Louis bał się. Chyba przez całe swoje życie nie bał się tak bardzo, jak bał się teraz, ściskając w dłoni czarny mikrofon. Spojrzał na Zayna niepewny wszystkiego. Zayn uśmiechnął się do niego, a to - dziwnym spodobem - pomogło Louis’emu. Czuł, że z nerwów musi do ubikacji. Zabawne, jego układ moczowy zawsze wariował, kiedy Lou się denerwował i na prawdę nienawidził tego.
- Ile mamy?
- 15 minut.
Zayn spojrzał badawczo na kolegę, ale Louis już odwracał się i zostawiając mikrofon na stoliku, wyszedł na korytarz. Minął kilka dziewczyn i wszedł do ubikacji by załatwić swoją nagłą potrzebę fizjologiczną. Ze zdenerwowania i roztargnienia umył ręce dwa razy, po czym wycierając je w papierowy ręczniczek, poczuł jak jego komórka wibruje. Wyjął ją i szybko przemknął jeszcze nieco wilgotnym palcem po dotykowym ekranie. Znów nieznany numer. Louis już chciał usunąć wiadomość, kiedy… coś mu nie pozwoliło. Wbrew sobie wcisnął odczytaj i zamarł.
I was a boy who loved a man like a little boy.
Louis nie wiedział co się dzieje i skąd ten ktoś może wiedzieć, co za chwilę będą śpiewać. I dlaczego ten wers jest… zmieniony? Tomlinson zagryzł wargę, wciąż patrząc w ekran komórki, kiedy do pomieszczenia wszedł zaniepokojony Zayn.
- Louis? Wszystko w porządku?
Zapytał, na co chłopak lekko pokiwał głową i wymusił delikatny uśmiech.
- Tak, wszystko okej. Sprawdzałem tylko godzinę.
Mruknął w odpowiedzi i ruszył za nim ponownie za kulisy. Nerwowo poprawił szarą muszkę, która podkreślała jego oczy i potargał swoje włosy. Wyjątkowo nie miał na sobie żadnych farb ani innych mazideł. Spojrzał nerwowo na Zayna, który delikatnie uścisnął jego ramię, chcąc dodać mu otuchy.
- Lou!
Rozległ się za nimi krzyk, po czym lokowata głowa rzuciła się na mniejszego z chłopaków. Louis z ledwością utrzymał się na nogach, obejmując delikatnie pas przyjaciela.
- Cześć, Curly.
Przywitał się cicho I uśmiechnął lekko do kolegi Tommo.
- Jak się czujesz? Zdenerwowany? Jestem pewny, że będziecie zajebiści!
Krzyknął podekscytowany, uśmiechając się wesoło również w kierunku Zayna. Nie znali się najlepiej, jedynie z krótkich odpowiedzi Louis’ego na pytanie ‘gdzie był’ i ‘z kim był’. Lou nerwowo się uśmiechnął i przytulił do przyjaciela, przez co serce Zayna zatrzepotało. Tak bardzo chciał by to do niego przytulał się teraz Tomlinson! Westchnął ledwie słyszalnie i lekko ułożył dłoń na ramieniu mniejszego kolegi, na co Tommo od razu zerknął w górę.
- Musimy już iść.
Powiedział i pokazał na scenę. Loueh skinął sztywno głową, zaciskając palce na mikrofonie i spoglądając nerwowo na przyjaciela. Ten pokazał mu zaciśnięte kciuki i poszedł na swoje miejsce na widowni. Lou zajrzał za kotarkę i po prostu zamarł, widząc wypełnioną po brzegi salę.
- Boję się.
Szepnął do Zayna, który posłał mu pokrzepiający uśmiech. Delikatnie uścisnął jego ramię i przeniósł wzrok na scenę, gdzie stała profesorka od muzyki.
- A teraz wystąpią Zayn Malik oraz Louis Tomlinson w piosence Drop In The Ocean.
Głośne brawa, które teoretycznie miały zachęcić artystów do występu tylko bardziej przeraziły Lou. Spojrzał wielkimi oczami na Zayna, który za wszelką cenę chciał pomóc mu przejść przez to.
- Po prostu zamknij oczy. Jak wtedy na auli, kiedy byliśmy sami. Dobrze?
Mniejszy chłopak skinął sztywno głową i ruszył za mulatem na scenę. Skłonił się lekko i zasiadł za białym fortepianem, w specjalny stojak wsuwając mikrofon. Wyłamał palce i niepewnie ułożył je na klawiszach, spoglądając na Malika. Skinął głową i zaczął grać, po chwili słysząc, jak Zayn zaczyna śpiewać. Dołączył w pewnym momencie, idealnie śpiewając swoją część solową i zamykając oczy. Zayn spojrzał na niego kątem oka, uśmiechając lekko. Wyglądał jak anioł, nie miał co do tego żadnych wątpliwości. W końcu utwór dobiegł końca i wszyscy wstali by oklaskami pożegnać duet. Louis drżał, ręce trzęsły mu się niemiłosiernie i ledwo mógł ustać z nerwów na nogach.
- Niedobrze mi.
Szepnął cicho i wypuszczając mikrofon uciekł do łazienki. Tam zwrócił co miał w żołądku i wypłukał porządnie usta. W drzwiach po chwili stanął zaniepokojony Zayn wraz z Harrym i nieznanym dotąd niskim brunetem. Lou otarł usta i uśmiechnął na widok chłopaków, lecz jego wzrok od razu padł na najniższym, uśmiechającym się do niego troskliwie.
- Josh?
Zapytał nieśmiało, na co ten skinął wesoło głową i rozłożył ramiona. Lou przytulił się mocno do niego i przymknął powieki.
- Tęskniłem za tobą, kuzynie.
Zaynowi od razu ciśnienie zeszło, kiedy usłyszał, że dwójka przytulających się facetów jest tylko i wyłącznie rodziną. Czuł się zazdrosny o Lou, chociaż wiedział, że nie może. Louis nie był jego. Westchnął cicho i odsunął się, nie spuszczając czekoladowych oczu z Tommo. Ten spojrzał na niego i uśmiechnął niepewnie.
- Jak się czujesz?
Zapytał, na co Louis skinął głową i potargał czekoladowe włosy.
- Dobrze. Tak myślę. W sumie nie wiem. To było dziwne. Byłeś dobry.
Powiedział po chwili, a Zaynowi zrobiło się gorąco, mimowolnie wyobrażając sobie te słowa w niego innej sytuacji. Wyrzucił ją szybko jednak z głowy, Louis nie miał na myśli podtekstu seksualnego, nie mógł tak o tym myśleć. Skinął głową i zerknął na kroczącą korytarzem nauczycielkę muzyki.
- Chodź Lou.
Powiedział i skinął głową na hall. W przejściu Tomlinson wsunął do ust mocno miętową gumę i spojrzał zdenerwowany na kobietę, której stukot pomarańczowych szpilek słychać było z daleka. Skrzywił się, gdyż nigdy za nimi nie przepadał, ich odgłos działał mu na nerwy, co nie uszło uwadze Harry’ego i Josha, którzy zaczęli się cicho podśmiewywać. Zgromił ich spojrzeniem i stanął obok Zayna, nerwowo bawiąc się rąbkiem białej koszuli.
- Panie Malik, panie Tomlisnon. Nie spodziewałam się, że ten występ okaże się tak interesujący, jestem pod wrażeniem. Otrzymują panowie obaj bardzo dobry plus z muzyki i mają zaliczony mój przedmiot.
Oznajmiła a chłopcy z lekkimi uśmiechami skinęli głowami. Po chwili kobieta minęła ich, kierując się do dyrektora, a do dwóch artystów dołączyli przyjaciele.
- Kto to jest?
Zapytał po chwili milczenia Josh, patrząc na blondyna na końcu korytarza, który z kimś rozmawiał.
- Nie mam pojęcia.
Powiedział cicho Harry, również mu się przyglądając. Spojrzał na błyszczące oczy Josha i uśmiechnął się wesoło.
- No idź.
Poklepał go po ramieniu, na co Devine wyszczerzył się.
- Nawet nie miałem w planach prosić cię o pozwolenie.
Nie czekał na odpowiedź przyjaciela. Po prostu ruszył z miejsca, kierując się z wesołym uśmiechem do chłopaka, który zagubił się na korytarzy. Lou mimowolnie się uśmiechnął.
- Idziemy, Harry?
- Wybacz, mały, jestem z rodzicami, więc sam rozumiesz… Muszę się trzymać ich, znowu mają jakieś pretensje o wszystko. Dasz sobie radę?
Zapytał loczek, wpatrując się w Tommo z przepraszającym uśmiechem.
- Jasne, spoko. Trzymaj się.
Powiedział cicho Lou i przytulił lekko przyjaciela, uśmiechając się.
- Jeszcze raz gratuluję występu. Tobie też Zayn.
Uśmiechnął się do mulata i przeniósł spojrzenie na najlepszego przyjaciela.
- Uważaj na siebie, dobrze?
Louis pokiwał głową i uśmiechnął się lekko. Odprowadził Harry’ego do drzwi, skinął głową Anne na przywitanie i odwrócił się do szatni, by zabrać swoją torbę. Zayn od razu ruszył za nim, wciskając nerwowo dłonie w kieszenie.
- Louis?
Zapytał, gdy ten poprawiał brązowy pasek na swoim ramieniu. Uważnie przyjrzał się, jak targa swoją grzywkę i mimowolnie uśmiechnął lekko.
- Wracasz sam, prawda?
Tommo lekko pokiwał głową, marszcząc zabawnie brwi.
- Mogę Cię odprowadzić?
Louis ponownie się zgodził, nie wiedzą jaki cel ma w tym Zayn, ale było już późno. Lou naprawdę nie przepadał za samotnymi powrotami, nie kiedy było już ciemno, dlatego się zgodził. Poczekał, aż Zayn zbierze swoje rzeczy i uśmiechnął się lekko.
- Możemy iść?
Zayn pokiwał glową i wyszli z budynku. Chwilę milczeli, kiedy nagle mulat postanowił się odezwać.
- Wiesz, nie mogłem Cię dzisiaj poznać.
Louis był niezwykle zdziwiony wyznaniem Zayna. Przecież nie zmienił się aż tak bardzo, prawda? Nie do końca wiedział, o co chodziło Malikowi. Dał plamę na występie? Źle wyglądał? Nie wiedział czemu przejmował się tym. Nigdy tego nie robił. Nigdy, do tej pory. Zaskakujący był wpływ słów tego jednego chłopaka na jego psychikę i ocenę wszystkiego wokół a także samego siebie.
- Nie miałeś farb we włosach i na ubraniach. Ale to dobrze. Znaczy… Dobrze wyglądasz. Jednak te farby bardziej do Ciebie pasują. Chyba przywykłem, że jesteś jedyną barwną osobą w tej szkole. Przepraszam, plotę głupoty, to z nerwów.
Powiedział w końcu, orientując się jakie głupoty wygaduje. Louis uśmiechnął się jedynie pod nosem i zerknął kątem oka na Zayna.
- Dziękuję.
Szepnął po chwili. Resztę drogi planowali spędzić w ciszy. Po chwili, pod jedną z wysokich latarni Malik ujrzał kobietę na wysokich szpilkach, odzianą jedynie w krótką, czarną, błyszczącą spódniczkę i bluzkę ukazującą jej cycki. Mocny makijaż i guma do żucia tylko bardziej przypominały stereotypową prostytutkę z każdego filmu o trudnej młodzieży. Chciał powiedzieć coś na temat szacunku do siebie samego, jednak kiedy odwrócił głowę nie dostrzegł obok siebie Louis’ego. Zaskoczony odwrócił się na pięcie, spoglądając na wrytego chłopaka. W oczach Tommo stanęły łzy, a Zayn nie wiedział co się dzieje. Nagle chłopak wystrzelił jak z procy stając na dwa kroki od kobiety, która była chyba równie przerażona co on w tej chwili.
- Louis? Co ty tu…
- Jak możesz?! Jak ty tak możesz?! Jesteś moją matką! Matką! Nie wierzę, że puszczasz się za pieniądze. Zawsze mnie wystrzegałaś przed takimi ludźmi, sama taka będąc!
Krzyknął, patrząc na nią wielkimi z przerażenia i złości oczami. Zayn nie wiedział co ma robić. Po prostu nigdy nie spodziewał się znaleźć w takiej sytuacji, w jakiej aktualnie się znajdował. Chciał podbiec do Louisa i go przytulić, otrzeć jego łzy i zapewnić, że wszystko się jeszcze ułoży. Ale jak miał to zrobić, skoro Louis własnie dowiedział się, że jego matka jest po prostu dziwką? Był wrażliwy, każdy to wiedział.
- Lou, kochanie, to nie tak…
- Nie, mamo. Nic nie jest tak jak powinno. Nienawidzę Cię, rozumiesz? Nienawidzę. Jesteś… Jesteś tylko dziwką. Panienką na zawołanie. Brzydzę się tobą, rozumiesz?
Wysyczał cicho chłopak, chcąc odbiec. Malik w ostatniej chwili złapał go za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Zamknął mniejszego w ramionach i pogładził lekko drżące z przerażenia i emocji ciało.
- Już… Ciii… Spokojnie, maleństwo. Pójdziemy do mnie, tak? Uspokoisz się, wyciszysz… Przykro mi, mały…
Wyszeptał, na co Lou pokiwał jedynie głową i dał się poprowadzić Malikowi. Co chwilę z jego gardła wydobywał się głośny szloch, przecinający puste ulice Londynu.
|WOA|
Zayn wyszedł na scenę, czując jak serce wali mu w piersi. Czuł, że może stracić kontrolę nad wszystkim, bał się wyśmiania i że to on zawali. W końcu Louis był perfekcyjny. I tak pięknie wyglądał bez wszystkich farb na sobie. Zacisnął palce na czarnym mikrofonie i spojrzał przelotnie na tłum. Starał się pomóc Louisowi, a sam rozsypywał się na scenie w drobny mak. Musiał wziąć się jednak w garść, to ich wspólna ocena. Kiedy Louis zaczął grać znaną im obojgu melodię na pianinie, słowa z ust wysypały się automatycznie. Zamknął oczy, próbując wczuć się w melodię i dać jak najlepszy występ. Nie sądził jednak, że gdy ostatnie nuty ucichną, a on z Louisem zamilkną, tłum wstanie by nagrodzić ich gromkimi oklaskami. Skłonili się lekko i zeszli za kulisy. Spojrzał niepewnie na bladego Lou który wybiegł do łazienki i westchnął cicho. Wyszedł za nim na korytarz i gestem pokazał Harry’emu łazienkę. Loczek pojął w lot i pobiegł za przyjacielem, a za nim powłóczył się niski brunet. Zayn zmarszczył brwi, bo nigdy tu nie widział nikogo takiego, albo po prostu nie zwrócił na niego uwagi. Na pewno nie widział go przy Louisie, w końcu wiedziałby o tym. Ten stanął w drzwiach i troskliwie spojrzał na Lou, po chwili przygarnięty do rodzinnego uścisku.
- Tęskniłem za tobą, kuzynie.
Wyszeptał Lou, na co Zayn uśmiechnął się lekko, ciepło.
- Jak się czujesz?
Zapytał, zwracając uwagę chłopaka swoich marzeń na niego.
- Dobrze.
Louis odpowiedział mu uśmiechem, przez który poczuł w brzuchu jakby stado motyli. Wyjrzał na korytarz, a widząc profesor Carter spojrzał znacząco na Tomlinsona. Przeszli przez korytarz, by wysłuchać słów nauczycielki. Malik zerkał kątem oka na zdegustowanego artystę obok i uśmiechnął się rozbawiony, kiedy Lou skrzywił się znacząco, słysząc oddalający się stukot pomarańczowych szpilek. Nagle obok nich pojawił się Harry oraz Josh.
- Kto to jest?
Najniższy chłopak zmarszczył brwi patrząc na niewysokiego blondyna po drugiej stronie hallu, który rozmawiał z dyrektorem. Malik nigdy nie sądził że spotka kogoś niższego od Lou, który był po prostu malutki. Josh jednak pobił go we wzroście, będąc od niego o pół głowy niższy. Zayn wciąż jednak uważał, że to drobna postura i chochlikowaty wygląd Tomlinsona sprawiały, że wyglądał tak niewinnie i uroczo, że Zayn po prostu chciał się nim opiekować. Josh może był mniejszy, jednak bardziej postawny, co zdecydowanie rujnowałoby wizerunek bezbronnego chłopca, jakim był Louis. Odprowadził najniższego chłopaka wzrokiem chwilę przyglądając się jego rozmowie z nowym uczniem ich placówki i nie przysłuchując się przez to rozmowie Lou z przyjacielem. Dopiero kiedy zostali sami, ruszył za Tomlisnonem. Zorientował się, że malarz został sam, więc postanowił wykorzystać tę okazję.
- Louis?
Zaczekał aż turkusowe tęczówki spoczną na nim i omal nie dostał przez to palpitacji serca. Miał tak cudowne, ciepłe oczy, jakich jeszcze nigdy nie widział.
- Wracasz sam, prawda?
Wykrztusił w końcu, kiedy zauważył że Lou zaczyna się odrobinę niecierpliwić. Kiedy skinął głową, poprawiając torbę, Zayn chwycił swój plecak, na moment spuszczając wzrok z Lou.
- Mogę Cię odprowadzić?
Zdecydowanie byl z siebie dumny, że zdobył się na ten gest, by pokazać Lou, że nie chce zrywać z nim kontaktu, bo pokaz wokalny dobiegł końca. Uśmiechnął się lekko, widząc zgodę Lou i poprawił koszulę, która nieco podwinęła się przy zakładaniu na plecy plecaka.
- Możemy iść?
Dotarł do niego słodki, lekko zachrypnięty głos Tommo, wiec od razu pokiwał głową, szeroko się uśmiechając.
- Tak, oczywiście.
Ruszyli zza kulis w stronę wyjścia, a następnie zbiegli po schodach, kierując się w stronę ogromnej bramy, by wyjść na ulicę. Uśmiechnął się lekko do Lou, który zamyślony wpatrywał się w drogę przed nim.
- Wiesz, nie mogłem Cię dzisiaj poznać.
Zaskoczony wzrok Lou nieco go rozbawił, jednak postanowił wyjaśnić nieco swoją myśl. Miał nadzieję, że nie posuwa się za daleko, że Louis nie zrazi się do niego i nie będzie chciał po prostu zakończyć ich znajomości.
- Nie miałeś farb we włosach i na ubraniach. Ale to dobrze. Znaczy… Dobrze wyglądasz. Jednak te farby bardziej do Ciebie pasują. Chyba przywykłem, że jesteś jedyną barwną osobą w tej szkole. Przepraszam, plotę głupoty, to z nerwów.
Potrząsnął głową, jakby chciał się otrzepać z wody, by zamknąć wreszcie buzię i przestać mielić ozorem. Zaraz wyzna mu miłość i przysłowiowa dupa będzie z jego przyjaźni z tym idealnym chłopakiem. Zayn na prawdę nie mógł zrozumieć, jak ktoś tak cholernie perfekcyjny jak Louis może właśnie iść obok niego i nie zdawać sobie sprawy ze swojej klasy i wdzięku. Nie można bylo mierzyć go miarą pozostałych pseudo - artystów z ich szkoły. Louis był inny i powinien być przykładem. A prawda była taka, że może nie jawnie, ale ludzie nabijali się z niego bo kochał to co robi i robił to dobrze.
- Dziękuję.
Dotarł do niego cichy głos szatyna, wyrywając go jednocześnie z dziwnego zamyślenia. Uśmiechnął się i przeniósł kawowe spojrzenie przed siebie, marszcząc zabawnie brwi. Nie przepadał za kobietami, których przykład właśnie stał kilkanaście metrów od nich, pod jedną z wysokich, ledwo świecących się latarni. Uchylił wargi by podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat z Louisem, jednak gdy odwrócił głowę nikogo nie ujrzał. Nieźle zdziwiony odwrócił się na pięcie i spojrzał na zdębiałego Louisa. Nie wiedział czy młody mężczyzna zaraz zacznie płakać czy kogoś zamorduje, jego mina wyrażała obie te chęci naraz i Zayn na prawdę czuł się zagubiony. Po chwili Tomlinson stał już blisko kobiety, a Malik… No cóż. Otworzył usta w szoku i chwilę stał, wpatrując się w roztrzęsionego chłopaka. Mama Louisa była dziwką. Matka tego małego aniołka, kobieta która urodziła miłość jego życia sprzedawała się za pieniądze, raniąc tym niesamowicie swoje jedyne dziecko tak boleśnie, jak chyba jeszcze nigdy nikt nie zranił jego. Ocknął się dopiero kiedy ten chciał go minąć i odbiec nie wiadomo gdzie.
- Już… Ciii… Spokojnie, maleństwo. Pójdziemy do mnie, tak? Uspokoisz się, wyciszysz… Przykro mi, mały…
Wyszeptał, przyciągając go do swojej klatki piersiowej i mocno obejmując ramionami. Czuł jak w jasną koszulę wsiąkają łzy mniejszego i jak serce ściska mu ból. Nie chciał nigdy widzieć łez Louisa, to było dla niego okropne. Spojrzał ostatni raz wściekłym spojrzeniem na skąpo ubraną kobietę i zabrał Louisa do swojego domu. Na szczęście jego rodzice wyszli z dziewczynkami i mieli wrócić dopiero za dwa dni, więc miał cały dom dla swojego użytku. No i przede wszystkim: Louis nie musiał się martwić, że ktoś dowie się o tym, co się stało. Zayn jedną ręką obejmując chłopaka wygrzebał z kieszeni klucze i dość niezdarnie otworzył drzwi. Wpuścił go do środka, od razu prowadząc do swojej sypialni.
- Zaczekaj, dobrze? Zrobię ci herbaty.
Poprosił, patrząc zatroskanym wzrokiem na starszaka i zszedł do kuchni by zaparzyć dwa kubki naparu. Po chwili wróciłem, stawiając dwa kolorowe naczynia na biurku i siadając przy zdołowanym Lou.
- Jak się czujesz?
Jego wzrok mówił sam za siebie, ale mimo to, Zayn chciał wiedzieć.
- A jak mogę się czuć, Zee? Moja mama okazała się dziwką, jej wszystkie delegacje były jedną wielką ściemą a ja nic nie wiedziałem, rozumiesz? Zawsze rano wychodziła ubrana w garnitur do firmy i wracała wieczorem ubrana tak samo. Może nie rozmawialiśmy, raczej nie umieliśmy się dogadać, ale… to boli.
Wyszeptał cicho, a mulata znowu ukuło serce. Delikatnie otarł łzy z jego zarumienionych od płaczu policzków i znów zamknął w ramionach, delikatnie kołysząc, by się wyciszył i uspokoił. Po chwili Tomlinson podniósł smutny wzrok, spoglądając w zmartwione, czekoladowe tęczówki Malika.
- Pójdę… Do Harry’ego… Nie będę Ci przeszkadzał…
Wychrypiał zmienionym od płaczu głosem, na co Malik złapał go mocniej i pokręcił głową.
- Zostań, proszę ..Nie chcę, byś sam chodził po ulicy o tej godzinie. Poza tym nie przeszkadzasz mi, mam i tak pusty dom do wtorku.
Wyznał Malik co przekonało ostatecznie Louisa by zostać.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego chcesz mi pomóc?
Zapytał cicho Tomlinson, co zbiło z tropu Zayna. Potarł swój kark dłonią i westchnął.
- Lubię Cię.
Wyznał cicho, jednak nie oczekiwał odpowiedzi ze strony zaskoczonego Louisa. Nikt nigdy dotąd nie powiedział mu tych słów. No może oprócz Harry’ego ale nie przywiązywał nigdy do tego większej wagi : Harry był zawsze. Zayn był od niedawna i mimo jego odmienności lubił go. Dla Lou to było dziwne i nie zrozumiałe, ale nic na to nie mógł poradzić, bo mimowolnie też polubił piłkarza. Objął dłońmi fioletowy kubek z ciepłą cieczą i chwilę tak siedział, zamyślony. Zayn nic nie mówił, nie chciał przerywać Lou, w sumie nawet nie wiedział co ma powiedzieć. Kolejny raz ‘przykro mi’ czy ‘będzie dobrze’? Przykro mu było, cholernie, ale wiedział, że nawet jak powie to głupie ‘będzie dobrze’ Lou i tak będzie wiedział, że nie będzie. Bo jak mogłoby być ok, gdyby to jego mama okazała się prostytutką, okłamującą własną rodzinę? Zayn nie mógł zrozumieć toku rozumowania kobiety, pewnie tak samo jak ona nie wiedziała jak bardzo zraniła swojego syna.
Zayn wiedział, że nigdy jej tego nie wybaczy. Louis był jego niebem, które teraz płakało słonymi łzami. Każda z nich wypalała w sercu mulata bolesne rany, bo nie uchronił jego małego słońca przed bólem.
Louis natomiast wiedział co zrobi. Znajdzie tamtego człowieka i sprzeda mu obraz. Przynajmniej na jakiś czas będzie odcięty od brudnych funduszów swojej rodzicielki. Pokaże jej, jak utalentowanego i samowystarczalnego miałaby syna, gdyby tylko zechciała wziąć udział w jego życiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz