Dzień wyczekiwany przez Harry’ego i Zayna od wieków
Harry naprawdę starał się, nie przypominać sobie o tym. Robił dosłownie wszystko, gdy to zdarzenie przychodziło mu na myśl; począwszy od pisania po sprzątanie całego mieszkania. Ale gdy późno wieczorem leżał całkiem sam w ciemnym pokoju, do którego nie dochodziła nawet minimalna poświata, po prostu nie znajdywał innego rozwiązania niż myślenie o tym.
I wtedy z odrobiną wstydu i zażenowania oraz niestety podniecenia, do którego za żadne skarby świata nie chciał się przyznać, przypominał sobie całą sytuację. Widział swoją własną postać klęczącą na miękkim, puszystym dywanie w pokoju dziennym, pamiętał każdy ruch ręką po twardym do bólu penisie i słyszał głośny krzyk, gdy dochodził, myśląc o tym, jak bardzo seksownie wyglądał Louis tamtego wieczoru.
To nie była jego wina. Był pijany i napalony, a zresztą… chyba każdy człowiek kiedyś obciągał sobie na widok swojego najlepszego przyjaciela geja. Prawda? Harry każdego dnia łudził się, że tak.
Nic takiego się nie stało., pomyślał, wyciągając z szafy szarą marynarkę z podwiniętym spodem granatowych rękawów. Dopasował do tego biały t-shirt i czarne, obcisłe spodnie, przykładając je do ciała i przeglądając się w lustrze.
Romantyczna randka z Louis’m to coś, czego nic nie mogło przebić. Dzisiejszy wieczór jest ich i nikt nie może go zepsuć. A może powinien powiedzieć ‘nikt’, zważywszy na to, że muszą upilnować dwóch zakochanych w sobie facetów.
****
3 dni wcześniej
Zayn uśmiechał się, patrząc z czułością na Liama.
To wspaniałe, jak bardzo jego życie zmieniło się pod wpływem tego cudownego chłopaka. Naprawdę chciał wierzyć, że się zmienił. A Liam każdego dnia uświadamiał mu, że tak było, będąc po prostu sobą. I może Zayn nie mógł odnaleźć jego wad, a obraz mężczyzny był nieco wyidealizowany, ale mulat rozumiał, że nic nie mogłoby zniszczyć tej silnej więzi, która wytworzyła się między nimi w tak krótkim czasie. Może nie była to miłość, ale jakiegoś rodzaju przywiązanie czy coś takiego…
Zayn dalej nie zaprzątał sobie głowy marnymi próbami nazwania ich relacji, decydując się na powolne obserwowanie każdego najmniejszego ruchu Liama; patrzył na jego długie palce, którymi przeczesywał wystylizowane włosy, czy gestykulował podczas mówienia o typowych pierdołach.
- Umm, Zayn?
Głęboki głos wyrwał go z otchłani ideału, sprowadzając na ziemię, aby Zayn mógł się otrząsnąć, nadal nie odrywając wzroku od Liama.
- Tak? – odchrząknął, mrugając po raz pierwszy od kilkudziesięciu sekund.
- Wszystko w porządku? – zapytał Liam, a Zayn miał ochotę rozpłynąć się w powietrzu, bo było tak cudownie, miło i wspaniale wiedzieć, że ktoś się o niego troszczy.
- Tak, tak… po prostu, yhm, troszkę mi.. zimno? Zimno, tak – jego wymówka była tak beznadziejna, że miał ochotę uderzyć się otwartą dłonią w czoło, ponieważ, kurwa, był lipiec! Jeden z najgorętszych miesięcy w całym roku. To całkowicie wina Liama, to on tak na niego wpływa, robiąc z niego totalnego palanta.
- Oh… okej. Mógłbym cię przytulić, wiesz, żeby zrobiło ci się cieplej, ale niestety boję się, że nie da się tego zrobić przez ekran komputera – uśmiech Liama był tak uroczo niewinny, że Zayn czuł jak rozpływa się przez jego słowa, dopóki nie przemyślał tego, co jego rozmówca powiedział i…
Czy on coś insynuował? Czy to była cholerna, cudowna sugestia, że Liam chce go zobaczyć na żywo? I zaraz, czy on jeszcze oddychał?
- Tak, niestety – wymamrotał Zayn, ciągle próbując się uspokoić. Odwaga, odwaga, odwaga. – Naprawdę chciałbym teraz się do ciebie przytulić.
Liam uśmiechnął się smutno, ale delikatnie. Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał, po czym machnął ręką, a podekscytowanie było widoczne w jego oczach. – W zasadzie to nie jest aż tak niemożliwe.
Tak, kurwa, tak!
- Oh?
- Pamiętasz jedną z naszych pierwszych rozmów? – Pamiętam wszystkie, skarbie.
- Umm, tak?
- W zasadzie wyszło nam, że mieszkamy dosyć blisko, nie?
Zan zdobył się tylko na delikatne skinięcie głową, wstrzymując oddech.
- No i ogólnie znamy się już dosyć długo, to znaczy, jeśli znajomością można nazwać takie rozmawianie o byle sprawach przez kamerkę, haha, ale nie o to mi chodziło, chciałem, umm, powiedzieć, że może moglibyśmy-
- Chcesz zaprosić mnie na randkę? – odezwał się Zayn w przypływie odwagi, uśmiechając się zadziornie do jąkającego się Liama, który wydawał się być tak samo zdenerwowany, jak on.
- Coś, coś w tym stylu.
Zayn czuł, jak na jego ustach rozpościera się tak olbrzymi uśmiech, że zaczynały boleć do policzki, ale nie mógł przestać. Pozostał uśmiechnięty przez całą resztę ich rozmowy, gdy uzgadniali szczegóły, a później na pożegnanie Liam przesłał mu małego, uroczego buziaka, mrugając do niego w tym samym czasie.
Siedział na kanapie przez kilka minut, próbując ochłonąć i wspominając każdy najmniejszy szczegół ich rozmowy, po czym zerwał się z miękkiej sofy, pędząc do szfay. Co z tego, że miał trzy dni na przygotowanie ubrań, to był Liam i Zayn musiał wyglądać idealnie.
Ich randka musi taka być.
****
Dzień wyczekiwany przez Zayna i Harry’ego od wieków, ciąg dalszy
Harry tupnął nogą w zdenerwowanym geście, wyrzucając kolejne kupy ciuchów na swoje łóżko. Już od pół godziny próbował wybrać jakieś normalne ubranie, stosując się do zasad Louis’ego Musisz wyglądać jakbyśmy serio byli na randce (z tym akurat Harry nie miał najmniejszego problemu) i Nie mogą nas rozpoznać, więc ubierz się inaczej niż zwykle. I właśnie ten drugi aspekt planu Louis’ego był najtrudniejszy.
Nie chciał wyglądać jak nie on, ponieważ ta randka była idealnym sposobem, aby jakoś zaimponować Louis’emu. Wiedział, że w inny sposób nigdy tego nie zrobi, zważywszy na to, że Louis widział w nim tylko najlepszego kumpla. Harry zawsze kochał ich przyjaźń i to nigdy by mu nie przeszkadzało, ale jakaś niewidzialna, złośliwa siła, kazała mu przełamać tą cienką granicę.
Nie mógł mu po prostu powiedzieć o swoich uczuciach, ponieważ wtedy Louis co najmniej by go wyśmiał albo od razu zakończył ich znajomość i Harry nie zobaczyłby go nigdy więcej. A tego z pewnością zielonooki by nie przeżył, więc tkwił w tej pułapce, starając się zachowywać tak, jak kiedyś.
Tyle że to nie było takie łatwe. Louis ciągle go przytulał, siadał zdecydowanie za blisko niego i ciągle domagał się jego obecności, a teraz Harry musiał naprawdę starać się, aby nie rzucić się na niego, gdy wyglądał tak gorąco cały czas. Miał ochotę pocałował każdy kawałek jego ciała, dotykać go, wpleść palce w te cudowne włosy i szeptać do ucha miłosne wyznania.
Ale oczywiście nie mógł tego zrobić, więc po prostu musiał udawać. W szkole był dobrym aktorem, często grywał w różnych przedstawieniach, mogło mu się udać. Chociaż oczywiście wszystko byłoby banalniejsze, gdyby Louis też czuł do niego coś więcej.
I w taki oto sposób Harry ponownie znalazł się w punkcie wyjścia, siedząc na podłodze pomiędzy dwoma koszulami, błękitną i białą, próbując zdecydować, która będzie odpowiedniejsza. Pomimo wszystko nie chciał wyglądać źle na tej randce (która nie była nawet ich randką, ale ciii…), więc postanowił ubrać się jak nie on w innym tego słowa znaczeniu.
Marynarka, której nie ubierał od tak dawna i jasnoniebieska koszula (której Harry z pewnością nie wybrał dlatego, że jej kolor przypominał mu oczy Lou) wydawały się odpowiednim zestawem.
Harry zerknął nerwowo na zegarek, ustalając, że została mu ponad godzina do ich wyjścia. Gdy przemykał do łazienki, aby wystylizować włosy, naprawdę starał się nie zauważyć przebierającego się Louis’ego, ale gdy usłyszał jego wołający głos, westchnął i zatrzymał się w miejscu, dzierżąc w dłoniach ubrania.
- Hazza! Jak ci idzie? – jego uśmiech był tak uciążliwie wielki i radosny, gdy stał z jedną nogawką spodni ubraną, a drugą wleczącą się po podłodze, że Harry zachichotał (zachichotał, naprawdę? Co się z nim dzieje?).
- Świetnie. Jesteś pewien, że umówili się na osiemnastą? – upewnił się zielonooki, nadal nie będąc całkowicie przekonanym do szpiegowania przyjaciół.
- Uh, tak, sprawdzałem to dziesiątki razy! Mógłbym pracować w FBI, tak w ogóle – zatrzepotał przesadnie rzęsami.
- Z pewnością – wymamrotał Harry, kierując się do łazienki.
Czterdzieści minut później siedzieli w samochodzie Louis’ego, spoglądając z zaciekawieniem na szyld restauracji, pod którą zaparkowali. Z zewnątrz wyglądało to na małą, przyjemną knajpkę w mniej znanej części Londynu, co w ogóle ich nie zdziwiło, ponieważ Zayn pomimo wszystko nigdy nie lubił tych bogatych dzielnic (za każdym razem mówiąc, że nienawidzi tych wszystkich snobów).
- Idziemy? – zapytał Louis, a Harry jedynie skinął głową, nadal zafascynowany wyglądem Louis’ego.
Jego najlepszy przyjaciel wyglądał niesamowicie. Miał na sobie czarną marynarkę z bordowymi wstawkami, jasnoszary podkoszulek, ciemne, cholernie obcisłe spodnie (w których jego tyłek wyglądał jeszcze lepiej niż zwykle, dodałby Harry) i ciemnoczerwone trampki. Włosy ułożył w idealnego quiffa, a w jego oczy wręcz iskrzyły z podekscytowania.
Gdy weszli do restauracji, uderzyła ich woń pieczonego kurczaka i Harry dopiero wtedy zrozumiał, że nie jadł od przeszło dwóch godzin. – Jestem głodny – wymruczał, a Louis uderzył go mocno w lewe ramię. – Co do cho-
Przerwał, zauważając dwóch mężczyzn, w których wpatrywał się Louis i oniemiał, bo jednak jego przyjaciel miał rację. Ujrzał Liama i Zayna.
***
Pół godziny wcześniej
Zayn stukał nerwowo w blat brązowego stołu, odrywając wzrok od wielkich, czarnych drzwi wejściowych co dwie sekundy, gdy z nerwów musiał przejrzeć się w przedniej szybce swojego telefonu (przecież nie mógł wyglądać okropnie, gdy zjawi się Liam!) lub sprawdzić zegarek.
Ich randka (Zayn dotychczas nie lubił tego słowa, ale teraz, gdy kojarzyło mu się z Liamem , było całkiem przyjemne) zaczynała się za dziesięć minut, więc może trochę przesadzał, ale siedział przy zamówionym stoliku od parunastu minut, ponieważ cóż… wolał przyjść wcześniej, niż później i przykładowo minąć się z drugim mężczyzną.
Gdy drzwi zamknęły się z hukiem, jego wzrok poszybował znad ekranu komórki na wejście, a na ustach pojawił się wielki uśmiech, który szybko został zastąpiony przez grymas, gdy facet, który wszedł do restauracji, okazał się wysoki, ale zdecydowanie za gruby. Dodatkowo, gdy podbiegł do jakiejś blondynki, rzucając się na nią swoim wielkim cielskiem, Zayn odwrócił wzrok, wystawiając język w odruchu wymiotnym.
Zachowywał się jak dziecko, tak, ale on naprawdę bardzo się denerwował. Myśl, że będzie tak zestresowany, jak spotka Liama, wprawiała go w jeszcze większe przerażenie, a on sam nie wiedział, co robić. Przecież musiało się udać!
Przeżył kolejną niespodziankę tego dnia, ponieważ kiedy zobaczył Payne, wszystkie jego nerwy zniknęły, a on po prostu uśmiechnął się delikatnie i zawołał do siebie Liama. Mężczyzna zauważył go, jego twarz pojaśniała, iskierki pojawiły się w oczach, a on podszedł do Zayna i kurwa, na żywo to jeszcze większa perfekcja, zauważył mulat.
Jego włosy wydawały się dłuższe, niż podczas ich rozmów, a oczy ciemniejsze, rozświetlane jedynie przez blask, który wciąż był w nich widoczny. Biała koszulka opinała jego umięśnioną klatkę piersiową, a Zayn chciał tu i teraz przebiec palcami po jego odkrytych obojczykach.
- Um, hej? – Liam wyciągnął rękę w jego kierunku, a Zayn potrząsnął nią, czując jak przeszywają go dreszcze, gdy ich dłonie spotkały się.
- Tak, cześć. Bardzo się cieszę, że uh, przyszedłeś.
- Sądziłeś, że się nie pojawię? – zaśmiał się Liam i to z pewnością był najbardziej uroczy dźwięk na całej kuli ziemskiej.
- No cóż… może pomyślałeś, że jestem jakimś pedofilem czy coś?
Zayn spodziewał się kolejnego wybuchu śmiechu, ale on nie nastąpił, a Liam jedynie uśmiechnął się i podniósł brew. – Umiem wyczuć ludzi i ty mi na takiego nie wyglądasz.
Mulat zachichotał, patrząc na bruneta z fascynacją i czując się coraz lepiej, tak jakby wszystko było na swoim miejscu. Gdy był w pobliżu Liama, mógł rozmawiać z nim i zwyczajnie czuć jego obecność, był uszczęśliwiony. W duszy dziękował Harry’emu, że razem z Lou zgłosili go do tej agencji. To był chyba ich najlepszy pomysł, zważywszy na to, jak podczas rozmowy Liam chwycił dłoń Zayna, a ten dosłownie umarł z radości.
***
Harry uśmiechnął się do Louis’ego, który zaglądał przez ramię w kierunku stolika ich znajomych. Ta sytuacja była całkiem zabawna, mężczyzna z wielkim, czarnym kapeluszem na głowie ciągle odwrócony do tyłu i szpiegujący inną, także gejowską parę, a obok siedzący drugi facet, który patrzył na pierwszego z fascynacją, ale też rosnącym zniecierpliwieniem z powodu jego zachowania.
- Um, Lou? Czy mógłbyś się w końcu odwrócić? Daj im spokój – jego ton był miękki i żartobliwy, ale pomimo to Louis zajęczał nieprzyjemnie.
- Hazza! To jest ich pierwsza randka. Muszę wiedzieć, jak im idzie – odrzekł podekscytowany, znowu spoglądając niewinnie w kierunku Zayna i Liama.
Harry przewrócił oczami i zajął się przeglądaniem karty dań (możliwe, że również zasłaniając się nią, ponieważ wolał być odrobinkę ostrożniejszy niż jego przyjaciel), ostatecznie decydując się na polędwiczki duszone. Gdy opuścił menu, Louis przygryzał dolną wargę, a jego twarz wyglądała jak jedno wielkie ciasteczko.
- Co znowu? – zachichotał.
- Popatrz na ich ręce!
Harry wychylił się zza Louis’ego, zerkając na przyjaciół i ich zastawiony potrawami stół, po czym zauważył to. Dłoń Zayna była spleciona z dłonią Liama, podczas gdy oni spoglądali na siebie z zafascynowaniem i zauroczeniem.
Nie mógł się nie uśmiechnąć, ponieważ, kurza twarz, to było takie urocze. – Awwh - wymruczał, a uśmiech Louis’ego jeszcze bardziej się powiększył.
- Widzisz, mówiłem! Tylko czy to nie za szybko? – zmarkotniał, wysuwając wargę w dziecinnej minie.
- Coś ty, są idealni – może Harry nie był aż tak entuzjastycznie nastawiony, ale nie mógł pozwolić na to, aby Louis był smutny.
Gdy parę minut później, młoda, brązowooka, długowłosa kelnerka stanęła przy ich stoliku, Louis wybrał już swoje danie. Kobieta spojrzała na nich z uśmiechem, wyglądając, jakby miała się rozpłynąć. Po złożeniu zamówienia, dziewczyna dygnęła, mówiąc:
- Dzisiaj mamy specjalną promocję dla par, zostanie ona naliczona na państwa rachunek przy ostatecznej kalkulacji.
Kurwa, kurwa, kurwa, zajęczał w myślach Harry, spanikowany zerkając na Louis’ego. Czy ta kobieta była aż tak niedomyślna? Przecież przez zachowanie bruneta, oni wcale nie wyglądali jakby byli na uroczej, romantycznej randce. Taką propozycję mogłaby złożyć Liamowi i Zaynowi, którzy radzili sobie wręcz doskonale, pomyślał, będąc nieco zazdrosnym. Dlaczego im wszystko przychodziło tak łatwo?
Szybko przestał rozmyślać nad uczuciem ich znajomych, koncentrując się na wpatrywaniu się w przyjaciela oraz kelnerkę, która uśmiechnięta podniosła brew, w oczekiwaniu na jakiś komentarz z ich strony.
Ale właściwie, kto nie chciałby jakiegoś rabatu? Przecież mogli udawać i stwierdzić, że oczywiście, są na randce. Harry naprawdę nie miałby nic przeciwko. A Louis… on w zasadzie lubił takie zabawne sytuacje, jakieś tajemnice, plany. To powinno mu się spodobać.
Chciał się odezwać, ale Louis go uprzedził, sprawiając, że Harry pozostał z lekko otwartymi ustami.
- Nie jesteśmy na randce – zaśmiał się, ale jego ton był chłodny, co całkowicie zaskoczyło Harry’ego, bo halo!, Louis miał dzisiaj cudowny humor.
- Oh… - kobieta wydawała się być zbita z tropu, ale szybko uśmiechnęła się z powrotem. – A powinniście być, jesteście tacy uroczy – dodała, po czym zostawiła ich całkowicie zdezorientowanych.
Gdy długowłosa zniknęła za rogiem, Louis przewrócił oczami. – Hah… tak, więc, to było zabawne.
Dlaczego? Nie wyobrażasz sobie nas na prawdziwej kolacji?, chciał zapytać Harry, ale jedynie skinął głową.
- Czy ona serio myślała, że jesteśmy na randce? – kontynuował Louis, a zielonooki czuł się coraz gorzej z każdą sekundą. – Przecież jesteśmy przyjaciółmi, nie patrzymy na siebie jakoś z miłością, nie?
***
Reszta ich kolacji minęła w spokoju; Louis co chwilę odwracał się, aby spojrzeć na zakochanych lub starał się rozbawić Harry’ego, który był raczej w pochmurnym nastroju i nie odzywał się zbyt wiele, skupiając się na powolnym żuciu swoich polędwiczek.
Gdy cisza stała się zbyt dotkliwa, Louis odłożył widelec, patrząc na przyjaciela zmartwionym wzrokiem. – Coś się stało? – zapytał.
- Nie, nie – Harry podniósł delikatnie kąciki ust, czując się ocenianym pod jego natarczywym spojrzeniem. – Wszystko jest dobrze.
- Okej – odpowiedział, ciągle nieprzekonany, a Harry wiedział, że jego odpowiedź nie była zbyt przekonująca, ale to go nie obchodziło, dopóki jego przyjaciel nie żądałby innej.
Kilkanaście minut później, gdy brunet ostatecznie się wyluzował, starając nie myśleć o dotkliwych słowach starszego chłopaka, zdecydowali zapłacić i cichutko wymknąć z restauracji, tak aby nie zostali zauważeni przez znajomych. Louis zobaczył mężczyznę w firmowym stroju, stojącym przy stoliku obok, więc przywołał go, po czym zanurkował dłonią w kieszeni marynarki, w celu znalezienia portfela.
- Chcielibyśmy zapła-
- Louis? Harry?
Radosny, ciepły głos, irlandzki akcent, blond kosmyki włosów, niebieskie oczy, niesamowicie wielki uśmiech. Niall!
Harry wstał z krzesła, podchodząc do przyjaciela i witając się z nim męskim przytuleniem. Louis uśmiechał się od ucha do ucha, gdy zrobił to samo, po czym jasnowłosy spojrzał na nich z podekscytowaniem.
- Co za spotkanie! Ostatnio często na siebie wpadamy, mówię wam, musimy urządzić jakąś imprezę – zachichotał Horan.
- Jasne, Niall. Co ty tu tak właściwie robisz?
- Mógłbym zapytać o to samo – machnął ręką, w której trzymał mały notatnik. – Jak widzicie, pracuję. Uhm, a wy?
Harry spojrzał na Louis’ego, niepewny co powiedzieć. Nie omawiali tego typu wydarzeń, nie wiedział, czy może zdradzać mu szczegóły ich planu. Nie obawiał się Nialla, był przekonany, że on by ich nie wydał, ale im mniej osób było w to zaangażowanych, tym lepiej.
Natomiast Louis nie wydawał się być w ogóle tym przejęty, wzruszył tylko ramionami, a jego oczy błyszczały szatańsko. – Szpiegujemy znajomych.
Niall zaśmiał się, patrząc na nich z niedowierzaniem. – Myślałem, że odpuściliście sobie po tej akcji z dachem.
Harry poczuł, jak motylki znajdują drogę do jego brzucha i zaczynają tańczyć w jego przestrzeni na wspomnienie tej sytuacji. W zasadzie to także ona wpłynęła na to, co teraz czuje do swojego przyjaciela. – My? Nigdy, stary – zażartował, uderzając go lekko w ramię.
- Auuu, Hazza! Zraniłeś mnie, fizycznie i psychicznie, teraz moje biedne serce krwawi - zapłakał dramatycznie, chwytając się za klatkę piersiową i lewą rękę.
- Hazza?
- Nie tylko ty mogłeś go tak nazywać.
Harry zachichotał, ponieważ Horan przedstawił to sposób, jakby jego przyjaciel był zaborczy. Właściwie Niall miał rację, w liceum ‘Hazza’ było jego najpopularniejszą ksywką, która była uwielbiana przez wszystkich, ale nie każdy mógł jej używać. To był pomysł Louis’ego na jakieś odróżnienie ich przyjaciół od osób neutralnych. Zielonooki nie wiedział, dlaczego robił z tego aż taką aferę, ale nie zabronił tego starszemu chłopakowi, ponieważ po prostu nie umiał. Louis od początku wiedział jak go podejść i sprawić, że pozwoli mu na wszystko.
- Ah tak… nie wiem, czemu dałem ci tą możliwość dołączenie do grupy naszych ulubionych kolegów, ale widocznie musiałem mieć bardzo dobrym humor tamtego dnia - przewrócił oczami Louis, ale jego głos był ciepły i zabawny.
- A ja nie wiem, dlaczego nadal was lubię. Oboje jesteście okropnie! - zawył głośno Niall, powodując masę nieprzyjemnych, krzywych spojrzeń skierowanych w ich stronę. Harry szybko wyjrzał za niego, aby sprawdzić, czy Liam i Zayn nie zwrócili uwagi na kumpla, ale oni byli tak zapatrzeni w siebie, że prawdopodobnie nie zauważyli by nawet, gdyby cała restauracja płonęła (if this room was burning, I wouldn’t even notice, przepraszam, musiałam xD - W).
Wypuścił z siebie drżący oddech ulgi, ponownie skupiając się na Niallu, który jedynie pisnął oops i wzruszył ramionami.
- NIALL JAMES HORAN, NIE PŁACIMY CI ZA ZABAWIANIE GOŚCI!
W ich kierunku podążał wysoki, siwy mężczyzna, ubrany w czarny garnitur. Ciskał w nich piorunami, a jego ton był ostry i sarkastyczny. Niall jedynie uśmiechnął się niewinnie.
- Przepraszam, panie Cory. To się już nie powtórzy.
- Oczywiście, że nie, Horan - wysyczał, odwracając się na pięcie.
- Chuj - mruknął Niall po jego odejściu, a Louis i Harry wybuchnęli śmiechem. - Ale no nic, muszę wracać do pracy.
Podliczył ich rachunek, patrząc na nich jak totalnych idiotów, kiedy uśmiechnięty Louis poprosił o zniżkę dla najlepszych przyjaciół. Gdy starszy chłopak poszedł po ich kurtki, Niall nachylił sie w jego stronę, szepcząc - Nie jesteście razem, co?
Harry otworzył usta w zdziwieniu, chcąc zaprzeczyć, ale blondyn nie dopuścił go do głosu. - Przynajmniej nie patrz tak na niego – pozostawił Harry’ego całkowicie zdezorientowanego, gdy odszedł w stronę zaplecza z wielkim uśmiechem na ustach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz