__________
Zayn szybkim krokiem wyszedł z salonu zostawiając przyjaciół samych. Nie mógł znieść tego co usłyszał. Jego najlepszy przyjaciel zyskał dziewczynę? Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Harry był gejem. Brunet nie mógł tego pojąć. Przecież Styles wiedział, że podoba się Zaynowi. Więc dlaczego to zrobił? Dlaczego związał się z Meghan, i jeszcze na domiar złego całował się z nią na jego oczach?
Mulat położył się na łóżku i nie mógł wytrzymać, więc się rozpłakał. Był zagubiony. Był zagubiony jak jeszcze nigdy. Sam wcześniej odtrącił bruneta, mimo iż ten cholernie mu się podobał! A teraz ma pretensje, że Harry znalazł sobie kogoś? Może gdyby to był chłopak, to Zayn by to jakoś zniósł. Ale nie! Była to dziewczyna i to jeszcze Meghan! Malik nie mógł pojąć, dlaczego Harold go tak rani. Przecież odtrącił go tylko dlatego, że nie był do końca pewien swojej orientacji. A teraz? Teraz mógł tylko pomarzyć o Hazzie.
Pukanie w drzwi przerwało jego rozmyślenia. Spojrzał w stronę z której dobiegły hałasy. Harry wsuną głowę pomiędzy drzwi a futrynę. Potem bezszelestnie wszedł do pomieszczenia. Mulat podniósł się do pozycji siedzącej i tępym wzrokiem wpatrywał się w przyjaciela.
-Dlaczego tak szybko wybiegłeś? Coś cię boli?- zapytał z troską Styles.
-Tak, boli! Serce mnie boli. A jeśli nie wiesz, dlaczego wybiegłem to jesteś skończonym idiotą Styles! - warknął, po czym znowu położył się na łóżku. Jego ciche szlochanie słychać było w całym pokoju. Harry wiedział doskonale, dlaczego Zayn wybiegł. Jednak musiał się do końca przekonać czy słusznie postąpi związując się z Malikiem. Czy aby na pewno Zaynowi, nie chodzi o sprawdzenie jak to jest być z facetem. Położył dłoń na plecach przyjaciela, i zaczął je powoli gładzić. Chciał go tym uspokoić, ale efekt był odwrotny.- Zostaw mnie do cholery! Idź do Meghan.
-Wiem, że jesteś rozgoryczony Zayn. Wierzę, że ci na mnie zależy. Mi na tobie zależy. Uwierz mi - Zayn nagle się podniósł i spojrzał na bruneta zaszklonymi oczami.
-Zależy? Ty chyba sam siebie nie słyszysz! - Harry chciał coś powiedzieć, ale Malik mu na to nie pozwolił - Tak ci zależy, że związałeś się z Meg? Co z tobą? Myślałem, że ci się podobam. Harry ,to dla ciebie odkryłem, że jestem homo! A ty co? Związujesz się z dziewczyną?
-Zayn, posłuchaj mnie. Podobasz mi się. Od samego początku mi się podobałeś. Jednak musiałem związać się z Meg - Harry nie dokończył, bo drzwi do pokoju się otworzyły, zza nich wychyliła się drobna postać blondynki.
-Wszystko w porządku? - Zapytała uśmiechając się nieśmiało. Na Zayna podziałało to jak czerwona płachta na byka. Jego oczy się rozszerzyły, a szczęka zacisnęła.
-Wynoś się stąd! - krzyknął, po czym cisnął w stronę dziewczyny poduszką. Na szczęście Meg szybko schowała się za drzwiami. Chłopcy znowu zostali sami w pokoju.
-Zayn! - powiedział oburzony Styles - Dlaczego to zrobiłeś? Nie zapominaj, że Meghan jest także twoją przyjaciółką - Chłopak spuścił wzrok, a po chwili z jego oczu zaczęły sączyć się łzy -Oh, błagam cię nie płacz - Harold przysunął się do przyjaciela i objął go swoim ramieniem. Było to dość rzadki widok, zważając na to, że to Malik zazwyczaj pocieszał Harolda. Jednak nie to był teraz najważniejsze. Styles odsuną od siebie Zayna po czym otarł łzy, które spływały po jego twarzy - Nie płacz. Proszę - Malik pokręcił głową i znowu odwrócił wzrok - Jestem z Meghan, by się znowu przekonać, czy aby na pewno dobrze określiłem swoją orientacje. Ty też potrzebowałeś dużo czasu aby to sprawdzić, więc dlaczego ja nie mogę?
-Ale ty mnie z nią zdradzasz - warknął brunet.
-Hej, kochanie. Nie byliśmy razem, pamiętasz! - Zayn westchnął.
-Okej, jak chcesz - mruknął Zayn - Dopóki będziecie odstawiać tą szopkę ja wyjeżdżam.
-Co? Gdzie? - Zaskoczony brunet złapał Mulata za rękę.
-Nie wiem gdzie. Nie wytrzymam tu wiedząc, że spędzasz z nią czas. Lubie ją, ale mam ochotę ją zabić wiedząc, że ona cię dotyka - Zayn wstał i podszedł do szafy. Wyjął z niej plecak i zaczął wkładać do środka ubrania.
-Ale Zayn! Ja cię tu potrzebuje - jęknął Harry podchodząc do przyjaciela. Chciał go przytulić, ale ten się nie dał. Wiedział bowiem, że jeśli mu na to pozwoli to zmięknie i zostanie.
-Nie Harry! Jeśli naprawdę chcesz się przekonać, lepiej aby mnie tu nie było - powiedział dobitnie Zayn - Mógłbyś mnie zostawić samego?
Harry kiwnął głową i powoli wyszedł z pokoju. Źle się czuł. W jego głowie kłębiło się milion myśli. Nie mógł dłużej przebywać w tym domu, musiał jak najszybciej go opuścić.
Ciche stukanie w drzwi oderwało go od pakowania swoich rzeczy do plecaka. Jednak tylko na moment. Bo kiedy usłyszał otwierające się drzwi, ponownie zaczął wkładać ubrania do niebieskiego przedmiotu. Przez chwile przeszło mu przez myśl, że to Harry, jednak to nie był on. Osoba, która usiadła obok Zayna była równie ważna, i czasami wydawało się, że najważniejsza. Znali się już tak długo, tak bardzo długo, że tylko Louis wiedział tak naprawdę, co siedzi w głowie Mulata. Znali swoje sekrety od tak dawna, te dziwne i te najbardziej szalone. Wiedzieli o sobie dosłownie wszystko, ale czasami wydawało się, że tak mało.
-Pakujesz się - Stwierdził Tomlinson. Zayn kiwnął na potwierdzenie głową, a potem przelotnie spojrzał na zatroskaną twarz przyjaciela - I myślisz, że to wszystko sprawi, że życie stanie się prostsze i zapomnisz o nim? - Louis czasami uwielbiał filozofować. Zazwyczaj nie przeszkadzało to Mulatowi, bo dlaczego miało by przeszkadzać? Lou lubił snuć różne teorie o świecie, o przyszłości, a nawet o samym sobie. Ale teraz, w tej chwili, Zayn nie potrzebował od niego kazania. Potrzebował wsparcia i liczył na takowe od szatyna.
-Louis, po prostu mnie przytul i powiedz, że wszystko będzie do cholery dobrze. Tylko o to cię proszę - mruknął Zayn. W jego oczach pojawiły się drobne krople łez, które Tomlinson zauważył do razu. Dlatego bez wahania przytulił Malika do swojej piersi. Nie był zdziwiony tym, że po chwili Zayn się rozpłakał. Wiedział bowiem, że przyjaciel potrzebuje tego teraz jak niczego innego na świecie. No może potrzebował bardziej tylko Harolda. Tylko, że nawet jeśli Styles zjawił by się tu, to Zayn i tak by go odepchnął. Był taki…był taki od zawsze. Za bardzo samolubny, impertynencki, arogancki, bardzo bezczelny i wyrachowany. Jednak Louisemu to nie przeszkadzało. Czasami wręcz uważał, że te cechy są pozytywne. Gdyby nie ta impertynencja Harry zostałby zawieszony w prawach ucznia. Gdyby nie wyrachowanie Louis zawsze przy swoich rodzicach nie miał by swojego zdania. Zayn miał dość niespotykany charakter. Czasami wręcz uciążliwy, ale przecież nie mógł mieć samych negatywnych cech. Nie miał. Miał w sobie całą masę pozytywów, którymi nie cierpiał się dzielić. Dlatego, wszyscy uważali go za chamskiego bogacza, który tylko marnuje pieniądze rodziców. Żadna z osób uważających go za takiego, nie miała pojęcia, że chłopak sam na siebie zarabia. Nie wiedzieli również, jaki był naprawdę. Przecież nikt doskonalej niż on nie potrafił utworzyć w około siebie maski tego, kim tak naprawdę nie jest. Był mistrzem udawania. Jedyną osobą, która znała jego prawdziwe ‘ja’ był Louis. On znał go na wylot. Mimo iż Zayn darzył Harry’ego mocnym uczuciem, Zayn nie potrafił się na niego całkowicie otworzyć. Nie dlatego, że nie chciał. Chciał i to bardzo! Chodziło tu raczej o to, że Malik nie chciał zranić Harolda. Zdawał sobie doskonale, jaki jest i dlatego, nie chciał dopuścić do siebie myśli, że może być gejem i zakochać się w jakimś mężczyźnie. Nie chciał tego, bo wiedział, że jeśli się pomyli, ucierpi na tym ktoś. A przecież w głębi duszy Zayn nienawidził ranić ludzi. Tym bardziej ludzi, na których mu zależało.
-Dziękuje - mruknął Malik odsuwając się od Louisa. Przetarł dłonią twarz, tym samym ocierając pozostałości po słonej cieczy - Mam nadzieje, że wierzysz mi, że muszę to zrobić. I nie chodzi mi tylko o wyjazd z powodu Harolda - Tomlinson spojrzał na niego, a w jego oczach można było zobaczyć zaskoczenie.
-Zayn… ty chyba nie chcesz mi powiedzieć, że… - Louis urwał i zakrył dłonią usta. Nie potrafił tego powiedzieć.
-Tak, wyjeżdżam do Tanzanii - mruknął Zayn i ponownie zabrał się za wrzucanie swoich rzeczy do plecaka.
-Ale Zayn! Przecież to jest…to tak daleko! A jak ci się coś stanie? Pomyślałeś o tym? - zapytał Louis. Zayn wzruszył ramionami.
-Jadę tam z innymi modelami, z ekipą fotografów, z całą resztą. Nic mi nie będzie.
-Myślę, że to pochopna decyzja - wyznał szatyn. Mimo iż uważał, że to idiotyczne wyjeżdżać do Afryki, to nie powiedział o tym przyjacielowi. Nie chciał go dobijać.
-To już nie ma znaczenia Louis. Postanowiłem. To tylko trzy tygodnie a jak dobrze pójdzie to dostanę może jakiś kontrakt i się stąd wyprowadzę. Chce wystąpić w tej sesji zdjęciowej nie dla pieniędzy, wiesz dobrze. Chce, bo wiem jaki to ma cel.
Louis kiwnął głowa i oparł się plecami o łóżko bruneta. Wiedział doskonale w jakim celu grupa modeli wyjeżdżała do Tanzanii na sesje zdjęciową. Wszystko na cele dobroczynne. Bo przecież Malik nie dostanie za to nawet grosza. Louisowi wydawało się, że Harry przemówił Malikowi do rozumu i wybił mu ten wyjazd z głowy. Jedyne co mu teraz przychodziło do głowy to fakt, że Zayn prawdopodobnie robi to na złość Stylesowi. Louis westchnął.
-Powiedziałeś o tym Harry’emu? - zapytał. Malik pokręcił przecząco głową.
-Nie. I proszę cię abyś mu nic nie mówił. Wiem… - zaczął widząc spojrzenie szatyna - Wiem, że jest twoim przyjacielem, ale ja też nim jestem. Nie mów mu nic. Tym bardziej gdzie wyjeżdżam. Proszę - Louis niechętnie kiwnął głową, a potem wstał z miejsca.
-Zrobisz co będziesz uważał za dobre - powiedział po czym wyszedł z pokoju, zostawiając Zayna samego. Teraz był pewien, że Malik wyjeżdża, aby zrobić na złość Hazzie. Przecież wiedział jak bardzo Styles nie chciał aby Zayn wyjeżdżał.
Megan westchnęła głośno o czym oparła się o ramie Harolda. Leżeli właśnie w jego pokoju na łóżku i po prostu milczeli. Leżeli, a dokładniej rzecz ujmując to spali tak od poprzedniego dnia, w którym Harry i ona powiedzieli Louisowi i Zaynowi, że są parą. Blondynka, doskonale zdawała sobie sprawę co z tego wyniknie. Ale nie mogła odmówić Stylesowi choćby dlatego, że ten jakiś czas temu pomógł jej. Musiała się odwdzięczyć. Lubiła go i to nawet bardzo, mogła mu wszystko powiedzieć, ale nigdy by go nie pokochała. Wiedziała o jego orientacji, i czasami nie mogła tego pojąć. Ale nigdy, przenigdy nie powiedziała tego Harry’emu. Bała się jakby zareagował. Odkąd dowiedziała się, że Harry flirtuje z Zaynem, unikała ich obu jak ognia, aby tylko nie widzieć ich razem. Było jej tak cholernie wstyd, że brzydzi się własnymi przyjaciółmi.
-Harry mogę ci coś powiedzieć? - zapytała odsuwając się od bruneta. Harry spojrzał na nią, a potem kiwnął głową na znak zgody.- Myślę, że to wszystko nie ma sensu. To całe udawanie. Chyba pochopnie podjęłam decyzje..
-Meg..
-Nie przerywaj mi - mruknęła - Nie chodzi o to, że widzę coś złego w związku. Chodzi o to, że ja i ty..nie będziemy nigdy razem. Nawet jeśli mieli byśmy udawać. Ty nigdy nie pokochasz dziewczyny, i to chyba jest w tym wszystkim najgorsze. Bo ty możesz pokochać tylko faceta - powiedziała to z obrzydzeniem, które Harry zauważył.
-Ty się mnie brzydzisz, racja? - zapytał wzdychając.
-To nie tak! - zaprzeczyła szybko - Po prostu, ja chyba jeszcze tego do końca nie zaakceptowałam. Nie przyzwyczaiłam się. Przepraszam - westchnęła.
-Rozumiem.
-No właśnie nie rozumiesz. Nie akceptuje cię jako geja. Rozumiesz? Ale chce żebyś był szczęśliwy, bo skoro znalazłeś dla siebie kogoś, a w szczególności jeśli pokochałeś kogoś takiego jak Zayn, to musisz być szczęśliwy i moje obrzydzenie nie powinno cie obchodzić - Styles spojrzał na nią zaskoczony. Jego przyjaciółka właśnie mu powiedziała, że się nim brzydzi a z drugiej strony, chce aby był szczęśliwy.
-Ja chyba nie mogę z nim być - mruknął brunet.
-Oszukujesz siebie i jego - Skwitowała dziewczyna - Przecież ewidentnie widać, że na siebie lecicie. I mówię to ja, osoba która…
-Brzydzi się homoseksualistów - Dokończył chłopak.
-Musisz mi o tym przypominać? - warknęła dziewczyna - Nie chcesz być z Zaynem, więc po co ta cała szopka? - Harry głośno przełknął ślinę i spojrzał na Meghan.
-To nie o to chodzi, że nie chce z nim być. Ja się po prostu boje Meg. A co jeśli on się mną tylko bawi. Wykorzysta mnie i zostawi tak jak reszta? Nie zniosę tego ponownie.
-Boisz się, że Zayn cię zostawi? Największa głupota jaką kiedykolwiek usłyszałam wiesz? Gdyby ktoś taki jak on, chciał się tobą zabawić, już dawno był byś zaliczony, i odstawiony na półeczkę z plakietką „Nowe wyzwania” - Słowa Meghan zabolały Harolda, ale wiedział, że dziewczyna chce dla niego jak najlepiej - Przecież wiesz jak on jest. To rozpieszczony gówniarz. Pierdzielony bogacz. Harry, jeśli on by chciał cię zaliczyć..
-Tak wiem.. już by to zrobił - mruknął Hazza - Ale on jest inny Meg. On naprawdę jest inny, nie taki jak ty i ja go widzimy. On nosi maskę.
-Więc skąd wiesz, że jest inny - zapytała dziewczyna.
-Naprawdę chcesz to usłyszeć? Naprawdę chcesz wiedzieć dlaczego tak uważam? - zapytał ostro brunet.
-Jeśli ominiesz niektóre sceny to owszem - powiedziała dziewczyna, nie zważając na słowa przyjaciela.
-Odkąd poznałem Zayna, zawsze był dla mnie dość niemiły. Sama widziałaś jak traktował mnie na początku. Jako tego gorszego, tego przez którego nigdzie nie można wyjść bo jestem za młody. On mnie ewidentnie nie lubił - westchnął Harry - Potem coś się zmieniło, wszystko przez tą noc którą spędziliśmy w bibliotece.
-Pamiętam. Ktoś was tam zamkną, a na dworze rozpętała się burza. Znaleźliśmy was dopiero rano - Przypomniała dziewczyna.
-Wtedy, w tą burze Zayn był inny. On się najwyraźniej jej bał. I był dla mnie miły, przynajmniej milszy niż wcześniej. Siedział obok mnie i ciężko oddychał a potem…potem objąłem go ramieniem. Meg ja już wtedy coś do niego poczułem…Uh, nie powinienem ci tego mówić - Blondynka machnęła ręką, aby chłopak kontynuował - On nie odepchną mnie wtedy, pozwolił mi się przytulić. Siedzieliśmy tak całą noc - mruknął chłopak - Rano nawet na mnie nie spojrzał. Wiesz jak się poczułem? Jak śmieć, znowu. Ja nie chce się tak czuć.
-No, ale przecież dogadujesz się z nim skoro mówisz, że jest inny. Skoro to widzisz..
-Widzę, ale może ja po prostu chciałem to zobaczyć. Sam już nie wiem - Harry zakrył dłońmi twarz, więc Meghan położyła mu dłoń na ramieniu.
-Jeśli coś do niego czujesz, to może powinieneś zaryzykować. Wydaje mi się, że nie zakochałbyś się w kimś kto by nie dawał ci jakichś znaków.
-On powiedział.. Powiedział, że dla mnie odkrył, że jest homo.
-No widzisz! On naprawdę coś do ciebie czuje - Meg pogłaskała go po ramieniu.
-A jeśli on kłamie? - zapytał Harry, ale blondynka nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ oboje usłyszeli dzwonek jej telefonu. Meg szybko podniosła telefon z szafki a potem go odebrała. Harry nie mógł zrozumieć z kim rozmawiała. Na szczęście szybko odłożyła telefon z powrotem na półkę.
-Zayn cię nie okłamał! - Powiedziała pośpiesznie dziewczyna. Harry spojrzał na nią zdziwiony.
-Z kim rozmawiałaś?
-Zayn wyjeżdża dziś do Tanzanii. Masz ostatnie chwile, żeby go zatrzymać. Harry nie zmarnuj tej szansy - powiedziała poważnie. Oczy bruneta powiększyły się. W tej właśnie chwili zdał sobie sprawę, co się działo. Osoba w której ewidentnie się zakochał, chciała wyjechać tak bardzo daleko. I wszystko przez niego. Przez jego niezdecydowanie i bojaźń.
Zayn obejrzał się ostatni raz za siebie, a potem poprawił plecak, który miał na swoim ramieniu. Ktoś z załogi wyprawy klepną go zachęcająco w plecy, po czym wszyscy ruszyli w stronę odprawy. Brunet przez chwile miał w głowie obraz Louisa, który odwiózł go na lotnisko i odprowadził pod wyznaczone miejsce spotkania. Coś dziwnego chodziło Malikowi po głowie, jednak starannie to odganiał, bo nie chciał teraz zawracać sobie głowy byle czym. Miał misje. Chciał zapomnieć o wszystkim co wydarzyło się w minionym czasie. Obiecał sobie, że kiedy wróci do domu, poszuka sobie mieszkania w drugiej części miasta i wyprowadzi się. Obiecał to sobie i słowa chciał dotrzymać. Nie powiedział o tym Tomlinsonowi, bo wiedział, że tamten będzie go przekonywał do zmiany decyzji.
Mimo iż brunet nie odwrócił się, usłyszał z dala nawoływanie. Dość głośne, można by nawet rzec , że bardzo głośne. Ktoś próbował zedrzeć sobie gardło, aby zatrzymać Mulata? Tylko co po? Kto?
-Zayn! - Usłyszał ponownie chłopak jednak nie odwrócił się, bowiem wiedział kto za nim biegł. Ekipa fotografów zatrzymała się, i spojrzała na biegnącego w ich stronę Harolda. Malik nie zatrzymał się. Powolnym krokiem szedł do przodu. Zmęczony Harry dobiegł do znajomych Zayna, i przystanął. Nie miał siły dalej gnać za brunetem. Nie miał siły mówić, oddychać, a co dopiero biec za nim. Zayn był nieugięty szedł dalej.
-Zayn! Naprawdę chcesz to tak zakończyć? Naprawdę chcesz być takim tchórzem, i nie chcesz nawet wysłuchać tego co mam ci do powiedzenia! - krzyknął Styles, jednak Malika nawet to nie ruszyło.- Cholerny egoisto!- Krzyknął, ostatkiem sił Hazza. Pochylił się do przodu, i zaczął ciężko oddychać. Chciał spojrzeć jeszcze przelotnie na plecy oddalającego się bruneta, ale to co zobaczył zdziwiło go. I to bardzo. Zayn nie szedł już. Stał w miejscu przodem do niego. Stał nieopodal niego z założonymi na tors rękami. Stał i wpatrywał się w Harry’ego pustym wzrokiem.
-Ja jestem egoistą? - warknął Zayn. Był zły, był tak cholernie zły. Harry wiedział jaki potrafi być kiedy się zdenerwuje. Bał się go, zwyczajnie się go bał. Wiedział, że Zayn potrafi wpaść w szał i nic; a przynajmniej tak się wydawało, nic nie potrafi go zatrzymać. Harry poczuł mocne szarpnięcie w okolicy ramienia. Po chwili wiedział co się dzieje - To ja jestem egoistą?- warknął ponownie. Styles nie odpowiadał, bo nie chciał jeszcze bardziej drażnić bruneta - Odpowiedz do cholery!- Zayn potrząsnął Hazza na boki, po czym złapał go za ubranie i chciał podnieść do góry jednak tego nie zrobił. Zauważył bowiem strach w oczach Harolda.
Puścił go natychmiast i odsunął się dwa kroki w tył.
- Przepraszam. Nie chciałem - mruknął. W ochach Stylesa zebrały się łzy, które po chwili swobodnie spływały po jego pliczkach.
- Nie chciałeś… -wyszeptał Harry. Otarł łzy spływające po policzku i spojrzał na bruneta - Nie chciałeś mnie zranić, zostawić? A jednak to właśnie robisz. Dlaczego? Dlaczego chcesz wyjechać skoro wiesz, że ja tego nie chcę? To przeze mnie tak? Zayn błagam cię nie wyjeżdżaj, zostań! Daj mi wszystko wytłumaczyć na spokojnie. Ja już dłużej tak nie potrafię - jęknął - Czuje coś do ciebie i wiem, że ty też coś do mnie czujesz. Ale ja się boje. Zwyczajnie się boje. Boje się, tego co będzie z nami. Chce być z tobą, ale…ty nie chcesz mnie wykorzystać, prawda? Nie chcesz mnie tylko zaliczyć i po prostu zostawić? Nie zniósł bym tego ponownie. Wiesz jak to boli? Wiesz jak to boli, jak ktoś kogo kochałeś po prostu się tobą zabawił, a potem odszedł. Od tak po prostu, bo mu się nudziłeś - Harry otarł dłonią spływające po policzkach kropelki słonej cieczy.
-Harry, błagam nie płacz.- jZayn. Zrobił krok w stronę bruneta i wyciągnął ku niemu dłoń, jednak Harry odsunął się.
-Ty nie wiesz co to znaczy, być wykorzystanym. Zawsze miałeś to co chciałeś. Zawsze byłeś najlepszy i Meg ma racje, jesteś rozpieszczonym gówniarzem. Bawisz się ludźmi…
-Nigdy się tobą nie bawiłem. Wszystko, to co do ciebie mówiłem było prawdziwe. Każde słowo. Nigdy nie udawałem.
-Więc dlaczego cię nie znam? Dlaczego nie chcesz się przede mną otworzyć. Pokazać jaki jesteś naprawdę. Jak mam cię kochać, i być z tobą skoro mi to utrudniasz? - Zayn zamknął oczy, a potem spojrzał na kolegów. Oni jak na zawołanie zebrali swoje rzeczy i pomaszerowali w stronę odprawy. Zayn i Harry zostali sami. Sami pośród masy ludzi, jaka znajdowała się na lotnisku.
-To nie jest takie proste jak ci się wydaje Harry - mruknął Malik.
-To jest proste! Po protu mi to powiedz do cholery! - Wybuch zawsze spokojnego Harolda, był zaskoczeniem dla Zayn’a.
-Nie chcę cię zranić Harry, właśnie dlatego cię odtrącałem. Właśnie dlatego chciałeś się na mnie zemścić związując się z Meg. Nie jestem taki głupi. Przejrzałem cię - powiedział szczerze. Harry przeklął pod nosem - Nie chciałem cię zranić, bo wiem jakim skurwielem potrafię być. Wiem jaki jestem. Nie rozumiem jak mogłeś się we mnie zakochać. W takim potworze bez uczuć jak ja? - Zayn zamknął oczy w których zgromadziły się już słone kropelki łez.- Ja wiem, za co cię kocham. Ale ty…jak mogłeś…
-Ty mnie kochasz? - zapytał Harry.-Gdybyś mnie kochał…
-Kocham cię za to, że jesteś taki wrażliwy. Oddany innym, altruista zasrany, który wszystkim chce pomagać nie sobie. Masz za dobre serce Harry - westchnął - Kocham tą twoją wyrozumiałość na moje głupoty, umiejętność słuchania chociaż zazwyczaj mowie od rzeczy. Ciągły optymizm, nawet jak nic się nie udaje. Odwaga jaką posiadasz, czasami mnie przeraża, i ta uczciwość, która kiedyś cię zgubi - mruknął - Ale najbardziej kocham w tobie, tą szczerość bijącą od ciebie na odległość, skromność i wytrwałość w dążeniu do celu. Ten spokój jaki od siebie emanuje, opanowanie, i te wesołe iskierki w oczach, których teraz przeze mnie nie ma. Kocham cię bo tolerujesz moje cholerne wady, przez które tak bardzo cię ranie. Jesteś zbyt ambitny aby być z takim kimś jak ja. Jesteś zbyt inteligentny na zawracanie sobie mną głowy Harry. Ja nawet nie posiadam połowy tych cech. Więc co tu robisz?
- Nigdy więcej tak nie mówi Zayn! - warknął Styles - Jesteś więcej wart niż ja! Wiesz dlaczego? Bo nie zależnie jaki byłeś, jesteś i będziesz to ja i tak będę cie kochał. I nawet jeśli boje się tego uczucia, i tego związku, to i tak cie kocham. Nie rozumiesz tego? Nie zależy mi na niczym innym. Tylko na tobie! Zrozum wreszcie, że nic bardziej mnie nie rani tylko to, że mnie odtrącasz. Błagam nie wyjeżdżaj. Daj nam szansę - Harry zmniejszył odległość panującą miedzy nimi - Ty nie rozumiesz, że mnie to zabija? Nie chcesz mnie zranić, ale robisz to. Robisz to ze strachu? Proszę cię. Zwyczajnie w świecie cię proszę. Daj mi się do siebie zbliżyć. Chce cię poznać - Oczy Zayna zwróciły się do góry, a potem jego dłonie zakryły twarz. Harry jednak nie zamierzał się poddawać. Jemu nie wystarczyły jedynie słowa. Powolnym ruchem zdjął dłonie Malika z jego twarzy i spojrzał na niego troskliwym wzrokiem - Nie wyjeżdżaj Zayn. Po prostu zostań tu ze mną i kochaj mnie. Proszę tylko o tyle - Dłonie Stylesa zamknęły się w szczelnym uścisku na nadgarstkach Mulata. Zayn jednym ruchem wyrwał się Haroldowi, ale tylko po to aby opleść go swoimi ramionami. Przytulił go do siebie bardzo mocno, jakby już nigdy miał tego nie zrobić. Harry, jak to miał w zwyczaju zacisnął swoje dłonie na zielonej koszuli Zayna. Mimo woli musnął swoim nosem szyje Malika na co ten zareagował dreszczem. Wdychał jego przyjemny zapach i delektował się tą krótką chwilą bliskości.
-Hazza…- mruknął Zayn ochrypniętym głosem - Cholernie mi na tobie zależy - Jego uścisk nie zelżał - Obiecuje ci, że kiedy wrócę… - Styles odsunął się od bruneta i spojrzał na niego zaskoczony - Nie przerywaj mi. Obiecuje ci, że kiedy wrócę…spróbujemy. Będę tylko dla ciebie. Będziesz mógł mnie poznać, będziesz mógł zrobić ze mną co tylko będziesz chciał. Obiecuje…Nie! Nie obiecuje. Przysięgam. Przysięgam ci to Harry - powiedział Zayn patrząc mu głęboko w oczy. Harry znowu jękną z rozpaczy i przytulił swoją głowę do torsu Mulata.
-Nie rób mi tego…Ja nie dam rady bez ciebie…
-Dasz. Wierzę w ciebie. Będę do ciebie w każdej wolnej chwili dzwonił. Okej? - Zayn odsunął od siebie skołowanego Stylesa, po czym obejrzał się w stronę przyjaciół. Harry westchnął - Trzymaj - powiedział Zayn zdejmując z szyi swój szczęśliwy wisiorek. Podał go Haroldowi.
-Ale Zayn..
-Masz teraz cząstkę mnie. Opiekuj się nią, a kiedy wrócę oddasz mi go, bo już będziesz mnie miał całego. Muszę już iść - westchnął.
-Nie zniosę tego - jęknął ponownie Harry. Zayn jakby na zawołanie znowu go przytulił, a potem gdy zorientował się, że Hazza znowu płacze oderwał się od niego i odszedł w stronę swoich przyjaciół. Odszedł kilka kroków, ale nie mógł zostawić tego w taki sposób, przystaną na chwilkę. Zaciekawione spojrzenie przyjaciół, utwierdziło go w przekonaniu, że musi się pospieszyć. Odwrócił się pośpiesznie i podbiegł do Harolda, który stał ze spuszczoną głową. Brunet nawet nie zauważył obecności ukochanego obok siebie. Był tak bardzo przybity. Możliwe, że Zayn nie powinien tego robić. Ale musiał. Musiał zaspokoić swoje rządzę. Swoje pragnienie.
-Tylko mnie nie dotykaj. Błagam - jęknął Zayn. Nachyliwszy się nad Stylesem po prostu szybko, ale bardzo i to bardzo namiętnie złożył na jego malinowych ustach gorący pocałunek. Pocałunek na który tak długo czekał. Był inny od poprzednich, ale tak samo ważny jak ten pierwszy. Harry oddał go i chciał przytrzymać Malika swoimi dłońmi, ale ten w porę mu się wyrwał. Nie spojrzał na niego, aby go jeszcze bardziej nie dołować. Pobiegł do swoich przyjaciół nie odwracając się nawet na chwilkę. Jedyne co zrobił po odprawie to wysłanie tych dwóch bardzo znaczących słów do Hazzy. ‘Kocham Cię. Z xx’
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz