wtorek, 17 grudnia 2013

14

Koniec kwietnia w Londynie był naprawdę uroczy. Perrie cieszyła się, ponieważ nie musiała zakładać na siebie grubej kurtki, aby było jej ciepło. Wychodząc z samochodu zamknęła go tylko przyciskiem na kluczykach, a potem wbiegła do apartamentowca, w którym mieściło się mieszkanie Harry’ego. Miała za zadanie zabrać stamtąd Louisa, aby zabrać go na lotnisko, gdzie był już Zayn, Lux i jej bagaże. Całą czwórką lecieli do Oslo, gdzie wieczorem miał odbyć się ostatni koncert z trasy Stylesa. Cały plan przylotu wymyślił i zorganizował Horan, więc brunet nie miał bladego pojęcia, co się święciło. Louis cieszył się z tego powodu, ponieważ nie widział go przez dwa tygodnie i bardzo chciał go ponownie ujrzeć. To szczegół, że Harry wracał dzień po ostatnim koncercie do domu. Sama świadomość, że będzie można go zobaczyć na scenie – robiącego to, co kocha, była dla niego najważniejsza. Zayn również zgodził się pojechać, ponieważ nigdy wcześniej nie był na koncercie gwiazdora, a nawet nie słyszał jak śpiewa. Panna Edwards zwyczajnie chciała spędzić troszkę więcej czasu z Lux. Oczywiście to nie był jedyny pretekst. Głównie chodziło o to, co rodziło się między nią, a Mulatem. Louis obserwował ich z ‘ukrycia’ i wyczuł, że między nimi powstaje niezwykła więź, którego głównym wiązadłem jest mała blondyneczka.

Wjechawszy na odpowiednie piętro, wyszła z windy i od razu bez żadnego pukania czy dzwonienia weszła do apartamentu Harry’ego. Miała pewność, że Louis nie zamknął drzwi, ponieważ już kilka razy natknęła się na to dziwne przyzwyczajenie, którego nie pochwalała. Odnalezienie szatyna nie było trudne, ponieważ jego jęki było dość głośne. Mogło to się wydawać dziwne, ale Perrie nie przejęła się tymi dziwnymi odgłosami. Wparowała do sypialni śmiejąc się głośno i zauważając Tomlisona siedzącego na podłodze.

- Miałam nadzieję, że jak przyjadę to będziesz już spakowany – powiedziała, podchodząc do niego. Spojrzał na nią podirytowany wyrzucając z małej walizki ubrania.

- Nie mam pojęcia, co mam zapakować! - jęknął ponownie. Perrie schyliła się w jego stronę i przejrzała ubrania, które porozrzucane były dookoła walizki. Kilka z nich odrzuciła, a resztę wpakowała do niej z powrotem. Zapięła pośpiesznie zamek, po czym postawiła ją do pionu. Spojrzała krytycznym okiem na chłopaka siedzącego na podłodze i westchnęła zrezygnowana.

- Okej, zakładaj to, co leży na łóżku, a ja je pościelę, żeby nie było bałaganu jak wrócicie do domu – mruknęła dziewczyna. Louis wstał z podłogi, porwał ubrania i wszedł do łazienki, nie zamykając do końca drzwi. Perrie w tym czasie zaczęła ścielić łóżko.

- Jestem tak podekscytowany! - powiedział przez drzwi chłopak – A z drugiej strony tak bardzo się boję.

Louis wyszedł z łazienki ubrany i gotowy do wyjścia. Perrie posłała mu pocieszające spojrzenie, a potem oboje wyszli z sypialni, a potem z mieszkania. Zamknęli je dokładnie, po czym zjechali windą na sam dół. W holu pomachali ochroniarzowi, którego Louis zdążył dobrze poznać, przez ten czas, kiedy mieszkała u Harry’ego. Głównie dlatego, że od przeszło dwóch tygodni codziennie wychodził do pracy. Znalazł ją dzięki Zaynowi, który od czasu do czasu chodził do pewnego sklepu, obok swojego salonu. Nie było to coś szczególnego. Sklep ze starociami muzycznymi. Louis czuł się w nim jak ryba w wodzie i czasami nie miał ochoty go opuszczać, kiedy kończyła się jego zmiana. Poznał tam naprawdę miłego właściciela – Edwarda. Był on naprawdę świetnym gościem. Uwielbiał muzykę tak samo jak Louis i czasami wymieniali się spostrzeżeniami, co do nowych artystów i zespołów. Edward był dobrym kolegą, chociaż bardzo lubił wypytywać Tomlinsona o jego przeszłość. Jednakże nadal wiedział niewiele. To nie było nawet takie dziwne. Louis nienawidził swojej przeszłości, chociaż coraz łatwiej było mu o niej rozmawiać z Zaynem i od jakiegoś czasu z Perrie. Szatyn pewnego wieczora, kiedy dziewczyna wróciła z nim z zakupów (nadal był oburzony, że to Harry zapłacił za jego ubrania), opowiedział jej wszystko od deski do deski. Nawet to, czego nigdy nie powiedział Harryemu. Na początku było mu z tym źle, ale potem obiecał sobie, że powie mu przy najbliższej okazji i słowa zamierzał dotrzymać. Jedyne, o czym wiedział Ed i Louis naprawdę nie chciał tego przed nim ukrywać to była jego znajomość ze Stylesem. Sam Tomlinson nie wiedział dokładnie jak może określić to, co było między nim a gwiazdorem, ale sama wiadomość, że mieszkają razem przyprawiła Edwarda o zawroty głowy i stwierdził, że to najgorętszy romans wszech czasów. Mimo tego, Ed był człowiekiem godnym zaufania. Co zostało przez niego usłyszane, nigdy nie wychodziło z jego ust. Za to Louis lubił go najbardziej. Ach! Jeszcze za to, że robił najlepszą herbatę z mlekiem.


|WOA|


Zayn i Lux czekali na nich tuż przed halą odprawy. Wyglądali na wesołych i spokojnych. Perrie też taka była, chociaż Louis powoli doprowadzał ją do zdenerwowania swoim jęczeniem. Odprawa poszła dość gładko, za co wszyscy dziękowali w myślach. Szczególnie zadowolona była Lux ze swojego wygodnego miejsca w ramionach wujka Louisa. Kiedy tylko go zobaczyła nie chciała się od niego odczepić i nawet prośby Perrie nic nie pomogły. Louis nigdy wcześniej nie latał samolotem, ale był pewien, że wszystko będzie w porządku i nie martwił się niczym. Był lekko zły na Liama, za to, jakie bilety im zarezerwował. Nie dość, że Harry wydawał na niego swoje pieniądze, to jeszcze Liam i Niall wydali na nich fundusze na bilety w pierwszej klasie.

Lot nie był długi i był raczej przyjemny, Lux ciągle coś gadała rozśmieszając wszystkich dookoła i mówiąc tak dużo. Louis nie mógł uwierzyć, że znała tyle słów. Wszystko było w porządku, dopóki nie wylądowali w Oslo. Na lotnisku czekał na niego Liam, a kiedy tylko szatyn go zobaczył na jego twarzy pojawił się ogromny strach. Oczywiście nie przed samym Payne’m, ale przed tym, co wymyślił Niall. On i jego genialne pomysły. Liam był ucieszony widząc całą czwórkę – najbardziej chyba czekał na Lux, ponieważ kiedy tylko ją zobaczył wziął ją na ręce i nie wypuścił, dopóki nie doszli do samochodu.

Dojazd do hotelu, który jak się okazało był jednym z najlepszych w mieście, nie był długi, ale było w nim coś strasznego. Payne ostrzegł ich, że przez budynkiem stoi wiele fanek i mogą mieć problemy z wejściem do niego (chociaż tak naprawdę nikt ich nie znał, oprócz Perrie), ale obiecał, że postara się zrobić to jak ‘najciszej’. W rzeczywistości zajechali od tyłu hotelu i prawie niepostrzeżenie weszli do środka. Kilka fanek zauważyło tylko pannę Edwards. Pomachały do niej i zrobiły zdjęcia jej i Lux. Zayn nie był z tego zadowolony. Można było to wyczytać po jego wyrazie twarzy, ale rozluźnił się, kiedy Parrie objęła dłonią jeden z jego bicepsów. Liam pokazał apartament dla Zayna, Perrie i Lux, a potem zaprowadził Louisa do apartamentu Harry’ego. Szatyn zostawił tam swoją walizkę (za jednym z fotelów), a potem wziął prysznic. Payne przyszedł po niego godzinę później, zabierając wszystkich na obiad. W tym czasie nieświadomy niczego Harry, miał próby do swojego koncertu. Był z nim oczywiście Horan.

Podczas obiadu Liama wytłumaczył im, że Harry ma przed koncertem wywiad, więc w tym czasie oni pojadą na arenę, aby zostać tam do koncertu. Wytłumaczył również, że Niall będzie z nimi cały czas.


|WOA|


Niall krzątał się po scenie wyczekując przybycia Louisa i reszty. Odkąd Harry pojechał na wywiad, on zajął się przygotowaniem wszystkiego na drugą – krótszą próbę. To było coś w rodzaju prezentu dla Stylesa. Louis chciał mu pokazać jak bardzo go kocha, więc Niall pomógł mu przygotować pewien utwór. To nie było nic specjalnego (jak twierdził Tomlinson). Tak naprawdę była to jedna z najpiękniejszych piosenek, jakie kiedykolwiek słyszał Niall.

Słysząc lekki gwar za kulisami, wpadł tam i ujrzał całą czwórkę idącą w jego stronę. Od razu ruszył do nich, łapiąc na ręce Lux, a potem witając się zresztą. Louis wydawał się być lekko zawstydzony całą sytuacją i Niall zauważył to od razu.

- No błagam cię! Nie ma się czego wstydzić, Louis – powiedział miękko Horan – Pomyśl sobie, że będziesz to śpiewał wyłącznie dla niego. To coś wielkiego i na pewno mu się spodoba.

- No nie wiem. Nie jestem gwiazdą tak jak on. Nawet nie wiem czy mój głos jest dobry – mruknął Zayna.

- Och! Naprawdę Lou? Naprawdę? Wątpisz w swoje zdolności? A ten konkurs wokalny w liceum – zaczął Zayn z uniesionymi do góry brwiami. Tomlinson trzepnął go w ramię i oburzył się na chwilkę.

- Zamknij się. Okej, dobra. Obiecałem, prawda? - Blondyn pokiwał głową. Jednak widząc nietęgą minę Louisa pociągnął go na bok, aby mogli spokojnie porozmawiać.

- Hej, co się dzieje? Myślałem, że chcesz to zrobić – zapytał Horan. Louis pokiwał głową, ponieważ naprawdę chciał, ale jednak bał się tego jak zareagują ludzie. Nie wiedział bowiem, jak określić swoją relację z Harrym. Nie wiedział czy chłopak tak naprawdę go chciał. Nie wiedział nic, co było potwierdzeniem.

- Tak. Nadal chcę to zrobić, ale boję się, że Harry nie traktuje tego poważnie – wyznał szczerze. Niall pokręcił przecząco głową, przez chwilkę nie wiedząc jak ma przekonać drugiego chłopaka.

- Louis. Nie wiedziałem go nigdy takiego. To byłaby kwestia czasu, kiedy pokazałby cię publicznie. Jakkolwiek dziwnie to brzmi – mruknął niebieskooki.

- Ale on nawet nie powiedział… - zaczął Tomlinson.

- Że cię kocha. Tak wiem. Naprawdę boi się, że to za wcześnie. Obiecuję ci, że będzie dobrze. Wierzysz mi? - Szatyn kiwnął powoli głową, więc Horan zaciągnął go na scenę. Nie było tam wiele ludzi. Tylko zespół i kilku dźwiękowców.

- Hej ludzie! To jest Louis, chłopak Harry’ego! To o nim mówiłem – Louis spojrzał po wszystkim z dziwnym przeczuciem, że zostanie źle odebrany przez zespół bruneta, ale nic takiego się nie stało. Każdy posłał mu uśmiech, a potem Niall po prostu zaczął wszystko tłumaczyć. Zanim się obejrzał został mu wciśnięty w dłoń mikrofon. Nie wiedząc, co ma ze sobą począć, usiadł na schodkach prowadzących na drugą część sceny, która wychodziła na płytę. A potem po prostu zaczął śpiewać.


|WOA|


Harry rozejrzał się pośród fanów. Było ich tylu, że nie był w stanie sięgnąć wzrokiem do ostatnich rzędów. Zawsze tak było. Nigdy nie mógł zrozumieć, co przyciągało te tłumy dziewczyn, jak i również chłopaków na jego występy. Nie było w nich niczego niezwykłego. Tylko on i jego głos. Oczywiście był jeszcze zespół, te wszystkie światła, ale tak naprawdę Harry nigdy nie potrzebował żadnych innych ozdób. Nigdy nie występował z tancerzami, czy jakimiś specjalnymi efektami scenicznymi. Nie chciał tego. Lubił być sam na scenie i przyciągać wzrok ludzi sobą, swoim głosem, a nie czymś innym. Nawet, jeśli śpiewał szybkie piosenki był sam. Od czasu do czasu lubił kombinować coś z Niallem, ale były to wyjątki.

Nie będąc świadomym, co zaplanowali jego współpracownicy, stanął na końcu sceny, która była wysunięta w widownię. Miał zamiar powiedzieć dwa słowa o ostatniej piosence, a potem pożegnać się i zakończyć koncert piosenką, którą napisał z Louisem. Zawsze tak robił. Mówił im kilka słów, które może nie wprost mówiły, że to o nim, ale on wiedział i to wystarczyło. Opowieść o piosence postanowił zachować sobie na kolejną trasę, kiedy już nagra ją w studio na swój kolejny album. Chciał ją jeszcze doszlifować i dodać pianino – jak na razie była to sama gitara. Przystawiwszy mikrofon do ust powiedział pierwsze słowo, ale nikt oprócz niego samego go nie usłyszał. Jego serce zabiło mocniej. Nie mógł uwierzyć, że coś mogło pójść nie tak i jego mikrofon nagle wysiadł. Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło. Tłum wydawał się nie zauważyć jego lekkiej wpadki spoglądając nadal na scenę, na której momentalnie przygasły światła. Oglądając się pośpiesznie spojrzał na Nialla, który uspokoił go ruchem ręki. Uśmiechnął się do niego pokrzepiająco, a potem cała scena zniknęła w mroku. Oniemiały tłum zaczął być coraz głośniej, jakby wszystkie obawy Harry’ego przeszły na nich. On sam odwrócił się tyłem do fanów i wpatrywał się w schody ponad nim, z których zszedł, kiedy rozpoczynał koncert. Coś było w nich nie tak. Coś z ich szczytem było nie tak i z każdą kolejną chwilą Harry wiedział, co to mogło być. Wiedział, ponieważ na całej arenie rozbrzmiała powolna melodia, której nigdy wcześniej nie słyszał. W nikłym świetle reflektora pojawiła się kasztanowa czupryna chłopaka o niebieski oczach. Zanim Harry zamknął swoje oczy, spojrzał ostatni raz na Horana, który posłał mu szczery uśmiech zwycięstwa, ale też sympatii. A potem wsłuchał się w to wszystko, co powinien usłyszeć.



I can’t sleep tonight,

Wide awake and so confused.

Everything’s in line, but I am bruised.

I need a voice to echo,

I need a light to take me home.

I kind need a hero, is it you?

I never see the forest for the trees,

I could really use your melody,

Baby I’m little blind, I think it’s time for you find me…


Stoją tam – przed nimi wszystkimi, przed nim. Harry uświadomił sobie jedną bardzo ważną rzecz. Nieważne jak daleko mógłby być, niezależnie, co mógłby robić, kim być, on zawsze będzie starał się być jego głosem, tak jak Louis stał się głosem jego.

To było tak bardzo ciche, ale zarazem głośne – to, co działo się w jego wnętrzu, w jego sercu, kiedy słuchał tych słów. Czuł, że każdy może usłyszeć nie tylko jego, ale i też przyśpieszone bicie serca Harry’ego. Biło mocno. Raz za razem, wystukując przepiękną melodię miłosną.

To tak, jakby w tamtej chwili Harry zyskał coś najważniejszego w swoim życiu, chociaż uważał, że już to ma, ponieważ miał serce Louisa. Ale w tamtej chwili miał coś jeszcze. Bo kiedy ujrzał go stojącego na piedestale chwały, na samej górze, na szczycie, zrozumiał, że zwyciężył, chociaż on stał na samym dole. Miał go. Miał jego, tego najlepszego. Tego, który pozwolił mu oddychać powietrzem tym samym, co on i ciągnął go do tego zawzięcie nie puszczając z objęć miłości, nawet, jeśli popełnił błąd. Nawet, jeśli zawinił, Louis mu wybaczył.

Stojąc tam, zobaczył tego, którego kochał najbardziej. Te wszystkie słowa same wypływały z ust szatyna i Harry nie mógł otrząsnąć się, że Louis śpiewa. Śpiewa dla niego. Robi to, co Harry kochał najbardziej i to było tak bardzo piękne. Tak bardzo poruszające. I chociaż ledwie go widział, jego oczy zaszły łzami, policzki były wilgotne, a ręce trzęsły się, to jednak widział go. Spoglądał na niego miłością i chciał mieć go już przy sobie, bo miałby wtedy cały świat w swoich ramionach.


Say you’ll be my nightingale…



Ogromny szum nie był w stanie przeszkodzić Louisowi w dotarciu do Harry’ego. Nie mógł stać na schodach i tak po prostu śpiewać dla niego, widząc go tak zapłakanego, ale i uśmiechniętego. Więc kiedy kończył to, co zaczął, znalazł się na wyciągnięcie dłoni gwiazdora i przytulił go do siebie. Nie obchodziło go jak to mogło wyglądać. Co pomyślą inni. Przecież wiedzieli o Harrym. Nie wiedzieli tylko o nim. Światła ciągle ich oświetlały jakby specjalnie pokazując ich emocje.

- Kocham cię, Harry – wyszeptał Louis, tuż przy uchu młodszego chłopaka – Pamiętaj o tym – dodał odsuwając się od niego. Spoglądali w swoje oczy, w których migały iskierki radości.

- Kocham cię bardziej niż muzykę, Lou – wyznał wreszcie Styles, a Louis zamarł. Przestał oddychać na moment, a potem zaczął płakać, ale te zły nie gościły długo na jego policzkach. Harry wytarł je mówiąc mu znowu, jak bardzo go kocha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz