środa, 11 grudnia 2013

Dom był cichy. Jedyne dźwięki, jakie można było usłyszeć, to dźwięki chrapania nastolatków rozłożonych na podłodze w salonie. Słońce ledwo wstało, a świat już ożywał. Stara kobieta po drugiej stronie ulicy z trzema kotami oglądała już poranną telewizję. Wytatuowany grubas mieszkający niedaleko szedł ze swoim czarnym psem na smyczy. Kobieta pomachała do niego, stojąc przed swoimi drzwiami ze swoim dziesięciomiesięcznym dzieckiem w jednej ręce i papierosem w drugiej.

Ale ten dom był cichy. Dopiero, kiedy ktoś zadzwonił Niall zaczął robić zamieszanie.

-Cholera! – krzyknął, wstając z podłogi. Jego głowa bolała, a jego podkoszulek śmierdział wymiocinami. Podniósł się w poszukiwaniu swojego telefonu, podczas gdy inni ludzie jęknęli w proteście. Niall ostatecznie znalazł swój telefon i jęknął widząc, że to z pracy.

-Witam – powiedział zachrypniętym głosem.

-Niall! Jest siódma, gdzie jesteś?

Niall jęknął znowu, zdając sobie sprawę, że powinien być w pracy. Nagle zakaszlał gwałtownie mówiąc:

-Przepraszam, Sally. Nie czuję się za dobrze. Myślę, że jakieś dziecko mogło mnie zarazić, czy coś.

Druga osoba milczała, jednak po chwili powiedziała:

-O tak, Dean ostatnio wyglądał dość blado.

Niall zakaszlał ponownie, upewniając się, że brzmi to wystarczająco źle.

-O-okay. Dam ci kilka dni wolnego. Przyjdź w poniedziałek. Nie chcemy zarazić jakichś innych dzieci. Po prostu…odpocznij trochę. Zobaczymy się w poniedziałek.

Odłożyła słuchawkę bez słowa. Niall zaśmiał się do siebie. To było naprawdę zabawne, jak naiwna była Sally. Była ona nauczycielką w przedszkolu, w którym pracował też Horan, w centrum miasta. Była taka, jaka powinna być nauczycielka w przedszkolu. Młoda, zabawna, czysta i schludna. Miała świetne relacje z dziećmi, ale nie zawsze je kontrolowała. Po to był Niall. Był jej asystentem. Czasem zbyt hałasował, a jego próby nie zawsze były udane. Był dla nich za miękki. Więc był wdzięczny, że udało mu się zdobyć kilka dni wolnego.

W końcu, musiał wyleczyć swojego kaca. Mówiąc o którym, odwrócił się, aby spojrzeć na ilość osób porozwalanych na podłodze. Liam był skulony na kanapie, owinięty kocem, a Zayn spał niespokojnie na stoliku do kawy. Jedna dziewczyna w kałuży wymiocin, a inny chłopak w koszu na pranie. Louisa nie było nigdzie widać, więc Niall podejrzewał, że wrócił do swojego pokoju.

I rzeczywiście, starszy chłopak dopiero się budził. Był w swoim własnym łóżku, a nocny stolik przysunięty był do drzwi. O drugiej w nocy miał już dość i wrócił do swojej sypialni. Ale Zayn nie miał i przez dziesięć minut próbował otworzyć drzwi Louisa, podczas gdy ten starał się mu to uniemożliwić. Ostatecznie Tomlinson zabarykadował je, aby zatrzymać napływy. Chciał spać!

I teraz, obudził się ze świeżym umysłem, ale workami pod oczami. Usiadł, przeciągnął się, chwytając migający telefon, który zwiastował o nowej wiadomości od dziewczyny o imieniu Lucy…tej, która zemdlała w nocy w wannie.

„Cześć, Lou! Powiedz Niallowi dzięki za ostatnią noc. I powiedz sory za zwymiotowanie na niego. Myślałam, że może moglibyśmy wyskoczyć na drinka, czy coś? odpisz , Lucy XXXXXXXXX”

Louis był nieco zdezorientowany i zdegustowany. Usunął wiadomość. Ilość buziaków w niej była niepokojąca. Na pewno jej nie odpisze. Nie był nią zainteresowany. O nie! Był zainteresowany tylko jednym, konkretnym chłopcem. Tym, którego widzi wieczorem. Louis uśmiechnął się. Wszystko szło doskonale, na tą chwilę. Znalazł kogoś, kto naprawdę był doskonały. Harry był taki niewinny, a jednocześnie nieobliczalny. Nie zdawał sobie sprawy, z tego jaki genialny był. Albo jak ciekawy. I przystojny. Nie chciał się spieszyć, bo Harry w końcu był młody. Ale wiedział, że pewnego dnia nie będzie mógł się powstrzymać. I modlił się, żeby rumieniec na twarzy chłopaka, po tym jak go pocałował nie był tylko jego wyobrażeniem. Bo naprawdę lubił Harry’ego, a nie lubił tak kogoś od bardzo dawna.



Liczby na tablicy pływały przed oczami Harry’ego. Nie mógł się skupić, bo to co robił wczoraj w nocy całkowicie zawładnęło jego umysłem. Podobało mu się to! Nie zrozumcie go źle. Czuł się trochę brudny i winny. Winny, bo myślał o innym chłopcu robiąc coś takiego. Ale nie każdy chłopak był Louisem. To nie jest tak, że Louis przypadkowo zawładnął jego umysłem. To było tak, że Louis zajmował specjalne miejsce w myślach Harry’ego. I w rzeczywistości był jedynym powodem, dla którego Harry wsunął ręce do swoich spodni.

Bał się, że teraz będzie zachowywać się inaczej w stosunku do Louisa. A co, gdyby się dowiedział? Śmiałby się z niego? Czy spojrzałby na niego z obrzydzeniem i odszedł? A może by to zaakceptował? Harry nie wiedział. I zależało mu, aby Louis się nie dowiedział. Czuł się jak głupiec. Miał siedemnaście lat, do wczoraj nigdy nie doświadczył takiej przyjemności. Oczywiście widział porno, ale nie lubił go. Czuł, jakby wchodził w prywatność innych ludzi, A to było to samo. To, że myślał o Louisie. Czy to normalne? Prawdopodobnie nie.

Harry zarumienił się na samą myśl o tym, co robił i był wdzięczny, kiedy zadzwonił dzwonek, Spakował swoje rzeczy i wybiegł z klasy w tłum uczniów na korytarzu. Jego serce biło, bo wiedział, że Louis był w drodze. To była najlepsza część dnia. Kiedy Louis podnosił go na duchu. Kiedy Louis ratował go i sprawiał, że nie nienawidził życia. Harry miał tylko nadzieję, że tego nie zniszczy. Bo Harry miał tendencje do niszczenia rzeczy, jak twierdził Robin. Więc chłopak obwiniał się za wiele rzeczy, które nie były jego winą. Nic dziwnego, że chłopak był taki cichy. I dlatego Louis był smutny. Bo on wiedział lepiej.

Harry nie skrzywdziłby nawet muchy. To była zarówno urocza, jak i bardzo frustrująca dla Louisa rzecz. Był wyraźnie słaby i zdenerwowany, ale nikt tego nie widział. Ludzie po prostu go ignorowali lub zastraszali. Ludzie nie zdawali sobie z tego sprawy, że Harry’ego to boli. Boli bardzo. Harry zdawał się na to wszystko nie reagować. Nie płakał, nie ciął się. Po prostu tu przyjmował. Dlatego to robili. Bo Harry nigdy nic z tym nie robił. A jeśli nie on miałby coś zrobić, to kto?

Louis myślał, prowadząc samochód. Jak bardzo był podekscytowany z myślą o spotkaniu z młodszym chłopakiem, tak bardzo się bał. Bał się za każdym razem, że pewnego dnia Harry powie mu o czymś, z czym sobie nie poradzi. Ponieważ wiedział, że Harry ma tajemnice. Były rzeczy w jego umyśle, o których nie powiedział jeszcze nikomu. Miał pytania, zagadki, myśli i opinie. Ale nie miał nikomu z kim mógłby się nimi podzielić. Nie miał komu o nich powiedzieć. Nikomu, kto go zrozumie. Ale taki był Louis. On go rozumiał. I to napawało go szczęściem. Bo Louis też kogoś potrzebował. Jasne, miał Liama, Zayna i Nialla, ale oni nie byli tacy jak Harry. Nie przejmowali się. Nie w sposób, który Harry to robił.

Pięć minut później Louis zatrzymał się przed pustą szkołą. Harry wsiadł bez słowa. Oboje zastygli bez ruchu, pochłonięci myślami. Normalnie, Louis od razu by odjechał. Ale tym razem zwrócił się do Harry’ego:

-Wszystko w porządku? – zapytał szczerze.

Harry westchnął i przytaknął głową.

-Tak. W porządku. Gdzie dziś jedziemy?

Louis uśmiechnął się.

-Myślałem, żebyś ty wybrał. Zwykle to ja wybieram miejsca. Teraz chce, żebyś ty mnie gdzieś wziął.

Harry zmarszczył brwi.

-Nie znam niczego.

Louis zachichotał.

-Na pewno nie ma miejsca, gdzie chciałbyś pójść? Które chciałbyś zobaczyć?

Harry zastanowił się przez chwilę.

-Znasz tą stodołę, koło miejsca, gdzie mieszkam?

Starszy chłopak uniósł brew.

-Chcesz tam iść? – mówił tak, jakby to miejsce było nudne. Używali go jedynie do imprez. Nie podziwiał go tak, jak Harry. Jednak kiedy zobaczył lekkie skinienie ze strony siedemnastolatka uśmiechnął się i powiedział. – Dobrze, pójdziemy tam.

-Jeszcze jedno – szepnął Harry, kiedy Louis wycofywał auto.

-Tak? – zapytał Tomlinson, patrząc na niego.

-Nie chce dziś wracać do domu. Nie na długo, w każdym razie. Możesz….możesz ze mną zostać? Aż będę chciał iść do domu?

Louis oblizał wargi. Był wyraźnie zdezorientowany i nieco zaniepokojony.

-Oczywiście Harry, chętnie z tobą zostanę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz