niedziela, 8 grudnia 2013

Prolog

Rzecz w tym… Okej. Cóż. Rzecz w tym, że Louis tak naprawdę nie ma pojęcia, kim jest ten chłopak. Zna jego imię, ale właściwie tylko dlatego, że nosi on plakietkę w piekarni znajdującej się niedaleko mieszkania Louisa, w której pracuje. I Louis musi codziennie chodzić do tej piekarni, ponieważ mają tam najlepsze muffiny z jagodami, jakie kiedykolwiek jadł. Wcale nie dziwnie jest znać imię Liama. Wcale.
Ale prawdopodobnie nieco dziwnie jest myśleć o uroczym chłopaku, który robi twoje ulubione ciastka, kiedy zamieniłeś z nim zaledwie dwa słowa. Dziwnie jest ścierać tę mąkę, którą wydaje się stale mieć na czubku nosa lub pragnąć, by choć raz móc go rozśmieszyć, aby zobaczyć ten uśmiech, który wymuszał na nim chłopak z kręconymi włosami, jego współpracownik.
Prawdopodobnie dużo bardziej dziwnie jest chcieć z nim być, mimo że zna się tylko jego imię i naprawdę nic więcej.
Więc Louis trochę się dąsa, myśląc o Liamie, uroczym piekarzu, który zdecydowanie nie ma pojęcia, że Louis istnieje. Jest tak poza ligą Louisa, że to całe zachwycanie się nim jest naprawdę nieco żałosne. Ale wszyscy lubią się czasami nad sobą żalić, prawda? Louis robi to za barem, z papierkiem po muffinie w koszu na śmieci, który później będzie opróżniał, nalewając drinki klubowiczom i wycierając kufle szmatką, która prawdopodobnie nie jest tak czyta, jak być powinna.
Krzyk od jego kierownika, Nialla, wyrywa go z ponurych przemyśleń. – Na miłość boską, Tommo, przestań się dąsać, możesz?
Louis wykonuje wymijający gest ręką, by go zbyć, a Irlandczyk odchodzi, kręcąc głową. – Musisz być jakiś walnięty, albo coś.
- Tylko dla ciebie! – odpowiada mu niedorzecznie Louis, otrzymując leniwie uniesiony środkowy palec. To sprawia, że na jego twarzy pojawia się uśmiech. Może uwalnia się od swojego tchórzostwa.
Ale po tym pojawia się coś, co Louis jest w stanie zobaczyć kątem oka i obok chłopaka z loczkami (Harry’ego?) stoi Liam. Wygląda niesamowicie niekomfortowo i Louis czuje, jakby ktoś uderzył go w twarz.
Musi mu być niewygodnie przez niego. Liam prawdopodobnie wie, że Louis jest praktycznie jego prześladowcą i został tutaj przytargany tylko po to, by mieć na oku Harry’ego.
I po tym, by było gorzej, zerka, gdy Louis się w niego wpatruje. Co nie jest aż tak złe, biorąc pod uwagę, że Louis otrzymuje szansę spojrzenia w duże, piękne, brązowe oczy Liama. Ale jest to żenujące, więc odwraca wzrok, wracając do swojej idiotycznej pracy i rzuca się w jej wir z takim zapałem, że nie musi dłużej zawstydzać się byciem rozpraszanym przez piekarza z mąką na nosie.
I jeśli pije kilka kieliszków dobrego likieru, próbując skupić się na pracy, cóż, nikt tego nie widzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz