niedziela, 8 grudnia 2013

10

Z okresu, w którym miał dwanaście lat, Louis pamięta głównie swój pierwszy pocałunek – nie był najlepszy, ponieważ był pierwszy – i swoją mamę będącą w ciąży. Pamięta dużo czekania. Razem z ciocią, Lottie i Fizz czekali przez, jakby się zdawało, lata w sterylnie pachnącym pomieszczeniu z niewygodnymi krzesłami, obgryzając paznokcie i martwiąc się rzeczami, których właściwie nie rozumieli. Czekali wieczność i potem trochę dłużej, aż w końcu-
Bliźniaczki, Daisy i Phoebe. Louis niemal pragnął znienawidzić fakt, że nie byli to chłopcy. Niemal. Nie mógł sprawić, by tak się stało.
Więc, tak, Louis jest przyzwyczajony do czekania. Zna jego plusy i minusy, wie jak okropnie wpływa to na jego nastrój, jak opryskliwy staje się po trzech godzinach. Wie, że nienawidzi czekania, szczególnie, jeśli to, co znajduje się na końcu jest tak fantastyczne, że świadomość, jak powoli biegnie czas, jest torturą.
W razie, gdyby nie było to jasne, to jest jedna z takich chwil.
Louis chce powyrywać sobie włosy z głowy. Klienci nie są problemem, muzyka nie jest problemem, nawet Liam siedzący na końcu baru i oferujący Louisowi współczujące uśmiechy za każdy razem, kiedy chłopak zerka na niego, by upewnić się, że nadal tam jest, nie jest problemem. Problemem jest to, że bez względu na to, jak często patrzy na swój zegarek, czas nie płynie ani trochę szybciej.
Od zerkania pomiędzy klientami, Liamem i zegarkiem, zaczyna łapać go skurcz w karku. Poza tym, doprowadza go to do granic wytrzymałości, denerwuje, wkurza i sprawia, że czuje się okropnie, bo, boże, Niall równie dobrze mógłby mu poodrywać paznokcie od palców u stóp.
Louis naprawdę, naprawdę lubi Liama. I może się mylić, ale wydaje się, że uczucie to jest wzajemne. I może chce zabrać Liama do swojego mieszkania (albo mogliby pójść do jego – naprawdę, w tym wypadku nie będzie wybredny) i prawdopodobnie pieprzyć go w samo łóżko lub pójść z nim narandkę, na miłość boską, i-
I nadal stoi za tym pieprzonym barem. Nie sądzi, żeby określenie wściekłość było wystarczające. Przez chwilę zastanawia się, czy jeśli wystarczająco wiele razy uderzy twarzą w bar, straci przytomność i Niall pozwoli mu dziś nie pracować.
Nie sądzi. Niall zapewne użyłby czeku z wypłatą Louisa do wytarcia krwi z podłogi.
Tym, co pogarsza sprawę, jest świadomość, że Liamowi również nie podoba się czekanie. Obserwuje, jak chłopak kreśli wzory na drewnianej powierzchni baru wodą spływającą ze szklanki i przygryza wargę, i boże, co Louis sobie w ogóle myślał każąc mu tak czekać? Dlaczego to robi? To nie tak, że Louis jest wart czekania i siedzenia przy brudnym barze z pijanymi ludźmi, kiedy Liam nie wypija ani kropli alkoholu. W ogóle nie jest tego wart.
Fakt, że on czekałby na Liama właściwie do końca wieczności nie ma nic do rzeczy. Rzecz w tym, że Louis praktycznie zmusił Liama do siedzenia i obserwowania, jak sam serwuje drinki i zbiera rozmiękłe banknoty i rachunki, i wyrzuca ludzi, kiedy robią się hałaśliwi. To było kompletnie nieprzemyślane i naprawdę, naprawdę egoistyczne, co stresuje Louisa tylko bardziej, bo oczywiściemusiał to spieprzyć, oczywiście to musiało się zdarzyć, bo właśnie to robi Louis – wszystko pieprzy. Jest do niczego.
Czuje spojrzenie Nialla zanim je zauważa. Blondyn analizuje go ze zmarszczonymi brwiami i kiedy dociera do baru, układa na nim przedramiona i splata ze sobą palce, próbując udać poważnego przełożonego. To nie do końca działa, myśli sobie Louis, ale prawdopodobnie dlatego, że widział już, jak Niall tańczy po pijanemu na stołach.
- Zwykle nie wyglądasz na tak wkurzonego przed drugą trzydzieści, Tommo. W czym problem?
- W niczym – kłamie. Poważnie, co da narzekanie? Niall nie przejmie się melodramatyzmem Louisa i Liamem siedzącym przy ladzie i tak cierpliwie na niego czekającym. Prawda? – Cóż…
- To znów ten koleś, prawda? – przerywa mu Niall. – Ten, który pije tam wodę? Czy to nie ten piekarz, którym się cały czas zachwycasz?
- Co? Skąd wiesz?
Niall posyła mu miażdżące spojrzenie, jakby nie był w stanie uwierzyć, że Louis może w niego wątpić. - Nie wiem, co ty robisz całymi dniami, Lou, ale ja zwracam uwagę na różne rzeczy. A ty specjalnie nie kryjesz się z faktem, że jesteś kimś kompletnie zauroczony. – Niall nonszalancko wzrusza ramionami, a jego uśmiech zmienia się na zadowolony, kiedy zauważa rumieniec pojawiający się na twarzy Louisa. – I czytam w myślach, więc…
- Jak mogłem zapomnieć? – mówi Louis, a każda wypowiadana przez niego sylaba ocieka sarkazmem. Louis nie ma zamiaru przyznać, że Niall ma słuszność w praktycznie wszystkim, co powiedział, włączając tę rzecz z czytaniem w myślach. Wzdycha. – Tak, to on. Spytałem, czy na mnie poczeka.
- Nie wierzę, Tomlinson! – Niall wygląda, jakby był gotów uderzyć Louisa w twarz.
- Co? Co zrobiłem tym razem?
Niall przeskakuje bar ze zręcznością leprechauna (Louis w sekrecie sądzi, że Niall nim jest). – Tracę dużo pieniędzy przez to, że wychodzisz tak wcześnie każdej nocy.
To nie pierwszy raz, kiedy Niall sprawia, że Louis czuje się jak kompletny idiota. – C-co?
Blondyn gromi go spojrzeniem. – Lepiej wyjdź, dopóki nie zmieniłem zdania, Lou, nie żartuję… - Groźba w jego głosie jest na granicy pewności. Jakby Louis faktycznie miał wycierać podłogi pod koniec nocy, jeśli nie wyjdzie w tej chwili.
Louis chwyta twarz Nialla i całuje go w czoło. – Chyba cię kocham – wyznaje uroczyście, ale Niall tylko przewraca oczami zarumieniony.
- Dziesięć, dziewięć, osiem… - odlicza, a Louis puszcza go tak szybko, jak potrafi, wykrzykującdziękuję i biegnąc do końca baru.
Louis szybko puszcza oczko Liamowi, zanim przeskakuje nad barem bez finezji, którą miał Niall, niestabilnie lądując na stopach obok siedzenia Liama.
Chłopak jednostronnie się do niego uśmiecha. – To było imponujące.
Louis się prostuje i odrzuca włosy na bok, próbując udawać obojętność. Prawdopodobnie mu nie wychodzi, ponieważ już czuje, jak na jego twarzy rozciąga się uśmiech. – Dzięki.
Liam poważnie się teraz rumieni, a Louis jest w stanie wyczuć napięcie znikające z jego klatki piersiowej, przemieniające się w coś o wiele mniej torturującego. – Możemy stąd iść?
Oczy Liama nieco się rozszerzają, ale kiwa głową zarumieniony z podekscytowania, zanim Louis jest w stanie się tym zamartwić. – Pewnie, to – tak, okej.
Łaskotanie szaleje głębiej w brzuchu Louisa, naciskając, by coś zrobił, ale lekko się uspokaja, kiedy Liam owija rękę wokół dłoni Louisa i splata ich palce.
Louis prowadzi go do drzwi wejściowych i uśmiecha się do Paula, który patrzy na nich zdziwiony. Nie utrzymuje spojrzenia długo, ale kiedy odwraca się, by zerknąć na Liama, kiedy wychodzą, chłopak wygląda na zdezorientowanego.
Louis ściska jego rękę i uśmiech niepewnie wraca na twarz Liama.
Serce Louisa tłucze mu ciężko w piersi, a żyły łaskoczą pod skórą, kiedy prowadzi Liama na świeże powietrze. Ciągnie go za sobą wzdłuż budynku, zanim całkowicie się zatrzymuje.
Wtedy po prostu odwraca się do niego i przyciska go do ceglanej ściany.
Oczy chłopaka przebiegają po jego twarzy, szukając powodu, dla którego Louis się zatrzymał. Louis zastanawia się, czy Liam jest w stanie go odnaleźć. – Cześć – szepcze, a na jego twarzy rozciąga się szeroki uśmiech.
- Cześć – odpowiada Liam z małym uśmiechem na ustach. – Wpędzam cię w kłopoty?
Louis wplata palce we włosy Liama. – Czuję, że wpędzisz.
Przy ostatnim spojrzeniu na twarz Liama, Louis dostrzega kształt jego ust. W następnej sekundzie jest zbyt zajęty namiętnym całowaniem go, żeby zobaczyć jego uśmiech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz