Harry nie powiedział nikomu o nocy spędzonej w ramionach Louisa. Nie to, żeby nie miał komu powiedzieć. Zwyczajnie nie chciał tego robić. A sam fakt, że Niall wiedziałby, przyprawiał go o wyrzuty sumienia. Czy coś?.. Liam zaś pewnie prawiłby mu kazania dotyczące etycznego zachowania, czy też namawiałby go, aby dał sobie spokój. Bo przecież według niego Harry zachowywał się dziwnie właśnie przez Tomlinsona. Ciekawe tylko, dlaczego to właśnie Payne poprosił szatyna o spotkanie się z gwiazdorem? Styles oczywiście wiedział, że prawdopodobnie chłopak nie chciał go teraz widzieć (mógłby być teraz zmieszany zaistniałą sytuacją, albo Bóg wie, co mógł o nim myśleć), ale musiał spróbować zobaczyć go, chociaż na chwilkę i upewnić się, że wszystko z nim okej. To wszystko powoli przestawało być pod jego kontrolą, ale zwyczajnie się tym nie przejmował. I tak już przez długi okres swojego życia przejmował się wszystkim, co go otaczało.
Dziwnym trafem, kiedy w jego życiu zaczynało dziać się coś niespodziewanego (w tym przypadku głównie chodziło o seks z Louisem), zawsze odzywała się Gemma, albo Annie. Nie to, żeby Harry nie lubił, kiedy jego mama interesowała się jego losem i samopoczuciem. Ale odkąd został gwiazdą, wydawało mu się, że jest dla nich czymś w rodzaju konta bankowego. Oczywiście jawnie nie czerpały z niego żadnych korzyści, ale prawda była taka, że chcąc czy nie chcąc Harry i tak dawał im pieniądze.
- Liam pyta po co dzwoniła twoja mama – Niall odwrócił się do swojego przyjaciela i spojrzał wyczekująco na jego twarz. Harry westchnął ciężko jak to miał w zwyczaju.
- Sam nie wiem. Może chciała sprawdzić czy żyje? - zadrwił. Czasami denerwowała go nadopiekuńczość Liama, ale wiedział, że robił to z czystej miłości.
- Chyba usłyszałeś odpowiedź kochanie. Okej, przekaże mu. Hej! Nie martw się. Idealnie dajemy sobie radę bez ciebie – Harry miał ochotę roześmiać się, ponieważ był pewien, że słowa wypowiedziane przez Horana urażą w jakiś sposób przyjaciela – Dobrze wiesz, że nie to miałem na myśli, Liam! Dobrze, nie martw się już tak. Zadzwonię do ciebie wieczorem, dobrze? Kocham cię! - Niall wcisnął czerwony przycisk na ekranie swojego telefonu, a potem spojrzał na Harry’ego. Na jego twarzy widniał lekki grymas zapewne spowodowany niesmaczną kawą, albo brakiem śniadania.
- Czy z babcią Liama wszystko okej? - zapytał. Niall kiwnął ochoczo głową, wpychając sobie do ust kawałek kanapki.
- Powiedział, że wraca do Londynu za dwa dni, więc wychodzi na to, że wróci na koncert. Cieszę się, że to nic poważnego. Szkoda tylko, że Sebastian nie pozwolił mi jechać z nim. Czy wspominałem już, że uważam go za skończonego kutasa?
- Yhy, obiło mi się coś o uszy – zaśmiał się młodszy chłopak. Odstawił swoją kawę na stole i rozejrzał się po kawiarni, w jakiej byli. Pojechali tam tuż po próbie, ponieważ oboje byli głodni. Szkoda tylko, że zajeżdżając do niej nie byli pewni czego mogą się spodziewać.
- Dobrze, że nie mamy już dziś żadnej próby. Chociaż nie! Próby dziś są okej, ale Sebastian nie jest.
- Brakuje ci Liama? - zaśmiał się Styles.
- Jak cholera – jęknął Niall, robiąc naprawdę zabawną minę. Brunet od razu zorientował się, że tak było, ponieważ Niall mówił dość nieskładnie i wydawało się, że plątał się w swoich myślach. Od zawsze tak się zachowywał, kiedy nie było przy nim Liama. Harry dokładnie pamiętał jak było, zanim jego przyjaciele zostali parą. Niall był bardzo wstydliwy i zazwyczaj rozmawiał z nim, a nie z Paynem. Zwyczajnie krępował się jego obecnością. Jednak kiedy zaczęli się spotykać, Horan wyzbył się wszelkich oporów. Był naturalny i nie obawiał się, że może się wygłupić. Liam był dla niego podporą i gwiazdor nie wyobrażał sobie, aby nie byli parą – Odwieźć cię do domu? - zapytał Niall, kiedy wychodzili z kawiarni.
- Jeśli masz czas to możesz mnie zawieźć w pewne miejsce – Blondyn kiwnął głową, ale nie zapytał gdzie i po co. Nie miał w zwyczaju wtrącać się w nieswoje sprawy, od tego był Liam. Zresztą nie chciał, aby Harry poczuł się przytłoczony jego obecnością czy też pomyślał, że szatyn kazał mu się nim opiekować.
|WOA|
Louis szarpnął za drzwi otwierając je tym bardzo szybko. W tamtej właśnie chwili śpieszył się jak nikt inny na świecie i pukanie do drzwi nie pomagało mu w niczym dobrym. Harry był zaskoczony, że drzwi otworzyły się tak szybko. Spodziewał się raczej, że Louis nie będzie chciał go widzieć, po tym, co się stało. A jednak Louis otworzył i stał przed nim. Co prawda nie patrzył na niego, ale stał tam ubrany raczej zwyczajnie, tak jak to miał w zwyczaju. W ręku trzymał stertę papierów i usiłował znaleźć w niej coś, co najwyraźniej było mu bardzo potrzebne. Jednak czasami rzeczy martwe robią nam na złość i dzieją się całkiem niespodziewane rzeczy. Harry nie zdziwił się, kiedy plik kartek upadł na podłogę. Szatyn zaklął pod nosem i wreszcie spojrzał na gwiazdora. Na jego twarzy nie malowało się zdziwienie czy niechęć, był raczej przejęty.
- Harry – westchnął, po czym schylił się i zaczął grzebać w papierach, zamiast je zbierać. Brunet wszedł do mieszkania i zamknął za sobą drzwi. Zdjął z siebie kurtkę i buty, po czym nachylił się nad porozrzucanymi kartkami i zebrał je dość sprawnie.
- Ciebie też miło widzieć, Louis – Harry uśmiechnął się w stronę chłopaka i podał mu wszystko, co zebrał. Jednak ten nie wziął ich, podszedł za to do komody i otworzył jedną z jej szuflad.
- Rzuć je byle gdzie. Znalazłem te, co są mi potrzebne.
- Louis? Wszystko okej? Chcesz mnie unikać? - Położywszy kartki na komodzie, spojrzał na jego twarz, na której rozciągał się lekki grymas.
- Nie, Harry. Po prostu nie mam dziś czasu. Mam Lux na głowie, a muszę wyjść w ważnej sprawie. Przepraszam, ale nie mam dziś dla ciebie czasu. Kiedy indziej. Nie dziś.
Styles nie za bardzo wiedział, o co chodziło chłopakowi, ale usłyszał hałas dobiegający z salonu, więc bez zastanowienia tam wszedł. Nie był do końca pewien czy bardziej zaskoczył go bałagan, jaki panował w pomieszczeniu, czy też obecność małej dziewczynki. Lux stała przy kanapie i bawiła się jednym z kucyków Pony. Wyglądała rozkosznie w różowych legginsach i żółtej sukience. Harry uśmiechnął się na jej widok i nawet nie zauważył, że dziewczynka przyglądała mu się z zaciekawieniem. Ocknął się dopiero, kiedy, zaczęła iść w jego stronę. Na początku oczywiście nie wiedział, co ma zrobić, ponieważ od dawna nie miał kontaktu z dziećmi, ale potem stwierdził, że to nic strasznego. Kiedy podeszła do jego nóg, kucnął i wyciągnął w jej stronę dłoń. Lux złapała ją bez namysłu.
- Cześć Lux – powiedział spokojnie. Blondyneczka zaśmiała się wesoło, a potem przybliżyła się do Harolda tym samym sprawiając, że chłopak wziął ją w swoje objęcia. Louis najwyraźniej usłyszał to, ponieważ wszedł do pokoju.
- Lux. Wiem, że uwielbiasz się znęcać nad nowo poznanymi osobami, ale nie wolno się rzucać ludziom na szyję – powiedział, widząc, że mała objęła Harry’ego ramionami za szyję.
- Ty masz córkę? - zapytał niepewnie Harry. Nie wiedział dlaczego, ale bał się odpowiedzi, która miała paść z ust Louisa.
- Może i kiedyś, raz kochałem się z kobietą, ale ogólnie jestem gejem i myślę, że żaden mężczyzna nie mógłby urodzić Lux. Och, uwierz mi! Bardzo bym chciał, aby była moją córką – Harry zmroził go wzrokiem, a potem spojrzał na dziewczynkę, którą trzymał w swoich ramionach – Mój przyjaciel Zayn jest jej opiekunem. Od czasu do czasu zajmuję się nią ja, ponieważ on pracuje.
- Jej opiekunem? A gdzie są jej rodzice? Louis nie musisz mnie wkręcać, jeśli to twoja…
- Harry! Do cholery, nie mam czasu opowiadać ci, co stało się z rodzicami Lux! Naprawdę przepraszam, ale mam w tej chwili ogromny problem i nie mam… - Louis nie mógł dokończyć, ponieważ Harry wciął mu się w połowie zdania.
- Zostanę z nią! - Szatyn spojrzał na niego zaskoczony i chyba nie do końca wiedział, co dokładnie insynuował chłopak z lokami – Okej, widzę, że nie do końca wiesz, co powiedziałem. Możesz iść, Louis. Zostanę z Lux. Zaopiekuję się nią, kiedy cię nie będzie – Szatyn chciał coś powiedzieć, ale Harry ponownie mu na to nie pozwolił – Owszem, dawno nie miałem kontaktu z dziećmi, ale to nic wielkiego. Zanim stałem się sławny pomagałem mojej cioci opiekować się małym Benem. Wszystko będzie okej – Tomlinson wahał się przez chwilkę, ale w końcu machnął zrezygnowany ręką. Nie miał innego wyboru. Nie znalazłby innej opiekunki w dziesięć minut, jakie pozostało mu wtedy do wyjścia.
- Dobrze. Niech będzie. Postaram się wrócić naprawdę szybko, ale niczego nie obiecuję. Lux nie powinna sprawiać kłopotów. Zresztą sam widzisz, jest bardzo spokojna. Jeśli będzie marudzić możesz mówić do niej Cukiereczku, bardzo to lubi – powiedział Louis przyglądając się Lux z zaciekawieniem.
- Louis? - Oderwawszy wzrok od dziewczynki, szatyn spojrzał na Harry’ego – Powinieneś już iść!
Louis spojrzał na swój zegarek, przeklął pod nosem, po czym wybiegł z mieszkania zostawiając Harry’ego samego z dzieckiem.
|WOA|
Harry był lekko zdenerwowany sytuacją, w jakiej się znalazł, ale postanowił się nie załamywać. W końcu dawał sobie radę z opieką nad Benem. Lux nie mogła być gorsza od niego. Nie była. Oczywiście na początku była lekko onieśmielona obecnością nowego osobnika, ale potem rozkręciła się i nie dała Stylesowi chwili spokoju. Przyciągała jego uwagę śmiechem i zaczepkami. Harry nie był zaskoczony wyglądem mieszkania, tak jak był zaskoczony pustkami w lodówce szatyna. Był wręcz przerażony tym, co jadł Louis. Nie mógł na to patrzeć, dlatego też ubrał Lux i wyszedł z domu. Nieznajomość okolicy nie pomogła mu niestety w dotarciu do sklepu, ale na szczęście dziewczynka była bardzo i to bardzo grzeczna. Mówiła do niego prawie cały czas. Zanim dotarli do Tesco, Harry dowiedział się, jakie są jej ulubione słowa. Nie mógł powstrzymać śmiechu, kiedy zaczęła go nazywać Harreh. W całym sklepie kręciło się mnóstwo ludzi, ale nikt jakby nie zauważał obecności Harry’ego Stylesa i małej dziewczynki, która mu towarzyszyła. Lux nie była dzieckiem, które sięgało po różne produkty i żądało ich kupna. To raczej Harry pytał ją, na co ma ochotę i kupował jej, co tylko chciała. Po udanych zakupach gwiazdor zorientował się, że ma naprawdę wiele siatek i nie zabierze się z nimi do domu. Nie miał więc wyjścia i zadzwonił do Horana. Ten od razu zgodził się przyjechać w wyznaczone miejsce.
Niall przyjechał pod sklep bardzo szybko i nie miał problemu z odnalezieniem Harry’ego. Kiedy podchodził do chłopaka zdziwił go widok małego dziecka na rękach przyjaciela, ale potem ujrzał roześmiana buźkę Lux i nie mógł się powstrzymać przez zabraniem jej brunetowi.
- Stary, nie wiem, komu ukradłeś to dziecko, ale ono jest…. Niesamowite! Zobacz tylko na te policzki i uśmiech – Niall dźgnął lekko palcem różowy pliczek, na co mała zaśmiała się i złapała go za włosy.
- Nieprawdaż? Jest śliczna i taka rozkoszna – Harry pchnął wózek z stronę samochodu, a Niall podążył tuż za nim wraz z Lux.
- Więc podwieźć was gdzieś? - zapytał Horan. Harry włożył ostatnie siatki do bagażnika, a potem spojrzał na przyjaciela.
- Nie. Nie mamy fotelika dla Lux. Przejdziemy się, to niedaleko.
- No właśnie. Zrobiło się już zimno…
- Niall, to niebezpieczne. Nie mogę jej narażać – mruknął Styles, zabierając Lux od Nialla – Jeśli możesz to zawieź mi te rzeczy tam, gdzie mnie dziś odwiozłeś. Czwarte piętro, mieszkanie numer czternaście. Zanieś to do kuchni, a klucze zostaw pod wycieraczką. Powinniśmy być tam za dwadzieścia minut – Niall kiwnął głową, po czym wziąwszy od zielonookiego klucze odjechał.
Harry szedł powoli nie śpiesząc się. Opowiadał Lux o swojej trasie koncertowej sam nie wiedząc po co. Oczywiste było to, że była za mała, aby go zrozumieć, ale polubił mówić do niej. Kiedy tylko jego głos wydobywał się z ust, na jej twarzy pojawiał się uśmiech. Była jedną z wielu osób, która lubiła jego mocny i zachrypnięty głos. Idąc obok parku, Harry zauważył grupkę dziewczyn przez sobą, ale nie zrobił sobie z tego nic, ponieważ był tylko zwykłą osobą. Przynajmniej on tak uważał. W tamtym momencie uznawał się za Harry’ego Stylesa, a nie za Harry’ego Gwiazdora Stylesa. Oczywiście przeliczył się, co do swojego szczęścia, ponieważ kiedy tylko mijał grupkę jedna z nich zaczepiła go. Nie mógł się nie zatrzymać. Zawsze był miły dla swoich fanów, nawet wtedy, kiedy był wkurzony, albo zmęczony.
- Nie mogę uwierzyć, że spotkałyśmy cię ot tak sobie, na ulicy – powiedziała jedna z dziewczyn, poprawiając kołnierz swojej kurtki – Co tu robisz? Zawsze wydawało mi się, że gwiazdy takie jak ty chodzą z ochroniarzem!
- Zazwyczaj tak jest, ale dziś mam wolne. Jestem zwykłym człowiekiem tak ja wy, więc czasami chodzę bez ochroniarza. Zresztą… Dziś zajmuje się Lux - Jedna z dziewczyn podeszła do chłopaka i wyciągnęła w stronę dziewczynki rękę. Lux nieśmiało uścisnęła jej dłoń, a potem wtuliła się w zgłębienie szyi bruneta. Harry poczuł się wtedy naprawdę dobrze. Jakby zyskał nową przyjaciółkę, nowego sprzymierzeńca. Bo w końcu dziewczynka mu zaufała.
- Jaka ona śliczna! To jakaś twoja rodzina? - Harry uśmiechnął się pod nosem i pogładził małą dziewczynkę po plecach.
- Nie. Lux to córka mojego znajomego – skłamał Harry, ponieważ Zayn nie był jego znajomym. Jednak nie chciał tłumaczyć fankom tego wszystkiego. To było zbyt zagmatwane – Właśnie wracamy ze spaceru.
- Oh, świetnie. A możemy zrobić sobie z wami zdjęcie? - zapytała dziewczyna w czerwonej kurtce. Harry przytaknął powoli, po czym ustawił się wraz z Lux do zdjęcia. Dziewczyny okrążyły ich, a potem zaczęły robić zdjęcia zmieniając się, co chwilkę. Minęła chwilka zanim wszystkie miały zdjęcie z gwiazdorem. Po pożegnaniu z fankami ruszyli dalej do mieszkania i dotarli tam nieco później niż zaplanował. Ale nie zmartwił się tym, ponieważ Lux nie była zmęczona. Miała na tyle siły, aby zjeść obiad i nabrudzić nieco. Po wypakowaniu jedzenia do lodówki i szafek, zmył naczynia i sprzątnął kuchnię. Swoje sprzątanie przeniósł do salonu, gdzie dziewczynka siedziała na podłodze i bawiła się swoimi ulubionymi kucykami Pony. Harry sprzątnął ze stolika i poprawił wszystkie poduszki na sofie. Niestety Lux zaczęła szarpać go za nogawkę ciemnych spodni, więc musiał usiąść koło niej i bawić się razem z nią. Nie było to takie straszne jak mu się wydawało. Lux była rozkoszna mówiąc do niego i pokazując mu każdą zabawkę osobno. Okazyjnie przytulała się do niego i składała na jego policzkach mokre pocałunki. Serce chłopaka topiło się po każdym jej geście. Był pewien, że była kimś bardzo wyjątkowym. Chciał poznać historię jej młodego życia. Mimo iż Louis nie powiedział mu wiele, czuł, że w życiu małej dziewczynki wydarzyło się coś strasznego.
Popołudnie płynęło wspaniale, dopóki Harry nie usłyszał nagłego otwierania się drzwi. Mógł przysiąc, że gdyby ich pchnięcie byłoby trochę silniejsze, wypadłyby z zawiasów. Niespodziewanie można było usłyszeć czyjś silny krzyk. Na początku Harry myślał, że to ktoś z pracy Tomlinsona. Był lekko przerażony i miał zamiar wziąć Lux w swoje objęcia.
- Ale czy możesz się uspokoić? Nic się takiego nie wydarzyło! Jestem pewien… - Harry usłyszał głos Louisa, więc uspokoił się nieco. Spojrzał na Lux, która uśmiechnęła się na dźwięk głosu swojego wujka.
-Jak mogłeś ją z nim zostawić!?! To jest Lux! Nie jakieś inne dziecko, Louis! - Harry poczuł się dziwnie. Jakby ktoś uderzył go w twarz, albo dźgnął czymś ostrym w plecy. Nigdy nie spodziewał się takich słów od kogoś, kto go nie zna. Zawsze wszyscy traktowali go z należytym szacunkiem i jeśli go nie znali, to nie oceniali. Może spowodowane było to tym, że był gwiazdą? A może po prostu były takie osoby, ale on nie zważał na nie? Nie było to dla niego normalne, więc poczuł się nieco urażony. Dopiero, kiedy wysoki Mulat wszedł do salonu i spojrzał na nich zaskoczonym wzrokiem, Harry ocknął się. Mimo iż, wszystko było w jak najlepszym porządku, Zayn podszedł do nich szybkim krokiem, i wziął małą w swoje objęcia. Louis wszedł do pomieszczenia tuż za nim. Na jego twarzy malowało się zdenerwowanie i rozczarowanie. Ale nie Harrym. Był rozczarowany zachowaniem swojego przyjaciela. Zayn obejrzał dokładnie twarz dziewczynki, a potem spojrzał pustym wzrokiem na Stylesa. Nic nie powiedział, jednak wyszedł do kuchni. Brunet wstał z swojego miejsca. Był naprawdę zażenowany zaistniałą sytuacją i nie wiedział, co ma powiedzieć. Louis stał nieopodal patrząc na niego przepraszająco. Coś było w jego oczach, coś, co nie dawało zielonookiemu spokoju.
- Powinienem już pójść – powiedział Harry i powoli skierował się w stronę przedpokoju. Louis zatrzymał go dopiero, kiedy ten zakładał swój płaszcz.
- Przepraszam, Harry – wyszeptał w jego stronę. Jego dłoń powędrowała na ramię chłopaka, przez co gwiazdor odwrócił się w jego stronę, i spojrzał w jego błękitne oczy – Bardzo ci dziękuję za wszystko. Wiem, że nie powinieneś tego usłyszeć. Zayn jest bardzo przewrażli… - Louis nie mógł dokończyć, ponieważ Harry przycisnął swoje usta do jego ust. Pocałował go lekko, ale wystarczająco namiętnie, aby Louis zaangażował się nieco. Jego dłonie powędrowały na biodra gwiazdora i przyciągnęły go lekko w swoją stronę. Harry oderwał się od niego niechętnie. Miał wielką chęć zostać z nim i spędzić kolejny miły wieczór. Jednak wiedział, że nie mógł zostać dłużej w jego mieszkaniu.
- Odwdzięczysz mi się niebawem LouLou – wyszeptał Harry, zanim wyszedł z mieszkania i zostawił Louisa z dziwnym uczuciem w piersi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz