„Na dzisiaj skończyliśmy.” Harry uśmiechnął się do modela, którego usta wciąż były zaklejone szarą taśmą izolacyjną. „Pozwól mi pomóc ci to zdjąć.” Zmarszczył brwi, gdy podszedł do Louisa i złapał skraj lepkiego materiału. „To będzie trochę bolało…” Mruknął z koncentracją, gdy powoli odrywał taśmę od ust modela, sekretnie podziwiając sposób, w jaki jego lekko zaczerwienione wargi ciągnęły się za nią.
„Mam sucho w ustach.” Louis zachichotał, gdy tylko mógł znowu mówić. „Nigdy bym nie pomyślał, że pozowanie do NoH8 będzie takie męczące.”
„A my jeszcze nawet nie skończyliśmy.” Harry zachichotał, odsuwając się, by zrobić mu miejsce.
„Już zrobione, prawda, gołąbeczki?” Zayn uśmiechnął się, gdy podszedł do fotografa i jego kolegi. Niemal mógł poczuć bąbelki i brzuchu, które dzielili gdy zdali sobie sprawę z obecności trzeciej osoby.
„tak, tak, w końcu skończyliśmy.” Harry zaśmiał się, nawet nie wzdrygając się, kiedy przezwisko ześlizgnęło się z języka Zayna. „Jutro będzie o wiele bardziej dynamicznie.”
„Yeah…” Louis mruknął, rzucając Zaynowi mordercze spojrzenie.
„Jakie plany na dzisiaj?” Model wyszczerzył zęby, udając naiwnego.
„Cóż, jeszcze nic specjalnego.” Fotograf wzruszył ramionami. Louis zawsze podziwiał, jaki on był naturalny. No było niesamowite, szczególnie że on przez większość czasu był nieśmiały i zakłopotany. Nie był w stanie się wyluzować i dobrze się bawić. Zbyt łatwo się stresował, to dopadało go za każdym razem, gdy nagle poczuł dotyk lub usłyszał kogoś ciężki oddech zbyt blisko swojego ucha. To było zbyt podobne do niego, za bardzo. Tak właśnie zaczęła się przemoc. Dlaczego nie mogła się zacząć teraz?
„Kochanie, słuchasz?” Zayn złapał jego nadgarstek i przyciągnął go trochę bliżej, tak jak zawsze robił, gdy delikatne ciało modela sztywniało, a przeszywające niebieskie oczy stawały się szare i ciemniejsze. Zayn znał to spojrzenie zbyt dobrze: jego spojrzenie stawało się puste, znikało z niego światło, wyglądał jak druga strona księżyca, ta która nie jest oświetlona, jest tylko ciemna i zimna, bez zainteresowań czy nadziei. Zayn znał to spojrzenie, wiedział również co ono oznacza. Louis zawsze tak wyglądał, gdy do jego umysłu zakradły się traumatyczne wspomnienia bez jego zgody. Te obrazy pochodzące z pamięci o bóg wie jak okropnych czynach… Zayn przełknął ślinę i przyciągnął chłopaka bliżej, wyławiając jego uwagę z morza ciemnych obrazów.
„Przepraszam… co mówiliście?” Starszy z modeli skupił się ponownie na widoku przed sobą, pozostawiając torturujące obrazy, które tylko on widział. Oczy Zayna były zmartwione, lecz uśmiech uspokajający. Zobaczył również zmarszczone w koncentracji brwi Harrego.
„Planowaliśmy wyciągnąć cię z domu dziś wieczorem. Wchodzisz w to, skarbie?” Zayn mrugnął, próbując naprawić sytuację.
„Uh, yeah, oczywiście.” Louis uśmiechnął się dosyć przekonująco. „Moglibyśmy…”
„Więc może zjemy gdzieś na mieście?” Harry uśmiechnął się. „Nic mi nie będzie, jeśli raz na jakiś czas zjem coś zdrowego, wiesz, jak jedzenie.”
„Tak, oczywiście.” Louis odwzajemnił uśmiech, wciąż słabo, lecz dosyć przekonująco.
„Przyprowadzimy również przyjaciół?” Zayn zapytał grzecznie. Było jasne, że próbował zatrzeć dziwne zachowanie Louisa.
~*~
„Co tam się stało, Lou?” Model zaczął dociekać, rozglądając się uważnie wokoło. On naprawdę nie chciał, żeby zespół lub sam Harry go usłyszeli. Ich taksówka jeszcze nie przyjechała.
„Ja… ja nie wiem.” Louis wzruszył ramionami. „Ja tylko…”
„Odpłynąłeś” Zayn skończył zdanie z goryczą w głosie.
„Ja tylko rozmyślałem…” Model wymamrotał w odpowiedzi. „… i nagle te wspomnienia… nie mogłem ich powstrzymać… i …”
„Znowu byłeś blisko ataku paniki.” Ciemnowłosy model ponownie zakończył zdanie. „Louis… Louis, myślałem, że ten okres jest już za nami.”
„Też tak myślałem, Zayn. To nie jest zbyt przyjemne. I dla twojej informacji, nie mogę nic na to poradzić, okej?” Wypalił starszy z dwójki, zamykając swoje błękitne oczy.
„Hej, hej…” Zayn złagodził, obejmując przyjaciela ramieniem. „Wiesz, że jestem tu dal ciebie cały czas. Nie oskarżam cię, skarbie. Ja tylko się martwię.”
Louis wolno pokiwał głową, niezdolny do wyswobodzenia się z ah-tak-znajomego uścisku. Dotyk Zayna niczym nie przypominał tamtego. Znał ciemną skórę chłopaka, jego smukłe palce, silny, ale w pewnym sensie słodki zapach dwóch perfum zmieszanych ze sobą, ponieważ tak właśnie lubił Zayn. To był pierwszy aromat, który poczuł po piekle, przez które przeszedł. Nawet zapach jego matki wydawał się czasem odległy. Nigdy Zayna.
„Ja po prostu tam siedziałem…” Wymamrotał swoje wyjaśnienie. „To nie była wina Harrego. On nic nie zrobił. Byliśmy blisko siebie… on ściągnął taśmę z moich ust… nic złego się nie stało, żadnych wspomnień, żadnych przebłysków, nic. To było w mojej głowie. Kiedy ty wszedłeś do pokoju…”
„Co się wtedy stało?”
„Powiedziałeś coś krępująco śmiesznego i on mógł to po prostu zlekceważyć.” Model powoli przypominał sobie, brzmiąc odlegle. „Pomyślałem sobie, że nie mogę taki być… że jestem nieśmiały wśród ludzi, wciąż chłodny… Ja zawsze czuję się jak jeleń w świetle reflektorów samochodu, gdy ktoś podchodzi blisko, kładzie mi rękę na ramieniu, czy coś, naprawdę… I wtedy ja tylko… Ja tylko zacząłem… W mojej głowie pojawiły się te przerażające obrazy i ja nie mogłem ich powstrzymać…”
„Oh, kochanie…” Zayn wymamrotał i przyciągnął go jeszcze bliżej, pozwalając mu oprzeć głowę na swojej klatce piersiowej. „Nie martw się, słoneczko. Nikt nie zrobi ci już nic złego. Nigdy. Nigdy.”
„Nie obawiam się teraz ludzi… Nie.” Louis wymruczał w marynarkę młodszego modela. Po prostu zamyśliłem się nad tym wszystkim i mój mózg utknął w tym miejscu.”
„Harry nie jest taki jak on, Louis. On zupełnie go nie przypomina. Wiesz o tym.”
„Wiem, wiem…” Louis leciutko skinął głową. „On jest słodki i miły… i zawsze pyta mnie, czy czuję się w porządku z tym, co robi oraz czy chciałbym przerwę… I ja naprawdę go lubię, Zayn. „Ja tylko nie jestem… niezbyt dobry w kontaktach z ludźmi.”
„Dzisiaj wieczorem siedzisz obok niego i razem dobrze się bawicie, Lou.” Zayn wyszczerzył zęby. „Zobaczysz, że on cię lubi, bardzo. I on zaopiekuje się tobą, obiecuję.”
~*~
Piosenka: Sting – when we dance
Harry był zupełnie bezceremonialny, kiedy chodziło o międzyludzkie sytuacje. Zobaczył, że Zayn ignoruje protesty Louisa i siada na dalszym końcu stołu pomiędzy Sarah i Niallem, tylko by zostawić miejsce obok niego wolne. Wiedział, że on chce usadzić Louisa obok niego. Ale on nie miał nic przeciwko. Zupełnie nic.
„Dobry wieczór.” Uśmiechnął się do pięknego chłopaka, gdy ten podszedł do krzesła. Jego oczy nie mogły skupić się tylko na twarzy modela. Musiał pozwolić im wędrować po perfekcyjnym ciele ubranym w idealne ubrania, podczas gdy Louis witał się z pozostałymi. Gdy usiadł, położył swoje małe dłonie na kolanach, gdy ostrożnie zerknął na fotografa.
„Wyglądasz oszałamiająco, jak zawsze.” Harry uśmiechnął się ciepło, ciesząc się z rumieńca, który natychmiast wypłynął na policzki Louisa.
„Dziękuję…” Model wymamrotał pod nosem, wpatrując się w stół.
Rozmowa z nim zawsze na początku wymagała sprytu. Harry już się tego nauczył. On był cierpliwy, dawał mu czas za każdym razem, gdy zauważył, że potrzebuje się rozluźnić. Zauważał już znaki. Na początku model zacznie podnosić wzrok ze swoich kolan, patrząc więcej na niego, niż na stół. Będzie słodko chichotał, jago policzki zaróżowią się lekko, tylko delikatny rumieniec, który sprawi, że serce fotografa będzie fikać koziołki. Potem jego uśmiech stanie się bardziej widoczny, bardziej szczery, będzie patrzył prosto w oczy Harrego, błękitny ocean wypełni się tysiącami świecących i mrugających światełek, jego małe dłonie zaczną żywo gestykulować, jego ciało będzie zwrócone w kierunku Harrego. A serce fotografa będzie biło coraz szybciej za każdym razem, gdy zauważy któryś z tych małych znaków. Znaków, że Louis czuje się lepiej w jego towarzystwie.
Znaki były pozytywne. Było oczywiste, że Louis czuje się o wiele lepiej niż tego popołudnia, gdy jego oczy straciły kolor, były jak zgaszona żarówka i to było przerażające. Harry nie mógł zrozumieć, jak ktoś mógł sprawić, że ta piękna osoba czuła się tak źle. On był idealny, po prostu idealny… Każdy szczegół jego wyglądu był piękny, jego długie, niemalże dziewczęce rzęsy, które nie były ciężkie i czarne jak Zayna. Jago rzęsy były długie, delikatne, troszkę zakręcone. Nie były ciemne, były brązowawe, piaskowe, ciemniały od korzenia po koniec każdego włoska. Nawet te ciemne punkciki, te małe piegi na jego nosie… nawet te niedoskonałości u niego były idealne.
„Wydajesz się być trochę zamyślony.” Zobaczył, że te perfekcyjne usta poruszają się, formując się w chwytający za serce uśmiech.
„Przepraszam… to tylko… Jesteś taki piękny.” Te słowa spłynęły z jego języka bez jego zgody. Przygryzł wnętrze swoich policzków, wpatrując się w Louisa. Czuł się jak mały chłopiec przyłapany na robieniu czegoś złego.
Ale nic złego się nie stało. A przynajmniej nic mogącego być uznane za ‘permanentne zniszczenie’. Louis zaczął wpatrywać się w świeczkę palącą się na stole, jego niebieskie oczy śledziły taniec płomienia. Jego uśmiech był szeroki gdy znalazł siłę by zmów spojrzeć wprost na fotografa. To spojrzenia było jak jego aparat: rejestrowało wszystko, widziało wszystko, śledziło wszystko.
„Nie rozumiem tego… Po prostu tego nie rozumiem…” Wymamrotał, gdy dostrzegł zmartwienie, które na sekundę pojawiło się w oczach Harrego. „Chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego tak uważasz… Ja nie jestem… niczym szczególnym.” Zawsze mówił coś jeszcze, prawie powiedział: Jestem nikim w porównaniu do ciebie lub Jestem tylko niespokojnym dzieckiem czy coś podobnego, ale powstrzymał się.
„Nie masz pojęcia, prawda?” Harry zachichotał lekko, czując się o wiele spokojniejszym. Czuł na sobie wiele par oczu, gdy on się śmiał, a model był speszony.
„Nie sądzę…” Louis uśmiechnął się grzecznie w odpowiedzi, opierając podbródek na rękach. Przygaszone światła restauracji podkreślały jego cerę bez skazy, jego błyszczące oczy… Harry wolno wypuścił powietrze, czując posmak słodkiego, białego wina, które pili.
„Co się z wami dwoma dzieje?” Sarah zamknęła oczy po tym jak spojrzała na parę. „Wpatrujecie się tak w siebie od dobrych kilku minut.”
„Yeah, baby…” Zayn wydawał się być zadowolony z siebie, sekretnie pokazując Louisowi wyprostowane kciuki.
„Cóż, łatwo jest wpatrywać się w Louisa.” Harry odrzekł zwyczajnie, jego oczy znowu spoczęły na modelu. On był zarumieniony, ale jednak… jednak spokojny.
„Przestańcie się wszyscy na mnie gapić.” Przewrócił oczami, w których nie było już bólu.
Harry wyszczerzył zęby i wyciągnął rękę po szklankę z winem.
„Śliczny chłopczyk się rumieni.” W oczach Zayna pojawiły się złośliwe iskierki. „Coś nie tak, Lou?”
„Zayn…” Louis westchnął. Tym razem był o wiele swobodniejszy. „Możesz proszę…?”
„Mogę proszę co?”
„Okej…” Wkroczył Harry, czując rosnącą złość modela. „Nie będę patrzył na ciebie przez resztę wieczoru, kochanie. Chociaż to będzie trudne.”
„Nie to miałem na myśli, wiesz…” Louis uśmiechnął się smutno, jego brwi zmarszczyły się, nadając mu posępny wygląd.
„Hej…” Harry uśmiechnął się spokojnie, pochylił się bliżej do modela, spojrzenie utkwił na jego policzkach. „Dopóki tylko nie masz nic przeciwko i nie przeszkadza ci to, nie będę patrzył w żadnym innym kierunku. Oni nie wiedzą, nie muszą rozmawiać o tym, jeśli czujesz się niekomfortowo. Okej, kochanie?”
Model wolno skinął głową patrząc Harremu w oczy. Był zaskoczony… był zaskoczony tą wypowiedzią Harrego. Zaskoczony tym, jak szybko zdał sobie sprawę, że czuje się niekomfortowo. Zaskoczony ogólnie przez zielonookiego fotografa, którego uśmiech był tak szczery, tak uspokajający, tak godny zaufania…
„Ja… ja myślę, że mogę to zrobić.” Mruknął te słowa nieśmiało, lecz czując się o wiele bezpieczniej. Nie czuł już na sobie wzroku Zayna, nie słyszał sarkastycznych komentarzy Sarah wypowiadanych z miłością, nie widział wyszczerzonych zębów Liama i chichotu Nialla. Nic tak naprawdę się nie zmieniło, ale to już nie miało znaczenia.
„Ufasz mi choć troszeczkę, Louis?” Harry wciąż uśmiechał się, ale jego pytanie zawisło poważnie w powietrzu. Nie oczekiwał niczego, był po prostu ciekawy.
„T – tak, tak.” Louis wymamrotał w odpowiedzi. „To jest…”
„Jest w porządku, wiesz.” Harry spokojnie poklepywał się po udzie. „Cieszę się z tego.”
„Nie…” Oczy Louisa otwarły się szerzej, gdy poszukiwał słów, które chciał użyć. „To jest… to jest więcej, niż czas mógł do tej pory wymazać.”
„Wiem…” Fotograf wymamrotał, pozwalając swojej ręce znaleźć dłoń Louisa pod stołem. Ich palce się splotły, a jego kciuk pocierał delikatną skórę modela. „Wiem…”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz