- Tomlinson do tablicy! – krzyknęła w końcu zdenerwowana nauczycielka uderzając ręką o gładki blat biurka.
Harry był nowy w tej klasie, a ta lekcja była jego pierwszą. Zajął miejsce w trzeciej ławce przy ścianie i rozsiadł się wygodnie. Ledwo zajął miejsce, a już po kilku minutach mógł podzielić klasę na kategorie. W pierwszych ławkach siedziały osoby, które chłopak szybko wrzucił do worka z naklejką „kujony i lamusy”, w środkowym rzędzie, od trzeciej ławki siedziały „landrynki”, czyli skąpo ubrane dziewczyny w tlenionych, platynowych włosach z dużą ilością makijażu na twarzy, a za nimi w ostatnich ławkach siedzieli „mięśniacy” lub „szpanerzy”, którzy desperacko zabiegali o względy wyżej wymienionych landrynek. Były jeszcze pojedyncze osoby, dla których Harry znalazł osobny przydział jak „lizus”, „ofiara losu”, „pyskacz” czy „popularna gwiazda”. W rzędzie położonym najdalej od niego, przy oknie, mniej więcej w środkowych ławkach siedziało kilku „śmieszków”, którzy nie przejmowali się żałosnymi spojrzeniami „landrynek” kiedy rzucali głupimi żartami.
Harry odwrócił się z trzeciej ławki przy ścianie próbując zlokalizować chłopaka, do którego zwróciła się nauczycielka. Nie zdziwił się, gdy zobaczył, że to jeden ze „śmieszków”. W końcu od początku cały czas z ich strony słychać było jakieś śmiechy. Nie mógł zobaczyć twarzy tego chłopaka bo siedział do niego bokiem, a włosy przysłaniały mu profil.
- Z miłą chęcią pani profesor! – zawołał wesoło chłopak odsuwając z impetem krzesło i kierując się do tablicy.
Chłopak musiał zrobić jakąś głupią minę albo coś bo nagle cała klasa zachichotała. Harry jednak tego nie dostrzegł, gdyż był oszołomiony widokiem jego perfekcyjnego tyłka, w który wpatrywał się odkąd ten tylko wstał. Opinały go ciemnogranatowe spodnie i cholera, wyglądał w nich bosko.
- Zobaczymy czy będzie ci do śmiechu, gdy dostaniesz kolejną jedynkę. – warknęła nauczycielka wyrywając swoim surowym głosem Harry’ego z zamyśleń – Proszę bardzo. Tutaj masz zadanko, znajdź niewiadomą i narysuj wykres. Przepisz najpierw ten przykład na tablicę, żeby wszyscy mogli zobaczyć. – dodała podając mu książkę i pokazując zadanie – I nie pajacuj Tomlinson bo już wystarczająco mnie dziś zdenerwowałeś. Jak cię lubię tak nie zawaham się dać ci..
- Dziękuję, ale jestem gejem pani profesor. – przerwał jej na co wszyscy wybuchneli głośnym śmiechem. Nikt nie był zaskoczony tymi słowami więc Harry domyślił się, że nie było to żadną tajemnicą, wszyscy musieli wiedzieć od dawna. Podniósł jednak brwi zdziwiony, że chłopak tak po prostu się do tego przyznał i również nie mógł powstrzymać się od uśmiechu, gdy zobaczył zarumienioną twarz nauczycielki. Najwyraźniej chłopak o pięknym tyłku był jej ulubieńcem bo normalna osoba już dawno wyrzuciłaby go z klasy.
- Nie przeginaj bo wylądujesz u dyrektora, jestem pewna, że ani twoja mama ani twój tata nie byliby zadowoleni z kolejnego telefonu do domu. – powiedziała – Rób to zadanie bo nie będę tracić całej lekcji.
Harry obserwował uważnie chłopaka, który teraz drapał się ręką po głowie i wpatrywał w książkę. Czekał, aż się odwróci by móc zobaczyć jego twarz, ale ten wciąż stał tyłem do klasy. Nagle parsknął śmiechem, chwycił marker i zaczął przepisywać zadane. Robił to wyjątkowo wolno, a cyfry były duże i koślawe. Nauczycielka zacisnęła usta starając się tego nie komentować. Założyła ręce na piersi i zmarszczyła brwi, gdy chłopak zatrzymał się po przepisaniu przykładu.
- Więc.. – zaczął udając, że myśli - ..tutaj chyba będzie.. chociaż nie!.. a jeśli jednak.. nie!.. cholera nienawidzę matematyki.. Wiem! Chociaż… raczej nie.. ale jakby nie patrzeć.. nie to nie może być…
- Na miłość boską Tomlinson! Umiesz to rozwiązać czy nie? – zirytowała się kobieta.
- Nie byłbym do końca szczery twierdząc, że nie mogę z całą mocą zaprzeczyć, że to twierdzenie jest lub nie jest prawdziwe. – wyrzucił z siebie szybko, a Harry zachichotał w duszy zdając sobie sprawę, że cytuje Pinokia ze Shrek’a.
- Czyli nie umiesz, tak? – westchnęła z rezygnacją.
- Eee.. jakby to.. no.. nie w każdym sensie pani profesor. – zaśmiał się – Powiedzmy, że mogę z umiarkowaną stanowczością zaprzeczyć twierdzeniu, że..
- Oj zamknij się. – przerwała mu biorąc do ręki dziennik i wzdychając ciężko – I co ja mam z tobą zrobić huh? – zapytała podnosząc wzrok i patrząc na niego - Kolejna jedynka sprawi, że będziesz zagrożony więc będę musiała powiadomić rodziców. Po twojej minie wnioskuję, że tego nie chcesz, ale jeśli tego nie zrobię, usiądziesz i dalej będziesz pajacował.
- Dlaczego pani tak uważa? Obiecuję, że nie będę pajacował! – powiedział chłopak opuszczając wzdłuż tułowia rękę z książką.
- I ja i ty i cała reszta klasy wie, że to nie jest możliwe. Nie pozostaje mi nic innego jak..
- A może telefon do przyjaciela? – wpadł jej w słowo - Ktoś mi pomoże rozwiązać to zadanko, wytłumaczy i.. no wie pani..
- Próbujesz mnie zbajerować Louis? – zapytała podnosząc brwi.
- Ależ skąd. Przecież mówiłem pani, że jestem gejem. – odpowiedział, a klasa znowu zaczęła się śmiać.
Nauczycielka pokiwała głową z niedowierzaniem, ale na jej twarzy również pojawił się uśmiech. Harry już wiedział, że ujdzie mu to na sucho. Chłopak miał w sobie to coś co sprawiało, że nie dało się go nie lubić.
- Nie mam już siły do ciebie Tomlinson. – powiedziała zabierając mu z ręki książkę – Ostatni raz ci odpuszczam i przysięgam, że następnym razem bez wahania wpiszę ci pałę i zadzwonię do domu. Masz się tego nauczyć, zrozumiałeś?
- Oczywiście… Pani profesor. – dodał po chwili wycofując się.
- Dokąd się wybierasz? Znajdź kogoś kto pomoże ci to zadanie rozwiązać. – powiedziała na co jęknął cicho.
I wtedy odwrócił się do klasy, a Harry zobaczył delikatne rysy jego twarzy. Wow. Był piękny. Błękitne oczy zaczęły przeczesywać klasę, aż w końcu zagryzł dolną wargę spoglądając z powrotem na nauczycielkę.
- To nie uczciwe. – powiedział – Widzi ich pani? – zapytał pokazując palcem na klasę - Czy uważa pani, że ktokolwiek z tu obecnych umie to zadanie rozwiązać?
- Oczywiście, że tak.
- Poważnie?! Chyba duch święty.. – prychnął nerwowo - A może mógłbym.. tak tylko.. rzucić okiem do dziennika, hm? – zrobił słodkie oczy – Albo pani mi podpowie do kogo powinienem się zwrócić?
- Boże święty.. – przewróciła oczami – 15 minut lekcji na ciebie już straciłam Tomlinson, za chwilę będzie dzwonek. Poproś Harry’ego, może zgodzi się pomóc.
- Kogo? – zapytał zdezorientowany.
- Gdybyś się nie spóźnił to byś wiedział, że w klasie jest nowy uczeń. – powiedziała wskazując ręką w stronę Harry’ego.
Louis natychmiast odwrócił się i po chwili jego oczy zatrzymały się na zielonych oczach chłopaka w kręconych włosach. Przez chwilę stał osłupiały zastanawiając się nad czymś, aż na jego twarzy pojawił się lekki, zachęcający uśmiech. Złożył ręce w proszącym geście.
- Proszę? – powiedział wypychając dolną wargę do przodu i patrząc na niego z nadzieją.
Harry odsunął krzesło i wstał idąc w kierunku tablicy. Czuł na sobie zainteresowane spojrzenia klasy, ale zupełnie się tym nie przejmował. Nie miał w zwyczaju przejmować się czymkolwiek.
- Mogę? – zapytał patrząc na marker, który Louis ściskał w dłoni, a potem spojrzał prosto w jego oczy.
- Mhm.. – wyrzucił z siebie szatyn i starając się zachowywać naturalnie podał mu pisak.
- Więc to.. – zaczął Harry zaznaczając w kółko jakąś część zadania – jest zwykłym wzorem, tylko trochę przestawionym. Trzeba go odwrócić.. o tak.. – mówił pisząc, a Louis cały czas obserwował jego twarz nie mogąc oderwać od niego wzroku – i teraz tylko podstawić te liczby.. i podzielić przez wszystko to.. – stuknął markerem i odwrócił głowę w kierunku chłopaka – rozumiesz? – zapytał przyłapując go na przyglądaniu mu się.
- P-podzielić przez wszystko. Taak. – odpowiedział Louis, który teraz czuł się całkowicie sparaliżowany.
Harry spojrzał na niego z lekkim rozbawieniem dostrzegając nagłą zmianę w jego zachowaniu po czym ponownie przeniósł wzrok na tablicę i zaczął kończyć zadanie. Potem narysował wykres i w tej samej chwili zadzwonił dzwonek. Uczniowie zaczęli się pakować i wychodzić z klasy, po chwili nie było już w niej nikogo oprócz nauczycielki i ich dwóch.
- Świetnie Harry. – powiedziała nauczycielka – Niektórzy mogliby się od ciebie wiele nauczyć. – dodała przenosząc znaczące spojrzenie na Louis’a – A ty się nie ciesz bo następnym razem ci nie daruję. I lepiej mu podziękuj bo właśnie uratował ci tyłek. – rzuciła na odchodne, zabrała torbę, dziennik i wyszła z sali.
- Cóż.. więc.. ee.. dzięki Harry. – wyjąkał szatyn śmiejąc się trochę nerwowo – Za uratowanie mojego tyłka.
- Nie ma za coo…?
- Louis
- Louis. – dokończył chłopak w kręconych włosach patrząc pewnie w niebieskie tęczówki i uśmiechając się.
- No.. więc ja.. umm.. chyba już.. sobie ten.. pójdę.. – zająknął się ponownie na co loczek omal się nie roześmiał.
- Onieśmielam cię? – zapytał nagle Harry, a szczęka szatyna spadła na ziemię.
- Co.. nie, ja tyko.. ee.. nie! Oczywiście, że nie! – skłamał co było oczywiste.
- Nie umiesz kłamać. – stwierdził brunet chowając ręce do kieszeni, uśmiechając się drwiąco i nie spuszczając wzroku z oczu Louis’a.
- Dlaczego uważasz, że kłamię?
- Bo z klasowego błazna, który cytuje fragmenty Shrek’a nagle zamieniłeś się w nieśmiałego jąkałę i nie potrafisz złożyć prostego zdania.
- Oh… - powiedział Louis mrużąc złowrogo oczy – Więc taką łątkę dostałem?
Harry podniósł dwie ręce i zrobił minę, która mówiła „no cóż, takie jest życie”, po czym opuścił dłonie znów chowając je do kieszeni i patrząc na twarz niższego chłopaka. Ku jego zdziwieniu szatyn roześmiał się. I nie był to już nerwowy śmiech.
- Cóż, ciesz się, że tobie nikt żadnej jeszcze nie dał. – parsknął śmiechem, a na jego twarz wrócił szczery uśmiech. Raczej nie ruszyły go słowa Harry’ego, a wręcz przeciwnie. Wyglądał jakby poczuł się trochę pewniej. Odwrócił się z zamiarem powrotu do swojej ławki po torbę.
- Może ty mi jakąś dasz? – usłyszał Louis, po czym odwrócił się patrząc na niego zdziwiony. Chłopak w kręconych włosach stał w tym samym miejscu z lekko przechyloną na bok głową, a kącik jego ust był uniesiony do góry.
- Buntownik-indywidualista. – rzucił szatyn patrząc w zielone tęczówki. Odwrócił się podchodząc do ławki, chwycił swoją torbę na ramię i ruszył do wyjścia. Kiedy tylko go minął poczuł szarpnięcie za ramię i chwilę później jego plecy uderzyły o ścianę, a torba upadła na ziemię.
- Pani profesor powiedziała, że możesz się ode mnie wiele nauczyć Tomlinson.
Zanim zorientował się co się dzieje zobaczył przed sobą parę zielonych oczu i chwilę później poczuł jak chłopak wpija się w jego usta. Nie wahał się ani chwili żeby odwzajemnić pocałunek. Wsunął rękę w jego kręcone włosy przyciągając go jeszcze bardziej do siebie i ssąc jego wargę.
- Kurwa – sapnął cicho w jego usta, kiedy poczuł na swoim kroczu udo wyższego chłopaka.
Czuł jak Harry uśmiecha się z zadowoleniem, gdy poczuł rosnącą wypukłość w spodniach szatyna. Jego biodra desperacko wypchnęły się do przodu.
- Drzwi… - wydyszał Louis - …są… - jęknął czując jak Harry się o niego ociera. Chciał dokończyć ale z jego ust wydostało się tylko krótkie sapnięcie. Odchylił głowę do tyłu, a Harry niespodziewanie przyssał się do jego gładkiej szyi wywołując tym dreszcze na jego ciele.
- ..są. – szepnął Harry nie przerywając lizania jego skóry.
Louis znowu jęknął zaciskając pięści na włosach nowego chłopaka. Czuł, że już dłużej nie wytrzyma. Zadzwonił dzwonek na następną lekcję, a Harry oderwał się od niego nasłuchując i patrząc mu w oczy. Przez kilka sekund nic się nie działo.
- Chyba nikt nie ma tu teraz zajęć. – wzrok Harry’ego przeniósł się z oczu Louis’a na jego usta.
- Chyba.. chyba nikt… – powiedział Lou szybko oddychając.
- A to znaczy… - powiedział loczek nachylając się nad uchem niższego chłopaka – że… - zassał koniuszek jego ucha - …możemy…
- …możemy… - przytaknął Louis, który czuł jak adrenalina w jego organizmie znacznie wzrasta.
Harry z powrotem odnalazł usta Louisa od razu wbijając w nie swój język. Wolną rękę delikatnie przeniósł na jego krocze i chwilę później ścisnął przez materiał spodni.
- …o Boże… - wydyszał szatyn wyginając się.
- Co się dzieje Louu? – szepnął loczek w jego usta uśmiechając się. Zwolnił pocałunek, ale za to jego ręka zaczęła poruszać się szybciej.
- …ja.. ja nie… - sapnął Louis ale nie był w stanie złożyć normalnego zdania.
- Powiedz mi – ręka Harry’ego zwolniła delikatnie ugniatając krocze szatyna.
- Ja zaraz.. ja… kurwa… - zacisnął pięści szarpiąc włosy wyższego chłopaka, gdy ten zabrał swoją rękę i przycisnął do niego swoje biodra. Louis jęknął głośno.
- Ale się wiercisz. – mruknął niskim głosem Harry uśmiechając się i poruszając w górę i w dół, tak, że ich członki ocierały się o siebie przez spodnie – Wyglądasz słodko, gdy nie wiesz co ze sobą zrobić.
Louis wziął głęboki oddech, a Harry zamknął oczy ponownie go całując i sam jęknął, gdy szatyn szarpnął mocniej za jego włosy.
- Kurwa… Zrób to jeszcze raz. – szepnął i chwilę później ponownie jęknął czując czystą przyjemność. Uwielbiał, gdy ktoś szarpał go za włosy.
W pustej klasie nagle zrobiło się tak gorąco, że ledwo mieli czym oddychać. Ich oddechy były głośne, a krótkie sapnięcia przerywały głuchą ciszę. Harry zaczął mocniej uderzać biodrami o biodra Louis’a i chwilę później doszli w tym samym momencie.
- O Boże… - wysapał Louis, którego nogi były miękkie jak z waty. Podniósł wzrok patrząc na zielone tęczówki szybko oddychającego chłopaka.
- To co, może oprowadzisz mnie po szkole? – zamruczał składając lekki pocałunek na jego wilgotnych wargach.
- Tylko jeśli zgodzisz się udzielić mi kilku lekcji… - powiedział uśmiechając się zachęcająco - jestem naprawdę kiepski z majcy… a ty… wydajesz się być z tego całkiem… całkiem dobry…
- Nawet nie wiesz jak bardzo. – podstępny uśmiech wkradł się na twarz Harry’ego wywołując cichy chichot na ustach Louis’a.
- Więc.. od czego zaczniemy? – zaśmiał się szatyn kiedy ruszyli w kierunku drzwi.
- Co powiesz naaa… ciągi? – zachichotał gryząc dolną wargę, a Louis otworzył z niedowierzaniem usta.
- Zawsze byłeś taki bezpruderyjny i dwuznaczny? – zapytał z lekkim rumieńcem.
- Przekonasz się jak dojdziemy do kątów rozwartych. – mruknął chichocząc i podskoczył czując lekkiego klapsa na swoim tyłku.
Louis uśmiechnął się myśląc, że może w końcu uda mu się polubić matematykę… Kto wie, może nawet pokochać…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz