Ołówek przesuwał się pomiędzy palcami Nialla, gdy chłopak próbował ignorować ciepło bijące od ciała Harry’ego. Młodszy zdecydował, że zamiast usiąść za nim, tego dnia usiądzie obok. I w rezultacie była to pierwsza lekcja biologii, podczas której Niall nie potrafił skupić swojej uwagi.
Przenieśli się do tematu o genetyce, a dokładniej do procesu mejozy. Niall tylko w połowie słuchał nauczyciela monotonnie opowiadającego o haploidalnej naturze gamet i tym, jak matka i ojciec wnosili po dwadzieścia trzy chromosomy, by stworzyć embrion. Dobrze, że Niall przeczytał trochę tematu wcześniej i rozumiał koncepcję, podczas gdy Harry, uważając, nie pojmował nic.
Niall zastanawiał się nad swoją przyszłością, z Harrym oczywiście. Jeżeli kiedykolwiek będą razem, procesy, o których się uczą, będą niepotrzebne. Nie posiadali koniecznych czynników, by założyć rodzinę; nie będzie żadnych dzieci Nialla i Harry’ego. Oczywiście mogliby zaadoptować, albo nawet znaleźć surogatkę, ale pojawiła się głęboka pustka, kiedy Niall uświadomił sobie, że razem z Harrym, nigdy nie znajdą się na tym stopniu w ich związku.
Szybko mrugając, odwrócił się do okna, rumieniąc się. Zapędzał się. Nawet nie było jego i Harry’ego, pierwszego stopnia ich wymyślonego, nieistniejącego związku. Niall przewidywał, że w najlepszym wypadku zostaną przyjaciółmi, ale nikim więcej.
Zegar tykał, a Niall niemal słyszał, jak sekundy synchronizowały się z biciem jego serca. Jego część pragnęła końca tej lekcji, gdy druga chciała, by takowy nigdy nie nadszedł. Lekcja biologii i trening były jedynymi chwilami, kiedy właściwie mógł widzieć się z Harrym, w innym wypadku ograniczał się jedynie do subtelnego spojrzenia w korytarzu.
Harry szturchnął go, sprawiając, że Niall obrócił się z szeroko otwartymi oczami. Jego nerwy ożyły w miejscu, gdzie dotknął go Harry.
- Nauczyciel chce nam coś powiedzieć i pomyślałem, że powinieneś posłuchać. – W jego głosie znalazł się droczący ton, jakby Harry był dumny z przyłapania Nialla na nieuważaniu, jak i również coś innego, gdy szybko zabrał swoje ramię, spuszczając wzrok i przerzucając swoje kartki.
- Za kilka dni pojedziemy do muzeum na wystawę o rozrodzie i genetyce. Proszę wziąć zgody dla rodziców i przynieść je na poniedziałek, pozbieram je, zanim wsiądziecie do autobusu. Jeszcze jedno, na czas wycieczki nie będziecie zmuszeni zostawać z klasą, ale będziecie musieli wypełnić pewne arkusze i zrobicie to we wcześniej ustalonych parach. Przeczytam je teraz, więc proszę o uwagę.
Uwaga Nialla wydawała się skupiać na jednym punkcie na wprost, gdy próbował zapomnieć o sposobie, w jaki waliło mu serce, gdy miał nadzieję, by usłyszeć swoje nazwisko z konkretną osobą.
- Harry Styles – natychmiastowo i Niall, i Harry podnieśli wzrok, skupiając uwagę całkowicie na tym, jakie będzie drugie nazwisko – i Niall Horan.
Chłopcy się do siebie odwrócili, ich ciała widocznie drżały z podekscytowania, które zostawało ostrożnie tłumione. I w ostatniej chwili braku samokontroli, przybili sobie piątkę.
-
Edward czekał na miejskim placu, niecierpliwie stukając stopą, gdy czekał, aż przyjdzie James; mocno trzymał w ręku misję.
W końcu zobaczył, jak blondyn się materializuje; kończyny powoli formowały się wraz z pulsem światła.
- Hej, co mamy? - spytał James, idąc po bruku, by spotkać swojego partnera, łapiąc misję, kiedy Edward mu ją rzucił.
- Łatwą misję ratunkową. Jakaś księżniczka wpadła do studni. Czasami zastanawiam się nad oryginalnością twórców gier.
Droga do studni była łatwa, ale oboje ciasno trzymali swoje miecze, uważając na wszystkich graczy, których mijali, przygotowani, by odeprzeć atak, gdyby ktoś zauważył ich wysokie poziomy i zechciał zdobyć dodatkowe punkty doświadczenia.
Na szczęście nikt ich nie kłopotał i po mniej niż pięciu minutach konwertowania otoczenia, spoglądali do dołu, w którym łkająca księżniczka opierała się o ścianę.
- Moglibyśmy ją tu tak zostawiać – powiedział bezdusznie Edward, spoglądając na żałosną dziewczynę i otrzymując uderzenie w ramię od Jamesa.
- Nie możesz jej tu tak zostawić, to zniszczyłoby nasz piękny rekord misji. Dalej, włazisz do dziury. – Odsunął się i rzucił Edwardowi linę, by mógł po niej zejść.
- Dlaczego to zawsze ja muszę zajmować się płaczącymi dziewczynami, dlaczego nie możemy dostać kolejnego ciemnego lorda? – wymamrotał, owijając linę wokół talii i stając na skraju dołu, by się do niego ześliznąć.
Został otoczony ciemnością, gdy łkanie stawało się głośniejsze.
- Ciii, już dobrze, jestem tu, by ci pomóc – mówił monotonnie, wiedząc, że postać CPU go nie zrozumie, ale było to coś standardowego, część niepisanych zasad.
Jego ramiona otoczyły dziewczynę, mocno ją trzymając i ciągnąc za linę, by James go wciągnął. Musiał przyznać, że znalezienie przyjaciela między testerami beta strony było świetnym pomysłem, widział wielu nowicjuszy, którzy wpadali do świata zaraz po tym, jak został on otwarty, by pomęczyć się i nie dać sobie rady, podczas gdy on razem z Jamesem praktycznie od początku byli perfekcyjnymi graczami.
James spojrzał do głębokiego dołu, obserwując, jak Edward się pojawiał i wyobrażając sobie strach, który odczuwałby uwięziony w tak ograniczonym miejscu; niczego nie nienawidził bardziej od małych przestrzeni. I mimo że był to jedynie wirtualny świat, nadal panikowałby, gdyby czerń pokryła ekran. Właśnie dlatego zawsze uchylał się od tych misji i zmuszał Edwarda do wypełnienia ich. Chłopak sądził, że chodzi tu o unikanie płaczących dziewczyn. Bo właśnie tak było.
Kiedy Edward i księżniczka powrócili na ziemię, czekali, uderzając z irytacją w klawiatury, chcąc, by dziewczyna zakończyła swoje podziękowania i odeszła.
W końcu z wykonaną misją mogli odejść z powrotem na plac, by poszukać tych bardziej niebezpiecznych.
James westchnął do swojego mikrofonu. – Wiesz, Ed, nigdy nie byłbym na tyle głupi, by znaleźć się w sytuacji, w której potrzebowałbym ratunku.
-
Autobus się zatrzymał, a uczniowie wyglądali przez okna ze zbolałymi minami obserwując ulewę, przez którą byli zmuszeni przejść, by dostać się do muzeum. Błyskawica przecięła niebo, rozświetlając szczyt budynku niesamowitym światłem.
Harry pochylił się wprzód, układając ręce na tyle siedzenia Nialla. – Wygląda na to, że zamówili najlepszą pogodę na naszą randkę, Niall.
Niall momentalnie zarumienił się czerwienią, a słowo ‘randka’ wirowało mu w głowie, zanim oczy Harry’ego rozszerzyły się na implikację jego słów. Łatwo przychodziło mu żartowanie, ale z Niallem było inaczej; żart o randce zostałby wyśmiany z jego przyjaciółmi, ponieważ Harry wcale nie miał tego na myśli. Ale tym razem miał i sposób, w jaki Niall się zawahał, a jego oczy rozjaśniły się zawstydzeniem i niemal chęcią, sprawiły, że w jego brzuchu pojawiły się motyle.
- Miałem na myśli randkę z nauką, bo jesteśmy partnerami w projekcie… dalej Nialler, pospieszmy się z tym.
Harry wszedł do korytarza, Niall tuż za nim, i przeszli obok wszystkich uczniów, szukających parasoli w swoich torbach, które zdążyły całe przemoknąć.
Z szybkimi uśmiechami, kiwnęli do kierowcy, by otworzył drzwi. Deszcz lał, ale żadne z nich się nie zawahało, woda dodawała dreszczyku emocji, podobnie jak zachwyt i odświeżenie podczas gry w piłkę w deszczu.
Przebiegli przez zabłocony trawnik, śmiech odbijał się echem, gdy wbiegali do kałuż, kiedy chłopcy podświadomie przekształcili to w wyścig.
Gdy wpadli przez drzwi, wyglądając jak zmokłe szczury, oparli się o siebie ze śmiechem.
- Wystawa jest na samej górze – wydyszał Niall, kiedy w końcu skontrolował swój oddech. Harry kiwnął w kierunku wind i Niall podążył za nim, chwilowo odrzucając swój lęk przed ciasnymi pomieszczeniami; jeździł już wcześniej windami i nauczył się kontrolować swój strach w takich sytuacjach.
Rozległ się dzwonek, gdy winda dotarła do parteru, Harry i Niall wsiedli, a kilkoro ludzi, którzy zjeżdżali, wysiadło, pozostawiając ich samych.
Obserwowali lampkę, podnosząc się wyżej i wyżej, kiedy w pewnej chwili winda się zatrzęsła i zatrzymała, a światła wyłączyły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz