Louis krzątał się po domu szukając swojego ulubione swetra. Nie miał pojęcia gdzie mógł go zostawić, a bez niego nie chciał się ruszać z domu na podróż, jaka czekała go tego dnia. Nie był zwolennikiem podróżowania samolotem, zwłaszcza, jeśli nie leciał z nim Harold, ale nie mógł nic na to poradzić. Młodszy mężczyzna musiał zostać w Londynie, podczas kiedy on musiał lecieć do Nowego Jorku. Były to tylko dwa dni rozłąki, ale oboje czuli, że będzie to wieczność. Zwłaszcza po tym jak trzy lata wcześniej wzięli ślub. Harry kochał Louisa tak bardzo, że nie mógł znieść myśli, że na jego zgrabnym placu nie ma obrączki. Ten ślub nie zaskoczył nikogo, ponieważ znali się siedem długich i wspaniałych lat. Poznali się całkiem przypadkiem, przydzieleni do pomocy zaaranżowania wnętrza jednej z hal ogrodowych uczelni. Harry jak student drugiego roku ogrodnictwa nie mógł odciągnąć wzroku od niebieskich tęczówek Louisa, który starał się jak najlepiej wykonać swoją pracę. Był jednym z najlepszych studentów wzornictwa i nic nie było w stanie go pokonać od zgarnięcia nagrody studenckiej. Nic oprócz Harry’ego. Ponieważ nie można było się nie zakochać w tych zielonych oczach, które były tak niewinne i urocze. Louis wiedział o tym najlepiej. Brunet był bardzo wymagający, jeśli chodzi o swoje umiejętności i wiedzę, więc nikogo nie zdziwiło, że był najlepszym uczniem na roku. Nikogo nie zdziwiło również, że zanim ukończył studia razem z swoim przyjacielem Niallem założyli firmę. Louis i Harry nie za dobrze wspominali tamten okres, ponieważ był to czas spięć i kłótni. Wszystko wydawało się niestabilne. Firma, przyjaźń, miłość. Jednak przetrwali to. Przetrwali to, ale i również inne przykre rzeczy, jakie ich spotykały. Harry, jako właściciel najlepszej kwiaciarni w całym Londynie – żeby nie powiedzieć Anglii, był znanym człowiekiem i bardzo rozchwytywanym. Miał klientów z całego kraju, którzy najczęściej kupowali rośliny na śluby, bankiety, przyjęcia, ale także do domów. Wiele hoteli chciało podpisywać z nim kontrakty na dostarczanie im świeżych roślin i większość z nich miał. A to wszystko zaczęło się od oczu Louisa i głupiej niebieskiej frezji, którą mu kiedyś podarował. Tak powstała ‘Blue Fresia’. Coś, co Harry zbudował sam i nikt w świecie nie mógł mu tego zabrać. Oprócz Louisa. Styles nie lubił chwalić się swoim sukcesem i nie był jak inni. Nie kierował swoimi współpracownikami, sam również pracował w głównej kwiaciarni, dbając o rośliny i czasami nawet można było go znaleźć sprzedającego i doradzającego, jakie wybrać. Biła od niego skromność i wdzięk, który Louis tak bardzo kochał.
- Tatusiu, a dlaczego nie jedziesz z nami? - Louis zatrzymał się przy drzwiach prowadzących do sypialni jego i Harry’ego, i wsłuchał się w głosy dochodzące zza nich.
- Mam bardzo dużo pracy Lilijko moja mała – powiedział ochrypłym głosem Harry. Szatyn kochał, kiedy jego mąż zwracał się do ludzi używając nazw kwiatów. Było w tym coś słodkiego i symbolicznego, ponieważ zielonooki znał ich znaczenie na pamięć. Czasami trudno było mu zgadnąć, o co chodziło w danej sytuacji. Jednaj Liliął nazywał tylko jedną osobę. Był nią Marcel. Ich mały syn, którego zaadoptowali rok wcześnie, był ich oczkiem w głowie. Harry czasami porównywał go do goździka białego, który symbolizował czystość – Ale nie martw się. Zobaczymy się bardzo szybko. Zresztą nie będziesz się nudził z tatą. Zobaczysz się z wujkiem Zaynem i wujkiem Niallem. Pamiętasz ich? Byli u nas w wakacje.
- To ci, z którymi pracujecie? - zapytał Marcel, swoim dziecięcym głosem. Louis nie słuchał ich już dłużej, skierował się w stronę pralni, aby odszukać swój zgubiony sweter.
- Tak kochanie. Wujek Niall zajmuje się moją firmą w Nowym Jorku, a wujek Zayn, jest projektantem wnętrz – wyjaśnił zielonooki. Chłopiec przyglądał mu się przez chwilkę, dopóki Louis nie wkroczył szybkim krokiem do pomieszczenia, w dłoni dzierżąc znaleziony sweter. Harry posłał mu zaskoczone spojrzenie widząc, jak mężczyzna pakuje swoją walizkę, wrzucając do niej przypadkowe rzeczy – Lou… Spokojnie, macie jeszcze dużo czasu.
- Och taaak. A potem spóźnimy się na samolot tak jak ostatnio ty. Musimy wyjechać za piętnaście minut, więc upewnij się, że walizka Marcela jest spakowana. Proszę? - Młodszy chłopak pokiwał głową, po czym nachylił się nad swoim synem, który przypatrywał się temu wszystkiemu.
- Idź do swojego pokoju, a ja cię za chwilkę dogonię, dobrze? - Malec bez wahanie opuścił sypialnie, dzięki czemu Louis i Harry pozostali sami – Kochanie… Co się dzieje? - zapytał Harry podchodząc do Louisa i obejmując go swoimi ramionami w pasie. Niebieskooki skrzywił się lekko, a potem westchnął i ułożył jedną ze swoich dłoni na szyi Harolda.
- Po prostu nie lubię wyjeżdżać bez ciebie. Czuje się wtedy taki pusty – przyznał. Harry uśmiechnął się czule, przekrzywiając swoją głowę na bok. Jego loki poruszyły się na lekko, ale nie zmiennie ciągle stanowiły nieład – Lubię mieć cię przy sobie i móc trzymać cię za dłoń, bo wtedy moja wydaje się być taka malutka. Lubię czuć twój zapach, nie potrafię zasnąć bez ciebie. Jest mi wtedy zimno i chce mi się płakać. Zwyczajnie w świecie cię potrzebuje – Niebieskie oczy Tomlinsona wpatrywały się w te zielone z uwielbieniem, jakie można było zobaczyć od bardzo dawna. Można by nawet twierdzić, że od początku ich poznania. To zawsze było w Louisie. To uwielbienie do wszystkiego, co robił Harry. Do tego, z jakim wdziękiem oddawał się każdej pracy, którą wykonywał i robił sumiennie, jakby nic innego nie było ważne. Louis kochał to, z jakim zaangażowaniem Harry pielęgnował ich związek w czasie kryzysu, zapraszając go na randki i nie szczędząc słów, aby okazać mu jak bardzo go kocha. Mówiąc mu, jak bardzo go potrzebuje i chce go całym sobą. Najbardziej zdziwił go ten Harry, którym był od roku, ten ‘Harry tatuś”, który mimo ciągłej pracy, wciąż miał mnóstwo czasu dla Marcela i Louisa, bo oni byli dla niego najważniejsi.
- To tylko dwa dni Jaśminie – mruknął Harry. Louis westchnął lekko, a potem poczuł usta bruneta na swoich. Musnęli się lekko, ale Louis chciał więcej. Pogłębił pocałunek obejmując swojego męża ramionami za szyję. Całowali się żarliwie z wielką miłością i oddaniem. Całowali się dopóki mały człowieczek nie wszedł do pokoju śmiejąc się cichutko. Louis odsunął się od wyższego chłopaka i oparł czoło na jego torsie nie patrząc na synka. Za to Harry na niego spojrzał z roześmianymi oczami i bijącą z nich miłością – Jesteś gotowy kochanie? - Malec kiwnął głową pokazując na swoją małą walizkę, którą trzymał w dłoni. Harry odsunął od siebie szatyna pozwalając mu tym samym zapiąć swoją walizkę. Sam podszedł do Marcela i kucnął przed nim – Będziesz pilnował taty i się nim opiekował? - Jasnooki chłopiec pokiwał głową, a jego kasztanowe włosy podskoczyły w miejscu, a potem opadł na czoło. Harry odgarnął je tak, aby widział, a potem podniósł go z podłogi i biorąc jego małą walizkę zszedł z nim na parter. Louis podążył tuż za nimi smętnie ciągnąć swoją walizkę.
|SL|
Niebieskooki mężczyzna spojrzał za siebie. Jego wzrok zatrzymał się na kucającym brunecie i małym chłopczyku, którzy tulili się do siebie jak dwie małe Przytulanki. To był piękny widok i Louis naprawdę go uwielbiał, ale coś ściskało go w sercu, bo sama świadomość, że za kilka godzin nie będzie przy nim tego, którego kochał najbardziej, rozwalała go emocjonalnie. I chociaż wiedział doskonale, że to przecież tylko dwa dni, to jednak były ‘aż dwa dni’. Cała wieczność. Ale Louis miał przy sobie coś, co przypominało mu stale o Haroldzie. To był mały chłopiec z niebieskimi oczami i jasnymi kosmykami włosów, z uśmiechem na ustach, i małymi paluszkami, które ciągle chciały czegoś dotykać. Marcel nie był wcale podobny do Harry’ego, jeśli chodzi o wygląd, ale był nim całym z zachowania. Uroczy chłopiec z głową w chmurach, ale czasami zbyt przestraszony, aby robić cokolwiek samemu. Czasami onieśmielający i pewny siebie, a czasami zagubiony, i zaskoczony. Taki był właśnie Marcel. Louis kochał go całym sercem i cieszył się, kiedy dom dziecka przyznał im opiekę. Bał się, że nigdy nie będą mogli zaadoptować dziecka, zważywszy na to, że są gejami, ale udało się! Marcela poznali, kiedy miał trzy latka. Najpierw odwiedzali go w domu dziecka, albo zabierali na obiady. Potem od czasu do czasu nocował u nich, a po pół roku przyznano im prawa do opieki. To był najpiękniejszy dzień w życiu Louisa. Był tak szczęśliwy, że rozpłakał się i Harry nie potrafił go uspokoić. Marcel na początku był dość niepewny mieszkając z nimi cały czas. Czasami znajdywali go płaczącego w jego pokoju, zwiniętego w kłębek na łóżku, albo za nim. Zazwyczaj był to Harry, ponieważ widok płaczącego dziecka sprawiał, że Tomlinson również zaczynał płakać. Nie mógł znieść cierpienia tego małego chłopca. Zawsze wtedy Harry zgarniał go w swoje ramiona i pytał, dlaczego płacze, starał się go nauczyć, że nie ma się, o co bać, ponieważ już zawsze będą razem. Czasami kładł się z nim w jego łóżku i śpiewał mu kołysanki dopóki ten nie usnął. Albo zwyczajnie w świecie zabierał do ich sypialni i pozwalał spać wraz z nim, i Louisem.
- Okej Marcel. Musisz teraz iść z tatą – powiedział brunet, odsuwając do siebie chłopca. Malec złapał się jego kurtki nie dając się mu odsunąć, co lekko zirytowało Louisa, ale jak on mógł się denerwować na tego małego chłopca? – Hej! Pamiętasz, co ci dziś powiedziałem? Tata zabierze cię w piękne miejsca – Marcel pokręcił przecząco głową, a spomiędzy jego ust wymsknęło się ciche jęknięcie – No hej! Mały… Nie rób tacie przykrości, bo będzie płakał. Wiesz jak wrażliwy jest – szepnął Harry wprost do ucha chłopca. Louis uśmiechnął się słabo, ponieważ wiedział jak była prawda. Marcel był Harry’ego. Nie patrząc, z której strony, mały widział tylko jego. Oczywiście szatyn wiedział, że chłopiec kocha ich tak samo, ponieważ są jego rodzicami, ale Harry zawsze był na pierwszym miejscu i za to nie mógł mieć do niego pretensji. Bo przecież nie dało się oprzeć tym zielonym tęczówkom i pięknemu szczeremu uśmiechowi, on wiedział o tym doskonale.
Marcel odsunął się niechętnie od Harry’ego, a potem podszedł do Louisa i złapał go za dwa palce spoglądając do góry na jego twarz. Widząc smutek na twarzy ojca, przytulił się do jego nogi, a w tym czasie Harry nachylił się nad szatynem i objął go jednym ramieniem.
- Spróbuj zapanować nad Marcelem. Dobrze by było gdybyście spróbowali spać podczas lotu. To tylko chwilka – Louis jęknął sięgając wolną dłonią do ręki Harry’ego i splatając ich palce razem.
- Skąd wiesz, że mam jakieś obawy? - Wyższy chłopak przewrócił oczami, a potem nachylił się nad ukochanym i pocałował go czule w skroń.
- Znam cię lepiej niż wszyscy inni Magnolio. Wiem, że nie lubisz latać samolotem kochanie – Tomlinson skrzywił się i zmrużył oczy.
- Nie wstydzę się tego – mruknął niebieskooki, a potem cała trójka usłyszała zapowiedź samolotu. Louis odsunął się do bruneta, a potem złapał rękę swojego synka i uśmiechnął się do niego – No chodź szkrabie. Musimy iść – Styles odsunął się od nich nie chcąc zawadzać. Wiedział, że jeśli odezwałby się, chociaż słowem Marcel rozpłakałby się, albo nie chciał iść. Louis także to wiedział, dlatego pociągnął jasnookiego za sobą i nie odwracając się ani na chwilkę przeszedł przez bramkę, przez którą Harry nie mógł już przejść.
|SL|
Kiedy weszli na pokład samolotu było jeszcze troszkę czasu do odlotu, ale Louis lubił zająć swobodnie miejsce i przyzwyczaić się, skoro miał spędzić tam osiem godzin. W wnętrzu przywitała ich śliczna stewardessa. Uśmiechnęła się do nich z sympatią i pokierowała ich w stronę przedziału dla pierwszej klasy. Louis oczywiście pozwolił Harry’emu zakupić im bilety i zająć się sprawami podróży, więc nie zdziwiły go najlepsze miejsca. Styles nigdy nie szczędził na nich pieniędzy.
- Chodź kochanie, zobaczymy, jakie tatuś zarezerwował nam miejsca – powiedział Louis, uśmiechając się do Marcela.
- Witam panie Tomlinson – Szatyn podniósł wzrok i ujrzał jedną z dobrze mu znanych stewardess, z jakimi latał wcześniej – Zapraszam na sam początek, tak jak zwykle, pan Styles zarezerwował najlepsze miejsca. Niech się pan nie martwi, kiedy już tu przyjdzie będzie na pewno wiedział gdzie ma się kierować – poinstruowała idąc przodem. Zatrzymała się dopiero przy dwóch miejscach, z jasnymi fotelami. Odwróciwszy się do szatyna uśmiechnęła się serdecznie.
- Dziękuje Ivon. Bardzo się cieszę, że to ty dziś z nami lecisz. Niestety Harry musiał zostać w Londynie, ale moi towarzyszem jest Marcel – kobieta spojrzała w dół i dopiero dostrzegła, małego chłopca tulącego się do nogi ojca.
- W takim razie zapraszam panów na fotele i życzę miłej podróży – Tomlinson podziękował jej kiwnięciem głowy, a potem, kiedy odeszła rzucił swoją skórzaną torbę na podłogę.
- Po której stronie chcesz siedzieć skarbie? - zapytał spoglądając na syna. Malec wskazał na fotel bliżej okna, więc Louis posadził go tam, a sam zajął miejsce obok – Wygodnie ci?
- Tato, musimy tam lecieć? - zapytał jasnowłosy chłopiec, a w jego oczach powoli zbierały się łzy. Louis nienawidził widzieć go płaczącego i cierpiącego. Złapał jedną w jego mały rączej i ścisnął ją lekko – Nie chcę zostawiać tatusia. Nie lubię go zostawiać. Dlaczego musimy jechać?
- Słoneczko, wszystko będzie dobrze. Zobaczymy się z tatusiem już niedługo. To tylko dwa dni. Zobaczysz szybko minię. Spróbuj usnąć, a nawet się nie zorientujesz jak będziemy na miejscu – Próbował go przekonać, ale na niczym to się zdało. Policzki malca zrobiły się mokre od łez, a on sam cicho łkał.
- Ja tu płaczę za tatusiem, a ty każesz mi iść spać… - Louis był miękki. Bardzo i to bardzo miękki. Każdy dobrze wiedział, że wystarczyła jedna kropla łez Marcela, a on wymiękł. Nachyliwszy się nad malcem objął go ramionami i przeniósł na swoje kolana pozwalając wtulić się w swój tors i szyję. Czuł jego mokre policzki dotykające szyi, ale nie obchodziło go to, ponieważ to był Marcel. Jego mały synek, który tęsknił za tatusiem, tak samo jak on tęsknił za Harrym.
|SL|
Wysoki Mulat pomachał do swojego przyjaciela, który szedł w jego stronę z małym chłopcem na rękach. Uśmiechnął się na widok tego obrazka. Oprócz tego, że uwielbiał widok Marcela, kochał też jego widok razem z Louisem.
- Cześć przyjacielu – powiedział Zayn, kiedy szatyn był już obok niego. Odebrawszy od niego bagaże, skierowali się w stronę parkingu, na którym Malik zostawił swój samochód – Nie jest ci ciężko?
- Cześć Zayn. Wszystko jest okej. Zasnął z płaczem, i teraz nie chcę go budzić dopóki nie dojedziemy do domu – wyjaśnił Louis, trzymając mocno swojego synka. Szli spokojnym krokiem nie śpiesząc się. Tomlinson był zmęczony po podróży i chciał jak najszybciej pójść spać. Na szczęście było już bardzo późno i miał taką okazję. Kiedy znaleźli się na podziemnym parkingu zauważył kilku mężczyzn z aparatami w dłoni. Oczywiście nie zdziwił go ten widok, ponieważ jakby nie patrzyć Harry i Louis byli sławni i rozpoznawalni w Anglii i części USA. Nie tylko dlatego, że Harry miał potężną firmę, a Louis był jednym z najlepszych dekoratorów wnętrz. Oczywiście nie byli tak popularni jak gwiazdy, ale śmiało można ich było porównać do celebrytów. Głównie, przez szum spowodowany ich ślubem, a potem adopcją dziecka. Jednak im to nie przeszkadzało dopóki nie zagrażało to życiu Marcela.
- Wieści się szybko roznoszą – powiedział Zayn, kiedy siedzieli już w samochodzie i kierowali się w stronę domu Zayna i Nialla – Ale nie ma co się dziwić. Kiedy z Niallem pojechaliśmy do was na wakacje było tak samo, pamiętasz?
- Jasne. Kto by to zapomniał? Nie mam nic przeciwko, żeby robili nam zdjęcia, czy pisali o nas, jeśli to prawda oczywiście. Dopóki to nam nie zagraża i Marcel czuje się dobrze, jest okej – powiedział cicho szatyn, przytulając malucha do swojego torsu.
|SL|
Dom Malika był duży i nowoczesny zważywszy na jego pracę. Cała posesja była ogromna i ładnie zagospodarowana. To wszystko sprawiło, że Louis zazdrości mu wielkiego domu z ogrodem. On i Hazza mieszkali w apartamencie i już od dawna planowali zakupienie domu na przedmieściach, w którym Marcel mógłby szczęśliwie dorastać. Na dworze był już zimno i ciemno, więc szybko weszli do domu.
- Przygotowałem wam pokoje na górze – powiedział Zayn, idąc w stronę schodów. Louis skierował się tuż za nim śmiejąc się lekko. Brunet spojrzał przez ramię i posłał mu pytające spojrzenie.
- Niepotrzebnie. Marcel nie uśnie sam, więc będzie spał ze mną – Ciemnooki pokiwał głową, a potem otworzył drzwi do jednej sypialni i wszedł tam stawiając walizki obok łóżka – Dzięki Zayn.
- Idźcie spać, bo jutro czeka nas dzień pełen pracy – Louis położył chłopca na fotelu i ukucnął nad nim. Zayn przyglądał się temu wszystkiemu z uśmiechem.
- Lilijko – powiedział Louis, potrząsając lekko chłopcem. Po chwili jego małe jasne oczka otworzyły się i spojrzał na swojego ojca zaspanym wzrokiem – Jesteśmy już na miejscu skarbie. Chcesz wziąć kąpiel i iść spać, czy umyjesz tylko ząbki, hmm? - Marcel zsunął się z fotela i oparł się swoim ciałkiem o szatyna. Zayn mógł spoglądać na nich wieki, ponieważ to był najpiękniejszy widok na świecie.
- Ząbki – wymruczał malec. Louis zsunął z jego ramion kurtkę, a potem buciki, po czym pozwolił mu doczłapać się powoli do drzwi łazienki. W międzyczasie sam zdjął z siebie odzienie. Zayn chętnie wziął od niego ubrania, oferując, że zaniesie je na dół. Marcel nawet nie spostrzegł, że brunet był w pokoju. Wyszedł więc z sypialni i udał się na dół. W tym czasie Louis pomógł synkowi umyć zęby, a potem przebrał go w jego piżamkę i popchnął w stronę sypialni. Malec wdrapał się na wielkie łóżko i położył się pod kołdrą czekając na swojego tatę.
Niebieskooki mężczyzna wziął szybki prysznic, a potem przebrał się w swoje spodnie od piżamy i białą koszulkę. Wyszedł do sypialni i spostrzegł Zayna siedzącego na łóżku i spoglądającego na Marcela.
- Jest taki śliczny – powiedział szeptem Mulat. Louis podszedł do łóżka i odgarniając kołdrę z swojej strony wsunął się pod nią – Przyniosłem ci wodę – powiedział wskazując na stolik nocny – A teraz idź spać, bo jest strasznie późno.
- Niall już wrócił? - Zayn westchnął ciężko i pokręcił przecząco głową – Hej. Zayn… Wszystko okej? Coś się dzieje – zapytał przysuwając do siebie malca, który kiedy tylko poczuł ciepło jego ciała, wdrapał się na jego tors i zasnął ponownie na nim.
- Nic. Właściwie to nie wiem. Ostatnio Niall bardzo dużo pracuje i wraca czasami po północy. To wszystko – wyjaśnił zmęczonym głosem Zayn. Louis wiedział, co to był za ton, ten wyraz twarzy nie dawał mu spokoju – Po prostu widzę, że się od siebie odsuwamy. No wiesz, oboje pracujemy całymi dniami. Chciałbym mieć coś, co będzie nas przy sobie trzymać tak jak ty i Hazz, macie Marcela.
- Och, kochanie – powiedział Louis próbując złapać dłoń Zayna, ale malec śpiący na nim mu to uniemożliwiał – Chciałbyś wziąć z Niallem ślub? - Brunet pokiwał głową, po czym spuścił wzrok na swoje kolana.
- Tak, wiem. Powinienem mu się oświadczyć. Ale on nawet nie ma czasu, aby zjeść ze mną śniadanie – wyjąkał zdesperowany chłopak. Louis poczuł się źle, ponieważ dokładnie wiedział, przez co przechodził jego przyjaciel. Z nim i z Haroldem było dokładnie tak samo.
- Porozmawiam z nim, dobrze? - Zayn nie odpowiedział, ponieważ usłyszeli, że ktoś wszedł do domu – Idź do niego. Dobranoc barwniku.
- Nigdy nie mogę zrozumieć, co do mnie mówicie tymi kwiatami – jęknął Zayna podnosząc się z łóżka. Podszedł do drzwi i zacisnął powoli klamkę.
- Wybacz to z przyzwyczajenie.
|SL|
Zayn wyszedł na korytarz, a potem zszedł na dół gdzie zastał Horana opartego o wysepkę kuchenną. Pił coś z wysokiej szklanki, a kiedy usłyszał za sobą szmery odwrócił się.
- Cześć kochanie – wyszeptał Niall, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Zayn odwzajemnił go natychmiast podchodząc w stronę niższego chłopaka – Czy nasi goście już tu są?
- Yhy, właśnie poszli spać. Marcel był bardzo zmęczony podróżą – Zayn sprzątnął z lady kilka naczyń i wstawił je do zlewu – Chcesz coś do jedzenia? - zapytał Horana.
- Nie dziękuje. Mam ochotę na kąpiel, a potem łóżko – zakomunikował. Opierając się całym ciałem o blat – Jutro mam opiekować się małym?
- Tak. Pójdę przygotuje ci kąpiel, dobrze? - Niall podniósł wzrok i ich tęczówki się spotkały – Choć Niall. Nie zaśnij na blacie.
Kiedy oboje znaleźli się w ich łazience Niall powoli pozbył się swoich ubrań, a Zayn wlewał do wanny wodę i miętowy płyn do kąpieli. Wiedział, że blondyn go uwielbia, więc nie szczędził go. Wrzucił mu do wody gąbkę, a kiedy miał już się podnieść i wyjść, poczuł dłonie Horana na swoim torsie i jego ciepły oddech na plecach.
-Tęskniłem za tobą hibiskusie – mruknął niebieskooki, odkręcając bruneta w swoją stronę – Zostaniesz ze mną? - Malik posłusznie kiwnął głową, po czym dał się rozebrać mniejszemu chłopakowi. Woda była wprost idealna na relaksującą kąpiel. Niall odprężył się i wreszcie mógł spędzić z swoim ukochany troszkę czasu na przytulaniu, i całowaniu, a Zayn poczuł jakby jego stary Niall powrócił.
|SL|
Louis obudził się bardzo wcześnie, czując na swojej szyi czyjś dotyk. Na początku oczywiście pomyślał, że to Harry, ale potem przypomniał sobie, że bruneta z nim nie ma. Otworzył leniwie oczy, a jego spojrzenia padło na najsłodszy obraz świata. Marcel siedział tuż obok niego i przytulał do swojego ciała pluszowego jeżyka, którego dostał od Harolda. To było w dzień ich pierwszego spotkania. Styles postanowił, że podaruje mu jakąś zabawkę, aby poczuł się lepiej, ponieważ w tym czasie był przeziębiony. Żaden z nich nie spodziewał się, że mały jeżyk stanie się ulubioną Przytulanką chłopca.
- Dzień dobry kochanie – powiedział Louis zachrypniętym od spania głosem. Marcel podniósł na niego wzrok, a na jego ustach pokazał się szeroki uśmiech.
- Cześć tato, witałem się z Panem Jeżykiem, smutno mu było samemu z walizce – wytłumaczył malec, pokazując mężczyźnie zabawkę. Szatyn kiwnął głową, po czym przekręcił się na bok i spojrzał na zegarek. Dochodziła piąta, ale nie dziwiło go to. Marcel spał w samolocie i potem w łóżku, więc miał prawo być wyspany.
- Długo już nie śpisz? - Jasnowłosy wzruszył ramionami, po czym jego głowa opadła na poduszkę tuż obok tej Louisa, jego małe ramionka oplotły go w pasie – Och, ktoś tu ma ochotę się poprzytulać? No chodź tu do mnie – Louis otulił go swoimi ramionami i pozwolił mu wygodnie się w nich ułożyć – Jest bardzo wcześnie, więc możemy pójść jeszcze spać, jeśli masz ochotę.
- Nieee – mruknął Marcel odsuwając się od niebieskookiego – Chce popływać.
- Kąpiel? - zapytał Louis, podnosząc się do pozycji siedzącej i podciągając do góry chłopca. Malec pokiwał głową, a potem wyrwał mu się i zszedł z łóżka, stając na środku pokoju. Jego łapki wystrzelił do góry i zaczął nimi machać na wszystkie strony – Dobrze już idę – Mężczyzna wstał z łóżka, a potem podszedł do walizek i wyjął z nich czyste ubrania dla siebie i Marcelą. Wziął je w dłonie, a potem wskazał mu, aby poszedł z nim do łazienki. Tam nalał pełną wannę wody, a potem wsadził do niej malca i pomógł mu się umyć. Oczywiście przy okazji jego piżama została zmoczona kilka razy, na jego włosach pojawiło się troszkę piany, ale sam widok szczęśliwego dziecka rekompensował mu wszystko. Sama nawet nie wiedzieli, kiedy minęła godzina siedzenia w łazience. Woda powoli zaczynała stygnął, więc Marcel został wyjęty i osuszony, a potem ubrany w niebieskie spodnie i szaro niebieski sweter. Podczas kiedy Louis suszył jego włosy suszarką, do ich sypialni wszedł Niall i znalazł ich śmiejących się na cały głos.
- Dzień dobry kochani! - powiedział posyłając im uśmiech. Usłyszawszy głos wujka, Marcel zeskoczył z krzesła i podbiegł do niego chcąc jak najszybciej znaleźć się na jego rękach. Niall nachylił się nad malcem i wziął go na ręce przytulając, i całując jego czoło – Ktoś tu tęsknił za wujkiem Niallem
- Będziecie mieć cały dzień dla siebie chłopaki – powiedział Louis, Niall pokiwał głową, a potem spojrzał na malca.
- To co, idziemy zobaczyć, co zrobił na śniadanie wujek Zayn, a tata w tym czasie weźmie prysznic? - Marcel pokiwał ochoczo głową, na co blondyn zaśmiał się, a potem oboje opuścili łazienkę.
|SL|
Niall wszedł do wielkiego pomieszczenia i postawił chłopca na posadzce. Po zjedzonym śniadaniu i odwiezieniu Louisa, i Zayna do pracy, chłopak wraz z Marcelem pojechali do kwiaciarni, którą prowadził Horan. Nie była to jednak taka zwykła kwiaciarnia. Była to wielka hala, w której rosło wiele odmian kwiatów. Oczywiście wszystkie były do sprzedaży. Blondyn uwielbiał, kiedy mógł mieć świeże kwiaty tuż przy sobie. Opiekę nad nimi sprawował on, oraz kilkoro innych pracowników. Chłopak uwielbiał przebywanie wśród kwiatów, więc nigdy nie narzekał.
- Tutaj jest tyle kwiatów – powiedział zaskoczony Marcel. Horan zaśmiał się lekko, a potem złapał go za dłoń i poprowadził wzdłuż ścieżki. Idąc między krzakami roślin chłopcy mijali kilkoro pracowników, którzy przywitali się z starszym, ale i młodszemu pomachali. Niektóre kobiety nawet go rozpoznały, co Niall skwitował głośnym śmiechem. Tego dnia blondyn nie pracował, ale chciał, chociaż na chwilkę zajrzeć do kwiaciarni. Nie mógł wyjść z przyzwyczajenia, że zawsze tam był – Tatuś nie pracuje w takim miejscu.
- Harry? Harry to tatuś? - zapytał zaskoczony. Marcel pokiwał głową uśmiechając się – Myślałem, że Louis to tatuś.
- Niee. To tata. Tata nie zna się na kwiatach tak jak tatuś – wyjaśnił mocnej zaciskając jego dłoń, kiedy przechodzili do innego pomieszczenia.
- Tak samo jak Zayn, hmm? Okej to jest główna część kwiaciarni, tutaj klienci wybierają kwiaty, albo bukiety. Chcesz, żebym ci poopowiadał o kwiatach, podczas kiedy będę robić bukiet, dla jednej pani? - Marcel kiwnął głową, więc Niall podniósł go do góry i usadził na ladzie. Pouczył go, aby się nie wiercił, bo może spaść, a potem poszedł za blat i zabrał kilka rzeczy. Podchodził po kolei do różnych kwiatów i brał po kilka z niektórych wazonów. W efekcie zgromadził na ladzie po kilka sztuk białego anturium, czerwonej frezji, pomarańczowej gerbery oraz różowej róży. Marcel przyglądał się temu wszystkiemu z zachwytem. A kiedy Niall zabrał się za tworzenie bukietu, on przyglądał się mu bacznie dopóki mu się nie znudziło i nie chciał zejść. Oczywiście blondyn zdjął go z blatu i pozwolił buszować między wazonami.
- Co to za żółte kwiatki? - zapytał blondynek, pokazując na wielki bukiet. Niall odwrócił się do niego i popatrzył tam gdzie wskazywał malec.
- To są żonkile. Chcesz, żebym ci poopowiadał o znaczeniu tych kwiatów – Marcel pokiwał głową i przeszedł kilka kroków w stronę niebieskich kwiatków – Żonkile mówią jestem zazdrosny.
- To coś dla taty – zaśmiał się chłopiec – A te? Te niebieskie.
- To szafirek – jesteś moim ideałem. A te za tobą to białe róże, można je odczytywać na dwa sposoby. Cała róża to jesteś wart kochania, ale sam pąk białej róży to niewinne serce. Wujek Zayn bardzo lubi białe róże. A jakie jest twój ulubiony kwiat? - zapytał Horan, kończąc robić bukiet.
- Nie znam ich nazwy – wyznał ze smutkiem malec, chodząc między wazonami w poszukiwaniu swoich ulubionych kwiatków – Są malutkie i mają piękne fioletowe kwiatuszki.
- Zobacz po tamtej stronie – Uśmiechnął się Horan podejrzewając nazwę kwiatków. Niebieskooki od razu podbiegł w skazane miejsce, a potem zapiszczał widząc mały wazonik z swoimi ulubionymi kwiatkami – To jest maciejka, skarbie.
- A co ona oznacza? - Marcel wyciągnął jedną gałązkę, fioletowych kwiatków tak, aby niczego nie przewrócić, a potem podszedł do wujka.
-Oznacza akceptacje. Chcesz zrobić jakiś bukiet dla taty? - zapytał. Malec zastanowił się chwilkę, a potem pokiwał głową – Chcesz, żeby miała jakieś przesłanie?
- Kocham cię. I chce te niebieskie! - wykrzyczał prawie Marcel. Niall pokiwał głową, a potem zawołał jedną z pracownic, której przekazał wszystkie instrukcje, a potem razem z malcem wyszli z kwiaciarni, wcześniej zabierając bukiet, którzy przygotował Niall.
|SL|
Niall obserwował wejście do ogródka restauracyjnego, wyczekując przybycia długonogiej brunetki, z którą był umówiony. Marcel siedział obok niego i rozglądał się dookoła chłonąc przepiękny widok ogrodu. Nigdy wcześniej nie widział tylu kwiatów w restauracji. Nigdy wcześniej nie był w ogrodzie restauracyjnym, który pod każdym względem przypominał szklarnie. Oczywiście było to spowodowane zimnem za szybami.
- Na kogo czekamy wujku? - zapytał blondynek, spoglądając na Horana. Niall od razy spojrzał na niego i uśmiechnął się widząc jego pogodną twarz. Pogładził go po włosach, a potem oboje usłyszeli pogodny śmiech. Starszy mężczyzna od razu rozpoznał, do kogo należał, więc kiedy spojrzał w stronę wejścia nie zdziwił go widok roześmianej Eleanor idącej w ich kierunku. Jej idealnie włosy tego dnia były związane w warkocz, a jej usta muśnięte były lekką szminką w odcieniu pudrowego różu. Jak zwykle prezentowała się idealnie, nawet w zwykłych rurkach i czarnym swetrze, który ukrywał się pod kremowym płaszczem.
- Witaj Eleanor! - zawołał Horan, kiedy dziewczyna znalazła się tuż przy ich stoliku. Wstał i uścisnął ją lekko, a potem podał jej bukiet kwiatów, który przygotował w kwiaciarni. Odwrócił się do Marcela i wskazał na niego ręką – A to jest…
- Oczywiście, że wiem, kto to jest! Tak strasznie się cieszę, że mogę cię wreszcie poznać Marcel! Jestem Eleanor, mów do mnie ciociu - Brunetka zajęła miejsce obok chłopczyka i wyciągnęła do niego rękę, którą uścisnął nieśmiało – Nie mogłam się doczekać dnia, w którym wreszcie poznam tego słodkiego chłopczyka, o którym opowiadał mi Louis.
- Twój tata i Eleanor mieszkali razem podczas studiów w Londynie. Są przyjaciółmi – wyjaśnił Niall widząc zakłopotanie na twarzy Marcela.
- Twój tata to świetny facet. Niestety nie znam osobiście Harry’ego, co właściwie jest dziwne, ale o tobie słyszałam bardzo dużo – Marcel uśmiechnął się lekko, po czym całą trójką zamówili obiad. Podczas dwugodzinnego pobytu w restauracji Niall i Eleanor omówili szczegóły zakupu kwiatów na jej ślub, który miał odbyć się dwa miesiące później. Marcel przysłuchiwał się im siedząc na swoim krześle, albo u Nialla na kolanach tuląc się do niego i bawiąc się jego naszyjnikiem z czterolistną koniczynką. Eleanor okazała się naprawdę wspaniałą dziewczyną. Ciągle uśmiechniętą i pogodną, jakby żadne zmartwienia jej nie dotykały. Po obiedzie wybrali się do Central Parku gdzie spacerowali dobrą godzinę. Brunetka towarzyszyła mi przez jakiś czas, ale potem musiała wracać do domu, ponieważ Max (jej przyszły mąż) wracał z delegacji. Marcel przytulił ją mocno na pożegnanie, co jej się spodobało i zażądał, aby odwiedziła go kiedyś w Londynie..
Podczas powrotu do domu, zajechali do kwiaciarni, aby odebrać bukiet, który zażyczył sobie Marcel. W domu byli po siedemnastej. Niall otworzył drzwi wpuszczając go do domu, a potem pomagając mu zdjąć buty i kurtkę. Z salonu dochodziły czyjeś głosy, więc byli pewni, że Zayn i Louis wrócili do domu. Blondynek od razu złapał w dłonie swój bukiet i pobiegł do salonu gdzie znalazł tatę i wujka siedzącego na kanapie i przeglądającego jakieś szkice.
- Tata! - zawołał, przez co Louis spojrzał w górę na biegnącego chłopca. Uśmiechnął się na jego widok, ale jeszcze bardziej spodobał mu się widok małego bukieciku, który chłopiec wręczył mu, kiedy tylko do niego podbiegł. Było to pomieszanie szafirków z goździkami czerwonymi. Zayn chichotał lekko pod nosem, kiedy Marcel wtulał się w tors swojego taty i obejmował go za szyje nie chcąc puścić.
- Co się stało kochanie? - zapytał Louis odsuwając od siebie malca. Na jego twarzyczce kryła się radość pomieszana z zdziwieniem – Mam nadzieje, że byłeś grzeczny i nie sprawiałeś wujkowi kłopotów – Marcel zaprzeczył od razu, a Niall potwierdził jego słowa. Potem zabrał od Louisa kwiaty, aby wstawić je do wazonu.
- Tęskniłem za tobą – powiedział niebieskooki, a w jego oczach zaczęły zbierać się łzy. Louis wiedział, że to nie wróżyło nic dobrego – Tęsknie za tatusiem – Louis zgarnął go w swoje ramiona i pozwolił mu się ponownie wtulić w swoją klatkę piersiową.
- Ja też bardzo za tobą tęskniłem robaczku – powiedział szatyn wprost do ucha synka – Jutro wracamy do domu, więc nie masz się, czym martwić. Ja też za nim bardzo tęsknie – Niall wrócił do salonu z czterema kubkami herbaty i usiadł obok Zayna, który patrzył na przyjaciela rozczulony. Uwielbiał ten widok. Nawet, jeśli krajało mu się serce, bo Marcel tęsknił za tatusiem to jednak lubił spoglądać na nich, kiedy byli tak blisko.
- Widzieliśmy ciocię Eleanor – wyszeptał Marcel. Louis spojrzał zaskoczony na Nialla, przez co Horan zaśmiał się głośno, a potem przytulił do Malika – Jest naprawdę piękna i chciałbym się kiedyś z nią ożenić. Myślisz, że się zgodzi? – Tym razem Zayn parsknął śmiechem, a potem pokręcił z niedowierzaniem głowa.
- Wiesz skarbie ciocia Eleanor bierze niebawem ślub – Zaczął spokojnie Niall, nie chcąc urazić malca – Będzie już miała męża.
- No to, co? Przecież mężowie po jakimś czasie znikają. Jak jej mąż zniknie to wtedy ja się z nią ożenię. Musi się zgodzić – Louis pokiwał głową, po czym przeczesał dłonią grzywkę syna.
- Skoro mężowie znikają to znaczy, że tatuś też zniknie? - zapytał rozbawiony szatyn. Marcel spojrzał na niego zaskoczony, a potem pokręcił przecząco głową.
- Niee. Tatuś nie jest mężem, jest tatusiem. A tatusiowie nie znikają – Jego poważny głos jeszcze bardziej rozbawił Zayna, przez co został zaatakowany przez malucha, który wyrwał się z objęć ojca i zaczął łaskotać swojego wujka. Louis z Niallem śmiali się z tego widoku, ale nie próbowali nawet powstrzymywać Marcela, ponieważ pragnęli, aby chociaż przez chwilkę zapomniał o tęsknocie.
|SL|
Harry stał oparty o jedną z kolumn w hali dla vipów. Cieszył się, że zakupił bilety specjalne, ponieważ nie musiał się gnieździć z masą innych ludzi czekających na przylot swoich najbliższych. Samolot Louisa i Marcela wylądował pięć minut wcześniej, ale Harry dobrze wiedział, że zanim wysiądą i odbiorą bagaże minie troszkę czasu. Przez cały dzień pracował, ale nie mógł odpuścić sobie odebrania z lotniska najważniejszych osób w jego życiu. Więc kiedy dziesięć minut później zobaczył ich idących w jego stronę jego serce zabiło mocniej i dopiero wtedy poczuł jak bardzo za nimi tęsknił To było nie do opisania. A przecież były to tylko dwa dni. Marcel, kiedy go zobaczył rzucił swoje rzeczy na podłogę i podbiegł do niego krzycząc głośno. Kilkoro ludzi odwróciło się w ich stronę, na co Louis posłał im przepraszające spojrzenie. Malec wpadł w objęcia tatusia i przycisnął się do niego tak bardzo, że aż zabrakło mu tchu.
- Tatuś – wyszeptał Marcel odsuwając się od Harry’ego i gładząc jego twarz swoim rączkami – Kocham cię.
- Ja ciebie też lilijko moja najsłodsza. Tęskniłeś za mną? - zapytał, na co on pokiwał energicznie głową. Styles zgarnął go na ręce, a potem wolnym krokiem podszedł do swojego męża, który staną w miejscu, w którym ich syn rozwalił swoje rzeczy – Następnym razem zapamiętaj, żeby nie rozrzucać swoich rzeczy, dobrze?
- Ale ja tak za tobą tęskniłem – mruknął malec. Harry postawił go na ziemi, tym samym każąc zebrać plecak i małą walizkę. Marcel nie był tym zadowolony, ale nie sprzeciwiał się niczemu. Harry podszedł do Louisa i zgarnął go w swoje objęcia, na co szatyn westchnął głośno i był bliski płaczu, ale młodszy chłopak ucałował płatek jego ucha i pogładził go pocieszająco po plecach.
- Jesteś już w domu Lou. Wszyscy jesteśmy. Tęskniłem za tobą bardzooo – Tomlinson odsunął się od swojego męża, po czym ucałował go lekko z usta.
Przez całą drogę powrotną do domu Marcel opowiadał Harry’emu, co robił w Nowym Jorku i kogo tam spotkał. Buzia mu się nie zamykała, ale pod koniec drogi usnął ze zmęczenie. Louis wziął go w swoje ramiona i zaniósł do ich mieszkania, a Harry zajął się walizkami.
- Będzie spał do południa mówię ci to – powiedział Harry, kiedy razem z Louisem wychodzili z pokoju ich syna. Louis uśmiechnął się ciepło, a potem objął Harry’ego za szyje i przytulił się do jego torsu. Lubił to, że był mniejszy i idealnie wpasowywał się w wyższego chłopaka – I jego sen będzie naprawdę mocny, a wiesz, co to znaczy?
- Że nie będziemy musieli wstawać do niego w nocy? - zapytał ze śmiechem Louis, chociaż doskonale wiedział, o co chodziło brunetowi, choćby przez sam ton jego głosu. Harry pociągnął go w stronę ich sypiali i zatrzasnął za nimi drzwi ciągnął ukochanego w stronę łóżka – Nie jesteś zmęczony?
- Jestem, ale bardzo za tobą tęskniłem i chce cię mieć dla siebie – mruknął zielonooki całując usta, a potem szyje chłopaka. Louis kochał to, w jaki sposób Harry się nim zajmował, troszczył o niego i zawsze był przy nim, ponieważ kochał go. Kochał go całym serce, był tylko jego. Kochał to, w jaki sposób mógł kochać się z nim nawet wtedy, kiedy był zmęczony i nie miał siły. Mógł to robić, ponieważ Louis był jego. Tylko jego. Nikogo innego. Sam na to zapracował. Swoim staraniem, słowami i tym wszystkim, co mu ofiarował. Kochali się tak mocno nawet, jeśli mieli syna i byli zajęci ciągłą pracą. Uwielbiali to, w jaki sposób znajdywali na wszystko czas. Nawet na słodką tęsknotę.
—-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz