jęknął ciemnooki i wpuścił ją do środka. Dziewczyna zdjęła swój płaszcz i powiesiła go na wieszaku.

- Bardzo się cieszę, że zadzwoniłeś. Przez Sebastiana nie zostałam wcielona do ekipy Harry’ego! Nie mam obecnie pracy, a za czynsz muszę zapłacić. Nie martw się! Znam się na dzieciach, chociaż jestem tylko fryzjerką – Zayn kiwnął głową, a potem oparł się o framugę i zupełnie nie wiedział, co ma powiedzieć. Nigdy nie był w sytuacji, w której musiał pozostawić Lux z kimś obcym.

- Więc… Będziesz miała pod opieką dwójkę – mruknął chłopak. Perrie spojrzała na niego zaskoczona.

- Niall powiedział tylko o małej dziewczynce – Zayn kiwnął głową, a potem zastanowił się, kim dla Harry’ego była owa dziewczyna

- Jak blisko jesteś z Harrym? - zapytał w końcu. Perrie spoglądała na niego spod wachlarza swoich rzęs, po czym wytrzeszczyła oczy i klasnęła w dłonie.

- O matko! Tak! Już wiem! Ty jesteś przyjacielem tego chłopaka z którym spotyka się, Hazza! - prawie wykrzyczała - Tak, jestem blondynką – Zayn wzruszył ramionami.

- Myślę, że powinnaś tu nocować podczas mojej nieobecności. Louis nie jest w stanie normalnie funkcjonować, a ja muszę wyjechać do Nowego Jorku – jęknął chłopak – Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Za cztery godziny mam samolot, a nawet się nie spakowałem! - Perrie podeszła do niego bardzo szybko, widząc jak roztrzęsiony jest. Położyła mu jedną dłoń na ramieniu, a drugą odsunęła mu włosy z czoła.

- Spokojnie Zayn. Wszystko jest okej. Zaprowadzisz mnie do tej dwójki, przywitam się z nimi, a potem pomogę ci się spakować. Dobrze? - To było dziwne, jak szybko Zayn uspokoił się tylko dzięki głosowi dziewczyny. Kiwnął niepewnie głową, a potem oboje pokierowali się w stronę sypialni. Louis i Lux byli na łóżku. Oboje jakby nieobecni. On leżąc na wznak wpatrywał się w sufit, a ona tuż obok niego siedziała bawiąc się swoimi zabawkami.

Perrie była lekko zaniepokojona widokiem szatyna całkiem wypranego z emocji. Nie wiedziała, co dokładnie wydarzyło się pomiędzy nim a Stylesem, ale była pewna, że musiało to być coś poważnego. Nigdy nie widziała nikogo tak przybitego. Podeszła powoli do łóżka, przykuwając tym uwagę Lux. Dziewczynka odłożyła swoją zabawkę i jej spojrzenie rozjaśniło się na widok niesamowitych włosów dziewczyny.

- Cześć kochanie – powiedziała Perrie, wyciągając ręce w stronę małej. Podniosła ją szybko do góry, a potem przytuliła do siebie – Jak masz na imię, robaczku?

- Lux – mruknął Tomlinson, nadal wpatrując się w sufit.

- Nie mówi jeszcze tak dużo – wyjaśnił Zayn. Dziewczyna pokiwała głową – Właściwie nie wiem, dlaczego.

- Nie martw się. I tym się zajmę. Po tygodniu twoja córka, będzie gadała jak ja – Zayn chciał wyjaśnić, że Lux nie jest jego córką, ale Louis go uprzedził.

- To nie jest jego córka. Jest jej opiekunem. Powinieneś jej to wcześniej powiedzieć, Zayn – Malik przewrócił oczami, po czym kiwnął głową, kiedy Perrie spojrzała na niego zaskoczona. Nie miał kiedy jej powiedzieć – Zayn zawsze zapomina o ważnych rzeczach.

- A ty czasami zachowujesz się jak dupek – mruknęła pod nosem Edwards. Zayn uśmiechnął się na jej docinek, ale nie powiedział nic – Okej Lux. Ja jestem Perrie i będę się tobą opiekować przez jakiś czas.

- Ciocia? - powiedziała dziewczynka uśmiechając się do kobiety – Ciocia? - powtórzyła spoglądając na Zayna. Żadne z nich nie wiedziało jak mają określić swoją znajomość, ale coś im mówiło, że określenie jakie podała Lux, nie było dobre.

- Nie kochanie. Mów do mnie Perrie, dobrze? - Louis zaśmiał się pod nosem, pokazując swoją obecność w pomieszczeniu. Tak jakby ktokolwiek o nim zapomniał.

- Pejje – wykrzyczała radośnie mała. Zayn uśmiechnął się pod nosem na dźwięk jej głosu. Uwielbiał słuchać jak wypowiadała słowa. Nie był zdziwiony, że jej pierwszym słowem był ‘Louis’. Potem wypowiedziała jego imię. Nie miała z nim żadnego problemu. Czasami mówiła też inne słowa, ale Zayn nie miał czasu uczyć jej niczego nowego. Ciągle pracował, a czas wolny spędzał na wylegiwaniu się na kanapie razem z nią lub chodzeniu do parku.

- Tak kochanie. Tak mam na imię. Poćwiczymy nad twoją wymową. Pamiętam jak moja mała kuzynka była w wieku Lux. Takie małe dzieci trzeba uczyć nowych słów. Inaczej będą wyłapywać same złe – wyjaśniła Perrie – Dobrze, że z Lux nie będzie problemu.

- Louis ma złamane żebra i jak na razie nie może się wysilać. Bierze leki przeciwbólowe i dużo sypia – Louis warknął głośno, po czym nakrył się kocem. Nie chciał, aby Zayn opowiadał wszystkim dookoła o jego dolegliwościach. Wystarczyło mu, że wiedział o tym Niall i Liam. Nie pozwolił nawet powiedzieć o tym Melanie – Jest ciągle niezadowolony, ale to wszystko wina leków. Nie przejmuj się nim. Oprócz tego jest przyjazny dla ludzi – Perrie kiwnęła głową, nadal tuląc do siebie Lux. Wyglądali razem rozkosznie. Jakby od zawsze ta mała dziewczynka pasowała do tej dziewczyny z fioletowymi włosami.

- Nie przeszkadza mi, dopóki nie rzuca we mnie przedmiotami – Brunet zaśmiał się kręcąc głową z niedowierzania. Czyżby Harry tak właśnie robił, kiedy był niezadowolony? - Okej. Ja i Lux pójdziemy coś zjeść. A ty się dopakuj, dobrze? - Mulat kiwnął głową i pozwolił dziewczynie wyjść z pomieszczenia. Kiedy zniknęła za drzwiami podszedł do swojej walizki i powoli wkładał do niej ciuchy, które miał naszykowane. Louis odkrył z siebie koc i podniósł się bardzo powoli do pozycji siedzącej.

- Podoba ci się, tak? - zapytał, spoglądając na przyjaciela. Zayn przerwał pakowanie walizki i zerknął na niego zaskoczony. Westchnął zrezygnowany i pokręcił przecząco głową.

- Nie Lou. To nie o to chodzi – wyjaśnił powoli, a potem zamyślił się na chwilkę – Po prostu wydaje się być dobra dla Lux. Nie widziałeś jak na nią patrzyła. Nigdy nie spotkałem kobiety, która patrzyłaby na nią z taką troską.

- Może dlatego, że żadnej nie dałeś się do niej zbliżyć? - Nie odpowiedział. Wrócił do pakowania ubrań i zostawił go bez odpowiedzi.


|WOA|


Kiedy Zayn opuścił swoje mieszkanie po piętnastu minutach zapewnień Perrie, że wszystko będzie dobrze, dziewczyna zabrała się za sprzątanie kuchni. Zrobienie obiadu nie zajęło jej wiele czasu, bo wbrew pozorom Zayn miał pełną lodówkę. Zdziwiła się tym lekko, ale i bardzo ucieszyła, bo to świadczyło o jego zaangażowaniu. Umyła naczynia i odstawiła je na suszarkę, a potem powycierała wszystkie blaty i sprzątnęła resztki do lodówki. Po obiedzie podała Louisowi leki przeciwbólowe i pomogła mu przejść do salonu. Nie rozmawiali przy tym za wiele. Nie chciała na niego naciskać, zważywszy na fakt, że nie wiedziała nic o jego sytuacji i tym, co wydarzyło się w minionym okresie. Nie chciała, aby cokolwiek przeszkadzało mu w odpoczywaniu, dlatego też położyła spać Lux w sypialni. Mała była zmęczona ciągłymi rozmowami, jakie jej zafundowała, więc bez problemu usnęła w swoim łóżeczku. Perrie nigdy nie spodziewała się, że będzie w takiej sytuacji. Nie była opiekunką do dziecka, a fryzjerką. Fryzjerką Harry’ego. Oczywiście nie winiła go za nic. Nie mogła. Kochała go jak brata i wiedziała, że to nie od niego zależało. Harry zawsze był dla niej dobry i chociaż czasami po pijaku rzucał w nią różnymi rzeczami, zawsze mu wybaczała. Był zbyt słodki żeby się na niego gniewać. Mieszkając w Tower Hamlets, nie mogła pozwolić sobie na bezrobocie. Musiała łapać się innych prac, a skoro takowa była (nawet, jeśli nie w jej zawodzie), to dlaczego miałaby ją odrzucić. Zresztą… Niall zadzwonił do mniej i poprosił o to. Mówił, że nie będzie tego żałować. I nie żałowała. Lux była słodkim dzieckiem, a Zayn… Całkiem przystojnym opiekunem Lux. Z początku myślała, że jest on młodym ojcem, którego zostawiła dziewczyna, ale potem wszystko się wyjaśniło. Zaskoczyło ją to, że mężczyzna tak szybko jej zaufał. Może to dzięki temu, że mieli wspólnych znajomych? Perrie zajrzała do salonu i zobaczyła, że Louis miał zamknięte oczy. Jego klata piersiowa powoli wznosiła się i opadała. Spał. Leżąc rozciągnięty na kanapie z jedną ręką pod głową, a drugą zwisającą swobodnie z kanapy wyglądał komicznie, ale nie chciała mu przeszkadzać, więc wróciła do kuchni.


|WOA|


Dochodziła siedemnasta, kiedy Perrie zaczęła przygotowywać kolację. Była pewna, że kiedy Louis obudzi się będzie głodny, więc nie będzie miała wtedy za dużo czasu. Postanowiła, więc przygotować wszystko wcześniej. Kroiła marchewkę, kiedy ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Zdziwiła się lekko, po czym wyszła do przedpokoju. Zajrzała jeszcze do salonu gdzie szatyn nadal nie dawał znaku życia z kanapy. Otwierając drzwi nie wiedziała, czego może się spodziewać, ale na pewno nie tego, co tam zobaczyła. Harry stał na wycieraczce w ciemnym płaszczu i czarnym Beanie. Na ramieniu miał skórzaną torbę, a dłonie okryte rękawiczkami. Wyglądał na zmarzniętego. Jego oczy były lekko przestraszone, ale była w nich też jakaś ulga. Perrie zdziwiła się jego obecnością, ale i cieszyła się, że go widzi.

- Perrie? - zapytał chłopak, wchodząc do środka. Zamknął za sobą drzwi i upuścił na panele swoją torbę – Co tu robisz, piękna? - Dziewczyna uśmiechnęła się czule, a potem wpadła w jego rozłożone ramiona i objęła go swoimi. Gładziła go czule po plecach, napawając się tą chwilą – Tak dawno cię nie widziałem. Wyglądasz pięknie – skwitował, kiedy się od siebie odsunęli.

- Ty też wielkoludzie – mruknęła dziewczyna – Wyglądasz całkiem inaczej. Ale to pewnie przez tę czapkę. Rozbierz się, mm?

- Skąd znasz Zayna i gdzie on jest? - zapytał chłopak, zdejmując czapkę, buty i płaszcz.

- Poznałam go dziś – uśmiechnęła się – Niall zadzwonił do mnie i poprosił, abym przyjechała tu i zaopiekowała się Lux. Zayn wyjechał na tydzień do Nowego Jorku. Nie mam pojęcia, po co. Był w lekkim dołku, kiedy tu przyszłam. Ale jest okej! Zgodziłam się, bo i tak nie mam co robić.

- No jasne. Wszystko przez Sebastiana – jęknął Styles. Perrie położyła mu rękę na ramieniu i uśmiechnęła się słabo.

- Nie myślmy teraz o tym. Lux śpi w sypialni, a Louis na kanapie – Na samą myśl zobaczenia niebieskookiego, Harry uśmiechnął się. W jego sercu zrobiło się ciepło i nie mógł się tego doczekać.

- Pójdę zobaczyć, co z nim – Perrie pokiwała głową, a potem przepuściła go i weszła do kuchni. On sam podążył do salonu, gdzie zastał szatyna śpiącego na kanapie. Leżał na wznak z rękami na swojej klatce piersiowej. Jego twarz nadal zdobiły purpurowe ślady, a każdy oddech jakby przysparzał mu tylko bólu. Harry nie chciał go widzieć takiego zranionego. Chciał, aby było z nim wszystko dobrze. Nie mógł sobie wybaczyć, że pozwolił na to wszystko. Ukucnął obok niego i spojrzał na jego usta, które rozciągały się w mały grymas. Były malinowe. Takie jak je zapamiętał. Podniósłszy rękę przesunął opuszkami palców po jego policzku. Poczuł ciepło bijące od drugiej osoby. Tomlinson poruszył się lekko i spod jego powiek zaczęły się wyłaniać niebieskie tęczówki. Był mocno zaspany i skrzywił się na widok Harry’ego.

- Dlaczego w każdym śnie mnie nawiedzasz, Harry – jęknął cicho, po czym ponownie przymknął oczy. Mruczał coś pod nosem, kiedy Harry poprawiał jego koc.

- Śpij jeszcze, kochanie – wyszeptał, odgarniając mu grzywkę z czoła. Louis zasnął ponownie, a Harry wyszedł do kuchni. Perrie kończyła przygotowywać kolacje, więc usiadł przy stole – Przebudził się na chwilkę, ale potem zasnął. Majaczył coś przez sen.

- To przez te leki. Zayn powiedział, że musi je brać, bo inaczej go boli i jest nie do wytrzymania. Chyba nie chcę wiedzieć jak złamał żebra – Gwiazdor kiwnął smutnie głową, a potem przysunął w swoją stronę kubek z herbatą, który zrobiła mu dziewczyna.

- Wczoraj po koncercie zwolniłem Sebastiana – powiedział szybko. Panna Edwards odwróciła się w jego stronę i spojrzała na niego zaszokowana – Nie mogłem pozwolić, aby nadal rządził moim życiem, jakby było jego – westchnął. W rzeczywistości tak było. Sebastian kierował jego życiem jak chciał. Tak jakby był jego marionetką - Wykorzystywał mnie, ale to już koniec. Od teraz Liam zajmie się wszystkim. Jest bystry i da sobie radę. Jestem tego pewien. Nie zrobi mi tego, co Sebastian. Za długo go znam. Jest moim przyjacielem – Spojrzał na nią, a ona kiwnęła głową na znak, że się z nim zgadza - Odzyskasz pracę i będziemy się widywać częściej. Będę miał więcej czasu dla przyjaciół.

-Cieszę się, że wreszcie robisz coś dla siebie, kochanie. Ciągła praca nikomu nie wyszła na dobre. Szczególnie teraz. Louis cię potrzebuje. Słuchaj – powiedziała podchodząc do niego – Nie wiem, co wydarzyło się między wami, ale on jest naprawdę przybity. Chciałabym go poznać takiego jak mi o nim opowiadałeś, wiesz? - Brunet kiwnął głową. Sam chciałby widzieć go takiego jak ostatnio. Uśmiechniętego, radosnego i takiego opiekuńczego – Lux za chwilkę powinna wstać. Musi zjeść kolację.

- Pójdę i zobaczę czy się nie obudziła – mruknął, po czym wyszedł z kuchni, kierując się w stronę sypialni.

Kiedy znalazł Lux, nie spała już. Jej piękne oczy otworzone były szeroko, a ona sama leżała w łóżeczku ze smoczkiem w ustach. Smoczek wypadł jej z ust, kiedy spostrzegła chłopaka. Uśmiechnęła się wesoło i podniosła do pozycji siedzącej.

- Hajjiii, Hajjii – wołała unosząc rączki do góry. Brunet uśmiechnął się do niej i podniósł w swoje objęcia. Od razu przytuliła się do jego szyi, pragnąc być blisko niego. Nie widziała go bardzo długo i tęskniła tak bardzo, jak on tęsknił za nią.

- Od kiedy kochanie wiesz jak wymówić moje imię? Jesteś taka śliczna – westchnął – Wujek Louis nie żartował mówiąc, że rośniesz i piękniejesz.

- Louiś – mruknęła mała, co rozśmieszyło chłopaka – Ujek. Niunia śpała. Pejje – Harry przysłuchiwał się jej poczynaniom i mógł śmiało stwierdzić, że zaczynała robić postępy w mówieniu. Oczywiście najbardziej podobało mu się jak wypowiadała jego imię.

- Zabiorę cię teraz do kuchni, do Perrie, ale musisz mi obiecać, że nie będziesz krzyczeć. Wujek Louis śpi i nie możemy go obudzić – dziewczynka poklepała go po ramieniu, więc zabrał ją do Perrie. Dotrzymała obietnicy i była naprawdę cicho.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz