Tak jak się umówili, w poniedziałek podczas długiej przerwy Zayn pojawił się pod drzewem, gdzie siedział Louis i Harry. Ten pierwszy uśmiechał się wesoło, oczy mu błyszczały i cały umorusany był kolorowymi farbami. Styles natomiast zdawał się zabijać piłkarza wzrokiem.
- Szukasz tutaj czegoś?
Zapytał niemiło, na co Louis od razu zareagował.
- Harreh, uspokój się. Dobrze wiesz, że…
- Tak, tak, pójdę poszukać Josha.
Uciął mu w pół zdania i zostawił parę samych. Louis przesunął się, robiąc miejsce Malikowi i przeczesał kolorową grzywkę jeszcze bardziej kolorowymi, smukłymi palcami.
- Rozmawiałeś z mamą?
Zapytał mulat, podając mu papierową torbę z kanapką z indykiem. Chłopak chętnie ją przyjął, wyjmując jedzenie i zerknął na niego.
- Nie. Znaczy się… Oznajmiłem jej, że za dwa tygodnie się wyprowadzam. I to wszystko, potem poszedłem do Harry’ego.
Wyznał Tomlinson, biorąc kęs kanapki i spoglądając na niego z lekkim uśmiechem. Zayn westchnął i skinął głową, opierając się plecami o pień drzewa i uśmiechając się niepewnie.
- Robisz coś po zajęciach?
Lou wzruszył ramionami, przełykając kęs i zamyślając się.
- Muszę zadzwonić do faceta, który chciał kupić mój obraz. Chcę go sprzedać i wynająć coś jak najszybciej.
Przyznał w końcu, zgarniając końcówką języka resztkę sosu jogurtowego z kącika ust. Zayn obserwował ten gest z lekkim uśmiechem, po czym wrócił spojrzeniem na turkusowe tęczówki rozmówcy.
- Rozumiem, pewnie też bym tak zrobił. Słuchaj… Robimy z rodzicami grilla w piątek, może byś wpadł poznać moją rodzinę? Zawsze chcą znać ludzi, z którymi się przyjaźnie, jestem pewny, że załapalibyście dobry kontakt i w ogóle.
Zapytał po chwili Malik, kończąc swój lunch i zgniatając papierową torbę w dłoni. Uformował z niej ładną kulkę i rzucił do stojącego kilka metrów dalej kosza. Louis obserwował jak papier leci w powietrzu i idealnie trafia do pojemnika, po czym znów spojrzał na kolegę.
- Jasne, bardzo chętnie przyjdę.
Powiedział w końcu z lekkim uśmiechem i przeczesał palcami niesforną grzywkę. Zayn zaśmiał się cicho i wysunął dłoń, zaczesując jego kosmyki na lewą stronę, po czym posłał mu szeroki uśmiech.
- Bardzo się cieszę.
Przyznał w końcu i starł z jego rumianego policzka odrobinę sosu.
- No a… Malowałeś coś dzisiaj?
Zapytał po chwili mulat, spoglądając na niego i wygodniej opierając się o pień drzewa. Louis uśmiechnął się lekko i zawiesił spojrzenie na liściach, kiwając lekko głową.
- Tak. Na zajęciach malowaliśmy marzenia. Namalowałem biegającego po parku psa z jakimś kijkiem jesienią.
Przytaknął z lekkim uśmiechem, spoglądając na bezchmurne niebo. Zayn chwilę milczał, po czym przekręcił głowę tak, że opierał się skronią o brązową korę, ale mógł spokojnie przyglądać się towarzyszowi.
- Chciałbyś mieć psa?
Spytał po chwili, na co Tomlinson przytaknął lekko.
- Tak. Ale wiesz, nie jakiegoś rasowego czy coś. Chciałbym takiego małego psiaka ze schroniska. Kiedyś sobie obiecałem, że jak będę mógł, to przygarnę tego, który potrzebuje leczenia, wiesz, na skraju życia i nikt go nie chce uratować. Każdy patrzy na to, żeby pies był śliczny, słodki i kochany. Każdy jest, jak ma odpowiednią troskę i opiekę. No wiesz, w sensie nie ma nic lepszego niż ten wdzięczny wzrok pupila i świadomość, że uratowałeś mu życie, nie ważne czy jest w łatki, paski, czarny, szary, czy nawet fioletowy, prawda?
Zapytał Lou, spoglądając na uśmiechniętego, szczerze uśmiechniętego Zayna.
- Tak, masz rację.
Przytaknął z lekkim uśmiechem i odgarnął zabłąkany, zielono-żółty kosmyk włosów z czoła starszaka. Jego policzki zarumieniły się nieznacznie przez ciepły dotyk karmelowej skóry na swojej, wiec spuścił wzrok, wbijając go w swoje dłonie.
- Na pewno kiedyś będziesz miał okazję, by uratować takiemu psu życie, wiesz?
Powiedział wesoło i przeniósł spojrzenie na przyglądającego im się Harry’ego. Siedział z Niallem i Joshem, nie spuszczając jednak wzroku z ich dwójki. Westchnął cicho, a Louis zaciekawiony powędrował wzrokiem za spojrzeniem Zayna.
- Przepraszam, on po prostu się martwi. Wiesz, ludzie mnie nie lubią z reguły.
Tomlinson wzruszył lekko ramionami, przenosząc spojrzenie na fontannę niedaleko nich. Czuł na sobie wzrok Malika, przenikliwy i troskliwy.
- Nie rozumiem dlaczego cię nie lubią. Nawet Cię nie znają. Jesteś inny, ale to dobrze. Kochasz to co robisz i oddajesz się temu w stu procentach, to chyba najważniejsze, prawda? Osiągniesz sukces, Louis i wiesz co? Stanie się tak tylko i wyłącznie dzięki twojej zaciętej pracy i byciem innym. Przeciętni ludzie nie osiągają wiele, Lou. Będziesz znany, ceniony i ludzie jeszcze cię pokochają. Będziesz mógł pokazać ludziom z tej szkoły środkowy palec i z uśmiechem powiedzieć ‘Pieprzcie się, teraz ja błyszczę.’
Louis uśmiechnął się na słowa Zayna i przybliżył, chowając twarz w jego klatce piersiowej. Młodszy od razu owinął wokół jego ciała ramiona, wtulając buzię w kasztanowe włosy.
- Dziękuję.
Wymamrotał Tommo w bejsbolówkę piłkarza, zaciskając pięści na miękkim materiale na jego plecach. Zayn westchnął cicho i nieznacznie pokręcił głową, wzmacniając wokół niego uścisk.
- Nie ma za co, Louis. To prawda.
Mruknął w odpowiedzi i powoli się od niego odsunął, posyłając ciepły, troskliwy uśmiech.
- Olej innych, rób swoje, dobrze?
Starszy pokiwał lekko głową i uśmiechnął się delikatnie, przeczesując palcami splątaną grzywkę. Po chwili rozbrzmiał dzwonek, więc musieli się pożegnać. Louis udał się na lekcję matematyki, a Zayn biologii.
- O czym rozmawiałeś z Zaynem?
Harry zaatakował Louisa pytaniami już na następnej przerwie, kiedy siedzieli z Joshem na stołówce. Niall miał do nich zaraz dojść a Louis czuł się niekomfortowo kiedy otaczała go taka masa ludzi. Niestety w ciągu tych marnych 45 minut zdążył lunąć deszcz i teraz ściana wody nie pozwalała im na swobodne przesiadywanie na dworze.
- Harry, wyluzuj co? Nie tak ostro.
Upomniał go Devine, biorąc ze swojej tacki kawałek radioaktywnego kurczaka i maczając go w ketchupie.
- To jadalne?
Zapytał Lou, uważnie patrząc na drobiowe kawałki, których osobiście by nie tknął. Josh wzruszył ramionami, wrzucając do ust kolejny kęs, jednocześnie szukając wzrokiem blondwłosego chłopaka. Chciał by Lou wreszcie go poznał.
- Nie zmieniaj tematu, Louis. O czym rozmawiałeś z Zaynem?
Zapytał Styles, uważnie przyglądając się starszemu koledze. Tomlinson przeniósł zaskoczony wzrok na niego i pokręcił lekko głową.
- O niczym ważnym, Haz. Uspokój się, ok? Zaprosił mnie na grilla, potem rozmawialiśmy o tym, że chciałbym mieć psa i o moim malowaniu. A potem zobaczyliśmy jak zabijasz nas wzrokiem. To nie było miłe, wiesz? Naprawdę lubię Zayna, nie wiem czemu to tak bardzo ci przeszkadza.
Wytknął mu cicho Tomlinson i odwrócił spojrzenie. Wrogość Harry’ego do Malika bardzo go raniła, bo Styles wiedział, jakim uczuciem darzył go Lou. Wiedział też że Zayn nie chce zrobić mu krzywdy i naprawdę nie rozumiał, dlaczego jest do niego tak negatywnie nastawiony.
- Po prostu mu nie ufam.
Fuknął Styles, na co Louis podniósł głowę.
- Dlaczego kiedy ktoś inny zaczyna mnie lubić, musisz mnie ranić, Harry?
Zapytał cicho, niemalże ze łzami w oczach i podniósł się ze swojego miejsca. Od razu ruszył w stronę wyjścia, nie pozwalając Stylesowi nawet na odpowiedź czy jakąkolwiek inną reakcję. Przeszedł przez pusty korytarz i wspiął się po schodach na ostatnie piętro, gdzie czasem lubił posiedzieć, kiedy była właśnie taka pogoda jak teraz. Opadł na parapet przy wielkim oknie i oparł skroń o szybę, obserwując smętnym wzrokiem spływające krople deszczu. Westchnął cicho i odchylił głowę, zamykając na moment oczy. Miał nadzieję, że Harry go zrozumie i odpuści. Po chwili jego komórka zawibrowała. Wyjął smartfona z kieszeni i przejechał palcem po dotykowym ekranie, od razu wchodząc w wysłaną wiadomość.
From: Mrs. Hardwick
Thomas Winston, 547156946*, wciąż jest zainteresowany kupnem, za każde pieniądze. Powodzenia!
Zagryzł dolną wargę i powoli wszedł w numer, wybierając opcję połączenia. Nie musiał czekać długo, już po drugim sygnale męski głos powitał go.
- Witam, Louis Tomlinson z tej strony. Rozmawialiśmy jakiś czas temu na wystawie, chciał Pan kupić mój obraz. Chciałbym się dowiedzieć… oferta wciąż aktualna?
Zapytał po chwili, na co mężczyzna od razu przytaknął.
- Oczywiście, chłopcze, że aktualna! Masz jeszcze jakieś swoje prace? Chętnie je obejrzę, jestem pewny, że spodoba mi się coś jeszcze.
Oznajmił mu starszy mężczyzna, na co Lou odetchnął ulgą w głębi duszy.
- Tak, mam, jak najbardziej. Wszystkie są u mnie w domu. Może pan podjechać około 17? Obejrzałby pan prace i doszlibyśmy do jakiegoś porozumienia.
Zaproponował malarz, przeczesując kosmyki włosów palcami.
- Dobrze, wyślij mi adres na ten numer. Do zobaczenia, chłopcze.
- Do widzenia.
Louis rozłączył się i westchnął, ściskając w dłoni mały aparat. Prawdopodobnie był to kolejny krok do usamodzielnienia się i zostania kimś.
- Louie?
Z zamyślenia wyrwał go głos Zayna nieopodal. Przekręcił głowę i uśmiechnął się lekko.
- Co się stało? Czemu siedzisz sam?
Chłopak kucnął obok niego, po chwili jednak opadając na posadzkę i krzyżując nogi, uważnie przyglądając się Tomlinsonowi. Ten westchnął cicho i pokręcił głową, przenosząc spojrzenie na piłkarza.
- Nic wielkiego, Zayn. Pokłóciłem się trochę z Harrym i chciałem pobyć bez niego chwilę. No i rozmawiałem z tym facetem od obrazu, chce zobaczyć więcej moich prac. Umówiłem się z nim na piątą u mnie, żeby mógł je obejrzeć. Pomyślałem….
Zaczął cicho, jednak po chwili pokręcił głową, przeczesując palcami włosy.
- Nie, to głupie.
Mruknął, ale Malik od razu podniósł się i usiadł naprzeciwko, kręcąc lekko głową.
- Na pewno nie głupie. O co chodzi, o czym pomyślałeś?
Zapytał z ciepłym uśmiechem, wysuwając dłoń i ujmując jego lace w swoje. Były takie małe w porównaniu do jego.
- Ja.. Um… Po prostu pomyślałem, że może chciałbyś być wtedy ze mną? Wiesz, będę chyba potrzebował kogoś, kto mnie kopnie w dupę i uspokoi.
Mruknął Lou, spuszczając spojrzenie na swoją dłoń w jego i rumieniąc się nieznacznie na ten widok. Chciał by tak było już zawsze.
- Oczywiście, Lou, że bym chciał! Nie wiem czemu uważasz to za głupie. Tylko… Czy zamiast kopać cię w dupę, mogę Cię po prostu przytulić?
Zapytał, na co Tommo uśmiechnął się szeroko, kiwając lekko głową i spoglądając w roześmiane, czekoladowe oczy swojego kolegi.
- Jak najbardziej możesz, nawet teraz.
Zayn od razu puścił jego dłoń tylko po to, by rozłożyć ramiona. Louis wgramolił się niezdarnie na jego nogi i owinął ramiona wokół jego szyi, po raz drugi tego dnia mocno się w niego wtulając i zaciągając cudownym, męskim zapachem dezodorantu, perfum i czegoś, co było naturalnym zapachem skóry Zayna. Już teraz mógł śmiało stwierdzić, że jest to jego narkotyk.
|WOA|
Chwilę przed godziną 17 Zayn stanął przed drzwiami Louisa. Przestąpił z nogi na nogę i zapukał trzy razy do drewnianych, pomalowanych na biało drzwi, uśmiechając się lekko. Niemal natychmiast otworzył mu Louis, co wbiło go w lekkie osłupienie.
- Czekałeś pod drzwiami?
Zapytał na co starszy wzruszył ramionami, rumieniąc się. Przytulił się do niego na przywitanie i westchnął, wypuszczając z ust drżący oddech, który połaskotał szyję piłkarza.
- Denerwuję się.
Wyznał po chwili, zamykając oczy i próbując opanować drżenie rąk.
- Wiem, mały. Wszystko będzie dobrze, jestem tego pewny.
Mruknął Zayn, uśmiechając się pogodnie i spoglądając na zdenerwowaną twarz przyjaciela. Przyciągnął go ponownie do uścisku, wplatając palce w jego włosy i uspokajająco masując czaszkę.
- Dziękuję, że jesteś.
Lou zacisnął dłoń na koszulce chłopaka i odetchnął cicho, po czym usłyszeli dzwonek do drzwi. Lou odsunął się lekko od Malika i zerknął za okno, na podjazd, gdzie stał najnowszy, czarny Mercedes. Poprawił granatową koszulę i jasne spodnie, po czym otworzył drzwi, delikatnie się uśmiechając.
- Dzień dobry, panie Winston.
Przywitał się grzecznie chłopak, ściskając dłoń starszemu mężczyźnie.
- Witam. Więc gdzie te perełki?
Zapytał prosto z mostu, uśmiechając się pogodnie do chłopaka. Louis odwzajemnił uścisk i cofnął się by mężczyzna mógł wejść. Wtedy wzrok kupca padł na piłkarza stojącego nieco z boku.
- To mój przyjaciel, Zayn Malik.
Przedstawił mulata starszy chłopak i gdy Ci podali sobie dłonie, poprowadził dwójkę do piwnicy. Tam na sztalugach i ścianach porozstawiane były najlepsze prace Louisa, jakie kiedykolwiek udało mu się stworzyć. Pojawiła się tam praca z wystawy, a także kilka innych, nie mniej świetnych dzieł. Tomlinson złapał za rękę Zayna, kiedy gość oglądał uważnie każdy obraz, nerwowo zaciskając palce na jego.
- Uspokój się, będzie dobrze.
Szepnął mu chłopak na ucho i uspokajająco ucałował w skroń. Lou westchnął i spojrzał turkusowymi oczami w jego czekoladowe tęczówki, kiwając głową.
- Dobrze.
Szepnął i spojrzał ponownie na mężczyznę, który właśnie oglądał obraz w czerni i bieli z dodatkami czerwieni. Przedstawiał bawiącego się z kotem chłopca, niektóre elementy były czerwone jak obróżka zwierzaka czy koszulka malucha, jednak reszta utrzymywana w szarej tonacji.
- Wziąłbym na pewno ten. Dam za niego 10 tysięcy, jest niesamowity.
Powiedział mężczyzna, na co Louisowi zakręciło się w głowie. 10 tysięcy za jego obraz! Skinął lekko głową, uśmiechając się i podchodząc bliżej.
- Te dwa obrazy tak?
- Zastanawiam się jeszcze nad tamtym obrazem wodospadu, pasowałby mi chyba do salonu, a na pewno spodobał żonie.
Zamyślił się pan Winston, uważnie patrząc na krajobraz kilka obrazów dalej.
- Tak, myślę że mogę wziąć te trzy, każdy za 10 tysięcy. Czy taka kwota Ci odpowiada, chłopcze?
Zapytał z uśmiechem, zerkając na niego. Lou poczuł jak robi mu się gorąco, trzydzieści tysięcy funtów za jego obrazy! Czy mogło być coś jeszcze lepszego?!
- Tak, proszę pana, oczywiście. Owinę je folią. Chce pan je zabrać teraz czy przyjechać później?
Mężczyzna wyjął z marynarki książeczkę czekową, a Louisowi znów skojarzył się z jakimś mafiozo. Przełknął ślinę, przeczesując czekoladowe włosy.
- Wezmę je od razu, możesz je zawinąć.
Siwiejący facet podszedł do niewielkiego stolika w kącie i wypisał trzy czeki, każdy na określoną sumę pieniędzy i wręczył je Louisowi.
- Dziękuję.
Uśmiechnął się Tomlinson, starannie składając prostokątne świstki i chowając je do portfela. Podszedł do rolki z folią i starannie, ostrożnie owinął w nią każdą pracę, upewniając się że jest ona podpisana. Wspólnie przenieśli do auta płótna i Lou uśmiechnął się szczerze.
- Jeszcze raz dziękuję, panie Winston.
Uścisnął jego dłoń, uśmiechając się szeroko.
- To ja dziękuję, chłopcze. Masz talent, nie zmarnuj go. No i daj mi znać jak namalujesz kolejne perełki.
Poprosił mężczyzna, na co młodszy pokiwał głową. Stanął przy Zaynie, który objął go ramieniem i wspólnie obserwowali, jak samochód znika za rogiem.
- Boże, to naprawdę się stało? Zayn! Mogę wynająć własne mieszkanie!
Louis podskoczył radośnie i rzucił się na szyję przyjaciela, trzęsąc się z ogarniającej go euforii. Ten zaśmiał się wesoło i objął go ramionami, okręcając się wokół.
- Tak bardzo się cieszę!
Zapewnił go Malik, uśmiechając się czule i muskając wargami jego policzek. Ich serca wywróciły koziołka ale żaden z nich nie dał po sobie poznać, że coś się dzieje w ich wnętrzu.
- Proponuję w takim razie ciastko i herbatę na uczczenie tego.
Powiedział po chwili Louis i pociągnął Malika ponownie do domu. Weszli do kuchni, gdzie Louis otworzył lodówkę i wyjął blachę ciasta z kremem i śmietaną, nakładając na dwa talerzyki po sporym kawałku. Wstawił wodę na herbatę i oparł się biodrem o blat, wyjmując dwa kolorowe kubki z szafki.
- Wolisz ze Scoobym Doo czy Królikiem Bugsem?
Zapytał patrząc na dwa naczynia z postaciami z kreskówek. Zayn uśmiechnął się rozbawiony, przyglądając obu.
- Ze Scoobym.
Powiedział w końcu i zawiesił wzrok na tyłku Louisa, który idealnie opinały jasnoniebieskie spodnie.
- Scooby – dooby – doo , where are you?
Zaczął nucić pod nosem, zalewając dwie torebki z herbatą i zabawnie kręcąc przy tym tyłkiem. Zayn nie mógł się powstrzymać i wybuchnął rozbawiony śmiechem, który odbił się od ścian pomieszczenia, porażając swoim dźwiękiem Louisa, którego serce zamarło na chwilę.
- Proszę.
Postawił przed nim z uśmiechem kawałek ciasta i kubek z bajkowym psem, po czym usiadł naprzeciw, zatapiając mały widelczyk w kawałku wypieku.
- Mmm pyszne. Kto robił?
Zapytał Malik, zlizując czubkiem języka krem z warg i patrząc zaciekawiony na uśmiechniętego Louisa.
- Hmmm…. Powiem nieskromnie, że ja.
Zaśmiał się wesoło i przeczesał palcami włosy, biorąc do ust kolejny kęs.
- Pieczesz, malujesz, śpiewasz, grasz na pianinie i gitarze… Przestań być taki idealny, tak? Jest coś, w czym jesteś beznadziejny? Proszę, pociesz mnie.
Mruknął Zayn, na co Louis się zarumienił.
- Jestem beznadziejny w sporcie.
Odpowiedział po przełknięciu słodyczy i podniósł turkusowe tęczówki na towarzysza, uśmiechając się niepewnie. Zayn spojrzał na niego i prychnął, kręcąc lekko głową.
- Niemożliwe. Nie możesz być do niczego w każdym sporcie.
Sprzeciwił się, na co starszak wzruszył lekko ramionami i oplótł gorące naczynie smukłymi palcami. Dmuchnął w parę unoszącą się nad herbatą i ponownie spojrzał na Zayna.
- Chyba jestem. Kiedyś zachciało mi się grać z Harrym w siatkówkę. Skręciłem kostkę w ciągu pięciu minut od wejścia na boisko.
Powiedział w końcu, na co Zayn z trudem stłumił śmiech.
- W wakacje nauczę Cię grać w piłkę nożną, obiecuję.
Malik uśmiechnął się znad kubka i upił łyk gorącego napoju, który przyjemnie poparzył mu język. Louis spojrzał na niego badawczo, zagryzając dolna wargę, by po chwili wypuścić wstrzymywane powietrze.
- Jeśli dopilnujesz, abym nie wylądował na izbie przyjęć, myślę, że mogę się zgodzić.
Powiedział w końcu, samemu biorąc spory łyk herbaty z mlekiem i przeczesał palcami włosy.
- Obiecuję, że zrobię co w mojej mocy, żebyś był bezpieczny i zadowolony.
Odparł Zayn, posyłając mu tak szeroki i czuły uśmiech, że gdyby Louis własnie nie siedział, na pewno opadłby na ziemię z powodu miękkich nóg. Odwzajemnił go jednak i pokiwał lekko głową, przełykając łyk napoju.
- Dobrze, myślę, że w takim razie mogę się na to zgodzić.
Powiedział w końcu i westchnął cicho, zamykając na moment oczy. Czuł się zmęczony, kłótnia z Harrym, drogo sprzedane obrazy i wszystkie towarzyszące mu przy tym, silne emocje wykończyły go maksymalnie. Wiedział jednak że będzie w domu sam. Nie śmiał prosić Zayna o pozostanie, przecież jutro była szkoła, a on nie miał tutaj absolutnie nic, co by mógł ubrać lub chociaż książek by się spakować.
- Jesteś zmęczony.
Powiedział w końcu Zayn, wstawiając naczynia do zlewu. Louis wstał i zrobił to samo ze swoimi, lekko kiwając głową.
- Tak, trochę tak.
Przyznał, przecierając oczy i westchnął, wtulając się w jego ciało i przyciskając nos do karmelowej skóry na szyi młodszego.
- Nie chcę być sam, Zayn.
Wyszeptał po chwili, nie do końca świadom tego, co opuściło jego usta przed momentem.
- Jeśli chcesz, mogę poczekać aż nie zaśniesz.
Zaoferował cicho wyższy, uśmiechając się ciepło. Lou odchylił głowę, spoglądając na niego pytająco.
- Mógłbyś?
Ten przytaknął, więc Lou od razu poszedł do łazienki umyć się i przebrać. Zayn usiadł na brzegu łóżka w jego pokoju i uchylił okno, by powietrze przeczyściło się przed snem i Lou nie czuł się niekomfortowo. Po chwili Louis wrócił ubrany w szarą koszulkę coca – coli i ciemniejsze spodnie od dresu. Wślizgnął się pod kołdrę, a Zayna omiótł zapach kokosu, który prawdopodobnie był żelem pod prysznic starszego.
- Dziękuję Ci, Zayn.
Powiedział cicho z lekkim uśmiechem i mocno się przytulił, zanim ułożył głowę na poduszce.
- Nie ma sprawy, naprawdę.
Zayn złapał go delikatnie za rękę, splatając niepewnie palce. Lou zamruczał z aprobatą na ten drobny gest i przymknął powieki.
- Dobranoc.
Wymruczał, czując jak odpływa w krainę Morfeusza, nawet nie chcąc tego powstrzymywać.
- Śpij dobrze, mały.
Zayn pochylił się, przyciskając usta do skroni Louisa, co podziałało przeważająco na jego senność i poczucie bezpieczeństwa. Zayn był tu i nie pozwoli, by stała mu się jakakolwiek krzywda.
_____
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz