Uniosłem powieki, pozwalając pierwszym promieniom słońca podrażnić moje zielone tęczówki. Przysłoniłem oczy dłonią, rzucając na nie cień i pozwalając przyzwyczaić się do panującej w pokoju jasności, która wyrwała mnie z pięknego snu. Nawet już nie pamiętam co mi się śniło. Prychnąłem pod nosem i odgarnąłem opadające mi na czoło loki, które wszyscy uwielbiali. Raz na jakiś czas miałem ochotę zrobić im na złość i jakoś się obciąć, ale nigdy tego nie zrobiłem, bo przywiązałem się do mojej fryzurki. Przeciągnąłem się, wydając z siebie gardłowy pomruk zadowolenia. Ale zaraz później zobaczyłem stan mojego pokoju, w którym, jak zawsze, panował bałagan. Podrapałem się po głowie, uświadamiając sobie, iż obiecałem chłopakom, że posprzątam dzisiaj ten, jak to oni nazywali, „bajzel”. No, ale właściwie po co komu to sprzątanie? Przecież wiadomo, że za chwilę znowu trzeba będzie to robić, bo po pięciu minutach na meblach osadzi się kurz, a estetykę pomieszczenia zepsuje książka położona przez przypadek na biurku czy łóżku! Prychnąłem cicho pod nosem i wyskoczyłem spod kołdry, co za pewne nie było najlepszym pomysłem, bo na noc zostawiłem otwarte okno,więc pokój trochę się wywietrzył. Skuliłem się, pocierając ramiona i siadając na posłaniu, kiedy do mojego pokoju wparował Niall. Uśmiechnąłem się do niego, poklepując miejsce obok siebie. Irlandczyk odwzajemnił uśmiech, wskakując na łóżko i przy okazji zrzucając mnie z niego.
- Ey! – krzyknąłem, podnosząc się z podłogi.
- Co? – zaśmiał się blondyn.
- Pff! – skrzyżowałem ręce na piersiach. – Foch, mój drogi.
- Oy, Hazz – zeskoczył z łóżka i stanął na podłodze, odwrócony w moją stronę – Wiem, że nie jesteś na mnie zły.
- Jestem! – pokazałem mu język, ale mimo udawania złości, uśmiechnąłem się. – A ty do mnie nie podchodź!
- Dlaczego? – Horan zatrzymał się w pół kroku, patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Bo jadłeś już śniadanie – odparłem, siadając na moim kochanym łóżeczku.
- No tak – kiwnął głową, nadal nie wiedząc o co mi chodzi.
- Naleśniki z bitą śmietaną – po raz drugi pokazałem mu język, drocząc się z nim jak małe dziecko. – I dlatego do mnie nie podchodź.
- Skąd wiesz co jadłem? – jego niebieskie oczy zrobiły się wielkości pięciozłotówek.
- Wiem i tyle – wzruszyłem ramionami, rozglądając się za koszulką, którą mógłbym założyć.
- No, ale skąd!? – jęczał blondyn, chodząc za mną po pokoju.
- Nie powiem – uśmiechnąłem się, zaglądając do szafy i wyciągając z niej moją ulubioną koszulkę.
- Powiedz! – zażądał malec, tupiąc nogą.
- Pewien jesteś, że chcesz wiedzieć? – zniżyłem głos do szeptu.
- Tak! – pokiwał entuzjastycznie głową, pochylając się lekko w moją stronę.
- Ale na pewno? – upewniłem się, przyjmując poważny wyraz twarzy.
- Gadaj wreszcie – wykrzyknął, lekko mnie popychając.
- Ale, zanim zacznę… – zlustrowałem go uważnie. – Wiesz, że masz całą twarz w bitej śmietanie, prawda?
Blondyn patrzył na mnie przez chwilę ze zdziwieniem na twarzy, a po chwili zamrugał oczami i wybiegł z mojego pokoju, prosto do łazienki, którą dzieliłem razem z resztą chłopaków. Dlaczego każdy nie mógł mieć swojej własnej? Zastanawiając się nad tym, naciągnąłem na siebie koszulkę. Z jakiegoś powodu chłopcy nie lubili, kiedy chodziłem po domu w samych bokserkach albo bez nich. Za nic nie mogłem zrozumieć dlaczego. Pogrążony we własnych myślach wszedłem do kuchni, gdzie stał Liam przepasany fartuchem, jaki kiedyś nosiła moja mama. Uśmiechnąłem się na widok chłopaka i usiadłem na moim krzesełku, patrząc na niego z nadzieją.
- Li? – uśmiechnąłem się przymilnie.
- Hazz? – odpowiedział mi z takim samym wyrazem twarzy i byłem pewien, że coś kombinuje.
- Tak? – położyłem dłonie na stole i zacząłem się bawić stojącą na nim cukiernicą.
- Wiesz, jaki jesteś wspaniały? – Payne zaczął mrugać oczami, jak mała dziewczynka prosząca o lizaka.
- Wiem – odparłem podejrzliwie. – I co w związku z tym?
- Ugotowałbyś obiad? – pochylił się w moją stronę, robiąc oczy a la kot ze „Shrek’a”.
- Jak mi zrobisz śniadanie – uśmiechnąłem się szeroko, wiedząc, że i tak się nie wywinę.
- Powiedzmy, że jestem w stanie zgodzić się na taki układ – skrzywił się lekko.
- No to super – zachichotałem pod nosem. – Zawołaj mnie jak już skończysz.
Zadowolony z siebie, wstałem z krzesła i ruszyłem do salonu, gdzie opadłem na kanapę, krzyżując ręce na piersi. Nie miałem dzisiaj ochoty na robienie czegokolwiek. Obiad był wyjątkiem, bo bez niego nie dostałbym śniadania, a po całej nocy spania, byłem bardzo głodny. Westchnąłem cicho, wiedząc, że jest tylko jedna osoba na świecie, która jest mnie dzisiaj w stanie zmusić do wykonania jakiejkolwiek pracy. Chociaż… nie musiałaby mnie do tego zmuszać, dla niej wykonałbym tą pracę w podskokach. Nie! Nie chodzi mi o Liama! Jeny, ludzie! No na serio, pomyślelibyście trochę. I nie, nie chodzi o mamę… Ona na pewno by mnie do niczego nie zmusiła. Osobą, która byłaby w stanie sprawić, że zacznę coś robić, był Niall. Ten chłopak na prawdę mnie rozbrajał, był taki słodki i uroczy, kiedy prosił, żebym coś dla niego zrobił, a ja nie umiałem mu odmówić. Ech… ale to było też tochę trudne. Po tym co się między nami wydarzyło parę miesięcy temu i co bezustannie rozpamiętywałem, zastanawiając się czy on też o tym czasem myśli.
27 stycznia 2012
Owinąłem się szczelniej szalikiem, który zaledwie kilka dni temu przysłała mi moja mama, tak jakby przeczuwała, że może mi się przydać. Rany! Czy ona zawsze musiała być taka nieomylna? No raz na jakiś czas też chciałbym mieć rację. No, ale takie życie. Mimo wszystko, szaliczek od mamy bardzo przydał się, kiedy czekałem na jednego z moich przyjaciół, na stacji kolejowej w czasie jednej ze śnieżyc, jakie tej zimy nawiedziły Londyn. Nie można było znaleźć gorszego dnia na powrót do domu, zwłaszcza, że dziwnym trafem, reszta chłopaków była niesłychanie zajęta i to mnie przypadło odebranie Nialla. Postawiłem kołnierz kurtki, tak, żeby choć trochę chronił mnie przed zimnymi powiewami wiatru, które raz po raz wpadały na peron, jakby chciały orzeźwić każdego pasażera pociągu i dać mu do myślenia po co tu wracał w taką pogodę. Westchnąłem cicho, zastanawiając się, dlaczego dałem się w to wrobić. Stanąłem na palcach i wyciągnąłem szyję, starając się dostrzec blond czuprynę, w tłumie, który właśnie wysiadł z pociągu. Niestety, szczęście mi nie dopisało i osiągnąłem jedynie to, że zimne powietrze dostało się pod moją kurtkę, pozostawiając niezbyt przyjemne doznanie. Skuliłem się, wypatrując mojego przyjaciela. Miałem nadzieję, że nie zrobił nam kawału i nie wróci na przykład jutro. Nachmurzyłem się i zacząłem spode łba łypać na osoby, które przechodziły obok mnie. Nagle poczułem, jak ktoś klepie mnie w ramię, najwyraźniej domagając się, żebym odwrócił się w jego stronę. Dobre wychowanie tego wymagało, więc przybrałem minę męczennika i obróciłem się, żeby zobaczyć kto mnie zaczepia i zobaczyłem, uśmiechniętego od ucha do ucha, Nialla. Odwzajemniłem uśmiech.
- Cześć – przywitałem się.
- Ale mi przywitanie! – prychnął. – Tyle się nie wiedzieliśmy, a ty mi wyjeżdżasz z „cześć”. No wiesz… – spojrzał na mnie obrażony.
- Niall? – złapałem go za ramiona i lekko potrząsnąłem. – Nie widzieliśmy się tydzień!
- Ale mi się to strasznie dłużyło – odparł rozkładając ręce.
Zaśmiałem się pod nosem i przyciągnąłem go do siebie, żeby się przytulić, co przyjął z wyraźnym zadowoleniem.
- Szczęśliwy? – odsunąłem się od niego.
- Jak najbardziej – posłał mi jeden ze swoich uroczych uśmiechów.
- Czyli możemy już jechać do domu, gdzie Liam szykuje kolację? – upewniłem się.
- Kolację? – ożywił się Irlandczyk. – Liam coś gotuje, a ty mi nic nie mówisz! – krzyknął, wyrzucając ręce w górę.
- To chyba znaczy, że tak – wyszczerzyłem się jak głupi do sera i złapałem rączkę walizki należącej do Nialla.
- Jak najbardziej tak – mały pokazał mi język i wybiegł z dworca, kierując się na niewielki parking, na którym zostawiłem samochód.
Pokręciłem głową z uśmiechem, ale ruszyłem za nim, starając się go dogonić. Udało mi się to dopiero przy moim czarnym Jeepie, którego zostawiłem nieopodal wejścia. Przystanąłem na chwilę i wyjąłem kluczyki z prawej kieszeni kurtki, naciskając odpowiedni przycisk. Podszedłem do Horana, który stał oparty o bagażnik i lekko klepnąłem go w tyłek.
- Do samochodu – zakomenderowałem, otwierając tylne drzwi, żeby włożyć walizkę do środka. – No już!
Niall uśmiechnął się do mnie i wykonał moje polecenie, siadając na miejscu pasażera. Zadowolony z tego, że posłuchał, obszedłem samochód dookoła i już po chwili byłem w jego wnętrzu, chroniony przed zimnym wiatrem. Włożyłem kluczyk ze stacyjki i ruszyłem, starając się nikogo nie rozjechać. Powoli wyjechałem na drogę, która miała zaprowadzić nas do domu, rozglądając się uprzednio w obie strony. Na szczęście w taką śnieżycę ruch nie był zbyt duży, co bardzo ułatwiało sprawę. Chociaż nie było tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Nie spuszczając oka z drogi, chwyciłem odpowiednią dźwignię, włączając tym samym wycieraczki, które w małym stopniu poprawiły widoczność. Właściwie najlepszą rzeczą, jaką można by teraz zrobić, było zatrzymanie się na poboczu i przeczekanie najgorszej części, albo zostanie w domu przy ciepłym kominku z herbatką w dłoni. Westchnąłem cicho i wbiłem wzrok w jezdnię, starając się dostrzec coś, co było położone dalej niż dwa metry od maski samochodu, ale oczywiście moje próby spełzły na niczym.
- To nie był dobry pomysł – mruknął Niall, jakby do siebie.
- Nie był – zgodziłem się z nim. – Ale spokojnie, dowiozę nas w jednym kawałku.
- Na pewno? – uniósł jedną brew, patrząc na mnie podejrzliwie.
- No ba! – powiedziałem i właśnie w tym momencie, jakby na zaprzeczenie moich słów, straciłem panowanie nad samochodem.
- Harry! – krzyknął Niall z przerażeniem, kiedy udało nam się stanąć na poboczu.
- Przepraszam – szepnąłem, opierając się czołem o kierownicę.
- Może… – zawahał się blondyn. – Zatrzymajmy się tu na chwilę.
Kiwnąłem głową i wyprostowałem się, opierając głowę o zagłówek. Przejechałem dłonią po twarzy i zerknąłem na Nialla, który lekko się trząsł. Nie wiedziałem czy to z zimna czy jeszcze ze strachu, ale złapałem go za nadgarstek i kiedy zwrócił na mnie uwagę, powiedziałem:
- Przesiądźmy się na tył – kiwnąłem głową w tamtym kierunku. – Będzie nam wygodniej.
Na tyle na ile było to możliwe, wyprostowałem się i w miarę sprawnie przeniosłem się na tylne fotele, na które opadłem z ulgą.
- Twoja kolej – rzuciłem do Nialla i przesunąłem się w lewo, żeby ułatwić mu przejście.
Irlandczyk zawahał się przez chwilę, ale wstał i po chwili siedział tuż obok mnie, wtulając się we mnie. Uśmiechnąłem się pod nosem i pogłaskałem go po plecach, starając się go trochę rozgrzać. Ten chłopak bezustannie mnie rozbrajał, był taki słodki i bezbronny, aż chciało się przy nim być, żeby chronić go przed wszystkim. Zawahałem się, ale przyciągnąłem go do siebie, tak, że przylegaliśmy do siebie całkowicie, dzięki czemu było nam trochę cieplej. Ale widziałem, że ten uścisk sprawił Niallowi przyjemność. Zauważyłem, że od jakiegoś czasu często się do nas przytula. A my… jakoś nie protestowaliśmy, bo wiedzieliśmy jakim pieszczochem jest Horan i nie wydawało się to niczym dziwnym. No bo chyba każdy lubi się czasem do kogoś poprzytulać. A te całusy w czoło na dobranoc… Inna historia, nie pytajcie… ale to było już przyzwyczajenie, poza tym on często zasypiał, kiedy oglądaliśmy razem filmy i jak się go odnosiło do łóżka, to jakoś tak… nie dało się tego nie zrobić i tyle. No może i się uśmiechał przez sen, kiedy ja to robiłem, ale to nie jest dziwne. No nie? A poza tym mi też sprawiało to przyjemność. Te całe przytulanki były na prawdę fajne… znaczy te z Niallem. Z innymi chłopakami też, ale jakoś inaczej się wtedy czułem. Czy ja… czy on? Czczy ja się w nim zakochałem czy coś jeszcze innego? Nie, to nie miałoby sensu. Nialler był moim przyjacielem i tak było zawsze, więc chyba nie mogłem… Mogłem? Przygryzłem dolną wargę i spojrzałem na zarumienione policzki chłopaka. Wyglądał na prawdę uroczo. No właśnie! Za każdym razem, kiedy na niego patrzyłem na myśl przychodziło mi to określenie.
- Hazz? – usłyszałem jego cichy głos.
- Tak, Nialler? – dałem mu do zrozumienia, że go słucham, głaszcząc go po plecach.
- Czy byłbyś na mnie zły, gdybym… coś zrobił? – blondyn wyprostował się, spuszczając wzrok na swoje buty.
- Coś czyli co? – dopytywałem się, nie rozumiejąc o co mu właściwie chodzi.
- Ale byłbyś zły? – naciskał, nie podnosząc oczu.
Westchnąłem cicho, wiedząc, że nie uda mi się od niego wyciągnąć o co chodzi i pokręciłem głową.
- Nie, Niall, nie byłbym zły – odgarnąłem mu grzywkę z czoła. – Jesteś moim przyjacielem.
- Ale to właśnie może być przeszkoda – Irlandczyk podniósł głowę i patrzył na mnie z napięciem.
- Niall, obiecuję, że nie będę zły.
- Na pewno?
- Na pewno – pogładziłem go po włosach i właśnie wtedy stało się coś, czego nigdy się nie spodziewałem.
Niall pochylił się do przodu i… pocałował mnie! Byłem tak zdziwiony tym co zrobił, że nie zareagowałem, co za pewne było powodem dla którego odsunął się ode mnie. Patrzyliśmy na siebie w milczeniu, aż w końcu nie wytrzymałem. Chciałem jeszcze raz poczuć jego miękkie usta na swoich. Położyłem dłoń na jego szyi i przyciągnąłem do siebie, pochylając się jednocześnie w jego stronę. Kiedy nasze wargi się spotkały, czułem się, jakbym unosił się nad ziemią. Wyprostowałem się, wplatając jednocześnie palce w blond kosmyki Nialla, którego dłonie błądziły po moich plecach, kreśląc na nich rozmaite znaki. Oparłem głowę o zagłówek i przechyliłem ją lekko w lewo, zsuwając jednocześnie dłoń i zaciskając ją na kołnierzyku koszuli Nialla. Horan pogłębił pocałunek, przysuwając się bliżej i wsuwając dłoń pod moją kurtkę. Może to zaszłoby jeszcze dalej, gdyby nie mój telefon, który zaczął wygrywać melodyjkę, którą przypisałem Liamowi. Odsunąłem się do Nialla i odebrałem, starając się uspokoić przyspieszony oddech.
- Halo – rzuciłem do słuchawki, wbijając wzrok w fotel kierowcy i uświadamiając sobie, co się tak na prawdę wydarzyło.
Pokręciłem głową, niezadowolony z tego, że to wspomnienie znowu mnie nawiedziło. Znaczy… to był najlepszy moment mojego życia, jaki pamiętałem, ale… przypominał mi się co raz częściej, a ja raz zarazem uświadamiałem sobie, że to co się wydarzyło w samochodzie nigdy się nie powtórzy. Bardzo żałowałem tego, że nie porozmawiałem z Niallem od razu, tylko odwlekałem to w czasie przez te osiem miesięcy. Pokręciłem głową, niezadowolony ze swojej głupoty, a tym bardziej z tego, że loki znowu opadły mi na czoło. Warknąłem cicho i chciałem je odgarnąć, ale ktoś mnie uprzedził, a ja poczułem, jak delikatne palce Nialla wplatają się w moją niesforną grzywkę. Podniosłem wzrok, przełykając ślinę. Nadszedł czas, żeby to wszystko wyjaśnić.
- Niall, musimy porozmawiać – powiedziałem, patrząc mu w oczy.
- O tym… – spojrzał niepewnie. – Co się stało w styczniu?
- Tak – kiwnąłem głową. – Musimy to sobie wyjaśnić.
- Rozumiem… – przygryzł dolną wargę i wbił spojrzenie w swoje czerwone vansy.
- Niall – pochyliłem się i chwyciłem jego dłoń. – Teraz, nie możemy tego bardziej odwlekać w czasie i tak minęło go zbyt dużo.
- To może chodźmy do mnie – zaproponował, splatając swoje palce z moimi.
Wstałem z kanapy i pociągnąłem go w stronę schodów. Wiedziałem, że jeśli nie porozmawiam z nim teraz – stchórzę. Wbiegłem na górę i z impetem wpadłem do pokoju Nialla. Poczekałem, aż chłopak do mnie dołączy i zamknąłem drzwi na klucz. Przynajmniej miałem pewność, że nikt nie w paraduje tu, kiedy będziemy rozmawiać.
- Posłuchaj – usiadłem na łóżku, zaciskając dłonie na brzegu koszulki. – Nawet nie wiem od czego mam zacząć, ale wiem, że musimy to sobie wyjaśnić.
- Wiesz co wtedy czułem? – zapytał Niall, patrząc na mnie nieobecnym wzrokiem. – Czułem się… tak jak nigdy wcześniej. Ten pocałunek był wspaniały… Ja… – stracił rezon. – Przepraszam, nie powinienem był tego mówić, ale chciałbym to zrobić jeszcze raz.
- Cieszę się, że to powiedziałeś – zerknąłem na niego. – Teraz wiem na czym stoję. – stanąłem na przeciw niego. – I wiem co chcę zrobić.
- Co? – zapytał zdezorientowany.
Nie odpowiedziałem, przysunąłem się najbliżej jak mogłem i musnąłem wargami jego malinowe usta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz