piątek, 20 grudnia 2013

Prolog

Harry uwielbiał filmowe wieczory, które spędzał razem z Louis’m, leżąc na jego podołku i objadając się niezbyt zdrowym, ale za to jakże pysznym popcornem. Palce Louis’ego były wplecione we włosy Harry’ego, okręcając każdego loka i Louis był szczerze zadziwiony z jaką szybkością powracały do pierwotnej postaci.

Harry zamruczał, gdy druga dłoń Louis’ego zaczęła tworzyć rozmaite znaki i kształty na jego brzuchu, powodując delikatne łaskotki.

I takie pozycje naprawdę nie były niczym dziwnym. Przynajmniej dla nich.

Harry i Louis byli najlepszymi przyjaciółmi od wieków, ludzie nazywali ich papużkami nierozłączkami, poprzez ich pragnienie ciągłego kontaktu ze sobą. Poznali się w liceum, gdy szesnastoletni Harry przypadkowo wylał swój sok na nową pasiastą bluzkę o dwa lata starszego Louis’ego. I jakoś tak, pomalutku ich więź zacieśniała się, aby skończyć na największej przyjaźni obecnych czasów.

Harry’emu nie przeszkadzało to, że ludzie posyłają im krzywe spojrzenia, gdy siadali sobie na kolanach czy jedli obiad jednymi sztućcami. Chłopcy nierzadko spotykali się z nieprzychylnymi opiniami, groźbami czy oszczerstwami rzucanymi na temat ich orientacji, ale nie przejmowali się tym, ponieważ… tak, oboje byli homo. Takie coś w ich rodzinnej miejscowości było nie do pomyślenia, więc, gdy tylko skończyli liceum, czym prędzej uciekli do Londynu. I tak zakończyli jako współlokatorzy, mogąc okazywać sobie uczucia dwadzieścia cztery godziny na dobę.

- Jestem taaaaki zmęczony – bąknął Louis, przecierając dłonią oczy i otrzymując zduszony jęk od Harry’ego, pozbawionego kojącego dotyku Louis’ego.

- Czym? – zachichotał młodszy chłopak, wpatrując się z rozbawieniem w oszałamiająco niebieskie tęczówki bruneta. – Cały dzień przeleżałeś na tej kanapie, obżerając się pizzą i popcornem.

- Ohohohoho! – przewrócił oczami Louis, jęcząc, gdy Harry uderzył go otwartą dłonią w ramię. – To był twój pomysł! I ty robiłeś dokładnie to samo.

- Coś ci się nie podobało? – podniósł zalotnie brew Harry, uśmiechając się głupkowato. – Wolałbyś snuć się bezmyślnie po Londynie, jak przykładowo, hm… - pauza – wczoraj, razem z naszymi ‘best friends forever’?

I to naprawdę była jedyna rzecz, której Harry i Louis mogli mieć dość w swoim pięknym życiu. I ta rzecz miała nawet imiona: Liam i Zayn.

Liam Payne – jeden z kumpli Harry’ego, dwudziestoletni brunet. Typ intelektualisty, raczej samotnik, niedawno nieszczęśliwie zakochany w Emily, nadal nie potrafi się po tym otrząsnąć. Ciągle ma nadzieję na swoją księżniczkę (lub księcia, dopowiedziałby Louis) z bajki.

Zayn Malik – przyjaciel Louis’ego, także dwudziestolatek, obsesyjnie zakochany w swoich cudownych włosach, najczęściej ułożonych w quiffa. Typ buntownika, imprezowicz, podobno szukający znajomości na jedną noc, ale chłopcy zauważyli, że to tylko przykrywka dla jego romantycznej natury.

- Tak, kolejne spotkanie z nimi to szczyt moich marzeń – parsknął z wyczuwalną ironią Louis, kręcąc bezmyślnie głową. – Mam już tego dosyć.

Przytaknąłem, obserwując akcję rozgrywającą się na ekranie. Oglądaliśmy jakąś tanią komedię romantyczną, opierającą się na zdradach, kłótniach i wielkim, szczęśliwym zakończeniu, ale niestety, Louis właśnie takie uwielbiał.

- Czy oni naprawdę nie mają żadnego towarzystwa, tylko łażą za nami wszędzie, o każdej porze dnia i nocy? – westchnął ponownie Louis, wypuszczając powietrze ze świstem.

Harry otworzył dotąd przymknięte powieki i od razu poczuł, że to był jego najgorszy pomysł dzisiejszego dnia. Louis miał na twarzy przyklejony ogromny, szeroki uśmiech, któremu towarzyszyły błyszczące, mocno niebieskie oczy z iskierkami szczęścia. I to od zawsze znaczyło tylko jedno…

- Nie, błagam nieee! – krzyknął, ale czuł, że było już za późno.

Louis. Miał. Plan.

- Oh, jak ty dobrze mnie znasz, Szkarbeńku – oblizał dolną wargę, oczyszczając gardło, żeby zacząć przemowę, a Harry jęknął w duchu, bo nie było już odwrotu.

Louis miał cholerny, pieprzony plan, który zapewne uwzględniał go. I nie byłoby w tym nic strasznego, naprawdę Harry był świetnym przyjacielem i zawsze chciał pomóc swojemu najlepszemu kumplowi, ale dziewięćdziesiąt dziewięć procent planów Louis’ego kończyło się fiaskiem.

Raz, jeszcze w liceum, Louis słynący z ducha romantyka, chciał wejść na dach szkoły o zachodzie słońca. Pomimo długich sprzeciwień Harry’ego i próśb, żeby tego nie robić, Louis był niepokonany – w jedną piękną, majową noc skończyli na najwyższym wierzchołku dachu szkoły, obserwując zachodzące słońce. To nie było tak piękne, jak nad morzem, ale Harry naprawdę czuł się wspaniale, siedząc koło Louis’ego i trzymając jego dłoń. Wtedy, gdy Louis nachylił się w jego stronę, aby strzepnąć rzęsę z jego policzka, Harry na jeden, krótki moment poczuł trzepotanie w brzuchu. To było chwilowe uczucie, ale kędzierzawy zdążył je pokochać, oczywiście nie mówiąc o tym nic starszemu chłopakowi. To była chyba jedyna z tajemnic Harry’ego.

A wracając do planu, chłopcy wdrapali się tam już po lekcjach, mówiąc mamom, że spędzą popołudnie u Mike’a – ich wspólnego znajomego. Louis nie przewidział tylko tego, że szkoła zostanie zamknięta i nie będą mieli jak wydostać się na zewnątrz. Uratował ich telefon do mamy, która ściągnęła władze szkoły i wypuściła przestraszonych, ale szczęśliwych nastolatków.

Harry mógłby wymienić jeszcze kilkanaście takich sytuacji, gdzie skrzętnie przygotowany plan Louis’ego zawodził, ale był zbyt leniwy, więc po prostu przeczesał swoje bujne loki, oczekując na pierwsze słowa przyjaciela.

- Tylko proszę, mów krótko, jestem zmęczony – dodał jeszcze, krzywiąc się, gdy Louis przewrócił oczami.

- Trzeba ich wystawać – oświadczył prosto Louis, a Harry zadławił się popcornem, który ciągle przeżuwał. Louis wstał, klepiąc kumpla po plecach, a gdy wreszcie Harry odchrząknął, zajął się sprzątaniem popcornu, który razem z miską wypadł z rąk Harry’ego.

- Co?! – pisnął Harry zmienionym głosem, a Louis zachichotał, otrzymując jęk od strony młodszego chłopaka. – Czekaj, jeszcze raz… CO?!

- Tak jak powiedziałem – Louis uśmiechnął się krzywo i chełpliwie, nie chcąc wyjaśnić niczego więcej. – Wiesz, Zayn i Liam razem.

- To, um.. nie… nie, to nie… niemożliwe – wyjąkał Harry, brzmiąc jak zdesperowana i zdenerwowana nastolatka. – Kurwa, Louis oszalałeś?

- Nie, koteczku, ale miło, że się o mnie troszczysz – mruknął ironicznie Louis. – Nadal będziemy bezczelni czy damy mi wreszcie dojść do głosu? – podniósł brwi starszy chłopak, wplatając palce we włosy Harry’ego, a ten przeklął pod nosem, bo Louis dobrze wiedział, że ten ruch go relaksuje.

- Mów.

- Dziękuję kotku. Pomyślałem, że skoro Liam i Zayn są tacy samotni, trzeba im znaleźć kogoś, z kim mogliby spędzać czas. A gdyby jeszcze się w sobie zakochali, mielibyśmy od nich całkowity spokój. Voilà! – pstryknął palcami Louis.

Harry kolejny raz pokręcił głową. – To niemożliwe, bo Liam jest hetero, a Zayn…

- Zayn jest gejem, Harry – przerwał Louis. – I proszę cię, nie pieprz, to oczywiste, że Liam także jest homo, lub co najmniej bi, przecież wiesz, jak patrzył na tego chłopaka w sklepie.

To prawda, Harry przypomniał sobie, że wczoraj w supermarkecie był tak cholernie przystojny facet, wyglądający na około dwadzieścia lat i sam chciał do niego podejść i poprosić o numer. Ale coś nie pozwalało mu tego zrobić…

Natomiast Liam cały czas pożerał mężczyznę wzrokiem, będąc za bardzo nieśmiałym na wykonanie jakiegokolwiek ruchu.

- Tak, tu muszę się zgodzić – pięść Louis’ego poszybowała w górę, a Harry zachichotał na głupotę starszego chłopaka. – Ale wiesz, Liam nie jest zbyt otwarty na nowe znajomości, a Zayn… on prowadzi takie rozrywkowe życie, nie wiem, czy to dobry pomysł.

- To świetny pomysł, Harry! – wykrzyknął z entuzjazmem Louis.

- Uhhh – jęknął w odpowiedzi kędzierzawy. – Myślisz, że postawisz ich przed sobą, powiesz ‘zakochajcie się w sobie’ i będziesz miał ich z głowy? To tak nie działa, Lou.

- Dlatego muszą poznać się, porozmawiać wcześniej… Myśl, Louis, myśl! – Harry przewrócił oczami, bo takie wypowiedzi były na poziomie sześciolatka lub… cóż, Louis’ego.

Po kilku minutach głuchej ciszy, przerywanej jedynie przez odgłosy lodówki, pralki i tykanie zegara, oczy starszego chłopaka zabłyszczały i Harry stracił wszystkie wątpliwości, czy może udałoby mu się odwieść przyjaciela od tego planu.

- Agencja matrymonialna – powiedział tajemniczo Louis, a gdyby nie to, że Harry przestał jeść popcorn po ostatnim ‘wybuchu’, teraz na pewno by się nim zakrztusił. – Wiesz, coś w stylu tych reklam: ‘z nami znajdziesz miłość swojego życia!’.

- Bez urazy, Loui, ale twoje dzisiejsze plany są delikaaatnie beznadziejne – przeciągnął, jakby to miało sprawić zdanie mniej złośliwym i nie chcąc urazić przyjaciela.

- Tak, tak, Harry, ty dzisiaj też – przewrócił oczami zniecierpliwiony chłopak. – Widzę, że nadal nie rozumiesz. Wiem, że Liam jest nieśmiały, a Zayn to raczej typ buntownika, ale co by było gdyby to los ich połączył? Harry, to jest świetny plan! – pisnął Louis z chichotem. – Oczywiście, gdyby naprawdę to magia miała decydować nad zakochaniem się w sobie chłopaków, nic by z tego nie wyszło. Ale co, gdybyśmy to byli my?

- Chcesz dawać usługi matrymonialne? – zapytał Harry, nadal za bardzo nie ogarniając zaistniałej sytuacji.

- Nie, głuptasie! Chcę udawać, że złożyliśmy papiery Liama i Zayna do takiej agencji, a tak naprawdę zrobić to samemu, w domu! Wystarczy dać im jakiś podrobiony kwitek i ich numery telefonów.

Harry zagryzł dolną wargę, bo cóż… to w sumie mogło się udać. Nie mieli nic do stracenia – albo Liam i Zayn zakochają się w sobie i wreszcie od nich otrzepią albo nic z tego nie wyjdzie i będzie tak jak dawniej. Jednak szybko przybyły do niego złe myśli, nie pozwalając mu na wydobycie z siebie słowa.

- Hmm, Haz? Co sądzisz?

- Nie wiem, Loui – przyznał szczerze Styles. – To… to nie jest takie złe, ale nie wiem czy się uda.

- Ha-a-arry! – westchnął starszy chłopak, przyciągając przyjaciela do siebie i mierzwiąc jego włosy. – Proszę?

Harry mógł zrezygnować, wytłumaczyć się wyrzutami sumienia, czy tym, że nie potrafiłby tak oszukiwać Liama, ale jeden rzut oka na błagalne spojrzenie Louis’ego, na piękne, błyszczące, o głębokim, niebieskim odcieniu oczy, na zmierzwione, roztrzepane włosy wystarczył, aby Harry zapomniał o wszystkich negatywnych stronach tego planu.

- Obiecuję, że jeśli coś pójdzie źle, wycofamy się z tego. A gdyby się zorientowali, że to my, wezmę całą winę na siebie – dodał jeszcze dwudziestodwulatek.

- Dobrze, Lou – mruknął w końcu Harry z nieśmiałym uśmiechem.

- Dziękuję, Hazza! Uda się, zobaczysz!

I Harry naprawdę starał się ignorować znajome trzepotanie w brzuchu, gdy Louis przycisnął go do siebie, składając na jego policzku soczysty pocałunek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz