wtorek, 10 grudnia 2013

11

Dłoń wciąż znajdowała się na jego kolanach, a palce nadal pozostawały splecione. Były blade, długie i szczupłe, a duża dłoń chowały w sobie całą jego. Ręka nie była ciepła, ale również nie była zimna. Ciepło ciała nie było duszące ani również nie było niepokojące. Było przyjemne. Trzymanie się za dłonie było miłe. Naturalne. Jednak coś było nie tak. Obraz był zamazany, jak gdyby był wyprany albo filtrowany. Tak okropnie próbował trzymać tą dłoń i nie puszczać jej. Tak bardzo nie chciał stracić kontaktu z nią, Jednak powoli czuł, że ich splecione palce wypuszczają się z uścisku. Tracił je przez błyski aparatu lub aparatów i coraz większej ilości aparatów… Nie mógł nawet zarejestrować, co się stało.

Uciekali. Ktoś pomógł mu wstać pociągając go za rękę. Tę rękę… to tak bolało. Jego nogi nie mogły dotrzymać tempa osobie, która go narzucała. „Stop.” Louis próbował wykrztusić z siebie jednak nic nie wydostawało się z jego gardła. Nie mógł zobaczyć nikogo, tylko błyski, jak światło latarni. To nie było przyjemne. Nie jak dłoń na jego kolanie trzymająca jego własną. Nie. To było niepokojące, denerwujące. „ Nie możesz tak siedzieć. To sprawia, że wyglądasz jak tania dziwka.”


To nie był Harry. Również nie był to Zayn. Louis znał ten głos. Wydostawał się znikąd. A potem światłą przestały świecić, błyski ustały, przerywając mu widzenie. Sofa dla zakochanych (autorce chodziło o loveseat, tylko nie wiedziałam jak to przetłumaczyć), którą zobaczył potem była miękka, mała i elegancka. Dookoła było ciemno, czerwono i ślisko. Louis nienawidził tego. Jednak biedna sofa nie miała nic wspólnego z jego nienawiścią, która w całości kierowana była w jego kierunku.

Dlaczego w ogóle ktoś nazwał to sofą miłości. Nie było w niej żadnej miłości, żadnej nadziei, żadnej czułości. Nic nawet nie było bliskie tym uczuciom. Żadnej miłości.

Sofa była czymś jeszcze. Była umieszczona w jego domu w L.A. Znajdowała się przed telewizorem. Nie wybierał jej. Nie umieściłby w swoim domu takiego pozbawionego życia przedmiotu. Była martwa jak on. Delikatny, ale zarazem agresywny ciemny czerwony, oszałamiający złoty, czekoladowe brązy, przyciemnione światło, cały wystrój… pomieszczenie wyglądało bardziej jak muzeum w Anglii, na pewno nie jak dom. Louis nie miał nic do powiedzenia, jeżeli chodziło o jego dekorację. Były to tylko jego pieniądze, nie gust. Zresztą, Nathanowi się podobał, więc Louis tego nie podważał.

„Nie możesz tak siedzieć. To sprawia, że wyglądasz jak tania dziwka.” Jak zwykle musiał mu dokuczać. Silna dłoń uniosła się i opadła szybko uderzając w jego kolano by przybliżyć się do jego nóg. „Nie chcesz wyglądać jak tania dziwka, prawda?” I wtedy wiedział już, co ma zrobić. Musiał się upewnić, że jego kolana dotykają się, że są mocno zaciśnięte razem i że nie ma między nimi odstępu. Położył dłonie na nich i skulił się. „Nie możesz pozwolić opadać swoim ramionom w ten sposób. To wygląda nieelegancko.”

Posłuchał instrukcji spoglądając głęboko w brązowe oczy. Było jedynie jedno małe uczucie, które wierciło mu w tym momencie dziurę w dnie jego brzucha. Nigdy nie myślał o tym. Zakopał je tam na dnie żołądka. A wysoki, jasnowłosy, z migocącymi brązowymi oczami… Nathan… już nigdy go nie uderzy.

Czasami jego ramiona opadały, bez żadnego ostrzeżenia. Kiedy zapomniał o nich, zapatrzył się w coś, tracił pozycję, w której siedział od wielu minut czasami nawet i godzin. A potem bez żadnego ostrzeżenia jedna z tych dłoni uderzała jego ramię, w udo, w policzek. Zazwyczaj jednak nie w policzek. Nathan był zauroczony jego policzkami. Kochał, kiedy były blade. Wiec nigdy nie pozwolił mu się opalać. Czasami, kiedy byli w domu i Nathan rozkoszował się słońcem leżąc w hamaku on musiał pozostać w domu. Zostawał tam tylko dla tego, że było to po prostu lepsze niż tortury, jakie musiał przeżywać dusząc się pod parasolem bez przyjemnie chłodnej wody, w której mógł zamoczyć ciało. Rzadko miał szanse na używanie ich basenu. To był wspaniały basen. Ale nie mógł się opalić Nathan nie lubił, kiedy był opalony.

Raz został złapany. Stracił poczucie czasu. Poszedł pływać. Kochał pływać. Ale Nathan przyjechał do domu i znalazł go tam. Złapał go za szyję łokciem i pociągnął go pod wodę. Potem wyszarpał go z niej chwycił jego szyję obiema rękami i zaczął ściskać. Krzyczał, ale Louis go nie słyszał. Myślał, że umiera. To mogłoby sprawić, że wszystko stanie się prostsze.

„Pozwoliłem ci mówić?”

„Nie mów nic. Łapiesz, dziwko. Zmusiłeś mnie do tego. Mówiłem ci żebyś tego nie robił. Dlaczego to zrobiłeś Louis? Zraniłeś mnie. Zraniłeś moje uczucia Louis.” Poczuł się winny. Był zmartwiony. Dlaczego w ogóle poszedł pływać? Wiedział, że Nathan nie chce żeby to robił. Dlaczego jadł czekoladę? Dlaczego wyszedł z domu? Nathan powiedział mu, żeby tego nie robił.

Nathan wziął raz jego telefon. Musiał iść do budki telefonicznej żeby zadzwonić do swojej mamy. Powiedział jej, że zgubił stary i że za niedługo dostanie nowy. Nigdy nie powiedział jej, o co chodziło. To było normalne. Nie posłuchał Nathana, więc Nathan go karał. Gdy go słuchał to się nie zdarzało.

Nie chciał znowu siadać na tej kanapie. To nie była kanapa dla zakochanych. Gdyby miał takie przyrządy jak w CSI, mógłby znaleźć plamy krwi na niej. Jego krwi. Ale Nathana tam nie było.

„Louis, Louis! Louis, kochanie! Proszę!” Słyszał już wcześniej te prośby. Zayn. Nathan odcinał go od świata tak długo. Zayn ściskał jego ramię. Potrząsał nim. Dlaczego Zayn nim potrząsa? Chciał go powstrzymać. To nie pomagało. Jedno głowa wręcz pękała, a potrząsanie sprawiało tylko, że wszystko stawało się gorsze. Nie Zayn przestań.

Skupił się na jego posturze. Zayn panikował. Był w szoku, najprawdopodobniej. Kiedy Louis w końcu wydusił z siebie słowa, przestał nim potrząsać. A to było rozkoszne. Potem ktoś go podniósł i zaczął gdzieś przenosić. Położył go na czymś twardym, czymś niekomfortowym. Poczuł uciśnięcie na żebrach. Jak gdyby płuca chciały wyskoczyć mu z jego klatki piersiowej. Nic nie było w porządku.

Był w szpitalu. Ale nie czuł się w porządku. W szpitalu raczej nie powinieneś czuć się dobrze. Ale Zayna tam nie było. Gdzie był Zayn?

„Zaopiekuję się tobą…” Chrapliwy, niski i głęboki głos wydostawał się znikąd. Tak blisko niego. Próbował obrócić głowę, spoglądnąć, cokolwiek. Wszystko, co mógł zobaczyć to biała ściana i telewizor. Potem tam były one. Były TE szmaragdy. Błyszczące zielone oczy stające mu na drodze, które próbowały złapać z nim kontakt z głęboko z jego duszą z samym jej środkiem. Wyciągnął do niego swoją rękę. I to był on.

„Ufasz mi Louis?”

X

Model obudził się przestraszony, mokry, niechlujnie wyglądający. Było około 4:12. Jego sen… skończył się tak nagle. „Ufasz mi Louis?” Złowrogo. Przyjemnie. Wyciągnął dłoń i pochwycił w nią butelkę wody. Jego gardło było suche, a cały w środku płonął. Zimny pot sprawiał, że czuł się niespokojnie. Nigdy wcześniej nie śnił o Harrym. Nigdy. I dlaczego… dlaczego to pytanie się powtórzyło? Dlaczego w jego głowie? Dlaczego w nim?

Louis nie był przygotowany na tak ostry realistyczny sen. Już to przeżył. Sprawił on, że czuł się jakby chory, z obawami, ze strachem i z niczym innym jak tylko przerażeniem. Złapał w garść prześcieradło, starając się zwolnić przyspieszony oddech. Tylko sen, Louis. Nic strasznego. Wszystko w porządku. Weź głęboki oddech. Wszystko w porządku.

Nie mógł raczej zadzwonić do Zayna o 4 nad ranem, prawda? Najprawdopodobniej już spał. Po prostu nie mógł. I z drugiej strony nie miał też żadnego powodu żeby to robić. Z Zaynem wszystko było w porządku, z Harrym też. Spali, jak normalni ludzie o 4 nad ranem.

Wszystko było w porządku. Po prostu już tej nocy nie zaśnie.

X

„Dzisiaj będzie trochę dziwniej.” Sarah uśmiechnęła się do dwóch modeli. „Prześcieradła, szaliki, niezliczona ilość artystycznych póz. Więc będzie męcząco. To również jest nasza ostatnia praca razem.”

Louis poczuł niewielki ucisk na te słowa. Sarah naciskała go… do zrobienia czegoś. Dlaczego ostatnio wszyscy do czegoś go namawiali? To nie było takie proste. On niczego nie wiedział. On… on potrzebował trochę własnego spokoju i szczerze wszyscy ludzie wokół niego o tym zapominali.

Harry… był jedynym człowiekiem, który nigdy go do niczego nie zmuszał, nie nasuwał mu niczego. Czuł się trochę naciskany. Ta całą presja ze strony Zayna, a nawet Sarah. Lubił Harrego. Ale Zayn nie potrafił zrozumieć jak nadal to bolało… to nadal go przygniatało, za każdym razem, kiedy nawet pomyślał o tym, aby ruszyć z miejsca. Chciał iść dalej, oczywiście, że chciał. Nie wiedział tylko jak to zrobić. Nie było prosto wyczołgać się powrotem ze skorupy.

Zielone oczy Sarah zamrugały, ale osobiście nie powiedziała niczego. Przygotowała wcześniej ich ciuchy, więc po prostu zostawiła modeli z nimi.

„Dlaczego jesteś takim spięty.” Zayn uśmiechnął się, sięgając ręką po biały podkoszulek.

„Nie jestem.”

„Przestań, możesz mi powiedzieć.” Model uśmiechnął się do niego zachęcająco.

„To tylko, że… wszyscy z was. Ty a nawet Sarah, po prosu wszyscy… oczekujecie ode mnie jakiegoś ruchu, a ja czuje się przez to otoczony.” Louis westchnął. Ufał Zaynowi. Miał pierwszeństwo. On powinien wszystko wiedzieć. „Ja tylko czuje się popychany. Wiem powiedziałem ci, że uważam, że jest gorący, nadal tak uważam, on jest kurewsko gorący. Ale ja tylko… ja nie wiem czy jestem już gotowy.”

„Gotowy? Louis minęło już…” Zayn ciągnął, widząc jak brwi starszego modela unoszą się, a ból wzrasta w jego oczach.

„Minęło, co, Zayn? Dwa lata?” Przewrócił błękitnymi oczami w niedowierzaniu. „Wiesz, gdyby ktoś miał się dowiedzieć to na pewno byłbyś to ty…”

„Do niczego cię nie popycham Louis.” Ciemno włosy chłopak wymruczał. „Popatrz potrafisz całymi dniami szukać wytłumaczeń i napisać nowelę o nich. Jedyną rzeczą, którą ja widzę Lou jest to, że ty ciągle żyjesz w przerażeniu, i wierzę, ja naprawdę wierzę, że potrafisz otworzyć się na ludzi! Jestem jedyną osobą, z którą rozmawiasz, pomijając rodzinę i konieczną pracę, od dwóch lat! Od dwóch pieprzonych lat, Louis!” Westchnął, chwytając Louisa za rękę i zamykając go w silnym uścisku. Posłuchaj mnie kochanie. Jestem twoim najlepszym przyjacielem. Nie mam żadnego powodu, dla którego chciałbym cię okłamać. Ale ty po prostu nie możesz być całe życie zapleciony w swoją własną sieć. Musisz się ruszyć z miejsca. Musisz.”

„Wiem… ja po prostu…”Głos Louisa był niesamowicie wysoki i załamał się na końcu zdania. Zayn znał ten ton aż za dobrze. Wiedział, dlaczego Louis zakopuje twarz swoją twarz w jego ramieniu.

„ W porządku…, co się zdarzyło teraz?” Pogłaskał policzek swojego najlepszego przyjaciela i pocałował go w czoło. „Dalej kochanie opowiedz mi wszystko.”

„Ja… nie to jest dziwne.” Louis wypuścił z siebie roztrzęsiony oddech, próbując ukryć się w ramionach Zayna.

„Dalej kochanie. Słuchałem wszystkich twoich głupich historii…”

„To nic. Miałem tylko sen. Koszmar.” Chłopak z rozmierzwionymi włosami wyjąkał. Pojedyncza łza wypłynęła z jego oka. Jego usta wykrzywiły się, a oczy zacisnęły. Był na dobrej drodze do rozpłakania się.

„To był tylko sen. Nie ma, czym się przerażać. Wiesz, że nie ma nikogo, kto może cię skrzywdzić, nikt nie chce cię skrzywdzić.”Zayn wymruczał słowa pocieszenia. Sceneria była znajoma, zbyt znajoma.

„Wiem…, ale w ten zamieszany był Harry… to nigdy wcześniej się nie zdarzyło.”

„Oh…” Zayn pomyślał przez sekundę zanim odpowiedział. „Kochanie, to nic nie znaczy. O czymkolwiek śniłeś. Jestem pewien, że to nic poważnego. Daj spokój, Louis. Wiesz dokładnie jak twój mózg potrafi spieprzyć wszystko dookoła.”

„Wiem…” Louis wymruczał. „Ale to nie było coś złego… a na pewno nic złego związane z Harrym. To był ON, szybko i szczegółowo. Ja zostawiłem go tam i to było takie, takie dziwne. To bolało, w buzi czułem smak miedzi oraz ukłucia w rękach i w płucach… A potem ja… ja obudziłem się z głosem Harrego. Zadał mi to samo pytanie: Ufasz mi Louis? To było… kojące.”

„Widzisz…?” Zayn uśmiechnął się, nie będąc w stanie myśleć trzeźwo.

„Nie widzę niczego.”

X

Początkowe skrępowanie z czasem ustąpiło. Harry przywykł do dwóch wspaniałych modeli, których ciała przykryte były jedynie prześcieradłami, szalami oraz taśmą. Na początku kaszlał przełykał ślinę, czuł się niekomfortowo. Ale oni byli tak naturalni. Nie przejmowali się tym. Harry nie rozumiał tego. Trzeźwo myślący Louis, model, który nawet bał się popatrzeć drugiemu człowiekowi w oczy… wyglądało to jakby obiektyw aparatu był dla niego strefą, przy której czuł się jak w domu. Był… profesjonalistą, zduszonym profesjonalistą. Wspaniały. Ręce Harrego aż zatrząsały się w momencie, kiedy przybliżył obraz w obiektywie do jego nieskazitelnie brązowej skóry.

Zayn był w pewnym sensie prowokujący, błyskotliwy, bardziej pewny siebie. Jego skóra była jaśniejsza, włosy ciemniejsze. Zachodził miedzy nimi wyraźny kontrast. Był egzotyczny. Louis… był sympatyczny, pastelowych kolorów, jak obrazek. Jego błękitne oczy błyszczały. Te oczy szukały go, szukając czegoś, o czym Harry nie miał zielonego pojęcia. To było przerażające. Co jeżeli nie znajdzie tego, czego szuka?

„Skończone.” W końcu wymruczał, kiedy wszystkie jego pomysły zostały uchwycone przez aparat. Ostrożnie podał kartę pamięci Niallowi, spoglądając z powrotem na modeli, którzy zakładali swoje podkoszulki. „ Świetnie się z wami pracowało panowie. Mam nadzieję, że panu Kane’owi jak i całej reszcie spodoba się sesja.”

Louis poczuł jak jego serce wydziera się z niego. Słyszał próby Zayna, aby zakryć jego wyraz twarzy, aby pokazać Harremu, że tak naprawdę nic się nie stało, ponieważ z jednej strony nic się nie stało. To wszystko się skończyło. Oni się skończyli. Stracił Harrego, nawet, jeżeli nic jeszcze nie zrobił.

Model uśmiechnął się do fotografa, próbując jakoś zakryć traumatyczny wyraz twarzy Louisa. Wewnętrznie westchnął. Zayn kochanie powiedz coś fajnego, co wyciągnie nas z tej męki.

„ Hej, nie żegnaj się, Harry. Może będziemy jeszcze ze sobą współpracować. I szczerze, po pracy, możemy, wiesz, wyjść gdzieś razem jak przyjaciele. Nic wielkiego.” Chłopak z ciemnymi włosami uśmiechnął się trącając Louisa.

„Tak, byłoby świetne.” Harry uśmiechnął się. „Mam dużo wolnych nocy i mam nadzieję, że wasza dwójka też nie będzie musiała wylatywać stąd na przykład do Tokio.”

„Mamy nadzieję.” Louis zachichotał czując zawroty głowy.

Harry uśmiechnął się naturalnie. „Więc widzimy się dzisiaj?”

Zayn zgodził się za siebie i w imieniu Louisa. Wszystko, co mógł zrobić Louis to jedynie stanie tam z szerokim uśmiechem na twarzy. Wszystko działo się szybko, zbyt szybko. Jak on miał się z nim spotkać… kiedy nie pracowali już razem? Czy w ogóle chłopak był zainteresowany? Westchnął, próbując nie wykoleić się z toru swoich myśli. Było za późno na reakcję, dokładnie w ten sam sposób, w jaki spóźniony był zareagować na niego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz