- Zamierzasz mi w końcu powiedzieć? – na słowa Matta, Harry uniósł brwi i odwrócił się od stolika, na którym składał szalik w sklepie dla kibiców.
- Powiedzieć ci co? – zapytał zdezorientowany. Matt wywrócił oczami i szturchnął szatyna w ramię.
- Nie rób ze mnie głupka, Harry! – powiedział, posyłając chłopakowi spojrzenie typu ty-dobrze-wiesz-o-czym-mówię-do-cholery. Jednak kiedy Harry zrobił minę typu naprawdę-nie-mam-pojęcia-o-co-ci-chodzi, Matt posłał mu uśmieszek.
- Nie powiedziałeś mi jaki jest Louis! – powiedział, a jego słowa trochę rozjaśniły chłopakowi w głowie.
- Louis jest w porządku? – spróbował, odwracając się do szalika i kładąc go na stosie tych Evertonu.
Jako fan Liverpoolu, Harry nienawidził Evertonu.
Matt jęknął sfrustrowany, ponownie uderzając go w ramię.
- Nie o to mi chodziło, baranie jeden! Nie powiedziałeś mi jaki jest. No wiesz, w łóżku. – wyjaśnił Matt.
- Nie powiedziałem ci, bo nie wiem – odpowiedział Harry, udając, że te pytanie go nie ruszyło, choć na szyję wstąpił mu rumieniec.
Na te słowa, szczęka Matta opadła z niedowierzaniem.
- Żartujesz sobie? – zaczął. – Mieszka u ciebie, ile już? Trzy tygodnie? A ty jeszcze się z nim nie przespałeś?!
Głos Matta był tak donośny, że kilku klientów spojrzało w ich kierunku, przez co Harry zrobił się jeszcze bardziej czerwony. Odwrócił się warcząc, żeby go uciszyć.
- Shh, ciszej, idioto! Tu są dzieci! – syknął, patrząc na Matta, który był od niego wyższy.
Chłopak zarumienił się, gdy dotarło do niego jak głośno mówił i pokiwał głową.
- I nie, nie spałem z nim jeszcze. – odpowiedział w końcu Harry, upewniając się, że mówił cicho.
- Harry, co z tobą? Tak długo jak cię znam, góra po dwóch randkach kończyłeś z kimś w łóżku! Na ilu randkach byłeś z Louisem? – nacisnął Matt, a Harry skrzywił się na sposób, w jaki ten ujął całą sytuację.
Chociaż było w tym trochę racji. Nigdy nie udawał się na więcej niż dwie randki, nim nie skończył w łóżku ze swoimi partnerami. Z Louisem było inaczej. Nie chciał się śpieszyć, bo jak Louis powiedział, z tego może wyjść coś więcej niż przelotna znajomość. A Harry za bardzo doceniał to, co miał teraz z Louisem, żeby pozwolić temu odejść.
To nie było tak, że nie chciał się z nim przespać. Wręcz przeciwnie. Wyczekiwał tego momentu.
- Cóż, jeśli liczyć te dni, kiedy zostawaliśmy w domu przed telewizorem i gotowaliśmy to… jedenaście razy.
Od pierwszego razu, Harry i Louis randkowali codziennie. Wychodzili do kina, gdzie byli zajęci migdaleniem się zamiast filmem lub na kolację, które kończyły się ‘mizianiem’ pod stołem albo zostawali w domu, gotowali razem i relaksowali się na kanapie oglądając film (co oznaczało, że oglądali pierwsze dziesięć minut filmu, zanim przestawili się na obściskiwanie i pocieranie się).
Ale nigdy nie posunęli się dalej. Jeden z nich zawsze się odsuwał nim mięli szansę zrobić coś więcej i kończyli biorąc zimne prysznice lub obciągając sobie w łóżku, przeklinając się nawzajem. Harry jednak wiedział, że warto czekać.
- Jedenaście randek… jedenaście randek i nadal go nie przeleciałeś?! Straciłeś rozum!? – Matt był sfrustrowany, a zanim Harry zdążył odpowiedzieć, przerwał im inny głos.
- Hmm, straciłeś rozum?
Harry podskoczył na znajomy dźwięk głosu Louisa i odwrócił się w jego stronę. Niebieskooki uśmiechnął się do niego, trzymając ręce w kieszeniach beżowych spodni i eksponując swój tors przez opijającą go czerwoną koszulę, i wtem wszystko wydawało się na swoim miejscu.
Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu.
- Louis! – wykrzyknął entuzjastycznie, zanim przypomniał sobie o rozmowie z Mattem. – Ile słyszałeś? – zapytał, a lekki rumieniec wstąpił mu na policzki.
- Tylko tyle, że straciłeś rozum. – odpowiedział, a Harry odetchnął z ulgą.
- Oh – wykrzyknął, a ulga w jego głośnie musiała być wyczuwalna, bo Louis uniósł pytająco brwi.
- Wszystko w porządku? – zapytał, a Harry kiwnął głową.
- Tak, w najlepszym – zapewnił go, posyłając przy tym delikatny uśmiech, który najwyraźniej wystarczył, bo brwi chłopaka znalazły się na swoim miejscu.
- To dobrze – odpowiedział Louis, pochylając się i składając pocałunek na wargach Harry’ego. – Gotowy?
- Oh, jesteście tacy uroczy! – wyśpiewał Matt, klaszcząc w ręce i zostając uderzonym w głowę przez Harry’ego – Auć!
Harry spojrzał na zegar wiszący na ścianie, zauważając, że była już 21:00, więc jego zmiana skończyła się, a Matt nie będzie już mu uprzykrzać życia.
- Gotowy! – odpowiedział Harry, sięgając po rękę Louisa, który splótł razem ich palce. Wolną ręką, Harry uderzył Matta w głowę.
- Au! A to za co było do cholery? – zapytał skarżąc się, trzymając dłoń z tyłu głowy. Szatyn uśmiechnął się tylko.
- Za to, co zamierzałeś powiedzieć. – wyjaśnił, nie dając Mattowi szansy, by odpowiedzieć i ciągnąc Louisa w stronę wyjścia ze sklepu.
Wychodząc na zewnątrz i idąc w kierunku samochodu Harry’ego, Louis trącił żartobliwie bok chłopaka.
- Wiesz, przemoc nie rozwiązuje niczego – zwrócił uwagę, uśmiechając się, gdy mówił.
Harry zachichotał, wyciągając wolną ręką kluczyki z kieszeni i ściskając mocniej dłoń chłopaka.
- Trzeba, skoro twój przyjaciel jest idiotą. – stwierdził, otwierając drzwi od strony pasażera przed Louisem.
- Hm… masz rację – przyznał, puszczając rękę chłopaka i stając na palcach, aby złożyć na jego ustach delikatny pocałunek, zanim wsiadł do auta.
Harry nie mógł się nie uśmiechnąć, kiedy Louis stanął na palcach. To było absolutnie urocze.
- To słodkie, jak niziutki jesteś – drażnił się, gdy zamykał drzwi, idąc dookoła samochodu i wsiadając do niego po stronie kierowcy.
Louis zaczął się boczyć, gdy zakładał pasy i musiał się odszczeknąć.
- Jestem zaledwie niszy o trzy centymetry, Harry. To nie czyni mnie niziutkim – podkreślił, z poważną miną, ale lekko rozbawionym tonem.
Harry uśmiechał się przez cały czas, gdy zakładał pasy bezpieczeństwa, umieszczał klucz w stacyjce, uruchamiał silnik i wycofywał auto z parkingu.
- Niech będzie – powiedział. Louis prychnął, na co uśmiech Harry’ego poszerzył się jeszcze bardziej.
———————-
- Jesteś pewien, że wiesz, co robisz? – Harry nie próbował ukryć wątpliwości i niepokoju w głosie, gdy stał obok Louisa i patrzył jak ten walczył (i przegrywał) walkę z wałkiem, którym miał rozwałkować ciasto na pizzę.
Louis nalegał, aby po raz pierwszy odkąd zjawił się u Harry’ego ugotować coś, chociaż nie umiałby tego zrobić, nawet jeśli zależałoby od tego jego życie. A teraz, kiedy desperacko zmagał się z ciastem na pizzę i wałkiem, Harry uznał, że to był naprawdę zły pomysł.
Z grymasem na twarzy, Louisowi w końcu udało się uzyskać przyzwoity wygląd.
- Nie martw się, robiłem to już wcześniej – zapewnił, pomijając fakt, że gdy po raz ostatni próbował zrobić pizzę, prawie podpalił mieszkanie.
Nie przekonany do końca Harry uniósł brew, skrzyżował ramiona na piersi i patrzył z obawą, jak Louis rozprowadzał sos pomidorowy na cieście.
- Czyżby? – zapytał, a Louis odwrócił głowę, by odpowiedzieć.
- Oczywiście! A teraz zamknij się i oglądaj mistrza w akcji – powiedział Louis, biorąc garść wołowiny i umieszczając ją na cieście.
- Zamierzam, ale robisz to w mojej kuchni! – wymamrotał Harry, uśmiechając się, gdy Louis zdenerwował się, nawet nie odwracając wzroku znad pizzy.
Harry obserwował, jak chłopak układa cebulę, wołowinę, a na końcu robi wieżę z sera i zadowolony odwraca się i spogląda na niego.
- Przyniesiesz mi colę z lodówki? – zapytał, a Harry skinął głową, odpychając się od lady i przechodząc przez pokój, aby dostać się do lodówki (może jestem jakaś niedouczona, ale byłam przekonana, że lodówki stoją tylko w kuchni – tł.).
Podczas nieobecności Harry’ego, Louis rozejrzał się po blacie, szukając odpowiedniej blachy. Znalazł jednak tylko tacę na muffiny i doszedł do wniosku, że ta nada się. Z dumnym uśmiechem, przeniósł pizzę na tacę i włożył ją do piekarnika, zupełnie zapominając, aby przed tym go rozgrzać, jednak był przekonanym, że to nie ma większego znaczenia.
Po wszystkim poczuł stojącego za nim Harry’ego, który uśmiechnął się, gdy ten złożył pocałunek z boku jego szyi i podał mu butelkę coli.
- Dziękuję – powiedział, podnosząc ją do warg i biorąc duży łyk.
Harry oplótł go rękoma w pasie i przycisnął kolejny pocałunek do jego szyi.
- Mhm – mruknął w jego skórę, przejeżdżając językiem przez szyję, aż do ucha chłopaka i ssąc delikatnie jego płatek.
Louis jęknął, odłożył butelkę na ladę i zamknął oczy, a jego ręce spoczęły na dolnej części brzucha Harry’ego.
- Smakujesz pysznie – szepnął Harry, gdy wypuścił małżowinę Louisa spomiędzy warg i zaczął scałowywać drogę w dół szyi chłopaka, od czasu do czasu zatrzymując się, by polizać miękką skórę i jęcząc, czując smak, który mógł określić jako czysty Louis.
Przez kręgosłup Louisa przeszedł dreszcz i poczuł, że jego ciało zaczyna reagować na poczynania Harry’ego. Jego penis drgnął w bokserkach, zanim powoli zaczął budzić się do życia.
Chcą wiedzieć, czy chłopak zareagował podobnie, Louis przesunął się nieco bliżej i poczuł oczywiste wybrzuszenie w spodniach Harry’ego na swoim tyłku.
Przenosząc ręce z brzucha chłopaka, Louis chwycił się jedną ręką za krawędź lady, a drugą wplątał w ciemne loki Harry’ego. Wypchnął tyłek do tyłu, a w zamian usłyszał cichy pomruk, zanim Harry pchnął swoimi biodrami w tyłek Louisa.
Louis westchnął ciężko i spodobał mu się ten nowy dźwięk. Ręce Harry’ego znalazły się pod koszulką Louisa, przejechał dłonią przez jego brzuch, aż dotarł do sutków, wziął je między palce i ścisnął.
Po ciężkim westchnieniu nastąpił niemal rozpaczliwy jęk, który wybuchł gdzieś głęboko w klatce piersiowej Louisa. Ponownie otarł się o wybrzuszenie Harry’ego, tym razem twardego jak skała penisa. Erekcja chłopaka była faktycznie boleśnie twarda, pulsowała w spodniach i musiał się powstrzymać całą siłą woli, by nie dojść, gdy Louis wypowiedział dwa słowa, które pragnął usłyszeć.
- Weź mnie.
Harry’emu nie trzeba powtarzać dwa razy.
Puszczając sutki Louisa, wyciągnął ręce spod jego koszulki, chwycił go za biodra, odwrócił dookoła i desperacko przycisnął swoje usta do jego. Louis próbował oprzeć się plecami o ladę i chciał pociągnąć Harry’ego za sobą, ale ten nie chciał, aby ich pierwszy raz odbył się w kuchni.
Chłopcy wyszli z pomieszczenia. Harry trzymał za biodra Louisa, obrócił go i ponownie pocałował, początkowo muskając wargi, a później wtargając do ust. Ich języki spotkały się i ocierały o siebie, a Harry nie był pewien czy jęki wychodziły z jego ust, Louisa czy ich obu. To nie miało znaczenia, bo kierowali się w stronę jego sypialni.
Drzwi były zamknięte, więc Harry musiał jedną ręką puścić biodro Louisa i otworzyć je. Gdy już przeszli przez próg, jego dłoń powróciła na dawne miejsce i skierował ich obu w stronę łóżka.
Louis zatrzymał się, gdy uderzył nogami o krawędź łóżka i dopiero wtedy odsunął się od ust Harry’ego. Chłopak chciał zaprotestować, już otworzył buzię, by coś powiedzieć, ale wszystko wyleciało mu z głowy, gdy Louis pochylił się, zdjął koszulkę i rzucił ją na podłogę.
Harry podziwiał wspaniały widok przed nim: idealne ramiona, klatkę piersiową, brzuch i nie był w stanie powstrzymać się przed oblizaniem warg.
- Podoba ci się ten widok? – zapytał Louis, a jego głos brzmiał tak jak Harry’ego, gdy szatyn wyszedł któregoś dnia z pokoju gościnnego i zastał chłopaka w samym ręczniku. W innych okolicznościach, Harry wymyśliłby jakąś bezczelną odpowiedź, ale teraz był w stanie tylko skinąć głową.
Jego odpowiedź była wystarczająca dla Louisa, chłopak pochylił się i przycisnął swoje usta do ust Harry’ego, a językiem rozdzielił jego wargi, aby wtargnąć do środka.
Harry uświadomił sobie, że Louis miał na sobie zdecydowanie za dużo ubrań i nie zważał na fakt, że sam był jeszcze w pełni ubrany. Sięgnął dłonią między nimi i odpiął zamek spodni Louisa. Ściągnął je jednym płynnym ruchem, sięgnął po jego bokserki i zdjął je, aż do kostek.
Louisowi udało się jakoś rozpiąć spodnie Harry’ego, podczas gdy sam wyszedł jakoś ze swoich rurek i bokserek, a nawet udało mu się zdjąć skarpetki. Naśladując ruchy chłopaka, Louis pociągnął w dół jego spodnie i bokserki, po czym jęknął zadowolony w jego usta, gdy ich wolne i stojące członki otarły się o siebie po raz pierwszy.
Harry wyszedł szybko z ubrań, pozbył się koszulki, którą mógł przypadkiem rozerwać, ale nie obchodziło go to. Teraz liczył się tylko siedzący na łóżku Louis.
Popychając go do tyłu, Harry obserwował z zadowolonym uśmieszkiem, jak ten padł plecami na łóżko i to był najpiękniejszy widok w jego życiu (przebiło to nawet Wieżę Eiffla i widok miasta z London Eye w nocy): Louis Tomlinson, chłopak, którego pożądał i pragnął, odkąd natknął się na jego profil na stronie randkowej, leżał nagi na jego łóżku. Harry powstrzymywał się, by brutalnie się na niego nie rzucić.
Zamiast tego, wszedł na łóżko na kolanach, pochylił się nad Louisem i złączył ich wargi w powolnym pocałunku, który był pełen pasji i pragnienia, ich języki spotkały się w ustach Louisa i cichy jęk wydobył się z dwóch gardeł, gdy Harry przycisnął do siebie ich penisy.
Nie mogąc się powstrzymać, Harry sięgnął w dół i owinął palce wokół obu erekcji, pocierając je i powoli głaszcząc. Louis wygiął się w łuk na to uczucie i wypchnął biodra, a Harry był zaskoczony, że nie doszedł na sam widok.
- Harry… - na dźwięk swojego imienia, chłopak jęknął. Kontynuował obciąganie im obu, a gdy zamierzał doprowadzić ich na szczyt, Louis jęknął ponownie.
- Harry… - boże, jego imię brzmiało tak gorąco w ustach Louisa.
- Weź mnie… proszę…
‘Proszę’ nie było nawet potrzebne, Harry nie miał zamiaru protestować, wręcz przeciwnie, zachęciło go to, do szybszego działania. Chciał słyszeć, jak bardzo Louis tego chciał – chciał usłyszeć jak bardzo był zdesperowany, jak bardzo był zdesperowany dla niego.
Chcąc nie chcąc, puścił ich erekcje, przesunął się na łóżku, oparł się o szafkę nocną i wyciągnął lubrykant i prezerwatywy.
Louis miał rozchylone usta z przyjemności i zamknięte oczy, ale otworzył je, gdy usłyszał, jak Harry otwiera butelkę lubrykantu. Chłopak obserwował jak ten pokrywa olbrzymią ilością swoje palce, zanim przenosi je na dół i rozchyla nogi Louisa.
Harry poniósł wzrok, szukając na twarzy drugiego chłopaka oznak wahania czy niepewności, ale odnalazł tylko przyjemność, chęć, pragnienie i cień desperacji. Wtedy Harry ostatecznie zadecydował, że czekali wystarczająco długo.
Jednym palcem, delikatnie krążył wokół wejścia Louisa, masując mięśnie, aż poczuł, że ciało chłopaka relaksuje się na jego dotyk. Wsadził więc palec do środka, aż do ostatniej kostki, a Louis syknął cicho.
Louis nie był prawiczkiem, ale nie uprawiał seksu od osiemnastu miesięcy, a tylko czasem się masturbował. Ponowne uczucie wypełnienia było dziwne i potrzebował trochę czasu, aby przyzwyczaić się do niego. Jednak lekki ból ustąpił dość szybko i skinął głową, aby Harry mógł kontynuować.
- Już w porządku – zapewnił Louis, uśmiechając się.
Harry jeszcze raz zerknął na twarz chłopaka, aby upewnić się, że nie ma na niej śladów niepewności. Po raz kolejny nie znalazł ich. Kiwając głową, delikatnie wyciągnął palec i wsunął go ponownie.
Dając Louisowi chwilę, by przyzwyczaił się do tego uczucia, Harry złożył miękki pocałunek na brzuchu chłopaka, czekając cierpliwie, aż ponownie zrelaksuje się na uczucie jego palców. Dopiero wtedy, powoli zaczął poruszać się, obserwując twarz Louisa i próbując doszukać się jakichkolwiek oznak bólu.
Louis czuł się nieprzyjemnie z pierwszym palcem w sobie, ale przy drugim uspokoił się, a uczucie dyskomfort zastąpiła przyjemność, gdy Harry wykonywał nożycowe ruchy wewnątrz niego, aby go rozciągnąć. Chłopak dodał trzeci palec i wsadził je tak głęboko jak mógł, a z ust Louisa wydobył się okrzyk, gdy ten napotkał wiązkę nerwów wewnątrz niego, a jego ciało zaczęło drżeć z przyjemności, gdy dociskał biodrami do palców Harry’ego.
To było zbyt wiele, jak na tak krótki czas, a kiedy Harry zaczął poruszać palcami w stałym tempie, zwijając je i trafiając za każdym razem w to miejsce, Louis nie mógł tego dłużej znieść.
Wydał z siebie piskliwy okrzyk i wygiął plecy w rozkoszy, krztusząc się.
- Jestem gotowy… boże, Harry, jestem gotowy… Wejdź we mnie, proszę…
To było wszystko, czego Harry potrzebował usłyszeć. Jęknął cicho na uczucie ciasnoty Louisa wokół niego i spojrzenia, przepełnionego przyjemnością i pożądaniem. Harry wyciągnął palce, a Louis westchnął na nagłe uczucie pustki.
Harry sięgnął po prezerwatywy, ale szatyn zatrzymał go, zaciskając palce na jego nadgarstku. Chłopak spojrzał na starszego i uniósł zdezorientowany brwi.
- Jesteś… zdrowy? – zapytał zdyszany Louis.
Harry mrugnął kilka razy oczami, zanim faktycznie uświadomił sobie, o co pytał go chłopak.
- Tak – odparł.
Jak każdy rozsądny człowiek, Harry badał się regularnie*, ostatnia kontrola – tak jak i każda inna – wykazała, że był zdrów jak ryba.
Louis skinął głową.
- Ja również. Więc nie waż się umieszczać tej rzeczy na sobie. Chcę czuć jak dochodzisz, a jakaś guma mi w tym nie przeszkodzi. – oznajmił Louis, chwytając prezerwatywy z ręki Harry’ego i wyrzucając je na podłogę.
Harry przygryzł wargę na te słowa. Kiwną głową i wziął do ręki lubrykant. Wycisnął sporą ilość na dłoń, owinął rękę wokół pulsującego członka i przejechał po nim boleśnie powoli kilka razy, upewniając się, że maź pokryła każdy centymetr jego kutasa.
Uznając, że jest gotowy, Harry nieznacznie przesunął się na kolanach między nogami Louisa i pochylił się do przodu, ustawiając się naprzeciwko wejścia chłopaka. Puścił penisa, kiedy pchnął do przodu swoje biodra, naciskając główką na ciasny pierścień mięśni.
Członek Harry’ego był dużo większy niż jego trzy palce, a Louis wypuścił westchnienie przyjemności i lekkiego bólu, gdy próbował się dostosować.
- O boże… - wykrztusił. Harry czekał cierpliwie, aż Louis dostosuje się do jego rozmiaru i był wdzięczny, że chłopak nie był prawiczkiem i nie potrzebował dużo czasu.
Gdy z ust Louisa przedarł się delikatny jęk, Harry wziął to za znak, że może się poruszyć. Ponownie pchając do przodu biodrami, wsunął do środka całą swoją długość i jęknął głośno na uczucie ciasnoty.
- Ja pierdolę, jesteś taki ciasny – westchnął, pochylając się i łącząc ich usta w namiętnym pocałunku. Louis odpowiedział z entuzjazmem, zasysając język chłopaka i próbując nakłonić go do poruszenia się.
Harry zrozumiał aluzję i zaczął poruszać się powolnym, stałym tempem, wyciągając prawie całą swoją długość, przed wepchnięciem jej z powrotem. Obaj krzyczeli z rozkoszy, a każdy pojedynczy jęk trafiał w usta tego drugiego.
Louis wyplątał swoje ręce z prześcieradła i złapał w pięści loki Harry’ego, podczas, gdy język chłopaka odzwierciedlał ruch swoich bioder i pchał nim w usta Louisa w rytmie pchnięć swojego kutasa.
Łapiąc jedną ręką biodro Louisa, Harry kontynuował pchnięcia, biorąc w dłoń jego penisa i głaszcząc go w rytm ruchów bioder.
Odrywając się od warg Louisa, Harry przechylił głowę, aby wyssać malinkę na szyi chłopaka, powodując tym głośny jęk z jego strony. Harry przesunął się nieznacznie, posuwając Louisa pod innym kątem, uderzając prosto w jego prostatę.
Louis krzyknął z przyjemności, wyginając się w łuk, gdy zacisnął mocniej ręce wokół Harry’ego.
- Harry! Właśnie tam! O boże, zrób to jeszcze raz! - dyszał z rękoma wciąż zaciśniętymi we włosach kochanka.
Wykonując polecenie, uderzał w to miejsce na okrągło, jęcząc z przyjemności w skórę chłopaka, podczas gdy Louis zaciskał nogi w pasie szatyna, gdy uderzał w to miejsce wewnątrz niego, przez co drżał z rozkoszy.
Louis sapał i jęczał z przyjemności, zachęcając tym Harry’ego do jeszcze głębszych i precyzyjniejszych pchnięć.
Ssąc następną malinkę na szyi Louisa, Harry jęknął głośno, gdy chłopak zacisnął wokół niego nogi szczególnie mocno i poczuł, że nie wytrzyma już za długo.
- Louis… - jęknął, a jego słowa zostały stłumione przez szyję chłopaka. – Louis, ja zaraz… kurwa… zaraz dojdę…
Jego słowa wystarczyły, aby zepchnąć Louisa na krawędź, ledwie zdążył wykrztusił zdesperowane „ja też”, zanim krzyknął najgłośniej jak umiał imię Harry’ego, a jego orgazm uderzył go mocniej zwykle, a ich brzuchy pokryły się spermą.
Gdy skończył, Louis docisnął mocniej biodra do kutasa Harry’ego, zaciskając wokół niego pierścień mięśni i to wystarczyło, aby doprowadzić chłopaka na szczyt i doszedł, krzycząc imię Louisa w jego szyję i kontynuując pchnięcia, chcąc, aby całe nasienie zostało w środku.
Na uczucie ciepłej spermy wewnątrz niego, Louis jęknął z rozkoszy, a Harry nadal poruszał się, aż resztki energii opuściły jego ciało i upadł na szatyna z gwałtownym jękiem.
Louis oparł się nogami o krawędź łóżka pod ciężarem Harry’ego, łapiąc pod nim powietrze.
Wyplątując ręce z włosów chłopaka, Louis przebiegł ręką po spoconym ciele Harry’ego i nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu na twarzy, gdy usiłował odzyskać oddech.
- To było… - zaczął, nie będąc w stanie dokończyć zdania, gdy poczuł ciężki oddech chłopaka na swojej szyi.
- … czymś, na co warto było czekać – dokończył i Louis poczuł jego uśmiech na swojej szyi, dzięki czemu jego własne wargi rozszerzyły się jeszcze bardziej.
- Naprawdę warto – zgodził się Louis.
Harry wziął głęboki oddech i odsunął się od szyi Louisa. Podniósł głowę, aby mógł spoglądać w te piękne, niebieskie tęczówki.
- Kocham cię – powiedział, zanim zdążył się powstrzymać.
Jego słowa zbiły Louisa z tropu, a jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia, gdy wpatrywał się w niego. Harry natychmiast pożałował swoich słów wiedząc, że Louis musiał pomyśleć, że to za wcześnie na takie wyznania. Przecież znają się zaledwie cztery miesiące i spędzili razem tylko trzy tygodnie; tak, Harry był pewien, że Louis uzna, że wszystko dzieje się zbyt szybko.
Już miał przeprosić i usprawiedliwić się, że te słowa po prostu wymsknęły mu się, a Louis powinien po prostu zapomnieć, gdy delikatny uśmiech rozprzestrzenił się na twarzy chłopaka, a Harry nagle zapomniał, co miał zamiar powiedzieć. Cholerny Louis i jego idealny uśmiech.
- Też cię kocham – odpowiedział, układając rękę z tyłu głowy Harry’ego, aby cmoknąć jego policzek.
Chłopakowi wyraźnie ulżyło na słowa Louisa, zrelaksował się i nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu na twarzy, gdy pochylił się i przycisnął pełen miłości pocałunek do jego warg, co Louis odwzajemnił bez protestu.
Odsuwając się, Harry chciał powiedzieć coś jeszcze, wyjaśnić, jak bardzo był szczęśliwy i spokojny, gdy nagle do jego nosa doleciał zapach czegoś palonego. Dopiero wtedy przypomniał sobie o pizzy.
- Cholera – prawie krzyknął, wychodząc z Louisa, przez co chłopak jęknął. Harry podniósł się, chwytając z podłogi bokserki, wciągnął je i rzucając się w stronę wyjścia z pokoju.
Louis jęknął w proteście, gdy Harry wyszedł z niego i poczuł jak sperma wypływa z jego wnętrza. Czując zapach spalenizny, wydostał się z łóżka i ignorując lekki ból, złapał bokserki z podłogi, wciągnął je na siebie, i pośpieszył za Harrym do kuchni.
Pokój był cały w grubej warstwie dymu, ale na szczęście nic nie paliło się. Harry kaszląc, otworzył piekarnik, złapał z szuflady parę rękawic kuchennych przed wyjęciem tacy z nie bardzo nadającą się do spożycia pizzą, kładąc ją na kuchence i zamykając kolanem piekarnik.
Louis podszedł do Harry’ego, patrząc na całkowicie czarną pizzę i marszcząc brwi.
- Nie sądzę, że możemy to zjeść – powiedział, a Harry odwrócił się do niego z podniesionymi brwiami.
- Serio? – zapytał, zanim znów skupił całą swoją uwagę na pizzie. Dopiero wtedy uświadomił sobie na czym ona leżała. – Umieściłeś pizzę na tacy do muffinek!? – zapytał, patrząc na Louisa z niedowierzaniem.
Louis zaczerwienił się, przygryzając wargę i posyłając nikły uśmiech.
- Nie sądziłem, że to ma znaczenie – przyznał.
Podchodząc do najbliższej szuflady, Harry wyciągnął łopatkę i podniósł spaloną pizzę, pokazując nierówności spowodowane nieodpowiednią tacą.
- Twoja pizza ma dwanaście cycków, Louis! – zawołał pokonanym głosem, wpatrując się z niedowierzaniem w chłopaka.
Louis jedynie uśmiechnął się nieśmiało.
- Oops? – powiedział, zanim Harry dostał napadów śmiechu, upuszczając łopatkę, owijając ramionami talię Louisa i ciągnąc go do siebie.
- Nigdy nie pozwolę ci już gotować – powiedział Harry, składając pocałunek na czubku nosa chłopaka.
Louis uśmiechnął się i mocno zacisnął ręce wokół szyi Harry’ego.
- Prawdę mówiąc, nic by się nie stało, gdybyś mnie nie uwiódł – zauważył Louis, patrząc, jak Harry kręci głową.
- Racja. Chociaż twoja pizza nadal miałaby cycki – powiedział, tak jakby to była wina Louisa, że nie mógł znaleźć nic innego.
- Hej, to nie moja wina, że nie masz normalnej blachy! – Louis wydął wargi.
Harry uniósł brew i bez puszczania chłopaka, wyciągnął rękę i otworzył drugą szufladę przy piecu, wypełnioną mnóstwem różnych blach, odpowiedniejszych do pieczenia pizzy niż taca do muffinek.
Louis rzucił okiem na szufladę, po czym z powrotem przeniósł wzrok na Harry’ego.
- Oh – to wszystko, co zdołał powiedzieć.
- Tak. Oh – powtórzył Harry, kręcąc głową i uśmiechając się, gdy pochylił się i pocałował usta Louisa, na co chłopak wydał zadowolony dźwięk.
- Myślę, że powinniśmy coś zamówić – powiedział Harry, kiedy się odsunął. – Na co masz ochotę?
Louis rozważył pytanie, zanim odpowiedział.
- Cokolwiek, byleby nie pizza – uśmiechnął się, a Harry zachichotał na jego słowa.
- Cokolwiek, byleby nie pizza – powtórzył, całując ponownie Louisa, zanim niechętnie puścił go i cofnął się, by podnieść telefon z lady. Louis w tym czasie, podszedł do lodówki, aby wyciągnąć coś do picia, definitywnie nie chcąc pić coli, która teraz pewnie smakowała bardziej jak dym.
Harry wykręcił numer do chińskiej restauracji znajdującej się na tej samej ulicy, a patrząc na spaloną pizzę, nie mógł powstrzymać uśmiechu.
Jeśli Louis ponownie będzie chciał się wziąć za gotowanie, Harry upewni się, że w pobliżu znajduje się gaśnica; tak na wszelki wypadek.
* w oryginale użyto skrótu: STD (sexually transmitted diseases); czyli po polsku ‘choroby przenoszone drogą płciową’.
Od tłumacza: Nie wiem jak Wy, ale ja kocham ten rozdział i to nie tylko ze względu na seks :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz