piątek, 20 grudnia 2013

2

Harry obudził się tuż obok Louis’ego, w tej samej pozycji, w jakiej zasnęli poprzedniej nocy. Tyle że… nastąpiła jedna zmiana – jego dłoń, która wieczorem leżała na poduszce, teraz znajdowała się na policzku bruneta.

Skóra Louis’ego była delikatna i Harry poruszył palcami, gładząc jego policzek. Po chwili, napadła go obawa, która nie pozwoliła mu się uspokoić. Czy… czy ja go po-poca… nie!, urwał szybciej niż zaczął, bojąc się własnych myśli. To Louis, jego najlepszy przyjaciel, kolega, kompan, towarzysz zabaw i ta cała reszta.

Może był wczoraj delikatnie odurzony, po pierwsze przez okropną burzę, a po drugie przez Louis’ego, jego kojący głos, jego oczy, usta, nos i kończąc na jego trosce o Harry’ego, ale zdecydowanie pamiętałby, że coś takiego się między nimi stało. A nie stało się.

Z pewnością.

Ale dla pewności i aby zapobiec nieprzyjemnej porannej rozmowy, zdjął dłoń z twarzy Louis’ego, układając ją wzdłuż własnej klatki piersiowej. Tak lepiej, pomyślał i próbował odchrząknąć najciszej, jak to możliwe.

- Haz? – najwidoczniej oczyścił gardło zbyt głośno. – Co ty wyprawiasz? – poranny głos Louis’ego był przepiękny; zachrypnięty od snu, miękki i ciepły. Starszy chłopak zachichotał, otwierając dotąd przymknięte powieki.

- Ja? – Harry był co najmniej zdziwiony. Nie, nie był zdziwiony, był zaszokowany i przestraszony. A co jeśli, przypadkowo wypowiedział swoje myśli na głos i teraz Louis miał go za jakiegoś kretyna? – Ja… ja nic nie robię.

- Harrs, najpierw chrapiesz przez całą noc, co zdecydowanie nie leży w twojej naturze – Harry przewrócił oczami, nie mogąc powstrzymać się od parsknięcia śmiechem, ale zrobił to bardziej dla rozładowania napięcia, bo jego serce ciągle waliło, jakby próbując wyskoczyć z jego piersi. – Później, mniej więcej od piątej nad ranem, sapiesz na mnie, jak jakiś opętany wilk, a gdy wreszcie udaje mi się zasnąć, zaczynasz wiercić się na łóżku, smyrać mnie po twarzy i chrząkać. No błagam cię! Jeśli chciałeś mnie stąd wygonić, wystarczyło powiedzieć.

Louis zachichotał, ale Harry był śmiertelnie poważny, bo zrozumiał, że jego przyjaciel poczuł dotyk na policzku. Tylko tego brakowało. Ale teraz wystarczyło obrócić wszystko w żart, tak. I będzie dobrze, będzie tak jak powinno być.

- Nie, um… to znaczy – jego próby bycia zabawnym chyba nie wypaliły. – Prze-przepraszam.

- Nie masz za co, Hazza, tylko się z tobą droczę – dłoń Louis’ego powędrowała do włosów Harry’ego i zielonooki zamruczał, gdy Louis pociągnął delikatnie za jego loki.

Louis znał go tak dobrze; ten gest zawsze go rozluźniał. Szczególnie w połączeniu z tym przepięknym, miękkim głosem. Jednak nie tym razem, Harry nadal pozostał spięty.

- Louis, dziękuję – widząc, że przyjaciel stara się mu przerwać, chwycił jego dłoń, kontynuując. – Nie, proszę, nie przerywaj mi. Dziękuję za wczoraj. To wiele dla mnie znaczy, wiesz? Ja po prostu… uh, to moja fobia od urodzenia, zawsze bałem się burzy – zaskakujące, jak łatwo przyszło mu wypowiedzieć ostatnie słowo. Może Louis naprawdę ma magiczne ręce. – Dziękuję, że tu ze mną zostałeś. Pewnie wyglądałem jak zwykły, rozryczany, niepanujący nad emocjami bachor, ale po prostu…

Pojedyncza łza spłynęła po jego policzku, gdy zrozumiał, że ośmieszył się przed Louis’m. Było mu wstyd. Musiał wreszcie nauczyć się kontrolować emocje, jedna błyskawica nie może doprowadzać go do płaczu.

- Nie, Harry, nie płacz, skarbie – Louis pochylił się nad nim i opuszkami palców starł łzę z jego twarzy.

Robił to wiele razy, Harry już kiedyś przed nim płakał, ale to… to było coś innego. Nowego, wspaniałego i pod jakimś względem intymnego, pomyślał Harry, a jego ciało przeszył przyjemny dreszcz. Oczy Harry’ego rozjaśniły się, a on mimowolnie ugryzł się w policzek, próbując nie wyszczerzyć zębów w ogromnym, radosnym uśmiechu. Cała negatywna energia w nim skumulowana odeszła, pozostawiając po niej tylko smutne wspomnienie, bo Louis… Louis własnymi palcami dotknął delikatnej skóry jego twarzy i w tej chwili dla Harry’ego naprawdę nie było ważnym, że zrobił to tylko, aby zetrzeć łzę.

On go dotknął. Louis go dotknął. Harry czuł, że sytuacja sprzed chwili powtarza się; po prostu zamienili się rolami.

I nie wiedzieć czemu, cały czas trzymał palce na jego policzku, wpatrując się w jego duże oczy. Zieleń przeciwko błękitowi. Harry czuł, że Louis był tak blisko, ale jednocześnie tak daleko i to go zabijało. Sprawiało, że nie mógł racjonalnie myśleć, starając się utrzymać ich znajomość we właściwych torach.

Mimo, że nie chciał, musiał to zrobić, więc podniósł się z łóżka, jęcząc, gdy zakręciło mu się w głowie, a przed oczami miał jedną, wielką plamę. Chwycił się szafki, oddychając powoli i już po kilku sekundach czuł się o wiele lepiej.

Zachichotał i z wymuszonym uśmiechem, wymamrotał:

- Koniec tego dobrego, wstawaj.

Wyraz twarzy Louis’ego był dziwny i niezrozumiały dla Harry’ego, jakby czuł się odtrącony? Nie, to niemożliwe. Ale mimo wszystkiego, Harry musiał podać mu dłoń i pociągnąć go do góry, tak że siedział prosto na łóżku, mrugając i próbując sprawić, aby świat przestał migotać.

- Uh, dzięki Harry, to było kochane – syknął, rozprostowując kręgosłup.

- Polecam się na przyszłość!

Louis jęknął i Harry słyszał, jak wstał z łóżka, prychając. Kędzierzawy w tym czasie przeglądał szuflady, aby znaleźć jakieś dresy i koszulkę, a gdy w końcu obrócił się, Louis stał kilka metrów dalej, przeczesując palcami skołtunione włosy.

Harry wczoraj nie zauważył, ale Louis miał na sobie jedynie czarne bokserki. Reszta jego garderoby leżała na podłodze i Harry kopnął się w myślach, bo wczoraj Louis był tak zaangażowany w uspokajanie Harry’ego, że nawet nie zdążył się przebrać. Choć to w sumie nie było takie złe.

Skórę Louis’ego pokryła gęsia skórka, gdy zaczął kręcić się po pomieszczeniu. Bez koszulki jego mięśnie były jeszcze bardziej widoczne; na początku tego roku zaczął chodzić na siłownię i pierwsze efekty są już dobrze widoczne (Harry za każdym razem wzdycha, gdy Louis pokazuje bicepsy, bo cholernie mu ich zazdrościł.) Harry przybliżył się z ubraniami w dłoniach, aby przejść do łazienki i wziąć prysznic, ale coś go zatrzymało. Louis podnosił ciuchy z podłogi, z tyłkiem wypiętym w stronę Harry’ego i chłopak musiał powstrzymać się, aby nie uderzyć go w pośladki.

Nie udało mu się, ale to nie było nic dziwnego, bo tak, wszyscy przyjaciele klepią się po tyłkach. Zanim Louis zdążył dogonić go z poduszką w ręku, Harry wpadł do łazienki, zamknął się w niej na klucz i ignorując nawoływania Louis’ego, oparł się o drzwi plecami i starał się oddychać miarowo.

*****

Harry i Louis razem zdecydowali, że najprostszym sposobem na możliwość komunikowania się między Zaynem a Liamem będzie czat.

Więc stworzyli kącik jedynie dla ich przyjaciół, na jednym z popularnych serwisów internetowych. Po wymyśleniu hasła do czatu, o które sprzeczali się niemal pół godziny; Harry chciał, aby było proste, żeby Liam czy Zayn przypadkowo go nie zapomnieli, Louis natomiast wymyślał najbardziej nienormalne kombinacje cyfr i liter, jakie znał świat, zajęli się nazwą dla agencji.

I tutaj był jeszcze większy problem.

- Nie, Louis! Nie zgadzam się na to – syknął Harry, a Louis przewrócił oczami, kopiąc nogami w łóżko jak pięcioletnie dziecko.

- Phh, jesteś idiotą – wymamrotał naburmuszony, wydymając dolną wargę w niezadowolonym wyrazie.

- Louis, pomyśl racjonalnie lub zważywszy na twój stan umysłu, spróbuj to zrobić – Louis prychnął, ale jego oczy świeciły z radością, gdy próbował się nie uśmiechnąć. – Nie sądzisz, że nazwanie agencji matrymonialnej Ciasteczkaa!, jest dziwne?

Louis zmarszczył brwi i wykrzywił usta w dziwnym, niezrozumiałym wyrazie, mrugając, a gdy po chwili parsknął śmiechem, Harry był co najmniej zdziwiony.

- Co? Hahahah, Harry, idioto – Louis nie umiał pohamować śmiechu, gdy złapał się pod kolanami, tworząc pospolitą kołyskę i poruszając się we wszystkie strony, chichotał.

Wyglądał tak niewinnie i pięknie, że Harry chciał go przytulić. Był jak małe dziecko, przykładające sobie dłoń do ust, aby zaprzestać śmianiu się.

- Harry, jeju, nie chcę nazwać agencji Ciasteczkaa!, ja chcę ciasteczka – odparł Louis, ciągle chichocząc. – Jestem głodny, upiecz jakieś ciacha…

- Uh, Louis, co? – wymamrotał Harry, przewracając oczami. –Obecnie wymyślamy nazwę dla usług matrymonialnych, więc daj sobie spokój ze słodyczami i wykombinuj coś, cokolwiek… żeby dać im link do tego czatu i żeby wreszcie mieć od nich spokój, okej?

Louis jęknął, opierając brodę na wewnętrznej stronie dłoni i jak mogłoby się wydawać – myśląc. Po kilku minutach głuchej ciszy, przerywanej jedynie przez dźwięki lodówki i pranych w łazience ubrań, Harry odchrząknąwszy uprzednio, spytał:

- Masz już coś?

- Niestety niee – przedłużył Louis, wpatrując się tępo w laptopa, leżącego na jego kolanach. – Może po prostu coś zwykłego?

- Jak?

- Jak… hmmm –zastanowił się, a po chwili uśmiechnął szatańsko, przygryzając dolną wargę. – Find Love?

- Znajdź miłość? Serio, Loueh, serio? – wymamrotał Harry, wypuszczając ze świstem powietrze. – Nie sądzisz, że to trochę, no nie wiem… kiczowate?

- To najzwyklejsza nazwa świata, po prostu trzeba dodać do tego coś jeszcze i naprawdę nie szukać niemożliwych rozwiązań.

- Znajdź miłość… z?

- Połączenie naszych imion, tak, Haz!

Jeden rzut oka na rozentuzjazmowanego Louis’ego wystarczył, aby Harry zgodził się z nim w stu procentach. Ten pomysł był świetny. Tylko jak połączyć nasze ksywki?, pomyślał, przygryzając od wnętrza policzek.

Harry, Louis. Haz, Lou.

- Houis? – wypowiedział to na głos i od razu skrzywił się, bo nieee, to brzmiało beznadziejnie.

Po prostu wymyśl jeden wyraz, to nie może być takie trudne, powtarzał sobie w myślach i gdy spojrzał na Louis’ego już wiedział. Było idealne.

- Larry! – wykrzyknęli oboje, uśmiechając się szeroko.

****

Pierwszą rzeczą, o której pomyślał Zayn, gdy otrzymał hasło do czatu, było kurwa, w co ja się wpakowałem? i a może by tak zrezygnować?.

To nie tak, że się bał. Nie, nie, nie, Zayn Malik niczego się nie boi. Po prostu, brakowało mu czasu (Zayn zignorował fakt, że dosłownie całe dnie spędzał na kanapie lub w klubach) i ochoty. Bo co jeśli trafi na jakąś kobietę, która jest całkowicie hetero i będzie wysyłać do niego esemesy w środku nocy? Albo jakiegoś pedofila, siedemdziesięcioletniego faceta, który poprosi go o rozmowę na skypie i będzie czarował go swoimi wdziękami całkiem nagi?

Zayn otrząsnął się, próbując wybić z pamięci ostatnie wyobrażenie. Ale z drugiej strony… mógł natrafić na fajnego faceta, z którym poflirtowałby, a później spotkaliby się w barze, toalecie, łóżku… tak, miał dużo możliwości.

I z takim optymistycznym nastawieniem, wpisał link do czatu do wyszukiwarki. Powitała go pospolita strona internetowa, z wielkim, świecącym napisem Find Love With Larry na samym środku. Ominął go i po kilku sekundach wpisał login i hasło, krzywiąc się, ponieważ nazywał się zaynekins i cholera, dlaczego Louis dał mu takie przezwisko? Miał je w podstawówce i później ciągnęło się za nim przez całe życie, doprowadzając tym Zayna do szału.

Nadal nie wiedział, z kim będzie rozmawiał; to system przydzielił mu odpowiednią osobę po wypełnieniu karty informacyjnej. W zasadzie, to nie on ją uzupełniał – zrobił to Louis i Zayn nie był całkowicie pewien, czy to dobry pomysł, ale szczerze, w ogóle nie chciało mu się tego robić, więc przystanął na propozycję przyjaciela.

Odczekał kilka sekund, uśmiechając się radośnie, gdy zauważył zielone kółeczko, oznajmiające, że druga osoba jest na czacie. Okay, pomyślał, od czego by tu zacząć?

Um… dzień dobry? Nie, to zbyt oficjalne.. Witam? Uh, to brzmi dziwnie, jakby początek do witam, szanowny panie. Może po prostu cześć? Tak, to chyba najlepsze rozwiązanie. Wystukał przywitanie, dodając jeszcze uśmiechniętą buźkę na końcu i oparł brodę na dłoni, szurając stopami po miękkim dywanie.

Zayn otrzymał odpowiedź wręcz natychmiastowo, a głośny, podobny do ćwierkania ptaków, dźwięk oznajmiający jej nadejście spowodował, że Zayn skrzywił się i wyciszył głośniki.

Um, hej J

Dobrze, pomyślał Zayn, przywitanie mają za sobą. Tylko, co teraz? Powinien zapytać go (lub ją, dopowiedział złośliwy głosik w jego głowie) o imię? To byłoby dobre, pozwoliłoby mu się dowiedzieć jakiej płci jest jego rozmówca i mógł jakoś go nazwać, a nie dyskutować z anonimkiem.

Ale… Zayn przypomniał sobie, że największą zaletą takich czatów jest anonimowośći szybko zrezygnował z tego pomysłu. Nie zrobi tego, przynajmniej nie na samym początku rozmowy. Więc o co może zapytać? Jaka jest u tego kogoś pogoda? Co robi? Jak się czuje?

Beznadzieja.

Wybawienie przyszło szybciej niż sądził, ukazując się jako zielone, migoczące światełko na górze strony.

Szczerze… nie jestem pewien o czym możemy rozmawiać, ale sądzę, że to może być zabawne, więc po prostu spróbujmy?

- Tak! – wykrzyknął Zayn, unosząc do góry zaciśniętą pięść i przygryzając mocno dolną wargę, bo na szczęście udało mu się i to był facet.

Albo kobieta udająca mężczyznę, dopowiedział głosik w tyle jego głowy, ale tym razem Zayn zignorował go, uśmiechając się szeroko. Pierwszy krok mieli za sobą.

Tak, jasne. Czy to go nie odstraszy?, pomyślał, ale spróbował zaryzykować. Rozumiem, że jesteś facetem?

Hah, tak, tak mi się wydaje :D

Cieszę się ;)

Zayn wystukał bezmyślnie odpowiedź, kręcąc głową w takt muzyki i wpatrując się ślepo w ekran, gdy przeczytał swoją wiadomość i o cholera, czy on właśnie nie przyznał się, do bycia homo?

Próbował usunąć to, skasować, zamaskować czymkolwiek innym, nawet głupim pytaniem o pogodę, ale nie udało się. Choć może to i dobrze, zaoszczędził im obojgu niekomfortowej rozmowy.

Więc, może zagrajmy w coś w rodzaju 10 pytań? Zadajmy je na zmianę?

Uśmiechnął się do siebie, ponieważ wymyślił całkiem niezły plan i wyciągając dłonie za głowę, odchylił się na krześle.

Yeah, może być. Zaczniesz?

Tak!, Zayn odniósł kolejny tego wieczoru sukces. Miał po prostu dobry dzień.

I w sumie, ta rozmowa, nie była taka okropna, na jaką się zapowiadała. Nie było wcale krępująco, niekomfortowo, ta gra w ‘dziesięć pytań’ powodowała, że ciągle mieli tematy do rozmów i tak, to było okay, osądził Zayn, wpatrując się w poruszające się na ekranie pióro, oznajmiające, że jego rozmówca wystukuje odpowiedź.

A jego rozmówca miał imię. Piękne imię - Liam.

Byli właśnie w trakcie ósmej odpowiedzi, kolej Liama. Od kilkudziesięciu sekund opisywał… swoje ukochane ciasto, tak, Zaynowi brakowało już pytań, ponieważ nie chciał utracić nutki anonimowości, która towarzyszyła ich rozmowie i być zbyt bezczelnym. Ale w ciągu całej tej gry, dowiedział się kilka rzeczy o tym mężczyźnie.

Po pierwsze, że nazywa się Liam. Że jest jedynakiem, z natury dosyć cichym i spokojnym dwudziestolatkiem, że studiuje (to nie był temat dla Zayna, więc nie trudził się z zapytaniem co) i idzie mu to dosyć dobrze. Że do zgłoszenia się do agencji wręcz zmusił go przyjaciel (o, ironio) i że teraz wcale nie żałuje. I dużo innych szczegółów.

Oh i że ulubionym ciastem Liama jest przepyszne czekoladowe ciacho wytworu jego mamy, które ukochał sobie już w dzieciństwie i musi zjeść przynajmniej jedno tygodniowo, bo inaczej chodzi naburmuszony cały czas. Mam tak samo, pomyślał mulat, tyle że z seksem.

Więc, Liam… to imię kojarzy mi się z jakimś przystojnym, seksownym brunetem, nieprawdaż?

Odrobina flirtu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. A z pewnością nie dwóm, samotnym dwudziestolatkom, szukających miłości (lub zabawy, w przypadku Zayna) na portalu randkowym.

Nie mnie to osądzać, nie uważasz?

Ah tak…,Zayn podniósł brwi, przygryzając od środka policzek. Masz rację, to byłoby baaardzo niegrzeczne.

Nie użył tego zwrotu specjalnie, po prostu to jedyne, co przyszło mu na myśl. Nie patrzcie tak na niego!

Ale poczekaj… teraz moja kolej. Więc, mieszkasz sam czy z kimś?

W dzień sam, w nocy z kimś, miał ochotę napisać Zayn zgodnie z prawdą, ale tym zdecydowanie odstraszyłby dosyć niewinnego Liama.

Sam i to powoli zaczyna mi się nudzić.

Tak, mi też.

Czy to jakaś propozycja? Zayn zastanowił się nad odpowiedzą, aby nie być zbyt natrętnym i ustalił, że najlepszym wyjściem będzie zmienić temat. Szczerze dziwił się, kiedy zdążył tak zmienić sposób udzielania odpowiedzi, zawsze pisał wszystko, co mu ślina na język przyniesie, a teraz zastanawiał się nad każdym pojedynczym słowem. To zdecydowanie nie było normalne.

Więc skoro jesteśmy przy temacie mieszkań, w jakiej części naszego pięknego kraju możemy cię znaleźć?

Tej najpiękniejszej ;)

Środek?, strzelił bezmyślnie, nie zastanawiając się ani chwili, gdzie w Anglii znajduje się najwięcej zabytków.

Zaaaayn, jak możesz?!

Mam to przyjąć jako ‘nie’?

Eh… tak. Południe.

Zayn był już tak blisko napisania jakiejś ciętej riposty, sarkazmu, żartu, lub czegokolwiek zbliżonego do ‘syhbgtswduaufgtvshyrfsyugdrgf, ja też, kiedy wreszcie przyjdzie nam się spotkać?!’, gdy jego uwagę zwrócił brzęczący telefon na kanapie.

Wystukał krótkie ‘przepraszam, muszę lecieć’ i skoczył ku dzwoniącej komórce. Odblokował ją jednym ruchem palca i przyłożył do ucha, nie przejmując się zerknięciem na ekran w celu odkrycia tożsamości rozmówcy. Był zbyt zdenerwowany, że ktoś przerwał jego czat z Liamem.

- Hej, Zaayn! – przywitał go radosny głos Louis’ego i Zayn musiał zamrugać, ponieważ to on zawsze dzwonił do Harry’ego i Louis’ego, aby porozmawiać czy poprosić o wspólne wyjście do baru.

- Tak, cześć, Lou – wymamrotał Zayn, ciągle trochę naburmuszony. – O co chodzi?

- O nic – zachichotał na drugim końcu linii chłopak. – Czy nie mogę po prostu zadzwonić do swojego przyjaciela, aby porozmawiać o jakichś pierdołach?

Zayn parsknął śmiechem, unosząc brwi w zabawnym geście i przytakując. – Jasne, zawsze. Tylko… dlaczego dzwonisz właśnie teraz?

- Eh, przeszkodziłem ci w czymś? – głos Louis’ego był radosny, ale starszy chłopak zakończył swoje pytanie z nutką ironii i Zayn musiał przygryźć wargę, aby nie uśmiechnąć się. Gdy przypomniał sobie, że Louis go nie widzi uśmiechnął się szczerze, ukazując przy tym rządek białych zębów.

- Nie, to znaczy… - urwał, jakby nie będąc pewnym, czy może dzielić się szczegółami swojego marnego życia towarzyskiego z kolegą.

- Taaak? No mów, mów.

Dwudziestolatek opadł na kanapę, zrezygnowany. – Dostałem hasło do tego czatu.

- I? – Louis wydawał się być coraz bardziej rozentuzjazmowany i chcąc, nie chcąc Zayn cieszył się, że choć trochę obchodzą go jego sprawy.

- I pisałem z nim – wymamrotał Zayn, czując, jak jego policzki rumienią się, a po chwili cała jego twarz, szyja i uszy były czerwone.

- I? – powtórzył, a Zayn przewrócił oczami.

- I jeśli nie przestaniesz pytać, nic ci w końcu nie powiem.

Louis jęknął bezdusznie i wciągnął kilka razy powietrze, zanim odpowiedział. – Już, będę cicho.

- Dziękuję.

I Zayn opowiedział mu, co stało się pięć minut temu, starając się nie zdenerwować na Louis’ego, który pomimo obietnicy, co chwilę mu przerywał, potakiwał, mruczał zadowolony lub krzyczał coś do Harry’ego.

A gdy w końcu skończył rozmowę, przerywając nic nie znaczącą paplaninę Louis’ego, zrobił to, na co miał ochotę od kilkunastu minut bezmyślnej dyskusji z kolegą – zajrzał na ich czat. I gdy zrobił to, musiał wziąć głęboki wdech, bo odpowiedź, która na niego czekała, sprawiła, że o mało co nie spadł z krzesła.

Dobrze. Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy xx

Tak, Zayn też miał taką nadzieję. Nie wiedząc, co strzeliło mu do głowy i nie przejmując się tym zbytnio, posłał Liamowi buziaka, całując swoją dłoń i wypuszczając go w powietrze. A resztę dnia spędził marząc, aby ten o to całus dotarł do Liama. I tak musiało się stać.

****

- Jest dobrze, prawda?

- Tak, Harry, jest świetnie, chyba złapał haczyk – Louis uśmiechnął się, a gdy przerzucił rękę przez ramię przyjaciela, Harry także musiał przyznać, że było dobrze.

Wręcz rewelacyjnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz