Harry ma dla niego bukiet, kiedy przychodzi następnego dnia.
-Trzymaj – młodszy chłopak mówi z małym uśmiechem.
Louis patrzy na żółte chryzantemy, pomarańczowe lilie i czerwone tulipany. Kwiaty nie pasują zbytnio do siebie, ale Louis wie, co oznaczają i jest to najpiękniejsza rzecz na świecie. To znaczyło, że nie wie, co powiedzieć.
-Tajemniczy wielbiciel, pragnienie, wyznanie miłości. – Louis wzdycha, wąchając bukiet i patrząc na Harry’ego, który wydaje się być rozdarty między nadzieją, a rozczarowaniem.
-Erm. Tak – Harry wzdycha, czerwieniąc się.
-Harry… - Louis ucina, patrząc jak uśmiech drugiego chłopaka znika.
-Rozumiem. Wiem. Kochasz go – Harry wzrusza ramionami.
-Nie jestem, co do tego pewien – Louis mówi, nie do końca wiedząc, że te słowa opuszczają jego usta.
Harry unosi brew, mówiąc – Ale on kocha ciebie.
-On mnie bije – Louis wzdycha. Jego poglądy się zmieniają.
-Myślałem, że chcesz z nim zostać – młodszy mężczyzna pyta.
-Tak. To znaczy. Ja… - Louis jąka się, ściskając nasadę swojego nosa.
Chwyta żonkil, który oznacza niepewność, z wazonu i podaje go Harry’emu – Nie wiem, co robić.
Harry chwyta białą chryzantemę, która oznacza szczerość – Bądź szczery? – pyta, przygryzając swoją wargę.
-Ja… - Louis ucina, przygryzając własną wargę. – Sprawiasz, że jestem szczęśliwy. Chcę być z tobą cały czas.
-Naprawdę? – Harry mówi, głosem przepełnionym nadzieją i podziwem i perfekcją i Louis czuje się jakby mówił o milionach możliwości, rzeczach, które chce mieć, ale nie może.
-Tak, ale – Louis mamrocze, wdychając, kiedy Harry podchodzi bliżej. – Mitch… jest niebezpieczny, Harry. Jest bardzo niebezpieczny.
Harry przytakuje, tak, jakby już wcześniej znał prawdę i wskazuje na pasiaste chryzantemy, które oznaczają odmowę – Więc, to jest ta prawda?
Louis widzi jego zielone, miłe oczy, delikatne ręce, miękkie loki. Widzi swojego wybawcę, osobę, która wyciągnęła go z własnej skorupy, ocaliła go, i Boże, to może być błąd, ale jest pewien, że nie jest on jedyny.
Sięga po firletkę, która oznacza zaproszenie do tańca lub częściej akceptację, i podaje ją Harry’emu, ciesząc się pełnym nadziei chichotem.
-Pieprzyć to – Louis mówi.
Harry uśmiecha się i odstawia kwiaty na dół, podchodząc bliżej i kładzie ciepłe dłonie na biodrach Louisa. To miłe uczucie, bardzo miłe i Louis podąża za swoim instynktem, obejmując rękoma szyję Harry’ego.
-Mogę cię pocałować? – Harry pyta cicho, gładząc kciukami skórę zaraz nad rąbkiem koszuli.
-Uhuh –Louis mruczy, a jego serce przestaje bić.
Harry pochyla się i przyciska ich usta razem i Louis, tak jak każe mu instynkt, zamarza. Nie jest do tego przyzwyczajony, do czułości, do delikatności. Usta Harry’ego są ciepłe, ostrożne, kiedy go dotykają i Louis czuje się okropnie wzdrygając się, kiedy Harry nieznacznie przesuwa rękę. Gdyby to był Mitch, prawdopodobnie teraz padłby pierwszy cios.
Harry odsuwa się i uśmiecha sympatycznie, łącząc ich nosy i szepta – Shh, shh, Powoli.
Louis mógłby rozpłakać się, ale tego nie robi. Zamiast tego, pozwala Harry’emu znów się pocałować i jest tak, jak być powinno - słodko i perfekcyjnie, a Louis jest przyprawiony o zawroty głowy, w ten dobry sposób.
Kiedy odsuwają się od siebie, Louis widzi zarumienione policzki Harry’ego i wie, że już się zagubił dla niego, wie, że teraz wszystko jest bardzo, bardzo skomplikowane, ale nie obchodzi go to i to właśnie jest przerażające.
-Harry – szepcze i drugi mężczyzna porywa go w uścisk, pozwalając schować twarz w swojej szyi.
-Jesteś bezpieczny, jestem tutaj – zapewnia Harry, gładząc jego plecy powoli.
-Tak – Louis mówi –Jesteś.
*
-Nie chcę puszczać cię tam z powrotem. Boże, Louis, nie mogę pozwolić byś znów został skrzywdzony – Harry mówi, kiedy Louis musi już iść.
Młodszy mężczyzna kładzie brodę na głowie Louisa, trzymając go blisko. Louis wdycha go, tuląc się do jego fartucha.
-Musisz – Louis wzdycha – Nic mi nie będzie, Harry. Godziłem się z tym przez miesiące.
-Wiem, wiem. Po prostu. Jesteś wyjątkowy, Lou. Zasługujesz na kogoś, kto będzie traktować cię w lepszy sposób – Harry mówi, pozwalając mu odsunąć się.
-Mam ciebie – Louis mówi, uśmiechając się.
-Tak – Harry chichocze smutno –W porządku, idź. I wróć do mnie w jednym kawałku, słyszysz?
-Zawsze- Louis szepcze, zanim muska go jeszcze raz w usta i wychodzi.
*
Mitch nie jest bardzo agresywny tej nocy, ale Louis czuje mdłości, kiedy go całuje. To złe.
*
Każdego dnia widuje Harry’ego po pracy, powoli przyzwyczaja się do tych delikatnych pocałunków. Są ostrożne, ponieważ Louis jest zniszczony, wie to. Ale to jest jak niebo, sprawianie, że Harry się śmieje i oglądanie jego błyszczących oczu. Louis myśli, że prawdopodobnie się zakochał.
Każdej nocy, stara się jak najlepiej by nie kulić się ze strachu, kiedy Mitch narusza jego przestrzeń, zabierając go do łóżka. Nie mogą robić za wiele przez jego dalej bolące żebra, ale Mitch dalej bije go w twarz, działając w nienawiści jak żądło.
*
Po pierwszym razie, kiedy Mitch pieprzył Louisa bez pozwolenia, ten zakopał swoją twarz w poduszkę i zmuszał się by nie płakać. Czuł się tak źle, nie dając pozwolenia i mając chłopaka, który bierze, bierze, bierze zawsze. Nie mógł nawet myśleć o tym słowie na G, więc cały czas powtarzał sobie to, co Mitch mówił mu codziennie. Mitch go kochał. I nikt inny nie będzie.
*
Harry wkłada bodziszek za ucho Louisa, mówiąc mu prawie szeptem. – Delikatność. Zawsze będę cię tak traktować.
Louis prawie płacze, ale jednak się powstrzymuje, a kiedy wychodzi wkłada rzepik na ucho Harry’ego, mówiąc. – Dziękuję, Haz.
*
Louis nigdy nie myślał, że to wszystko rozpadnie się tak szybko. Ale kiedy Mitch wraca do domu bardzo późno i bardzo zły, bo coś wydarzyło się w pracy Louis…wie. Wie, że to się źle skończy.
Mitch pcha go na ścianę i choć się stara, nie może uciec.
-Nigdzie się do cholery nie wybierasz, Louis. – Mitch pluje, gryząc go w szyję.
Louis krzyczy w bólu, kiedy Mitch podnosi go i zabiera do ich sypialni, a chłodny strach tworzący się w jego brzuchu narasta tak, jak jeszcze nigdy.
-Mitch, proszę, dalej mnie boli- próbuje powiedzieć, ale jego chłopak, (choć, czy może go tak dalej nazywać?) rzuca go na łóżko, wstrząsając jego żebrami i sprawiając, że okropny ból przechodzi przez niego.
-Zamknij się do cholery! – Mitch warczy, rozpinając jego jeansy i ściągając je z jego nóg.
-Kochanie, proszę, nie wyładowuj swojego gniewu na mnie, porozmawiaj ze mną, nie-ah!- Louis ucina, kiedy Mitch uderza w jego zranione żebra, celowo tak mocno, że jego oczy zachodzą łzami, a oddech zamiera.
-Powiedziałem, zamknij się! – Mitch mówi, rozpinając własny pasek i ściągając spodnie, wspinając się na łóżko, gdzie Louis drży, usiłując opanować ból.
-Na kolana, żebym mógł cię pieprzyć – Mitch rozkazuje i Louis płacze, starając się to zrobić.
Omal nie opada, kiedy już udaje mu się oprzeć się na kolana, a błąkający się płatek kwiatka wypada z jego włosów, mały i różowy. Mitch nie zauważa tego, ale Louis tak i zamiera, a w jego umyśle pojawia się przebłysk zielonych oczu.
-Nie – mówi, dławiąc się i patrzy jak brew Mitch unosi się w furii.
-Słucham? – pyta i Louis czuje jak jego brzuch zwija się w panice.
-Powiedziałem nie – Louis szepcze.
Uderzenie w twarz jest szybkie i bolesne i Louis krzyczy z bólu.
-Nie możesz mi odmawiać – Mitch mówi, rozwścieczony tak, jak jeszcze nigdy – Jestem jedyną osobą, która kiedykolwiek będzie cię kochać.
-To nie jest prawda – Louis mówi przez ból.
-Tak, jest - Mitch wytyka mu, pchając go, więc ten zwija się z bólu, próbując oddychać.
Mitch podchodzi do niego, próbując go przywiązać, ale ten kopie go w krocze, rozkoszując się jękiem bólu, kiedy opada obok niego.
-Jak ty, kurwa, mogłeś! - Mitch krzyczy, ale Louis go nie słucha.
Próbuje wstać, gramoląc się na łóżku i prawie upadając, gdy zaplątuje się w prześcieradło, odpychając je i próbując uciec.
Mitch uderza go, przyciska do ściany i dusi, zaciskając ręce na jego gardle. Louis próbuje się uwolnić, kopiąc i wymachując rękami i prawie widzi gwiazdy, kiedy jego paznokieć natrafia na oko Mitcha, który go uwalnia, cofając się i przeklinając.
Więc Louis biegnie.
*
Dostaje się do kwiaciarni na bosaka, trzęsąc się i wie, że jego twarz krwawi, ale nie przejmuje się tym, ponieważ jest druga w nocy, a on potrzebuje Harry’ego. Dobija się do drzwi, będąc coraz bardziej zdesperowanym, a małe dźwięki opuszczają jego usta.
Kiedy Harry otwiera, wpada w jego ramiona, niemal przewracając go. Harry ledwo ma czas by zamknąć drzwi i opaść z nim na podłogę, zanim Louis szlocha w jego szyję, pozwalając dać upust emocjom.
Więc płacze. Harry trzyma go, całując wszędzie i Louis płacze.
Znów może oddychać i Harry zanosi go na górę do mieszkania, a Louis wtula się w jego klatkę piersiową, leżąc z nim na kanapie.
-Shh, cicho, nic ci nie jest kochanie, jesteś bezpieczny, shh, jestem przy tobie, nic ci nie jest, shh – Harry szepcze w jego włosy, rysując kręgi na jego plecach.
-Harry – Louis mówi po chwili, mrużąc oczy z powrotem, z powodu kolejnych kumulujących się łez.
Harry pochyla się do tyłu by wyłapać jego spojrzenie, a jego oczy również zachodzą łzami. – Co się stało, Lou? – sięga delikatnie do siniaka na policzku Louisa.
-On po prostu. Nie wiem, co się stało –Louis mamrocze, zamykając oczy. – Coś go rozwścieczyło i on popchnął mnie na ścianę, i. Później rzucił mnie na łóżko i ściągał moje ubrania. Rozkazał mi klęknąć i ja tylko. Ja powiedziałem nie.
Louis znów zaczął płakać, sprawiając, że Harry całuje jego nos i mamrocze. – Oh, Lou, kochanie.
-Ja nigdy mu nie odmówiłem. A on po prostu. Uderzył mnie i miał zamiar, no wiesz - i ja uciekłem, ale wtedy on dusił mnie przy ścianie i ja uderzyłem go i uciekłem i- Louis wzrusza ramionami, choć wciąż go to boli. – Przybiegłem tutaj.
-Cieszę się, że to zrobiłeś – Harry mówi mu zderzając delikatnie ich nosy.
-Ja też – Louis mówi, niedowierzając trochę. Właśnie się zorientował, że zostawił Mitcha, zostawił go i teraz jest z Harry’m i. Uśmiecha się przez łzy.
Harry pochyla się i całuje go delikatnie, lekko złączając ich usta, a to jest jak obietnica bezpieczeństwa. Ale wtedy Louis przypomina sobie o Mitchu, że nie jest bezpieczny, że on i Harry nie są bezpieczni i zaczyna panikować.
-On przyjdzie po mnie – Louis szepcze łamiącym się głosem, odwracając twarz w stronę kanapy. – I on cię skrzywdzi. A potem mnie.
-Oh,shh,nie – zapewnia Harry, dotykając ciepłymi palcami policzka. – Nic nam nie będzie, Lou, a jeśli nawet spróbuje coś zrobić, załatwimy go. Zadzwonimy na policje albo coś. Teraz, skup się na tym, że jesteś bezpieczny, dobrze?
Louis zmusza się do uspokojenia, oddychając równomiernie. – Mhm – mamrocze.
-Dobrze, kochanie. Możesz powiedzieć mi, gdzie cię skrzywdził? Chce się upewnić, że nic ci nie jest – Harry pyta, siadając i pozwalając Louisowi oprzeć się o tył kanapy.
-Tylko w twarz i szyję. Uderzył mnie też w żebra – Louis mówi z grymasem na twarzy.
-Cholera jasna – Harry mamrocze do siebie, zanim zwraca się do Louisa – W porządku, przyniosę ci trochę lodu i leki przeciwbólowe, które powinny działać przez jakąś chwilę. Możesz zostać sam na moment?
-Tak – Louis uśmiecha się.
-Okej – Harry mówi, całując jego nieposiniaczony policzek.
Louis obserwuje jak młodszy mężczyzna kręci się po mieszkaniu, wkłada lód do paczki, szuka w kredensie leków przeciwbólowych. Ma mały uśmiech na twarzy, kiedy przygląda się Harry’emu, który co jakiś czas spogląda na niego z czułym, choć zaniepokojonym spojrzeniem.
Podchodzi parę chwil później, schylając się bliżej i przyciskając lód do policzka Louisa, a usta do jego czoła.
-Proszę bardzo – uspokaja i Louis zatapia się w nim, relaksując.
-Dziękuje, Harry – szepcze, znajdując rękę Harry’ego i łącząc ich palce razem.
-Nie ma, za co, Lou.
*
Godzinę później Louis ma na sobie jedną z pidżam Harry’ego, będąc tym mniejszym w łóżku młodszego. Louis już to lubi, lubi zapach mieszkania, który jest zmieszaniem gorącego kakao i kwiatów z dołu, lubi ciepłe kolory ścian, ten zorganizowany bałagan. I oczywiście, tym wszystkim jest Harry i on zakochuje się w nim jeszcze bardziej.
-Bardzo się cieszę, że tutaj jesteś – Harry mówi cicho do tyłu jego szyi, całując tam skórę.
-Tak. Ja też – Louis mamrocze, a zmęczenie mocno w niego uderza. –Nie masz nic przeciwko żebym został?
-Zostań na zawsze – Harry szepcze, sprawiając, że drugi chichocze.
-Mmm. Podoba mi się to – mruczy, ponownie trzymając dłoń Harry’ego.
-To dobrze – mówi Harry – teraz pora spać, kochanie. Potrzebujesz czegoś?
Louis tylko uśmiecha się z zamkniętymi oczyma i mówi – Po prostu mnie trzymaj.
-To mogę zrobić – Harry mówi do jego ramienia, ale ten już zasypia.
*
Kiedy Louis się budzi jest sam w łóżku i światło przedziera się przez okno. Obok niego leży bukiet, świeżo zrobiony, znaczący ‘myślę o tobie’. Louis uśmiecha się i leży tam przez kilka minut, próbując ogarnąć to wszystko. Jest bezpieczny i ma Harry’ego, słodkiego i niesamowitego Harry’ego i Boże, jego serce może w tej chwili wybuchnąć.
W końcu rusza się i bierze długi prysznic, aby zmyć ze siebie wszystkie wspomnienia po Mitchu. Gapi się na swoje odbicie w lustrze, krzywiąc się widząc siniaki w kształcie palców na swojej szyi i te fioletowe na policzku. Żebra dalej wyglądają na obolałe, ale teraz, na szczęście, ma więcej swobody ruchu.
Kiedy odkrywa, że nie ma nic by zakryć swoje okropne siniaki, zaczyna się denerwować i bierze kilka głębokich oddechów by się uspokoić.
Odkłada pidżamę i schodzi na dół po schodach, drzwi skrzypią, gdy je uchyla i widzi Harry’ego pomagającego klientce z błyszczącymi oczyma i olśniewającym uśmiechem.
Louis czeka cierpliwie by dziewczyna wyszła ze swoim bukietem i wtedy czyści swoje gardło w połowie schowany za drewnianą barierką.
Harry patrzy na niego, a jego uśmiech poszerza się z każdym kolejnym krokiem, pochylając się by złożyć pocałunkiem tuż nad okiem Louisa.
-Cześć kochanie. Przepraszam, że cię zostawiłem, ale musiałem otworzyć kwiaciarnię, a ty wyglądałeś tak spokojnie podczas snu i nie chciałem cię budzić – mówi wzruszając ramionami.
-Nic się nie stało – Louis mówi, zatapiając się w uścisku, którym jest obdarowywany. –Um, głupio się czuję pytając się o to-
-Nie czuj się głupio – Harry przerywa i to jest tak cholernie miłe, że Louis się uśmiecha.
-Ale, czy mógłbyś podwieźć mnie do mieszkania Mitchta, żebym mógł wziąć swoje rzeczy? Nie powinie być teraz w domu, tylko w pracy – Louis dokańcza, lekko przestraszony, przygotowany na nieuniknioną odmowę.
-Oczywiście – Harry mówi, całując jego włosy.- Może zjemy jakiś brunch* wcześniej?
-Boże, jesteś… - Louis cichnie sięgając by chwycić policzki Harry’ego.- Jesteś taki…
-Przyzwoity – Harry zapewnia, uśmiechając się.
-Niesamowity – Louis poprawia go, stając na palcach by musnąć jego usta.
Rumieniec, który pokrywa policzki Harry’ego jest przepiękny.
*
Jedzą razem i później jadą razem i wchodzą do mieszkania razem. Harry, oczywiście, oferuje mu wszystko by tylko poczuł się lepiej, trzyma, więc jego rękę i podąża za nim cały czas. Mieszkanie, dzięki Bogu, jest puste, więc Louis szybko pakuje torby, chwyta parę rzeczy i wychodząc niszczy zdjęcie, na którym jest on i Mitch.
Harry całuje go na progu.
*
-Wiesz, jesteś naprawdę piękny – Harry mruczy, pomagając Louisowi zakryć siniaki makijażem.
Louis rumieni się i odwraca wzrok, chcąc uciec.
-Jesteś – Harry kontynuuje – I ja, po prostu, nie mogę uwierzyć, że jesteś mój.
-Nie jestem jakiś wyjątkowy – Louis mamrocze, patrząc się na podłogę.
-Jesteś wszystkim, co słowo ’wyjątkowy’ znaczy- Harry poprawia go – I jesteś cudowny, tak doskonały. Cały ty.
Louis nie jest pewien, dlaczego to powiedział, ale szepcze – Mitch powiedział, że byłbym ładniejszy gdybym zrzucił parę kilo.
Wyobraźnia Harry’ego ciemnieje i gwałtownie mówi – Mitch jest absolutnie obrzydliwą osobą, Louis. Wiesz to. Jesteś doskonały, proszę, nie myśl inaczej.
-Dlaczego musisz być taki słodki? – Louis pyta z załzawionymi oczyma, a jego palce drżą, trzymając zatyczkę korektora.
-Jestem szczery – Harry uśmiecha się, całując go w nos.
*
Rzeczy dobrze się układają.
Harry jest delikatny i miły i słodki. Budzi Louisa miękkimi muśnięciami skóry, robi mu śniadanie i wysyła go do pracy z uściskiem i pocałunkiem. Louis wraca popołudniu i Harry daje mu rzeczy, które trzeba wykonać w kwiaciarni i zadania, w których mu pomaga, albo porzucają to wszystko na korzyść całowania czy ewentualnie przytulania. Później jedzą razem obiad, oglądają beznadziejną telewizje i kładą się spać. Harry jest tym większym i trzyma Louisa blisko siebie, otulając oddechem tył jego szyi.
I Harry nie ma nic do tego, żeby wszystko odbywało się powoli, nawet, jeśli tego nigdy dokładnie nie przedyskutowali. Młodszy mężczyzna rozumie go, rozumie, że jest zniszczony i potrzebuje specjalnego traktowania. I to właśnie, dlatego nie komplikują niczego.
Louis powoli zdrowieje. Jego siniaki bledną, a żebra już nie bolą i szybko zaczyna wychodzić ze swojej skorupy, żartuje, mówi sarkastyczne komentarza i nawet flirtuje z Harry’m pewnego dnia na zapleczu i drugi chłopak zamiera z zaskoczenia, a później chichocze i porywa go w ciasny uścisk. To niewiarygodne.
Dalej spędzają czas dyskutując o kwiatach, ponieważ uwielbiają je i w okazjonalne dni, kiedy jeden musi wyjść na dłużej niż zwykle, dają sobie nawzajem kwiat, wyjaśniając jego znaczenie.
To po postu…wszystko jest wspaniałe i Louis nie może uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę.
*
Mitch pokazuje się w czwartek.
Louis siedzi na ladzie, machając nogami i mrucząc sobie pod nosem, kiedy Harry robi inwentaryzację, czasami pytając Louisa, jaką okropną piosenkę podśpiewuje, za co dostaje bezczelne spojrzenie.
Ale potem Louis rzuca okiem na zewnątrz i jego serce zamiera, ponieważ jest tam Mitch, patrząc do środka, zły i niebezpieczny.
-Harry – Louis mówi cichym głosem.
-Co jest? – jego chłopak pyta, wyczuwając strach w jego głosie.
-Um, Mitch jest przed sklepem – jąka się, skręcając w środku, kiedy większy mężczyzna gapi się z zewnątrz.
-Co? – Harry pyta, śpiesząc się I spoglądając na zewnątrz. – O cholera, Lou, idź na górę.
Harry próbuje zmusić go by poszedł, ale Louis chwyta go, mówiąc – I co? Zostawić cię tutaj? On cię zabije.
Mitch otwiera drzwi i wchodzi i jedyne, co Harry może mówić to –Kurwa, kurwa, kurwa. – zanim staje twarzą w twarz z wściekłym mężczyzną.
-Więc, przypuszczam, że to ty jesteś Harry – Mitch pyta, zatrzymując się krok, lub dwa od niego ze skrzyżowanymi ramionami.
-To chyba ja – Harry odpowiada, niezbyt subtelnie ustawiając się przed Louisem.
-Więc, to ty ukradłeś mi go i-
-On mnie nie ukradł, Mitch – Louis wtrąca, uparcie trzymając tył fartuszka Harry’ego. – Zostawiłem cię dla niego.
-Bo jesteś dziwką – Mitch pluje i Louis wzdryga się do tyłu.
-Bo mnie biłeś – warczy, czując jak Harry sięga do tyłu by ścisnąć jego kolano.
-Tak, jakbyś na to nie zasługiwał. Nie powinieneś odchodzić, Louis. Nigdy nie znajdziesz nikogo, kto będzie cię kochał tak, jak ja – Mitch mówi mu, a on robi wszystko, co w jego mocy, by nie dopuścić tego do siebie.
-Nie, nie znajdzie, ponieważ ty go, kurwa, nie kochałeś, ty go wykorzystywałeś, pieprzony kutasie – Harry mówi wściekły, nie cofając się nawet, kiedy Mitch się zbliżał. –Ale dzięki tobie, jest teraz bardzo kochany przeze mnie, więc co ty na to, żebyś zostawił nas w spokoju.
-Nie wydaje mi się, że tego chcę -Mitch mówi, przed złapaniem koszuli Harry’ego i przyparciem go do ściany, trzymając rękę przy jego szyi.
-Mitch! – Louis krzyczy, zeskakując z lady i wahając się.
-Zamknij się, Louis – Mitch rozkazuje, a Harry usiłuje go odepchnąć.
-Lou, na górę! – młodszy chłopak dusi się, a jego zielone oczy są poważne, gdy się spotykają.
-Nie – Louis mówi, trzęsąc głową i przemawiając. – Mitch, masz trzydzieści sekund by puścić Harry’ego i wyjść, kurwa, stąd albo wzywam policje i opowiem im o wszystkim, co kiedykolwiek mi zrobiłeś.
Mitch patrzy na niego zszokowany, nadal odcinając powietrze Harry’emu. – Nie możesz. Kochasz mnie – mówi.
-Kochałem. Bardzo cię kochałem. Ale to już skończone – Louis mówi mu, ściskając mocno pięści. – Wynoś się.
-Dobra. – Mitch mruczy, ponieważ tak naprawdę, nie ma innego wyboru. Puszcza Harry’ego, który opada na podłogę. –Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy z Harry’m. Niedługo się tobą znudzi.
Harry piorunuje go spojrzeniem i mówi. – Wynocha. I nie waż się wracać.
I wtedy Mitch odchodzi, obdarowując Louisa ostatnim, przerażającym spojrzeniem
Louis szybko klęka trzymając Harry’ego mocno, całując jego czoło i mówiąc – O Boże, nic ci nie jest, przepraszam, przepraszam, choler, Harry nie musiałeś stawać przede mną, dałbym sobie radę, kurwa, nic ci nie jest?
Harry odsuwa się delikatnie i chwyta twarz Louisa, uśmiechając się delikatnie. –Nic mi nie jest. – mówi – I jestem z ciebie strasznie dumny.
-Jesteś? –Louis pyta zaskoczony, delikatnie dotykając szyi młodszego.
-Mhm, jesteś taki dzielny, kochanie. Postawiłeś się mu. To bardzo dużo. Naprawdę, jestem z ciebie dumny, Louis – Harry mówi mu i pochyla się delikatnie do pocałunku, kładąc rękę z tyłu jego głowy.
Louis całuje go, potrzebując tego, łapie jego szyję i otwiera usta, by język Harry’ego mógł się wślizgnąć do środka, wychodząc mu naprzeciwko wyćwiczonymi ruchami. Nie ważne, ile razy to robili, Louis nigdy nie miał dość i małe westchnięcie opuszcza jego usta, kiedy ręce Harry’ego wślizgują się pod jego koszulkę, trzymając ciepło jego biodra.
-Kocham cię – Harry mówi w jego usta, pocierając kciukami jego skórę i wywołując gęsią skórkę. Czuje, że płacze, więc odsuwa się by wpaść z powrotem w uścisk Harry’ego.
-Kocham cię, kocham cię, kocham cię – Louis mówi mu, pieczętując to pocałunkami w szyję.
*
Po miesiącach godzenia się na wykorzystywanie seksualne ze strony Mitcha, Louis prawie zapomniał, jaki seks powinien być. Zapomniał, że powinien opierać się na związku, dwóch ciałach poruszających się wspólnym rytmem, uszczęśliwianiu drugiej osoby i nawet, jeśli kiepsko to brzmi - tu chodzi o twoją miłość. Louis nie pamięta tego teraz. Przyzwyczaił się do szorstkości i zdecydowania, do bycia giętkim i posłusznym, podczas gdy, Mitch wykorzystywał go tak, jak miał ochotę. To już dawno przestał być dla niego seks.
*
Kiedy Harry i on całują się w łóżku tej nocy, dotykając się delikatnie i wydając ciche pomruki, Louis wie, że jest gotowy. Wygina się w łuk w stronę Harry’ego, mówiąc zdyszanym głosem –Proszę.
Harry jest delikatny, bardzo delikatny. Ściąga z Louisa ubrania, całując go wszędzie, obrysowując kształt każdej blizny sprzed połowy roku. Jego ręce są ciepłe, a usta jeszcze cieplejsze, wie, co zrobić, by Louis jęczał pod nim, a jego uśmiech nigdy nie opuszcza jego twarzy.
Zaczyna powoli, rozciąga Louisa, upewnia się, że jest mu wygodnie, że dobrze się czuje. Louis rumieni się za każdym razem, kiedy go pyta, ponieważ nie jest przyzwyczajony do takiego rodzaju uwagi, naprawdę nie jest. Jest prawie zawstydzony, przez to, jak wymagający jest, drżąc w reakcji na palce Harry’ego i jęcząc cicho, ale tak naprawdę, nie może być zażenowany przy Harry’m.
Szczególnie, kiedy Harry w niego wchodzi, poruszając się ostrożnie, bardzo ostrożnie. Całuje klatkę piersiowa Louisa, szyję, szczękę dopóki Louis już nie wytrzymuje i zbliża swoje usta do jego, liżąc je delikatnie i wzdychając.
I Harry jest delikatny i wolny i subtelny i to jest kochanie się i jest wyśmienicie i Louis płacze cicho, płacze ze szczęścia. Harry scałowuje jego łzy i mruczy do ucha, mówiąc mu jak doskonały jest, jak gorący, jak seksowny. Louis czuje, że może płonąć.
Stwierdza, że jest szczęśliwy, poruszając się z Harry’m, nie może powstrzymywać swoich bioder przed szukaniem tarcia, wyje, kiedy Harry zawija wokół niego rękę, by stymulować go równo z pchnięciami, pozostawiając malinki na obojczyku.
Dochodzą w prawie tym samym momencie, opadają na siebie, oddychając powietrzem drugiego i głaszcząc nagą skórę.
-Jestem taki szczęśliwy, że jesteś tutaj i nic ci nie jest – Harry szepcze w skórę nad uchem Louisa, sprawiając, że ten przytula się mocniej, tak, jakby od tego zależało jego życie.
-Cieszę się, że mnie uratowałeś – mamrocze, odpowiadając.
-Sam się uratowałeś – Harry mówi mu, licząc jego kręgi – Ja tylko pomogłem. I cieszę się, że cię mam.
-Mówisz tak, jakbyś to nie ty był tym, który dał mi pierwszy kwiat –Louis chichocze, wąchając szyję Harry’ego.
-Kocham cię, Lou- Harry mówi, całując jego włosy.
-Kocham cię.
*
Harry daje mu pojedynczą, czerwoną różę następnego ranka zanim idzie do pracy.
Louis zaskakuje go całym bukietem takich, kiedy wraca.
Podnosi go i całuje pomiędzy śmiechem, wydobywającym się z ich ust.
__________________________
*Brunch= breakfast(śniadanie) + lunch(obiad). Połączenie tych dwóch posiłków spożywane zazwyczaj około godziny 11.
Od tłumaczki: Jest to moje pierwsze tłumaczenie, więc proszę o wyrozumiałość i przepraszam za wszystkie błędy. Jeśli tutaj jesteś, zostaw po sobie ślad. ;)
Uwagi proszę kierować tutaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz