czwartek, 12 grudnia 2013

4

Niall musiał przyznać, że cierpiał na objawy wycofania. Jego laptop złapał wirusa i nie mógł go używać, ponieważ został wysłany do przyjaciela rodziny, który miał naprawić dysk, co oznaczało, że Niall nie miał możliwości grania w Dawn of Darkness przez cały tydzień.
Wielu ludzi nie zrozumiałoby, jak wielki miało to na niego wpływ, ale bez możliwości ucieczki, Niall był zmuszony żyć jedynie w prawdziwym świecie. Nieważne jak bardzo preferował zatracanie się w tym, w którym uderzenia nie sprawiały bólu, a naciśnięciem przycisku uzyskiwało się nowe życie.
A w chwilach takich, jak ta, potrzebował ucieczki bardziej niż kiedykolwiek.
Niall kurczowo przycisnął książki do swojej klatki piersiowej, gdy chłopak łypał na niego, pięścią trzymając materiał jego koszulki i przyciskając jego plecy do szafki, podtrzymując go, gdy próbował sięgnąć nogami ziemi.
- Co się stało, kujonie? Boisz się? Powinieneś był o tym pomyśleć, zanim zapisałeś się do drużyny.
Chciał po prostu zamknąć oczy i udawać, że nie znajdował się w tym położeniu, ponieważ był naprawdę przerażony. Może nazywano go kujonem, ale nigdy nie prześladowano, ponieważ wszystkich do niego ciągnęło, był zbyt sympatyczny, by było inaczej.
Ale wiedział, że próba dostania się do drużyny będzie miała jakiś oddźwięk; podważył status quo i gdy wpatrywał się w te zimne, szare oczy, rozpoznał w chłopaku jednego z tych, którzy nie dostali się do drużyny i zrozumiał.
Wszystko to napędzała zazdrość i Niall rozluźnił barki, przestając się stawiać, ponieważ wiedział, że nie miał tyle siły, by wygrać ze starszym chłopakiem, a jeżeli się podda, może pójdzie to szybko i będzie wolny. Ale w ciszy prosił, żeby ktoś ich znalazł, choć na nieszczęście lekcje już trwały, a Niall miał okienko, więc nikt nie zauważyłby jego nieobecności.
Odruchowo się wzdrygając, gdy chłopak uniósł pięść, Niall poczuł, jak coś zatrzepotało w jego sercu, gdy jego uszu dosięgnął znajomy głos.
- Hej, puść go!
Śnisz, powiedział sobie, teraz już z zamkniętymi na świat oczyma, pozwalając swoim marzeniom bardziej się rozbudować.

Leżał rozłożony na piasku, czubek miecza jego przeciwnika kołysał się nad jego gardłem, w jego oku pojawiła się iskierka wraz z uśmieszkiem na ustach, gdy czekał, by upuścić miecz i zakończyć życie Nialla.
Wiatr przyniósł rżenie z dystansu i dwaj wrogowie spojrzeli na południe, by ujrzeć nadciągającego na swoim dostojnym rumaku rycerza, sięgającego, by zdjąć swój hełm i potrząsnąć lokami zatapiającymi się w świetle słońca.
Zielone oczy spoczęły na większym mężczyźnie, zmrużone w nienawiści i złości, gdy zszedł z wierzchowca, obnażając swój miecz.
-Uwolnij go, belzebubie!
Miecz został wycofany znad szyi Nialla, dźwięk zderzającego się metalu odbił się echem przez jałową plażę, gdy Niall czołgał się w tył, obserwując z podziwem walkę.
Maleńkie drobinki piasku prześlizgiwały się przez jego palce, gdy obserwował z szeroko otwartymi oczyma, jak Harry zręcznie wytrącił miecz z ręki przeciwnika i bez zawahania zakreślił szerokie łuki swoim, ostrzem głaszcząc jego policzek i pozostawiając na nim kroplę krwi, którą przeciwnik rozmazał, gdy uniósł roztrzęsione palce, by sprawdzić obrażenie.
- Odejdź i nich nigdy nie widzę więcej twojej twarzy, albo nie zawaham się położyć kresu twojemu życiu. Znikaj, nieprzyjacielu.
Mężczyzna odbiegł truchtem, zostawiając Nialla i Harry’ego samych na plaży. Harry dotarł do blondyna powolnymi, ale pewnymi krokami, upadając następnie na kolano i kładąc rękę na jego ramieniu.
- Czyś cały?

- Hej, Niall, wszystko okej, stary?
Niall zamrugał, będąc niechętnie wyrwanym ze swojego wymyślonego świata, by znaleźć się zdecydowanie zbyt blisko Harry’ego, mogąc policzyć różne odcienie zieleni w jego oczach.
Biorąc głęboki, roztrzęsiony wdech – który Harry źle odebrał jako wywołany poprzednią sytuacją, nie tym, że Niall wychodził z siebie przez jego bliskość – wymusił uśmiech, akceptując rękę Harry’ego, którą chłopak wyciągnął, by pomóc mu wstać z ziemi.
- Tak, w porządku, nie podobał mu się fakt, że dostałem się do drużyny, wiesz. – Niall nerwowo się zaśmiał, a jego umysł szybko zarejestrował, że rozmawiał z Harrym, naprawdę rozmawiał z Harrym w środowisku, w którym wcale nie musieli tego robić, jak na przykład trening czy biologia.
Ze zdenerwowaniem przebiegł ręką przez włosy, nieświadom faktu, że przez ten gest w brzuchu Harry’ego pojawiły się motyle. – Umm, dziękuję za pomoc.
Harry przeniósł ciężar ciała na drugą nogę, atmosfera zaczynała ciążyć i robić się niezręczna; obaj chłopcy nie potrafili znaleźć odpowiednich słów w swojej obecności. – Żadem problem, stary, jesteśmy kolegami. Ale muszę lecieć, miałem wyjść tylko do toalety. Widzimy się później, Niall.
I Harry pobiegł, jego stopy uderzały o podłogę korytarza, a rumieńce rosły na jego policzkach, podczas gdy Niall obserwował wycofującą się postać z uśmiechem na twarzy.
Pierwsze zapoznanie, pierwsze wymówione słowa, teraz byli poniekąd znajomymi.
-
Palce głaskały urządzenie, a Niall nie przejmował się, jak dziwne to było, kiedy ciasno przyciskał laptopa do swojej klatki piersiowej. Nigdy nie kochał tak bardzo nieżywotnej rzeczy i cieszył się, mając ją z powrotem w jednym kawałku.
Ułożywszy laptopa na biurku, otworzył go, szybko naciskając przycisk, w ciszy błagając, by komputer włączył się szybciej. Kiedy pojawił się ekran logowania, naprędce wpisał swoje hasło, jęcząc, kiedy popełnił błąd i musiał zrobić to ponownie.
Po, jakby się zdawało, całej wieczności, ponownie szedł światem RPG; mały sim na nowo zaznajamiał się ze scenerią, której został pozbawiony na cały tydzień.
- Hej, James! – rozbrzmiał w słuchawkach głos Edwarda, Niall łatwo wpadł w nawyk nazywania chłopaka w sposób, na jaki się zdecydowali. – Gdzie byłeś? Porzuciłeś mapę na jakiś tydzień!
- Przepraszam, Ed – powiedział Niall, gdy para szła w kierunku tablicy ogłoszeń, zdeterminowana by zaakceptować trudną misję, by nadrobić nieobecność Nialla. – Mój komputer złapał wirusa i nie miałem do niego dostępu.
Niall zmarszczył brwi, gdy usłyszał parsknięcie. – Skąd złapałeś wirusa? Czy mały Jamie wchodził na strony erotyczne… nie, czekaj, gejowskie strony erotyczne?
Niall zawahał się, rumieńce pojawiły się na jego policzkach, a przerwa nie została niezauważona.
- O boże, stary, żartowałem. Naprawdę złapałeś wirusa z pornosów?
- To był jeden raz, byłem ciekawy i chciałem coś odkryć! Czy możemy ruszyć dalej i skupić się na misji?
- Dobra… zboczeńcu.
Niall westchnął, gdy jego przyjaciel śmiał się z myślą, że jego żart jest genialny i z pewnością będzie go kontynuował, na co blondyn przystał, wiedząc, że przez jakiś czas będzie nazywany zboczeńcem.
Ale nie kłamał, naprawdę był po prostu ciekawy. Harry zawsze gościł w jego myślach, ale Niall wiedział, że podobały mu się wcześniej dziewczyny, więc chciał sprawdzić, czy to tylko Harry, czy również innych facetów uważał za atrakcyjnych.
I nie mógł się oszukiwać, obserwowanie dwóch mężczyzn uprawiających seks podniecało go, a erekcja, której dostał, przysporzyła mu wiele zażenowania, kiedy spojrzał w dół i ją zauważył. Ale najważniejszą rzeczą, mimo zażenowania, był fakt, że uświadomił sobie, że jest gejem albo przynajmniej biseksualny.
- Więc, zboczeńcu, jest misja, w której trzeba uratować młodą damę od smoka, póki co nikt nie dał rady, wchodzisz w to?
Niall poprawił słuchawki i ułożył palce na klawiaturze, chętny by pokonać nieznajomego z kimś, kogo szybko zaczynał uważać za swojego najlepszego przyjaciela.
- Dajesz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz