Uświadomienie sobie, że przestali się ruszać, zajęło Niallowi kilka minut, a Harry’emu zajęło kilka minut uświadomienie sobie, że Niall całkowicie zamarł przy jego boku.
- Stary, wszystko w porządku? – Ułożył rękę na barku mniejszego chłopaka, zauważając drżenie, które wydawało się dręczyć jego mięśnie.
Niall wziął wdech, próbując się uspokoić; jego powieki były zaciśnięte, mimo to wątpił, żeby Harry był w stanie dostrzec to w ciemności. – Tak, w porządku, byłem zaskoczony, kiedy się zatrzymaliśmy.
Zatrzymanie, uwięzienie, śmierć; Niall nie potrafił powstrzymać swoich myśli od krążenia i zdusił w gardle łkanie.
- Jasne, w porządku – wymamrotał sarkastycznie Harry, utrzymując rękę na Niallu. Jego wzrok się przyzwyczaił i był w stanie dostrzec sylwetkę chłopaka, twarz była tylko lekko widoczna.
- Powiedziałem, że wszystko w porządku, Harry. – Próbował udawać silnego. Jaki był sens w okazywaniu strachu przed chłopakiem, który mu się podobał? To nie był dobry sposób, by mu zaimponować; kiedy chłopak dowiedziałby się, że Niall stawał się bezużyteczny w małych pomieszczeniach, śmiałby się. Ale strach był tak ewidentny w jego głosie, pomimo jego starań, a jego myśli tak skoncentrowane na udawaniu spokoju, że nawet nie zareagował na dotyk Harry’ego.
Prąd, który przepływał przez jego ciało i uczucie oczekiwania pojawiające się zawsze, kiedy był blisko Harry’ego, zostały zastąpione uczuciem duszenia się.
W jaki sposób Niall był w stanie zdobyć odpowiednią ilość powietrza, kiedy ściany powoli się do siebie zbliżały, ujmując cały tlen w okrutnej grze polegającej na testowaniu ich, by zobaczyć, jak zostają pozbawieni go i zostają gniecieni jak mrówka pod podeszwą buta?
Żelazne szpony strachu pieściły jego klatkę piersiową, powoli ściskając i Niall walczył ze złapaniem potrzebnych oddechów. Był w stanie zobaczyć najbardziej przerażające stwory z Dawn of Darkness otaczające go i czekające na upadek potężnego bohatera, by móc go unieść nad swoje głowy jak trofeum. I tuż przed nim, prowadząc szarżę, stał potwór powoli kradnący jego oddech oraz życie, wpychając swoją twarz i głodny krwi oddech w przestrzeń osobistą Nialla. Chłopak czuł, jak się rozpada.
- O kurwa! – Harry obserwował Nialla, będąc w stanie zauważyć pustkę na jego twarzy nawet w nikłym świetle. Zbyt wielką pustkę, niemal jakby jego twarz była ostrożnie kontrolowana, by ukryć to, co czuł, by schować to wszystko, aby Harry nie mógł tego dostrzec. Ale nagle maska zniknęła, gdy ciało Nialla zachwiało się, jego oddechy stały się krótkie i ostre, kiedy blondyn zaczął się hiperwentylować.
Jego niebieskie oczy były szeroko otwarte ze strachu, którego chłopak nie potrafił dłużej ukrywać, a jego palce chwyciły za ramiona Harry’ego, ściskając jedyne uczucie realizmu, które odciągało go od wyobrażeń.
W Harrym zaczęła wzbierać się panika, gdy obserwował łzy zaczynające spływać z oczu Nialla, był całkowicie zagubiony w tym, co powinien robić, jak ułatwić wszystko chłopakowi, którego kochał. Więc zrobił krok wprzód i chwycił go w swoje ramiona, przełykając swoją dumę, gdy oparł się o ścianę i ześliznął po niej w dół, przytrzymując chłopaka przy swojej klatce piersiowej.
Palce Harry’ego wplotły się we włosy Nialla, powoli się nimi bawiąc, w ten sam sposób, w jaki Gemma bawiła się jego lokami za każdym razem, gdy był zmartwiony. Czuł, że Niall nieco się uspokaja, ale chłopak nadal nie potrafił odnaleźć powietrza i łkał.
- Musisz się uspokoić, Niall, porozmawiaj ze mną. Jakie jest twoje pełne nazwisko?
Niall utrzymywał swoją głową schowaną w ciele Harry’ego, jego zapach i ciepło przepływały po nim i uspokoił się wystarczająco, by usłyszeć pytanie w akcie swej paniki, bez względu na potwory, których szpony czuł na swoich plecach. Wziąwszy głęboki, roztrzęsiony wdech, przemówił zduszonym tonem.
- Niall James Horan.
Zdeterminowany, by zająć myśli Nialla, Harry kontynuował zadawanie pytań. – A twoje życie w Irlandii, jakie było?
- Fantastyczne. – W tej chwili myśli Nialla były poplątane, mieszające się razem jak farba i chłopak nie miał mentalnej siły, by rozdzielić je i wymyślić więcej znaczącą odpowiedź.
- A twoja rodzina? – Harry wiedział, że nie powinien, ale czuł się dobrze z Niallem w niego wtulonym, jego dużymi rękoma przebiegającymi przez jedwabiste, blond kosmyki, gdy po prostu rozmawiali; było to idealne, było to wszystkim, czego kiedykolwiek pragnął i nie chciał przerywać iluzji, przypominając sobie, że było tak, jakby Niall był pijany. Wszystko co się działo, dla blondyna nie liczyło się jako nic większego niż przyjazny akt.
Niall trzymał go, swoją ostatnią desę ratunku i czuł, że powoli otacza go tarcza, chroniąc jego poranione plecy od dalszych ataków bestii, które wyły w oburzeniu i grasowały w małej przestrzeni, czekając na kolejną szansę na atak.
- Moi rodzice się rozwiedli, ale w dobrych warunkach; stwierdzili, że już się nie kochają. Chyba jestem szczęściarzem, że nadal się przyjaźnią.
Harry kiwnął głową, sam rzadko widywał ojca, ponieważ kiedy jego rodzice się rozwiedli, nie było dobrze. Podczas wielu kłótni leżał w łóżku z Gemmą i zakrywał uszy, by krzyki ustały.
- Mam siostrę, wiesz? Starszą, nazywa się Gemma. Masz jakieś rodzeństwo? – Rozmowa nie miała sensu, była prostym sposobem na rozproszenie, ale obaj chłopcy dowiadywali się o sobie nawzajem rzeczy, które nie były oczywiste, rzeczy bardziej ukrytych, ale takich, które wywierały na nich efekty.
Niall kiwnął głową, palce ciasno zaciskając przy piersi Harry’ego. – Starszego brata, Grega.
Zapadła cisza, żaden z nich nie wiedział, co powiedzieć, dodawali sobie otuchy swoją obecnością. A potem Harry przemówił ponownie.
- Co robisz w wolnym czasie? Poza piłką nożną i zadaniami domowymi.
Niall w myślach obrzucił spojrzeniem swoje tyły, drwiące zło, i czuł jak słowa wypływają z jego ust. Miał tylko nadzieję, że Harry nie będzie go oceniał.
- Gram w grę online, Dawn of Darkness.
Harry zamarł, wszystkie fragmenty zaczynały się łączyć, Niall kontynuował.
- Jestem tam jednym z najlepszych, nawet się nie wywyższam, mój poziom i liczba zabitych to udowadnia. Słyszałeś o niej? W sensie, że o tej grze.
Po raz pierwszy, od kiedy utknęli, Niall brzmiał niemal zdrowo, jakby znalazł wygodny temat.
Natomiast Harry trwał w ciszy, jego myśli wirowały. Niall James Horan, Irlandczyk, LeprechaunWarrior, treningi piłki nożnej w tym samym dniu, jeden z najlepszych graczy… JAMES!
- Tak, słyszałem o niej… - wychrypiał akurat, gdy światła włączyły się z gruchotem, winda poruszyła, a drzwi otworzyły, by ukazać ekipę ratowniczą.
Harry zepchnął z siebie Nialla, mamrocząc przeprosiny, zanim pobiegł do muzeum. Chłopcy nie widzieli się aż do końca dnia, kiedy Niall zauważył loki między siedzeniami z przodu, z daleka od niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz