niedziela, 8 grudnia 2013

8

Louis przychodzi następnego ranka do piekarni z piosenką Olly’ego Mursa w głowie. Co chyba jest dobre, tak sądzi.
Wszystkie porażki ostatnich czterdziestu ośmiu godzin wydają się blaknąć po zażyciu odpowiedniej ilości snu przez Louisa, dzięki której mógł poczuć się jak człowiek. Nawet tłum w klubie był mniej hałaśliwy niż zwykle. I może Louis był śmiesznie podekscytowany, by zobaczyć tego dnia Liama.
Śmiesznie to zdecydowanie właściwe określenie. Nigdy nie zdarzyło mu się nic takiego – tak szalony, niemal prześladowczy poziom próby przypodobania się komuś. W całym życiu. Wie, jak działają ludzie. To część jego pracy barmana, by rozumieć silniki i trybiki czyjegoś mózgu, tykanie ich myśli i by móc wszystko porównać w odpowiednim czasie, by naoliwić ich zegary. Nie są mu obce ani flirt, ani świadomość, że mógłby być uważany za przystojnego, gdyby nie był tak niski i niezgrabny.
Wie, jak powinny działać związki. Wie, jak działają zauroczenia. Wie, że nie jest osobą, która zwykle podziwiałaby kogoś z dystansu.
Ale z jakiegoś powodu to nie jest taka sytuacja jak wszystkie. Liam nie jest taki, jak ktokolwiek, na kogo Louis się natknął lub w kim się zakochał. Chce zniszczyć Liama, ale chce również kupić psa i dom na wsi z Liamem, i chce grać Liamowi wszystkie jego ulubione piosenki, i czuć płyn po goleniu Liama na swoich poduszkach. I dosłownie doprowadza go do obłędu, że jest tak bardzo tego wszystkiego pewien, mimo że większość ich rozmów opierała się na zamawianiu drinków i nieudanym flircie.
Ale przychodzi do piekarni z trzęsącymi się rękoma i przesłodzonym stanem umysłu, który wyje w jego uszach, kiedy zauważa linię ramion Liama w jego ubrudzonym mąką fartuchu piekarza. Stoi tyłem i Louis musi przypominać sobie, by nie uśmiechać się jak kompletny idiota, kiedy Liam się odwraca.
Wyraz jego twarzy wystarcza, by uśmiech całkowicie zniknął. Wygląda okropnie, jakby nie spał od tygodni. Ma sińce pod oczami i kąciki jego ust skierowane są znużenie w dół w grymasie. Mruga, patrząc na Louisa, jakby był zaskoczony, że go widzi, kiedy chłopak podchodzi do lady.
Był zaskoczony? Louis nie przyszedł wczoraj, tak, ale sądził, że jego narastająca zależność od Liama była oczywista. Louis naprawdę miał plan, by przychodzić do tego miejsca przez resztę życia, jeśli będzie musiał, siedząc przy stoliku przy oknie, jedząc muffiny jagodowe i może trzymając rękę Liama.
- Cześć – oferuje, wymuszając uśmiech, przyciskając knykcie do zimnej lady.
- H-hej – odpowiada Liam, ponownie mrugając, jakby starając się nie zasnąć, nawet gdy wyjmuje muffina z witryny, by dać go Louisowi. – Uh, co u ciebie?
Louis wzrusza ramionami, ignorując fakt, że nie może wyglądać to tak nonszalancko, jak planował. Nie, kiedy do nonszalancji daleko mu tak bardzo, że praktycznie znajduje się w innej galaktyce. – Lepiej niż wczoraj. Zaspałem do pracy – wzdycha – i nie miałem czasu, żeby chociaż wejść po muffina.
- Ach – przyznaje Liam z entuzjazmem osiemdziesięciolatka. Co, trzeba przyznać, nie jest zbyt przepełnione energią. – Cóż. Cieszę się… cieszę się że wróciłeś. – Rumieni się i odwraca szybko wzrok, jakby te słowa wypłynęły z jego ust przez przypadek i chciał je złapać z powrotem.
- Ja też – przyznaje Louis, a jego ton jest łagodniejszy, niż przewidywał. – Brakowało mi cie- tych muffin. Nie wiem, jak przeżyłem bez żadnej.
Liam nie podnosi jeszcze wzroku, zajęty przygotowaniem jego herbaty, ale to nie powstrzymuje Louisa od zauważenia małego uśmieszku wkradającego się na jego usta. Zakłada pokrywkę na kubek i przesuwa go po ladzie do Louisa, ukazując zęby w szerokim uśmiechu, zanim zaczyna ziewać.
Jego oczy się zamykają i lekko się chwieje, ziewając, a niebieskie żyłki na jego powiekach odbijają się ostrym kontrastem od bladej skóry. Louis obserwuje, jak Liam otrząsa się z ziewnięcia jak śpiący szczeniaczek i przygryza usta, by nie ukazać uśmiechu, kiedy to porównanie przychodzi mu na myśl.
Wyjmuje portfel i widząc kartę kredytową (tę, na której saldo jest zbliżone do dziesięciu funtów), Louisowi przychodzi na myśl pomysł. Podaje kartę Liamowi, który przyjmuje go z lekko zaskoczonym spojrzeniem. Louis niemal zawsze ma dla niego pieniądze z napiwków, ale to jest coś innego.
Liam wykonuje transakcję i podaje mu rachunek do podpisania, umieszczając muffina obok jego herbaty. Louis uśmiecha się do niego pochylony nad kawałkiem papieru, zanim skupia swoją uwagę na kartce.
Ma nadzieję, że to jakimś sposobem czytelne i napisanie tego nie zajmuje zbyt dużo czasu, bo czuje na sobie parę oczu wpatrującą w jego pochyloną postać. Louis pisze tak szybko, jak może i zabiera swoje jedzenie, mamrocząc beznadziejnie pełne nadziei – Do zobaczenia – zanim idzie do drzwi.
Chłopak z ciemnymi włosami, którego widział wcześniej z Liamem – ten niedorzecznie przystojny – łapie z nim kontakt wzrokowy, kiedy Louis przechodzi obok okna. Ciemne oczy mrużą się na niego znad potężnej książki, która wygląda jak coś, czym łatwo można by cisnąć w jego głowę. Wychodzi ze sklepu, zanim się to dzieje.
Zachowuje swój szeroki uśmiech na chwilę, w której wychodzi na zewnątrz, ignorując zaniepokojone spojrzenia innych ludzi przechodzących chodnikiem. Wie, że mała notatka, którą zostawił Liamowi była naprawdę głupia, ale wie również, że jest wysokie prawdopodobieństwo, że chłopak czyta ją teraz i rumieni się tym odcieniem różu, który Louis uwielbiał widzieć na jego policzkach.

Nie jestem poetą
i każdy to wie
Mogę jedynie powiedzieć,
że bardzo lubię cię.
- Louis xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz