niedziela, 8 grudnia 2013

240

*
Louis dochodzi do wniosku, że jest kompletnie bezużyteczny.
Wszystko wydaje się na to wskazywać. Budzi się z okropnym kacem; nie usłyszał budzika, więc musi darować sobie prysznic, by zdążyć kupić śniadanie. Co, halo, zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem. Prawdopodobnie nie pachnie dobrze.
I jeśli nie jest to wystarczające, Liam pracuje dziś sam. Zapach piekarni – rosnące ciasto, kawa i ciepłe ciasteczka czekoladowe – wcale nie uspokaja nerwów Louisa. Zamyka się w sobie, wypowiadając tylko kilka słów do chłopaka, zanim wyjmuje dziesiątkę na ladę i czeka na resztę. Próbuje nie zauważyć płatków czekoladowych we włosach Liama lub mąki na jego nosie, skupiając się na sposobie, w jaki jego palce oplatają mały kubek z herbatą. Liam rumieni się z zawstydzenia, kiedy zdaje sobie sprawę, że nadal nie oddał Louisowi reszty.
Ugh. Jest tak uroczy, że Louis ma ochotę zwymiotować. Mimo że to prawdopodobnie przez jego kaca, sadowiącego się głęboko w jego żołądku. Albo przynajmniej podoba mu się takie przypuszczenie.
Louis praktycznie wybiega z piekarni po otrzymaniu swojego muffina i herbaty, ponieważ naprawdę nie potrzebuje, by najpiękniejszy człowiek w Londynie poczuł regularny odór jego ciała lub by był świadkiem Louisa wymiotującego w jego sklepie. Ale łamie swoje postanowienie, kiedy podchodzi do drzwi i nie może powstrzymać się od ostatniego spojrzenia przez ramię na Liama.
Chłopak jedynie wpatruje się w niego w odpowiedzi. Nie ma pojęcia, kim jest Louis.
Louis włóczy nogami przez całą drogę do klubu, przeklinając swoje nieszczęście z piekarzem i obawiając się niewiarygodnie głośnej muzyki akompaniującej początkowi wieczoru. Pociera swoje skronie przed drzwiami. Puls w jego głowie już reaguje na niskie basy, a Paul, bramkarz, posyła mu współczujące spojrzenie. – Za dużo zabawy wczoraj, Lou?
Jakimś sposobem, Louis nie sądzi, by pokręcenie głową to wyrażało. – Wcale.
Udaje mu się przetrwać pierwszych kilka godzin bez udania się do łazienki i wyrzucania z siebie jelit, co przyjmuje za dobry znak. Wymusza uśmiech do flirtujących z nim dziewczyn przy barze i, naprawdę, czy to nie jest oczywiste?
Prawdopodobnie staje się to oczywiste w chwili, w której widzi Liama wchodzącego do klubu nie więcej niż dziesięć minut później. Louis zwalcza swoją niedorzeczną potrzebę schowania się pod barem i może zginięcia tam, zamiast tego obserwując innego mężczyznę wchodzącego za Liamem.
Och, nie.
Chłopak, który przyszedł z Liamem, jest prawdopodobnie jednym z najbardziej atrakcyjnych ludzi, jakich Louis kiedykolwiek widział. Ma ciemną skórę i idealnego quiffa, i szeroki, biały uśmiech, i wspaniałe kości policzkowe, i owija ramieniem barki Liama z łatwością, przyciskając czoło do boku jego twarzy.
To jego chłopak, prawda?
Próbuje odzyskać swoje opanowanie tak szybko, jak to możliwe, ponieważ Liam i jego chłopak idą w kierunku baru z uśmiechami na twarzach.
- Dwie tequile, proszę. – I do tego ma maniery, ale Louis tak bardzo chce nienawidzić tego chłopaka. Chce krzyknąć mu w twarz, ponieważ wie, że Liam nie pije. Co jest oczywiście śmieszne. Jak Louis ma udawać, że zna Liama lepiej, niż dużo ważniejsza dla niego osoba? Szczególnie, kiedy ich rozmowy kończyły się na temacie muffinów i herbaty, i Liama proszącego o wodę, gdy Harry całkowicie się upił.
Gdy Louis nalewa drinki, chłopak z quiffem spogląda na niego z miną nie do odczytania i mówi coś niesamowicie bliskiego do myśli Louisa, jakby potrafił w nich czytać. – Nie jesteśmy razem, wiesz?
Ręka Louisa ześlizguje się, a tequila rozlewa się po jego palcach i barze. – Co? – pyta, jakby dokładnie nie wiedział, o czym mówi chłopak. Nie dochodzi do niego, że nie podlega to dyskusji, biorąc pod uwagę, że ten dokładnie wie o co chodzi.
- Jest moim najlepszym przyjacielem. – Chłopak patrzy na Liama, który właśnie usiadł przy barze z jak zwykle niekomfortową miną i szeroko się uśmiecha, jakby chciał udowodnić, że to prawda. Ale odwraca wzrok na Louisa i mruży swoje ciemne oczy. – Więc nie rób niczego głupiego.
I, dobrze, grał wcześniej głupiego, ale teraz naprawdę nie wie, o co chodzi. – Co masz na myśli? – Czy Louis mógłby zrobić coś, co miałoby wpływ na Liama? Chłopak nie wie, że Louis w ogóle istnieje, tym bardziej nie ma pojęcia o jego głupocie.
Ale chłopak mu nie odpowiada. Bierze drinki i odchodzi, próbując podać jednego Liamowi, który kręci jedynie głową. Chłopak wzrusza ramionami i wypija je oba. Z zawahaniem wyjmuje telefon ze spodni i śmieje się głośno na coś, co pokazało się na ekranie.
Louis podnosi szmatkę z lady pod barem, ignorując jej wątpliwą czystość, by spróbować usłyszeć rozmowę chłopaków. Wyciera tequilę wolnymi ruchami okrężnymi, próbując nie ujawnić tego, że podsłuchuje.
Chłopak z quiffem mówi nieprzepraszającym tonem coś w stylu – Muszę iść sprawdzić co u Harry’ego.
- Zawsze to robisz, Zayn! – Liam krzyczy szeptem w odpowiedzi. – Nienawidzę cię.
Zayn żacha się – Okej, Li, co za różnica. Zobaczymy się później. – I z tym, Liam zostaje sam przy barze.
Louis zauważa, że chłopak nie ma nic do picia. Czy jego obowiązkiem nie jest naprawienie tego? Ale stwierdza, że powinien poczekać, aż coś zamówi. Nie chce wyjść na jakiegoś prześladowcę, mimo że właśnie nim się czuje, biorąc pod uwagę, że wie, że Liam zawsze bierze wodę. Co jest przerażające. Nie sprawa z wodą, ale fakt, że Louis o tym pamięta.
Louis czuje parę oczu na swojej twarzy i musi się teraz rumienić, ponieważ wie, że Liam na niego patrzy, prawdopodobnie próbując zdecydować, czy widział go gdzieś wcześniej lub dlaczego wygląda znajomo. A Louis nie może również na niego spojrzeć. Wystarczająco zawstydził się tego ranka, kiedy Liam patrzył na niego tępo zza lady. Naprawdę nie potrzebuje powtórki.
Więc nadal wyciera to samo miejsce na barze, udając że skupia się tylko na tym, aż czuje, jak wzrok się przenosi i nie wypala w nim dziur. Wtedy jego spojrzenie spoczywa na Liamie, który lekko pochyla się nad barem.
Wygląda fantastycznie, co nie jest niezwykłe, ale nie ma na sobie mundurka. Teraz ubrany jest w niebieską koszulę w kratę, której rękawy ma podwinięte do łokci, ukazując niedorzecznie ukształtowane przedramiona i jego ogromne ręce, i Louis naprawdę musi przestać patrzeć, ponieważ jedynie przysparza sobie więcej tortur. Na policzkach Liama widać rumieńce i prawdopodobnie czuje, jak Louis na niego patrzy, więc, tak, Louis przestaje.
Przyciska brudną szmatkę mocniej do drewna i nienawidzi siebie, pragnąc bardziej niż wszystkiego, by móc być mniej bezużytecznym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz