Liam leżał na wznak wpatrując się intensywnie w sufit. Był tak zamyślony, że nie zauważył, kiedy Niall przyssał się do jego szyi i zaczął zostawiać tam małe czerwone ślady. Bardzo widoczne ślady. Był tak zaabsorbowany myśleniem o Harrym Stylesie, że nie zareagował nawet, kiedy chłopak włożył mu dłoń pod biały T-shirt. Dopiero, kiedy usiadł na nim okrakiem, spojrzał na niego zaskoczony.
- Nie wiem, o kim tak intensywnie myślisz, ale mam nadzieję, że o mnie – mruknął blondyn, nachylając się nad swoim chłopakiem. Musnął swoimi różowymi wargami nos chłopaka, po czym wyprostował się i czekał na jego reakcję, która o dziwo nie nadeszła – Liam? Wszystko okej? - W odpowiedzi otrzymał tylko westchnienie – Normalnie to właśnie byś mnie rozbierał. Biorąc pod uwagę, że mamy wolny dzień, bo Harry… Ach – jęknął na koniec chłopak – Jak zwykle myślisz o Harrym – Chciał zejść z szatyna, ale on mu na to nie pozwolił, ponieważ złapał jego dłonie i przytrzymał przy swojej klatce piersiowej.
- Po prostu…On znowu jest załamany. Nie zauważyłeś tego? - zapytał, wpatrując się w błękit oczu Horana.
- Rzadko z nim rozmawiam, ale widzę. Coś z nim nie tak. Może… - Niall zamyślił się na chwilkę, przypominając sobie ostatnie tygodnie. Harry wydawał się być załamany, potem zadowolony, ale potem znowu nie chciał z nikim rozmawiać – Może to ma związek z tym jego spotkaniem? - Liam spojrzał na niego zaskoczony, ponieważ nie spodziewał się, że Niall może wymyślić coś takiego. Coś takiego racjonalnego.
- Wiesz, że to nie jest głupie. Zapytam się go – Blondyn przewrócił oczami i pokręcił głową – No, co?
- Jeśli się go zapytasz to nic ci nie powie. Zresztą… Kiedy ostatnio się z nim widziałeś? - Payne wzruszył ramionami – No właśnie. Nie wychodzi z tej swojej nory. Zrobimy tak! Załatwimy swoje potrzeby – mruknął, ponownie nachylając się nad chłopakiem i całując go, tym razem bardzo blisko ust – A potem zajmiemy się Harrym – Liam zgodził się ruchem głowy, a potem przyciągnął Horana do długiego i namiętnego pocałunku.
|WOA|
Mieszkanie Stylesa pogrążone było w ciemności, co wcale nie zdziwiło Liama, ani nawet Nialla. Oboje dobrze wiedzieli, czego mogą się spodziewać. Na szczęście po domu nie walały się brudne naczynia, ani żadne nieciekawie wyglądające ubrania. Harry leżał na kanapie z butelką wina pod pachą i paczkami chusteczek na brzuchu. Zasłony w salonie były całkowicie zasłonięte, dlatego też Liam odsłonił je, wpuszczając do pokoju trochę światła. Nie zrobiło to na Harrym większego wrażenia. Niall zabrał mu alkohol i przykrył kocem. Potem wyszedł do kuchni. To Liam miał z nim rozmawiać, nie on.
-Sebastian wraca do Londynu. Mam nadzieję, że masz tego świadomość – Harry jęknął coś niezrozumiałego, więc Liam usiadł obok niego – Harry! Co ci jest? Dlaczego tak się zachowujesz?
- On nie chce się ze mną spotkać – wychrypiał młodszy chłopak i przykrył się szczelnie kocem. Na początku Payne nie bardzo wiedział, o co mu chodziło, ale potem przypomniał sobie, jak odwoził chłopaka pod jedną ze starych kamienic. Nie było mowy, aby nie pamiętał gdzie to było. Nie często bowiem bywał w takich dzielnicach. Potrzebował jednak dokładnego adresu. Oczywiście Harry mu go nie podał. Liam znalazł go w telefonie gwiazdora. Po prostu go wykradł.
|WOA|
Śmiech dziecka roznosił się po całym salonie. Louis uśmiechnął się w stronę Lux i ponownie połaskotał ją w szyję. Blondyneczka zachichotała i klepnęła go radośnie po policzkach. Odkąd Zayn zostawił ją pod opieką przyjaciela, nie robili nic innego jak leżenie na podłodze i śmianie się z byle czego. Lubił te beztroskie chwile, kiedy opiekował się Lux i mógł nie myśleć o tych beznadziejnych rzeczach w swoim życiu. Mógł po prostu cieszyć się chwilą i towarzystwem tej małej przeuroczej dziewczynki. Wszystko było w porządku, dopóki nie usłyszał dzwonka do drzwi. Był lekko zaskoczony, ponieważ nie spodziewał się nikogo. W pierwszej chwili myślał, że to kolejna wizyta Harry’ego i miał już tego powoli dosyć. Nie miał zamiaru mu otwierać.
- Poczekaj tu skarbie – powiedział cicho chłopak, zdejmując Lux ze swojego brzucha. Dziewczynka klasnęła w dłonie, ale nie wydała z siebie żadnego odgłosu. Zazwyczaj była bardzo spokojna. Wstał z podłogi i uważał, aby nie narobić zbytecznego hałasu, ruszył ku przedpokojowi. Wychodząc z salonu obejrzał się jeszcze za siebie. Lux siedziała przy fotelu i zdawała się nie zwracać uwagi na to, że jej wujek gdzieś odszedł. Westchnąwszy przeszedł powoli przez przedpokój i stanął twarzą do drzwi, zastanowił się czy ma otworzyć. Zanim jednak to zrobił spojrzał w wizjer i zdawał się być zdziwiony widokiem jaki tam zastał. Wysoki i dobrze zbudowany szatyn, stał z dziwnym wyrazem twarzy i nie wyglądał jakby miał opuścić miejsce przed mieszkaniem chłopaka. Był raczej zdeterminowany spotkać się z Louisem. Niebieskooki nie znał go i nie sądził, aby był on w jakikolwiek sposób groźny, więc przekręcił zamek i powoli otworzył drzwi. Nieznajomy chłopak podniósł głowę do góry tak, że ich spojrzenia spotkały się ze sobą. Przez chwilkę mierzyli się wzrokiem i Tomlinson zastanawiał się czy gdzieś wcześniej widział tego chłopaka, ale jego mózg za bardzo skupiał się na małej Lux siedzącej samej w salonie niż na nieznajomym przed nim.
- Cześć – Było pierwszym słowem, jakie usłyszał Louis od nieznajomego. Było to tak przyjemne, że przez chwilkę wydawało mu się, że naprawdę zna tego chłopaka.
- Cześć?
- W sumie to nie wiem jak mam zacząć… Nawet nie znam twojego imienia. Jestem Liam. Liam Payne. – Po tych słowach Louis miał ochotę zamknąć drzwi i zabunkrować się w mieszkaniu na długie tygodnie, ale był świadomy tego, że nie da rady zamknąć drzwi. Przecież ten chłopak był od niego silniejszy, co najmniej dwa razy! – Myślę, że wiesz, kim jestem, a przynajmniej mam taką nadzieję. Chciałbym tylko z tobą porozmawiać – Louis wahał się nad wpuszczeniem szatyna do środka, a próbą zamknięcia mu drzwi przed nosem, ale ostatecznie westchnął i przepuścił Liama w drzwiach. Zamykając je za nim, przypomniał sobie o siedzącej w pomieszczeniu Lux, więc machnął na niego ręką i wszedł tam pospiesznie. Na szczęście nic złego się nie stało i mała siedziała w tym samym miejscu, w którym ją zostawił. Liam nie był zaskoczony wyglądem Louisa, ani jego domu, tak bardzo jak był zszokowany widokiem małego dziecka w salonie starszego chłopaka. Usiadłszy na kanapie czekał, aż Louis zrobi to samo, ale on jedyne usiadł obok małej i szturchnął ją zabawnie w ramię – Poznam chociaż twoje imię? - Louis spojrzał w stronę Liama i kiwnął głową.
- Louis jestem - wyjaśnił chłopak, biorąc na ręce Lux i wstając z podłogi. Chwilkę zajęło im usadzenie się wygodnie na fotelu tak, aby dziewczynka nie wierciła się ciągle – O czym chciałeś porozmawiać?
- Wiem, że spotkałeś się z Harrym, kilka razy…
- On cię tu przysłał, tak? - zapytał podenerwowany. Nie był w stanie wyobrazić sobie, dlaczego Harry przysłał swojego ochroniarza, aby ten z nim porozmawiał.
- Co?!? Oczywiście, że nie. On nawet nie wie, że tu jestem. Pewnie nawet nie ma pojęcia, że wiem co się z nim dzieje – westchnął chłopak – Po prostu się o niego martwię. Znam go już bardzo długo i tak… Może czasami przesadzał nieco z alkoholem, ale od jakiegoś czasu to już nawet nie da się go namówić na próbę. Przez jakiś czas było okej, ale teraz znowu pije i wiem, że to ma coś wspólnego z tobą, ponieważ powiedział, że nie chcesz się z nim spotkać – Louis wlepił zdziwione spojrzenie w ochroniarza i nie mógł uwierzyć jego słowom. Nie mógł uwierzyć, że ktoś taki jak Harry Styles mógł mieć problemy z alkoholem. I to niby przez niego?
- Nie będę udawać, że nie jestem zaskoczony – mruknął Louis. Lux zaczęła kręcić się na jego kolanach, więc posadził ją na podłodze, nie chcąc, aby zaczęła płakać – On nie wygląda na kogoś z problemem alkoholowym. Zawsze, kiedy go widziałem był trzeźwy, można było z nim porozmawiać i… On nawet nie korzystał z moich usług! Ja nie rozumiem tego – Liam kiwnął głową ze zrozumieniem. Wiedział, jaki potrafił być Harry.
- Mnie też czasami przeraża jego zachowanie. Jest jednym z najbardziej utalentowanych muzyków w tym kraju i nie zachowuje się jak ktoś sławny. Harry… On po prostu potrzebuje zrozumienia. Czuje, że ty go rozumiesz. On naprawdę nie chce rozmawiać z nikim innym.
- Więc chcesz, abym się z nim spotkał? - zapytał Louis, spoglądając na szatyna. Liam wzruszył ramionami, ponieważ zdawał sobie sprawę, że nie może tego oczekiwać od chłopaka.
- Nie mogę tego od ciebie oczekiwać. Zrobisz to, co uznasz za stosowne – wyjaśnił dość elokwentnie Payne. Louis warknął pod nosem z poirytowania.
- Serio? A mnie się wydaje, że myślisz coś innego. Szczerze? Trochę obawiam się Harry’ego. On przychodził tu prawie codziennie i chciał ze mną rozmawiać, ale nie wpuszczałem go do mieszkania. Nie miałem pojęcia, że zaczął przeze mnie pić!
|WOA|
Harry naprawdę nie miał ochoty siedzieć kilku godzin na próbie, ale nie miał większego wyboru. Sebastian był nieugięty, zresztą jak zawsze. Znalazł powód, dla którego Harry musiał tam być koniecznie. Oczywiście każdy wiedział, że nawet bez ćwiczeń, brunet poradziłby sobie na koncertach. Jemu zawsze wszystko wychodziło perfekcyjnie, ale jedynie w sferze jego śpiewu. Na próbach najczęściej słuchał melodii i czasami poruszał się tak dla wygłupów. Naturalnie od czasu, do czasu śpiewał swoje ulubione kawałki, albo zmieniał swój głos dla żartów.
Siedząc na jednym z głośników w teatrze, w którym miał mieć niebawem koncert, spoglądał na wszystkich dookoła. Nikt nie wyglądał na szczególnie szczęśliwego, ponieważ Sebastian ściągnął ich w ostatniej chwili nie mówiąc nic wcześniej. Z każdym słowem managera, Styles miał wielką chęć wyjść z sali teatralnej i po prostu wrócić do domu. Albo szlajać się po mieście, aby nikt go nie znalazł. Liam na pewno by go szukał.
Niall zaczął grać powolną melodię, której Harry nie słyszał od bardzo dawna. Delikatną jak piórko, ale bardzo ujmującą. Brunet nie był w stanie nie podejść do Horana, i nie sięgnąć do statywu z mikrofonem. Nie mógł nie zacząć śpiewać tej piosenki. Tej, którą napisał sam dawno temu i nigdy nie mógł o niej zapomnieć, ponieważ była jedynym wspomnieniem jego młodości. Tej, której nie chciał pamiętać, ale i tej pięknej, którą pragnął zapamiętać na wieki. Jego głos idealnie współgrał z gitarą i pianinem. Nic nie było w stanie wyciągnąć go z transu, w jakim był, gdy zaczynał śpiewać. Był wtedy nieobecny, jakby odłączony od rzeczywistości. Był w innym, swoim świecie. Nawet, kiedy Liam wraz z obcym dla wszystkim szatynem, wszedł do sali teatralnej, Harry nie zareagował. Zwyczajnie ich nie zauważył, z czego Louis naprawdę się cieszył. Chciał posłuchać niesamowitego głosu Stylesa. Nie słyszał go wcześniej na żywo i był raczej przekonany, że nie będzie miał więcej takiej możliwości.
Harry zakończył swoją piosenkę, nadal trwając w transie. Nikt nie zwrócił na niego większej uwagi. Stał z zamkniętymi oczami, pochylony nad mikrofonem i chłonął tę chwilę jakby była czymś najważniejszym. Dla niego była. Naprawdę uwielbiał śpiewać tę piosenkę, jednakże nie robił tego za często. Sebastian bowiem uważał, że jest zbyt osobista i ujawnia prawdziwą twarz gwiazdora. Harry nie mógł nic na to poradzić. Pisanie piosenek przychodziło mu z ogromną łatwością. Naprawdę nigdy nie miał problemów z przelewaniem czegokolwiek na papier.
Otwierając oczy, nie chciał patrzyć na nikogo z zespołu, więc jego wzrok padł na siedzenia, a potem coraz dalej i dalej, aż dostrzegł sylwetkę Liama i Louisa. Oczywiście nie wiedział, że to Tomlinson, ponieważ było dość ciemno, ale poznał swojego ochroniarza prawie natychmiast. Stwierdził więc, że to idealna okazja, aby uciec managerowi. Schodząc ze sceny odetchnął z ulgą, ponieważ nikt go nie zatrzymał. Tak jakby nie zważali na jego poczynania. Dobrze było ponownie zobaczyć Liama, uśmiechającego się w jego stronę. Od dawna ten uśmiech zastąpiony był grymasem, albo srogim spojrzeniem. Harry wiedział, że to zdarzy się jeszcze wiele razy, ale starał się cieszyć, choć przez chwilkę. Payne stał przodem do niego rozmawiając z kimś, kto stał tyłem do niego. W ten sposób, nadal nie wiedział, kim był obcy mężczyzna.
- Nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że wreszcie raczyłeś się zjawić! I nie mów mi, że zachowuje się jak wielka gwiazda, bo wiesz, że się tak nigdy nie zachowuje! - powiedział Harry. Liam pokręcił przecząco głową w geście dezaprobaty – Sebastian to zło wcielone, więc byłbym ci wdzięczny gdybyś zabrał mnie do domu. I nie! Znowu nie wziąłem swojego samochodu! Dobrze wiesz…- Harry zamilkł w tej samej sekundzie, w której Louis odwrócił się do niego przodem – Louis?
Wpatrywali się w siebie przez dłuższą chwilkę, ale kiedy oboje spostrzegli, że Liama nie ma obok nich, młodszy chłopak chrząknął głośno i uśmiechnął się słabo. Louis usiadł na jednym z miejsc i czekał, aż brunet zrobi to samo. Oczywiście Harry usiadł obok niego. Zrobił to bardzo niepewnie, jakby nie dowierzał, że szatyn naprawdę siedzi obok niego.
- Więc jesteś tu – mruknął pod nosem gwiazdor – To trochę niespodziewane, nie sądzisz?
- Zgadza się – odpowiedział cicho chłopak. Harry spojrzał na jego profil i mimo woli uśmiechnął się pod nosem. Louis nie wyglądał tak jak wcześniej. Zazwyczaj, kiedy go widział, ubrany był w czarne spodnie i koszulkę tego samego koloru. Oczywiście nie licząc tego razu, kiedy wtargnął go jego mieszkania. Wtedy miał na sobie dresy, oczywiście czarne. Dlatego też dziwnie było go zobaczyć w niebieskiej koszulce, jeansach i czapce. Jedyne, co było koloru czarnego to kurtka. Ale nie zwracał na nią uwagi, ponieważ głównie skupiał się na jego twarzy. Louis wyglądał naprawdę uroczo z wystającą spod czapki grzywką i dość radosnymi oczami.
- Więc dlaczego tu jesteś? - zapytał, przerywając ciszę.
- Właściwie to nie wiem – mruknął Louis. Styles zdziwił się tymi słowami i przez chwilkę zrobiło mu się naprawdę przykro, ale Louis mówił dalej – To znaczy…! To nie tak miało zabrzmieć! Chciałem usłyszeć jak śpiewasz na żywo? - wytłumaczył. Oczywiście on w to nie uwierzył. Przecież nie był głupi – Słabe wytłumaczenie? - Brunet kiwnął głową, więc Louis uśmiechnął się pod nosem – Po prostu…Możemy po prostu porozmawiać. Jeśli chcesz.
- Ostatnio nie wydawało mi się, abyś chciał ze mną rozmawiać - Louis westchnął i przekręcił się na fotelu tak, że patrzył na jego profil.
- Harry, ja po prostu…
- Okej, nie tłumacz się. To twoje decyzja, twoje życie… - Harry był w stanie mówić dużo, ale Louis naprawdę nie miał na to czasu.
- Harry. Naprawdę cię przepraszam, ale muszę już iść. Umówiłem się ze znajomymi na obiad – Spojrzenie młodszego chłopaka stało się smętne. Louis mógł podejrzewać dlaczego, ale wolał tego nie robić – Możesz przyjść, kiedy chcesz. Naprawdę możemy porozmawiać – oznajmił wychodząc do przejścia. Odwrócił się, kiedy usłyszał za sobą głos chłopaka.
- Ale przecież powiedziałeś…
- Po prostu przyjdź!
|WOA|
Tak właśnie zrobił. Zawitał do jego mieszkania dzień później, przynosząc ze sobą pizzę i uśmiech na twarzy. Robił tak od kilku dni i zawsze był naprawdę radosny i zadowolony. Oczywiście zawsze wychodził tuż przed dwudziestą, ponieważ Louis wychodził do pracy o czym Harry naprawdę nie chciał słyszeć.
Był piątkowy wieczór, kiedy Harry i Louis leżeli na łóżku w sypialni starszego chłopaka. Głowa szatyna ułożona była na jednej z poduszek, za to Harry leżał odwrotnie do niego, co tak naprawdę mu nie przeszkadzało. Jedyne, co mu w tamtej chwili wadziło, było roztargnienie gwiazdora i jego lekka nadpobudliwość. Ciągle się wiercił i paplał coś bez sensu, czego on nie chciał nawet słuchać.
- Nie mam pojęcia, co w ciebie dziś wstąpiło – jęknął Louis, przekręcając gazetę na kolejną stronę. Harry zmarszczył czoło, ale nie powiedział niczego. Leżał na wznak i wpatrywał się w sufit, myśląc o wszystkim, i o niczym. Żaden z nich nie zwracał uwagi na godzinę, jaka była, ale tylko dlatego, że Tomlinson nie pracował tego wieczora. W przeciwnym wypadku Harry już dawno byłby w swoim domu i pewnie oglądałby jakieś durne filmy, których nawet do końca nie rozumiał. Przekręcił się na drugi bok tak, że praktycznie przed nosem miał stopy szatyna – Naprawdę zachowujesz się jakbyś miał ADHD.
- O co ci dokładnie chodzi? - mruknął Harry, zmieniając pozycje na siedzącą. Starszy oparł się na łokciach i spojrzał na niego zaskoczony. Jak Harry mógł nie wiedzieć, o co mu chodziło?
- Młody człowieku uważam, że powinieneś zmienić swój strój, wygląd i zachowanie!
- A jadłeś kiedyś kota? - zapytał bardzo poważnie brunet. Louis parsknął niepohamowanym śmiechem i podniósł się do siadu, tak jak to wcześniej zrobił gwiazdor. Siedzieli naprzeciwko siebie śmiejąc się bez powodu, dopóki Louis nie wpatrzył się w zielone tęczówki chłopaka.
- Wolę kiedyś jesteś spokojny, tajemniczy i pociągający – wyznał. Nadal nie odwracając wzroku, Harry uśmiechnął się prawie niewidocznie i nachylił w stronę drugiego chłopaka, sam nie wiedział, dlaczego.
- Jestem pociągający? - Louis wykonał dokładnie ten sam ruch co on, więc dzieliły ich zaledwie centymetry. Tak niewiele brakowało, aby się pocałowali. Harry był niepewny tego, co chciał zrobić, ale zaryzykował dotykając dolnej linii szczęki Louisa opuszkami swoich placów. Starszy chłopak wpatrywał się w jego zielone tęczówki chłonąc ten dotyk całym swoim ciałem. Nie czuł się dziwnie, ani nie był wcale zakłopotany, kiedy ich usta spotkały się ze sobą w delikatnym pocałunku. Ich pierwszym i coś mu podpowiadało, że nie ostatnim. Zarzucił na jego szyję swoje ramiona i przycisnął ich usta jeszcze bardziej, aby móc odczuwać tę pieszczotę dogłębnie. Styles oderwał się od niego tylko na sekundę, aby zaczerpnąć powietrza, ale na tyle długo, aby szatyn mógł zaprotestować jękiem. Oczywiście rozbawiło go to i przyssał się do niego ponownie, aby móc skosztować jego ponętnych warg.
- Harry - jęknął Louis, dosuwając się do chłopaka. Przebiegł dłonią po jego torsie i zatrzymał się na koszulce wystającej ze spodni. Pociągnął ją lekko, tym samym ukazując jego brzuch. Jego palce prześlizgnęły się po nim, aż dotarły na jego odsłonięte plecy, a potem odzież powędrowała na podłogę. Harry zaśmiał się cicho, uświadamiając tym szatyna, że ma łaskotki.
To nie było tak, że Louis robił to tylko ze względu na dobre samopoczucie gwiazdora. Robił to także dla siebie. Chociaż sam do końca nie wiedział dlaczego. Przecież nic do niego nie czuł. Dopiero, kiedy Styles zdjął jego bluzkę uświadomił sobie, że on nigdy do nikogo nic nie czuł. Wyłączając z tego Lux i Zayna. Oni byli jego rodziną i kochał ich ponad życie. Chodziło głównie o to, że nigdy nie darzył żadnym uczuciem swoich klientów. Oczywiście czasami było to z obrzydzenia, ale nigdy żadne pozytywne emocje nie gościły w jego umyśle podczas seksu, czy pieszczot. A teraz? Teraz był rozdarty między racjonalnym myśleniem, a Harrym napierającym na jego usta swoimi. Długo nie musiał czekać, aby jego hormony wzięły nad nim górę. Najpierw powoli odpiął pasek od spodni bruneta, a potem wsunął swoje dłonie do środka tak, że idealnie pasowały do seksownych pośladków gwiazdora. Harry jęknął, gdy to się stało i miał ochotę wykrzyczeć Louisowi, że chce się z nim pieprzyć, ale stłumił to w sobie. Uważał, że to dosyć niestosowne. Szamotali się chwilkę ze sobą, jakby walcząc o dominację, ale ostatecznie wygrał Louis. Harry wiedział, że jest bardziej doświadczony, chociaż nie chciał wiedzieć dlaczego. Okej. Wiedział, ale nie dopuszczał tego do siebie. Przyprawiało go to o mdłości i nerwy, a przecież w takiej chwili nie chciał się denerwować. Był przygotowany na seks z Louisem i naprawdę nie oczekiwał niczego wymyślnego. Chciał być z nim tak blisko jak tylko można było i chciał czuć go w sobie tak bardzo, że nie potrafił już myśleć racjonalnie.
- Naprawdę uważasz mnie za pociągającego – wysapał Styles, kiedy Louis rozebrał go do naga i spoglądał na jego twarz z nikłym uśmiechem. Zawstydził się, ponieważ leżał całkiem nagi przed Bogiem seksualności.
- Jesteś cały rumiany, nie możesz być niepociągający Harry – Harry wyciągnął dłoń w jego stronę i przybliżył jego twarz do swojej, aby ponownie go pocałować. Kiedy to się stało, bardzo szybko zaczął rozbierać starszego chłopaka, który w efekcie był już nagi, dzięki czemu nie był już tak bardzo zawstydzony jak wcześniej.
- Pieprz mnie Lou, chce cię w sobie poczuć – jęknął brunet, łapiąc ciężki oddech. Jego usta zaczęły kreślić ścieżkę od szczęki po szyję, gdzie zatrzymał się dłużej i obdarowywał ją słodkimi pocałunkami. Louis zrobił dokładnie to, o co poprosił go Harry. Był zdziwiony jego prośbą. Wydawało mu się raczej, że to Harry będzie chciał górować i to on będzie go pieprzył do upadłego, ponieważ tak dawno się z nikim nie kochał. Wiedział o tym od razu, kiedy poruszali się równym tempem i oboje dochodzi w tym samym czasie. Był o tym przekonany dzięki krzykom młodszego chłopaka i dzięki pocałunkowi jaki złożył na jego ustach po wszystkim. Potem po prostu zasnął przytulony do wgłębienia jego szyi pochrapując cicho i łaskocząc go swoimi włosami. Louis był tak zrelaksowany, że nawet mu to nie przeszkadzało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz