niedziela, 8 grudnia 2013

7

- O czym myślisz?

Ciszę w pokoju po kilkunastu minutach przerwał niski głos młodszego chłopaka, który powoli dopijał herbatę ze swojego zielonego kubka w żabki. Jego mama uwielbiała śmieszne kubki, a on, mimowolnie chyba także je polubił. Były oryginalne i nie raz poprawiały mu humor.

- O obrazie.

Wyznał cicho Lou, przenosząc turkusowe, niepewne spojrzenie na swojego towarzysza. Malik odstawił kubek na stolik i potarł dłonią brodę, przybliżając się nieco do chłopaka. Usiadł obok niego na łóżku i pochylił się nieco do przodu by móc spojrzeć na jego twarz. Oparł przedramiona na udach i pochylił do przodu, uśmiechając się lekko.

- Chcesz coś namalować?

Spytał cicho, ale Tomlinson pokręcił głową, rozwiewając grzywkę, która opadła mu po chwili na oczy. Spojrzał na nią, zezując i dmuchnął w kosmyki włosów, nie chcąc odklejać rąk od ciepłego kubka, jednak te uniosły się pod wpływem powietrza i po sekundzie ponownie ograniczyły mu widok. Warknął cicho, zirytowany. Zayn zaśmiał się cicho i delikatnie odgarnął opuszkami palców zbłąkane pasma kasztanowej grzywki i zaczesał je do tyłu, uśmiechając się wciąż ciepło. Cofnął rękę, kiedy na policzkach starszaka pojawiły się delikatne, czerwone rumieńce.

- Więc? Co z tym obrazem?

Zainteresował się Malik, biorąc ponownie w dłonie swój kubek i na moment spoglądając na ciemną ciecz w środku. Louis uśmiechnął się niepewnie, znów spoglądając na towarzysza i pociągnął nosem, z którego przez wcześniejszy płacz wciąż ciekło.

- Na… Na wystawie jeden mężczyzna… chciał kupić mój obraz… Za ładną sumę… Chcę mu go sprzedać, muszę go tylko znaleźć… Wiesz, przez jakiś czas będę… samodzielny.

Powiedział, zacinając się co jakiś czas by znaleźć odpowiednie słowo. Malik upił łyk napoju i pokiwał lekko głową.

- Tak, sądzę, że to dobry pomysł. Widziałem ten obraz, był świetny. To byłeś ty, prawda?

Iskierki szczęścia w oczach starszego zniknęły tak szybko jak się pojawiły, przez co Malik zaklął w myślach za swój niewyparzony język.

- Tak.

Szepnął Tommo przekręcając głowę i wbijając turkusowe spojrzenie w okno. Poczuł na policzku samotną łzę, ale nawet nie pofatygował się, by ją zetrzeć. Zayn wstał powoli z miękkiego materaca i kucnął przed nim. Ponownie uniósł dłoń, jej wierzchem ścierając kropelkę i uśmiechając się ciepło.

- Wiem, że pewnie teraz tak nie myślisz. Ba! Jestem przekonany, że spojrzysz na mnie jak na debila i nie uwierzysz w to co teraz powiem… Ale chciałbym, abyś wiedział, że nie ważne, jak bardzo jest źle i jak bardzo cierpisz… W końcu będzie lepiej. Ten u góry wie co robi.

Louis wcale nie spojrzał na niego jak na debila. W jego oczach była wdzięczność. Pochylił się i oplótł małymi ramionkami jego szyję, przytulając się do jego piersi i zamykając załzawione oczy. Zaskoczony Zayn od razu objął go, przytulając mocniej do siebie.

- Dziękuję.

Wyszeptał cicho, zduszonym głosem Loueh w jego klatkę piersiową. Zayn uśmiechnął się ciepło i wtulił buzię w kasztanowe kosmyki chłopka, nie mogąc przestać się uśmiechać. Potarł dłonią plecy chłopaka i podniósł ich oboje, siadając na łóżku. Lou objął jego pas nogami, nie chcąc się odsuwać od ciepłego ciała kolegi.

- Będziesz spał u mnie w pokoju, dobrze? Poszukam też jakieś ubrania, żebyś mógł się przebrać, pewnie ci nie wygodnie.

Powiedział po chwili milczenia Zayn.

- Nie chcę zabierać ci łóżka.

Wymamrotał w jego szyję Louis, mocniej zaciskając piąstki na białej koszuli mężczyzny. Malik po raz kolejny zaśmiał się dźwięcznie i pogłaskał go po głowie, jakby to on w tym momencie pełnił rolę starszego.

- Nic mi nie będzie. Chciałbym, żebyś zabrał mi łóżko.

Powiedział z uśmiechem, co jednak nie do końca było prawdą. Chciał dzielić łóżko z Lou, chciał obserwować jak zasypia, czuwać przy nim całą noc i rano ujrzeć zaspane, turkusowe tęczówki spoglądające na niego nieprzytomnie.

Louis po chwili odkleił się od niego niechętnie, pozwalając mu podejść do szafy. Skupił wzrok na swoich dłoniach i zagryzł dolną wargę, nerwowo spoglądając na swoje paznokcie.

- Proszę.

Zayn wygrzebał z szafy czarną koszulkę z logo jakiegoś rockowego zespołu i szare spodnie od dresu. Louis wziął od niego ubrania i powoli pokierował się za mulatem do łazienki.

- Moje kosmetyki są tu, możesz użyć co chcesz. Czyste ręczniki są w szafce obok zlewu. Weź prysznic jak chcesz tylko uważaj, bo są źle przyklejone znaczki. Tam gdzie czerwony jest zimna woda, a gdzie niebieski gorąca.

Powiedział i zostawił go samego, posyłając na odchodne czuły uśmiech. Zamknął cicho drzwi od łazienki i wrócił do sypialni, otwierając okno by się trochę przewietrzyło. Rozścielił łóżko i nieco ogarnął wokół niego, aby Louis czuł się komfortowo, po czym sam szybko zrzucił z siebie eleganckie spodnie i koszulę, odrzucając je w kąt. Wsunął przez głowę białą koszulkę z czarnym napisem AC\DC po czym dołączył do tego grafitowe dresy i potargał ciemne włosy. Słysząc skrzyp desek odwrócił głowę, spoglądając z uśmiechem na Lou, który w jednej ręce trzymał swoje ubrania poskładane w kostkę, a drugą ręką przytrzymywał za luźne spodnie. Przez swoją filigranową posturę, ubrania Zayna wręcz wisiały na jego ciele, co w odczuciu mulata było wręcz słodkie.

- Chodź zrobiłem ci łóżko. Jesteś głodny?

Zapytał, jednak starszak pokręcił głową na boki, co znaczyło, że nie. Mulat skinął głową i pokazał na łóżko.

- Śpij dobrze, jakby co będę w salonie.

Powiedział i pogłaskał po włosach starszego chłopaka, uśmiechając się cały czas. Wziął z biurka swoją komórkę, jednak zaraz przy drzwiach zatrzymał go cichy, nieśmiały głos Lou.

- Zayn?

Od razu zatrzymał się i odwrócił, nie zdejmując z ust uśmiechu.

- Tak?

- Bo ja…

Zaczął niepewnie chłopak siedzący na łóżku, bawiąc się swoimi palcami nerwowo. Zayn uniósł brwi i podszedł bliżej by spojrzeć na zarumienione z zażenowania policzki Tomlinsona.

- Tak?

Powtórzył swoje pytanie, nie wiedząc czego tak bardzo boi się jego kolega. Bo byli kolegami, prawda?

- Ja… Boję spać się samemu w nowych miejscach.

Wymruczał niepewnie, ledwo słyszalnie. Serce Zayna na moment przestało bić. Po chwili jednak na jego wargi wpłynął delikatny, czuły wręcz uśmiech.

- Chciałbyś, abym spał razem z Tobą?

Zapytał cicho, na co chłopak niepewnie pokiwał głową, oblewając się jeszcze większym rumieńcem. Po kilkunasto sekundowej ciszy podniósł spojrzenie na Zayna, który omal nie dostał szczękościsku od ciągłego uśmiechania się.

- Dobrze. Wolisz spać od ściany czy pokoju?

Zapytał jak gdyby nigdy nic, czym nieco zbił z tropu zaskoczonego Lou.

- Od ściany.

Mruknął zaskoczony Tommo, na co Malik uśmiechnął się lekko i podszedł do łóżka. Odłożył telefon na stolik nocny, obok tego Louisa i wślizgnął się pod kołdrę zaraz obok niego. Leżeli teraz obok siebie na plecach, spoglądając na siebie co chwilę. Po chwili Zayn niepewnie uniósł ramię, przez co Louis ułożył głowę na jego klatce piersiowej, będąc ciasno obejmowanym przez silne ramię swojego przyjaciela. Wtulił się w jego bok, dzięki czemu Zayn mógł wtulić buzię w pachnące truskawkami włosy Lou. Od razu wiedział, że chłopak pomylił szampony i użył tego Waliyah, ale nie miał nic przeciwko. W połączeniu z naturalnym zapachem Lou było to cudowne wrażenie i Malik już się od niego uzależnił.

- Dobranoc, maleństwo.

Wyszeptał cicho.

- Branoc, Zay…

Wyszeptał cicho mniejszy, zaciskając palce na jego koszulce i uśmiechając się sennie. Po chwili młodszy poczuł, jak jego oddech się wyrównuje i staje płytszy, a rzęsy opadły na rumiane policzki. Uśmiechnął się i przycisnął lekko wargi do jego głowy, zasypiając wtulony w niego.

Następnego ranka obudził się pierwszy. Chwilę nie rozumiał, dlaczego na jego ramieniu jest czyjś ciężar i czemu jego nogi splątane są z innymi, jednak gdy tylko przekręcił głowę ujrzał Lou i wszystko do niego wróciło. Uśmiechnął się mimowolnie, przyglądając słodko śpiącemu Tomlinsonowi. Włosy miał potargane – każdy w inną stronę, usta rozchylone a rzęsy opadały długimi cieniami na zarumienione od ciepła policzki. Na jednym z nich odcisnął się także czerwony ślad od jego koszulki i poduszki, co Zayn uważał za urocze. Przemknął palcami po jego włosach, robiąc w nich jeszcze większy nieład i zaśmiał się cicho, melodyjnie, kiedy starszak przez sen zmarszczył słodko nos. Po chwili cofnął rękę i obrócił na bok, by móc bez przeszkód podziwiać obiekt swoich westchnień.

Minęło kilka minut, jak Lou zaczął wykazywać pierwsze oznaki przebudzenia. Poruszył lekko ręką, zatrzepotał rzęsami i zmarszczył słodko nosek, kichając, co wywołało kolejny, cichy chichot ze strony gospodarza. Po kolejnych kilku sekundach turkusowe, nieprzytomne tęczówki spoczęły na jego czekoladowych, roześmianych.

- Dzień dobry.

Przywitał się cicho Zayn, wciąż uśmiechając. Lou obdarzył go również uśmiechem, nieco sennym i nieogarniętym, jednak Zayn miał ochotę zrobić temu zdjęcie i ustawić sobie na tapetę komórki. Przeklął w myślach fakt, że nie zrobił tego wcześniej, jednak nic nie mógł już poradzić.

- Dobry.

Wymruczał Tommo, a Zaynowi serce zatrzepotało szybciej, kiedy usłyszał zachrypnięty od spania głos starszaka. Ogarnął się szybko, unosząc na łokciu i targając swoje włosy, nie spuszczając jednak szczęśliwego spojrzenia z towarzysza obok.

|WOA|

Louis bał się tego, co będzie. Spojrzał na siadającego obok Zayna i pokręcił lekko głową, kiedy ten zapytał się, czy chciałby namalować teraz obraz. Może i miałby pomysł oraz wenę, jednak nie miał sposobności, a na pewno nie chciał wracać teraz do domu.

- Więc? Co z tym obrazem?

Louis pomału okręcił głowę w bok i pociągnął nosem, chcąc zatamować cieknięcie przez wcześniejszy płacz. Czuł się tym nieco zażenowany, jednak uśmiech Zayna mówił mu, że chłopak wcale nie zwraca na to uwagi. Odetchnął cicho i zagryzł dolną wargę.

- Na… Na wystawie jeden mężczyzna… chciał kupić mój obraz… Za ładną sumę… Chcę mu go sprzedać, muszę go tylko znaleźć… Wiesz, przez jakiś czas będę… samodzielny.

Co jakiś czas robił sekundową pauzę, myśląc czy słowo które chce użyć jest odpowiednie, jednak Zayn zrozumiał bezbłędnie o co mu chodziło. Oczy starszaka momentalnie rozbłysły, jednak następne słowa zgasiły jego radość, tak jak dmuchnięcie na ogień zapałki.

- Tak, sądzę, że to dobry pomysł. Widziałem ten obraz, był świetny. To byłeś ty, prawda?

Louis na moment zamarł, po czym przekręcił głowę w drugą stronę, wbijając spojrzenie w księżyc. Nie przejął się nawet tym, że po jego policzku spływa delikatna łza, nie miał siły aby ją ocierać. Czuł się potwornie źle, ponownie. Przypomniał sobie każdy detal tego obrazu, przypomniał sobie każdy, nawet najmniejszy szczegół tamtej chwili, kiedy nie patrzył na swoją rodzicielkę przez pryzmat kłamliwej dziwki.

- Tak.

Odpowiedział cicho i dosłownie ułamek sekundy później poczuł na policzku palący wręcz dotyk delikatnych palców Zayna. Spojrzał na niego zaszklonymi oczkami i pociągnął ponownie nosem, starając się opanować płacz, jaki znów cisnął mu się na usta.

- Wiem, że pewnie teraz tak nie myślisz. Ba! Jestem przekonany, że spojrzysz na mnie jak na debila i nie uwierzysz w to co teraz powiem… Ale chciałbym, abyś wiedział, że nie ważne, jak bardzo jest źle i jak bardzo cierpisz… W końcu będzie lepiej. Ten u góry wie co robi.

Louis wiedział jednak, że Zayn ma rację. On sobie poradzi, sam czy z kimś, ale da sobie radę. Zsunął się nagle z łóżka, zarzucając ramiona na szyję chłopaka i wtulając buzię w jego klatkę piersiową, wdychając głęboko jego zapach.

- Dziękuję.

Wyszeptał zdławionym głosem w biały materiał i zacisnął na nim piąstki. Kiedy Malik uniósł ich i posadził na łóżku, Lou objłą go nogami, nie pozostawiając między nimi ani skrawka wolnego miejsca. Westchnął cicho, zamykając oczy. W jego ramionach czuł się dziwnie bezpiecznie, nawet w ramionach Harry’ego nie czuł się tak wspaniale jak w jego.

- Będziesz spał u mnie w pokoju, dobrze? Poszukam też jakieś ubrania, żebyś mógł się przebrać, pewnie ci nie wygodnie.

Po krótkiej chwili odezwał się Zayn. Lou przekręcił głowę, muskając końcem nosa jego skórę i delektując się jej zapachem.

- Nie chcę zabierać ci łóżka.

Wyszeptał w końcu Lou, usilnie starając się, aby chłopak nie odsunął się ani na milimetr. Chciał zostać w jego ramionach na zawsze. Słysząc jego dźwięczny śmiech zagryzł dolną wargę, a na jego policzki wstąpiły delikatne, ledwo widoczne rumieńce. Serce przy tym zabiło mu mocniej i na prawdę, mógłby tego słuchać całe życie.

- Nic mi nie będzie. Chciałbym, żebyś zabrał mi łóżko.

Po chwili zrozumiał, że Zayn jest pewnie zmęczony i chciałby pójść spać. Zażenowany więc swoją przylepnością zsunął się z jego bioder, siadając normalnie na materacu i bawiąc się palcami, w które wbił spojrzenie.

- Proszę.

Podniósł wzrok na czarną koszulkę i szare dresy, po czym chwycił je w szczupłe palce, ruszając za nim do lazienki. Pokiwał lekko głową kiedy Zayney poinstuował go o wszystkim i zaczekał, aż zamknął się drzwi. Odłożył ubrania na miejsce, gdzie nie miałyby prawa się zmoczyć i zsunął z siebie swoje jeansy i koszulę, składając je w staranną kostkę i odkłądając na drugą szafkę. Wyjął z niej duży, biały ręcznik i odkręcił wodę pod prysznicem, pamiętając co mówił Zayn o kolorkach. Odłożył ręcznik blisko kabiny i zsunął z siebie bokserki, odsuwając na bok. Wszedł pod ciepłą wodę, od razu biorąc żel Zayna. Owiał go zapach kokosu, przez który mimowolnie się uśmiechnął i namydlił całe ciało. Jego myśli wciąż krążyły wokół chłopaka, nie mogąc się pozbyć go ze swojego umysłu. Z roztargnienia sięgnął po żel należący do siostry Zayna i dokładnie umył kasztanowe kosmyki. Czując jednak zapach truskawek spojrzał na buteleczkę i jęknął cicho. Spłukał dokładnie powstałą pianę i nie mając zbytnio czasu na ponowne mycie włosów, po prostu zakręcił kurek z wodą. Wyszedł na jasne kafelki, dokładnie wycierając się ręcznikiem i zerknął w zaparowane lustro. Przetarł je dłonią, chwilę przyglądając się swojej twarzy, po czym cicho westchnął. Ubrał to, co dał mu Zayn, po czym rozejrzał za czymś, co mogłoby robić za pasek spadających dresów. Jęknął cicho i przytrzymując je w pasie wrócił do sypialni Zayna.

- Chodź zrobiłem ci łóżko. Jesteś głodny?

Louis od razu zaprzeczył, z nadmiaru emocji w nim kołatających nie byłby w stanie przełknąć nawet najmniejszego kęsu czegokolwiek. Czuł, jak żołądek na myśl o jedzeniu związuje mu się w supeł i trudno mu przełknać nawet ślinę.

- Śpij dobrze, jakby co będę w salonie.

Usiadł na łóżku, czując palce chłopaka w swoich wilgotnych kosmykach. Odchylił głowę lekko pod ich naporem i mimowolnie uśmiechnął, przymykając powieki. Słysząc jak kroki oddalają się, spanikował.

- Zayn?

Kiedy domyślił się, że chłopak się zatrzymał, zaczął nerwowo skubać rąbek za dużej koszulki. Zagryzł nerwowo dolną wargę, słysząc ciche pytanie Zayna.

- Tak?

- Bo ja…

Zaczął niepewnie, nie wiedząc do końca jak ma to powiedzieć, aby nie wyjść na dziecinnego. Był to problem, który był głównie u dzieciaków, ale cóż… Louis miał dziwne fobie i nieraz chociażby chciał, nie potrafił ich ukrywać.

- Tak?

- Ja… Boję spać się samemu w nowych miejscach.

Wyszeptał ledwo słyszalnie Louis, a na jego policzki wpłynęły szkarłatne rumieńce zażenownaia. NIe umiał podnieść spojrzenia na stojącego przed nim mulata, oczekując wyśmiania z jego strony.

- Chciałbyś, abym spał razem z Tobą?

Zapytał cicho mulat, na co starszak niepewnie pokiwał głową, oblewając się jeszcze większym rumieńcem. Po kilkunasto sekundowej ciszy w końcu odważył się podnieść spojrzenie na Zayna, cały czas uśmiechał się szeroko. Louis na prawdę miał wrażenie, że to z jego powodu, że Zayn śmieje się właśnie z niego.

- Dobrze. Wolisz spać od ściany czy pokoju?

Zapytał jak gdyby nigdy nic, czym nieco zbił z tropu zaskoczonego Lou. Czy Malik właśnie wyraził chęć spania z nim w jednym łóżku?

- Od ściany.

Powiedział w końcu, chociaz tak na prawde było mu to wszystko obojętne. Wślizgnął się pod kołdrę tak jak Zayn mu kazał i przekręcił głowę, by spojrzeć w jego rozisktrzone, czekoladowe tęczówki. Po chwili Zayn wsunął ramię pod niego, przez co głowa Tomlinsona wylądowała na umięśnionej klatce piersiowej sportowca. Lou uśmiechnął się, sennie wtulając w jego ciało jak w poduszkę lub misia.

- Dobranoc, maleństwo.

Dotarł do niego cichy głos mulata.

- Branoc, Zay.

Szepnął cicho, nim nie odpłynął w spokojne ramiona Morfeusza, zasypiając mocno wtulonym w swojego przyjaciela.

Rano obudziły go promienie słońca wpadajace przez uchyloną roletę. Poruszył ręką, napotykając czyjąś dłoń i zaskoczony zmarszczył nosek. Obcy zapach podrażnił lekko jego nozdrza, przez co kichnął i zatrzepotał powiekami, słysząc cichy chichot po swojej lewej stronie. Uchylił turkusowe powieki, spoglądajac na leżącego obok mulata i mimowolnie uśmiechnął się sennie, podświadomie chcąc budzić się tak co dzień.

- Dzień dobry.

Dotarł do niego głos piłkarza, przez co uśmiechnał się słodko.

- Dobry.

Usiał na lóżku, pocierając dłońmi twarz i ziewając potężnie. Rozejrzał się po pokoju i spojrzał ponownie na młodszego chłopaka.

- Mogę zrobić śniadanie?

Kiedy Zayn pokiwał głową prześlizgnął się nad nim, zahaczając stopą o kant łóżka i w konsekwencji spadając z niego z hukiem. Jęknął cicho, pocierając bolące ramie dłonią i spojrzał nieco bardziej obudzony na zmartwionego ale i rozbawionego Zayna.

- Wszystko dobrze?

Zapytał mulat krztusząc się śmiechem. Lou zebrał się z podłogi i pokiwał głową.

- Tak, idę zrobić śniadanie. Lubisz jajecznicę z tostami?

Kiedy mulat skinął głową zszedł do kuchni, a po kilku minutach po całym domu rozniósł się zapach smażonych jajek na bekonie oraz maślano-czosnkowych tostów.

Zayn wiedział, że mógłby zyć z Lou pod jednym dachem całe zycie i nigdy nie znudziłoby mu się poranne robienie śniadań przez Tomlinsona. Nie ważne, że mogło mu nie smakować, widok skupionego na patelni Louisa, z rozwichrzonymi włosami i opadającymi z jego bioder spodniami sprawiał, że nie potrafił przestać się uśmiechać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz