niedziela, 8 grudnia 2013

10

W czwartek Louis postawił ostatnie pudło w swoim nowym mieszkaniu. Może mieszkanie to nie było dokładnie to, czym można było nazwać kawalerkę na poddaszu w śmiesznie niskiej cenie, ale Louisowi wystarczała. Miał co prawda jeden pokój, prawie całkowity brak mebli, aneks kuchenny i łazienkę. Spać mógł na kanapie w salonie, rozkładała się i była całkiem wygodna. Dzięki uprzejmości dyrekcji szkoły, swoje prace mógł zostawić w jednej z nieużywanych klas, by były bezpieczne i nieuszkodzone. Harry wpadł do niego zaraz po zajęciach, wraz z Joshem i Niallem. Było ich zaledwie czterech, a już mieszkanie było pełne.

- Ładnie.

Mruknął Harry, na co Lou prychnął.

- Jasne, gadaj tak dalej.

Zaśmiał się i potargał palcami kasztanowe włosy.

- Zayn powinien zaraz przyjść.

Harry spiął się na tą informację, spoglądając na przyjaciela pochmurnie.

- Po cholerę tutaj on?

Zapytał, a raczej warknął, zaciskając palce na materiale kanapy i wbijając spojrzenie w niewielkie okno, w którym wisiały firanki. Louis spojrzał na niego i pokręcił lekko głową, wzdychając.

- Harry… Doskonale wiesz, że jest dla mnie ważny. Nie dziw się, że go zapraszam, kiedy się przeprowadzam.

Powiedział w końcu, a kilka minut ciszy później rozległo się głośne pukanie do drzwi. Tommo od razu uśmiechnął się jak nienormalny i pobiegł do drzwi, otwierając je energicznie.

- Zaaaayn!

Pisnął, rzucając się na szyję chłopaka, niemal dusząc go uściskiem. Ten zaśmiał się wesoło i wolną ręką przytulił go, w drugiej trzymając doniczkę z kwiatkiem. Potarł dłonią jego plecy, przez chwilę nie puszczając go z objęć, po czym odsunął się nieznacznie.

- Cześć, mały.

Ucałował go w czoło na powitanie i weszli głębiej. Louis zamknął drzwi na klucz, wskazując na miejsce po lewej stronie gdzie chłopak mógł zostawić buty. Stał tam też wieszak na kurtki i niewielkie lustro, które pamiętało lepsze czasy swojej świetności, a niżeli te teraz.

- Dla ciebie.

Mruknął Malik, obserwując jak oczy starszaka rozbłyskują radością, a na policzki wkradają się delikatne rumieńce. Odgarnął z czoła jego grzywkę, zaczesując ją na prawo i posłał kolejny, wesoły uśmiech z odrobiną czułości. Nie mógł uwierzyć, jak można być tak kruchym, delikatnym i cudownym na raz. Rozpływał się za każdym razem gdy go widział, kiedy Louis się do niego uśmiechał czy chociaż patrzył. To zdecydowanie nie było normalne, ale dziwnym sposobem wcale mu nie przeszkadzało.

- Dziękuję.

Lou odwrócił się i od razu ustawił storczyka na oknie, odsuwając się i oceniając, że pasuje idealnie, chociaż wyglądał jak świnia w sukience do obskurnie żółtych ścian.

- Siada… Ohhh.

Zayn zaśmiał się widząc minę przyjaciela kiedy zorientował się, że nie ma za wiele miejsca, po czym usiadł obok Josha, który dobrodusznie się posunął, biorąc starszego, ale mniejszego chłopaka na kolana.

- Tak jest dobrze.

Wymruczał w jego szyję, na co Louis zarumienił się i przeczesał palcami włosy. Westchnął cicho i pokiwał głową.

- Tak, jest idealnie.

Powiedział i po chwili, w objęciach mulata, wdał się w dyskusję z Niallem na temat najlepszej pizzerii w Londynie. Louis uparcie twierdził że pizza z Italiano była najlepsza, jednak Horan obstawiał przy tej z La Casta i w końcu stwierdzili, że obie te pizze są dobre i warte polecenia. Harry w tym czasie zabijał wzrokiem Zayna, który starał się to ignorować i rozmawiał z Joshem na temat ostatnich mistrzostw piłki nożnej w ligi hiszpańskiej. Po chwili jednak podchwycił wzrok loczka i westchnął, opierając czoło na barku Lou.

- Pójdę już.

Wymruczał cicho, na co Lou od razu poruszył się w jego ramionach i spojrzał na niego smutno.

- Już? Dlaczego, Zee?

Chłopak uśmiechnął się lekko słysząc skrót jakim nazwał go malarz i pokręcił głową.

- Muszę pomóc mamie przed jutrem. Przyjdziesz, prawda?

- Oczywiście.
Zapewnił go i uśmiechnął czule, kiedy jego wzrok padł na Hazzę. Od razu zrozumiał o co chodziło i jęknął zirytowany. Rozumiał wszystko. Podniósł się z nóg Zayna i podszedł z nim do drzwi. Kiedy chłopak założył adidasy, zarzucił mu ramiona na szyję, przytulając się mocno do niego.

- Przepraszam. Przepraszam za niego.

Wyszeptał, na co Zayn pogładził go ciepło po plecach i uśmiechnął się.

- Nie twoja wina. Do jutra, Louie.

Pocałował go w policzek i opuścił mieszkanie, uśmiechając się do chłopaków za Louisem po raz ostatni. Louis zamknął za nim drzwi, odwracając się na pięcie i mordując wzrokiem lokatego chłopaka.

- Musiałeś?!

Warknął, podbierając dłonie na biodrach. Styles wzruszył ramionami, uciekając wzrokiem w bok.

- Nie lubię go.

Powiedział w końcu na co Louis prychnął pod nosem, przeczesując palcami włosy.

- Ja go lubię. Uszanuj to do cholery, bo nie chcę wybierać między nim a tobą! Możesz nie mordować go wzrokiem, kiedy jest przy mnie? Naprawdę mi na nim zależy, chciałbym by coś z tego wyszło ale nie mogę spędzić czasu z ludźmi na których mi zależy bo masz jakieś pieprzone humory!

Louis podniósł głos, patrząc na przyjaciela zdenerwowany. Harry odwrócił spojrzenie i zagryzł dolną wargę.

- Po prostu….

Zaczął loczek, zacinając się na moment i spuszczając wzrok na swoje buty. Zagryzł dolną wargę, myśląc nad czymś co mógłby powiedzieć, jednak nic nie przyszło mu do głowy.

- Po prostu co?

Warknął po chwili malarz, zirytowany do granicy możliwości. Czuł, że potrzebuje dużego kubka herbaty, żeby się uspokoić.

- Przepraszam. Postaram się… postaram się opanować.

Harry wstał, spoglądając niepewnie na przyjaciela, który wyraźnie był wytrącony z równowagi, przez niego. Dopiero zrozumiał, że Louis darzy tym samym uczuciem Zayna, co on darzy jego. To było bolesne, Styles nie do końca wiedział, czy da sobie z tym radę, jednak nie miał wyjścia. Chciał przecież, by Louis był szczęśliwy. A mógł być szczęśliwy tylko z Zaynem i on powinien mu kibicować a nie stać na przeszkodzie. Nie chciał go stracić, prawda? Nawet jeśli w ostatecznej wersji miałby zostać w strefie najlepszego przyjaciela.

- Przepraszam.

Powtórzył cicho i rozłożył ramiona, przytulając go. Lou długo się nie opierał, oplatając rękoma jego tułów i wtulając twarz w klatkę piersiową.

- Pójdę jutro do niego na przerwie i go przeproszę za to, dobrze? Nie chcę się z tobą kłócić, po prostu… nie chce, byś był zraniony, słonko.

Powiedział cicho, gładząc go po plecach. Lou pokiwał głową odsuwając się i pociągnął nosem, aby przypadkiem się nie rozpłakać.

- Dobrze, dziękuję. Naprawdę chcę być szczęśliwy, Harry. Szczęśliwy z Zaynem i naprawdę mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie.

Szepnął, spuszczając spojrzenie.

- Pewnie za wiele sobie wyobrażam, prawda?

Odezwał się ponownie, przeczesując smukłymi palcami kasztanowe włosy i pociągając ponownie nosem, aby powstrzymać płacz. W końcu dlaczego ktoś tak wspaniały jak Zayn miałby spojrzeć na tak beznadziejną osobę jak Louis? To niedorzeczne.

- Louis nie mów tak!

Do dyskusji włączył się Josh, który zdążył przestać migdalić się ze swoim chłopakiem na kanapie i wdrążyć nieco w temat.

- Niby jak?

Lou przeniósł na niego smutne spojrzenie, opadając na coś co kiedyś niewątpliwie było dywanem. Skrzyżował nogi i oparł dłonie na kolanach, garbiąc się nieco.

- Nie wyobrażasz sobie za wiele. Widziałem was przed chwilą i Zayn szaleje na Twoim punkcie. Jestem pewny, że w końcu się zejdziecie.

Powiedział pewnie Devine, uśmiechając się szeroko do kuzyna i pochylił się, targając go po włosach. Tommo prychnął, potrząsając głową i wzdychając. Harry kucnął przed nim, łapiąc go za brodę i nakierowując spojrzenie turkusowych oczu na siebie.

- Louis, posłuchaj mnie teraz uważnie, bo nie będę mówił tego dwa razy, jasne?

Zapytał, unosząc brew.

- Taaa.

Mruknął Tomlinson, nie do końca pewny tego, co Harry chciał powiedzieć. Styles przyglądał mu się jeszcze krótką chwilę, kiedy kontynuował.

- Jesteś miły, ambitny, troskliwy, kochający, dobry, czuły, wesoły, szczery, skromny, utalentowany i czarujący. Nie da się ciebie nie kochać i Zayn o tym doskonale wie. Zaprosił cię jutro do siebie na grilla, pomógł ci po występie i dzisiaj przyszedł odwiedzić, przyniósł nawet kwiatka. Uwierz w końcu, że jesteś wspaniały i daj komuś się tobą zająć.

Harry mówił wolno, wyraźnie, by każde słowo trafiło do Louisa jak najlepiej i by ten uwierzył w to co mówił. Sam chciał zaopiekować się Louisem. Naprawdę chciał, jednak to nie jemu było dane. Louis pociągnął nosem i pochylił się, wtulając w ciało swojego najlepszego przyjaciela.

- Dziękuję, Harry.

Wymruczał. Po chwili wszyscy złączyli się w grupowym uścisku i Louis naprawdę nie mógł nawet prosić o lepszych przyjaciół, a niżeli ta trójka.

|WOA|

W piątek Harry znalazł Zayna przy boisku do piłki nożnej. Rozgrzewał się na trawie z Liamem, przed grą, rozmawiając o czymś intensywnie.

- Zayn?

Zapytał cicho, na co zaskoczony mulat podniósł głowę.

- Cześć Harry.

Przywitał się cicho, skinając głową i podnosząc się z trawy.

- Chciałeś coś?

Zapytał, bo Styles wciąż milczał. Uniósł pytająco brew, rozciągając ramiona. Założył rękę na rękę, rytmicznie dociskając ją do piersi, wciąż patrząc na przyjaciela chłopaka, który mu się cholernie podobał.

- Ja.. Umm… Tak, ale… Możemy pogadać na osobności?

Zee spojrzał na Liama, uśmiechając się lekko i odszedł kawałek z lokowatym chłopakiem, zakładając ręce na piersi i uważnie przyglądając się młodszemu.

- Więc?

- No bo.. Ja… Ummm… Chciałem… przeprosić? Wiem, że byłem na Ciebie cięty i w ogóle… Tak więc… ummm… przepraszam, okej?

Potarł dłonią kark, spoglądając na Malika niepewnie. Zayn skinął głową na chwilę przenosząc spojrzenie na Louisa pod drzewem, który bacznie ich obserwował. Widząc jego szeroki uśmiech oczy mu się zaśmiały a usta rozciągnęły w delikatnym uśmiechu.

- Tak. Okej.

Powiedział w końcu, czując wciąż spojrzenie Harry’ego. Niepewne, jakby się czegoś bał i trochę smutne.

- Coś jeszcze? Bo zaraz zaczynamy grę i…

- Tak.

Przerwał mu od razu zielonooki, przeczesując gęste włosy palcami. Westchnął i spojrzał na moment na swoje buty, próbując ubrać to co chciał powiedzieć w jakieś składne i w miarę zrozumiałe zdanie.

- Opiekuj się nim, dobrze? Weź jego serce i nie zniszcz go, błagam. Weź je, tak jak on wziął moje.

Poprosił, na co mulata na chwilę wcięło. Teraz rozumiał wszystko. Rozumiał zachowanie Harry’ego, rozumiał jego sytuację i czuł się źle, że wszedł między nich. Spuścił głowę, nie wiedząc co robić. W tym wypadku mógł zrobić tylko jedną rzecz.

- Przysięgam się nim opiekować.

Ponownie spojrzał na szczęśliwego i niczego nie świadomego Louisa, który wpatrywał się w nich wesoło, nim z głową pełną myśli pobiegł na boisko, by zagrać mecz z kumplami.

O 17 Louis przyszedł do jego domu. Zadzwonił dzwonkiem do drzwi, a sekundę później już stał w nich mulat.

- Teraz ty czatowałeś?

Zapytał, na co Malik odwrócił wzrok i wzruszył ramionami, rumieniąc się nieznacznie.

- Awwww….

Louis uśmiechnął się i mocno przytulił do chłopaka, wtulając na moment buzię w jego szyję. Za pomocą żelu udało mu się ułożyć włosy tak jak chciał i tera układały mu się na prawą stronę w ogarnięty bałagan. Miał na sobie granatową, wręcz czarną koszulę z kołnierzykiem zapiętym pod szyją, beżowe, obcisłe rurki a na nogach ciemne tomsy. Wyglądał dość elegancko i pociągająco.

- Chodź, mama nie może doczekać się, aż Cię pozna. I poznasz wreszcie Liama!

Zayn zdawał się być bardzo podekscytowany tym, że Louis jest obok, co odpowiadało temu drugiemu. Przeszli przez dom, wchodząc do niewielkiego, ale bardzo zadbanego ogrodu, gdzie na ławce siedziała siostra Zayna, Safaa, grając z Liamem w kółko i krzyżyk. Ojciec chłopaka przygotowywał grilla a matka rozstawiała naczynia na stole.

- Louis!

Ucieszyła się na widok nowej twarzy, od razu podchodząc do niego i ściskając, jakby był stałym gościem w tym domu.

- Dzień dobry, proszę pani.

Uśmiechnął się wesoło, jednak nieco skrępowany Tommo, nerwowo poprawiając włosy.

- Witamy, Lou.

Mężczyzna uścisnął jego dłoń z uśmiechem, na co mniejszy skinął głową, mrucząc niezrozumiale pod nosem coś pomiędzy „dzień dobry” a „miło mi”.

- Louis, cześć! Pewnie mnie nie kojarzysz, jestem Liam.

Chłopak skończył grę z młodszą dziewczynką i z szerokim uśmiechem podszedł do Louisa, ściskając przyjaźnie jego dłoń.

- Cześć.

Lou odwzajemnił uśmiech i usiadł na ławce, jak pociągnął go mulat.

- Jesteś Louis? Zayn o tobie mówił.

Sześciolatka spojrzała na chłopaka dużymi oczami, identycznymi jak te Zayna. Tommo uśmiechnął się wesoło, odwracając w jej stronę.

- Tak, miło mi Cię poznać. Jesteś Safaa, prawda? Zayn też mi o tobie mówił.

Lou wyciągnął do niej rękę a po chwili ucałował wierzch jej dłoni, przez co dziewczynka o ile to możliwe, poszerzyła swój uśmiech. Zayn spojrzał dumnie na Liama, a ten wywrócił oczami, ruszając do pana Malika by pomóc mu przy pieczeniu kiełbasek.

- Zagrasz ze mną w piłkę? Zayn nie chce grać ze mną w piłkę, bo mówi że jestem za mała, i że dziewczynki nie grają w piłkę.

Poskarżyła się, na co Louis posadził ją sobie na kolanach, uśmiechając się delikatnie.

- Jak tylko zjemy to obiecuję pokopać z tobą piłkę, ok?

Wystawił w jej kierunku mały palec, na znak obietnicy, nieświadom że Zayn i jego mama uważnie im się przyglądają. Dziewczynka potrząsnęła energicznie głową, zahaczając o jego palec swój i uśmiechnęła się szeroko. Lou rozczulił się widząc radosny uśmiech Safay, dostrzegając też braki w jej uzębieniu, spowodowany zapewne wypadaniem mleczaków. Dziewczynka w końcu pognała do mamy powiedzieć, że Louis obiecał z nią pograć, a Zayn usiadł obok niego uśmiechając się niepewnie.

- Masz podejście do dzieci.

Zauważył, na co Tommo uśmiechnął się lekko i wzruszył lekko ramionami.

- Możliwe. Nie wiem, po prostu lubię dzieci.

Powiedział w końcu, wodząc wzrokiem za dziewczynką, która siedziała po drugiej stronie stołu, zawzięcie coś rysując. Przeniósł spojrzenie na mulata, posyłając mu lekki uśmiech.

- Naprawdę chcesz z nią kopać piłkę?

Lou ponownie wzruszył ramionami, uśmiechając się delikatnie.

- Czemu nie? Niech ma trochę frajdy. Chyba sobie nic nie zrobię, co nie?

Zaśmiał się lekko, opuszczając dłonie na uda. Po chwili przeniósł wzrok na mamę Zayna, która przenosiła z kuchni miski z sałatkami i dodatkami do kiełbasek.

- Pomogę pani!

Zaoferował się, wstając i przejmując część naczyń od kobiety.

- Dziękuję bardzo.

Powiedziała wyraźnie zadowolona, że nie musi nieść tego sama. Ustawili wszystko na ogrodowym stole i cofnęli się po szklanki i picia. Zayn cały czas uważnie śledził wzrokiem swojego kolegę, nie mogąc uwierzyć jak złotym był człowiekiem. Przynajmniej dla niego. Tryskał energią, jego rodzice już go kochają i był święcie przekonany, że kiedy tylko drzwi się za nim zamknął, jego mama zacznie nawijać o tym, jakby to się cieszyła, gdyby Zayn związał się właśnie z Tomlinsonem.

- No, siadajcie, jemy!

Powiedział wesoło tata chłopaka, stawiając na stole duży talerz z grillowanym mięsem. Wszyscy usiedli do stołu, nakładając sobie trochę i luźno rozmawiając. Louis naprawdę czuł się znakomicie przy nich wszystkich, tak jak powinno czuć się w domu. Wziął dokładkę karkówki i po tym spojrzał na wpatrującą się w niego ze zniecierpliwieniem dziewczynkę.

- Idziemy?

Zapytał na co pokiwała głową i pociągnęła go na trawę, biorąc kolorową piłkę. Niezdarnie kopnęła ją w stronę Louisa i tak ponad dwadzieścia minut po prostu do siebie kopali, nie robiąc żadnych skomplikowanych rzeczy. Zayn podszedł do Liama, z miną pod tytułem „Naprawdę muszę z Tobą pogadać” po czym pokazał na ławkę, która była pusta. Usiedli, a Liam uśmiechnął się przyjaźnie.

- O co chodzi?

- Pamiętasz, jak rozmawiałem dzisiaj z Harrym?

- To ten w lokach?

Malik pokiwał głową i zagryzł dolną wargę. Chwilę wpatrywał się w Louisa który zdawał się dobrze bawić, grając z jego siostrą w piłkę, po czym przeniósł spojrzenie ponownie na przyjaciela.

- Tak. Przeprosił mnie i… Powiedział, żebym opiekował się Louisem. Żebym go nie zranił i wziął jego serce tak samo jak Louis wziął Harry’ego i… Ja…

Zaciął się, w końcu zostawiając w spokoju palce, którymi bawił się cały ten czas.

- Chciałbym zaprosić go na randkę, ale nie wiem jak. Ani gdzie. To takie żenujące, ale nie chcę robić standardowej randki w restauracji, kinie czy parku. Wiesz, coś co zapamięta do końca życia.

Liam pokiwał głową i uśmiechnął się.

- Pomyśl nad tym. Jestem pewny, że coś wymyślisz, a jak nie, to zapytaj Harry’ego gdzie mógłbyś go zabrać. Wiem, że to może być trochę przykre, ale w końcu jeśli chce, żeby Louis był traktowany jak należy, co bez wątpienia zrobisz, myślę, że doradzi ci gdzie mógłbyś go porwać.

Powiedział Liam, klepiąc go po ramieniu.

- pójdę pomóc pozmywać twojej mamie.

- Czekaj. A co z Danielle?

Liam wyraźnie stracił humor, odwracając wzrok.

- Cóż… Danielle delikatnie mówiąc spławiła mnie i umawia się z Ashtonem z ostatniej klasy. Więc chyba muszę odpuścić.

Zayn skinął głową, wzdychając.

- Przykro mi stary. Ale jak nie ta to…

- Wiem, może w końcu znajdę odpowiednią dziewczynę.

Uśmiechnął się blondyn i odszedł do kuchni by zmyć naczynia. Zayn spojrzał na zmęczonego ale uśmiechniętego Louisa, który zbliżał się do niego. Usiadł obok, popijając sok ze szklanki, a jego policzki były słodko zarumienione od biegania za piłką. Safaa nie miała zbytniej koordynacji wzrokowo ruchowej więc kopała gdzie popadło.

- Chyba powinienem się zbierać, późno już.

Zauważył, spoglądając na mulata z cudownym uśmiechem i roześmianymi oczami. Uwielbiał go takiego szczęśliwego. Miał wrażenie, że dzięki niemu jego oczy błyszczą.

- Zaczekaj. Zanim pójdziesz ja… chciałem się coś zapytać.

Zająknął się Malik, spoglądając niepewnie na Louisa. Widząc jego ciekawe spojrzenie, od razu spuścił wzrok, wbijając go w czubki swoich butów.

- Pójdziesz ze mną na randkę?

Zapytał tak cicho, że Lou ledwo mógł zrozumieć to, co mamrotał. Na jego usta wkradł się delikatny uśmiech, ale nie odpowiedział, dopóki Zayn nie podniósł spojrzenia na niego.

- Zapomnij, proszę, ja…

Zaczął Malik, biorąc za odmowę milczenie Tomlinsona i zaczął się podnosić, kiedy to samo zrobił Lou. Złapał go za dłoń, by nie zdążył mu uciec i uroczo się uśmiechnął, spoglądając w czekoladowe, zaskoczone tęczówki Malika.

- Z wielką przyjemnością pójdę z tobą na randkę.

Opowiedział cicho, gładząc kciukiem wierzch jego dłoni, po czym wspiął się na palce i pocałował policzek młodszego chłopaka.

- Odprowadzisz mnie do drzwi?

Malik pokiwał głową i mocniej chwycił jego dłoń. Louis pożegnał się z domownikami i przytulając na pożegnanie również Zayna, wyszedł, kierując się do swojego mieszkania.

- Uroczy z niego chłopak. Pasujecie do siebie, Zayn. Jest miły. I Safaa go lubi.

Zauważyła kobieta, stając nagle obok syna i uśmiechając się. Ten odwzajemnił drobny gest i skinął głową, przeczesując palcami włosy.

- Tak. Myślę, że tak.

Powiedział nieco rozmarzonym głosem, co matka skomentowała śmiechem.

- A teraz nie ociągaj się, pod prysznic i do łóżka.

Żartobliwie klepnęła go ścierką w pośladki i wyminęła, wracając do pracy w kuchni.

- Zbieram się, cześć Zee.

Pożegnał się Liam, przytulając przyjaciela i uśmiechając się wesoło, chociaż Malik doskonale widział, że zepsuł mu humor wzmianką o tancerce.

- Wybacz, Liam.

- Nie ma sprawy, serio. To do zobaczenia.

Pomachał mu jeszcze entuzjastycznie i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Zayn westchnął cicho i kręcąc z niedowierzaniem głową na dzisiejszy wieczór wrócił do pokoju, by położyć się spać. Nic jednak nie mogło zniszczyć mu idealnego humoru. W końcu miłość jego życia i obiekt westchnień zgodził się, by pójść z nim na randkę. Mogło być coś wspanialszego?

- TAK!

Zayn niemal krzyknął, podskakując w radości na środku pokoju, po czym zaczął się sam z siebie śmiać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz