piątek, 20 grudnia 2013

4

Harry westchnął, skreślając kolejny ciąg liter na kartce. Spojrzał na nią, odczytując pojedyncze litery, tworzące coś, czego nie umiał opisać. Zmiął papier i odrzucił go w kąt pomieszczenia, nie przejmując się tym, że później będzie musiał posprzątać ten cały bałagan. Dopóki Louis’ego tutaj nie było, mógł śmiecić ile chciał, bez obaw, że przyjaciel okrzyczy go czy… zdoła przeczytać to coś.

- Kurwa – mruknął Harry, odkładając długopis i swój notes na biurko. Usiadł wygodniej na kanapie, odchylając głowę do tyłu. Oddychał równomiernie, próbując uspokoić serce, które kołatało tak mocno z niewiadomej przyczyny.

Wstał z sofy, kierując się do kuchni i nalewając sobie szklankę wody. Mógł robić cokolwiek chciał, miał całe popołudnie dla siebie, ponieważ wykłady skończyły się wcześniej, niż było to zaplanowane, a Louis miał przyjść dopiero o siedemnastej. Powrócił do pokoju, snując się po nim bezmyślnie, aż coś przykuło jego uwagę.

Harry podążył do szafki, na której stało zdjęcie. Ich zdjęcie. Tak dobrze je znał; dostał fotografię na szesnaste urodziny od Louis’ego jako prezent, który będzie zawsze mu przypominał o najlepszym przyjacielu. Harry i Louis stali obok siebie, Louis uśmiechał się szyderczo, a Harry robił zaskoczoną minę. Ręka Louis’ego była przerzucona przez ramię Harry’ego, prawie wgniatając go w ziemię. To było jeszcze za czasów, gdy starszy chłopak znacznie przewyższał wzrostem zielonookiego, więc w porównaniu do dzisiejszego stanu, wyglądało to dosyć komicznie. Harry miał na zdjęciu szarą marynarkę z podwiniętymi rękawkami i mocno kręcone włosy, o wiele bardziej kręte niż teraz.

Harry jęknął, patrząc na swoją postać. Teraz wyglądam lepiej, pomyślał. Chyba.

Za to Louis…

Louis wyglądał oszałamiająco, jak zwykle zresztą. Miał na sobie swoją ukochaną bluzkę w niebiesko-białe paski i szelki, a długa grzywka zasłaniała jego czoło. Louis patrzył na Harry’ego z wyższością… a Harry bardzo dobrze pamiętał to zdarzenie.

- Louis! – zawołał Harry, tupiąc nogą jak pięciolatek.

- Nie, Harry!

- Ale Lou…

Harry zrobił smutną minkę zbitego psiaka i pociągnął kilkakrotnie nosem. Nie mógł tutaj stać!

- Louis, zrozum, że nie chcę wyjść jak liliput! Jeśli pozwoliłbyś mi stanąć na tym cholernym stopniu, nie byłoby żadnego problemu.

- Haz – Louis nie potrafił dłużej powstrzymywać chichotu, zasłaniając usta dłonią. – No Harry…

Louis podłożył palec wskazując pod brodę przyjaciela, zmuszając go do podniesienia głowy i spojrzenia mu w oczy. Harry jęknął, wydymając usta, po czym spojrzał na Louis’ego wyczekująco.

- Nie przesadzaj, Hazza – wymamrotał z uśmiechem. – To nie moja wina, że jestem od ciebie wyższy, przecież o tym wiesz.

- Jeszcze kiedyś powiem to samo! I zobaczymy, kto się będzie wtedy śmiał – wykrzyknął Harry, marszcząc brwi.

Głośne sapnięcie przerwało ich kłótnię. Oboje odwrócili głowy ze zmieszaniem, napotykając zdenerwowane spojrzenie mamy Harry’ego.

- Chłopcy, czy możecie się w końcu uspokoić? – zapytała, przewracając oczami.

- Ale mamo, Louis nie pozwala mi stanąć na stopniu – jęknął Harry, spuszczając wzrok.

- Louis, no proszę cię… jesteś starszy, ustąp mu – kobieta pogroziła mu palcem jak małemu dziecku i Louis jęknąłby, gdyby nie to, że serio się tak zachowywał.

Skinął głową, mamrocząc ciche ‘no okej’ i stając po lewej stronie schodków, na których umiejscowił się Harry.

- Dziękuję, chłopcy – mama odetchnęła z ulgą, włączając aparat. – Proszę o uśmiech!

Harry uśmiechnął się, odliczając razem z mamą czas, który pozostał do zrobienia zdjęcia.

Trzy, dwa, jeden i…

I Louis wskoczył na stopień wyżej, przytrzymując się Harry’ego i szczerząc łobuzersko w jego kierunku. Ostatnim, co Harry zdążył zrobić było odwrócenie głowy i spojrzenie na Louis’ego z wyrzutem i zaszokowaniem, a dźwięk migawki przywrócił go do rzeczywistości. Louis zdecydowanie przesadził.

- Nienawidzę cię – wymamrotał Harry, kręcąc z rozczarowaniem głową.

- Aww, też cię kocham, skarbie – zagruchotał Louis, ściskając jego policzki i zmuszając Harry’ego do uśmiechu, który ukazał jego dołeczki. Może ten dzień nie był jeszcze zmarnowany?

Harry uśmiechnął się, przejeżdżając opuszkami palców po postaci Louis’ego na zdjęciu. Poczuł dreszcz przechodzący przez jego ciało i prawdopodobnie przesadzał, ale dosłownie czuł obecność Louis’ego obok siebie. To było to!

Podbiegł do kanapy, oddychając pospiesznie i przetwarzając w głowie swój pomysł. Biorąc do ręki długopis, czuł jak kołatało mu serce, a kreśląc kolejne słowa w zeszycie wiedział, że teraz mu się uda. Musi się udać!

I widocznie się udało, zważywszy na to, że na dywan nie zostawały zrzucane kolejne kartki papieru, a sam Harry zrozumiał, która jest godzina dopiero, gdy usłyszał dźwięk przekręcanych kluczy w drzwiach i wesoły krzyk Louisego:

- Harry! Słonko, wróciłem – zapiszczał, szurając tenisówkami po panelach w korytarzu.

Jak to bywa przy Louis’m – najpierw go słychać, a później widać i tym razem było tak samo. Może to i dobrze, myślał Harry, ponieważ mógł w spokoju opanować bijące serce, zanim zobaczył swojego przyjaciela. Ale dziś… dziś to nie pomagało, bo Louis. Wyglądał. Cholernie. Rewelacyjnie. Kurwa.

Miał na sobie zwykły, granatowy t-shirt i obcisłe, czarne spodnie, które idealnie eksponowały jego krągły, seksowny tyłek. Jego włosy były ‘ułożone’ w artystyczny nieład, coś podobnego do quiffa, a w ostateczności fryzura Louis’ego wyglądała jak typowe włosy po seksie.

Harry musiał się otrząsnąć i wymazać niegrzeczne myśli z głowy, lekko się uśmiechając. Gdyby nie to, że wiedział, gdzie znajdował się Louis przez cały dzień, byłby zazdrosny. Mocno zazdrosny. Zawsze mógł się upewnić…

- Hej, Lou! – zawołał Harry, machając do rozweselonego przyjaciela, po czym otworzył ramiona, czekając na przytulenie od Louis’ego. Harry wdychał jego zapach, rozkoszując się bliskością przyjaciela i nie chciał, aby Louis gdziekolwiek się ruszał. Mogli zostać w takiej pozycji do końca dnia… albo nawet świata. – Dlaczego jesteś tak wcześnie?

Louis oderwał się od niego, patrząc na niego ze smutną miną. – Nie chciałeś, żebym wrócił? Mogę wyjść, jeśli chcesz.

Harry położył dłoń na ramieniu przyjaciela, przytrzymując go na kanapie.

- Oczywiście, że chcę, żebyś został tu ze mną. Wiesz, tęskniłem – przyznał, z małym, niewinnym uśmiechem.

- Awh, Harry! Ja też – zamruczał Louis, rozsiadając się wygodniej na kanapie. Po paru minutach ciszy, która nie była dla nikogo krępująca i przerywana jedynie przez odgłosy tykającego zegara, Louis wyciągnął spod tyłka wymiętą kartkę. – Um, Haz… co to jest? – zapytał, rozkładając ją z zainteresowanie.

Nie, nie, nie, nie, kurwa nie!

- To… to są… - Harry jąkał się, próbując wyrwać Louis’emu kartkę z ręki. Gdy tylko się do niego zbliżał, ten odsuwał dłoń, trzymając ją wysoko nad głową. – To moje notatki z wykładów! – wypalił, próbując ukryć rumieniec, który wstąpił na jego policzki, gdy Louis odczytał pierwsze słowa na kartce.

- Uuuu… takie rzeczy robi się na wykładach? No pięknie, Harry, pięknie – zagwizdał Louis, podnosząc brwi do góry i uśmiechając się łobuzersko.

- Zamknij się – wymamrotał Harry, składając papier, który wreszcie udało mu się zabrać od Louis’ego.

Louis zachichotał, rozglądając się wkoło.

- Ja nic nie mówię – wzruszył ramionami. – A tak w ogóle, to wielki tutaj bajzel, proszę cię, Haz, posprzątaj to.

I po prostu odszedł do swojego pokoju, zostawiając Harry’ego w totalnym osłupieniu.

***

Zayn trzymał się za brzuch, odchylając głowę do tyłu i chichocząc. Zakrył usta dłonią, kiwając się w tył i w przód na obrotowym krześle, ryzykując uszkodzeniem kręgosłupa albo czymś w tym stylu, ale nie mógł przestać.

- Jezu, hahaha – starał się mówić normalnie, ale przez śmiech nie mógł wykrztusić ani słowa. – Liam, ty idioto! To znaczy, nie wierzę, że to zrobiłeś…

Liam wydawał się być zmieszany, gdy mówił zbyt powoli jak na niego.

- Mówiłeś, żebym…

Zayn przerwał mu dźwięcznym śmiechem, przeczesując palcami quiffa. – Żartowałem – wymamrotał, nadal chichocząc.

Gdy parę minut temu Zayn zauważył, że na stoliku Liama leży jogurt, nie mógł się powstrzymać. I możliwe, że przypadkiem założył się z nim, że chłopak nie zje wiśniowego jogurtu z odrobiną cynamonu, szczyptą pieprzu i soli. Jak widać, Liam był tak samo uparty i żądny sukcesu jak Zayn, ponieważ nie odpuścił aż do ostatniego kęsa.

Zayn nie przewidział tylko jednego. Liam musiał zlizać serek z łyżeczki językiem. Obracając w buzi sztuciec, liżąc go samym czubkiem języka, przytykając do warg czy pochłaniając cały jednym kęsem. Pomimo że krzywił się po każdym zasmakowaniu jogurtu, widząc, jak Zayn obserwuje go w pełnym skupieniu, próbował chociaż udawać, że to jest dobre. Widocznie się udawało, sądząc po stopniu, w jakim Zayn był twardy.

Gdy Liam skończył, mężczyzna odetchnął z ulgą, ponieważ nie mógłby oglądać go dłużej z takim problemem. Teraz mógł tylko go przykrywać albo udawać, że wcale nie jest podniecony. W ogóle.

- Oh – mruknął Liam, drapiąc się po szyi. – Ale tak, czy inaczej, wygrałem! O co się zakładaliśmy?

Spotkanie, randka, kolaja, bar, drink, seks, śniadanie.

- Jeśli dobrze kojarzę, to chyba o nic… może po prostu o rację?

- Okej – wymamrotał Liam, wyciągając dłoń w kierunku kamerki laptopa. Zayn zachichotał i zrobił to samo, udając, że ściska jego palce.

Uśmiechnął się, spoglądając w oczy Liama i spotykając tyle emocji. Brązową niepewność, dziecięcą radość, ale w jakimś stopniu także zmieszanie. On sam był zaskoczony. Liam wydawał się jego dobrym przyjacielem, chociaż znali się tak krótko i nawet nigdy się nie spotkali. Połączyło ich jakieś uczucie, dzięki któremu wierzyli, że to może się udać.

Jednak podobno nic nie może trwać wiecznie i ta teza została ponownie potwierdzona. Głośne nuty dzwonka Zayna przerwały jeden z ich uroczych momentów, przywracając go do rzeczywistości.

- Przepraszam, muszę odebrać – Zayn rzucił mu przepraszające spojrzenie, rozmyślając, kto dzwoni do niego w takich momentach i kogo będzie musiał zabić.

- W sumie i tak musiałem już kończyć. Do jutra, Zaynie! – mruknął Liam, a na ekranie zapanowała ciemność.

Zayn westchnął, odblokowując telefon i przykładając go do ucha.

- Mam nadzieję, że to ważne, bo jeśli nie, to możesz już teraz się pieprzyć – syknął do nieznajomego rozmówcy, bo nie trudził się przeczytaniem nazwy kontaktu.

- Przykro mi, Zayn, ale nie mam z kim.

- Ah, to ty, Lou – powiedział delikatniej, nadal trochę wkurzony. – Więc… czego?

- Dzięki, wiesz! – Zayn mógł nawet tutaj poczuć natarczywe przewrócenie oczami niebieskookiego. – Chcę ci zaproponować wspaniały wieczór w barze w naszym jakże cudownym towarzystwie, – Zayn słyszał głośny chichot drugiej osoby, zapewne Harry’ego - a ty tak mnie traktujesz. Wstydziłbyś się – Louis prychnął.

- Oh bar? Było tak od razu! Więc… kiedy i gdzie?

****

Harry skrzywił się po wypiciu kolejnego ohydnego drinka. Łee, Louis musi wreszcie zrozumieć, że ma dosyć wyszukany gust alkoholowy i nie wszystko, co mu smakuje, musi pasować innym, pomyślał Harry, zapisując sobie w głowie notatkę, aby poinformować o tym Louis’ego gdy wytrzeźwieje. Pomimo, że miał dosyć mocną głowę, jutro i tak nic by z tego nie pamiętał.

- Haarryyy! – zawołał jego przyjaciel, siadając na czerwonej kanapie, tuż obok niego. – Jaak się bawisz?

- Dobrze – zachichotał młodszy chłopak, widząc, jak Louis przechyla się z boku na bok, do czasu, gdy znalazł odpowiednią pozycję, opierając się ciężarem ciała na ramieniu Harry’ego i przekładając nogę przez kolana Harry’ego.

A Harry chciał umrzeć, bo Louis zachowywał się zbyt uroczo, a jednocześnie tak seksownie. T-shirt, który miał na sobie, opinał mięśnie jego brzucha, a długie, szare spodnie opadały z jego tyłka, ukazując bokserki od Calvina Kleina, gdy Louis nachylał się nas stołem, aby stuknąć się piwem (którego było zbyt mało tego wieczoru, bo on oczywiście wolał pić mocno alkoholowe drinki) z Zaynem i trzymał pośladki tuż obok twarzy Harry’ego.

Stop.

- A ty? – wymamrotał pytająco Harry.

- Jest świetnie! – powiedział może zbyt głośno, po czym uniósł palec wskazujący do góry i zaczął kręcić głową w różne strony. – Oooo!

Harry dobrze znał ten kawałek; Louis miał go ustawiony jako dzwonek, alarm, budzik i powiadomienie o ważnych spotkaniach. Najdziwniejsze było to, że nadal nie odkrył tytułu tej piosenki, a Louis ciągle milczał, jakby chodziło co najmniej o jakąś tajemnicę państwową.

- Hazzzza!

Harry wiedział, co to oznacza i obiecał sobie, że się nie złamie. Nie kolejny raz! Kiedyś już się na to zgodził, co wcale nie wyszło mu na dobre.

- Nie!

- Ale Harry… - namawiał go Louis, próbując utrzymać się na nogach. Harry musiał cofnąć to o mocnej głowie przyjaciela. – Jeden taniec. Tylko jeden.

- Louis, nie mam na to ocho…

- Obiecuję, jeden.

- Zayn chętnie z tobą zatańczy – Harry machnął dłonią w kierunku chłopaka, który brał kolejny łyk alkoholu.

- Co? Co ja? – nachylił się nad stołem, patrząc wyczekująco na dwójkę przyjaciół.

Harry westchnął.

- Mówiłem, że chętnie byś zatańczył z Louis’m.

- Hazz… - przerwał im Louis.

- Nie Harry, radź sobie sam.

- Nie mam do tego nastroju, wybacz Lou.

- Proszę… tylko jeden taniec.

Harry naprawdę tego nie chciał, bo wiedział, że to mu nie pomoże. Ale alkohol zaczynał działać, otumaniając go i przysłaniając mgłą możliwość rozumowania, co powodowało, że coraz bardziej przekonywał się do tego pomysłu.

A jeśli wtedy nie był pewien, jedno spojrzenie na rozweselonego przyjaciela, który wymachiwał rękami, odkrywając tym kawałek opalonego brzucha, wystarczył, aby zdecydował.

Zdecydowanie nie na trzeźwo, pomyślał, wypijając kolejnego drinka.

- Jeden jedyny raz – wymamrotał, ciągnąc Louis’ego na środek parkietu.

***

Około dwudziestej trzeciej, Harry miał już za sobą kilka drinków i co najmniej dziesięć razy usłyszał ‘skądś go znam’ od Louis’ego.

- Zaynnn, ty pewnie znasz tego seks-seksowne-ego blondyna – zapytał Louis, przeczesując palcami włosy. – Więc proszę swojemu najlepszemu przyjacielowi powiedzieć, kim on do cholery jest!

Zayn zwrócił spojrzenie w kierunku, w który natarczywie wpatrywał się najstarszy z chłopców. Harry westchnął z irytacją, ale także ponownie tam zerknął.

- Nie znam go – wymamrotał Zayn, nawet nie wysilając się, aby dobrze ‘zbadać’ nieznajomego.

X, bo tak Harry postanowił go nazwać, siedział trzy stoliki dalej z trójką innych osób. Były wśród nich dwie dziewczyny (X trzymał jedną z nich za rękę) i mężczyzna, któremu druga z kobiet posyłała zalotne spojrzenia.

Harry nie dziwił się Louis’emu, że tak zainteresował się mężczyzną, bo pomimo panującego mroku, rozjaśnionego jedynie przez błyski lamp, Harry widział, jak przystojny był X. Miał jasne, podchodzące pod blond włosy, a na oczach czarne okularki. Jego śmiech był głośny i słyszalny nawet tutaj, a gdy chichotał wokół ust robiły mu się małe, mimiczne zmarszczki. Czarne spodnie leżały na nim idealnie, a niebieski t-shirt ukazywał wyrzeźbione mięśnie brzucha i ramion.

X mógł być w typie wielu osób, ale nie Harry’ego.

- Po pierwsze, Lou, on jest hetero – mruknął Harry z nutką zazdrości, sącząc napój.

- Skąd wiesz? Ta baba, tak? I co z tego? – zawył, robiąc smutną minkę. – Dla mojego uroku – Louis zaczął wymachiwać rękami w powietrzu – może zmienić swoją o-o-o-rientra-tac…

- Orientację, Lou – poprawił go Zayn.

- Niech se będzie, jak se chce, oon i tak jest seksowny – zamruczał Louis.

Harry westchnął, próbując się nie przejmować. Przecież wiedział, że pijany Louis to Louis, który chciałby przelecieć każdego. Dosłownie każdego.

Zerknął jeszcze raz na obieg westchnień przyjaciela, a żarówka zapaliła się w jego głowie. Znał go!

- Louis, a to nie jest przypadkiem…

Nie zdążył dokończyć, bo blondyn wstał od stolika i podążył w ich kierunku. Harry myślał, że po prostu szedł do łazienki czy coś, ale gdy mężczyzna posłał mu uroczy uśmiech, był już całkiem pewien.

- Harry, Louis! – krzyknął, podchodząc do nich.

Niall Horan. Jeden z ich najlepszych przyjaciół z liceum. Louis prawdopodobnie też go poznał, bo nie patrzył na niego jednym z jego sławnych spojrzeń, mówiących: ‘mam ochotę cię zjeść’, tylko z przyjacielską radością.

- Niall! – zapiszczał chłopak, wstając i próbując się utrzymać na nogach, co zakończyło się ponownym klepnięciem pośladkami o kanapę.

Blondyn podszedł do niego, rzucając pytające spojrzenie w stronę Harry’go.

- Jasne, siadaj, stary – mężczyzna wskazał na miejsce obok siebie.

- Ku-kupę lat, nie? – palnął Louis, biorąc do ręki kieliszek z alkoholem.

Harry zajęczał, wyrywając mu szklankę z ręki, na co przyjaciel zaklął.

- Dlaczego?

- Twoja kariera alkoholowa dobiegła na dzisiaj końca, skarbie.

Louis próbował protestować, przekonując go ciepłymi słowami i Harry był już blisko, aby znowu mu ulegnąć, ale głos Nialla wyrwał go ze swojego tomlinsonowego świata.

- Wy… jeste-

Nie musiał kończyć, Harry dobrze wiedział o co chodzi. W liceum nie obnosili się tak ze swoją przyjaźnią. – Nie – odpowiedział, ucinając temat.

- Okej – skinął głową blondyn.

Głośne odchrząknięcie przywróciło ich do rzeczywistości.

- Ekhm, Hazza… nie przedstawisz mnie swojemu znajomemu? – Zayn odwrócił się w stronę Nialla i próbował krzyczeć szeptem. – Co się dzieje z tą młodzieżą! Jestem Zayn – posłał mu urażony uśmiech, podając dłoń, którą Niall z radością uściskał.

Chłopak zachichotał, odwracając głowę w stronę swojego dawnego stolika.

- On jest heterooo! – zawył Louis, próbując skarcić Zayna za niesłuchanie chwilę temu.

- Tak, jestem. A moja dziewczyna właśnie do nas macha.

Niall wskazał ruchem głowy na wyglądającą na dwadzieścia lat brunetkę, siedzącą obok jego znajomych.

- Jest piękna – wymamrotał z uśmiechem Harry, a Niall przygryzł wargę.

- Awh, Hazz! – zagruchotał. – Taki komplement z ust geja to prawdziwy zaszczyt – chichotał, mrugając do niego.

- Od kiedy mieszkasz w Londynie? – zmienił temat Harry.

- Przeprowadziłem się tu parę miesięcy temu.

- Ah…

- Tak – Niall ponownie spojrzał na swoją ukochaną, która posyłała mu wymowne gesty, myśląc, że nie są widoczne.

- Okej, widzę, co się tu dzieje. Wracaj do niej, bo jeśli spróbuję cię tu dłużej utrzymać, twoja dziewczyna może mnie zabić.

- Dzięki, stary – odparł blondyn ze śmiechem.

Pożegnali się, wymieniając numerami i obiecując sobie prawdziwe męskie spotkanie, podczas którego nadrobią zaległości. A gdy Niall usiadł obok dziewczyny, obejmując ją ramieniem i pozwalając jej na ułożenie głowy na swoim barku, Harry westchnął i ze smutkiem odwrócił wzrok.

Dlaczego wszyscy mają kogoś, tylko nie ja?, myślał, stojąc przy barze i zamawiając whisky. Nawet Liam’owi i Zayn’owi się układa albo przynajmniej są na dobrej drodze. Dlaczego nikt nie może mnie pokochać?, zastanawiał się, a przed oczami miał tylko jedną osobę.

Go.

Nawet nie zorientował się, że po jego policzkach płyną łzy, dopóki nie usłyszał wymownego chrząknięcia tuż za sobą. Wytarł pięścią oczy i odwrócił się, będąc pewnym, że jego spojrzenie napotka jakiegoś starego, owłosionego dziada.

Jego twarz wyrażała całkowite zdziwienie, gdy ujrzał mężczyznę wyglądającego na około dwadzieścia lat, o ciemnych, idealnie wystylizowanych włosach, dobrze wyżłobionych mięśniach, czarującym uśmiechu i mętnym spojrzeniu.

- Jesteś smutny, tak? – zamruczał, stojąc tuż za nim i napierając na jego plecy. Przygryzł płatek ucha Harry’ego, mówiąc dalej. – Nie płacz dla niego, nie jest tego warty.

Harry zmarszczył brwi, a jego powieki lekko rozszerzyły się. Okej, skąd wszyscy wiedzą, że jestem gejem? Czy to aż tak widoczne?! - Czego? – warknął.

- Pomogę ci. Możesz krzyczeć tylko i wyłącznie moje imię.

Harry naprawdę nie wiedział dlaczego przystał na propozycję mężczyzny, ale alkohol wciąż buzował w jego żyłach, a on sam czuł się coraz bardziej radosny i przekonany do tego pomysłu. Gdy facet ciągnął go przez tłum tańczących ludzi, nie przejmował się konsekwencjami. Jeśli każdy może mieć coś z życia, dlaczego nie on?

- Jestem Mark – wymruczał, wchodząc do jednej z kabin w męskiej toalecie, zanim popchnął Harry’ego na jedną ze ścian, przyciskając go całym ciałem.

Mężczyzna zdążył wziąć głęboki wdech, zanim ich usta zostały zmiażdżone w pocałunku. Mark próbował pokazać swoją dominację, układając dłonie powyżej głowy Harry’ego, powodując, że ten został uwięziony w małej przestrzeni. Ich usta nie wyrażały żadnych emocji, nie było w tym miłości, namiętności czy uczucia – jedynie podniecenie i pożądanie.

Mark docisnął swojego penisa do krocza Harry’ego, powodując przyjemne tarcie. Harry zajęczał głośno, nie zważając na to, że ktoś może go słyszeć. Mark zszarpał z niego spodnie razem z bokserkami, po czym klęknął na kolana, a penisa Harry’ego owiało zimne powietrze. Mężczyzna uśmiechnął się jednym z tych sprośnych uśmiechów, wkładając w to wszystkie swoje emocje, jakby tylko tym gestem chciał doprowadzić Harry’ego na szczyt.

Chłopak spojrzał w jego oczy, chcąc uzyskać w nich jakąś moc, która pchnęłaby go w kierunku Marka. Ale zobaczył ciemny, brudny brąz, zamiast pięknego błękitu, niewyrażający najmniejszych emocji, tak samo pusty jak jego właściciel.

I już wtedy wiedział, że nie może tego zrobić.

Czuł się jak bohater jednego z filmów sensacyjnych, gdy odepchnął od siebie mężczyznę, powodując, że ten opadł na podłogę pośladkami. Harry wciągnął na siebie bokserki, a zaraz po tym spodnie i poprawił swoją koszulę.

Mark patrzył na niego ze zdziwieniem i zmieszaniem.

- Co do cholery?

- Nie zamierzam tego robić z tobą – warknął, przekręcając kluczyk w drzwiach.

Mężczyzna prychnął. – Twój kutas mówi coś innego – spuścił wzrok na spodnie Harry’ego z widoczną wypukłością.

Harry nie miał teraz na to czasu. Musiał jak najszybciej znaleźć się w domu, w swoim ciepłym łóżku, z dala od wszystkich mężczyzn, łącznie z Louis’m. Tak dla jego bezpieczeństwa.

Prychnąwszy wybiegł z ubikacji, oceniając swój wygląd w lustrze. I musiał przyznać, że wyglądał okropnie, ale i tak nie mógł tego tutaj naprawić. Trzasnął drzwiami od łazienki, ponownie przeciskając się przez tłum ludzi i poszukując swoich przyjaciół.

Zayn siedział obok Louis’ego, mamrocząc coś pod nosem i próbując uspokoić skaczącego na kanapie chłopaka. Harry widział, że jednocześnie był myślami w całkiem innym miejscu, a co chwilę odwracał głowę, poszukując wzrokiem czegoś lub kogoś.

Harry’emu wydawało się, że wie kogo, ale postanowił się w to nie mieszać. Gdyby to Louis był na jego miejscu, popchnąłby Zayna w kierunku mężczyzny, ale Harry nie był tak. Wolał dać im wolną rękę.

- Harry! Gdzieś ty był? – głos przyjaciela przerwał jego przemyślenia.

- Przepraszam, Zayn, spotkałem przy barze znajomego i trochę pogadaliśmy – Harry wymyślił to na poczekaniu i choć nie było zbyt dobrym kłamstwem, Zayn wyglądał na przekonanego i nie oczekiwał reszty wyjaśnień, za co Harry był mu cholernie wdzięczny.

- Okej… siadaj.

- Nie Zayn, muszę już iść. Jestem naprawdę bardzo zmęczony i jeśli w tej chwili nie wejdę pod kołdrę, umrę na miejscu.

- Harrs, ja się ni-gdzie nie wybieraam!

Harry westchnął; Louis sprawiał, że to wszystko było sto razy trudniejsze.

- Zayn… - spojrzał prosząco w jego stronę.

- Dobra, zajmę się nim. Idź już – Zayn machnął ręką w stronę drzwi wyjściowych.

Harry chciał skakać po chmura i wysławiać go pod niebiosa, ale zdecydował się na krótkie ‘dzięki’.

- Oh i Zaynie… powodzenia!

Nie miał na myśli powodzenia z Louis’m, choć to też mu się pewnie przyda. Po prostu musiał to powiedzieć, a gdy odchodząc zauważył, jak spojrzenia jego przyjaciół spotykają się, wiedział, że ma rację.

A Zayn jest cholernym szczęściarzem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz