niedziela, 8 grudnia 2013

238

Naprawdę musi coś ze sobą zrobić.
Do takiego wniosku dochodzi Liam, siedząc samotnie przy barze i obserwując kogoś nieświadomego jego egzystencji. Musi zrobić coś ze sobą, musi zrobić coś z tym, kto mu się podoba, a ciemniejsza część jego umysłu desperacko próbuje go przekonać, że musi zrobić coś z tym barem i przyprzeć Louisa do ściany. Gdyby był pijany, prawdopodobnie by to zrobił.
Więc nie pozwala sobie na tę wygodę. I tak nie powinien pić, ma jedną nerkę. Zayn i Harry wydawali się zdeterminowani, by wytłumaczyć mu, że wcale tak nie jest. Wygooglowali to, więc są ekspertami w tym temacie. Liam i tak wciąż pije wodę. Nadal ignoruje ich próby przekonania go do drinków, które cały czas mu kupują. Nie ma zamiaru ryzykować swojej jednej dobrej nerki – lub swojej reputacji w tym przypadku – dla lekkiego wstawienia się.
Liam czuje, jak Louis od czasu do czasu na niego patrzy. Nadal musi mieć gdzieś mąkę albo może ominął jakiegoś chrupka w swoich włosach. Otrzepuje jedno ze swoich ramion i potrząsa głową, mimo że wie, że wygląda przez to idiotycznie. Jeśli jednak jest pokryty produktami do pieczenia, prawdopodobnie już wygląda głupio. Nie ma już nic do stracenia.
Z taką myślą decyduje, że równie dobrze mógłby przejść do części, w której zamawia drinka. Unikał tego już od jakiegoś czasu, wiedząc, że Louis rozpoznaje go z tego ranka. To żenujące. Jest tylko jąkającym się, mamroczącym idiotą; ostatnią rzeczą, której potrzebuje, jest bycie odwodnionym. W ustach już ma sucho, smakując jakby wypełnił je papierem ściernym. Więc nieco się prostuje – nie ma pojęcia, w czym miałoby to pomóc – i macha ręką, sygnalizując Louisowi, że tak, teraz chciałby coś do picia.
I wtedy rozpoczyna się problem.
Ponieważ, oczywiście, nie mogło być tak łatwo; to pierwszy raz, kiedy Liam jest sam przy barze już od dłuższego czasu. Zwykle wie, co ma zamówić. Może poprosić o jakiś owocowy drink dla Harry’ego i kieliszek dla Zayna oraz swoją wodę. Nikt nie zauważa, że sam nie pije, a nawet jeśli, to ma sens. Uprzednie wyznaczanie kierowcy jest zalecane i nikt nie wie, że to nie jedyny powód, dla którego pozostaje trzeźwy. Za to dziś Liam jest sam. Siedzi przy barze, więc może zamówić wodę i obserwować atrakcyjnego barmana. Jest to tak przerażające, że zamiera, kiedy sobie to uświadamia. Nadejście objawienia oczywiście zbiega się w czasie z nadejściem Louisa układającego ręce na ladzie.
- Co podać? – pyta ochrypłym głosem. Liam przełyka ślinę, próbując coś wymyślić.
Wygooglowali to. Może napić się piwa. I tak nie jedzie do domu samochodem. Łatwo może zachować twarz; zamówić piwo, wypić je miło i powoli, by sprawdzić, czy jakkolwiek na niego działa, a potem pójść do domu, kiedy już skończy. Jedno piwo, jeden wieczór. To ratuje go od niezmiernego zażenowania i nie widzi żadnego problemu w tym planie.
Louis nadal wyczekująco na niego patrzy, jego niebieskie oczy są przejrzyste i skupione. Ale Liam dokładnie pamięta, dlaczego nie jest w stanie tego zrobić; pamięta coś o przeskakiwaniu nad barem i może tłuczeniu kilku kieliszków wiszących na ścianie. Przygryza wargę. Zayn wiedziałby, co zrobić. Zayn jest w tym dobry, łatwo udaje mu się wybrnąć z niezręcznych rozmów i przenieść się na nowy temat. Tylko że Zayna tu nie ma, Harry’ego również. Jest tylko i wyłącznie Liam ze swoim ciężkim językiem i zatrzymanym umysłem, a to nigdy do niczego go nie doprowadzi.
Uświadamia sobie, że siedzi tak i patrzył, kiedy Louis w końcu przerywa chwilę, lekko się śmiejąc. – Po prostu podam ci wodę, okej? - I Liam kiwa głową, mentalnie przeklinając swoją głupotę z nadzieją, że nie zrobił z siebie tak wielkiego idioty. (Oczywiście ta nadzieja jest całkowicie pozbawiona sensu i z pewnością bezpodstawna. Jest prawie pewien, że wpatrywał się w chłopaka przez ostatnie pięć minut i, naprawdę, chyba nie da się zrobić z siebie większego idioty.)
Louis przynosi mu szklankę wody, kostki lodu unoszą się na powierzchni. Kładzie ją w tej samej chwili, w której sięga po nią Liam i szklanka się wywraca. Woda spływa po gładkiej powierzchni baru, mocząc koszulę i spodnie Liama. Chłopak odpycha się od lady, już czując, jak rumieniec wkrada się na jego szyję.
- O-o boże, przepraszam! – wydusza z siebie Louis, zakrywając ręką usta. Liam i tak słyszy w jego głosie śmiech i skłamałby, twierdząc, że dźwięk ten nie sprawił, by sam chciał się uśmiechnąć.
- Nie, nie, to nic – odpowiada, szeroko się uśmiechając i próbując powstrzymać śmiech. – Tylko-okej, możesz mi dać rachunek? To zdecydowanie nie mój wieczór. – Dobrze, udaje mu się składać już pełne zdania. Mimo że nie są najlepsze i mimo że nie są tym, co chce powiedzieć, lepsze to, niż nic. Może nie jest całkowicie bezużyteczny.
Louis kiwa głową. – Dobrze, przyniosę. – Przechodzi do kasy i Liam go obserwuje, nieświadom, że jest kompletnie przemoczony, dopóki ktoś nie popycha go na bar, przez co więcej lodowatej wody spływa po jego koszuli. Chwyta kilka serwetek, próbując wytrzeć, jak wiele tylko jest w stanie. (O koszulę będzie się martwił po powrocie do domu; teraz nie chce zostawić po sobie zbyt wielkiego bałaganu.)
Liam przez chwilę zastanawia się, co zajmuje Louisowi tyle czasu, ale rachunek zostaje popchnięty ku niemu na ladzie. Co zamówił? Ile płaci? Śmieje się teraz bardziej niż powinien i przez to naprawdę trudno mu się myśli, a co dopiero patrzy na Louisa. Wyjmuje portfel, wkłada do niego paragon i wyjmuje dwa banknoty. Nie kłopocze się sprawdzaniem ich wartości, kładzie je na ladzie i wstaje. To był długi wieczór, a nie znajduje się tutaj nawet od godziny. Musi wracać do domu.
Nadal się śmieje, niemal histerycznie, kiedy wsiada do taksówki i podaje kierowcy adres. Gdy dojeżdża do domu, niemal płacze. Bolą go żebra i z ledwością oddycha, i decyduje, że z pewnością oszalał. To naprawdę nie jest tak zabawne, może poza małą częścią, w której jednak jest. Nigdy więcej nie będzie w stanie pójść do tego baru. Wszystko zepsuł, ale nawet po tym, nadal jest w stanie myśleć tylko o tym, jak dobrze Louis wyglądał śmiejąc się. Śmiał się z Liama, ale jego niebieskie oczy były piękne i błyszczały, a jego uśmiech był uroczy i Liama nie obchodzi, jak bardzo się wygłupił. Przynajmniej teraz Louis go zapamięta.
Liam wchodzi do kuchni, potykając się o własne stopy. Opróżnia kieszenie i układa wszystko na ladzie, zauważając mały róg rachunku wystającego z portfela. To nic takiego, naprawdę, Liam skrupulatnie zbiera swoje paragony, sprawdzając, ile wydał i ile zostało mu pieniędzy na ten lub kolejny miesiąc. Dziwna jest niebieska linia na papierze, małe pasmo czegoś, co mogłoby być atramentem.
Ostrożnie wyjmuje złożoną kartkę, serce głośno tłucze mu w piersi. Jest tam podpis, coś, co mogłoby wyglądać jak Louis, a pod spodem znajduje się dziesięć małych cyfr. Pismo nie jest całkowicie kaligraficzne, ale jest w stanie je odczytać, więc nie traci czasu i wpisuje numer do telefonu.
To musi być żart. To musi być jakiś dowcip. Liam zadzwoni na numer i zostanie przywitany automatycznym nagraniem, mówiącym, że śmierdzi, czy coś. Harry i Zayn podawali mu takie numery wystarczająco często; słyszał o nich. Ten jednak nie wygląda znajomo, nie wzbudza podejrzeń. Liam zaczyna sądzić, że może faktycznie należeć do Louisa. Może być prawdziwy. Może Liam ma szansę.
Musi się upewnić. Ale oczywiście nie zadzwoni. Oczywiście nie napisze. Jeśli to tylko żart, nie da się. Więc robi to, co zrobiłby każdy prześladowca: wpisuję gwiazdkę i sześćdziesiąt siedem, zanim wybiera numer.
Dźwięk da się słyszeć trzy razy, każdy jeden buduje nadzieję Liama trochę bardziej. Louis teraz pracuje, prawda? Nie mógłby odebrać od razu. Czy automatyczne numery nie odbierają od razu? Czy to się naprawdę dzieje?
Hej, tutaj Louis Tomlinson. Jeśli chciałeś dodzwonić się do mnie, dobra robota. Jeśli nie, cóż-
Liam się rozłącza. Ciężko dyszy i prawdopodobnie idiotycznie uśmiecha. Nie obchodzi go to. Louis dał mu swój numer. Louis ze swoimi idealnymi włosami i wspaniałymi oczami, z pięknym uśmiechem i koszulkami w paski, dał nudnemu, staremu Liamowi Payne swój numer.
Rozważa ponowne wybranie numeru, siadając ciężko na swoim małym kuchennym stole i przerzucając telefon z jednej ręki do drugiej. Czy byłoby to zbyt dziwne? Czy wydawałoby się zbyt obsesyjne? Czy odstraszyłoby Louisa? Liam nie zdał sobie sprawy, jak długo siedział tak i myślał, dopóki nie spojrzał na zegarek. Jest późno. Bardzo, bardzo późno. Musi wstać wcześnie, iść jutro do pracy. Przy odrobinie szczęścia, prześpi nawet kilka godzin.
Odłożenie telefonu na stół jest jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakich ostatnio dokonał. Nawet trudniejsze jest leżenie tej nocy w łóżku z myślą o telefonie, zastanawiając się, czy Louis widział połączenie. Z pewnością wie od kogo ono pochodzi. Domyślił się. Może Liam powinien był poczekać i zadzwonić później? Zadzwonił zbyt wcześnie. Lepiej byłoby grać niedostępnego? W końcu się uspokaja. Zasypia na kilka godzin, niespokojnie śniąc o małych dłoniach splecionych z jego i niebieskich oczach spoglądających na niego z dołu.
Następnego ranka, kiedy Louis wchodzi do sklepu, Liam szturcha Harry’ego i każde mu iść sprawdzić stan jagodowych muffin piekących się na zapleczu. Ignoruje sposób, w jaki Harry na niego zerka – jakby wyrosła mu druga głowa – woląc za to skupić się na Louisie.
- Dzień dobry! W czym mogę pomóc?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz