Zayn kipi, intensywnie wpatrując się w Liama znad okładki swojej książki. Albo jest nieświadom obecności innych ludzi w sklepie, albo wcale go nie obchodzą, kiedy przewraca oczami i mówi z drwiną – On mi się nie podoba.
Liam wzdycha, nadal wpatrując się w notatkę, którą trzyma w dłoni. Mogę jedynie powiedzieć, że bardzo lubię cię. Mógłby teraz umrzeć, oszczędzić sobie tego podekscytowania. – Wiem, Zayn – odpowiada cicho, przesuwając palcami po notatce, jakby nie mógł uwierzyć w jej istnienie. Właściwie to nie do końca wierzy.
- Więc co w związku z tym? – pyta Zayn, odkładając książkę i zakładając ramiona na stole. – Zobaczysz się z nim dziś w klubie? Moim zdaniem ten mały ku… - ostre spojrzenie Liama przypomina mu o uważaniu na słowa. Zayn niezręcznie odchrząka i próbuje ponownie, wymuszając słowa – ten mały dupek nie jest tego wart. Za łatwo wybaczasz.
To tylko nadopiekuńczość. Louis tak naprawdę nic nie zrobił. Zaspał i nie miał czasu, żeby wstąpić. To nie jest niczyja wina. – Przesadzasz, Zayn. Będzie dobrze. – Liam naprawdę wierzy w swoje słowa, lekko się uśmiechając i wzruszając ramionami. Będzie dobrze. Pójdzie dziś do klubu i porozmawia z Louisem – nie będzie tak, jak wcześniej, kiedy jedynym, co osiągali, było złożenie zamówienia, ale naprawdę będzie to rozmowa – i wszystko pójdzie dobrze. Musi.
Odwraca się i idzie na zaplecze, wsuwając paragon do tylnej kieszeni i uśmiechając się jak idiota. – Harry? – woła, wystawiając głowę za drzwi.
Głowa z lokami Harry’ego wygląda zza jednego z piekarników, uśmiecha się szeroko i z radością. – Pokazał się! – wrzeszczy głośno i wesoło. Liam kiwa głową i Harry wychodzi z ukrycia wykonując uderzenie pięścią w górę. – I na świecie ponownie zapanował porządek. Tak samo jak w piekarni.
Liam się śmieje. – Nie do końca taką reakcję otrzymałem od Zayna, muszę przyznać. Podsłuchiwałeś?
- Miałem podsłuchiwać co, kochany Liamie? Wy ledwo rozmawiacie. Wiem tylko, że dał ci paragon, a twoja twarz rozświetliła się jak choinka w święta. – Harry udaje, że się krztusi, łapiąc się za gardło i wystawiając język. – Co on zrobił, kupił ci prezent?
- Och, zamknij się. – Liam śmieje się, wracając. – Teraz twoja kolej na kasie. Ja już dziś zrobiłem wystarczająco.
- Oczywiście. Żaden klient nie równa się z twoim księciem, wiem. Obiecaj mi tylko, że niczego nie podpalisz, marząc o jego zapierających dech w piersiach oczach i ciasnych spodniach, okej? – Harry puszcza mu oczko, przechodząc obok i wychodząc na sklep.
Dzień mija powoli. Liam od czasu do czasu myśli, że może lepiej by było, gdyby się trochę przespał, poszedł do domu i odetchnął. Ale widok Louisa i czytanie tej notki dodało mu jakby energii, która pozwoli mu zostać na nogach dłużej. Stale uderza placami o ladę i gwiżdże piosenkę, która utknęła mu w głowie. Dźwięk ten już dawno doprowadził Harry’ego i Zayna do obłędu, przez co pogłośnili radio jak najbardziej się dało i śpiewali Pixie Lott, Eda Sheerana, Cher Lloyd i wszystko inne, co mogło być odtwarzane w tym czasie.
Kiedy Harry mówi mu, że ma spadać, zanim znajdą taśmę izolacyjną, Liam już prawie wyskakuje z własnej skóry. Nie jest pewien, co będzie robił dziś w klubie lub czy pójdzie tam z Harrym i Zaynem, czy pójdzie tam sam, ale wie, że pójdzie tak czy inaczej i przez tę myśl jest stremowany. Wraca do domu w rekordowym tempie i natychmiastowo kieruje się do szafy, próbując znaleźć coś do ubrania, w czym nie będzie wyglądał śmiesznie.
I tak, okej, ma dużo koszul w kratę. Za dużo. Przez cały ten czas próbował wyglądać jak drwal? To jest nieco śmieszne. Każda jego koszula była prana przynajmniej siedemdziesiąt razy i wszystkie wyglądają na tak sprane i znoszone, że Liam zastanawia się, dlaczego w ogóle nosi je publicznie. W końcu okazuje się, że ma tylko kratkę, więc zakłada kratkę.
Okazuje się też, że Harry i Zayn nie idą, ponieważ nie odpowiadają na jego liczne telefony i wiadomości. W rezultacie Liam idzie sam, zbyt przepełniony nerwową energią, by rozpatrzyć jechanie samochodem i zbyt niecierpliwy, by czekać, aż ktoś odpowie i go zawiezie. Pogoda i tak jest ładna i klub nie może być tak daleko. Prawda?
Oczywiście zanim tam dociera, jest bardziej zatłoczony, niż kiedykolwiek i są duże szanse, że mimo wszystko nie porozmawia z Louisem. Tyle osób otacza bar i prosi o drinki, że ciężko jest znaleźć miejsce. Przyciągnięcie uwagi Louisa musi być jeszcze trudniejsze, przecież musi pracować i zarabiać pieniądze.
Liam naprawdę, naprawdę pragnie, żeby nie musiał.
Kiedy w końcu dostaje się do baru i siada, jest już w klubie od piętnastu minut i zabiłby za coś do picia. Jest ciepło, wilgotnie i ciasno, i ktoś przylega do jego pleców i popycha go bliżej drewna, ale nic nie mówi. Jest zbyt skupiony na fakcie, że Louis jest tak blisko i wygląda tak szczęśliwie, uśmiechając się i zgadzając ze wszystkimi, mimo że rzucają mu zamówienia i domagają się następnych kolejek. Coś wykonuje akrobacje w brzuchu Liama na myśl, że to on jest powodem tego uśmiechu.
Louis również go widzi, a jego twarz jeszcze bardziej się rozświetla. Nie marnuje czasu, chwytając szklankę i napełniając ją wodą, i podaje ją Liamowi. Przez ułamek sekundy wygląda, jakby chciał coś powiedzieć, ale zanim jest w stanie, ktoś z drugiej strony baru prosi o drinki. Louis przepraszająco wzrusza ramionami, zanim odchodzi, by ułożyć w linii szklanki i napełnić je alkoholem.
Liam decyduje, że nie ma pośpiechu, mimo że ziewa i pociera oczy. Poczeka aż Louis będzie mógł podejść, by ponownie napełnić szklankę i coś powiedzieć, nawet jeśli będzie to tylko jedno słowo lub dwa. Nie ma dziś nic innego do roboty. No więc czeka, obserwując Louisa z nadzieją, że w końcu wszyscy w klubie pójdą gdzieś indziej, mimo że jest to nierealne. W końcu Louis przychodzi ponownie, nadal uśmiechając się jaśniej, niż jakiekolwiek słońce, które widział Liam.
- Hej – zaczyna Liam, kiedy Louis sięga po jego pustą szklankę, delikatnie dotykając wewnętrznej strony jego nadgarstka opuszkami palców.
Louis się waha a Liam zastanawia się dlaczego. Nie wydaje się być zdenerwowany ani zaskoczony, ani zdezorientowany; wygląda, jakby zastanawiał się, jak coś powiedzieć. – Hej – odpowiada powoli, trybiki w jego głowie nadal się obracają. Lekko się pochyla wprzód, wyglądając coraz bardziej poważnie. Opiera łokcie na barze i przechyla głowę na bok, uważnie patrząc na Liama.
Liam nie jest przyzwyczajony do bycia analizowanym, ale nie sądzi też, żeby miał coś przeciwko. Louis patrzący na niego w ten sposób mógłby być najlepszym wyróżnieniem tego tygodnia, a może i całego życia. Jest krótki moment ciszy i Liam ma ochotę przerwać go, mówiąc o tym, ale coś mówi mu, że to niekoniecznie najlepszy pomysł. Zamiast tego nadal jest cicho i czeka, aż Louis dokończy swoją myśl.
- Możesz trochę poczekać? Mam zmianę do późna, ale chciałbym potem z tobą porozmawiać.
Serce Liama mogło się właśnie zatrzymać. Musi wyglądać teraz głupio, ponieważ Louis wygląda, jakby miał zaraz wybuchnąć śmiechem, przygryza wargę i patrzy szeroko otwartymi oczyma. Część umysłu Liama wydaje się krzyczeć w końcu i myślałem, że nigdy nie spytasz, ale jedynym, co udaje mu się wykonać, jest krótkie kiwnięcie głową, powstrzymywanie uśmiechu i przełknięcie upokarzającego chichotu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz