środa, 11 grudnia 2013

3

Harry’emu było głupio. Cholernie głupio.

Dlatego właśnie, siedział teraz w swojej małej kuchni, pochylając się nad swoją miską z płatkami. Siedział nad nią od kilkunastu minut, jednak nawet nie ruszył posiłku.

Mogłem się zatrzymać czy coś.

Żałował, że nie mógł powtórzyć tego zdarzenia. Szczerze mówiąc, wolał, aby w ogóle się ono nie zdarzyło, jednak skoro co się stało, to się nie odstanie, chciał przeprosić jeszcze raz.

Trudno.

-Jak się czujesz? – zapytał Paul, siadając koło niego na kanapie, i podając mu szklankę wody i białą, małą tabletkę, która miała być wybawieniem dla chłopaka.

- Nie wiem, nie czuję – mruknął nastolatek, po czym jęknął głośno przykładając rękę do swojego czoła.

Haggins zaśmiał się cicho, i wcisnął w drugą rękę Stylesa lekarstwo, które ten od razu połknął, i z powrotem opadł na białą sofę.

-Rozmawiałem z dyrektorem uczelni. Każdemu uczniowi przydzielany jest inny, starszy, który ma opiekować się nim przez miesiąc. Wiesz, tak, żeby się zaklimatyzować.

Harry jęknął znowu.

-Nie potrzebuję niańki. Umiem o siebie zadbać.

-Ja akurat sądzę, że to dobry pomysł. Z resztą, Harry, twierdzisz, że umiesz o siebie zadbać, podczas gdy większość życia stwierdziłeś w czterech ścianach pałacu gdzieś pomiędzy Francją, a Szwajcarią? To nie Samia, to Londyn.

Siedemnastolatek otworzył buzię, aby się odezwać, jednak ochroniarz przerwał mu gestem.

-Wysłuchaj mnie do końca. Tobie został przydzielony jakiś Liam, z drugiego roku. Przyszły prawnik – dokończył mężczyzna i wyszczerzył się do niego, podając mu szklankę, którą Harry od razu opróżnił.

-Super, kolejny ważniak w moim życiu – mruknął lokowaty i zsunął się po kanapie. – Chyba coś mnie bierze – powiedział, podciągając koc pod samą szyję.

-Uroki londyńskiej deszczowej pogody. A teraz – odpowiedział Paul i podniósł się z siedzenia. – Połóż się, a ja zrobię ci herbaty – pokręcił głową i podał przyszłemu studentowi pilota do telewizora. – Jutro wezmę cię do lekarza.

Harry pokręcił głową i uśmiechnął się w jego stronę. Zaczął czuć sympatię do tego człowieka. Zaraz jednak jęknął z bólu, i złapał się za skroń. Nie powinien był naciągać mięśni twarzy.

xxx

Weekend minął szybciej, niż każdy by się spodziewał. Louis i Liam spędzili go głównie na spaniu i przygotowywaniu się na zajęcia. Liam miał zapowiedzianą powtórkę z ostatniego semestru, a Louis lubił zaskakiwać na zajęciach, dlatego też połowę niedzieli spędził w książkach, robiąc notatki z pierwszych kilku tematów.

Nie był kujonem.

Był po prostu systematyczny, dzięki czemu zdobył sobie szacunek i uznanie ze strony wykładowców, z czego był bardzo zadowolony.

Liam również uczył się dobrze, jednak nie przywiązywał do tego wielkiej wagi. Nie lubił prawa. Chciał zmienić kierunek, ale jego rodzice chcą, aby ich syn był prawnikiem. Owszem, lubił historię, ale tak naprawdę była ona tylko nieznaczną częścią tego, czego wymagano od niego na uczelni.

Teraz chłopcy przemierzali korytarze uczelni ściskając w dłoniach dwa identyczne papierowe kubki ze Starbucks. Z tą różnicą, że Louis popijał gorącą herbatę, a Liam kawę karmelową. Musieli zacząć od Starbucksa, bo potem mieli zadowolić się tylko niedobrymi napojami z automatu. Obydwoje rozglądali się, pozdrawiając po drodze znajomych machających z uśmiechami w ich stronę.

-Muszę lecieć – powiedział nagle Payne, spoglądając na lewy nadgarstek, na którym zapięty miał srebrny zegarek.

- Co ci ? – zapytał Louis, poprawiając skórzaną torbę wiszącą na jego ramieniu.

-Pierwszoroczny, sam wiesz. Dobra, lecę – mruknął i cmoknął go szybko w policzek, po czym oddalił się w stronę wydziału.

Louis westchnął i pokręcił głową. Niezorganizowane dziecko.

xxx

Harry oparł się o ścianę i spojrzał na ekran białego iPhona. Dziewiąta pięćdziesiąt. Student który miał go oprowadzić spóźniał się o piętnaście minut. Kwadrans akademicki, pomyślał ironicznie nastolatek. Po włożeniu telefonu do kieszeni, wzrok siedemnastolatka spoczął na jakimś chłopaku, biegnącym w jego stronę długim korytarzem. Styles zmarszczył nos, przyglądając się mu z zainteresowaniem. Biedny student prawa, niestety, nie zdołał zatrzymać się w porę, i wylądował twarzą na podłodze, tuż przez księciem. Harry zachichotał, jednak ogarnął się i podał mu rękę, starając się zachować powagę.

-Wszystko w porządku? – zapytał, kiedy nieznajomy stał już na nogach.

-Tak, dzięki – odpowiedział ten drugi, rozmasowywując obolałe plecy. – Jestem Liam Payne – przedstawił się, wyciągając w jego stronę dłoń.

-Jestem Harry Styles, miło mi cię poznać – odpowiedział nastolatek, i potrząsnął rękę studenta, uśmiechając się do niego.

-Czyli to ciebie mam oprowadzić – mruknął Liam, podnosząc torbę z podłogi. – W takim razie, zacznijmy od stołówki, nie jadłem śniadania – powiedział i ruszył w stronę schodów.

Harry zaśmiał się serdecznie i ruszył za nim.

Londyn może być ciekawym doświadczeniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz