czwartek, 12 grudnia 2013

7

Jego miecz wirował z irytacją atakując zjawy z łagodną łuną będącą jedyną wskazówką czaru przepływającego przez stal. Niall był zdenerwowany i wiedział, jakie ryzyko niesie ze sobą misja oraz że powinien poczekać na Edwarda, ale jaki był w tym sens.
Miał dość czekania, podejmując małe i żałosne misje, podczas gdy drugi chłopak się nie pokazywał. Nie wiedział, dlaczego jego wspólnik nagle zniknął, ale mijał już niemal tydzień od kiedy ostatni raz się pojawił.
Wcale nie był offline, Edward nie logował się w system drużynowy, który pozwalał im grać wspólnie. Niall wiedział, że chłopak nadal był online, widział jego sima idącego na rynek. A ekran w dole ekranu informował, że CheshireCat kupił nowe mikstury uzdrawiające.
Więc dlatego Niall znalazł się w środku ognia nawiedzonego zamku. I ze wściekłością uderzając w klawisze grał tak jak nie jeszcze nigdy wcześniej.
Jego palce rozłożyły się na zimnej kamiennej podłodze, jego klatka piersiowa unosiła się i opadała. Zawahał się, unosząc wzrok gotów, by zaatakować, tylko by spostrzec, że przeciwnicy uciekli i pozostał jedynie ciężki dym śmierci. Nad swoją głową był w stanie dostrzec gwiazdy.
Ciężko opierając się na mieczu, Niall sięgnął do swojej paczki, wyjmując małą fiolkę i wypijając płyn. Będzie tylko trudniej; musiał zabrać klejnot z pokoju królewskiego. Był to onyks; autorzy gry wymyślili, by kamień reprezentował złe dusze, ale nie chodziło o oryginalność, ale o zwycięstwo i sukces.
Niall czujnie się wspinał, jego stopy uderzały o drogie, okryte czerwonym dywanem schody, aż sięgnął pierwszego piętra i zauważył jak łatwo we włókna wsiąknęłaby krew, ukrywając, że miała tutaj miejsce czyjaś śmierć.
Oczy portretów wydawały się za nim podążać, obserwując go z bliska i ze swojej pozycji przed komputerem, Niall zadrżał, przeklinając przejrzystą grafikę i późną godzinę.
Czuł, jak traci cierpliwość i błagał, aby rzucił się na niego jakiś potwór, ponieważ niekończąca się wspinaczka stawała się męcząca. W końcu doszedł do najwyższego piętra i otworzył drzwi.
To było zbyt proste, westchnął, kamień leżał na wprost niego, czekając na bycie zabranym.
Przesuwając się wprzód na krześle, nieświadomie przybliżając się do ekranu Niall mamrotał do siebie, będąc przyzwyczajonym do posiadania Edwarda po drugiej stronie mikrofonu.
- Może to jest jak Indiana Jones, kiedy wezmę kamień, coś się ukarze… ale jeśli go nie wezmę, cała ta misja będzie bez sensu i nigdy się nie skończy.
Wystukał sekwencję i chwycił kamień. W chwili, w której znalazł się w jego rękach, ciemny dym wypełnił pomieszczenie, zaczynając formować się w postać.
- To będę ja – powiedział Niall, przyglądając się. Ale nie miał racji, do gry został wprowadzony kod, który zbierał dane, by określić, z którym graczem najczęściej się współpracowało i w tej misji twój najbliższy sojusznik przemieniał się w ciemnego wroga.
Więc Niall wpatrywał się w Edwarda i nie miał nic przeciwko, ponieważ nigdy nie byłyby w stanie zaatakować swojego przyjaciela, ale z łatwością mógł wyładować swoją wściekłość przez bycie zapomnianym na złej kopii.
Gdy zaczął atak, z ledwością uświadomił sobie, że twarz, którą osądzał za porzucenie i ignorancję nie należała do Edwarda. Nie była to twarz ukazana na ekranie. Ta, którą widział, należała do Harry’ego. Edward nie był niczym więcej niż metaforą prawdziwego życia, solą, którą posypało się ranę.
Ponieważ Harry nie odezwał się do Nialla od incydentu z windą i Niall odchodził przez to od zmysłów. I gdy fałszywy Edward upadł na kolana, Niall przepełniony był poczuciem determinacji, by dowiedzieć się, dlaczego jego obaj przyjaciele odeszli. W przeciwnym wypadku miecz z gry stanie się prawdziwy i Niall przyłoży go do gardła Harry’ego, domagając się prawdy.
-
Szkolna biblioteka była zaufanym miejscem, każdy bez zastanowienia zostawiał tam swoje rzeczy, kiedy został przez kogoś zawołany. Harry nie był wyjątkiem i zostawił swojego laptopa otwartego na wpół skończonym zadaniu, gdy został wezwany do trenera, by przedyskutować nadchodzący finał.
A Niall zauważył okazję, której już nigdy mógł nie otrzymać. W chwili, w której Harry wstał, zakradł się, by stanąć za półką z książkami, czekając, aż chłopak wyjdzie. Obserwując odchodzącą głowę pełną loków, Niall wśliznął się na krzesło, uśmiechając się z pomyślnością, kiedy zauważył, że Harry nawet się nie wylogował, ewidentnie sądząc, że komputer sam się zahibernuje, zanim ktokolwiek zdąży go tknąć.
Pozwolił małej iskierce poczucia winy przebiec przez umysł, ale szybko została ona wyparta ciekawością. Siedział tam z idealnym skarbem, który dawał mu dostęp do myśli chłopaka i jeśli się pospieszy, nikt się nie dowie.
Natychmiastowo włączył e-maile, powoli przeglądając je w poszukiwaniu czegokolwiek, ale pojawiały się jedynie wiadomości do jego siostry, która uczyła się za granicą i Niall nie chciał tak bardzo naruszać jego prywatności, ale jeśli miało do tego dojść…
Aż po dwuminutowym przeglądaniu zauważył coś, przez co bicie jego serca przyspieszyło. Była to zwykła wiadomość, sam miał ich tuziny w koszu, aktualizacja z Dawn of Darkness, prawdopodobnie informująca go, że udostępniono nowe misje lub ktoś wyzwał go na pojedynek. Podstawowe rzeczy, których raczej nikt nie czytał, ponieważ i tak zauważyłyby to po zalogowaniu.
Ale kiedy Niall kliknął na wiadomość, nie dlatego, że był ciekawy statystyk Harry’ego. Pamiętał, jak Harry wspominał, że słyszał o grze, kiedy rozmawiał z nim windzie i poczuł irytację faktem, że chłopak nie przyznał, że również gra. Niall sprawdzał, do kogo e-mail był zaadresowany, szukał nicku Harry’ego.
CheshireCat.
Musiał wpatrywać się w nazwę przez kilka sekund, zanim w ogóle zarejestrował ją w umyśle, ale kiedy to się stało, musiał powstrzymać westchnięcie. Na jego policzkach rosły rumieńce.
O ironio, że rozmawiał z Edwardem o kimś, kto mu się podobał, szukając wsparcia, kiedy przez cały czas mówił o tym, z kim rozmawiał i żaden z nich nie był tego świadom.
Kursor zawahał się przy krzyżyku, gotów, by wyłączyć pocztę i schować się, zanim Harry wróci, ale mała cyfra przy wiadomościach roboczych przyciągnęła uwagę Nialla.
Kliknąwszy na nią, jego brwi zmarszczyły się w dezorientacji, kiedy zauważył swój własny adres mailowy. Wiedział, że Harry go ma, tak utrzymywali się w kontakcie w sprawach drużyny, ale dlaczego była tam wiadomość wyłącznie do niego?
Czuł, jak jego puls przyspiesza, kiedy kliknął na wiadomość, a jego wzrok przesunął się po słowach, w ustach zrobiło mu się sucho, a ręce zaczęły mu się pocić.

Niall, naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego to robię, bo wiem, że nigdy tego nie wyślę, ale zżerała mnie świadomość, że wiem, a nie mogę nic powiedzieć. Dziś uświadomiłem sobie, że jesteś LeprechaunWarriorem z Dawn of Darkness… jestem CheshireCat… NIESPODZIANKA! Wow, to brzmiało frajersko, nie, żeby miało to jakieś znaczenie, bo i tak tego nigdy nie zobaczysz.
Och, czas na bezceremonialność. Myślę, że cię kocham, nie, żebym wiedział, czym jest miłość. Znaczy, kocham moją mamę, ale to nic nie znaczy, a myślę o tobie naprawdę wiele i dzisiaj w windzie, kiedy byłeś w moich ramionach, to wydawało się tak właściwe, że chciałem spytać, czy mogę cię pocałować. Ale nie byłem w stanie, bo tak bardzo się bałeś, że prawdopodobnie nawet byś tego nie zauważył.
Ale w każdym razie, zdecydowałem, że będę cię unikać, bo tak trudno jest być blisko ciebie. Tak tylko dla twojej wiadomości. Nie, żeby miało to znaczenie, bo i tak tego nie wysyłam, ale czuję się lepiej, udając, że się przyznałem…


Niall poczuł, jak zamiera, wpatrując się w ekran przez wieczność, gdy jego umysł usiłował odrzucić wyznanie, którego nigdy nie miał usłyszeć. Ale gdy do jego uszu dotarł głos Harry’ego mówiącego do Louisa, gdy chłopak wrócił do biblioteki, Niall podskoczył, wyłączając pocztę i mknąc, by ukryć się i zacząć uczyć.
-
Niall opierał się o szafkę Harry’ego. Miał dość ukrywania, uciekania i nadziei, że Harry przestanie go ignorować. Po raz pierwszy będzie asertywny, przeciwstawi mu się i zmusi do powiedzenia prawdy.
Ale gdy zauważył chłopaka podchodzącego do niego, rozmyślił się. Jeśli Harry dowiedziałby się, że przeszukał jego komputer, Niall zniszczyłby wszystkie swoje szanse, a chłopak nigdy by mu nie zaufał. I dostrzegł panikę w zielonych oczach, kiedy Harry uświadomił sobie, że nie uniknie Nialla. Panikę tego rodzaju, którą możesz zauważyć w oczach zwierząt w klatkach, zanim sprowokowane zaczną się miotać.
Więc Niall przełknął swoje zarzuty i uśmiechnął się, gdy chłopak otworzył swoją szafkę, udając, że cała sytuacja w windzie nie miała miejsca.
- Hej, Harry, zastanawiałem się nad tą grą w piątek, wiemy już przeciw komu gramy?
Wydawało się, że znajomy temat przypomniał Harry’emu, że nie mógł unikać swojego kolegi z drużyny już zawsze, więc rozluźnił się i spojrzał w niebieskie oczy Nialla, niemal natychmiastowo tego żałując.
- Tak, Stonewall High, nie, żebyśmy mogli być zaskoczeni. Są jedyną drużyną, z którą nigdy nie potrafimy wygrać. W każdym razie, mam zajęcia, Niall, do zobaczenia.
Niall nawet nie kłopotał się wspominaniem, że następną lekcją Harry’ego była biologia, którą mieli razem. Pozwolił mu odejść, a jego twarz przeciął uśmiech, kiedy zaczął tworzyć sobie plan.
Jeśli miał przyznać, że Harry mu się podoba, zrobi do dobrze.
Pocałuje go po wygraniu finału.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz