niedziela, 8 grudnia 2013

14

Louis rano nie spieszy się ze wstawaniem. Nadal w połowie śpiąc, myśli przez kilka minut, że prawdopodobnie powinien iść pod prysznic, spłukać z brzucha zaschnięty pot i nasienie, spróbować uwolnić się od zapachu seksu pokrywającego jego ciało. Musi jednak przyznać, że nawet podoba mu się stałe przypomnienie ostatniej nocy zamknięte w porach jego skóry. Może Liam dołączy do niego pod prysznicem.
Nawet obraca się, uchylając powieki na światło wczesnego ranka, by mu to zasugerować. Tylko że, kiedy spogląda na drugą stronę łóżka, nikogo tam nie ma. Kurtka Liama nie wisi na drzwiach szafy jak zeszłej nocy i nie ma jego butów.
To nie pierwszy raz, kiedy obudził się sam. Ale ucisk w żołądku, to palące uczucie w kącikach oczu, to powietrze pachnące odrzuceniem i kwaśny zapach potu… wydają się całkowicie nowe, bo nigdy nie bolało to aż tak bardzo. Louis czuje się, jakby ktoś właśnie rozciął go wpół i zostawił krwawiącego na podłodze.
Siada, próbuje powstrzymać szarpanie w oddechu, bo wie, jak głupi jest – Liam prawdopodobnie poszedł do pracy, jest po prostu w piekarni, zarabiając pieniądze jak odpowiedzialna osoba, którą przecież jest. Nie wyszedł przez Louisa. Prawda?
Z holu do sypialni Liama dochodzi dźwięk. Ktoś otwiera drzwi, a cicho stawiane na drewnianej podłodze kroki zbliżają się do Louisa. Zaciska palce na spowijającej go pościeli, nie będąc pewnym, czego oczekiwać.
Głowa Liama zagląda do pomieszczenia i chłopak mruga z zaskoczeniem, zanim na jego ustach pojawia się mały uśmiech. – Nie śpisz – mówi cicho, a brzmienie to wtapia się w skórę Louisa.
- Tak – mówi Louis na wydechu, a jego zmartwienie rozprasza się pod siłą spojrzenia Liama. – Ja. Tak. Dlaczego tak wcześnie wróciłeś? – Krzywi się na dźwięk własnego głosu, niskiego od snu i powstrzymanych łez, których nie powinno tam być.
Liam wchodzi do pokoju, wzruszając ramionami z udawaną nonszalancją, wyciągając w palcach karteczkę do Louisa. Louis chwyta ją i wyrównuje zgięcia, zanim wybucha śmiechem na widok napisanych na niej słów. – To od Harry’ego? Chyba go lubię. – Jego serce ogrzewa się na ten fragment z chłopakiem i nawet bardziej przez fakt, że Liam nawet nie kłopotał się, by temu zaprzeczyć.
- Zdecydowanie coś w nim jest. – Liam zsuwa ze stóp buty, przechodzi po materacu na kolanach, by usiąść okrakiem na nogach Louisa. Łapie jego podbródek w jedną ze swoich ciepłych dłoni, unosi go do góry i składa nikły pocałunek na jego ustach. – Chyba powinienem mu za to podziękować.
- Ja też – mamrocze Louis w usta Liama, podczas gdy jego dłonie wędrują do miejsca na jego talii i chłopak chichocze.
Odsuwa się, by odgarnąć grzywkę Louisa z jego twarzy i przesuwa kłykciami po jego policzku, jego oczy się świecą. – Nie zmartwiłem cię, prawda? – pyta ściszonym głosem, jakby stąpał po cienkim lodzie i był w stanie usłyszeć, jak się pod nim załamuje. Louis zastanawia się, kiedy Liam nauczył się tak dobrze czytać w myślach.
- Trochę – przyznaje Louis, splatając place z ręką przyciśniętą do jego twarzy i składając delikatny pocałunek na środku dłoni Liama. – Ale wróciłeś.
Oczy Liama świecą się, patrząc na niego w dół. – Mam zamiar to robić. Wiesz – wracać. Za każdym razem.
Louis znów czuje kłucie w kącikach oczu, tylko tym razem to prawdopodobnie dlatego, ze serce tłucze mu o ścianki płuc tak silnie, ze z ledwością oddycha. – Naprawdę? – Głos załamuje mu się przy końcu i, cholera, jest wrakiem. Liam zamienia go w kompletny i całkowity wrak człowieka, nawet gorszy niż wcześniej, i Louis kocha każdą tego sekundę.
Ręce Liama przesuwają się w dół jego ramion, palce owijają wokół jego nadgarstków jak luźne szekle, ciepłe i stabilne i napierające na puls Louisa – zmuszając jego krew do szeptaniaLiamLiamLiam do wszystkich komórek jego ciała, każdego fragmentu molekuł – ale nigdy na tyle ciasno, by nie mógł się uwolnić, nigdy na tyle ciasno, by nie mógł się wyswobodzić. Jakby w ogóle tego chciał. – Oczywiście.
Oczywiście. Louis z każdą mijającą sekundą uświadamia sobie, co będzie to oznaczało, bycie z Liamem. Znaczy to, że Louis będzie musiał zacząć za sobą sprzątać, będzie musiał być bardziej odpowiedzialny, będzie musiał przestać tyle pić i będzie musiał się nauczyć, jak to jest żyć z kimś innym.
Oznacza to również, że będzie musiał być z kimś, kto nigdy nawet nie pomyśli o tym, by go okłamać. Z kimś, kto troszczy się o stan jego mieszkania, jego wątrobę i o to, czy budzi się sam, czy nie.
- Chcesz żebym wracał, prawda?
Louis porusza nadgarstkami i Liam automatycznie go puszcza. Pół uderzenia serca później Louis popycha Liama na łóżko, przyciska usta do jego szyi i sięga palcami do guzików jego koszuli. Szepcze w skórę Liama, uśmiechając się na dreszcz, który czuje pod sobą. – Oczywiście.
-
Promienie słoneczne przedostające się przez okno Liama oświetlają wszystko na żółto-złoto i Louis nie jest pewien, czy nie jest to sen; leżenie w białej pościeli na łóżku Liama, dotyk ich palców, nogi splątane ponad kołdrą i uśmiech, który posyła mu Liam. Jego skóra błyszczy pod promieniami słonecznymi, na całej drodze od ramion do bioder, by zniknąć pod kiedyś czystą pościelą. Na jego szyi widać ślady i serce Louisa podskakuje na wiedzę, że to on je tam zostawił. Liam wygląda pięknie, piękniej niż kiedykolwiek wcześniej.
Zanim Louis jest wstanie się powstrzymać, mówi o tym. – Wyglądasz jak jakiś grecki bóg.
Liam śmieje się, na jego policzkach formują się rumieńce, i zaciska palce bardziej na ręce Louisa, którą trzyma pomiędzy ich ciałami. – Dziękuję, tak przypuszczam?
- To komplement, kochanie. Mimo to – mówi Louis, przesuwając palcem w dół szczelin między mięśniami brzucha Liama – jestem trochę zazdrosny.
Wzrok Liama się przenosi, uśmiech nadal gości na jego ustach, i jego spojrzenie przesuwa się po obojczykach Louisa, jego twarzy, w dół jego ramion, wytaczając drogę na jego klatce piersiowej i lądując z powrotem na jego oczach. – Nie powinieneś. – Ton jego głosu i jego spojrzenie nie ukrywają pożądania.
Louis powraca w objęcia Liama i nikt nie jest niezadowolony.
-
Następnym razem, kiedy Louis wygląda przez okno, słońce już zachodzi, uciekając od chaosu Londynu do następnego celu.
Liam jest tym, który to mówi, jego policzek jest przyciśnięty do ramienia Louisa, oboje zaspani, ciepli i zmęczeni, nie ruszając się z łóżka Liama przez (jakby się mogło zdawać) niemal cały dzień. Louis przesuwa palcami przez kompletnie zmierzwione włosy Liama, kciukiem drugiej ręki kreśląc kształt jego łopatki. – Lou.
- Hmm?
Liam unosi głowę z Louisa, by powoli zamrugać. – Nie musisz iść do pracy?
To dobre pytanie. Louis faktycznie musi iść do pracy. Ale teraz nie znajduje ku temu żadnego powodu. Zamiast wstać z łóżka, przyciska pocałunek do ust Liama. Może to go uciszy.
Okazuje się, że tak nie jest. Liam kładzie rękę na jego klatce piersiowej, lekko go odpychając. Nie kłopocze się jednak powstrzymywaniem go, kiedy Louis z powrotem przesuwa się naprzód, całując kącik jego ust. – Musisz.
- Naprawdę muszę? – mamrocze Louis, jego oddech uderza o wargi Liama. To nie ma sensu, ale Liam i tak daje za wygraną, wzdychając, zanim z powrotem przyciska Louisa do materaca.
Louis sądzi, że może się do tego przyzwyczaić. Zdecydowanie może się do tego przyzwyczaić. Ściska palce Liama, trzyma je nawet, kiedy Liam pozostawia zasysa skórę na środku jego klatki piersiowej i uśmiecha się, kiedy w odpowiedzi opuszki palców chłopaka przyciskają się do jego dłoni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz