wtorek, 17 grudnia 2013

Epilog

Harry nie był nigdy bardziej zdenerwowany jak w tamtym dniu, w którym Louis miał wrócić z tygodniowego pobytu u swojej rodziny. Minęło kilka miesięcy od dnia, w którym wyznali sobie miłość. Od tamtego czasu byli nierozłączni. Harry wrócił do domu z trasy koncertowej i miał kilka tygodni odpoczynku. Nie przeszkadzało mu nawet, że Louis chodził do pracy i zostawiał go na kilka godzin dziennie. Co z tego, skoro miał go potem dla siebie i na nowo mogli odbudowywać swoją relację. Styles nadal był bardzo ostrożny we wszystkim, co robił i mówił do Tomlinsona, ale coraz częściej przyłapywał go na gestach, które jednoznacznie wskazywały na to, że stary Louis wraca. I nawet, jeśli nie dochodziło między nimi do głębszych doznań, on mógł nadal czekać, ponieważ naprawdę kochał Louisa.

Tego dnia Harry obiecał Zaynowi, że zaopiekuje się Lux, aby Mulat mógł w spokoju wyjść do kina razem Perrie, z którą od jakiegoś czasu jawnie się umawiał. Nie zdziwiło to ani Louisa, ani Harry’ego. Oboje cieszyli się ze szczęścia swoich przyjaciół.

- Powinienem po nią przyjechać koło ósmej. Spróbuj sprawić, aby nie usnęła, dobrze? - powiedział Zayn, kładąc plecak dziewczynki na kanapie. Lux podbiegła do zielonookiego i wdrapała się na jego kolana, przytulając go swoimi rączkami – Masz być grzeczna, kochanie.

- Postaram się, tatusiu – westchnęła blondynka, spoglądając na Malika. Na jego twarzy zagościł uśmiech za pewne spowodowany tym jak nazwała go dziewczynka – Gdzie jest Louis? - zapytała spoglądają na Harry’ego.

- Pojechał odwiedzić swoją rodzinę – wytłumaczył gwiazdor. Zayn usiadł na oparciu fotela i spojrzał na niego badawczo.

- Wraca dziś, hmmm? - zapytał. Lux wyrwała się w objęć młodszego mężczyzny biegnąc w stronę kuchni. Harry przytaknął niepewnie, a w jego oczach widniał smutek – Hej! Co jest? Nie cieszysz się?

- Oh, nawet tak nie mów! - westchnął Harry – Oczywiście, że się cieszę! Boże! Jak mógłbym się nie cieszyć, skoro najważniejszy mężczyzna w moim życiu wraca po tygodniu nieobecności! Zayn! - Malik uniósł dłonie ku górze w geście obronnym – Po prostu martwię się troszkę. Nie za bardzo dawał znaki życia. Napisał tylko, że dojechał, a potem marna wiadomość, że dziewczynki za nim tęskniły. Nawet nie wiem czy nocuje w domu rodziców! - jęknął zażenowany swoim pesymizmem.

- Harry… Wydaje mi się, że jeśli byłoby coś nie tak, to Louis na pewno wróciłby do Londynu. Dobrze wiesz, jaki teraz jest – stwierdził Zayn, oglądając się w stronę kuchni, aby sprawdzić, co robiła Lux.

- No właśnie! On ciągle jest taki kruchy. Boję się, że nie da sobie rady – mruknął Harry, poprawiając się na swoim miejscu.

- Troszkę więcej wiary w niego. Zanim się obejrzymy, a nasz stary Louis wróci na dobre.

- Po prostu za nim tęsknię – przyznał Harry. Zayn wstał z miejsca i posłał mu przyjazny uśmiech – Mam nadzieję, że dotrze dziś do domu. Chcę go mieć już przy sobie.


|WOA|


Zamek w drzwiach cicho zadudnił, a potem drzwi otworzyły się powoli. Szatyn wszedł do mieszkania, zamknął drzwi, a swoją niewielką torbę postawił na jasnych panelach. Dochodziła dziewiętnasta, ale na dworze nie było jeszcze ciemno. Z salonu dochodziły odgłosy telewizora i czegoś jeszcze. Czegoś, czego nie mógł rozpoznać. Zdjął swoje czarne Vansy, a potem przeszedł kilka kroków w stronę wejścia do salonu. Nie spodziewał się, że zastanie tam bawiącą się na podłodze Lux. Blondynka siedziała na puchowym dywanie i kolorowała jedną ze swoich książeczek.

- Cześć wujek – powiedziała spokojnie, nie odwracając wzroku od malowanki. Louis zdziwił się tym, bo skąd mogła wiedzieć, że ktoś przyszedł albo, że to akurat on? Wchodząc głębiej zobaczył jedne z najbardziej uroczych widoków na świecie. Niczym mały brązowy kotek, Harold leżał zwinięty na kanapie, twarzą zasłoniętą całkowicie przez loki. Spał smacznie nie zważając na otaczający go świat. Louis uwielbiał obserwować go, kiedy spał, ponieważ był wtedy taki spokojny.

- Hej kochanie. Skąd wiedziałaś, że to ja? - zapytał siadając na fotelu, nieopodal niej.

- Wujek wspominał coś, że wracasz dziś – Lux oderwała wzrok od kartek papieru i przeniosła go na mężczyznę. Potem bez słowa wstała i podeszła do Tomlinsona wdrapując się na jego kolana i przytulając do jego piersi – Wujek chyba był bardzo zmęczony.

- Długo już tu sama siedzisz? - zapytał. Obejmując ją ramionami, a potem wstając z miejsca i niosąc ją do kuchni. Był głody i był również pewien, że ona była.

- Nie wiem. Graliśmy na gitarze, a potem zabrałam się za kolorowanie i oglądaliśmy telewizję i wujek leżał na kanapie i potem zobaczyłam, że śpi – wyjaśniła dziewczynka, kiedy Louis posadził ją na wysepce kuchennej. Sam zajrzał do lodówki w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Znalazł w niej kilka kawałków pizzy, która wyglądała przyzwoicie, więc odgrzał ją w mikrofalówce. Po jedzeniu poszli do sypialni, gdzie chłopak wrzucił swoje rzeczy do prania i schował torbę do garderoby. Przebrał się, a potem poszli do gabinetu Harry’ego, gdzie spędzili dobre pół godziny na czytaniu książek.

Zayn przyszedł chwilkę po dwudziestej. Był uśmiechnięty i zadowolony, że w końcu widzi swojego przyjaciela. Lux od razu się na niego rzuciła, mówiąc jak bardzo za nim tęskniła. Oczywiście nic nie powiedziała o tym, że Harry zasnął.

- Dobrze, że już wróciłeś, bo twój kochany już powoli wariował – zaśmiał się Zayn, kiedy stał w salonie trzymając Lux, która stała na fotelu.

- Z tego wszystkiego chyba był zmęczony, bo usnął – mruknął Louis. Lux zaśmiała się głośno, przez co Harry poruszył się na swoim miejscu. Cała trójka obserwowała go, kiedy przeciągał się i powoli otwierał oczy.

- A tam… Lux go pewnie zanudziła – Szatyn zaśmiał się widząc wyraz twarzy dziewczynki. Mulat zdjął ją z fotela, po czym pozwolił jej podejść do Hazzy.

- Jestem beznadziejny, przepraszam – jęknął brunet, kiedy Lux dała mu małego całusa w usta na pożegnanie. Nie ruszył się ze swojego miejsca wzdychając głęboko, a Louis już wiedział, że był naprawdę zmęczony i zaspany.

Kiedy Zayn i Lux opuścili ich apartament, szatyn wrócił do salonu i zastał chłopaka w takiej samej pozycji, co chwilkę wcześniej. Usiadł obok niego i odszukał jego dłoń ściskając ją lekko, a drugą odgarniając jego loki z twarzy.

- Wyglądasz jak mały kotek – wyszeptał szatyn i poczuł jak Harry wtula się w jego dłoń, która ułożona była na jego policzku – Zaraz będziesz pewnie mruczał jak mały kotek Harry – Brunet zaśmiał się cicho otwierając swoje oczy i wyciągając dłonie w poszukiwaniu Louisa – Ktoś tu chyba tęsknił.

Styles nie czekał na zgodę. Pociągnął go za ręce, czym spowodował, że mniejszy chłopak położył się na nim. Ich twarze zderzyły się w lekkim bólu, który po chwili zniknął, ponieważ dwie pary ust złączyły się w czułym pocałunku. Był on przepełniony tęsknotą i zadowoleniem płynącym w ich żyłach. Louis powoli całował usta, policzki, żuchwę i szyję zielonookiego chłopaka. On jedynie leżał i napawał się tym wszystkim zbyt zmęczony na jakiekolwiek inne działanie. Jego duże dłonie zaciskały się na plecach ukochanego. Louis ułożył się wygodnie z jedną nogą pomiędzy tymi Harry’ego i łokciami opartymi obok jego głowy. Wyznaczał swoim językiem tor od ust do obojczyków, chcąc zachęcić chłopaka do przebudzenia się.

- Usypiasz? - zaśmiał się Louis, tuż obok ucha gwiazdora – Nudzę cię, kochanie?

- LouLou – wymruczał Harry przysuwając jego twarz do swojej i całując lekko jego nos, a potem usta. Był tak powolny i niedokładny jak nigdy wcześniej i Louisowi chciało się śmiać, ponieważ jeszcze nigdy nie widział, aby Harry nie reagował należycie na jego zaczepki. Louis czuł, że nadszedł ten dzień. Dzień, w którym pozwoli Harryemu ponownie się do siebie zbliżyć. Wiedział, że pół roku bez uprawiania seksu to długo, ale nie mógł się pozbyć tego dziwnego uczucia w piersi. Harry nigdy na niego nie naciskał. Był przy nim i wspierał go we wszystkim. Nawet wtedy, kiedy budził się z koszmarami i nie mógł potem zasnąć. Czasami nie chciał spać z Harrym, ponieważ się bał, ale on mu to wszystko wybaczał. Był przy nim i to było najpiękniejsze, co Styles mógł mu dać. Niebieskooki przycisnął się do niego jeszcze bardziej sprawiając tym, że ich miednice uderzyły o siebie, powodując tarcie. Harry sapnął w usta Louisa, nie mogąc się opanować. Starszy zaśmiał się, odchylając głowę do góry i ponownie wywołując to uczucie między nimi – Louis – jęknął brunet, otwierając szerzej oczy. Przed jego twarzą była zadowolona i zadziorna twarz Louisa, który zagryzał dolną wargę i wpatrywał się w swojego chłopaka z uwielbieniem w oczach – Co ty ze mną wyprawiasz, kochanie.

- Chcę się z tobą kochać, kotku – wyszeptał Louis, nadal wpatrując się w zielone oczy swojego chłopaka. Harry jakby nie dowierzał, powoli przełknął ślinę i przestał oddychać. Louis zauważył to niemal natychmiast, przysunął swoją twarz do jego i potarł ze sobą ich nosy – Oddychaj kochanie.

- Po prostu mnie zaskoczyłeś – wyszeptał gwiazdor. Ich spojrzenia przeszywały się na, wskroś, ale żadnemu to nie przeszkadzało.

-Tak, wiem. Przepraszam, że musiałeś tyle czekać – westchnął Louis, prostując się i siadając na biodrach młodszego chłopaka. Harry również podniósł się doganiając go i obejmując w pasie.

- Louis… – powiedział Harry niczym oskarżycielsko zamykając oczy. Nigdy nie miał pretensji do Louisa o to, że nie uprawiali seksu i jeśli miałby czekać jeszcze dłużej - zrobiłby to. Zrobiłby to, ponieważ go kochał.

- Po prostu zabierz mnie do sypialni i spraw, bym znów to pokochał. Chcę czuć twoje duże dłonie na swoim ciele i twój zapach, kiedy się obudzę. Chcę ciebie, Hazz – Louis nie musiał prosić drugi raz. Brunet nie był w stanie mu odmówić. Nigdy. Wziął go za biodra, przez co szatyn oplótł je swoimi nogami i przytulił się do niego, wplątując swoje palce w jego loki. W bardzo szybkim tempie znaleźli się w sypialni, gdzie Harry delikatnie ułożył go na ciemnej pościeli. Zawisł na nim i spojrzał w jego niebieskie tęczówki doszukując się w nich cienia niepewności, jednak znalazł tam tylko rozbawienie i szczęście. Harry był delikatny. Nawet bardzo delikatny. Nie chciał zadać Louisowi bólu. Zdejmując z niego koszulkę spoglądał na miejsca, w których kiedyś widniały siniaki i powoli całował tę część skóry, chcąc ostatecznie o nich zapomnieć. Całował jego skórę tam, gdzie Louis kochał być całowanym, a jego dłonie były ciepłe i przyjemne. Szatyn jęczał cicho, kiedy młodszy pieścił jego ciało, a na jego pięknej twarzy gościł uśmiech, którego Harry nigdy nie zapomniał. Wszystko było bardzo wolne. Harry nie mógł pozwolić na jakikolwiek dyskomfort, więc rozciągał go bardzo ostrożnie, co chwilkę całując jego drżące z podniecenia usta i szepcząc do niego, co powodowało, że Louis rumienił się. Niebieskooki dziękował mu w myślach za to jak bardzo starał się dostosować do niego i pozwalał mu wszystko kontrolować. Szczególnie, kiedy Harry już w nim był. Był delikatny i troskliwy, ale Louis chciałby by było tak jak kiedyś, więc tak właśnie się stało. Było trochę bardziej namiętnie i wyraziście, ale Louis kochał to, ponieważ było tak jak oboje to kochali. Poczuł się tak jak wcześniej, kiedy zaczynał kochać tego wysokiego chłopaka z lokami, który powoli go ratował. I to właśnie było ‘ich’ kochanie. To było specyficzne, ponieważ oni to tworzyli, całym sobą. Te wszystkie szepty czułych słówek, jęki i westchnienia. To byli oni. Harry i Louis. Louis i Harry.


|WOA|


Louis obudził się następnego ranka, jako pierwszy. Jego rozczochrana głowa leżała na unoszącej się piersi Harry’ego, który ciągle spał. Leżeli przykryci pościelą, która była ciepła od ich rozgrzanych i złączonych ciał. Szatyn nie mógł wyjść z podziwu jak idealnie wpasował się w ciało oraz życie tego idealnego chłopaka. Nie mógł opanować chęci dotykania go i ciągłego sprawdzania, czy jest on prawdziwy. Przejechał opuszkami palców po torsie, a potem obojczykach bruneta, sunąc ciągle do góry ku jego twarzy. Wpatrywał się w jego piękne oblicze jakby było czymś unikatowym i cennym. Dla niego było. Przejechał palcami po rozgrzanym policzku ukochanego, ciągle sprawdzając czy to nie sen. Bał się, że Harry zniknie jak mydlana bańka. Dotknął jego czoła, nosa, a kiedy jego palce przejechały po idealnie skrojonych ustach, poczuł na nich muśnięcie. Było lekkie i idealne. Uniósł więc wzrok i ujrzał zielone tęczówki najpiękniejszego mężczyzny na świecie.

- Jesteś tu – wyszeptał Harry, a Louis podciągnął się do góry i musnął swoim ustami te Harry’ego. Przez kilka chwil muskali swoje usta i całą twarz, chcąc przywrócić między nimi tę nocną atmosferę. Nie musieli. To było między nimi cały czas – Dziękuję, że jesteś tu. Kocham cię.

- Hazz. Kocham cię – wyszeptał w jego usta, po czym odsunął się lekko i spojrzał w jego zielone tęczówki – Uratowałeś mnie, skarbie. Twoje skrzydła są wreszcie białe, mój aniele.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz